Cześć!
Może sobie to tylko wmawiam ale do okresu zostało mi jakieś 6, 7 dni a ja czuję się fatalnie... Generalnie mam wrażenie jakby ciągle chciało mi się siku... Ale nie tak jak przy zapaleniu pęcherza bo jak sikam to nie boli... Druga sprawa jest taka, że od rana nie mogę się podnieść z łóżka... Jestem jakaś rozmemłana... Na śniadanie zjadłam czekoladę bo taką miałam ochotę na białą czekoladę, że nie dałam rady się powstrzymać i do tego wszystkiego dochodzi jakieś dziwne uczucie w podbrzuszu... Niby nie boli ale jest dziwnie... Nie wiem może sobie to wmawiam, ale jest bardzo dziwnie i chyba jeszcze tak nie miałam... To tyle na dzisiaj.
Pozdrawiam Ines.
Przeczytałam tutaj kilka pamiętników i dziewczynom się naprawdę udaje!
Od początku marca zwiększyłam aktywność fizyczną oraz staram się jak najwięcej przebywać na słońcu, ponieważ stwierdzono u mnie bardzo niski poziom wit. D3. Zresztą u męża też. Mamy taką teorię i mocno w nią wierzymy, że ostatnio udało nam się zajść w ciążę w sierpniu, bo mieliśmy za sobą prawie 3 miesiące pełne słońca no i dużo czasu spędzaliśmy na zewnątrz: rowery, grille, spacery, piwkowanie itd. Wychodzimy zatem z założenia, że najpóźniej w okolicach wakacji tudzież zaraz po wakacjach będę w ciąży. 
No i dzisiaj na tym rowerze tak sobie myślę: 5 różnych lekarzy robiło mi usg, badało mnie i żaden z nich nie stwierdził w usg nic, czyściutko, narządy ok. 2 razy robiłam badania hormonalne i wszystko w normie. Mam wprawdzie długie, ale regularne cykle max. 36 dni (no ok, ostatni był 43-dniowy, ale to przez lot). Miesiączki normalne, pierwszy i drugi dzień bardziej bolące, ale to taki ból, że spokojnie da się wytrzymać, w szkole na WF-ie zawsze ćwiczyłam w te dni, a i teraz spokojnie mogłabym zrobić jakąś krótką trasę rowerową. Dzisiaj mam w sumie 3 dc i byłam na przejażdżce. Mąż ma wyniki w normie... trochę ruchliwość niska bo a+b jakieś 36 % w tym a 0%, ale przy ok. 280 milionach na całość i 65 milionach na mililitr i morfologii 6,5 % to lekarz powiedział, że ok. Poza tym te wyniki naprawdę są różne. Miesiąc wcześniej, przed tymi wynikami robił w innym lab. i ilość wyszła podobna, ale a+b już prawie 70 % w tym a chyba coś 25 %, nie pamiętam dokładnie, no ale morfologia 3,5 %. Potem, przed drugimi badaniami brał androvit i ok, morfologia poszła w górę, ale ruchliwość spadła. Teraz suplementuję go tylko wit. D3. Poza tym ruch i zdrowa dieta. Mniej alko i mniej stresu. Ja natomiast biorę kwas foliowy z jodem, wit. B12 i witaminę D3. Zastanawiałam się nad tymi różnymi wiesiołkami i innymi, ale po pierwsze już te suplementy często zapominam, a po drugie nie chcę jednak za bardzo ingerować...
No więc do sedna. Doszłam do wniosku, że jestem niewdzięczna... że nikt nie wydał mi wyroku, że funkcjonuję i że mąż funkcjonuje - mamy plemniki!!! Jestem kobietą i zostałam tak stworzona, żeby zachodzić w ciążę i rodzić dzieci. Nikt nie mówił, że od razu będę zachodzić, ale wszystko co do tego potrzebne mam, więc to tylko kwestia czasu.
Poza tym ostatnio rozmawiałam z moją koleżanką, która za mąż wyszła w maju 2018 i od tego momentu się nie zabezpieczają, a od 2019 ostro pilnują dni płodnych i dupa. A wśród jej znajomych jest kilka takich par, u których trwa to miesiącami, albo latami. Nie wierzę w to, że te wszystkie pary są bezpłodne. Powoli zaczynam wierzyć w to, że TO trwa.
27.04 mam HSG. Bać się? Mam mieć znieczulenie... i ponoć rachu ciachu i po strachu. No zobaczymy...
29 DC a ja nic nie czuję, tzn. mam nadzieję, że nie wypieram objawów @ ale na dzień dzisiejszy jest spokojnie - jedynie od soboty mam takie bulglotanie w brzuchu... Wcześniej czułam je w sierpniu, gdy zobaczyłam cień... Teraz wstrzymuję się z testowaniem jeszcze dwa dni... Nie chcę już patrzeć na tą biel i się martwić
26t+5d
Ufff nareszcie mogę odetchnąć 😊 Od dwóch dni praktycznie tylko śpię. Chyba muszę przemetabolizować te długie tygodnie stresu 🙄 Ale najważniejsze, że się udało. Kilometry wniosków, pism, awantur z "coponiektórymi" urzędnikami, maili do 4 różnych ambasad po drodze...
Brakowało już chyba tylko ostentacyjnego przykucia się łańcuchem przed siedzibą Amnesty International albo ONZtownskiej Komisji Praw Człowieka 🤦♀️😄Ale to wszystko już za nami.
W końcu niemal cudownie objawiony na puściutkim niebie jeden jedyny lot z Rzymu do Berlina, jedno jedyne połączenie Flixbusa z Berlina do PL, "przepustka humanitarna" na przejazd międzynarodowy... i mam mojego własnego, prywatnego "uchodźcę" wreszcie w domu.
Tak dużo szczęśliwych zbiegów okoliczności i życzliwych ludzi brało udział w tym przedsięwzięciu, że moje nastawienie zmieniło się o 180 stopni. Mam wrażenie, że naprawdę "niebiosa" nam sprzyjały. Może moja świętej pamięci teściowa miała z tym coś wspólnego... 😉
Jestem przeszczęśliwa, przeuspokojona, przezrelaksowana a klusek ma wreszcie ojca w domu. Luby przykłada ucho do brzucha i z euforii prawie unosi się nad ziemią przy każdym kopniaczku 😊
Delektujemy się kwarantanną! 😄
Następna wizyta u ginki 19 maja, na razie wszystko jest książkowo, może oprócz mojej wagi 🤦♀️Już 15 kg na liczniku. Ale najważniejsze, że klusek jest zdrowy, duży i zadowolony. Jem same zdrowe rzeczy, więc uj z tym że wkładam to na ładownicę 😉 Koniec ze stresowaniem się czymkolwiek!
No i zaraz po kwarantannie muszę zorganizować szybki "pandemiczny ślub" 😄 Przez ponad 10 lat nic nas nie zdołało zaciągnąć do ołtarza, teraz udało się to covidowi 😄Ale bardzo nam to rękę, bo wreszcie jest wymówka, żeby zrobić to po chichu i bez imprez a nikt się nie może obrazić bo mamy "koronne" alibi 😜😄Niestety mam alergię na kwiatki, koronki, falbanki, lakierki, baloniki, białe gołębie i lodowe rzeźby łabędzi... 🤭
Także jak na razie, wszystko po naszej myśli... Oby tak dalej! 😉
Świat znów jest piękny! ❤️❤️❤️
Poniedziałek 30 dc / 32cs- 4 cykl po histeroskopii
Leki odstawione wczoraj. Dziś dla świętego spokoju - odpowiedzialnie, bo tak trzeba, choć kompletnie bez przekonania, zrobiłam test z moczu, wynik negatywny. Owulacja była w 16 dc dlatego miesiączki spodziewam się od wczoraj. Najdalej do jutra powinna przyjść. Przy badaniu palpacyjnym od soboty pochwa mięciutka, szyjka zeszła w dół. Zaskoczenia przy teście więc tym bardziej nie było. Czekam...
Plusy jakieś są z tego cyklu, bo jest to drugi pozbawiony upierdliwych plamień na niemalże tydzień przed okresem. Biorę luteine 2x2 plus estrofem 2x2 mg ( rano doustnie, wieczorem dopochwowo - lepiej się wchłania). Kolejny plus - w lodówce czeka na mnie prosseco. Wczoraj miałam coś otworzyć, ale nie chciało mi się iść do sklepu i kupować, wiec imprezę przeniosłam na dziś 🍾
Była podwójna szansa, podwójna owulacja, udana, dwa piękne duże ciałka zólte, endometrium 9,5 mm, jak na mnie to wielkie WOW. I cóż... Żadna komórka - blastka - zarodek nie chciała że mną zostać 😔
Kochane dziewczyny wszyskim Wam i każdej z osobna bardzo dziękuję 😘 Za wsparcie, dobre słowa, porady. Jesteście boskie. Mam nadzieję, że już wkrótce My staraczki dołączymy do Was dziewczyn ciężaroweczek 😍 W końcu musi się udać, choć ta droga już - przynajmniej u mnie, trochę się wydłuża bardziej niż bym sobie tego życzyła.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2020, 22:49
Jestem już po wizycie u lekarza .
I wygląda na to że to są skurcze przepowiadające.
Szyjka zamknięta mierzy 2,90 , nie ma rozwarcia .
Kazał brać dalej magnez 3 x dziennie, ale znając życie będę brała więcej.
Dzisiaj znów miałam te skurcze gdy jechałam z mężem na wizytę i po kilku minutach mi przeszĺy. Muszę zakupić sobie więcej magnezu.
Miesiąc 10.
Bezsilność, wyczerpanie, rozczarowanie.
Trzy słowa, którymi podpiszę ten miesiąc. W szczególności zatrzymam się przy słowie rozczarowanie. Może to zabrzmi źle, ale dość już mam pudrowania emocji bo ktoś z zewnątrz może mnie źle ocenić.. Tak, jakkolwiek to nie zabrzmi czuję się rozczarowana moim macierzyństwem. Każdego dnia zaklinam rzeczywistość, chciałabym żeby było troszkę normalniej, ale dni płyną, miesiące płyną, a nic się nie prostuje.. dalej nie śpię, dalej czuję tonę zmęczenia na moich barkach mimo iż mam codziennie trochę wolnego czasu.. Ale ja chyba już nie umiem odpocząć tak naprawdę. Czuję ogromny ciężar. To wszystko jest w mojej głowie.. Szymon drenuje moją wytrzymałość każdego dnia.. Gdyby ktoś kiedyś pokazał mi, jak żyje się z high need baby to chyba jednak nie zdecydowałabym się na dziecko. I tak, wiem, brzmi to strasznie.. ale tak jak pisałam wcześniej - dość mam pudrowania. Zdaję sobie sprawę, że może ovufriend to nie jest najlepsze miejsce do tego typu refleksji- ale nie mam gdzie już pójść z tym bagażem, który mam w głowie. Moje przyjaciółki coraz bardziej się ode mnie odsuwają.. Ale czy to dziwne? Skoro nie mam nawet z nimi już praktycznie żadnego tematu: one nie rozumieją moich problemów z Sz., a dla mnie ich problemy z dziećmi nie są problemami.. one umawiają się na placu zabaw czy w parku, a dla mnie takie prozaiczne wyjścia są kłopotem.. Szymon na zewnątrz nie jest w stanie zająć się niczym innym jak wkładaniem i połykaniem wszystkiego co podniesie z ziemi.. I tak, wiem, większość dzieci ma taki etap.. tyle że u nas to już od kilku miesięcy trwa do tego stopnia, że wkłada garściami piach i się krztusi/dusi.. nie interesują go wówczas żadne zabawki, ani dzieci, ani moja osoba, ani nikt.. jedna garść do buzi, wyciągam, druga garść, wyciągam i tak non stop w tempie chomiczego kołowrotka.. jakby był w transie.. żeby było bardziej tragikomicznie - we wrześniu mamy zaplanowany urlop Mazury - morze.. mam dreszcze, bo jeśli to się nie zmieni, mój syn nie będzie w stanie usiedzieć na tym piasku normlanie minuty.. i chyba wyjazd spędzimy w pokoju hotelowym.
Oczywiście w tematach żywienia - bez zmian, żadnego wielkiego progresu. Picie z bboxa, doidy i niekapka po 4 mcach prób dalej w czarnej dupie (weźmie może łyk jak bardzo go nakłaniam)..
Dalej 3 drzemki po 30min.. zaczynam się martwić, co będzie w żłobku bo tam jest przewidziane spanie między 11-13.. tiaaa..
Przepraszam, że musicie czytać ciągle moje żale.. ale dla mnie to forma terapii. Po prostu lżej mi się trochę robi jak wyrzucę z siebie mój ból.
85 dc. 12+0, z USG 12+4 waga 49,5
Od soboty strach jak diabli bo przecież prenetralne w poniedziałek.
Już historie nie z tej ziemi wymyślałam. Czytałam historie dziewczyn które ust wykazywały nieprawidłowości i musiały usuwać ciążę. Czy ja coś miłego nie mogę znaleźć , czy ja nie mogę się uspokoić i nie przeżywać. Chyba nie, nie potrafię, powinnam się cieszyć bo i co........ Jakoś mi trudno to wszystko idzie.
Dziś rano jak wstałam znów myśli i jak tu do 15,30 wytrzymać. Na szczęście miałam sporo pracy i czas szybko leciał. O 14 wyjechałyśmy do kliniki nawet szybko dotarliśmy.
Oczywiście lekarz miał opóźnienie i weszłam pół godziny później i w strachu bo jakby inaczej.
Dzidziuś 6,2 cm ciąża starsza o 4 dni.
Serduszko 160 bije, reszta parametrów dobra. Jaka ulga, nawet łza mi po policzku spłynęła. I oczywiście płeć, synuś, jakby było inaczej.
Wiedziałam.... Czułam to..... tym bardziej że kiedyś mój znajomy wróżbita wywróżył mi syna podobnego z charakteru do mnie 😊
Imię już miałam w grudniu wybrane
Piotr Krzysztof . I tak zostanie. Choć moj chciał dać na 2 Łukasz ja i tak zostałam przy swoim.
Po USG oddałam krew na kolejne badania wyniki w ciągu 3 tyg. Tragedia.
Super ze wszystko na NFZ 500 zł w kieszeni.
Troszkę odetchnęłam ale jeszcze się nie cieszę, nie umiem, nie potrafię
Po USG mój zabrał mnie na frytki z Donalda kupić jakiegoś maca ale nie był dobry. Frytki bardziej mi smakują.
Ostatnio nie ma co jeść, nic mi nie smakuje. Masakra.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2020, 22:06
35+3
Wczoraj zrobili mi w końcu USG.
Mały waży 2600 ale to chyba niemożliwe aby przytył w tydzień 400 g. Musi być błąd pomiaru.
Wody o dziwo wzrosły do 10. Sam lekarz był w szoku.
Ostatnio dużo piłam może to było od tego. Albo błąd laboratorium.
Wieczorem kolejną kroplówką z antybiotykiem chciałam wytrzymać jak najdłużej ale o 23.00 wysiadłam z bólu. Ręką spuchnięta na maksa. Poszłam do pielęgniarek aby mi przełożyli welfron.
Trafiłam na super babkę przełożyła mi, rękę wysmarowała specjalnym kremem i powiedziała abym domagała się zmiany na tabletki. I super.
Szczęście takie było że akurat wszedł lekarz do pokoju i poprosiłam o zmianę. Bez niczego zmienił zalecenia i od dziś biorę tabletki.
Dziś postarałam się aby mi zrobili specjalny test na wody. Lekarz nie odmówił.
Niestety potwierdziło się wyciek wód.
Trafiłam na sympatyczna doktor. Stwierdziła że w moim przypadku powinnam zostać do porodu nie ryzykując zakażeniem bo różnie to może być.
Tym bardziej że jestem po ivf. O matko perspektywa siedzenia tu miesiąc źle to wróży. Termin na listopad masakra.
Nie wyobrażam to sobie. Ale myślę aby zostać dla dobra małego.
Stwierdziłam że jak osiągnę bezpieczny czas czyli 37 tc . Nie będę się oszczędzać będę biegać po schodach itd. byle wody spadły wtedy mi poród wywołają.
A teraz 10 dni oszczędzania aby było ok.
Tydzień leżenia i wód przybyło. To tydzień chodzenia wody spadną.
Jestem tak załamana jak nigdy.
Mój został sam, już na dość siedzenia danego. kot biedny jest szkolony przez mamę. Biedak, ciężkie czasy nastały dla niego. Ja próbuję to wszystko przetrawić, bo co mi zostaje ehhhh
Wypisać się a niech dojdzie do zakażenia. Bo gdyby wody nie leciały s tak czy jest sens ryzykować życie dziecka. Do zakażenia może dojść lub nie. Ale czy można aż tak ryzykować.
Zostało już tak mało. Ale fakt trzeba mieć pech że to coś na mnie trafiło. I jak można się cieszyć ciąża. Strach jak diabli cały czas.
Kiedy pisalam poprzedni wpis właśnie zaczynało się plamienie. Obstawiałam @. Po kilku (4?) dniach ustało. Poza tym było inne, dziwne. Różowawe i z "niteczkami" krwi. @ nie przyszedł. Dzis robie test. A najlepiej, że nie ogarniam czy ostatni okres mialam we wrześniu czy jeszcze w sierpniu :oP (zapomnialam w aplikacji zaznaczyć hihi). Na 99% jestem w ciąży. A jeszcze żeby było zabawniej... Dzis wracam do pracy po prawie 3 latach niebytu (ciaza+macierzyński+wychowawczy)...
38+3
I po ostatniej wizycie u ginekologa. Szyjka się skraca, rozwarcie ok 1 cm. Lekarz mówi, że ładnie się szykuje do porodu. W planach poród SN, ale wiadomo, zobaczymy jak będzie. Jednak gdzieś z tyłu głowy jest myśl, że jestem w grupie zwiększonego ryzyka...
Byłam 2x na ktg w szkole rodzenia, gdzie mnie nastraszyli ale lekarzowi ktg się podobało, mówił, że wzorcowe, ale mam zrobić jeszcze w tym tyg, przed porodem.
Na 27.04 w poniedziałek mam skierowanie do szpitala jeśli nic się samo nie ruszy, więc mam max tydzień 😂 kiedy to zleciało... Jednak chyba bym wolała, żeby coś się samo zadziało w okolicy weekendu... Bo wiadomo jak szpital, nie od razu coś zaczną działać i to zawsze trochę dłużej poza domem... No zobaczymy 😉
Takie odliczanie chyba mnie wykończy 😂 jest mix uczuć, szczęście strach ekscytacja i milion myśli, jak to będzie.
Ale dam radę. Muszę ♥️ tak długo na to czekałam...
5tc + 6d
Mdłości są i nie ma, znikają i się pojawiają. Sama nie wiem...
Dziś były wyniki bHCG. 14365. Taka duża liczba, a nie uspokoiła mnie. Tak się boję, że wszystko się zaraz skończy... Dodatkowo wczoraj zauważyłam różowy śluz. Jednorazowo.. może to przez zaparcia 😥 kilka dni temu pocieszałam dziewczynę na forum, że to nie oznacza nic złego zazwyczaj, a teraz sama się przejmuję 🙄 wizyta za tydzień. Jak wytrzymać? Czy zobaczę to serduszko?
Dziś zapisałam się na badania prenatalne na 1 czerwca. Czy zbytnio wyprzedzam teraźniejszość? Za daleko się posuwam? Nie mogę być aż tak pewna siebie... Dwa razy byłam i dwa razy poległam. Myślę, że jeśli mam odetchnąć to dopiero po badaniach genetycznych.. jak okaże się, że dziecko jest zdrowe... Wtedy zobaczę szansę na powodzenie tej ciąży.
20 dc
Dziewczyny przypominać mężowi że już niedługo zaczyniemy się starać o dziecko?
tc: 13+0 wg apki
Powoli się żegnam z pierwszym trymestrem. Zleciało!!! Miewam dni, kiedy mam więcej siły, kiedy coś poćwiczę, nastawię pranie, wyjmę pranie, a czasem mam takie dni, że tylko leżę i nie mam energii na nic.
Myślimy o tym, żeby powiedzieć Rodzicom. A po tym, jakbyśmy im powiedzieli to myślimy również o tym, żeby się do nich przenieść. Mają malutki ogród. Zawsze byłoby gdzie wyjść, bez maski i lekarz powiedział, że do takiego przydomowego ogrodu mogę wychodzić, ale nigdzie dalej. A teraz kwitną tam przepięknie wiśnie, zaczęła brzoskwinia i ze 3-4 metry kwadratowe tulipanów. Siostra mi przysyła zdjęcia coraz to nowych, które zaczynają kwitnąć "mała Holandia", taka "tyci, tyci".
Alergia mi się uruchomiła. Z lekarzem ustaliłam, że mogę brać leki wziewne, a jakby było bardzo ciężko to zyrtec. Wziewnych nie mam żadnych. No i nie wiem, co to znaczy "jakby było bardzo ciężko", tego nie ustaliłam. Na razie więc jestem otoczona chusteczkami higienicznymi, oczy nie łzawią, z nosa za to się leje cały czas.
Muszę skracać paznokcie 2 razy w tygodniu. Rosną bardzo szybko, wcześniej wystarczał im pilnik raz w tygodniu, teraz nie idzie chodzić z takimi szponami i 2 razy w tygodniu jest musowe.
Mam też sieczkę w głowie. Do tej pory myślałam, że kobiety w ciąży czają wolniej, bo myślą o wózkach, łóżeczkach, ubrankach, badaniach, imionach. Noooo, nic z tego. Przynajmniej nie u mnie. Mam po prostu dziury w głowie. One nie są niczym wypełnione. Gdyby były wypełnione wózkami czy łóżeczkami - byłoby świetnie. Nie, to są dziury w głowie, jak te dziury w żółtym serze. Puste. Powietrze hula, pajęczyny się tworzą.
Często rozmowy z Mężusiem wyglądają tak:
- Krąs, na którą jesteśmy umówieni do lekarza?
- ....
- ??
- ....
- Krąs?
- Myślę przecież.
- ....
- Na 14:00.
- Krąselko, zabielamy zupę śmietaną?
- Tak, tak, zabielamy ją wodą (trzymam w ręce śmietanę) - zorientowałam się w błędzie - Oh, przepraszam Cię bardzo, rozrzedzamy ją śmietaną (dumna i blada, że się poprawiłam!!!)
- Słyszałaś siebie?
- Pewnie!
- Co powiedziałaś?
- ....
- Mężuś, a możesz mi wyciągnąć stolnicę? Poprasuję trochę ręczników.
- Stolnicę? Poprasujesz?
- No tak, dobrze się czuję, jak wyjmiesz stolnicę, to pójdziesz po żelazko, ze 20 minut poprasuję.
- Jesteś pewna, że będziesz prasować na stolnicy?
- Mężuś, ale co Ty o stolnicy gadasz, przecież się prasuje na ..., no wiesz na czym się prasuje, na takim wysokim, obitym materiałem..., jak to się nazywa, bo bzdury gadasz i to nie jest stolnica.
- Deska? Deska do prasowania?
- Właśnie, właśnie!!!
Także teges, także ten 🤦♀️
W niedzielę byłam na herbatce z kumpelkami 😊 herbatka online, każda ze swoją herbatką, zeszło nam prawie 2 godzinki i od razu czułam się taka ożywiona i bardziej radosna - spotkałam kogoś innego niż własny Mężuś (lofciam wery wery macz, ale bez przesady, czasem człowiek potrzebuje zobaczyć inną twarz), pogadałam na różne tematy, które w żaden sposób go nie dotyczą, ehh, odpoczęłam. Polecam każdemu
to zupełnie coś innego, niż rozmowa telefoniczna.
38+2
Od piątku była cisza a dziś 3 razy wypadł mi kawałek czopa i mam od wieczora lekkie bóle okresowe. Dziś porządnie dom sprzątnęłam. Może to efekt. Zobaczymy co będzie dalej
narazie idę spać i mam nadzieję że się wyśpię 
Moja ciąża nadal trwa 
Bellybestfriend coś pomieszało i wprowadziło mnie w stan lekkiego zdezorientowania. Bo co można sobie pomyśleć, gdy od rana męczą cię myśli i wątpliwości czy z dzieckiem wszystko w porządku, wchodzisz do pamiętnika, żeby to opisać, a tu informacja na czerwono "zakończenie ciąży". Jak to? Przecież nic nie zaznaczyłam? Przecież wykres pokazuje zieloność? Przypadek, błąd? Oby. Wszystko, byle nie przepowiednia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 kwietnia 2020, 11:51
Nie udało się, nie jestem w ciąży i wszystko od nowa... Ale ja to już wiedziałam od poniedziałku... Mam czekać na @ i dzwonic..😪 Nie wiem co jest jeszcze ze mną nie tak... Chyba trzeba zacząć badać immunologie...
12+4
Dzis usg genetyczne i bi-test.
Balam sie nieziemsko, bo mimo ze zarodek przebadany genetycznie, to ubzduralam sobie, ze moze jednak cos nie teges.
Trafilam na lekarza buca. Na nic moje zagadywanie, pytania, zarty. Kamienna twarz i suche informacje.
W kazdym razie nie jest zle. Ze wzgledu na moj wiek ryzyko wyjsciowe spore, ale przeziernosc ok, kosc nowowa na miejscu, serduszko w porzadku. Suma summarum uspokoilam sie. Teraz czekam na przeliczenie ryzyka po badaniach biochemicznych, ale zakladam, ze skoro PGS nie wykazalo aneuploidii i ekograficznie jest wszystko w porzadku jak na ten moment, to dzieciak zdrowy. I wychodzi, ze starszy o 2 dni - wg usg 13+0 - cale 6,7 cm czlowieka.
Dzis pani doktor potwierdzila date zalozenia szwu szyjkowego - w poniedzialek rano mam sie stawic na IP i lecimy z tematem. Boje sie troche, ale co poradzic, to nasza jedyna szansa, zeby jakos wytrwac 
Brzuszek juz spory i to rano, czyli nie efekt wzdec, ktore swoja droga bardzo mnie mecza. Czasem czuje sie jak balonik i chce mi sie plakac z bezsilnosci i bolu. Przyplywu energii jeszcze nie odnotowalam, cos sie ociaga tym razem 
Po dzisiejszym badaniu jakos tak realniej patrze na te ciaze i zaczynam sie nia cieszyc. Ostroznie, ale jednak
Moze w koncu przestane ja ukrywac (bo o to juz ciezko), choc mowienie o niej caly czas budzi we mnie lek.
Ola,
4,5 msc.
X Płynnie robi obroty z pleców na brzuszek
X leżąc na brzuszku odrywa ręce i nogi, kołysze się na brzuchu
X dużo się silni, pcha do buzi, chętnie używa gryzaka, ale dziasla nie są opuchnięte
X jest śmiesznie, dużo gada, pluje, pokrzykuje
X wyciąga ręce po zabawki, zarówno leżąc na brzuszku jak i na plecach, chwyta sprawnie,
X łapie się za kolano, na razie jedna reka
X w nocy 1/2 kp
X waży 6300 i 60 cm
Niestety problem że ssaniem kciuka. Biezaakceptowala żadnego smoczka. Teraz jeszcze trochę próbuje kauczukowego bibsa, ale bez efektów uspakajajacych. Pomemla, wypluje i wkłada palec. W ciągu dnia gdy zaczyna z kciukiem, podaje grzybkac do gryzienia. Usypiania zazwyczaj kończy się z kciukiem. W chuscie się denerwuje gdy nie może włożyć palca do buzi. Bardzo mnie to martwi. Przeszperalam Internet i nie znalazłam nic mądrego oprócz wpisów o negatywnych skutkach.
Nadal śpi ładnie w nocy, zazwyczaj 1/2 pobudki. W ciągu dnia 4 drzemki po 40 min. Lubi wózek, szybko zasypia W nim.
Bardzo bałam się skoku rozwojowego (4/5 msc), ale skoro zaczęła się odwracać na brzuch, to skok chyba za nami.
Hania
Z zazdrością czytam wpisy o mówię bo u nas nadal spokojnie. Pojawiają się słówka, ale chyba jeszcze przyjdzie mi poczekać na normalna rozmowa. Przy czym buzia jej się nie zamyka, trajkocee na okrągło. Zaczęła fajnie bawić się sama klockami, tworzy historyjki (najpierw my się razem w coś bawimy, widzę że ona później kontynuje).
Mamy czas mamozy. Chce żeby ja karmić I ubierać (choć od dawna robi to samodzielnie) , ostatnio dwa razy posikala się przed nośnikiem bo ja kp A ona chciała żebym ja ja wysadzila. Niezdazylam to się posikala.
Gdy robi się za duże napięcie związane z siostra, wkłada jej palec do oka. Tłumacze k tłumacze, tylko tej biednej Oli.mi szkoda. Dobrze,że chociaż bicie się skończyło (próbował nawet stawać na Ole).
Ale też bardzo ja kocha, całuje, przytula, przynosi ubranka, opowiada jej coś, pokazuje zabawki.
Noce nadal jakieś ciężkie. Wybudza się częściej niż Ola, czasami z krzykiem, czasami tylko żeby ja przytulić. Niestety zrezygnowala z dziennej drzemki, ale za to o 18,30/19 już śpią obie. Oby jak najdłużej.
Czasami wieczorem mam wrażenie jakbym była na haju. Drzemki Oli wyznaczają pewien rytm, jakoś trzeba się wpasować, ugotować, ogarnąć, spacer zaliczyć itd itd Ostatnio nie miałam nawet sił rozmawiać z D, mózg mam wyprany. Męczy mnie, że coraz zimniej, że spacerów będzie mniej, za bardzo nigdzie pojechać, ani sale zabaw anibasen. Taka kicha.
Pamiętam jak przy Hani liczyłam dokładnie ile ma tygodni, ile dni itd. Teraz ledwo pamiętam, że miesiąc kończymy z Ola.
Środa 23 dc - cykl z criotransferem ( 38 cs)
2dpt
W poniedziałek rano transfer, więc to był dzień 0 dpt, dziś środa - 2 dpt. W zasadzie to czuje się dobrze. W poniedziałek sporo spałam i wieczorem mocno bolał mnie brzuch, ale nie tak, jak większość dziewczyn pisze, że okresowo. Nie. Bolało tak normalnie, chyba najlepsze porównanie to zakwasy na brzuchu. Wtorek już ok. Dziś też póki co w porządku. Na prawdę nic nie czuję...
Ze względu na nieprzychylne warunki pracy dla potencjalnej ciąży, jestem tydzień na zwolnieniu. Chciano dać mi 2 tygodnie, ale odmówiłam. Wynik transferu w zasadzie pewny będzie w poniedziałek. Przy negatywie nie ma co siedzieć w domu.
Większość dziewczyn w 2 dpt, czasem już w 1 dpt czuła bóle okresowe, kłucia, bóle jajników, zawroty głowy, często śpią, piersi swędzą . Ja nic takiego nie mam. Czuję się zwyczajnie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2020, 17:35
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.