Śmieszny jest ten program. Co dzień przesuwa mi owulację o dwa dni. Była już owulacja 10, 11 i 12 marca. Teraz pokazuje jednak 14 marca i przesuwa okres robiąc cykl 34 dniowym, co trochę uważam za niemożliwe. Ciekawe co będzie dalej...
16 tc (15t3d)
Hej, właśnie zjadłam zupkę bigosową i zaraz zrobię sobie kawkę. Synek śpi, ja od rana na nogach bo robiłam mężowi bigos w słoiki, pierwszy raz w życiu ale wyszedł smaczny
U nas wszystko dobrze, dziś poranne ważenie dało 82,5 kg. + 3 kg od początku ciąży. Jest Ok. Teraz trochę pozupkuję i do wizyty może nic nie przytyję, a dzidzia powoli rośnie
Ogólnie trzymam się z jedzeniem, nie jem słodyczy, nie napycham się na noc. Jedynie grzeszę jak gdzieś pojadę. Np wczoraj byłam pół dnia na mieście i zajadłam hot-doga na stacji a potem kołacza węgierskiego. Tak pachniało a ja byłam wściekle głodna! No ale do domu nic nie kupiłam zakazanego więc w domu jest ok. Nie ma pokus i się nie je a efekty są jakie są. Za tydzień w pt wizyta, obym już wiedziałam kto tam mieszka może się uda sprawdzić 
Bartuś chodzi już na całego. Przewraca się jak chce za szybo hehe ale jak idzie w miarę powoli to jest super 
Tata w piątek wychodzi ze szpitala 
Urlop zbliża się ku końcowi.. jeszcze łapię piękne promienie słoneczne i powrót do rzeczywistości 
Wczoraj dowiedziałam się, że koleżanka z poprzedniej pracy jest w ciąży, z trzecim maleństwem. Ojjj jak zabolało.. tzn. teraz się cieszę jej szczęściem, ale najpierw poczułam złość, gniew, żal, zazdrość okropną, że jej znowu się udało a mnie nie... Ale opamiętałam się! Nie można tak się zachowywać. Żal, złość, zazdrość? O co?! O to, że ona znowu ma a ja dalej nic.. może właśnie trzeba stłumić te złe emocje, zacząć żyć tym co nam daje każdy dzień? Przecież, podobno, na każdego przyjdzie czas? Wszystko jest już dawno zapisane co jest dla nas a czego nie dostaniemy...
Faktycznie, bardzo źle do tego podeszłam.
Czemu postawiłam na pierwszym miejscu siebie? Tylko JA bym chciała być w ciąży, czemu ona ma a JA dalej nie.
Widocznie tak ma być i pogódź się z tym.
Głowa do góry, cyc do przodu i nie dawaj za wygraną.
Ludzie nie tyle czekają na maleństwo, noe tyle przeżywają... Co ma być to będzie, trzeba się z tym pogodzić 
Zrobiłam sobie badanie estradiolu i proga w 7 dpo i jednocześnie P+7:
prog: 24,30
estr: 227,50
Elegancko.
Jesteśmy po wizycie u doktora Paśnika.
Niestety laboratorium zawaliło i spóźniło się z przesłaniem wyników badania LCT (test limfocytotoksyczny lub cross - match lub test mikrocytotoksyczny - lekarz powiedział, że jest to, to samo badanie, ale wykonywane innymi metodami). Ale jednocześnie miałam wyniki badania CBA, które kształtują się tak:
interferon gamma: 234,0 (norma: 2046,6 - 4738,0), jest poniżej normy, ale on gdy jest wysoki przeszkadza w zajściu w ciążę, więc ogólnie ten parametr jest ok;
TNF alfa: 3465,0 (1208,3 - 4156,1) w normie;
interleukina 10: 590,0 (695,6 - 3048,4) "bidulka poniżej normy" - nie dba o zarodek, bo jest jej za mało - sł. lekarza;
interleukina 4: 21,0 (20,0 - 80,6) również pomaga w zajściu z ciążę, jest nisko przy granicy i dobrze, żeby była wyższa;
interleukina 5: 4,0 (20,0 - 59,
poniżej normy, przeszkadza w zajściu w ciążę, więc to ok, że jest nisko;
interleukina 2: 30,0 (20,0 - 62,5) w normie, przeszkadza w zajściu w ciążę, więc dobrze, że jest nisko w normie;
wskaźnik IFN/IL 4: 11,1 (36,7 - 175,0) poniżej normy, nie pamiętam nic na ten temat;
wskaźnik TNF/IL 4: 165,0 (19,7 - 149,5) powyżej normy, też nic nie pamiętam;
wskaźnik INF/IL 10: 0,4 (1,2 - 3,0) - podobno wynik marzenie;
wskaźnik TNF/IL 10: 5,9 (0,7 - 2,
- powyżej normy, nie pamiętam słów lekarza na ten temat.
Ogólnie: czekamy na LCT i wynik PAI 1. Żadnych innych badań nkke robimy i potem podejmujemy decyzję w zakresie ewentualnego leczenia, czy będzie to immunosupresja czy też szczepienia limfocytami Męża. Kolejna wizyta (cudem!) 29 maja br. Do końca tego tygodnia mam mieć wyniki PAI 1 i LCT.
Wyjaśnił nam KIRy i HLA-C. Stwierdził, że te 2, których mi brakuje są ważne, ale nie najważniejsze (no dzięki ovufriend, już to wiedziałam
): 2DS2, 2DS3. Odpowiedzialne są za hamowanie, stwierdził jednak, że one nie robią różnicy. HLA-C Mężusia określił jako neutralne. Według niego C1 oraz C2 oznacza, że ma epitopy z tej lepszej rodziny i te z tej gorszej, czyli jest neutralnie. Pokazał nam swój magiczny zeszyt
, a tam "KIRy implanatcyjne ...", "C1: ...", "C2: ..." 
W jego ocenie moje spóźniające się okresy (na przestrzeni kilku lat starań, bo trwają dłużej niż jestem na ovufriend), mogła być oznaka tego, że coś tam się próbuje zadomowić, to oznaka tego, że mój system odpornościowy nie do końca troszczy się o te zarodki. Na szczęścia bywają sytuacje znacznie gorsze, że układ odpornościowy niszczy zarodki. Powiedział też, że jeśli byłam kiedykolwiek w ciąży nawet nie potwierdzonej betą, to mój system odpornościowy mógł już się tego nauczyć i nabył odporność na ciążę i teraz niszczy kolejne, bo nie znosi obcych komórek. Nie tylko mojego Męża, zasadniczo każdej obcej komórki. A ciąża, z punktu widzenia immunologii, przynajmniej pierwsze 12 tygodni, to taki stan, kiedy zarodek chowa się przed systemem odpornościowym matki, żeby ta go nie zniszczyła. Generalnie, przeczytał wszystkie wyniki od dechy do dechy, najważniejsze rzeczy powpisywał w kartę, zadawał dużo pytań, udzielał mnóstwo odpowiedzi. Nawet Mężuś stwierdził, że facet ma misję, przełożyć medycynę na ludzki język. I tu uwaga, mój Mężuś do tej pory na wizytach milczący, odzywał się i pytał więcej niż ja! Zdumiewające i jakie pocieszne 
Ujął mnie tym, że weszłam do gabinetu i usłyszałam: "Dzień dobry Pani Krąsi!". Niby nic, a jak miło, jak się do człowieka po imieniu zwrócą. Ma się jednak wtedy wrażenie zaopiekowania. Cała przychodnia, chyba najsensowniej zorganizowana, ze wszystkich, w których do tej pory byliśmy. Mały minus dla jednej pani rejestratorki i jednej pielęgniarki, nie rzutujący jednak na obraz całości. I łazienka normalna (ja wiem, kto by się tym przejmował, a jednak po wizycie w warszawskiej Invikcie, my zwracamy uwagę na takie szczegóły, atmosfera ma kolosalne znaczenie!), krzesła w poczekalni wygodne, brak kłębiącej się kolejki, bo wizyty o czasie. Jesteśmy zadowoleni i podniesieni na duchu. Jedyne co, to czytałam, że doktor udziela konsultacji telefonicznych, a w lab była kartka, że od dnia 14 stycznia 2019 roku już nie udziela takich konsultacji.
Jako, że jesteśmy zadowoleni z wizyty i nie czujemy potrzeby konsultacji z innymi lekarzami, to poodwołuję jutro wizyty u Malinowskiego, Sachy i Kluszczyka (przezorny zawsze zabezpieczony). Za to muszę się umówić do dentysty, bo mnie siódemka pobolewa.
Przeczytałam cały wątek: badanie KIR na problem z implantacją zarodka, jestem troszkę mądrzejsza o tą wiedzę. Ale wątku "immunologia, leki i szczepienia limfocytami" nie dam rady przeczytać (ponad 1200 stron).
W międzyczasie czytam sobie książkę o immunologii i coraz więcej kumam. Książka jest prześwietna. Ma podstawowe definicje zaraz na początku, spis pojęć i gdzie ich szukać, przepotężny spis treści, mnóstwo tabel i grafik obrazujących działanie układu odpornościowego. Mężuś stwierdził, że to delikatnie paranoja, ale cóż poradzić, jak się wciągnęłam. Czasem muszę ją czytać z wikipedią, przecież nie mam podbudowy żadnej pod tą wiedzę.
Ale np.
cytokiny: substancje białkowe regulujące aktywację, poliferację (mnożenie się), różnicowanie i przemieszczanie się komórek, mogące indukować nawet ich śmierć - czyli takie dowództwo komórek, zarządcy;
IL (interleukiny): cytokiny służące komunikowaniu się, wzajemnemu oddziaływaniu i kooperacji między komórkami układu odpornościowego - grupa dowódców odpowiedzialnych za komunikację wśród komórek układu odpornościowego;
IFN (interferon): grupa cytokin wytwarzanych i uwalnianych przez komórki w odpowiedzi na zakażenie: dowództwo zbrojne zwyczajne;
TNF (czynnik martwicy nowotworu): grupa cytokin odpowiedzialnych za zabijanie komórek nowotworowych: dowództwo zbrojne nadzwyczajne.
Część rzeczy, które czytam, rozumiem po swojemu, ale nawet Mężusiowi nie jestm w stanie tego wyłożyć, natomiast kilka rzeczy mnie zafascynowało, np. jak komórki nowotworowe oszukują nasz układ odpornościowy.
Bardzo często w wątkach immunogenetycznych pojawia się sformułowanie: MHC klasy I i II. No i teraz MHC to głowny układ zgodności tkankowej (HLA-C należą do klasy I MHC). Klasa I prezentuje peptydy obejmujące 8 - 10 aminokwasów, zaś klasa II 13 - 17 aminokwasów. Cząsteczki CD8+ rozpoznają I klasę, cząsteczki CD4+ rozpoznają II klasę. Z książki wynika, że "Stosunek limfocytów CD4+ do CD8+ we krwi ludzi zdrowych wynosi średnio około 1,3 do 1, ale może się wahać w szerokich granicach".
KIRy to receptory komórek NK. Z książki wynika, że możliwe jest powstanie w populacji maksymalnie 2048 kombinacji posiadanych KIR. Inne kwestie z książki: IL 10 jest odpowiedzialna za hamowanie nasilonych reakcji zapalnych. Rola komórek dNK (NK doczesnej) jest ściśle związana z początkowymi etapami rozwoju ciąży, a przede wszystkim rozwojem prawidłowego unaczynienia łożyska, które trwa do około 20 tygodnia ciąży. Cytotoksyczność to toksyczność komórek wobec innych komórek.
KIRy oddziałują na komórki NK. A komórki NK albo utrzymają zarodek albo go zniszczą. HLA-C C2 w tym wszystkim predysponuje do niszczenia.
To się tak pięknie łączy, że naprawdę nas Ktoś musiał stworzyć 
a i daliśmy radę mieć małą przyjemnostkę i zjedliśmy fajny obiad w restauracji indyjskiej.
W piątek kolejne badanie nasienia Mężusia, jego badanie hormonów i wizyta w trzeciej klinice. Potem będziemy decydować między kliniką numer 2 a numer 3.
Tymczasem idę spać, bo mi już głowa puchnie od ilości tej wiedzy. Kolorowych snów Wszystkim!
Dzisiaj 15 dc i zaczyna mnie boleć prawy jajnik. Wczoraj byłam u ginekologa, jak bardzo się cieszę że zmieniłam poprzedniego, ten jest taki spokojny, wszystko mi opowie, nie wstydzę się go pytać o nic, wcześniejszego miałam trochę cwaniaczka i szybko szybko wizyta i nara. Lekarz zrobił mi USG pęcherzyk w prawym jajniku, rozmiar ok 16 mm kazał wypić wino z mężem i się cieszyć sobą. Nie jest przekonany do mierzenia temperatury mówił, że bardzo dużo zależy od snu ile śpimy a u mnie rzeczywiście z tym różnie, budzę się przed budzikiem i próbuje usnąć jeszcze ale niestety nie mogę. Ale nie zrażam się do mierzenia temp ja uważam że widać jakieś zmiany. Rozmawiałam z lekarzem że czuję, że mogę mieć problem z pękaniem pęcherzyka, u wcześniejszego ginekologa przy 3 monitoringach pęcherzyk rósł do 28 mm i pękał raz po Ovitrelle, tutaj lekarz mi powiedział ze już taki pęcherzyk często nie ma komórki jajowej która się degeneruje, on pęknie ale już za późno a wcześniejszy lekarz podawał mi zastrzyk przy pęcherzyku 23 mm to zdecydowanie za późno, tutaj mówił ze 16-18 mm się daje zastrzyk. Zobaczymy mam nadzieję, że w końcu trafiłam na dobrego lekarza, we wtorek mam iść sprawdzić czy pęcherzyk pękł, co najlepsze lekarz teraz nie wziął ode mnie ani złotówki. SZOK, miłe zaskoczenie. Jak do końca roku mi nie pomoże to chyba udam się z mężem do kliniki. Mam nadzieję, że problemem jest właśnie pęcherzyk, który nie pęka co da się stymulować lekami a nie plemniki mojego męża.
Od lekarza wróciłam jakaś radośniejsza, nie nakręcam się bo wiem, że ten cykl skoro w niego nie ingerujemy może zakończyć się tak samo jak inne, ale od przyszłego jak nie wyjdzie będziemy monitorować cykle i coś działać.
Po przeczytaniu dzisiaj pamiętnika Biene nabrałam nadziei, że i nam się uda, mieli podobny problem mąż 1 % plemników po kuracji 4% i po drugiej inseminacji ciąża i już jest przed rozwiązaniem, co za radość dla mnie. Błędem było chyba przerwanie wizyty męża u androloga, ale myślałam ze skoro mam polipa to może to był powód i nie ma sensu wydawać tyle pieniędzy na kolejne badania. Ale skoro polip odrósł to dalej trzeba coś zrobić . Może jakby mąż brał już leki to też poprawiłaby się ilość prawidłowych plemników a tak 4 miesiące mamy w plecy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2019, 14:28
Endokrynolog zapisała mnie w styczniu na usg tarczycy na NFZ ale termin na maj/czerwiec, więc zadzwoniła w zeszłym tygodniu i zaprosiła w weekend do szpitala na Banacha, bo robiła szkolenie pracownikom z nowego sprzętu usg! Zrobiła mi ful wypas usg tarczycy - okazało się że mam modelowo zdrową tarczycę
jakiś tam torbielek krwotoczny po prawej stronie, ale ogólnie wsjo ok. Super, że jest ok i super, że trafiłam na kolejnego fajnego lekarza, który nie tylko przyjmuje na 3 min wizyty funduszowej.
Na wizycie w klinice u doktorka okazało się, że mąż ma w nasieniu ponad 20 leukocytów w polu widzenia ;(
No masakra, jak u mnie wszyscy mówią, że jest ok, to z po jego stronie od razu spada lawina.
Doktorek rozkłada ręce, bo kurczę, cały zeszły rok byliśmy na antybiotykach, bo bakterie, a teraz znowu jakiś stan zapalny i bakterie. Co prawda dwie wzrost skąpy, ale te leukocyty... z reguły były 2-3 wpw.
Doktorek zapisał mężowi nie antybiotyki ale jakieś inne leki, czopki itd. Kuracja na 25 dni i na ten czas wstrzymanie starań, więc cholera kolejny cykl w plecy 
Pocieszam się, że na moje kolejne dni płodne m. będzie akurat kilka dni na Malcie, więc może będzie nam mniej żal, ale nawet kombinowaliśmy, że przylecę do niego... a tu ani lotów do ciepłych krajów ani serduszkowania (w gumce nie lubię
).
Kupiliśmy bilety na święta. Niby moglibyśmy wziąć urlop i pojechać na czwartek i piątek, niby moglibyśmy wyjechać wieczorem w piątek, ale zażądałam biletów (jeździmy pociągiem, i tak nie cierpię PKP bo pendolino oczywiście w cenach kosmicznych) na sobotę, bo... nie chcę iść w sobotę z koszyczkiem. Wiem - głupie. Ale mam dość widoku moich koleżanek i kolegów ze szkolnej ławki, którzy przychodzą ze swoimi maluchami. Koszyczki to frajdą dla dzieci, dla mnie oznaką ich braku, więc tym razem stwierdziłam, że ograniczę depresjogenne zdarzenia.
Niby wiosna i powinno być więcej nadziei, niby do stanu depresyjnego w okresie okołobożonarodzeniowym daleko, ale kurczę, nadal nie widzę światełka w tunelu 
Nowy cykl nowe nadzieje.....
Dokładnie 2dc wizyta kontrolna (18.03), lekarz na USG stwierdza, że po hiperce ani śladu - mamy zielone światło do crio transferu. W jednym jajniku jeszcze pozostał po stymulacji jakiś samotny pęcherzyk 17mm - ale podobno w trakcje miesiączki ma zniknąć - oby. Zaczynam brać estrofem - kolejna wizyta 25.03
11+5
Lepszy dzień samopoczuciowy, liczę juź na same takie 😀
Dziś z Polą widzialyśmy bociana jak krążył haha ;p
Za tydzień wizyta genetyczna,odliczam juź
w sobote rodzice mają rocznice ślubu i prawdopodobnie wtedy reszta rodziny sie dowie o ciąży.
We wtorek byl pogrzeb dziadka. My byłyśmy tylko na stypie,ale podobno strasznie..nie otworzyli trumny,zerknąl tylko tata z wujkiem i ciocia.
Chrześniak ,ktory z nim mieszkal (2.5 r.) chodzi na jego fotel i woła dziadka.. smutne.
Pola na szczęście dużo rozumie. Pytała o mszę,o cała sytuację i jak przetrawila po swojemu to nie pytala więcej,ale też nie była az tak związana z dziadkiem i dlatego.
6dc
W sobote dostałam miesiączki, tak tak nareszcie 
Wczoraj zrobiłam wynik TSH , ponieważ koncza mi się leki, WYNIK : 0,339 ! Przed zmiana Euthyroxa 75na 100 wynik mi się podwyzszyl z 2.7 do 3.11 i temu wypisal mi euthyrox 100.
Dzisiaj bylam na usg i konsultacji w sprawie dalszego leczenia. Kiedy pokazałam ile wyszlo mi tsh spytal czy meza bije, i czy mi goraca. To powiedziałam, ze Męża nie bije, ale nocami zwłaszcza cały czas odkrywam i zakrywam, takie mam uderzenia, a w dzień w sumie tez to goraco to normalnie i w pracy bluza na mnie, bluza w szafce, temu może mnie przeziębienie małe wzięło, bo od poprzedniego tygodnia kicham i smarkam. Ale na szczęście nie gorączkuje.
Co do wizyty. Na USG czysto wszystko poszło już. Od 16 dnia cyklu czyli 31 marca podajze biore Estrofem az do 1 dnia miesiączki.
Do tego dojdzie Duphaston ze względu na to ze mam co 34 dni zazwyczaj ,( nie wliczając od dnia poronienia do 16 marca) a lekarz nie chce ryzykować ze mi w swieta wypadnie pobranie oocytów, wiec wypisal mi tabletki, i wtedy tuz po swietach katolickich bym miała punkcje
. Mówił tez ze zastrzyki będą w zmniejszonej dawce, ponieważ miałam pobranych przy poprzedniej procedurze 20 oocytów, czego podajze 11 dojrzałych a 5 się zapłodniło, lecz obumarły i jeden tylko przetrwał, zmniejszy leki, aby było mniej oocytów, ale lepszej jakości. Mam nadzieje, ze nareszcie nam się uda i będzie wszystko dobrze.
Powiedziałam również lekarzowi ze biore koenzym Q10, i tran z kwasami omega. Powiedział, że nie zaszkodzi na pewno :)Czytałam kiedyś , że lepszej jakości komórki jajowe są. Faszeruje się nimi od poronienia. Jeśli wszystko będzie dobrze to 24-25 kwietnia w zaleznosci jak tam będzie ze stymulacją jajników będzie wypadać mi punkcja. Trzymajcie kciuki 
Dziękuję za gratulacje dziewczyny !
Chyba po to tak rzygam jak kot. Inaczej bym w to nie uwierzyła!
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2019, 23:28
Moja najlepsza przyjaciolka znowu postanowila mi pomoc. Tak naprawde pogrzeb taty przezylam w jednym kawalku tylko dzieki niej, to ona trzymala mnie za reke, pozwalala mi swoja sciskac, nawet gdy z bolu juz palcow nie czula. To ona zaprowadzila mnie w kosciele do lawki, a potem na cmentarz i to ona zabrala mnie po wszystkim do siebie i sie ze mna upila. Mam najkochansza przyjaciolke, jaka mozna sobie wyobrazic. Nic dziwnego, ze gdy opowiadalam jej o wizycie, nie ograniczyla sie tylko do wysluchania, ale zaproponowala konkretna pomoc w postaci konsultacji u swojej dietetyczki, celem rozpisania dla mnie diety przeciwzapalnej. Znamy sie i przyjaznimy od zawsze, od przedszkola. Zawsze sobie pomagalysmy, zawsze moglysmy na siebie liczyc, nawet gdy rozdzielily nas kilometry. Przyjezdzajac do Polski od razu najpierw zagladam do niej, dopiero potem do domu. Musialam o tym napisac, chce pamietac, jak wazna jest dla mnie ta relacja i jak bardzo zalezy mi, by tego nie zepsuc.
Poza tym powoli oswajam sie z choroba. To znaczy, ja wiedzialam juz od dawna, ze ja mam, tylko nikt nie umial mi tego zdiagnozowac, o leczeniu nie wspomne. Teksty lekarzy typu, ze takie bole sa normalne albo ze mam sobie lykac ibuprofen lub pigulki antykoncepcyjne, niestety naleza do zenujacej codziennosci. Na razie brakuje mi odwagi, by czytac wiecej na ten temat, pobieznie sie z nim zapoznalam duzo wczesniej, doglebna analize na razie ciagle odkladam na potem. Staram sie nie jesc rzeczy, ktore mi szkodza, staram sie wybierac te zdrowe. Tyle mi chwilowo wystarcza, czekam grzecznie na konsultacje u ordynatora kliniki, na zabieg i konkretne okreslnenie ognisk. Dopiero wtedy bedzie mozna "cos" z nimi probowac zrobic, przy pelnej swiadomosci nawrotow choroby. Najczarniejszy scenariusz to przedostanie sie zrostow do pluc, ogladalam dzis w serialu paramedycznym. Watpliwe, bym byla az taka wybranczynia losu, aczkolwiek moje przeczucie o raku troszke sie spelnilo. W koncu endometrioze oznacza sie miedzy innymi markerem nowotworowym CA 125.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września 2019, 22:33
Dawno nie pisałam. Już niedługo Kamcio skończy rok... Przestanie być niemowlaczkiem... Normalnie szok. Póki co chodzi tylko przy meblach, ale coraz sprawniej. Lubi się wspinać. Oczy trzeba mieć dookoła głowy. Sytuacja z dziś - położyłam kubek na jego krzesełku z Ikei. Spodobał mu się, więc chciał go do rączek. I co? wspinał się na krzesełko, ale nie sięgał, więc pociągnął za krzesełko. W ostatniej chwili złapałam krzesełko, bo wywróciłoby się na niego... raczkuje (śmieszne, bo pełzał starsznie szybko i wszędzie, więc sądziłam, że nie będzie raczkował...). Umie bić brawo i robić papapa. Ulubiona zabawka - wielka wieża do spuszczania kuleczek... normalnie cały czas wstaje, rzuca kuleczkę, patrzy jak toczy się po torze i łapie ją jak się stoczy. Następnie zabawa rozpoczyna się od nowa. Chodzi już do żłobka na maks 5 godzin, z czego dwie przesypia
.Obyło się bez płaczu czy histerii. Jest coraz mądrzejszy
Kochamy go bardzo! No i cały czas myślę o trzecim dziecku! Ale już 12 lat nie będę czekać
Miał być 23dc a jest 1dc
Tak jak czytałam po punkcji okres przychodzi wcześniej. Ale tak coś czułam, od tygodnia bolał mnie brzuch, od poniedziałku po informacji, że mamy 5 zarodków jestem mega płaczliwa. Wszystko mnie wzruszało. Teraz tylko czekać do 21dc i dowiemy się co i jak, na pewno będę musiała zrobić biocenoze, reszta na moje oko jest jeszcze ważna. Nie mogę się doczekać i boję się że to mnie zgubi. Czuję, że już teraz za 1x będę w ciąży i panicznie się boję, że tak nie będzie.
Jak ogarnąć myśli??
Cierpienie w zyciu jest nieodlacznym elementem kazdego człowieka jesli komus sie wydaje, ze jest w beznadziejnej sytuacji cos sie nie udaje i tu nie chodzi tylko o poczecie dziecka , urodzenie, czesto jest przekonanie, ze to my tylko jestesmy w takiej sytuacji ze inni tak nie maja i to blad kazdy czlowiek przechodzi przez to moze to byc utrata pracy smierc choroba nie zawsze bowiem jest kolorowo i radosnie a co by sie stalo gdybysmy zawse byli szczesliwi i cierpienie by nie wystepowalo czy bylibysmy tymi samymi ludzmi? Co z pokora ? Co ze wspolczuciem? No wlasnie czy umielibysmy docenic ten sukces na ktory pracujemy ? Ciezko mi rowniez samej sie pozbierac bo przychodza dni gdy jestem wesola radosna a potem inne dni gdy pojawia sie smutek i rozpacz. Pozwolmy sobie na te emocje na te negatywne i pozytywne bierzmy zycie takim jakim jest przeciez jesli cos mnie boli zab brzuch nie chodze z usmiechnieta mina ? Jak przetastaje doceniam zdrowie o czym wczesniej bym nawet nie pomyslala zeby doceniac.
4 dzień stymulacji jajniki po mału zaczynają dawać znać o sobie jutro wizyta w klinice i podgląd zobaczymy jak jajeczka rosna
Koleżanka w pracy w ciąży w 6 tyg... Ta która się chwaliła, że spirale wyjela.
Powiedziała dziś o tym, a ja musiałam wyjść. Nie mogłam oddychać, złożyłam gratulacje, powiedziałam że się bardzo cieszę. I wyszłam... I zaczęłam płakać, tak że nie mogłam złapać oddechu... Kurwa czemu...
4dc
Jakas poddenerwowana jestem, chyba to przez to, ze w mojej glowie zaczynaja sie gromadzic nadzieja i oczekiwania, ze skoro wszystko jest w porzadku to teraz musi sie udac. Nie chce sie nakrecac i staram sie sobie przypominac, ze w moim wieku mam 5-10% szans na zajscie w ciaze.
A tak poza tym mialam dzisiaj isc na moje nowe ulubione zajecia, taniec afrykanski, po godzinie wygladam jakbym wziela prysznic, rewelacja. Niestety, centrum handlowe, w ktorym jest moha silownia, stanelo w plomieniach, wiec silownia zamknieta do srody 😑 mam farta.
Dobrze, ze chociaz pogoda jest fajna wiec w letniej sukience do pracy lecialam. Uwierzcie mi mieszkajac w Londynie najmniejszy promyk slonca trzeba wykorzystac i ciuchy letnie nakladac 😁😁😁
21 MARZEC - 59 dzień wspólnego życia
Minione dwa tygodnie były super, jesteśmy zdrowi. Odwiedzili nas znajomi z kursu ze swoją 10 miesięczną córeczką tzn moją synową
Pierwsze spotkanie naszych dzieci to ciekawe doświadczenie. Adaś był trochę nie swój, że ktoś tak mały jak on jest w naszym domu. Słodko było na nich patrzeć. Synowa okazała się stanowcza, jak tylko Adam próbował zabrać jej klocka złapała go za kark i przycisnęła do podłogi
Od razu było widać kto będzie rządził w ich związku
Dostaliśmy mnóstwo prezentów od naszych gości, super ubranka i zabawkę. Wizyta znajomych rozpoczęła u nas tydzień prezentów. Moje koleżanki z pracy przysłały zaproszenie dla Adasia by przyszedł z mamą do jej pracy i odebrał od nich prezenty. Adaś dostał super samochód znanej firmy podobno nie do zniszczenia, to się jeszcze okaże
Synu jest zdolny bardzo
Dostał też rowerek biegowy, super-ekstra pomarańczowy. Oczywiście to nie jest prezent na ten sezon, ale spokojnie przyjdzie i na niego czas... Moja kierowniczka dała Adasiowi oddzielny prezent. Interaktywnego misia, jesteśmy z Marcinem zachwyceni. Miś oprócz standardowego śpiewania, melodyjek, opowiada mądre bajki a przede wszystkim uczy numerów alarmowych. Gdzie zadzwonić by uzyskać pomoc. Opowiada o zagrożeniach np że nie można wkładać paluchów do kontaktów. Nigdy nie podobały mi się takie misie jednak tym jestem zachwycona. Adaś nie podziela na razie entuzjazmu rodziców
Wczoraj mieliśmy "kontrol" z OA. Oczywiście u nas ne może być normalnie więc nie było psycholożki która się zapowiedziała. Przyjechała inna i do tego z koleżanką pedagog która prowadziła z nami kurs. Tylko u nas takie atrakcje
Spotkanie było miłe, siedziały 2,5 godziny. Głównie pytały o wszystko, jak wygląda nasz dzień, co po kolei robimy, co Adam je ile je, kiedy i jak długo śpi. Wszystko z najmniejszymi szczegółami. Kazały opowiedzieć każdy dzień po kolei. Robiły skrupulatnie notatki. Powiedziały że będą jeszcze dzwonić jak by czegoś nie dopytały. Nic przed nimi nie ukrywałam, powiedziałam wszystko o mojej depresji i strasznych 2 pierwszych tygodniach. Odebrały to bardzo dobrze. Na koniec stwierdziły że spisaliśmy się na 6 z +. Ze spotkania spożądzą raport do sądu. Zadały nam też pytanie czy chcemy inne dziecko??? Do tej pory nie wierzę jak mogły się o to zapytać. Nie chcemy innego dziecka, chcę tylko naszego Synka - Adama. Jutro jest 22 marca, jutro mija 2 miesiące odkąd jesteśmy razem. To były trudne 2 miesiące,codziennie się siebie uczymy. Jednak nawet jak jestem mega zmęczona to spojrzę w ogromne oczy Adama i wiem że właśnie na niego czekałam 10 długich lat. Nie zamieniła bym Jego na żadne inne dziecko bo to On jest moim dzieckiem, wymarzonym synkiem, moim czortem, diabłem tasmańskim
Jestem mega szczęśliwa >3 >3 >3
Dziś miałam wlew z accofilu. Nie było to zbyt miłe, lekko mówiąc. Cewnik nie mógł wejść i miałam kolejny raz styczność z kulociągiem. Okrutnie bolesne doświadczenie. Nie miałam oczywiście żadnego znieczulenia a bolalo tak samo jak przy hsg, kiedy lekarka nie mogła tego kulociągu w ogóle włożyć i gmerały mi z pielęgniarką dobre 10 minut zanim dobrze ustawiła sobie szyjkę. A wtedy miałam kroplówkę z ketonalu...
Mam pęcherzyk na lewym jajniku 17 mm i na prawym 12 mm. W poniedziałek monitoring i ovitrelle. Trzy dni po ovu pierwszy zastrzyk z accofilu, potem sama robię co 3 dni. Luteinę mam brać nie do 10 dpo jak do tej pory, ale do 14 dpo. 15 dpo robię test. W moim przypadku po prostu hcg bo po pięciu latach starań testów juz z całego serca nienawidzę.
Nie mamy też zbyt wiele czasu na starania bo ogranicza nas accofil i długość działania szczepień.
Tak bardzo bym już chciała mieć to za sobą... Czuję że już mam dość. Na fotelu popłakałam się z bólu i przyszło mi do głowy jedno pytanie- po co ja to robię ? Po co zgadzam się na ten ból, kolejny raz? Co mnie do tego popycha.. Przecież poród to tez nie jest spacer po parku w niedzielne popołudnie
Boli, bolało i będzie boleć.
Tyle zniesie kobieta dla dziecka...
Właśnie się zważyłam. Od października 2017 schudłam 26 kg. Z tym że większość z tego zrzuciłam do marca 2018- waga stanęła na 65 kg. Od stycznia br. waga znów mi spada i obecnie wazę 60 kg. Z 86 
Mimo insulinooporności, niedoczynności tarczycy i hashimoto...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2019, 22:35
Witajcie kochane! Czas leci jak szalony, mój maly zaraz kończy 5 miesiecy. Początki były ciężkie, pierwsze dwa miesiące miałam wyjęte z życia ale teraz moje dziecko to anioł (odpukac) kocham go nad życie i cieszę sie, że go mam. Pomału myślę o rodzeństwie dla niego ale ze względu na CC raczej muszę się wstrzymać
chociaż nie ukrywam że tęsknię za brzusiem i mogłabym mieć jeszcze jedno takie maleństwo obok. W niedzielę mamy chrzest, pierwsza impreza Marcela, a jutro po raz pierwszy wychodzę na dłużej i zostawiam go z bratowa .. troche mam stresa, ale wiem że ona sobie poradzi bo wychowała już 3 ale wiecie ..
co mama to mama. Niewiem czy wam pisalam, ale w dzień mojego porodu na sali miałam jeszcze jedna pania. Fajnie żeśmy się zgadaly. Urodziła synka w 26 TC , miał silna wolę walki, a pisze miał bo dowiedziałam się parę dni temu, że niestety dołączył do aniołków. Bardzo było mi przykro bo wiem jak walczył, jak te 3 dni które leżałam w szpitalu starał się.. będę zawsze mieć Cię w pamięci mały aniołku .. tak jak i wszystkie aniołki z tego forum..
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.