Zrobiłam test i cała się trzęsę !!!!!!!!
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/b43da4e60486.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 marca 2015, 08:30
17tc + 2 (18tc)
Pięknie zaczęłam tydzień
. Dzisiejsza kontrola u lekarza po raz kolejny bardzo mnie uspokoiła i potwierdziła, że będziemy mieli Synusia
. Nasze Dziecię tym razem było bardzo ruchliwe i wydawało się, że ucieka przed USG
. Śmieszne to było
. Tętno i przepływy są w normach, szyjka twarda, długa, ogólnie wszystko jest w jak najlepszym porządku
. Kilka parametrów z morfologii mam podwyższonych, ale doktor mówi, że to normalne więc się tym nie przejmuję 

Gdy patrzę na zdjęcia w USG 4D to jestem przekonana, że nasz Synuś
będzie podobny do mojego Męża
. Dzisiaj w nocy znów mi się śnił
zdecydowanie za dużo o tym wszystkim myślę
.
W dodatku wczoraj byliśmy z Mężem w niedawno otwartym parku z placem zabaw do dzieci. Było tam tyle Maluchów
. Niedługo będziemy tam chodzić z wózkiem 
Koleżanka sprzeda mi swoją poduszkę do snu z której korzystała w ciąży. Czuję, że niedługo może mi się przydać, bo coraz ciężej mi się układać na łóżku. Gdzieś wyczytałam, że najlepiej spać na prawym lub lewym boku i tak sobie to wbiłam do głowy, że panikuję jak w nocy obudzę się leżąc na plecach. Brawo ja
. Pewnie nie ma to za specjalnego znaczenia, ale wiadomo jak to jest jak człowiek sobie coś wbije w mózg
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2019, 19:17
Zrobiłam zajebiście długi wpis, Hanka się wybudziła, poszłam ją uśpić, komp się zaktualizował, wpis szlak trafil.
Już mi się nie chce pisać więc w skrócie.
Ospy nie ma- dzisiaj 16 dzień. Za tydzień umówię się na szczepienie.
Ząb się przebija
Nocki dalej masakra, wieczorne usypianie masakra, ilośc wybudzeń graniczy z absurdem, czasami w ogole nie schodzę do salonu bo się nie oplaca, czasami wybudza się o 5. Więc od 18 śpi na mnie do 23, później wybidza się co 1 h +/-, i jak jeszcze wstaje o 5 robi się wesoło.
Dni cudowne, śmieje się z wszystkiego, nawet z tego, że pluje, gaworzy, gada z kotem, lubi towarzystwo, ostatnio w lidlu śpiewala prawie całe zakupy, jak nie spiewała to pluła, zaczepia ludzi- uśmiecha się do nich, gaworzy. Zaczeła przyjmować pozycję na czworakach i buja się przód tył. W koszu Mojżesza, tak się buja, że jeździ tym koszem po salonie.
Rozszerzanie diety idzie nam fajnie, zaczęła interesować się całymi kawałkami, myślę, że od przyszłego tyg zaczniemy wprowadzać mięsko. Je 2 posiłki dziennie, mam nadzieję, że nie zaburzy to na razie laktacji- bo jeszcze nie dojrzałam do odstawienia 
Chyba zacznę ją wkładac do krzesełka na czas karmienia. Myslę ze jak w sumie w ciągu dnia posiedzi 20-30 min to się nic nie stanie (sama jeszcze nie siedzi).
Nosimy rozm 74
Wózek wybrałam, musze pojechać go tylko obejrzeć na żywca.
W sobote pojechaliśmy do chrzestnego Hanki. Nie zasneła w samochodzie więc już miałam wizje horroru, a Hanka zadowolona, śmiała się, zainteresowana, w ogołe nie szukała mnie wzrokiem (!!!). Podkarmiała się ładnie (ale w oddzielnym pokoju), zasneła jak tylko uruchomiliśmy silnik samochodu. Wszyscy myślą, że mam z głową mówiąc, że czasami żyć nie daje… Nawet szczekający maltańczyk wprawiał ją w głupawkę- chyba rzeczywiście ja jestem zbyt roztrzęsiona nad nią.
Tak więc w połowie kwietnia jedziemy ze znajomymi na termy- autokarem
Wczesniej się nie zgodziłam bo głośno, bo ludzie, bo mała. Teraz sobie myślę, że moje trzęsienie się nad nią powinno się skończyć, przecież krzywda jej się nie będzie działa.
Z D. pracujemy żeby znowu było dobrze- idzie nam nieźle.
Razem z wiosną nadchodzi fajny czas.
Włosy tak mi wypadają, że chyba będę zmuszona je ściąć na krótko. Nie mogę patrzeć na te wszędzie walające się kłaki. Próbuję na razie wcierkę z Jantar - oby pomogła.
17tc + 3 (18tc)
Wczoraj wzięłam ostatnią dawkę Duphastonu... Nawet nie spodziewałam się, że będę bała się go odstawić
.
Od rana siedzę nad platformą. W zeszłą środę zadzwonił do mnie wiceprezes z prośbą o pomoc. Okazuje się, że jednak logistyka nie bardzo radzi sobie po moim odejściu. Ale jak zwykle się do tego nie przyznają.
W związku z tym, że nie mają czasu na moje tematy, zwłaszcza jeżeli chodzi o platformę to wynikła mega awantura. Chłopaki byli na dywaniku u prezesów w związku z kłótnią z handlowcem. Stąd moja pomoc. Żeby załagodzić sytuację.
Jak trwoga to do mnie... Standard. Generalnie wiceprezes pytał mnie czy planuję iść na całość urlopu macierzyńskiego, bo słyszał że teściowa idzie na emeryturę z końcem roku. Odpowiedziałam, że owszem, po porodzie będę na całości urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego. Do pracy wrócę we wrześniu 2020 lub później.
Nie oszukujmy się. Przecież nie będę zostawiać 4-miesięcznego upragnionego Dziecka z teściami, żeby iść do pracy.
Wiem, że mnie potrzebują, niby minęło już trochę czasu od mojego odejścia, ale nawet Mąż mówi że logistyka nie jest już taka sama jak wcześniej. Niby wcześniej wszyscy mówili, że dadzą sobie radę i mam myśleć o sobie, ale jak widać trochę się pomylili. Podczas rozmowy wiceprezes stwierdził, że miałam bardzo dużo obowiązków (miło, że zauważył).
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2019, 10:24
4dc
Nareszcie poty minely! Juz w drugim dniu cyklu moglam sie wyspac czesciowo na "sucho" czesciowo bo w koncu mialam @. Z dwojga zlego malpa lepsza od uderzen goraca. Widocznie takie mialam skutki uboczne calej tej procedury in vitro.
Jak sie czuje? Fizycznie i psychicznie dobrze. Jeszcze nie wiem czy w tym cyklu dojdzie do teransferu zarodkow, wizyta na 29.03. Nie czuje jednak wielkie cisnienia. Wiem juz jak to wszystko wyglada, nie boje sie i nie mam takiego parcia. Oczywiscie nadzieja ze sie uda jest, ale podchodze do tego bardziej ostroznie.
Tak poza tym wpadlam w lekki szal zakupow kosmetycznych. Nowa perfumka lancome, krem x2 clinique i clochee, podklad estee lauder, plyn micelarny + tonik z clochee, zel do twarzy yoskine. I tak sie uzbieralo-jedyna rzecz ktora mnie cieszyla w tym miesiacu. Aa zaliczylam tez fryzjera kolor+podciecie.
Milego weekendu dziewuszki
Jestem tak na siebie wściekła że to aż trudno opisać.
Wiązałam ogromne nadzieje z tym cyklem, pierwszy z takim zestawem leków. Po ostatecznej diagnozie, gdzie wszystko miało już być ok.
Wróciły do mnie wszystkie moje lęki, zazdrość, zawiść. Nieustanne porównywanie się do innych. Czuję że znów spotkam się z moim psychiatrą, nie wytrzymam tego. To co już miałam wielokrotnie przerobione, przegadane i zaakceptowane na terapii- wszystko na nic.
Odsuwam się od rodziny i znajomych.
Co raz ciężej mi pracować z dziećmi. Nie mogę patrzeć na ich ciężarne,po raz kolejny, matki. Nie potrafię nie nienawidzić wszystkich szczęśliwych ludzi wokół mnie.
Nasze pierwsze dziecko miałoby już 7 miesięcy.
Gdyby grudniowa ciąża się utrzymała to byłabym w 22 tc.
Nienawidzę wszystkiego. I jestem zmęczona wszystkim. Cholernie zmęczona tymi pięcioma latami starań.
No i jestem w Anglii. Kilka dni wyciszenia.... cieszę się każdą chwilą z M. Teraz jest w pracy ale obiecał, że wróci o rozsądnej godzinie.
A tak poza tym to mam 5 dc, od drugiego dnia biorę Estrofem 2x1, no i jeszcze biorę furaginę. Już pęcherz nie boli ale lepiej brać ten lek tak jak pisze na ulotce.
Martwię się trochę wizytą w Warszawie, nie wiem co to będzie...
Cześć dziewczyny.
Jutro niby ma być już wiosna, jej powiew już czuć, ale marzec póki co jest kapryśny. Silne wiatry trochę ograniczają nas w spacerach, Młoda ma trochę zapchany nos ale nic jej nie leci. obwiniam zęby bo coś muszę.
Chodzenie spać uregulowało się na tyle, że pierwsze 2-3 h śpi dosyć twardo. Potem wyczuwa ten moment kiedy się kładę i jest ryk. Nocnego wstawania nie komentuję, bo szkoda w ogóle poruszać ten temat. Tyle chociaż, że nie imprezuje. I wstaje 6-7 a nie 5. To lepiej.
Ma dwie drzemki w ciągu dnia. Do południa śpi od 20 minut do 2-3 godzin. Zależy od dnia. Popołudniu 30-50 minut. I dzięki temu chce się kąpać około 19 i ładnie zasypia na cycku.
Jada 2-3 posiłki. I tak się przyzwyczaiła, że w ich porach już nie chce piersi, woli stałe. Dzisiaj zrobiła mi awaturę przy śniadaniu i musiałam dać jej do pomemlania bułkę grahamkę.
Wielbi banany. I jogurt naturalny (daję bio z bakomy). Obiady raz gotuję, a czasem są ze słoiczka. Zależy. Teraz chcę dawać więcej mrożonek, przez ten okres przejściowy.
Lubi kaszę jaglaną, po gryczanej muszę dawać więcej wody do picia bo ma zatwardzenia.
Ostatnio jadła kaszę mannę z malinami (rozmroziłam i zblendowałam). Kwaskowe ale jadła.
Rehabilitacja postępuje, umie już zrobić amfibie. Ale ręce ma dalej słabe. Stąd dbam, aby dużo czasu spędzała na macie. Fizjo mówiła, że ona najpierw zacznie raczkować, dopiero potem siadać, z pozycji czworaczej bo tak będzie jej łatwiej. Ale rozwój ocenia ok. Po prostu wymaga trochę pracy. Nie jest już taka wiotka, w foteliku do karmienia siedzi prosto. Turla się i pełza.
Umie domagać się swego. Jak za wolno ją karmię to mnie ponagla. Często woła mamamama, zazwyczaj gdy czegoś chce albo zrobi klocka. Najlepsze, że marudzi na mój widok, siedząc z mężem nie daje po sobie poznać, że narobiła w pieluchę.
Kiedy idziemy w gości, początkowo nie daję jej nikomu, trzymam ją na rękach, pozwalam się porozglądać. Jak się zakilamtyzuje, to śmieje się do wszystkich, "gada", najczęściej leży na podłodze (w gościach na jakimś kocu) i jest w 7 niebie, kiedy zagadują ją inne dzieci. Lubie je obserwować.
Zaliczyliśmy też jedną imrezę, powiedzmy taneczną. Bałam się, jak to wyjdzie bo to godziny późnopopołudniowo-wieczorne, muzyka, dużo ludzi. Ale przyszliśmy jako jedni z pierwszych więc Młoda się przywyczaiła, karmiłam ją w szatni i tam też szłam na drzemkę. Muzyka o dziwo i światełka bardzo jej się podobały, przebierała kończynami, śmiała się a wszyscy komentowali tylko " o jakie grzeczne spokojne dziecko" i zdziwieni, że nie płacze. No my też byliśmy zaskoczeni.
W międzyczasie dopadło mnie przemęczenie, wypalenie, totalny brak energii spowodowany niedospaniem, przepracowaniem, próbą radzenia sobie ze wszystkim i przytłoczeniem. Moje zdolności poznawcze uległy takiemu osłabieniu, że zrobiłam głupotę, za którą mi wstyd i muszę teraz zapłacić. A wszystko przez nieuważność, pośpiech, niewyspanie, złą pogodę, zmianę swoich planów pod cudze i kumulację kilku okoliczności.
Mam nauczkę, by się jednak wysypiać (ostatnio olałam wszystko i poszłam spać w dzień z Młodą), nie brać na siebie za dużo i słuchać swojej intuicji. Bo jest mi strasznie wstyd, głupio i źle, że wyszło jak wyszło.
14dc
To chyba byłoby na tyle w tym cyklu. Szyjka zamknięta, sucho jak na pustyni, testy owu nieprzerwanie negatywne. Temperatura 36.68, trochę za mało jak na skok owulacyjny. Pewnie podskoczyła trochę przez to, że mało spałam. Powtarzam sobie, że ten cykl muszę spisać na straty, że najprawdopodobniej w ogóle nie miałam owulacji, ale gdzie tam, głupia nadzieja zakiełkowała i będzie mnie drążyć przez następne 2 tygodnie, żeby przerodzić się w czarną rozpacz z nadejściem @.
Tyle razy przez to przechodziłam, przy moich krótkich cyklach to już musi być z 20-25 cykl starań, i co? I co miesiąc to samo. Euforia, nadzieja, radość, stres, oczekiwanie, wmawianie sobie na przemian objawów ciąży i objawów chorób, na koniec dołek, rozpacz, płacz, rezygnacja. I nowy cykl i szalony rollercoaster od nowa rozpoczyna swoją stałą trasę. Dodatkowo w tym miesiącu doszedł niepokój dlaczego nie miałam żadnych objawów owulacji. ZAWSZE miałam śluz płodny, kiedy jeszcze mierzyłam tempkę zawsze miałam ładny wyraźny skok w 2 fazie. A tu nic...Tysiąc myśli na minutę, może rozwinęło mi się moje "podejrzenie PCOS" i nie mam owulacji, może moja rezerwa jajnikowa się wyczerpała, może stresy z ostatnich miesięcy podniosły mi w kosmos prolaktynę i kortyzol. Dziesiątki możliwości, dziesiątki możliwych przyczyn niepłodności. Plan pójścia do kliniki w Maju wcale nie pomaga, nie daje żadnego spokoju ducha.
Na początku wyobrażałam sobie, jak mówię rodzinie o ciąży, jak szykuję pokój dla dziecka, jak chodzę z nim na spacery, karmię, przewijam, śpiewam, tulę do serca. Teraz już nie potrafię sobie tego wyobrazić, nie potrafię zobaczyć siebie w ciąży a potem z dzieckiem. Po tylu nieudanych próbach ciąża urosła do rangi czegoś nierealnego, co nigdy nie będzie mi dane. Z jednej strony można powiedzieć, że straciłam nadzieję. Z drugiej strony w każdym cyklu wyczekuję, stresuję się, czekam na @ modląc się, żeby nie nadeszła. Nie da się od tego uwolnić, nie da się tego wyłączyć. Zaczynam wpadać w swój zwyczajowy pesymizm. A co, jeśli uda mi się zajść w ciążę i ją stracę, co jeśli dziecko nie przeżyje porodu, co jeśli ja nie przeżyję porodu, jeśli dziecko urodzi się z wadami rozwojowymi, odganiam te myśli, ale one krążą po głowie jak sępy nad padliną. Wyobrażam sobie, że mówię rodzinie o ciąży, idę na zwolnienie z pracy, a kilka tygodni później wracam pusta, załamana i pokonana przez los. NIE, NIE, NIE!!!! Ogarnij się kobieto. Będzie dobrze, zobaczę upragnione 2 kreski, może nawet przed wizytą w klinice. Pozytywne myślenie, muszę myśleć pozytywnie.
Zdenerwowałam się dzisiaj w pracy. Postanowiłam złożyć podanie o przeniesienie do innego działu, bo mam dość mojego obecnego zajęcia, mam jedno z najgorzej płatnych stanowisk w firmie, jedno z kilku, gdzie nie ma zupełnie żadnych możliwości awansu, od 4 lat pracuję za te same pieniądze bez podwyżki. Chciałam przenieść się do innego działu, co zmieniłoby zupełnie mój zakres obowiązków, nawet zacząć od stanowiska asystentki, ale z dużo lepszymi perspektywami na przyszłość. Nawet wygłosiłam ładną przemowę dlaczego nadaję się na to stanowisko i jak moje obecne obowiązki pozwoliły mi nabyć wiele uniwersalnych umiejętności, które byłyby pomocne na nowym stanowisku. I co? I oczywiście odmowa. Bo nie ma zapotrzebowania w innych działach, bo mam studia na innym kierunku, niż wymagany, ale oczywiście na przyszłość nie mówią nie. Tylko jakoś w to "na przyszłość" nie dowierzam. Na co dzień zbieram milion pochwał jaka jestem super dokładna, szybka, bezcenna, tylko jak chcę iść dalej, to nagle mur. Dzisiaj dobitnie zrozumiałam, że żeby awansować muszę zmienić pracę. Bo tutaj chcą, żebym była tu gdzie jestem. Na tym samym stanowisku, z tymi samymi rutynowymi obowiązkami dzień po dniu, tydzień po tygodniu, bez perspektyw, bez podwyżki, kiedy wszyscy dookoła zarabiają 2 razy tyle, chociaż spokojnie mogłabym wykonywać ich pracę, kiedy oni zesraliby się próbując wykonać moją.
Znacie to na pewno, tkwienie w męczącej pracy bez perspektyw w oczekiwaniu na ciążę. Bo tutaj nie mam nic do stracenia, bo będę mogła iść szybko na zwolnienie, a potem wrócić z macierzyńskiego do nowej pracy. Dziecko jest dla mnie najważniejsze i na pewno nie będę teraz dokładać sobie stresu zmianą pracy, ale zrozumiałam, że muszę dać sobie termin, po którym zaczynam czegoś szukać. Inaczej za kilka lat spojrzę wstecz i zobaczę życie zmarnowane na wyczekiwaniu na ciążę i kompletnym zawieszeniu we wszystkich innych dziedzinach. Może dam sobie czas do jesieni, może do końca roku, zobaczę, czego się dowiem w klinice. Tyle teorii, teraz pozostaje jakoś zamienić ją w praktykę.
No to witam w 1dc...
Zwijam się z bólu w pracy. Czy jestem rozczarowana? Trochę. Patrząc na te plemienia może lepiej, że to nie ciąża, bo nie wiem jak zniosłabym np. poronienie.
Zrobię podstawowe badania, które mi zaleciła ginekolog. Może w końcu zacznę zrzucać te kg które tak pięknie nadrobiłam przez stres przed ślubem a potem problemy z tarczycą. A złapałam ich 13. Ogrom... a byłam taka wysportowana prawie. Siłownia i dieta. Wstawanie o 4:30... A teraz? Zalegam na kanapie, szukam miliona informacji, nakręcam się. Nie mam siły na nic. I podziwiam siebie sprzed roku. Co takiego się posypało, że już nie mam w sobie tyle determinacji i siły?
Trzeba się w końcu podnieść z tego dna.
Ciąża rozpoczęta 11 lutego 2014
Albo czopki tak błyskawicznie działają, albo to siła perswazji...i długiej medytacji, w łazience, na kibelku. Witaj z powrotem świetna figuro!
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/cccfdead79c1.jpg
wczoraj wieczór / dzisiaj wieczór
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca 2015, 21:18
Weekend w Kopenhadze był bardzo udany. Lot zniosłam bardzo dobrze. Po pierwsze to odwiedziliśmy moją przyjaciółkę z czasów studiów. Ona też czeka na Maluszka, choć dopiero to początek. Był czas na ploteczki 
Poza tym troszkę powłóczyliśmy się też po mieście, odwiedzając miedzy innymi "specyficzną" dzielnicę Christiannię.
Ze względu na ilość spacerów nasz Maluszek w ciągu dnia spał ciągle kołysany. Wieczorami za to gimnastykował się intensywnie, tak, że mój brzuch falował
Chyba mu się ta Dania z czystym nadmorskim powietrzem spodobała
Oj gdyby dystans był trochę mniejszy to z pewnością bylibyśmy stałymi gośćmi u "Wikingów" 
Moj K planuje już urlop ojcowski i negocjuje z szefem "pracę z domu" w czerwcu tak abym nie była sama w domu. Cieszę się, ze tak bardzo się angażuje 
Test owu zaznaczony na pozytywny druga kredka widoczna ale ciutkę słabszej barwy jutro powtórzę 😊 dziwny ból piersi taki wewnętrzny odczuwalny nie przy dotykaniu chyba pierwszy raz mam taki - dziwny ten początki cyklu ... ale pożyjemy zobaczymy podchodzę do tematu racjonalnie i wiem ze marne szanse żeby się udało. Mój M daje mi wielkie sparcie i wiem ze mogę mu każda obawę powierzyć cieszę się ze podchodzi do tematu spokojniej mam nadzieje ze ten cykl będę równie spokojna chciałabym się nie nakręcać
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2019, 20:54
Ciąża rozpoczęta 9 lutego 2015
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/fc43d10d5814.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca 2015, 00:07
"Porada dnia :
Ciesz się seksem - nie martw się ani pozycją w jakiej się kochasz ani faktem czy osiągniesz orgazm czy nie – wbrew powszechnemu przekonaniu żadne z powyższych nie ma wpływu na Twoje szanse zajścia w ciążę."
Czasem faktycznie te porady brane są z życia chyba, no bo jak inaczej? Tu musisz leżeć tak, tu biodra do góry, tu jakaś "świeca" ... i to mówią dziewczyny, które po takich wygibasach były w ciąży... a może coś w tym jest? Może faktycznie te biodra do góry zdziałają cuda 
Nie no, raczej każdy swój los ma już daawno zaplanowany, a jeżeli ma być w ciąży to będzie tak czy siak - ale jak zawsze na wszystko przyjdzie czas. No właśnie, ten nieszczęsny CZAS... niektórzy nie potrzebują go, od razu zachodzą w ciążę - jedną, drugą, trzecią ... a inne? nie ma lekko, gdyby jeszcze było na 100% pewne, że zakończą się działania, leki, terapie ciążą to wszystko miałoby inny zupełnie sens...
Jak ten świat stworzony jest, od czego to wszystko zależy, że Ty będziesz miała dziecko, dzieci a Ty nie będziesz miała wcale. Jaki w tym wszystkim jest plan? Jaki sens? O co chodzi?
Czy człowiek był kiedyś tak bardzo zły czy tak bardzo dobry, że teraz tak to wygląda? Czy to kara czy nagroda?
@ braaak!!!
)) mężuś budząc mnie dzis rano stwierdzil,ze taka szczesliwa jestem,nawet przez sen:)
to prawda,ze usmiecham sie non stop:)
Juz zakupilam pierwsza lekture- Dieta przyszlej matki Heidi Murkoff. Jest napisana wspaniale i obala mity o niejedzeniu wszystkiego 
przeziebienie mija-syrop z cebuli dziala:) i Wasze pozytywne wibracje pomagaja!!
zadnych ciążowych objawów,oprocz wrażliwych piersi...ja wiem,ze niektore z kobiet przechodza ciążę bez dolegliwosci,ale chyba poczulabym sie spokojnijesza gdybym wymiotowala na lewo i prawo hehe.Nie sadzilam,ze nie bede mogla doczekac sie mdlosci!
moze jeszcze za wczesnie...

11 dc
Nic się nie układa. Mąż mnie doprowadza do... Szału. Jestem nim po prostu zmęczona i serdecznie mam go dość. Zeszły weekend na stracenie, najbliższy zapowiada się podobnie. Bierzemy te suple ale po co jak na jakiekolwiek ❤ nie mam ochoty.
Cała sytuacja starań zaczyna mnie dobijac, a on jeszcze dolewa oliwy do ognia. Ok, wiem że jestem niesprawiedliwa bo trzymam się kurczowo jednego wyniku nasienia na którym Morfologia wyszła 0%. Tak więc uważam że mógłby się nieco postarać dla nas dwojga. Ale oczywiście nie! Tableteczki ja zawsze muszę mu podać pod nos, zioła Ojca Sroki zrobić. Na weekend kilka piw musi być, i ja mu nie bronie, bo rozumiem że po tygodniu pracy fajnie wypić piwko, ale on nie zna umiaru. Była moja siostra z chłopakiem, musiał się nawalic i belkotac coś pod nosem. Później w ruch poszły fajeczki. To po co ja biegam po aptekach, szukam dla nas rozwiązania skoro on ma mnie w dupie?
Mówi że chce dziecka ale jego zachowanie temu przeczy. Na moja frustrację nakłada się też kilka innych rzeczy, bo gdy ja sprzatam mieszkanie on gra w fife lub ogląda tv. Tak wiem... Widziały gały co brały.
5cs, 19dc
Czy mi test wyszedl? Niecierpie tych testow... tylko dodaje i odejmuje te plusy...
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/944f48be0e18.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca 2015, 17:04
Trochę mnie nie było. Przez chorobę i moja i Oli. Dziękuję Dziewczyny za rady. Z tym kaszlem to była masakra. W niedzielę bez poprawy. W sensie takim, że dziecko na drzemki nie może się spokojnie kłaść, bo męczy ja splywajacy katar. Odciaganie nawet odkurzaczem przez sen nic nie dawało. Gdy się kladla, z przodu nic nie było. Wszystko szło na tyl. Dlatego 7mego dnia postanowiłam dac Nasivin. I ku mojemu zdziwieniu zadziałał prawie od razu. Od pierwszej drzemki, przez całe noce zero kaszlu. Owszem jak się obudzi, to jeszcze ta flegma schodzi trochę. Ale z choroby zostalo jakieś 10 procent. Przesunelam więc szczepienia na 28.03. Niech dziecko się trochę zregeneruje. Ale jak Tylko na pierwszej drzemce kaszel nie męczył, to Ola spala 3h... tak była wykończona brakiem normalnego snu.
Jedynki gorne są ok milimetra nad linią brzegu, więc poszły sporo w dół.
Ja przez chorobę piłam fervexy, jadłam też częściej niż powinnam i nie zawsze to co powinnam. Więc chwilowy zastój w chudnieciu. Ale spoko. To długoterminowy cel. Jutro mam.kontrole u dietetyczki, więc będę musiała się wyspowiadac. Spoko.
Wczoraj pierwszy raz po porodzie poszłam biegać. Dziś powtórka, więc Dokladnie sprawdzę dystans, wczoraj byłam bez telefonu. Ale zrobiłam jakieś 3km w 16 min. Więc tragedii nie ma. Nie lapalam zadyszki, przeplatalam trochę marszu. Na twarzy po byłam czerwona jak burak i stanik mokry od potu. Więc wycisk był mimo, że krótki.
Także powoli wracam do żywych po ciężkich, zagilanych dwóch tygodniach.
Ola pięknie już raczkuje, ale jak Tylko się spieszy to pozycja Pelzajaca i popierdziela jak mały samochodzik. Wstaje często i wszedzie na kolanka. Gdy ja się postawi na wyprostowany nogi to zaczyna trzymac pozycję, ale nie robimy tego często. Chce aby sama wykazała gotowość.
Pozdrawiamy !
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2019, 16:52
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.