Czytam dziś w internecie „wiemy dlaczego Polki rodzą mniej dzieci” i dowiaduje się, ze to przez karierę, stabilizację itp. A wg. mnie głównym powodem jest, to ze nam się nie udaje.
Sama nie jestem już najmłodsza (uff aż ciężko mi uwierzyć ze w tym roku kończę 33) ale decyzje o dziecku podjęłam gdy spotkałam mężczyznę, z którym chce wychowywać potomstwo.
Ciarki dostawałam słysząc dziewczyny, które mając 22 -26 lat planowały „zaciążyć się” z kimkolwiek tylko żeby mieć dziecko (najlepiej piękne różowe jak z instagrama 😉). Dla mnie najważniejsze było i jest tworzenie pełnej rodziny. I mając te 20-25 lat byłam pewna, że będę miała już z dwójkę czy trójkę bobasów. A teraz... Marzę chociaż o jednym... O tych dwóch kreskach. Jeszcze nigdy nie było mi dane ich zobaczyć 😌
Dlatego na pytanie DLACZEGO POLKI RODZĄ MNIEJ odpowiadam - bo nie mogą 😢
Wizyta przed transferem.
Rano pojechałam na badania- estradiol i progesteron.
Popołudniu wizyta.
Transferu w tym cyklu nie będzie, odwołany.
Endometrium ładne, prawie 11mm ale progesteron za wysoki.
Mój organizm zrobił psikusa i pomimo brania estrofemu wyprodukował jakiś pęcherzyk, który pękł bo w usg widać ciałko żółte, chyba, że to przetrwałe po punkcji. W każdym razie progesteron wynosi 1ng/ml a powinno być w granicach 0.2- 0.4ng/ml i rozjechało się okno implantacyjne.
Czasem tak się zdarza i dobrze,że lekarz podjął taką decyzje. Niech wszystko będzie na tip top.
Czy mi przykro? Trochę tak. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Śnieżynki czekają, nie uciekną.
My czekamy już tyle to miesiąc też wytrzymamy.
Co do kirów to nasz lekarz nie bardzo uznaje immunologie. Uważa,że nie jest to tak istotne i nasza niepłodność leży gdzieś indziej.
W innych krajach nawet tego się nie bada, nie bierze się tego w ogóle pod uwagę, a kobiety w ciąże zachodzą, a Polska to zagłębi kirowe.
Nie wiem co myśleć. Może racja. Powiedział,że nie bagatelizuje, dołączył wyniki do naszej dokumentacji, może włączyć accofil po transferze ale o tym będziemy jeszcze rozmawiać.
Z kolei mój drugi lekarz na moją wiadomość o wyniku kirów i po moim stwierdzeniu,że chyba mamy problem, odpisał tylko ,,no właśnie 

''.
Co to znaczy nie wiem, mi do śmiechu wcale nie jest. Pozostawiłam to bez komentarza. Mieliśmy spotkać się w niedziele ale teraz, gdy transferu nie będzie nie widze potrzeby pójścia na tą wizytę.
Ja tymczasem świętuje dzień kobiet 💐
Z tej okazji dostaliśmy mandat pod kliniką za brak biletu z parkometru. Mąż nie kliknął 'start' w aplikacji 👏👏👏
Ale dostałam również bukiet kwiatów od męża, zajadam toffifiee, odpale winko, może wjedzie maseczka na twarz i będę czekać na kolejny cykl. Czekanie, znowu czekanie ⏳️
Podejście do transferu planujemy w kwietniu.
Jak będzie to się okaże. Nic nie można zaplanować bo ja swoje,a życie swoje.
Śnieżynki, jeszcze troszkę ❄️
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 marca 2024, 18:30
33cs, 54dc, 40dpo
7t4d
Dzień planowej wizyty u mojego lekarza. Kolejna noc pełna obaw i kolejny poranek pełen strestu..
Dodatkowego stresu dostarczył mi lekko różowy ślad na papierze rano.. maleńka kropka, która znikneła po dwóch dotknięciach. Prawie zemdlałam na tej toalecie.. Nie było to ze śluzem tylko chyba z jakiegos innego miejsca - może z blizny? albo jakiegoś podrażnienia, bo niestety znów chyba zaczyna się jakaś infekcja 
Na wizycie opóźnienie, siedziałam tam jak na szpilkach rozważając miliony scenariuszy..
Finally, serduszko bije - widziałam ten migający maleńki punkcik ❤️, Kropek ma 1.3cm (CRL=1.3cm), brak krwiaków, szyjka zamknięta.
Lekarz wystawił mi kartę ciąży.. w co wciąż niedowierzam szczerze mówiąc, że to się dzieje na prawde..
Wraz z kartą - mnóstwo badań do wykonania przed 10 tyg.
Póki co nie ma przeciwskazań, żebyśmy lecieli na planowane wakacje za granicę za 1.5tyg. Lot samolotem/bramki nie są zagrożeniem. Jestem pełna obaw, ale moje dziecko tak długo marzyło o tym wyjeździe i pyta o to codziennie..
Lekarz zaproponował kolejną wizytę za 3 tygodnie, ale biorąc pod uwage ew. wylot już uprzedziła, że na pewno przyjdę przed samym wylotem sprawdzić czy wszystko jest w porządku, żeby być spokojniejsza.
W przyszłym tygodniu zrobię wszystkie badania..
I jeszcze ta prawdopodobnie rozpoczynająca się infekcja.. wszystko przez luteine dopochwowo.. lekarz sam powiedział, że ciężko mu cokolwiek zmienić, skoro obecny zestaw progesteronu działa. Spróbuje powstrzymać infekcję korą dębu, jeśli się nie uda to będę musiała zrezygnować z luteiny na rzecz albo Urogestanu (ael to wciąz dopochwowo..) albo Progesteron Bensis doustnie.. choć lekarz nie był przekonany, mówił, że to to samo co Duphaston tylko 3 razy droższe
Zobaczymy..
Porozmawiam też dziś z Nim.. może w przyszłym tygodniu powiemy Dziadkom ? Choć wtedy jestem pewna, że będą namawiać nas, żebyśmy nie lecieli na wakacje..
Będąc w 2 ciąży (pornionej) wymyśliłam sobie, że kupie koszulke z odpowiednim napisem i założę ją dziecku i tak przekażemy Dziadkom, może uda się zrealizować ten pomysł..
Objawów - raczej brak; piersi raz bolą raz nie, na pewno urosły i zrobiły się pełniejsze. Czasem duszności, senność to zależy od dnia. Na stałe ze mną jest chyba tylko zmęczenie.
Boże.. Ty wiesz.. jeśli wciaz rośnie we mnie nowe życie, proszę nie zabieraj go do siebie, niech zostanie zdrowe ze mna na 9mcy a potem z Nami juz na zawsze..
Jeśli nie - nie rób mi proszę złudnych nadziei..
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2022, 10:55
I nadszedł ten dzień…jeszcze pół roku temu byłoby to dla mnie abstrakcja a dziś stało się faktem. Dziś odbył się transfer, jestem w ciąży bardziej niż kiedykolwiek wcześniej 🥰 mam nadzieje zostanie tak na kolejne 9 miesięcy. Blastusia 5.1.1. Transfer do przyjemności nie należał zw na pełny pęcherz, grzebanie w środku plus naciskanie głowicą USG ale jakoś minęło, nie takie zabiegi przechodziłam. Miałam dziś lekkie deja vu bo transfer był w tej samej sali co moja pierwsza inseminacja. Z leków biorę cyclogest 400 mg 2 x dziennie + progesteron 100 mg 3 x dziennie.
Czekają na nas jeszcze ❄️❄️❄️❄️ a na informacje o dwóch kolejnych czekamy do jutra, Pani embriolog powiedziała że walaczą 🥺🥺 maluszki kochane 💚
Czas oczekiwania na informacje od kliniki był koszmarem ale wynik na szczęście jest dobry, mam nadzieje że będą z tego dzieci 🥰 od kilku dni budzę się o chorych porach 4.30 dziś 3.30 🤦♀️ Mam nadzieje ze dzisiejsza noc będzie spokojniejsza 🙂 Czuje brzuch jeszcze po punkcji, mam trochę wzdety na dole, będę chyba brać profilaktycznie nospę i magnez.
Macie jakieś rady na po transferze? Oprócz ananasa? 😉😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 maja 2022, 15:58
Został najprawdopodobniej miesiąc. 30 dni.
Co czuję? Nawet nie potrafię tego określić. Nie, nie boję się porodu ani trochę. Wiem co mnie czeka. Wiem,że będzie znowu cholernie bolało po pionizacji, wiem że będę ledwo chodziła,wiem że wstanie z łóżka będzie graniczyło z cudem, nie boję się tego.
Boję się,że coś pójdzie nie tak. Boję się,że nie będę potrafiła pokochać Bartka tak jak dziewczynek. Boję się,że będę go porównywała do P. Boję się,że nie dam sobie rady. Boję się,że go zawiodę. Boję się,że będę zła matką. Boję się depresji poporodowej. Tak..ja niby taka silna, waleczna...boję się. Może dlatego,że tak naprawdę nigdy nie wierzyłam,że mi się uda? Że zawsze byłam przyzwyczajona do porażki,bólu,smutku i nie potrafię uwierzyć w to,że w końcu fatum mnie opuściło? 30 dni. Tylko tyle i aż tyle żebyśmy się synku poznali.
Długo na Ciebie musiałam czekać... wiele musiałam przejść,ale w tej całej sytuacji było także wiele dobrego. Poznałam mnóstwo wspaniałych kobiet na tym forum,nigdy bym się nie spodziewała,że tyle zupełnie obcych osób będzie "ze mną" podejrzewam,że o wielu nawet nie wiem... myślę,że z niektórymi mogę śmiało powiedzieć,że połączyła mnie przyjaźń, taka jakiej bym się nigdy nie spodziewała..
Wiem,że na wiele dziewczyn mogę liczyć. Zawsze. Wiem też,że wiele płakało razem ze mną,gdy musiałam pożegnać moją ostatnią córeczkę,wiele ze mną walczyło o jej życie...ale...w końcu nadszedł czas,że za miesiąc będziemy się wspólnie radowały!
Edit: dziękuję Wam za tak piękne,budujące słowa! ❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia 2022, 19:55
Dziś było ostatnie USG przed punkcja. Ekstradiol wynosi 3610 jest ok 16 pęcherzyków dr podał mi dwa ovitrelle i w czwartek rano punkcja. Nie mogę się już doczekać 🙂
6+4
Nie lubię etapu wczesnej ciąży. Serio. Nic nie widać, nic nie czuć (na przykład tak jak dzisiaj), więc można zwariować ze zmartwienia i czarnych myśli. Staram się jakoś modlić, ale nie do końca mi wychodzi, nie mogę się skupić. Zawierzam dziecko Maryji i mam nadzieję, że w Jej rękach tylko jakoś przetrwamy. Do wizyty jeszcze trochę, nie wiem, jak to wytrzymam. Rozsądek mówi, że skoro nie mam plamień i nic się nie dzieje, to nie ma powodów, by świrować, ale w tym momencie ciąży rozsądek nie ma za bardzo siły przebicia... Prawie dwa tygodnie do wizyty będą trwały wieczność...
7+4
Ale to wszystko jest psychozą, budzę się rano i sprawdzam czy mnie cycki wciąż bolą, wczoraj np. się martwiłam tym, że nie było mi niedobrze a ostatnie kilka dni miałam nudności albo że w ciągu dnia nie chciało mi się spać już tak jak wcześniej…zwariować można. Wizytę mam w przyszłą środę. Życie od wizyty do wizyty. Na jutro byłam umówiona do jakiegoś lekarza z Luxmedu, mam pakiet wiec chciałam iść żeby móc badania u nich robić ale finalnie odwołałam dziś bo jak zaczęłam czytać opinie to pomyślałam, ze jeszcze powie mi coś złego bo jest kiepskim lekarzem i tylko się zdoluje 😵💫 a później od piątku do środy daleka droga. Tak bardzo się boje tego wszystkiego. Boje się powiedzieć komukolwiek, nawet rodzice nie wiedzą tylko moja siostra i mąż. Już sama nie wiem kiedy opieka psychologiczna jest bardziej potrzebna przed transferem czy jak się już jest w ciąży. Dlaczego nie mogę być jak większość lasek z instagrama które nie mają problemu z tym zeby z całym światem dzielić się ciąża już często od testu ciążowego a ja swoją najchętniej schowałbym w szafie i pokazała dopiero jak małe się urodzi. Chciałabym chociaż być już po prenatalnych, planujemy tez zrobić Nifty albo sanco, skoro są takie możliwości dlaczego z nich nie skorzystać. Mam tez pewną teorię na płeć dziecka, wydaje mi się, że to będzie chłopczyk. Może to głupie ale chodzi o ułożenie zarodka w pęcherzyku ciążowym, u mnie jest po prawej stronie, porównałyśmy z koleżankami (oczywiście ta cudowna szamańska wiedza jest zaczerpnięta z neta) i faktycznie dziewczynki były po lewej a chłopcy po prawej. Oczywiście dla mnie niech będzie co chce, mąż zaklina rzeczywistość i nawet na dzień matki kupił mi pierścionek z niebieskim oczkiem bo liczy na syna (ja w głowie mam od zawsze dziewczynkę o czym wie) ale prawda taka że totalnie mi to obojętne, niech tylko będzie zdrowe i takie się urodzi 🙏🙏🙏
Dzwoniłam dziś do kliniki po wyniki badań, progesteron 173 cały czas jestem na cyclogest i progesterone besines, tsh spadło z ponad 2 do 1,5, ft 3 i ft4 tez w normie. W weekend robię morfologię, mocz, glukoze i pozostaje czekać na środę 🙂 Ponownie dziękuje dziewczynki za kciuki i za ciepłe słowo, wierze że wszystkie będziemy Mamami 💚❤️
26 dc. Nie wiem co jest grane ciągle boli mnie dół brzucha. Raz to skurczą okresowe a raz kucie raz jednej jajnik raz drugi.
Piersi tak mnie bolą że idzie oszaleć. Ktoś z was miał takie bole piersi po estrogenów?
7 miesięcy i 3,5 tygodnia
Okrutnie długo mnie tu nie było. Wiele razy zbierałam się, żeby wrzucić tu choć odrobinkę swoich myśli. Na zaś, na kiedyś, na pamiątkę. Ale wiecznie coś. Tego między innymi się nauczyłam. Z dzieckiem jest „wiecznie coś”
Co nowego? Wszystko. Minęło zaledwie ale zarazem aż 8 miesięcy. Za nami ogromna walka o kp. Wygrana. Trwała 3 ms ale udało się zostać 100% kp. Walka o zniwelowanie wzmożonego napięcia. Prawie udana. Troszkę nam zostało, ale już nie przeszkadza to maluchowi w rozwoju. Właściwie wystrzelił jak burza. Niedługo po 7 ms zaczął siadać, czworakować i wstawać. Teraz nie spuszczę go z oka nawet na milisekundę. Pierwsze guzy za nami.
Za nami walka o spanko. O drzemki, o sen w nocy. Jest prawie sukces. Drzemki w końcu w łóżeczku, dłuższe. Nad nickami pracujemy.
Za nami też (a właściwie nie za nami, bo to wciąż trwa) walka o rd. Młody jest niejadkiem. Czasem wsunie cały słoiczek, czasem wyrzucam wszystko do śmieci. Tak, karmię słoiczkami. Czy czuję się przez to gorszą mamą? Nie wiem. Być może. Może troszkę, ale tak nie do końca.
W ogóle kłębi się we mnie wiele różnych emocji, które nie do końca jestem w stanie sama przepracować.
Po pierwsze jestem ogromnie szczęśliwa i chyba spełniona. Ignacy jest z nami już prawie 8 miesięcy, a ja dalej niedowierzam, że to on. Że jest prawdziwy, że jest tutaj. Że jest mój. Kocham go nad życie. Ta miłość pojawiła się u mnie od razu, potem przechodziła kryzys przez mój baby blues. Chyba wręcz depresję poporodową, która był pokłosiem nieprzepracowanej depresji poczas starań. Ale teraz chyba mogę powiedzieć, że wychodzę na prostą. Miłość, ta wielka bezwarunkowa miłość wróciła. Kocham tego łobuza nad życie. Czasem się denerwuję. W ogóle brak mi nieco cierpliwości. Uczę się jej każdego dnia. Ale staram się jak mogę.
Ignacy to prawdziwy szogun. Taki mały słodki łobuz. Patrzę na niego i widzę te piękne ciemnobrązowe oczy, ten maleńki nosek, te słodkie usteczka, które uśmiechają się najszerzej jak mogą gdy gilgamy go pod szyją, pućki, które wierzę, że ma po mnie. Patrzę i widzę, że jest najpiękniejszym dzidziusiem na świecie. Już nawet powoli robi się bardziej chłopczykiem niż dzidziusiem. Patrzę i niedowierzam. On jest mój, jest prawdziwy, jest cały i zdrowy i jest ze mną. Tutaj. Bosz co za wzrusz. 🥺
Za nami wiele pierwszych razów. Pierwsza wspólna Gwiazdka, pierwsza Wielkanoc, pierwsze wakcje, pierwszy Dzień Matki, Dzień Dziecka i pierwsze wspólnie spędzone moje urodziny. To wszystko jest dla mnie wyjątkowe.
I choć często bywa ciężko, choć często jestem zmęczona to staram się pamiętać, żeby doceniać każdą sekundę. Teraz widzę jak czas szybko leci. Ten czas, który jeszcze niedawno wlókł się niemiłosiernie od okresu do okresu.
Czuję duże poczucie winy. Bo może czasem nie doceniam tak mocno jak powinnam? W głowie mam moje staraczkowe przyjaciółki poznane na forum. Choć zniknęłam stąd pochłonięta nowym etapem życia nie zapomniałam. Często myśle co u dziewczyn tylko czasu i samozaparcia brak, żeby wrócić. Przypominają mi się historie, które choć łamią serce na milion kawałków pozwalają mi znaleźć jeszcze więcej szczęścia w codzienności.
Mój synek jest ze mną. Muszę się uszczypnąć pisząc te słowa, aby upewnić się, że to prawda. Zaglądam do sypialni a on tam śpi. Leży na brzuszku w poprzek łóżeczka. Miarowo oddycha, wzdycha przez sen.
8 miesięcy, które wywróciło mój świat do góry nogami. Wiele zmieniłabym z perspektywy czasu ale zarazem nie zmieniłabym nic. Żałuję, że czasem się zdenerwowałam. Cieszę się z każdego śmiechu w głos i uśmiechu na ustach synka jaki dane mi było słyszeć i zobaczyć.
Wdzieczność. 💕
Dlaczego to piszę? Jeśli ktokolwiek to czyta może uzna, że to trochę nie na miejscu pisać o swoich troskach związanych z posiadaniem dziecka na forum kobiet, które oddałyby swoje serce za malucha przy sobie. Ale to dla mnie ważne. Czarno-szary staraczkowy świat często nie zmienia się w tęczę od rszu po urodzeniu dziecka. Trudne emocje wciąż mogą istnieć zwłaszcza, gdy te z okresu starań zostają nieprzepracowane.
Droga staraczko. Mocno wierzę, że na końcu Twojej drogi jest tęcza. Póki jesteś w tym miejscu zadbaj o swoje emocje. Żeby gdy pojawi się ten maluch zrobiło się miejsce wyłącznie na pozytywne emocje.
Jestem mamą. Mam cudownego synka.💕 Łapie każdy moment, bo zaraz wyfrunie mi z gniazda.
09.06 rano miałam punkcje pobrali 18 jajeczek. Nie było żadnych komplikacji, ale nie podali nam jakie maz oddał nasienie, jutro maja dzwonić ile się zaplodnilo. Cieszę się że już jestem po. Wizyta po punkcji niedziela/poniedziałek.
26tc+3
Córeczko, jeżeli dobrze myślę, to była ta noc... Twój brat na pewno jest większy i silniejszy niz Ty... Ciebie nigdy nie poczułam tak jak jego choćby teraz...
Po dzisiejszej wizycie wyglada ze jest e porządku, teraz odliczam dni do środy, gdzie sprawdzimy wage, przepływy 🙏🙏🙏
Boże, błagam, daj mi jutro obudzić sie z żywym dzieckiem... błagam, daj mu szansę 🙏, nie pozwól zeby zycie zadrwilo z nas kolejny raz... 🙏
Błagam, niech ten cud trwa...
Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2022, 19:33
Dzwonili po pierwszej dobie. Z 18 komórek tylko 7 nadawało się do zapłodnienia i 4 się już zaplodnily a na 3 jeszcze czekamy masakra myślałam że nam dużo lepiej pójdzie eh ...
32 dc
Byłam dziś u diabetologa i ogólnie wkurwiłam się na klinikę bo lekarz z kliniki twierdzi, że ferrytyne i B12 mam w normie a diabetolog, że sporo za mało.
No i mam Szelazo SR jednocześnie z wit C łykać plus Bellamin ale tego nie mieli w aptece musze poszukać gdzie mają.
Ehhh ręce opadają.
Dodam jeszcze, że identyczna syt byla z glukoza i insulina, klinika mowi ze ok a diabetolog ze nieznaczna IO plus stan przedcukrzycowy.
Tyle razy zbierałam sie, zeby cos napisać, ale.. Ale nie potrafię. Nie potrafię tutaj dzielić sie swoim szczęściem, swoja radoscia, ktora otacza mnie kazdego dnia, bo ilekroć tu wchodze mysle sobie, ze tylko zrobie przykrość tym, którym to szczęście jeszcze nie dopisało.
I nie, nie miejcie sobie tego za zle, bo wiem, ze czesc z Was to przeczyta. To wylacznie moj tok myslenia, moj charakter, moje podejście do zycia.
Nie mniej jednak - ogolnie rzecz biorac wszystko jest w porządku, ale.. Zawsze musi byc jakies "ale".
3 miesiace po porodzie mialam kontrole tarczycy - wyniki idealne! W koncu mozna odetchnąć.
Kolejna kontrola 3 miesiace pozniej.. Tu juz nie bylo tak pieknie.
TSH - niewykrywalne.
Zelazo - ponad 300..
Nie wiedziałam o co chodzi. Powtórzyłam badanie kolejnego dnia, a tam.. Zelazo ponizej normy 🥴
Zadzwoniłam do labo, trafil mi sie miły Pan diagnosta, ktory sprawdzil moje badania i polecil wysłać je do labo drugiej referencyjnosci, bo "nigdy nie widziałem takich wynikow, tak rozbieżnych". Wyniki przyszły i były jeszcze bardziej rozjechane. Labo zaproponowało, ze pobiora probke jeszcze raz, na swoj koszt, dodadza do tego wiazanie zelaza i cos tam jeszcze.. Wyniki byly juz okej, więc.. olalam temat, ale..
Zastanawialam sie, co z TSH. Przecież jesli cos bylo z próbka nie tak (a przyczyna tych roznic w zelazie nieznana) to moze wcale nie musze brac lekow?! Niestety, wyniki sie potwierdziły, TSH niewykrywalne, a na wyniku dopisek "probke badano dwukrotnie".
Zaczelam brac leki.. 6 tygodni pozniej kontrola. I co? I wielkie g*wno. Nie zareagowalam na leki i.. zaczelam czuc sie coraz gorzej. Kolejna kontrola wykazala tez, ze mam kolejny rzut choroby. Cholerny GB wrocil.. A ja mialam nadzieję, ze więcej go nie spotkam (w sumie nie wiem czemu tak naiwnie myslalam 🥺). Zmiana dawki, zmiana lekow i.. po 3 tygodniach alergia na leki.
Nie mam sil, wlasciwie te trzy slowa opisuja mnie aktualnie. Nie mam sil.
A wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Czeka mnie leczenie jodem radioaktywnym (1-3 lat zakazu staran) albo.. usuniecie tarczycy. Wybór miedzy zlym, a gorszym.
I to tyle o mnie.
A Wam dziewczyny - nadal kibicuje! I kiedys Wam opowiem co sie u nas działo ze szczegółami, ale pozwólcie, że najpierw poczekam na Wasze szczęście ❤️ modle sie, mysle o Was i czekam na piekne wieści ❤️
22.02.2022
Na blok porodowy trafiłam niemal natychmiastowo po słowach lekarza. Rzutem na taśmę zdążyłam zadzwonić do męża i powiedzieć mu, żeby czekał w gotowości oraz do mamy, żeby się nie martwiła.
Dostałam salę, przyszła położna ze studentką i zapytały czy wyrażam zgodę, aby to one uczestniczyły w moim porodzie (swoją drogą, co za pytanie 🤷♀️ przecież i tak było mi to obojętne). Po wszystkich przygotowaniach, zapytała mnie, jaki mam plan na ten poród - w skrócie odpowiedziałam "przyszłam tu w konkretnym celu, będziemy rodzić". Na jej twarzy pojawił się uśmiech, po czym podłączyła mnie pod KTG monako oraz pompę, która miała dawkować oksytocynę. W tym samym czasie przyszła jedna z Pań Doktor i chwilę dyskutowała z kilkoma innymi położnymi, czy poród SN w moim przypadku jest dobrym pomysłem - dla nich przeszkodą była wąska miednica. Nie mniej jednak te dyskuje dla mnie były nieco zbędne, bo razem z lekarzem ustaliliśmy, że dziecko jest małe, więc podejmiemy próbę, a jak się nie uda to zrobimy cięcie cesarskie - wiedziałam na co się piszę. Z tego też powodu wtrąciłam się w rozmowę i powiedziałam, że chcę spróbować.
Potem przyszło dwóch lekarzy i jeszcze jedna położna (razem było ich czworo). Każde z nich przeprowadziło badanie rozwarcia - rozwarcie na 4cm, szyjka zgładzona, możemy zaczynać.
Położna zapytała czy może włożyć mi inny wenflon, bo ten, który mialam był w trudnym miejscu. Zgodziłam się - zatem miałam dwa. Podłączyła pod sprzęty i zaczęłyśmy.
KTG miało monitorować stan Zuzi przez cały poród, pompa podawała oksytocyne bardzo powoli, aby w razie potrzeby można było zareagować. Bujałam się na piłce, oddychałam, tańczyłam przy barierkach, spacerowałam, właściwie wszystko, co mialam możliwe, byle tylko coś ruszyło - choć mialam ograniczone możliwości z tymi sprzętami.
Około 12 położna przyszła z zupą - wiedziała, że nie jadłam nic od poprzedniego popołudnia. Wiedziała, że istnieje możliwość CC, ale uznała, że jak chcę rodzic naturalnie, muszę mieć siły i bierze to na siebie.
W ten oto sposób jadłam zupę na stojąco 😅. Oksytocyna nadal powoli szła, a ja ciągle zastanawialam sie, co jeszcze mogę zrobić. Położna nie była zadowolona z zapisów KTG. Niektóre pozycje wywoływały brak ruchów małej albo dziwne zapisy, więc też musiałam uważać, co robię. Co chwilę skakałam, ruszałyśmy brzuchem, nawet próbowałyśmy słodyczy, ale uparciuch nie chciał kopać. 🤷♀️
Chwilę później znów przyszli lekarze i położna, znów przeprowadzili badanie - bez zmian, ale może iść powoli, bo oksytocyna w pompie. Główka się odbija. I tak było do 15.
Od 15 skurcze były już mocniejsze, zdecydowanie mocniejsze, ale nieregularne. Położna przypominała o oddechu, wygodnej pozycji. Szczerze? Brakowało mi trochę sił, ale wynikało to wyłącznie z braku jedzenia. Nie poddawałam się, podłączyli druga dawkę oksytocyny. Położna powiedziała, żeby dzwonic do męża, niech przyjeżdża. Zanim zrobi test na covid, dojedzie to akurat się może zacznie.
O 16 przyszła zmiana lekarzy.. I tu się wszystko zaczęło. Pan Doktor pełniący dyżur kierownika wszedł na salę w asyście znajomej mi już Pani Doktor oraz położnych - po tym jak otrzymał informacje na mój temat powiedział "proszę odłączyć pompę i odesłać Panią na oddział. Niech wróci jutro" i wyszedł. A mnie stanęły w oczach łzy. Spojrzałam na położną i powiedziałam, że nie rozumiem, przecież nie tak miało być i chcę rozmawiać z lekarzem, który mnie skierował na blok. Odparła, że porozmawia z Panią Doktor. Pani Doktor przyszła sama.. Powiedziała "nie zgadzam się z decyzja Pana doktora, ja nie puszczę Pani na oddział. Zapisy są złe, skurcze się rozkręcają. Nie daj Bóg odejdą Pani wody na oddziale, ja nie zdążę Pani przetransportować na blok. Nie będę ryzykować". Sprawdziła jeszcze stan rozwarcia i wyszła. I w tym momencie mój strach się spotęgował - zaczęłam krwawić. Nie wiedziałam, co robić. Położnych nie było, bo skończyły zmianę, lekarka wyszła, a ja stałam.. na dywaniku płacząc, bo nie wiedziałam, czy ktoś mnie usłyszy. Wtedy przyszedł już mój mąż na salę. Z łzami w oczach powiedziałam mu, co się dzieje. Nie miałam już siły, bałam się. Chciałam urodzić.
Gdy Pani Doktor wróciła powiedziałam jej, że ja wyrażam zgodę na kolejną oksytocyne, że się boję o stan dziecka i chcę urodzić, choćby to miało trwać do jutra. Niestety, ani ona, ani jej przełożony nie mogli podważyć decyzji lekarza dyżurującego. Jedyne, co udało jej się uzyskać to to, że zostaje na bloku porodowym.
O 18 przyszła zmiana, a więc nowa położna. Przedstawiła się i powiedziała, że bardzo mnie przeprasza, bo wie, że byłam badana już kilka razy, przez kilku lekarzy, ale ona ma taką praktykę, że sama musi po swojemu sprawdzić wszystko, żeby mogła potem porównać. Zbadała szyjkę, spawdziła krwawienie, znów podłączyła KTG i wyszła do gabinetu zobaczyć zapis. Nie minęła chwila jak wbiegła do sali, kazała obrócić się na lewy bok, na prawy bok, na plecy, na brzuch, na pieska, głowa w dół, znów na plecy.. W końcu krzyknęła - wezwijcie lekarza! A ja.. nie wiedziałam, co się dzieje. Pani Doktor przyszła już ze zgodą na wykonanie cięcia cesarskiego, podpisałam. Położna zapytała męża, czy widzi co się dzieje na monitorze, czy widzi te niskie wartości. Zapytała mnie i jeszcze jedną położną o to samo.. Wszyscy potwierdzili. Pokierowała mojego męża, co i jak ma spakować, jeśli chodzi o moje rzeczy. Zapytała, czy chcę coś wiedzieć. A ja, chyba nie do końca świadoma, powiedziałam tylko, że nie, bo przecież byłam przygotowana, że może być CC. Spojrzała na mnie i powiedziała "a ja nie". Przez cały ten czas, który płynął, była obok mnie i uspokajała. Mówiła mojemu mężowi, zeby zadbał o mój spokój i przytulał, gdy ona musiała wyjść.
Przyszła Pani anestezjolog - zebrała wywiad, zapytała, czy mogę mieć wenflon w prawej ręce - zgodziłam się - wtedy mialam już 3. Położna przyniosła koszulę, pomogła się przebrać i tak wylądowałam na sali operacyjnej. Mnóstwo ludzi, a ja w amoku.. Anestezjolog, który mnie znieczulał, wszystko tłumaczył dokładnie, za każdym razem pytając, czy się dobrze czuje. Pielęgniarki trzymały za rękę, a Pani anestezjolog tłumaczyła, co będę czuć i jak będzie to wyglądać. Zabieg się zaczął o 20:08. W tym czasie Pani anestezjolog glaskała mnie po głowie, a pielęgniarki przykrywały mnie, gdzie mogły, zebym nie zmarzła. Aż usłyszałam płacz - ten wspaniały krzyk, który spowodował, że poczułam ulgę. O 20:20 uszło ze mnie całe powietrze i sama zaczęłam płakać. Chwilę później usłyszałam tylko "10/10!".
Położna, która przy mnie była powiedziała do lekarzy "pokażcie Pani dziecko, bo ona nam się tu zapłacze, a chcemy, żeby była już spokojna". Pokazali mi ją, a chwilę później ona przyniosła moją, naszą Zuzię zawiniętą i powiedziala "zrobię Pani zdjęcie na pamiątkę". ❤️
Pani anestezjolog nadal glaskała mnie po głowie, pytając czy łzy są ze szczęścia, czy coś się dzieje. A ja wtedy byłam po prostu szczęśliwa. Szczęśliwa, że ten koszmar się skończył, a ja mogę być spokojna o swoje dziecko.
Po zakończeniu całej operacji, wywieźli mnie z sali i pozwolili jeszcze chwilę porozmawiać z mężem. Potem trafiłam już na oddział położniczy. Tam położna przyniosła wełniany koc, przykryła mnie, położyła butelkę wody obok głowy oraz telefon. Tak skończył się mój dzień. Dzień, w którym zostaliśmy rodzicami.
![]()
I muszę to dodać, choć działo się to dzień później. Obie te położne, które brały udział w moim porodzie przyszły do mnie następnego dnia zapytać jak się czuję. Położna z drugiej zmiany zapadła w mojej pamięci już na zawsze. Po krótkiej rozmowie spojrzała na mnie i powiedziała "kochanie, jesteś mamą. Urodziłaś, rozumiesz? Nie wyjęli jej z Ciebie, ty urodziłaś! I przytulaj ją, próbuj karmić, a jak trzeba będzie to walcz, żeby Ci ją dali kangurkować". Te słowa okryły moje serce ciepłem, będę o nich pamiętać. ❤️
I na zakończenie.. Nie tak wyobrażałam sobie swoją ciążę, nie tak wyobrażałam sobie swój poród, ale cieszę się, że ostatecznie wszystko dobrze się skończyło, a ja mogę być już spokojna, że nic nie zagraża mojemu dziecku w moim brzuchu.
22.02.2022 o 20:20 przyszła na świat nasza Zuzanna.
Ważyła 2270g, mierzyła 48cm i otrzymała 10/10 punktów w skali Apgar. Nasz kochany, wyczekany, silny wczesniak. ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 września 2022, 22:29
20 DC. Aj zła jestem że szkoda słów. Tak się wkurzyłam nie męża aż mnie brzuch rozbolał. Byłam u rodzinie i nic nie przepisze bez badania mężem. Tłumacze że mąż się wstydzi i nie pokaże. To nic ja nie mogę pomóc.
Stęka że go boli całą główka w krostach/pryszcach czerwonych jak skórę ściaga nie wiem jak to opisac to aż wyje. Wczoraj widziałam to aż krzyknęłam jak zobaczyłam. Czegoś takiego nie widziałam nigdy. Jak sika to nie boli tylko jak te skórę ściaga i się myje..wczoraj moczył w korze dębu to mówi że ciut ulgi. Pierwszy raz w życiu coś takiego widze. Ale mi nic nie jest zero. Jak by to była bakterii to i ja bym.miała..normlanie ręce opadaj szkoda że nie ma ma wizyty u mojej gin to bym ona coś przepisałe. Będę miec wizytę dopięro jak okres przyjdzie.
Mąż jest tak uparty on nie pokaże penisa i koniec i będzie cierpiał.. normalnie jak to samo przejdzie to aż się będę bała współżyć bym ją tego że nie miała.
Eh tylko tyle dziś ma do napisanie
Z tego wszystkiego brzucu mnie dołem boli i już sobie wkręcem że pewnie przez stres nici będa
Ciąża rozpoczęta 4 kwietnia 2022
To mam nadzieje ostatni wpis tutaj, przynajmniej na jakiś czas 
We wtorek 03.05 zobaczyłam dwie kreski na teście a w środę wynik bety był 305 🥳 Dzisiaj poszłam na kolejne badanie bety i czekam na wynik.
Na razie czuje się świetnie! Bolą mnie tylko cycki i trochę brzuch, ale przez ten ogrom szczęścia prawie nie zwracam na to uwagi. Wiem, ze można powiedzieć ze to nieco za wcześnie na świętowanie. Ale mam to w dupie 😂 bede się cieszyć ile wlezie i wierzyć, ze wszytko będzie dobrze.
Życzę wszystkim powodzenia i dwóch kreseczek, a potem zdrowych i szczęśliwych ciąż ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2022, 09:59
SOBOTA
W czwartek bylam na usg u nowej Pani Dr. To był wg transferu 14+0, a na usg wyszlo 13+0... Nie rozumiem co się stało? 2 tyg wczesniej na prenatalnych byliśmy 2 dni do przodu, maluszek miał 6cm,a teraz wyszło że ma tylko 6,7cm 😭😭😭 powinien miec min 8cm na tym etapie 😭😭😭
Czy to mozliwe ze cos zostało zle zmierzone? Ze jakos inaczej się ustawił? Ze to po prostu błąd pomiaru? Dr powiedziala tylko że "o troche za maly" i kazala przyjść za 4tyg. Spojrzalam w domu na pomiary i... Troche za maly? Tak jakby prawie nie urosl od czasu tych dwóch tygodni? Nie rozumiem jak nagle moglismy stracić az 9 dni? Jestem załamana, stresuje sie bardzo... Nawet teraz mi sie wydaje ze piersi mniej bolą niz zwykle, brzuch sie nie odzywa... Nie wiem czy to przez infekcje która przechodzilam? Przez antybiotyk ktory musialam wziac który jest bezpieczny w ciazy?
Nie potrafie sobie miejsca znaleźć tak to przezywam... Tak się cieszylam ze prenatalne wyszly dobrze, ze teraz juz powinno byc wszystko okey bo te ryzyka bardzo spadają... A tu takie cos... Jaka jest szansa ze lekarka sie pomylila, maluch sie zle ułożył czy cokolwiek innego wplynelo az tak bardzo na ten pomiar?
Tak bardzo kocham tego malucha... I tak bardzo się o niego boje ze jest coś nie tak... 😭😭😭
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.