Iza_Malarka Zaczynamy! 6 maja 2020, 23:29

W tym cyklu jestem turbo płaczliwa! Wzrusza mnie wszystko!!! Dosłownie wszystko! Ale dla odmiany wkurza mnie również wszystko i oczywiście na złość tez reaguje płaczem! A jasne czemu nie..
mimo, ze chciałbym wierzyć se jestem w ciąży, to jednak czekam na okres... niestety nie tym razem. Przyszły tydzień spędzę u koleżanki w Krakowie - z czego bardzo się cieszę! Mnóstwo plot i wreszcie nie sama! Plusem tej kwaranntany jest chociaż ta praca zdalna, dzięki której mogę spędzić u Niej tydzień bez konieczności wykorzystywania urlopu.

6t1d
chyba stresik daje o sobie znać :/
od wczoraj odczuwam taki wewnętrzny dygot, drżenie całego ciała. nie jest to mocne, ale irytujące. Generalnie staram się panować nas nerwami najlepiej jak umiem, ale to nie zawsze wychodzi.
wczoraj miałam jakieś chwilowe ataki furii, złości, sama do końca nie wiem czego. no i oczywiście spałabym cały dzień:)
już przebieram nogami na poniedziałek.
staram się myśleć pozytywnie, że wszystko będzie dobrze, ale jakoś tak mimo wszystko bardzo się martwię.
ta ciąża jest tak nieoczekiwana, że chyba jeszcze w nią poprostu nie wierzę. nie dopuszczam do świadomości. myślę, że jak już zobaczę na usg, że wszystko jest dobrze, to w końcu to do mnie dotrze :)
tylko, żeby było wszystko dobrze:)
generalnie objawów brak, tylko chyba piersi mi zaraz eksplodują 😂
ehh takie to życie psychicznej z byłą depresją, pokręcone strasznie :)

WrednaZośka Walczę dalej 7 maja 2020, 09:18

No i jest @. Przyszła dziś rano. Nowy cykl to dzwonie do kliniki co dalej. Ciekawe czy mnie znowu odpalantują

dagmara Mój wyścig z czasem. 7 maja 2020, 10:46

Dawno mnie tu nie było...
W poprzednim wpisie pisałam, że boję się wizyty, bo mogę usłyszeć coś złego... I usłyszałam... Po raz kolejny... Że zarodek nie żyje...
Wszystko skończyło się dokładnie tak samo , jak w poprzedniej ciąży.
Wizyta u lekarza... Serduszko nie bije... Szpital... Łyżeczkowanie... Łzy... Pustka...

3dc
Cześć!
Dopiero pierwszy cykl, a wątpliwości i obawy już są. Czy damy radę, co to będzie, jak to będzie. I nie chodzi wcale o zajście w ciąże. Nie...mój umysł zakłada, że uda się za pierwszy razem i od razu przerzuca obawy na etap "po"
Czy sobie poradzimy, czy damy radę finansowo. Mąż mi mówi, że nie powinnam się przejmować, że inni dają radę to my też damy.
Ale czy na pewno jest takie proste i oczywiste? Sama nie wiem...

fotures Nadzieja 7 maja 2020, 11:12

Jestem po pierwszych badaniach prenatalnych. Na chwilę obecną wszystko jest ok :) Dzidzia prawidłowo rośnie, ma już prawie 6 cm! Macha sobie rączkami i nóżkami, serducho ładnie bije. No i najprawdopodobniej będę mamą drugiego syna. Także będzie wesoło :)

U mnie ogólnie ok, ta ciąża daje mi trochę bardziej popalić, ale to pewnie dlatego, że przy 2 latku nie można sobie odpoczywać kiedy ma się na to ochotę. Za chwilę wchodzę w drugi trymestr, więc powinno być coraz lepiej z samopoczuciem.

Ciekawi mnie bardzo jak to będzie z dwójką maluchów. Będzie między nimi 2,5 roku różnicy, a rocznikowo 2 lata. Ciekawe czy będą się dogadywać, bawić ze sobą i ogólnie się lubić. Czas szybko leci, więc niedługo się przekonam :)

Abilify05 Starania o dziecko z PCOS. 26 października 2020, 19:23

11 dpo
Od 2 dni czuję nasilone skurcze w okolicy podbrzusza i jajników.
Test wyszedł wczoraj jeszcze pozytywny, to wynik Ovitrelle, chciałam zobaczyć, czy się utrzymuje tak długo, bo wszystkie poprzednie razy utrzymywał się do ok. 7-8 dnia. Dzisiaj kolejny test dużo słabsza kreska, myślałam, że negatywny ale po jakimś czasie po przyjrzeniu się widać coś. Może bym się cieszyła, ale jeśli test słabszy od tego z wczoraj, to pewnie poziom po Ovitrelle wciąż spada i nie czas na radość. Jutro robię kolejny, już wiem czego się spodziewać.

Na wykresie odnotowałam drugi skok, najpierw lekki spadek i skok wyższy niż temp. przed spadkiem. Już się cieszyłam, że implantacyjne, że nigdy takiego pięknego, książkowego wykresu nie miałam, ale test ostudził mój zapał.
Piersi, a raczej sutki bolą tak samo od owulacji. Nic mniej, nic bardziej. Myślałam, że po czasie zaczną całe piersi ale nie.
Dużo zależy od jutrzejszej temp. , jeśli nadal będzie tak wysoka, to może coś to oznacza. W końcu temp. rośnie jak rośnie progesteron, a czemu progesteron miałby rosnąć 3 dni przed okresem, jeśli ciąży nie ma?
Nurtuje mnie to, ale pozostaje czekać.

18+3 tc
Samopoczucie: ☺️😋🤤

Ależ dawno nie pisałam! No ale cóż - nic nowego - ciąża mija spokojnie, nudnie i błogo - naprawdę oby tak dalej, mogłam sobie tylko taką ciąże wymarzyć 🥰 po początkowych krwawieniach i nieciekawym samopoczuciu w 1. Trymestrze nie ma już śladu. Mdłości całkowicie odeszły około 16 tygodnia. Zaraz później bo w 17 tygodniu wywaliło brzuszek - i to z dnia na dzień! Pamietam jak żaliłam się koleżance ze jeszcze nic nie widać a 2 dni później już miałam bebzolek przed sobą. Jestem trochę zaskoczona bo myślałam ze brzuch będzie trochę niżej ale największa objętość umiejscowiła się akurat w okolicach pępka. Niestety nie jest taki do końca piłeczka uroczy jak na zdjęciach u modelek - mój brzuch jest przeorany bliznami po laparotomiach z dzieciństwa, a blizny ciągną i trochę ten brzuch zniekształcają, ale to drobiazg. Smaruje brzuch i piersi codziennie, pilnuje tego i dzięki temu chyba nic mnie nie swędzi - moja mama mówiła ze ją w nocy budziło nawet to swędzenie skóry wiec cieszę się ze póki co mnie to omija. Przytyłam na razie równe 2,5 kg od początku ciąży (właściwie to 3 kg od bycia nie-w-ciąży - ważyłam 55kg ale te pół kg nabrałam jeszcze podczas cyklu z transferem). Przyrost wagi jest w zasadzie w normie ale trochę się martwię ponieważ mam niesamowity apetyt a to sprzyja niekontrolowanymi przyrostowi wagi 😔 jestem głodna tak naprawdę co 2 godziny i zjadam większe porcje niż mój mąż. Jeżeli nie zjem dostaję koszmarnej czkawki połączonej z odbijaniem (nie wiem nawet jak to nazwać ale okropne uczucie). Stram się jeść zdrowo- pełno warzyw, chude mięso, nabiał, ale oczywiście na słodkie tez mam ochotę. Czasem sobie pozwalam (na szczęście czekolada ma silny bodziec negatywny - odpada bo zaparcia 😣) ale tez w mojej rodzinie kobiety zwykle tyły w ciąży około 20 kg i już nigdy nie wracały do normalnej wagi. I niestety determinowało to ich życie na zawsze - moja mama przekazała mi wzorzec braku akceptacji i obrzydzenia do swojego ciała, błędnego koła restrykcyjnego odchudzania a następnie wyczerpania, kompulsywnego objadania i przybierania na wadze. Boje się ze tez wpadnę w te sidła mimo ze jestem ich świadoma. Staram się tez codziennie (albo prawie codziennie) ruszać - chociaż joga albo rozciąganie jak nie mam nastroju na mocniejszy trening. Sytuacje utrudnia to ze mój mąż ostatnio więcej pracuje w domu i zawsze komentuje jak ćwiczę, raczej nie mnie tylko Panie na filmikach, co i tak wyprowadza mnie z równowagi 😒 ale nie mam gdzie się ukryć w 28m mieszkaniu 🤷🏻‍♀️
Oczywiście ćwiczę tez dlatego ze po prostu boje się porodu - ze nie dam rady fizycznie. Nigdy nie byłam super sprawna - myśle ze jestem dosyć przeciętnie sprawna, na pewno wytrwała, ale jeżeli porównuje się poród SN do przebiegnięcia maratonu to nie jest poziom wysiłku na który jestem gotowa. Moja mama oczywiście jeszcze pogarsza sytuacje - to jest osoba która kocha się wtrącać i mówić innym jak maja żyć. Już zaraz na samym początku obśmiała moja decyzję żeby rodzic SN, i konsekwentnie namawia mnie na zapłacenie cesarskiego cięcia na żądanie. Otwarcie krytykuje mój wybór lekarza, szpitalach w którym chce rodzic, miasta w którym chce rodzic (chociaż tu mieszkam 🤷🏻‍♀️) a także robi mi listę wyprawkową, na której umieszcza zupełnie zbędne z mojego punktu widzenia rzeczy. Malutka jeszcze się nie urodziła a mama już krytykuje mój sposób wychowania (!), ubierania, wyboru wózka (mama chce żebym wybrała biało-złoty jak jakaś blogerka, a ja już widzę jak ten wózek będzie wyglądał jak będę musiała pokonać 3 piętra w brudnej klatce w drodze do mojego 28m mieszkania), koloru łóżeczka oraz tego ze nie chce mieć ochraniaczy do łóżeczka (wyrodna matka dziecko się będzie obijać o szczebelki). Jest dużo za wcześnie na takie dywagacje 😔 a ja już jestem zmęczona ciągłą krytyką. Staram się stawiać granice ale widzę ze muszę to robić dużo bardziej zdecydowanie, ponieważ mama sie dopiero rozkręca. Martwi nie to bardzo, jak to będzie jak mała się urodzi, ja będę musiała się zmagać z pologiem, opieką nad noworodkiem i jeszcze moją krytykującą wszystko mamą 😔 duża praca przede mną żeby jeszcze teraz się do tego zdystansować
Malutka już jest całkiem duża, na ostatniej wizycie ważyła 191g i dr mówi ze widać ze jest dobrze odżywiona. Wyprzedza o 4 dni względem daty OM ale tak było od początku. Już będzie raczej na pewno dziewczynka - dostałam nawet zdjęcie z usg które ma rzekomo potwierdzać ten fakt ale na moje oko tam nic nie widać. Nastawiłam się już na córeczkę i cieszę się 🥰 wybraliśmy z mężem imię Helena - nie zastanawialiśmy się długo - jakoś tak samo przyszło i jak mąż już zaczął mówić Helenka o dzidzi w brzuchu to tak już zostało. Na szczęście imię nie zostało skrytykowane 😂
Teraz pozostaje nam czekanie na usg połówkowe - akurat wypada mi w Dniu Matki! 🥰 No i tez z wielką niecierpliwością oczekuje pierwszych ruchów - na razie czuje czasami takie delikatne poruszenia, jakby rybka w środku, ale nie mam pewności czy to dzidzia czy to tylko moje zaparcia 🤦🏻‍♀️

RudaMaruda Kiedy w końcu się uda? 12 czerwca 2020, 16:41

5 dpo, 24 dc, 8 cs

Dzisiaj rano robiłam badania na cytomegalię, toxo, WZW B i progesteron.
Zakażeń żadnych nie mam i potwierdziłam, że miałam robioną szczepionkę na WZWB, której nawet nie pamiętam xD

Wynik progesteronu wyniósł 12,2 więc mieści się w połowie normy fazy lutealnej lub jest na dolnej granicy I trymestru :P

W tym cyklu mieliśmy się nie nakręcać, co będzie, to będzie, jak na razie czuję się dobrze, od kilku dni ciągle mam zgagę, ale oprócz tego żadnych objawów ani ciąży ani miesiączki (gdzie zazwyczaj w tym czasie się powoli pojawiały, ale w tym miesiącu przez późną owulację i one mogą się spóźnić).
Staram się być spokojna i tym wynikiem nie przejmować, jest jeszcze wcześnie i najważniejsze, że trafiliśmy na chyba dobrego lekarza, który wie co z tym zrobić. Dzisiaj wyślę wyniki, więc odpowiedź uzyskam pewnie dopiero w przyszłym tygodniu. Staram się zaufać pani doktor i nie zwariować. Chociaż teraz Mąż nabrał nadziei i mówi, że sam jest ciekaw jak ten cykl się skończy :D Moje kochane Złotko.

3 cs 36 dzien
Właśnie kończę 3 miesiąc.
Wiem że wieloletnie staraczki pewnie pukają się w głowę🤦🏼‍♀️
Tylko że myślałam że naprawdę pójdzie gładko... 🤷🏻‍♀️Rok temu wyszłam za mąż, chcieliśmy się jeszcze nacieszyć sobą. Zarobić trochę, poodkładać na mieszkanie.
Nie dość że założyłam sobie że do lipca spróbuję zajść w ciążę, bo kończy mi się umowa i przeprowadzić się do innego miasta. To przyplątał się koronawirus, ciąży brak, brak perspektyw dla mojego męża na zmianę pracy w innym mieście.
Dodam że nigdy nie miałam problemów z okresem, cykle regularne, trochę długie, bolesne przez 3 dni, żadnej infekcji.
Na czas kwarantanny założyłam ze poprawimy swoją płodność- inne odżywianie, spacery co drugi dzień, suplementacja.
Pierwszy raz zaczęłam tak skrupulatnie notować swoją temperaturę. Widziałam piękny wykres, skok temperatury, podwyższona temp w fazie lutealnej, dlatego myślałam ze z tej mąki da się coś upiec😉
Wczoraj wieczorem tak mnie bolał brzuch że jak przyjechałam z pracy to tylko się rozryczałam😔M. Przyszedł do mnie mnie głaskać, jak to zwykle robi jak płaczę na filmach 🤣Puściły mi wszystkie emocje. Do końca wierzyłam ze te objawy to nic takiego i jestem w ciąży... dzisiaj znowu zatestowalam i niestety muszę czekać na @. Pewnie jutro przyjdzie... Mój nastrój dzisiaj jest tylko taki żeby leżeć i płakać.
Chyba życie daje mi lekcje pokory😏

Patt1002 Czekamy na Aniołka 7 maja 2020, 15:44

Nie mam pojęcia, który to już dzień tego przymusowego siedzenia w domu... Choć jestem osobą, która uwielbia siedzieć w domu, oglądać filmy, jeść i nie spotykać się zbyt często z ludźmi, to nawet mi doskwiera potrzeba wyjścia i spotkania się z przyjaciółmi. Jednocześnie mam ochotę pojechać gdzieś z mężem i spędzić czas tylko ze sobą, już nie mogę patrzeć na te 4 ściany, które mnie otaczają...

aleszu Zaczynamy. 7 maja 2020, 16:22

5t2d
Ale te zwolnienie się dłuży. Leżę cały czas, na zmianę netflixa i telefon, dzisiaj przyszły 2 książki o ciąży, które zamówiłam w empiku więc będę miała małą odskocznię. Za 11 dni wizyta u mojej gin, mam ogromną nadzieję że serduszko będzie już biło, bo póki co to codziennie się stresuje. Po prostu chciałabym już usłyszeć. Jutro jadę do diagnostyki zrobić badania, które zleciła mi gin.
W nocy miałam okropny sen. Śniło mi się, że krwawiłam, a żaden lekarz nie odbierał telefonu lub nie chciał mnie przyjąć i dzisiaj chodzę struta. Mąż na pocieszenie zamówił pizzę.
Niech te 11 dni już zleci 🙏🙏🙏 i niech nasz kropeczek rośnie zdrowy i duży.

Liversiak Pamiętnik nadzieją pisany 3 października 2020, 16:20

Drogi pamiętniczku!
To czekanie mnie wykańcza. Dziś 48DC, już przez chwile nawet brałam progesteron na wywołanie. Jedyne co czuje, że bolą mnie cycki i podbrzusze delikatnie, ale znów dziś jakoś mniej niż przedwczoraj to mnie martwi... Od jutra ruszam z dietą z Akademii Płodności. Tak na 100% mam nadzieje. Nawet nie wiesz od ilu osób już słyszałam o naszej ciąży w tym tygodniu. Ja wiem, że to może nie jest złośliwe z ich strony, ale boli za każdym razem jak słyszysz, że ktoś czeka na to, żebyś zaszła... Fajnie ja czekam, żeby dostać choć głupią @ i żeby od nowego cyklu wziąć clo... Czy ktoś zna jakiś dobry sposób na wywołanie? Najgorsze jest to, że chodzę nerwowa przez to i ranię innych, bo sobie nie potrafię poradzić z emocjami. Co do emocji... Byłam wczoraj na rozmowie w sprawie terapeutycznej grupy. Chciałabym się dostać, bo zawsze sobie jakoś zajmę czas czymś, a 5 zł za wstęp to żadne pieniądze. Ostatnio miałam taką przerażającą myśl, że ja tyle na ten temat czytam, wydaje hajs na leki, poświęcam multum czasu, a co jeśli się nigdy nie uda? Coś czuję, że przyjdzie w końcu taki moment w którym już stwierdzę, że to już nie ma sensu... I zrezygnuję, porzucę dobre nawyki i znów będę smutna, zgorzkniała i zła. Tego się boję.
Ale narazie walczę!
Tylko @ przyjdź!

Kosmopolitka Rodzinka - marzenie 7 maja 2020, 19:03

10t 6d

Bardzo dawno tu nie pisałam, zaglądam do pamiętników tez dużo rzadziej. Miałam trochę słaby okres, odrzuciło mnie od mediów, internetu, tv. Myślę, ze hormony robią swoje, wpływają nie tylko na samopoczucie od strony fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej. Jest już dużo lepiej :) za niecałe 2 tyg mam umówione badanie usg genetyczne. O ciazy powiadomiliśmy rodzine już po 8 tygodniu. Wszystkich ucieszyła dobra wiadomość.

Baaardzo mało się ruszam. Próbowałam jogę, ale strasznie mnie wynudziła ta dla ciężarnych. Kiedyś uprawiałam dużo jogi z yt, ale była to joga siłowa, rozciągająca, po której czułam się świetnie, miałam energię. Po tej dla ciężarnych nie chce mi się wstać z maty, nie chce mi się nic, usypiam. No cóż może powinnam znaleźć innego jogina. Kiedyś ćwiczyłam z Hilarią Baldwin, ale teraz jej filmiki nie są już dostępne. Do tego stopnia zaniedbałam stronę sportową, ze bolą mnie plecy po sprzątaniu dolnych szafek w kuchni.

Kwarantanna się dłuży, przedłuża... mam to szczęście, ze mąż jest w domu. Polubiłam nawet ta nasza rutynę. Wspólne poranki w trójkę w naszym łóżku, do czasu kwarantanny jedynie w weekendy, teraz to codzienność. Uwielbiam je. Synek się budzi, przynosimy go do naszego pokoju i przez pół godz się budzimy, drugie pół godziny się przytulamy, wygłupiamy, a potem czas na śniadanie. Fifi ma 20 miesięcy, można się z nim porozumieć, choć jeszcze ciężko mu mówić, bardzo się stara. Kiedy widzi czułości miedzy mną i mężem, daje mi i mężowi buziaka a potem pokazuje nam byśmy się pocałowali. Czasami jest trochę zazdrosny, np kiedy widzi, ze głaszcze rękę męża, zabiera ja dla siebie, bardzo nas to śmieszy ;) oczywiście nie jest zawsze różowo cukierkowo, potrafi dobrze przetestować nasza cierpliwość.

Mając dziecko, przechodzę te ciążę inaczej, nie myślę o niej całymi dniami, nie jestem na niej skoncentrowana, tak jak było 2 lata temu. Teraz jest synek i on pochłania bardzo dużo mojej uwagi, miłości, czułości. Aż ciężko wyobrazić sobie, ze bede w stanie dać tyle samo za kilka miesiecy drugiemu dziecku. Ale cieszę się, ze będę miała dzieci w zbliżonym wieku, wiem ze będą szczęśliwym rodzeństwem. A tymczasem kończę moje wywody, Fifi z dużym powodzeniem próbuje przykuć swoją uwagę (tj. przystawia swój nos do mojego nosa mówiąc „mamo”, ale nie po to by mi coś powiedzieć, po prostu mam odłożyć tel. i poświecić mu uwagę:) tak wiec zrobię.

🤰7 miesiąc🤰 - III trymestr - 27t0d ciąży

Wkraczamy szczęśliwie w ostatni etap ciąży 😍 Mała radośnie fika w brzuchu baardzo i czuc że to już duża dziewczynka ;-) Rosnę z nią i ja. Jakieś 64 kg na liczniku. Brzuch już duży, ciężko mi sie już chodzi. Następna wizyta 19 maja. Jestem przeszczesliwa gdy patrzę na jego kształt 🤰


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 maja 2020, 22:56

dagmara Mój wyścig z czasem. 8 maja 2020, 09:15

Po tej stracie zrobiłam badania genetyczne zarodka. Zrobiłabym je też przy pierwszej stracie, ale nikt mnie w szpitalu nie poinformował, że mam taką możliwość. Tym razem jednak, trafiłam do innego szpitala, gdzie pobranie materiału do badań, nie jest im obce. Obce jest tylko, co dalej z tym zrobić.
Ze szpitala wyszłam w sobotę rano, 14 marca. Rozbita.
Wieczorem zaczęłam szukać w necie laboratorium do badań. Znalazłam testDNA w Katowicach. Pomimo, że była 21.00 postanowiłam spróbować zadzwonić. Odebrała jakaś babka. Wysłuchała, poradziła i wytłumaczyła jak wysłać próbkę do badań. Następnego dnia (niedziela) musiałam jechać do szpitala, żeby sama zapakować próbkę do wysyłki.

Po 5 dniach przyszedł pierwszy wynik na maila... To był chłopiec... Mój synek... Miałam mieć drugiego synka... A teraz mam drugiego Aniołka w niebie...
W kolejnym tygodniu przyszły ostateczne wyniki. Trisomia chromosomu 18 , czyli zespół Edwardsa. Bardzo chore dziecko.
Z jednej strony poczułam ulgę. Ulgę, bo bałam się, że z moim organizmem jest coś nie tak i zabił zdrowe dziecko. A z drugiej strony zaczęły narastać pytania: dlaczego? Dlaczego dziecko było tak chore? Zanim zajrzałam do internetu, mój rozsądek zaczął mówić mi, że to przez mój wiek. Że może nie powinnam już starać się o dziecko, bo jestem już po prostu za stara. Że może trzeba już odpuścić...
W ramach badań w tym laboratorium, miałam też telefoniczną konsultację z lekarzem genetykiem. Czekałam na to. Główne pytanie z jakim czekałam, to czy rzeczywiście jestem za stara i trzeba odpuścić?
Po paru dniach, zadzwoniła do mnie Pani Genetyk. Powiedziała, że wiek 40 lat, to absolutnie żadna nowość w dzisiejszych czasach, jeśli chodzi o starania o dziecko. Że przychodzą do niej kobiety w wieku 45 lat, które też chcą jeszcze zostać mamami. Pocieszyło mnie to. Pocieszyło mnie również to, kiedy powiedziała, że urodziłam zdrowe dziecko, czyli jesteśmy z mężem płodni, a ja jestem w stanie donosić szczęśliwie ciążę, a to bardzo dużo. Na pytanie dlaczego doszło do takiej wady u dziecka, odpowiedziała, że wg genetyków, najczęściej jest to spowodowane niesprzyjającymi warunkami podczas łączenia się kom jajowej z plemnikiem lub wadliwą kom jajową. Co zaleciła by w moim przypadku? Sprawdzenie "moich warunków" w jakich dochodzi do łączenia kom jaj z plemnikiem. Poleciła zrobić badanie poziomu homocysteiny, witaminy B12 i kwasu foliowego.
Jutro ciąg dalszy mojej historii...

20+6
Nie mogę uwierzyć, że to już ponad połowa ❤️ Czas zdecydowanie zbyt szybko płynie. Wczoraj mieliśmy badania połówkowe i rośnie nam piękny i zdrowy synek ❤️ codziennie daje o sobie znać ❤️
Czekamy na Ciebie Okruszku❤️❤️❤️

Dziewczyny nigdy się nie poddawajcie w walce o upragnione maleństwo, wierzę w to, że każdej z Was w końcu się uda... Mimo, że ta walka jest ogromnie ciężka to i tak ją wygracie i będziecie tulić w ramionach swoje maleństwo❤️

WrednaZośka Walczę dalej 7 maja 2020, 22:01

Tak! Klinika otwarta! Zapisałam się na badania bo wygasły. Oczywiście gdybym sama nie dzwoniła i nie męczyła to bym nie wiedziała że otwarte. Jutro na badania a w środę na wizytę kontrolna. Zapytam czy w zwiazku z 2 nieudanymi transferami trzeba jakieś dodatkowe badania robić. Bo może coś jeszcze można zbadać. ..

NIEśMieszka Terapia z samą sobą 21 sierpnia 2024, 17:19

No cóż, w końcu tutaj jestem.. Teraz może będzie trochę lżej, może trzeba otworzyć na nowo niezasklepione rany, wyrzucić wszystko pomalutku z siebie i zaszyć je na amen. Oby.
Dziś czarne grube chmury zebrały się nie tylko na zewnątrz nad naszymi głowami ale też i w mojej głowie. Zbierały się już kilka może kilkanaście dni. I grube krople popłynęły konkretnie nie tylko z tych chmur. Głowa pękała już w szwach, nie wiem, tłumaczę sobie że przez zmianę pogody ale chyba jednak to wszystko przez głuchy płacz trwający pół dnia. Ale od początku, wczoraj na drugiej zmianie w pracy miałam lepszy dzień, mniej myślałam. Dużo ostatnio myślę, analizuję, bo ciężko nie myśleć kiedy ciągle coś jest nie tak. Dzisiaj wolne to przy dniu z natchnieniem nastawiłam się że idę do ogródka, rwę buraki i kładę w słoiki. Mhmm. Taki był plan. Już w nocy miałam niespokojny sen, wierciłam się, źle spałam, czułam że coś się dzieje. Rano przebudzilam się umordowana dużo szybciej, niż normalnie po drugiej zmianie w pracy.. Mówią przecież póki jesteś panienką i dzieci jeść nie wołają to korzystaj.. Standardowo zaraz w ruch poszedł termometr i tak jak czułam prawie 38 stopni. Wiedziałam że coś jest nie tak. Z planów nici, siły brak aby wstać i coś zjeść, zawsze rano musi być przecież kanapka kawa.. Należę do tych co zjeść lubią i bez śniadania funkcjonować nie potrafią. Tym razem wjechała na siłę tylko kanapka i zaraz napar z cudnej lipy od teściowej z dwiema łyżeczkami czystej witaminy C i łyżką miodu. A potem już z górki.. Jakaś granica została przekroczona i pękło. Nie dość że dzień w łóżku, pogoda do kitu to i głowa do kitu. Tak jak wcześniej wspomniałam, ostatnio dużo myślałam, to niemal jak obsesja, staram się hamować żeby nie ześwirować ale czasem po prostu człowiek siada psychicznie. Zadaję sobie pytanie, jak wiele z nas- co tym razem poszło nie tak? Co mogłam była jeszcze zrobić albo zrobić lepiej? Ostatnio po zaczęciu przyjmowania acardu i wstrzykiwaniu clexanu cykle trochę się rozjechały. Nie wiem czy taka zmiana miała jakiś wpływ na długość cykli.? Coraz częściej myślę że chyba nie, chyba bardziej podziałała głowa. Że jeśli masz leki to teraz powinnaś się skupić. Powinno być już dobrze. Takie trochę napięcie że teraz musi się już udać. A tymczasem pierwszy cykl na lekach trwał 45 dni, kolejne już trochę się skracały. Poprzedni cykl o dziwo mnie zaskoczył. Już parę dni po ustaniu krwawienia natchnęło mnie aby zrobić test owulacyjny. To był drugi cykl na testach owulacyjnych a pierwszy na testach firmy Testeo. Akurat miałam tydzień urlopu z narzeczonym, jednego dnia zaplanował nam wycieczkę w Czechy do skalnego miasta no i ogółem non stop byliśmy całymi dniami ze sobą w ciągu dnia. Miałam okropne zachcianki na przytulanki dzień za dniem jak nigdy, więc kurcze mówię a zobaczę jak ten test funkcjonuje. Zrobiłam go i okazało się że druga kreska dużo ciemniejsza od testowej.. Mówię no super, mamy sporo czasu na przytulanki. No i też dużo ich było, aż dziwię się że mój Ł tyle mi podołał. W nocy przytulanki. Kolejnego dnia owulacja, czułam od południa pobolewanie w brzuchu po czym kłucie dokładnie lewego jajnika. No i co? Nie wyszło. Stąd moje myśli, co znowu się stało? Wykres temperatur pięknie wyglądał, jeden skok tempki, drugi skok.. Testy ciążowe wjechały już po 8 dniach od owulacji, pracuję w sklepie spożywczym o dużym przemiale. Zazwyczaj jako ala kierownik na drugich zmianach, wiąże się to nie tylko z wykładaniem towarów na półki ale też przyjmowaniem towaru, często ręcznym wjeżdżaniem paleciakiem na miejsca paletowe, po tylu przejściach, poronieniach po prostu muszę wiedzieć wcześniej jeśli coś się we mnie zadomowi.. Kierowniczka wie i rozumie moją sytuację, jeśli coś będzie na rzeczy mogę iść na wolne od zaraz jeśli będę czuła taką potrzebę. Tak więc testy jak i 8 tak 11 dnia po były oczywiście negatywne. Wiedziałam już, czułam że nic nie będzie. Ł w któryś dzień przyłożył rękę na mój brzuszek, zdążyłam mu odpowiedzieć tylko że nic tam nie ma i wybuchłam płaczem. Dwa dni później zaczęłam plamić.
Dziś mam kryzys jakiego dawno nie miałam. Czarne chmury nad nami. Czekam na kolejną owulację ale pewnie znowu przez choróbsko się przeciągnie. Najgorsze to czekanie. Od okresu do owulacji a potem od owulacji do dnia następnej miesiączki..


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2024, 17:24

Normalność w czasach nienormalnych.

Czerpię energię z tej stabilizacji, a z tyłu głowy licznik przypomina, że za chwilkę może być już czas na działanie.

Już nie zapominam rano o temperaturze i zaczyna mi się podobać, to że rzeczywiście dużo z wykresy można wyczytać.
Teraz pierwsza po przebudzeniu nie jest kawa 😉

Brzuszki sypia się z każdym wiosennym dniem, dziewczyny a kiedy u nas wysyp?
Myślali jestem z każdą z Was 😘

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)