PIĄTEK
Dziewczyny przegapiłam termin składania wniosków na dofinansowanie in vitro
. Okazało się, że na złej stronie szukałam, a konkretnie w złym dziale
w tym roku w innym miejscu było ogłoszenie. Ja pierd*lę
nie ma już miejsc, było 36, jest 40 chętnych. Ryczeć mi się chce
no i co?
💩💩💩💩💩
negatywny 😉
Dziewczyny! dzisiejsza beta 174,4 !
prog 125.
pierwszy raz moja beta przekroczyła 100!
jutro mam telewizyte z lekarka.
włączyłam encorton, ale tylko 1,5 tabl - nie wiem czy nie za mało.
Neoparin ma strasznie tępe igły, ale to pikuś skoro pomaga ♡♡♡ zniese wszystko 
dziękuję Wam za kciuki i wsparcie! ♡♡♡
trzymajcie je proszę dalej, żeby wszystko było dobrze!
będę dawała znać!
Dzisiaj i wczoraj lekki ból miesiączkowy i śladowe ilości krwi tylko na szyjce macicy. Więc okres pewnie dzisiaj do wieczora przyjdzie... Moja 6 inseminacja a pierwsza z drugim mężem napewno już idzie na straty eh... Nie wiem czy kiedyś ktoś mi pomoże 😪 Nigdy nie miałam badań w stronę imunologi, może tam leży problem.
Fuck fuck fuck, mam nadzieje, ze nie jestem w ciazy. Boję sie spojrzec w kalendarz, ktory to dc. Serio. Nie patrze. Właśnie przeczytalam apel od (bodajze) MZ, by wstrzymac sie z prokreacja... Ze wzgledu na utrudniony dostep do lekarzy itp. Czekam na plamienie przed @... Dodam, ze mialam dopiero 2 okresy po zaprzestaniu kp. Niezla wtopa by byla, gdyby sie okazalo, ze zaciazylam...
Dzisiaj 13 dc
Sama nie wiem kiedy owulacja nastąpiła - staramy się co dwa trzy dni. Od wczoraj czuje delikatne ciągniecie pośrodku babelkowanie śmieszne , jajniki w ogóle nie bolą,częściej muszę siku , jestem senna i pieką mnie oczy jakoś słabiej widzę plus mam dużo wodnistego plamienia. Dziwna sprawa. Raczej sobie nie wmawiam bo się uodpornilam. Jak nie ustanie będę testować 6 kwietnia - mąż ma wtedy powtórne badanie nasienia. Sperma wyglądała super po tych trzech miesiącach diety sportu i profertilu. Ja miałam potężna owulke ale nie wiem kiedy bo płodny był tak jakby kilka dni Zobaczymy co bd
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2020, 21:45
23 dc
Czekam z niecierpliwością na konsultacje sobotnia z immunologiem. Ze względu na to, że jestem na kwarantannie dzwoniłam z prośba o teleporade zamiast wizyty stacjonarnej i mam czekać w sobotę na telefon. Narazie mam wyniki tylko cytotoksyczności komórek NK, są podane dwa wyniki i nie wiem, który jest wiążący. Chciałabym już to wiedzieć, bo nie należę do osób cierpliwych 😅 na wyniki alloMLR i cross match muszę czekać do jutra, i mam nadzieję, że będą na czas przed wizytą. Dzisiaj też mam teleporade z endokrynologiem. Zrobiłam ostatnio pakiet rozszerzony na tarczycę i TSH znowu wyszło ponad 2 🙄 inne wyniki oprócz jednego też są podwyższone. No nic, zobaczymy co powie Endo.
Więc narazie idzie wszystko zgodnie z planem, trochę zmodyfikowanym ale mam nadzieję, że dalej transfer w listopadzie jest możliwy.
I jestem po wizycie machina ruszyła... Jak wyszłam z gabinetu to sobie myślę.. eeee ale że co? że nie robimy IUI, IVF itd. że póki co nie padły takie słowa... A ja tu taka zwarta i gotowa żeby biec do przodu aż padnę.. Ale od początku. Pani Doktor bardzo miła, kompetentna, wizyta przebiegła w luźnej atmosferze, niestety słowo "koronawirus" było odmieniane przez wiele przypadków.. Pani Doktor póki co zleciła sporo badań, część powtarzam, takich jak tsh, wit D, część z nich to u mnie nowość- ureaplasma, chlamydia, do tego: atpo, atg, toxo igg, różyczka igg, igm. 17 ohp, dhea-s, androstendion. Pani Doktor pochwaliła, że Mąż wyniki super i że jest ładnie przebadany - ciekawe czyja to zasługa
hihihi i stwierdziła, że suplementacja zbędna. U mnie za to zaleciła melatoninę na noc, mioinozytol, resveratrol. Plan jest taki, że dziś w 4 dc biorę 8 tabletek lametty i próbujemy z taką stymulacją owulacji (byłam i jestem dalej przerażona, bo po 2 tabletkach dziennie byłam już emocjonalnym wrakiem, a co dopiero po takiej dawce???), ale ufamy Pani Doktor i próbujemy. Tak chce zrobić z 3 cykle a później laparoskopia z histeroskopią, chyba że wyjdzie ureaplasma albo chlamydia to wcześniej laparoskopia z histeroskopią. Także czas pokaże który scenariusz się sprawdzi. Ufam ... Będzie dobrze? W końcu kiedyś musi .. Jak nie plan A to plan B albo i nawet C, bo widzę, że w głowie Pani Doktor pomysły się kłębią tylko niech ten koronawirus się skończy!!!
39+2
Nadal dwupak 😂
W środę mam mieć ktg. W nocy skurcze okresowe czasami dość silne ale po wstaniu ustają. Już nawet nie chce mi się przyspieszać porodu, co ma być to będzie. Choć już nie mogę doczekać się jak zobaczę synka 😍
Dzwoniłam do Białegostoku i jeśli poród nie zacznie się to mam przyjechać 10 maja w 41+1. Żadnych badań już nie muszę powtarzać. Clexane uniemożliwia wzięcie zzo 12 h po zastrzyku. No to odliczamy 
Moja choroba ma swoje plusy. Nie mam za dużo siły do działania, więc większość czasu spędzam w łóżku, a co za tym idzie szukam różnych rzeczy dla dziecka. Mamy już mniej więcej wybrany wózek gondola+spacerówka, muszę jeszcze poszukać samej spacerówki, bo nie wiemy w jakim wieku będzie dzidzi... Robię to po to, by później już tylko wszystko zamówić, bo nie będzie czasu na przebieranie. Mamy łóżeczko i fotelik samochodowy... Sprawia mi przyjemność przeglądanie tego wszystkiego, a jednocześnie to takie dziwne, nie wiedząc do końca czego będziesz potrzebować.
Ciekawe czy jesteś już na świecie nasz Aniołeczku?
Dobra, chciałam powrócić w wielkim stylu, ale jak wiadomo - gdzie się nie obrócisz to dupa.
Ale od początku. Po łyżeczkowaniu był bardzo ciężki czas, kompletnie sobie z tym nie radziłam. Wcześniejsze problemy zostały spotęgowane nieudaną ciążą. Zamknęłam się w sobie, nie wróciłam do pracy, depresja mnie pochłonęła. Do tego wszystkiego od najlepszej koleżanki usłyszałam „chyba za bardzo zafiksowałaś się na tę ciążę”, bo powiedziałam że nie jestem w stanie przebywać z kobietami w ciąży i małymi dziećmi, i źle reaguję na kolejne ciąże w najbliższym otoczeniu. Na domiar złego, ta sama koleżanka zaszła chwilę później w ciąże. Cykl po zabiegu ciągnął się w nieskończoność, trwał ponad 70 dni. Odpuściliśmy z mężem starania do stycznia/lutego. Próbowaliśmy jeden cykl ale się nie udało, co szczerze mówiąc przyjęłam z ulgą. Później pojawił się koronawirus. Ja wystraszona całą sytuacją i wizją wizyt u lekarza, badań a później samotnym porodem odpuściłam. Nie chciałam na razie zachodzić w ciąże. I tak minęła nam wiosna i lato.
W sierpniu stwierdziłam, że co ma być to będzie. Czas, który dałam sobie na schudnięcie niewiele dał, waga stoi. Powiedziałam sobie, że chyba lepiej zacząć się już starać, bo nauczeni doświadczeniem nie wiemy kiedy w końcu się uda. I tak w pierwszym cyklu bez zabezpieczania się, już kilka dni po owulacji, czułam że jestem w ciąży. Pomijając oczywiste objawy jak ogromny ból piersi, po prostu to czułam. Uczucie nie do podrobienia. Ok 10dpo zrobiłam test - słaba kreska. POZYTYWNY! Ale nie mogło być inaczej, przecież już wiedziałam że jestem w ciąży. Przyjęłam tę wiadomość na chłodno, mąż spanikował. Ale czekałam na rozwój wydarzeń. Objawy nie ustępowały. Aż do dzisiaj, kiedy mierząc temperaturę zobaczyłam, że ta spadła o 0,3’C. Pomyślałam, że już po wszystkim. Powiedziałam mężowi, on przyjął to równie na chłodno, co wcześniejszą informację o możliwej ciąży.
No i tak, zaczęło się plamienie. Przez chwilę było fajnie.
A ja uświadomiłam sobie, że już nigdy informacja o ciąży nie spowoduje u nas szaleńczej radości.
Jestem,czyli moja psychika wraca do normy. Gorzej, że cera też, bo pojawili mi się na buzi nowi mieszkańcy, a tak dawno ich nie było...
Ostatnie tygodnie nie były łatwe dla mnie psychicznie. Nie jakieś tam depresje, ale zdecydowanie zdarzały mi się dni z tzw. obniżonym nastrojem i poznałam co to płaczliwość. Miała dwie akcje, że ryczałam całą noc lub pół dnia, co oczywiście frustrowało mojego męża, no ale przetrwaliśmy. Robiłam wszystko co do mnie należy, uśmiechałam się do Marysi, ale nie miałam siły włączyć notebooka (nie lubię pisać na laptopie bo jakiś wielki mi się wydaje) by uzupełniać wpisy, ale przez komórkę oczywiście śledzę cały czas ovufriendową rodzinkę 
Nie wiem od czego zacząć...
Od kilku tygodni karminy się tylko piersią
Położna środowiskowa i cdl były z nas dumne, bo to jednak ni było łatwe po tej sondzie i przystawieniu do piersi dopiero w 3 miesiącu życia. Ale było warto walczyć. Ten odruch kręcenia główką oznaczający szukanie cyca i to ufne spojrzenie podczas jedzenia... bezcenne i żadna butelka tego nie zastąpi
(aczkolwiek zdecydowanie dostrzegam zalety butelki po 2 miesiącach tego sposobu karmienia, ale tylko czasami za tym tęsknię
)
Czasami mam obawy, czy Marysia się najada, no ale skoro po karmieniu nie marudzi, moczy pieluszki i trochę jednak przybiera na wadze swoim tempem, to nie jest źle. Zresztą ostatnimi czasy ma odruch wymiotny jak tylko próbuję jej włożyć butelkę do buzi, więc chyba jest ok.
Zapisałam się na kilka grup fb. Jeszcze niewiele rozumiem z tych o BLW, no ale mam czas, za to z tych o karmieniu piersią zrozumiałam m.in. że nie mam na co narzekać i że laktator nie odzwierciedla pojemności piersi.
Tyle, że Marysia ma codziennie od 16 do 20 fazę, że je cyca, usypia, ja ją odkładam, ona się po 30 sekundach budzi i chce cyca, je, usypia, ja ją odkładam, ona się budzi po 30 sekundach i daje znać, że jest głodna, więc je cyca, usypia...i tak przez 3-4h. Czasami dłużej śpi mi na rękach jak jej nie odłożę, no ale po jakimś czasie ręce mi odpadają, a pęcherz wymaga cewnika 
Po 20. usypia ją częściej mąż a ja mam czas na zjedzenie i umycie się, chwilę relaksu. Później już śpi i budzi się tylko co 2-3h na jedzonko. Czasami akcje permanentnego jedzona ma też po 11 do południa, ale wtedy przerywam tą passę spacerkiem i jakoś dajemy radę

Właśnie się obudziła, bo już 2h minęły
Jestem,czyli moja psychika wraca do normy. Gorzej, że cera też, bo pojawili mi się na buzi nowi mieszkańcy, a tak dawno ich nie było...
Ostatnie tygodnie nie były łatwe dla mnie psychicznie. Nie jakieś tam depresje, ale zdecydowanie zdarzały mi się dni z tzw. obniżonym nastrojem i poznałam co to płaczliwość. Miała dwie akcje, że ryczałam całą noc lub pół dnia, co oczywiście frustrowało mojego męża, no ale przetrwaliśmy. Robiłam wszystko co do mnie należy, uśmiechałam się do Marysi, ale nie miałam siły włączyć notebooka (nie lubię pisać na laptopie bo jakiś wielki mi się wydaje) by uzupełniać wpisy, ale przez komórkę oczywiście śledzę cały czas ovufriendową rodzinkę 
Nie wiem od czego zacząć...
Od kilku tygodni karminy się tylko piersią
Położna środowiskowa i cdl były z nas dumne, bo to jednak ni było łatwe po tej sondzie i przystawieniu do piersi dopiero w 3 miesiącu życia. Ale było warto walczyć. Ten odruch kręcenia główką oznaczający szukanie cyca i to ufne spojrzenie podczas jedzenia... bezcenne i żadna butelka tego nie zastąpi
(aczkolwiek zdecydowanie dostrzegam zalety butelki po 2 miesiącach tego sposobu karmienia, ale tylko czasami za tym tęsknię
)
Czasami mam obawy, czy Marysia się najada, no ale skoro po karmieniu nie marudzi, moczy pieluszki i trochę jednak przybiera na wadze swoim tempem, to nie jest źle. Zresztą ostatnimi czasy ma odruch wymiotny jak tylko próbuję jej włożyć butelkę do buzi, więc chyba jest ok.
Zapisałam się na kilka grup fb. Jeszcze niewiele rozumiem z tych o BLW, no ale mam czas, za to z tych o karmieniu piersią zrozumiałam m.in. że nie mam na co narzekać i że laktator nie odzwierciedla pojemności piersi.
Tyle, że Marysia ma codziennie od 16 do 20 fazę, że je cyca, usypia, ja ją odkładam, ona się po 30 sekundach budzi i chce cyca, je, usypia, ja ją odkładam, ona się budzi po 30 sekundach i daje znać, że jest głodna, więc je cyca, usypia...i tak przez 3-4h. Czasami dłużej śpi mi na rękach jak jej nie odłożę, no ale po jakimś czasie ręce mi odpadają, a pęcherz wymaga cewnika 
Po 20. usypia ją częściej mąż a ja mam czas na zjedzenie i umycie się, chwilę relaksu. Później już śpi i budzi się tylko co 2-3h na jedzonko. Czasami akcje permanentnego jedzona ma też po 11 do południa, ale wtedy przerywam tą passę spacerkiem i jakoś dajemy radę

Właśnie się obudziła, bo już 2h minęły
Jestem,czyli moja psychika wraca do normy. Gorzej, że cera też, bo pojawili mi się na buzi nowi mieszkańcy, a tak dawno ich nie było...
Ostatnie tygodnie nie były łatwe dla mnie psychicznie. Nie jakieś tam depresje, ale zdecydowanie zdarzały mi się dni z tzw. obniżonym nastrojem i poznałam co to płaczliwość. Miała dwie akcje, że ryczałam całą noc lub pół dnia, co oczywiście frustrowało mojego męża, no ale przetrwaliśmy. Robiłam wszystko co do mnie należy, uśmiechałam się do Marysi, ale nie miałam siły włączyć notebooka (nie lubię pisać na laptopie bo jakiś wielki mi się wydaje) by uzupełniać wpisy, ale przez komórkę oczywiście śledzę cały czas ovufriendową rodzinkę 
Nie wiem od czego zacząć...
Od kilku tygodni karminy się tylko piersią
Położna środowiskowa i cdl były z nas dumne, bo to jednak ni było łatwe po tej sondzie i przystawieniu do piersi dopiero w 3 miesiącu życia. Ale było warto walczyć. Ten odruch kręcenia główką oznaczający szukanie cyca i to ufne spojrzenie podczas jedzenia... bezcenne i żadna butelka tego nie zastąpi
(aczkolwiek zdecydowanie dostrzegam zalety butelki po 2 miesiącach tego sposobu karmienia, ale tylko czasami za tym tęsknię
)
Czasami mam obawy, czy Marysia się najada, no ale skoro po karmieniu nie marudzi, moczy pieluszki i trochę jednak przybiera na wadze swoim tempem, to nie jest źle. Zresztą ostatnimi czasy ma odruch wymiotny jak tylko próbuję jej włożyć butelkę do buzi, więc chyba jest ok.
Zapisałam się na kilka grup fb. Jeszcze niewiele rozumiem z tych o BLW, no ale mam czas, za to z tych o karmieniu piersią zrozumiałam m.in. że nie mam na co narzekać i że laktator nie odzwierciedla pojemności piersi.
Tyle, że Marysia ma codziennie od 16 do 20 fazę, że je cyca, usypia, ja ją odkładam, ona się po 30 sekundach budzi i chce cyca, je, usypia, ja ją odkładam, ona się budzi po 30 sekundach i daje znać, że jest głodna, więc je cyca, usypia...i tak przez 3-4h. Czasami dłużej śpi mi na rękach jak jej nie odłożę, no ale po jakimś czasie ręce mi odpadają, a pęcherz wymaga cewnika 
Po 20. usypia ją częściej mąż a ja mam czas na zjedzenie i umycie się, chwilę relaksu. Później już śpi i budzi się tylko co 2-3h na jedzonko. Czasami akcje permanentnego jedzona ma też po 11 do południa, ale wtedy przerywam tą passę spacerkiem i jakoś dajemy radę

Właśnie się obudziła, bo już 2h minęły
Jestem,czyli moja psychika wraca do normy. Gorzej, że cera też, bo pojawili mi się na buzi nowi mieszkańcy, a tak dawno ich nie było...
Ostatnie tygodnie nie były łatwe dla mnie psychicznie. Nie jakieś tam depresje, ale zdecydowanie zdarzały mi się dni z tzw. obniżonym nastrojem i poznałam co to płaczliwość. Miała dwie akcje, że ryczałam całą noc lub pół dnia, co oczywiście frustrowało mojego męża, no ale przetrwaliśmy. Robiłam wszystko co do mnie należy, uśmiechałam się do Marysi, ale nie miałam siły włączyć notebooka (nie lubię pisać na laptopie bo jakiś wielki mi się wydaje) by uzupełniać wpisy, ale przez komórkę oczywiście śledzę cały czas ovufriendową rodzinkę 
Nie wiem od czego zacząć...
Od kilku tygodni karminy się tylko piersią
Położna środowiskowa i cdl były z nas dumne, bo to jednak ni było łatwe po tej sondzie i przystawieniu do piersi dopiero w 3 tyg. życia. Ale było warto walczyć. Ten odruch kręcenia główką oznaczający szukanie cyca i to ufne spojrzenie podczas jedzenia... bezcenne, a ile się dzieć przy tym ugada 😁 żadna butelka tego nie zastąpi
(aczkolwiek zdecydowanie dostrzegam zalety butelki po 2 miesiącach tego sposobu karmienia, ale tylko czasami za tym tęsknię
)
Czasami mam obawy, czy Marysia się najada, no ale skoro po karmieniu nie marudzi, moczy pieluszki i trochę jednak przybiera na wadze swoim tempem, to nie jest źle. Zresztą ostatnimi czasy ma odruch wymiotny jak tylko próbuję jej włożyć butelkę do buzi, więc chyba jest ok.
Zapisałam się na kilka grup fb. Jeszcze niewiele rozumiem z tych o BLW, no ale mam czas, za to z tych o karmieniu piersią zrozumiałam m.in. że nie mam na co narzekać i że laktator nie odzwierciedla pojemności piersi.
Tyle, że Marysia ma codziennie od 16 do 20 fazę, że je cyca, usypia, ja ją odkładam, ona się po 30 sekundach budzi i chce cyca, je, usypia, ja ją odkładam, ona się budzi po 30 sekundach i daje znać, że jest głodna, więc je cyca, usypia...i tak przez 3-4h. Czasami dłużej śpi mi na rękach jak jej nie odłożę, no ale po jakimś czasie ręce mi odpadają, a pęcherz wymaga cewnika 
Po 20. usypia ją częściej mąż a ja mam czas na zjedzenie i umycie się, chwilę relaksu. Później już śpi i budzi się tylko co 2-3h na jedzonko. Czasami akcje permanentnego jedzona ma też po 11 do południa, ale wtedy przerywam tą passę spacerkiem i jakoś dajemy radę

Właśnie się obudziła, bo już 2h minęły
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2020, 08:42
Na weekend byłam na rodzinnej imprezie. Generalnie było super, bo poszliśmy na termy i się Mega zrelaksowałam❤️ potrzebne mi to było, ale i tak czuję się wykonczona podróżą i emocjami. Jedyny taki minusik to tekst "a wy kiedy?"🙄 Moja młodsza siostra jest w ciąży i widocznie dla niektórych jest to jakiś wyznacznik. Liczyłam trochę na to, że takie pytania pojawia się najwcześniej za jakieś pół roku.🤷🏼♀️ Najsmieszniejsze, że jak powiedziałam wprost, że staramy się, No ale nie nastawiamy się na nic, ze względu na to że może być u nas ciężko, to ta osoba w połowie zdania przestała mnie słuchać i się odwróciła do kogoś innego xD jakby... No to po co pytasz? 🙃 Nie zamierzam się tym jednak przejmować. Zdaje sobie sprawę, że im dalej w las tym ciężej, dlatego na razie będę to olewać póki mam sily💪
10dc
Dziwna sytuacja. Zazwyczaj okres mam 7-9 dni, a tym razem 4 dni okresu + 2 dni plamienia. W 7dc zaczął mnie boleć jajnik i miałam delikatne bóle na dole brzucha. Obawiam się czy coś tam nie zaczyna się dziać niedobrego. Nie mam monitoringu w tym cyklu, wszystko odwołane. Zastanawiałam się czy brać lamettę, czy nie dojdzie do przestymulowania, ale skoro biorę ją już od kilku cykli i nigdy nic się nie działo to teraz też nie powinno. Wiecie co? Dorosłam. Czuję, że moje myślenie się zmienia, nie jestem nastawiona już tylko na cel, chcę zrobić coś dla siebie, zadbać o swój samorozwój. Nasłuchałam się monologów coachów motywacyjnych i jakoś mi lepiej. Otuchy dodaje mi też forum staraniowe. Wiem, że nie jestem sama z moją niepłodnością, że są dziewczyny, które miały dużo gorsze przeżycia, a nadal walczą i się nie poddają, więc dlaczego ja mam się poddać? NIGDY! Dzisiaj 10dc, nawet nie wiem kiedy mi to zleciało. Niedługo owulacja, tak bardzo na nią czekam, a z drugiej strony boję się, że jak się uda zajść to będę miała problemy z wizytami, a ja jestem panikara jeżeli coś się będzie działo to nerwowo nie wytrzymam. Bzyki były w 6dc wieczorem i 9dc rano. Jeszcze planuję dopaść mojego dzisiaj wieczorem, jutro wieczorem i pojutrze rano
Jestem w 100% gotowa na potomka, poczułam to 2 dni temu, tak psychicznie, tak na serio. Także ten.. dawać mi bobasa!
TRANSFER
Z 12 pobranych komórek 5 było dojrzałych. Wszystkie się zaplodniły. Do dziś (5 dzień) przetrwały 4:
2 pozostają pod obserwacją
1 zamrożona
1 była transferowana
W emocjach nie zapytałam czemu 2 pozostają pod obserwacją. Macie pomysł co to może oznaczać? Np. że są za jeszcze za słabe do zamrożenia? W poniedziałek mają dzwonić z kolejnymi newsami.
Prośba o trzymanie kciuków wciąż aktualna, jeszcze przez jakieś 14 dni 😄♥️✊
6 dc
Kalendarz pokazuje , ze ❤️ powinna być między 25-27. Mąż coś się zaziębił ale nie ma gorączki, ten miesiąc to już trzeci z profertilem ! 6 kwietnia jedziemy na badanie nasienia do Gynocentrum mam nadzieje ze ta głupia morfologia się podniesie. 18 kwietnia mam wizytę u gina z wynikami. Mam takie przemyślenia jak się wyniki poprawia będę prosiła o stymulację i obserwacje czy mam już owulke. Powiem lekarzowi ze ja już nie chce czekać ! Musimy coś działać 😜😜😅cokolwiek niech się to ruszy. Mąż ma zakaz picia alkoholu , je codziennie orzechy brazylisjkie 5 sztuk. Mam szczęście, ze kocha wszystko co kiszone to tez bardzo dobrze wpływa na kondycję żołnierzyków 😎 Ostatnio nachodzą mnie takie myśli , ze nie tylko ja mam taki problem ! Ze w tym momenci w danej sekundzie kilka kobiet może doświadczać tego co ja takiego samego uczucia i jakoś mnie to pociesza ,ze nie jestem sama. Ja na szczęście jestem zdrowa tylko mojego chłopa muszę podreperować. Ostatnio robiliśmy badania hormonów prolaktyna trochę zawyżona. Mam teraz tydzień wolnego w pracy w zw. Z koronawirusem (będzie owulka )😅opiekuńcze na dziecko sobie wzięłam. Może organizm odpocznie i się uda ❤️❤️
11dc
Jutro kolejna moja IUI, 2 pecherzyki 18mm i 19mm w jednym jajniku, endometrium 9mm
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.