6dc
Dzisiaj bylam na wizycie lekarskiej. Godzine wcześniej krew- estradiol 174.
Gdy czekałam na wizytę po pobraniu krwi poszłam obok do galerii, wracając burza zaskoczyła mnie , choć trwało to z 15 min niestety weszłam do kliniki cała mokra, ciuchy, z włosów kapalo... Masakra... Czekając na wizytę która z 25 min przesunela się zmarzlam. W łazience niestety powycieralam się czym mogłam i głowę przez kilka minut trzymałam pod suszarka na ręce hehe wiem wiem że to śmiesznie brzmi ale jak z włosów kąpie, bluzka, spodnie mokre to się kombinowało. Usiadłam dopiero w poczekalni po kilku minutach bo plecy mokre, a włosy podkrecily się wysychajac powoli.
Jak wezwano mnie do gabinetu, doktorem spojrzał na mnie i zaśmiał się 😁. (pielęgniarki nie lepiej gdy weszłam do kliniki 😋)
Pęcherzyki rosną po obu stronach z większych to od 8mm do 10 mm powiedział po 3 w każdym jajnku, ale nie wiem czy były mniejsze.... także na razie 6 !
Jutro ide na badania ale dla anestezjologa.
W czwartek kolejna wizyta , lecz u innej doktor bo mojego nie ma do soboty.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 maja 2019, 18:58
Mamy serducho 💕 5t5d.. Tak sie cieszę! Chwilo trwaj!!! Maluszku walcz!!! 🤞🤞✊✊
Boże, co za ulga! Mogłabym fruwać tak cudownie lekka się czuję z ulgi i radości!
Byłam dzisiaj na prenatalnych i z maluchem wszystko dobrze! Wszystkie organy na miejscu, kość nosowa widoczna, NT 2,0 i pięknie widoczne serduszko. W przeciwieństwie do starszego brata maluch pięknie pozował
Na razie wygląda, że na 80% drugi synek, zobaczymy czy się potwierdzi 
Jestem taka szczęśliwa!
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/91db6c92fca7.jpg
Okresy brak. Ale wiem, że czyha za rogiem. Byłam pewna, że dostanę jutro. Brzuch bolał mocno miesiączkowo. Dzisiaj latam jak porąbana do kibla sprawdzić czy "już". Więc jeszcze nie, ale pewnie do wieczora nadejdzie lub w nocy. Zdążyłam już zrobić awanturę D. że znowu się nie udało i ma mi kupić wino. Kupił. Wino czeka. Małpa bawi się w kotka i myszkę, ja wściekła.
Rzadko się to zdarza, że jesteśmy oboje w tygodniu w domu. Dzisiaj się zdarzyło.
D. zdecydował, że po dokańcza jeszcze rzeczy w domu. I czujecie klimat: "podaj wyrzynarkę, przynieś przedłużacz, gdzie są krzyżyki, fuga zniknęła, jak ty coś gdzieś wsadzisz..." Mój D. ma zasadę "gdzie położę niech leży, byle nie było na CIĄGU KOMUNIKACYJNYM" błuahahah Ja natomiast lubię mieszkać "ładnie". Przede wszystkim lubię czystość i minimalizm. Kurze mogłabym ścierać 3 razy dziennie. Lubię jak okna mi błyszczą, podłogi pachną, koce poukładane, puste blaty i jak wiem, że jest tak jak lubię
Minimalizm - lubię dekoracje więc zmieniają się u mnie zgodnie z porą roku czy okazją. Obecnie mam wrzosy, szyszki świece, grube koce. Lubię takie "ocieplacze", ale nienawidzę "pierdolników". Ma być ładnie ale bez przepychu. I tu dygresja: moja teściowa zbiera wszystkie kurzołapacze. Kuźwa ma 87...świeczek wosku pszczelego.... 4 komplety filiżanek ( z których nie korzysta), nie wspomnę o "malusich świeczniczkach", pojemniczkach 5 centymetrowych, pierdolników z...jajek niespodzianka...milionpiencetstodziewiencet kwiatków- każdy w innej doniczce, zamiast podstawek...talerzyki. I w sumie waliłoby mnie to gdyby nie fakt, że ja...muszę jej sprzątać. Tak się składa, że jestem jedyną z 3 synowych, która utrzymuje z nią kontakt 
Więc muszę wycierać te wszystkie pierdolniki.
Wracając do upodobań- teraz już nauczyłam się, że czasami lepiej coś sprzątnąć za D. niż się kłócić. Kiedyś robiłam wielkie awantury, o brak szacunku itd. Teraz po prostu coś uprzątam :)I w sumie to miły dzień był.
Teraz D. pojechał na dyzur, ja w domku, winko czeka, kocurry w fazie letargu.
Miłego wieczoru kochane
Dzisiaj jest 45 dzień cyklu. Okresu dalej nie dostałam, wczoraj miałam wizytę u ginekologa dał mi tabletki na wywołanie miesiączku, mówił ze torbieli na USG żadnych nie widać. Zastanawiam się czy robić laparoskopie czy najpierw pójść do kliniki umówiłam się już na 11 czerwca, ale przez ten spóźniający okres będę pewnie musiała przesunąć. Lekarz mówił, że jestem młoda i spokojnie może 3 miesiące poczekać jeszcze bo mówiłam mu że mam sporo wesel teraz i albo robimy teraz zaraz po miesiączce albo potem dopiero we wrześniu.
Ale dziewczyny teraz się już tym tak mnie przejmuję. Kupiłam psa
Maltańczyk, tzn kupiłam go siostrzeńcowi na urodziny bo jego rodzice się zgodzili był u nich 3 tygodnie, ale trafił się jakiś złośliwiec i gryzie, i Patryś płakał bardzo wiec chcieli go sprzedać, a ja i tak chciałam kupić psa co prawda dopiero końcem roku jak się wprowadzimy do nowego domu ale ja się w nim już zakochałam i nie oddałabym go. No i od piątku jest u mnie i dla mnie to jest mega terapia, ja w końcu nie myślę o mierzeniu temperatury, o tym czy mam owulacje. Tylko zajmuje się nim, uczę się posłuszeństwa ( nie do końca jeszcze mnie słucha) ma 11 tygodni wiec jest jeszcze malutki. Pochłonął mnie całą i nie mam czasu myśleć i zamartwiać się. Jeżeli ktoś kocha zwierzęta to polecam taką terapie.
ŚRODA
jestem juz po.
Czuje sie fatalnie psychicznie i fizycznie.
Bardzo mnie boli rana, nie jestem w stanie pojsc do lazienki o wlasnych silach, najchętniej bym tylko lezala i nie ruszala sie wtedy nic nie boli. Rana mi podkrwawia jeszcze, moze od przeciwbolowych. Co chwile dostaje w żyłę bo jest ciezko. Kazdy ruch sprawia mi ogromny ból. Ponoć cięzko bylo opanować krwawienie wiec moze dlatego mnie tak boli cholernie
leki średnio pomagaja 
Co wyszlo? Endometrioza 2stopnia głęboko naciekajaca, jest guzek endometrialny przy odbytnicy - w przyszlosci bedzie mnie czekala operacja prawdopodobnie rekonstrukcji jelita grubego. Mowila ze najlepiej u dr Olka albo u dr Songina.... pobrano tez wycinek do histopatologii, wynik za miesiac...
Te powierzchowne guzki zostaly skoagulowane, przez pol roku od teraz mamy najwieksze szanse na zajscie, 3 miesiace naturalnie sie staramy, jak nic to in vitro. Trzeba sie zmiescic w pół roku z in vitrem bo potem endometrioza sie bedzie odnawiać i nasze szanse spadaja... jajowody drozne. Tak to wszystko jest ok. takaa sytuacja
na dofinansowanie do ivf sie nie zalapiemy bo nie zdazymy 
Szanse sa, ale... dosyc niskie
możliwe ze nigdy nie bede w ciąży 
Jestem w rozsypce co tu duzo mowic... 
I znowu przede mną 10 dni stresu.
Właśnie zadzwonili do mnie z kliniki,że muszą mi pobrać krew na Nifty jeszcze raz bo dostali wiadomość,że w tamtej próbce krwi było za mało DNA dziecka i nie udało się zbadać...noszszszsz kurka wodna,jak tu wytrzymać z takim stresem???!!!
Mam nadzieję,że jak pobiorą mi krew teraz w 15 t 4d to już zbadają i będzie dobrze.
Przez ostatnie 3 tygodnie przeszlam niezly rollercoster emocjonalny. Najpierw pozytywna beta, pozniej dwa nieprawidlowe przyrosty - w zasadzie pogodzilam sie juz z ciaza biochemiczna, tymczasem kolejny przyrost bardzo ladny; 3 dni pozniej znowu super przyrost i beta 511, nastepna 2437. Uwierzylam, ze jestem w ciazy i ze nie jest to ciaza biochemiczna. Miala sie nie stresowac, tylko cieszyc ciaza. A gucio!
Zaczelam szukac (bo jestem glupia prawdopodobnie) i martwic sie, ze poziom bety mam za niski, jak na ten dzien po transferze
Przeczytalam chyba wszystko, co jest w internecie o ciazy pozamacicznej, pustym jaju plodowym i innych powodach poronien w pierwszych 12 tygodniach (no dobra - prawie wszystko). Zdiagnozowalam sobie pewnie ze trzy rozne patologie i bylam pewna, ze z tej ciazy nic nie bedzie. Mam wizyte USG umowiona w mojej klinice nieplodnosci na 20/3, ale po kolejnych slabo przespanych nocach zapisalam sie na dzisiaj do mojego ginekologa na miejscu. Chcialam, zeby mi chociaz powiedzial, ze ciaza jest tam gdzie powinna, a nie np. w jajowodzie.
Przyszedl czas USG i... pan doktor pokazal mi na monitorze bardzo malusienki zarodek, ktory caly az pulsowal - to bylo jego bijace serce
Caly stres ze mnie uszedl, wszystkie negatywne emocje, cala niepewnosc zwiazana z in vitro, wydana kasa - nic sie juz nie liczy, tylko ten maly, pulsujacy babelek.
Po prostu bylo warto 
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 18:36
2 dc, szczerze nienawidzę mieć okresu. I to nawet nie dlatego, że nie jestem w ciąży. Po prostu wczorajszy dzień tak mi dał popalić, że mam dość. Dawno mnie nie zmiotło do tego stopnia. Dostałam drgawek, było mi zimno i gorąco na przemian. O 10:00 łyknęłam nospę forte. O 13:40 kolejną nospę forte. Potem o 15:00, stwierdziłam, że pier...lę ewentualne skutki uboczne w postaci negatywnego wpływu na owulację biorę nurofen. O 15:30 kolejny nurofen i na noc o 21:40 i 22:30 kolejne dwie kapsułki nurofenu. Ku.wa. Przez ostatnich kilka miesięcy było tak ładnie, wystarczająca była nospa. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że wczoraj byłam w drodze do Białegostoku, do speca od laparoskopii. Wizyta o 15:40, a drgawki miałam w poczekalni. Tadam. Ogólnie miałam ochotę rozebrać się w poczekalni do bielizny, miałam zimne ręce i się nimi ochładzałam, Mężuś chciał pomóc, ale jego ręce były za gorące, więc nie był w stanie mi pomóc, bo na ciepło reagowałam jak byk na płachtę.
Naprodoktorek mnie też zdenerwował. Powiedział mi, że przed wizytą u Tomaszewskiego mam zadzwonić po skierowanie na laparo. Dzwonię do niego, a on mówi, że skierowanie na wizytę konsultacyjną nie jest potrzebne, że da mi, ale później, jak będę mieć termin. Kurde, a jakby termin był już ustalony wczoraj? To ja te 305 km w jedną stronę, tak hobbistycznie bym sobie pojechała?
Wizyta u Tomaszewskiego, nie mógł mi zrobić usg, bo bardzo silnie krwawiłam (jak nie ja 1 dc). Mężuś stwierdził, że niepotrzebnie się ze mną kłócił, że może ten dodatkowy stres wpłynął na wcześniejszy okres i dolegliwości bólowe (w..rwił mnie mocno swoim materializmem i jednoczesnym wydawaniem kasy na bzdety, na które nie mamy kasy i spałam na drugim końcu łóżka). Porozmawialiśmy z lekarzem o samym zabiegu. Cena między 2.500 a 4.000 zł w zależności od tego, co znajdą w środku. Najwcześniejszy termin zabiegu, w moim wypadku, to 27 czerwca. Dlatego, że zabieg może odbyć się min. 2 tygodnie po drugiej dawce szczepionki przeciwko wzw b. Druga dawka 13 czerwca. Nie wiedziałam o tym, nie pytałam o to na forum. Poza tym, wg wszystkie badania wirusologiczne są ważne 3 miesiące, więc muszę powtórzyć wirusologię. Robiłam ją w styczniu. Na szczęście posiewy stwierdził, że przyjmuje jako ważne. Na pytanie, o to, czy miał przypadek, że w środku nic nie znalazł, stwierdził, że w 99% coś jest. Nie zapytałam jednak o to, czy zawsze są to rzeczy typowo złe, czy może są neutralne. Mężuś boi się tego położenia mojego na stół, a stwierdził, że jakbym weszła z tymi drgawkami do niego do gabinetu, to on na cito by mnie kładł na stole. Poza tym lekarz wysłuchał naszej historii, dopytywał o stan zdrowia Męża, o leki, jakie przyjmuje, o dietę, jaką stosuje. No i zapytał, czy były badane u Męża d-dimery. Nie, tego badania nie robiliśmy. Powinny być poniżej 200. I jeszcze powiedział, żeby ograniczyć w diecie jajka. Jajka nie są wskazane dla mężczyzn. Chyba o tym nikt nam nie mówił, ale Mężuś i tak je znacznie mniej jajek. On kiedyś mógł jeść tylko jajecznicę. I jeszcze nakazał pić Mężusiowi min. 4 litry płynów dziennie (wzrost i waga), Mężuś do tej pory wypijał 3 - 3,5 litra. Po wyjściu z gabinetu, skierował nas do swojej kliniki na ul. Parkową 6, na konsultację anestezjologiczną. Klinika robi bardzo fajne wizualnie wrażenie, ale ludzie tam pracujący również robią dobre wrażenie, taka ciepła atmosfera. Pozytywnie zaskoczeni byliśmy tym, że nie płaciliśmy za konsultację anestezjologiczną. Dostałam już leki na przygotowanie przed laparoskopią i jogurty. Anestezjolog pożartował, położna dopowiedziała kilka rzeczy, salowa dopytywała czy nie mamy ochoty na kawę lub herbatę. Jedyny minus za brak sensownej poczekalni. Jest poczekalnia na piętrze, w kształcie salonu między salami dla pacjentek. Niebyt komfortowo się tam czułam. Mężuś też nie.
Moje wrażenia po wizycie u Tomaszewskiego: specjalista, rzeczowy, konkretny, kilka razy upewniał się, czy nie mam innych pytań. Wrażenia Mężusia (był ze mną w gabinecie): gadżeciarz, który zna się na swojej robocie, ale jednak nie wzbudził w nim zaufania. Ah, ukłony dla Pani pracującej w rejestracji na ul. Orzeszkowej (gabinety). W chwili, gdy Mężuś szukał apteki, ona się mną opiekowała. Gdyby nie ona, położyłabym się na podłodze z bólu i chłodziłabym swoje ciało na płytkach, bo tak bardzo było mi gorąco. Kobieta rzuciła wszystko inne, żeby mi jakoś ulżyć.
W międzyczasie zrobiłam też usg piersi. Ostatnie było prawie 1,5 roku temu. W prawej piersi mam dwa guzki 7 mm i 9 mm o charakterze węzłów chłonnych, a ich umiejscowienie na granicy z dołem pachowym również to potwierdza. Lekarz wykonujący badanie, stwierdziła, że nie należy się tym przejmować. Do konsultacji z ginem.
Odebraliśmy też wyniki hormonów Mężusia po 3 tygodniach zmiany kuracji. I uwaga: ma idealne wyniki hormonów:
FSH: 7,2 (norma: 0,9 - 11,9), przed kuracją było w normie, w trakcie kuracji skakało znacznie powyżej;
LH: 4,3 (norma: 0,6 - 12,1), przed kuracją było w normie, potem też skakało;
testosteron 784,45 norma: 240, - 870,70), przed kuracją w niskich granicach normy, w trakcie kuracji przekraczał górne granice normy;
estradiol: 29 (norma: poniżej 44), przed kuracją było w normie, potem skakał.
Jakoś między 27 a 29 maja ma wykonać badanie nasienia i zobaczymy, co to wyjdzie. W międzyczasie, jego lekarz prowadzący przyjmuje też w klinice, w której ostatnio byliśmy, ma przewieźć z jednej przychodni do drugiej kserokopię dokumentacji medycznej, żeby wszystko było w jednym miejscu. 28 maja wyniki cytologii. W najbliższy piątek (24 maja) mam wizytę u hematologa, żeby wydał mi zaświadczenie na refundację leków przeciwzakrzepowych w ciąży. No i muszę się umówić do dentysty. Dwa zęby mam do zrobienia, mam nadzieję, że obejdzie się bez kanałówki (nigdy w życiu nie miałam i się cykam). Poza tym chciałabym się umówić do internisty, może część badań do laparoskopii będę mogła wykonać na NFZ?
Odebrałam też wyniki testu limfocytotoksycznego. Wynik to brak przeciwciał limfocytotoksycznych. Chyba prawidłowy? Czekam jeszcze na PAI 1. Ma być maks. do 28 maja. Wtedy będę mieć komplet badań, a reszta to będą do odświeżenia lub kontroli po leczeniu (hormony, wirusologia, posiewy).
Książka o immunologii: nie przeczytałam nic więcej, ale z tego, co przeczytałam wynika, że najważniejszym narządem limfatycznym jest grasica. Szukam więc domowych sposób na poprawę jej pracy. Żeby działać kompleksowo. Zastanawiam się czy nie wrócić na 2 - 3 zabiegi akupresury, bo wczorajszy dzień mnie wykończył? Do przemyślenia.
Kwestie pozastaraniowe: będąc w Białystoku zjedliśmy zarąbiście dobry obiad w Bistro Dobra Zmiana. Przepysznie i tanio, jak na tak fenomenalną jakość jedzenia. A w ubiegły weekend byliśmy na festiwalu górskim, posłuchaliśmy o dalekich wyprawach, obejrzeliśmy pokazy slajdów, było bardzo przyjemnie.
Paczka dla Bratanka na jego powitanie na świecie naszykowana: jest Whisbear (dla Bratanka i jego Rodziców), jest książka "Rozwój psychiczny dziecka od 0 - 10 lat" (dla mojego Brata w szczególności oraz dodatkowo dla Bratowej) oraz lanolina (dla Bratowej).
P.S. Jakby ktoś szukał szumisia, whisbear - nie kupujcie na stronach producentów. Okazuje się, że można znaleźć dużo taniej w internetowych sklepach z zabawkami
nie ogarniam, jak i dlaczego, ale ja dałam za Whisbeara prawie 50 zł mniej niż na stronie producenta 
26tc + 4 (27tc)
Byłam wczoraj na konsultacji cukrzycowej w szpitalu na Karowej w Warszawie. Ogólnie bardzo przyjemnie, tylko dużo czekania, bo osób było dużo. Widać, że ta cukrzyca ciążowa jednak jest częstą przypadłością.
Miałam badanie ginekologiczne, konsultacje z dietetykiem i szkolenie z obsługi glukometru.
No i pierwsze KTG
przez 20 minut leżąc słuchałam serduszka Synka
, nie ukrywam, że mocno się wzruszyłam
. Stwierdziłam, że nie lubi wszelakich badań, bo wczoraj kopał prosto w aparat do ktg
.
Generalnie u Maluszka wszystko jest dobrze, u mnie szyjka jest długa, twarda i zamknięta. Gdyby nie ta cukrzyca to mogłabym powiedzieć, że ciąża jest wzorcowa
. Mam nadzieję, że uda mi się wyregulować cukry i będzie wszystko w porządku.
Siostra miała wczoraj pierwsze badania prenatalne, wszystko jest w najlepszym porządku, trochę narzeka tylko na swojego lekarza, bo jest dość milczący i stwierdza ogólnie że wszystko jest dobrze. Być może będą mieli Córcię
, ale lekarz powiedział żeby jeszcze się nie nastawiali bo na tym etapie siusiak mógł jeszcze się schować.
Mąż drugi tydzień chodzi od nowej pracy, na razie jest zadowolony, może jeszcze nieco spięty ale wyrobi się
. Za półtora tygodnia jedziemy do Lublina na weekend więc troszkę odpocznie
.
Czas ucieka niesamowicie szybko, co jeszcze bardziej wywołuje przerażenie w mojej głowie. Nie wiem jak sobie poradzić. Nie mam pojęcia czy cokolwiek mogłoby zmienić nasza sytuację. Czuje, ze cos ucieka mi przez palce. Brakuje mi Ciebie Aniołku. Brakuje mi kiedy sny przynoszą mi ból w radości. Brakuje mi Ciebie, kiedy widzę wszystkich szczęśliwców wokoło. Brakuje mi Ciebie, kiedy patrzę na mojego męża. Brakuje mi Ciebie kiedy stajesz sie coraz bardziej odległy... Aniołku....
Właśnie rozmawiałam z koleżanką z pracy.. taką najbardziej ulubioną. Jest w ciąży. Gdybym w zeszłym miesiącu nie zaliczyła ciąży biochemicznej bylybysmy obie w tym samym tygodniu. Serce mi pęka, cieszę się Jej szczęścien, ale jestem w rozpaczy. Drugi raz przytrafiło mi się to samo. Drugi raz będę patrzeć na bliską osobę i na jej rozwijającą się ciążę wiedząc, że byłabym dokładnie na tym samym etapie, a kiedy będzie trzymać dziecko na rękach będę myśleć o tym, że mojego nigdy w ramiona nie wezmę. Nie chce mi się żyć.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 maja 2019, 17:54
9tc
Maloplytkowosc: moj wynik 50, norma 150-400.
Hematolog uspokaja, kazal zrobic dodatkowe badania (dosc specjalistyczne). W zasadzie nie wiem jak mialoby wygladac leczenie. Wspominal o sterydach, ale mowi ze w I trymestrze sie ich nie stosuje, najwyzej pod koniec III trymestru.
Wciaz jestem zmeczona, wszystko mnie drazni a ten ciagly niepokoj o dzieci dodatkowo mnie demotywuje. W pracy nie moge wysiedziec, chce mi sie spac, jest mi wciaz niedobrze, wszyscy mnie wkurzaja. Staram sie jak najmniej udzielac, nie gadac i to tez budzi zastanowienie u kolezanek. Jedna podeszla dzis rano i zapytala czy wszystko ok bo ost jestem jakas smutna i zmartwiona. Jestem i to cholernie! Wciaz jakies komplikacje na mojej drodze, boje sie ;(.
W przyszlym tygodniu chce powiedziec szefowej o ciazy i od 3go czerwca na L4. Nie wiem jak to zrobic.
4 lata staran o prace dzisiaj przyszedl czas by zmienic otoczenie zlozylam wypowiedzenie wiwm ze jest tylw osob ktore marza o pracy na stale ale gdy juz znalazlam ta prace nie mialam jednego dziecka brakowalo mi tego strasznie. Od jutra szukam pracy mam pare propozycji strasznie sie boje i mam w glowie pelno mysli czy ja dam rade czy poradze sobie..... 
Nie myślałam, że to będzie taki smutny pamiętnik:/ Każdy kolejny dzień jest gorszy od poprzedniego. Dawno nic mi się nie śniło, a dzisiaj poprostu jakaś kumulacja snów o ciąży, dzieciach jakaś masakra:/ Staram się sobie przypomnieć jaką osobą byłam te kilka lat temu i szczerze mówiac nie jestem w stanie. Nie pamiętam już jak to jest myśleć o czymkolwiek innym jak o wiecznych niepowodzeniach. Mąż mówi, że brakuje mu dawnej mnie. Mi też...
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2019, 14:39
9 dc
Jak na razie totalnie bez serduszek. Mąż jest chory tak więc trzymam się na dystans. Zresztą tylko jojczy pod nosem a ja nie mogę tego słuchać. Na szczęście mamy 2 pokoje. Dziś typowa pogoda na siedzenie w domu i nie robienie totalnie nic. Mam nadzieję że się nie rozchoruje do tego stopnia by brać antybiotyk, bo wtedy robienie wyników nasienia nie ma sensu
19 dc / 3dpo
Temeratura rośnie wyjątkowo leniwie.. (+0,06) ale rośnie. Nigdy nie sądziłam że poranne mierzenie temperatury może być stresujące, a jest. Na mierzenie temp mam nastawiony budzik na 5:45, a od kilku dni budzę zanim zadzwoni ok. 5. Jestem ostatnio strasznie rozdygotana wewnętrznie, wiem że to nie pomaga, niby jestem spokojna ale organizm pokazuje, że tak nie jest. Drżenie powiek czy nagłe kołatanie serca, napady lęku i niepokój, dopadają mnie kilka razy dziennie, próbuję nad sobą panować ale chyba mi to nie wychodzi..
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2019, 09:04
15 dc
Wczoraj ostry ból w prawej stronie podbrzusza. Całkiem możliwe ze ponownie mam owulacje z prawego jajnika, którego jajowod podczas sonohsg okazał się niedrożny.
Dopadła mnie pewna myśl... ból długo się utrzymywał i wzmagał podczas ruchu - jakby płyn uwolniony podczas owulacji podrażniał otrzewana- tylko jeśli jajowod nie jest drożny to jakim cudem (jak i gdzie) płyn mógłby się wylać i wydostać z jajnika !? Wysoce prawdopodobne ze cykl stracony z uwagi na brak drożności. 🧐🤓
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2019, 07:28
Sezon na IVF uważam za otwarty 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/8845e56ef285.jpg
Dzisiaj łatwo i szybko poszło. Pierwszy zastrzyk za mną. Nawet nie bolało
Wczoraj było trochę nerwówki, bo obdzwoniłam ze 20 aptek i wszędzie na zamówienie. Nawet w tej polecanej przez forumowiczki było na zamówienie. Niby dostawa następnego dnia, ale ja nie mogłam czekać, bo @ mnie zaskoczyła i jak nigdy pojawiła się 4 dni wcześniej 
Pojechałam do apteki polecanej przez mój szpital i tam wszystko było uffff.
Kochane, za tydzień bede juz w domu, zasiade do kompa i napisze co u nas. Ten ostatni mexyk to byl jakis giga skok rozwojowy, bo widze, ze Emil powoli powoli przestaje byc niemowlakiem a staje sie malym chlopcem. Wstaje, bawi sie ladnie sam, umie sobie nakrecic samochodzik, aby jechal, nakreca sobie Bączka, czyta ksiazeczki jak nalezy (odwraca kartki),zaczal lepiej jesc, wola mama (jak mnie zobaczy z daleka i leci do mnie), ladnie robi do nocniczka (kupka to standard, wlasciwie nie mamy ostatnimi dniami kupy w pieluszce). O nocniku musze Wam koniecznie napisac.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.