Uffff....jeszcze troszkę ponad 4 miesiące. Może nie zwariuję do tego czasu... Postanowiłam, że przez 4 miesiące zabieram się za intensywne ćwiczenia. Może nawet uda mi się szpagat zrobić. Chwilami zastanawiam się czy nie zrezygnować z zaglądania na ovu. Przede wszystkim ze względu na to, że tracę sporo czasu, nie mam nic nowego do wniesienia, troszkę się dołuję. A z drugiej strony to tak mam sporo wolnego, poza tym mogę się sporo dowiedzieć i jakoś tak siedząc na forum przynajmniej mam z kim popisać od czasu do czasu.
Oglądałam dziś jakiś film, gdzie zwróciłam uwagę przede wszystkim na relację matki z córką. Też chciałabym być taką mamą, z którą córka będzie mogła porozmawiać o wszystkim. Heh...dalekosiężne plany... Ale pomarzyć zawsze można 
Cieszę się, że trafiłam na ten portal. Wiele mi daje i wiele się nauczyłam. Także spotkania z dziewczynami na forum obrazują mi jak niektóre starania mogą wyglądać. I to jest dla mnie smutne. Czasami wiele miesięcy czy lat oczekiwania, emocji nadziei i rozczarowań... Czytam o kolejnych miesiącach i tych wszystkich uczuciach, które temu towarzyszą. I niestety, może to nie w porządku, ale jednak...cieszę się, że nie jestem w tym gronie. Jak na razie nie mamy żadnych problemów zdrowotnych, nic nam nie dolega i nie mamy powodów do zmartwień. Wykresy pokazują, że wszystko jest w porządku, co pozwala mi mieć nadzieję, że będzie dobrze. Że ominie nas ten koszmar rozczarowań, miliona badań i problemów.
Cieszy mnie również moje (nasze) podejście. Nie mam ciśnienia na dziecko. Tak, oboje jego chcemy i pragniemy, ale nie na siłę. Nie teraz, już, natychmiast. Ostatnia @ nie rozczarowała mnie jakoś specjalnie. Owszem, była chwila, w której zastanawiałam się, dlaczego nie wyszło, skoro wszystko było jak należy z nami. Ale tylko przez chwilkę i to raczej tak refleksyjnie niż z żalem. Nie teraz, to następnym razem. Nie później, to jeszcze później. Oczywiście, wiem że im dłużej to będzie trwało, tym gorzej będziemy to znosić. Ale dla mnie kilkumiesięczne starania nie byłyby jakąś tragedią. Na chwilę obecną takie mam podejście.
Myślę, że wiele zależy od nas samych. Wierzę w siłę pozytywnego myślenia. Pozytywne myśli i czyny przyciągają ich jeszcze więcej. Sprawdziłam to w swoim życiu już niejednokrotnie to działa bez zarzutu!
Tak więc w staraniach będę również polegała na tej tezie.
Myślę też, że myśl o ciąży i o dziecku nie powinna przesłaniać nam całego świata. Wiadomo, nie da się o tym nie myśleć. Ale chodzi mi raczej o coś, czym można się zająć, mieć jakąś odskocznię. Praca, hobby czy choćby codzienność. My mamy siebie i bardzo dobrze nam razem. We dwójkę czujemy się fantastycznie. Nawet pojawiły się u mnie myśli, że kiedy zajdę w ciążę i pojawią się dzieci, to będzie mi żal tej naszej dotychczasowej codzienności, tej intymności, tego bycia razem tylko we dwoje. Jesteśmy ze sobą już ponad 5 lat i ciągle jeszcze mam wrażenie, że nie nacieszyliśmy się sobą 'do syta'. Wiem też, że nie stracimy siebie z tych lat przed dziećmi, bo to wszystko zależy od nas.
Temperatura spadla, jutro przyjdzie @. Postanowilam ograniczac czas na ovu niepotrzebnie sie nakrecam, temp bede zapisywac na karteczce, ewentualnie na koncu uzupelnie go, zeby miec w razie wizyty u lekarza. Dajemy sobie rok na zajscie w tym czasie sprobujemy tez inseminacji, chyba ze wyjda nam przeciwciala we krwi to juz nie da rady, bo lekow na obnizenie odpornosci nie bede brac i tak juz mi dosc obnizyly ja antybiotyki. Jesli wyjda ok a ciazy do grudnia nie bedzie w styczniu 2015 zaczynamy dzialac z in vitro. Czas zaczac odkladac ladna sumke. Jutro zaczynamy 19 cykl...
A tymczasem pora skupic sie na rzeczywistosci, cieszyc sie z tego co mam. Z mojego dziecka, z kochajacego meza, ktorego milosci nie dostrzegalam bo patrzylam przez "rozowe okulary" wkoncu zeszlam na ziemie, wystarczylo zmienic siebie i swoje dziwne poglady.
Teraz w środę mijają 3 tygodnie od amniopunkcji. Powinnam dostać pełne wyniki badania. Wyniki metody Fish wyszły ok, ale istnieje jednak prawdopodobieństwo, że mały ma jakąś inną wadę genetyczną. Od dwóch dni mam strasznego stresa. Strasznie się boję. Mąż już na mnie nakrzyczał, że panikuje... ale co mam zrobić jak mi takie myśli chodzą po głowie. Naprawdę się boję. Niech już będzie środa, niech już zadzwonią z dobrymi wieściami...
Dzisiaj w oderwaniu od ciśnienia na dziecko mieliśmy nauki przedmałżeńskie:) I uśmialiśmy się strasznie z R, bo na początek był test dotyczący naturalnego planowania rodziny a pytania dotyczyły śluzu, temperatur, hormonów- w skrócie wszystkiego czym zajmujemy się na tym forum:) Więc jak w mgnieniu oka zaznaczyłam wszystkie odpowiedzi i okazało się, że byliśmy jedyną parą, która miała bezbłędne odpowiedzi:D
wierzę, że się uda 
Po wczorajszej kłótni nie ma śladu.
Wczoraj podczas oglądania "P.S. Kocham Cię" zapytał czy mam nagrany na telefonie jego głos.
Spytałam po co?
On odpowiedział, że gdyby umarł to pewnie bym zapomniała jaki miał głos,a tak mogłabym posłuchać sobie.
I że on ma nagrany mój głos jak coś opowiadam o chomiku.
Wzruszyło mnie to.
Dzisiaj poszliśmy na 2-godzinny spacer do lasu.
Przemokły mi buty i chyba mnie bierze jakieś choróbsko,zimno mi i mam 37 stopni gorączki.
Dzisiejszy dzień tak szybko uleciał...jutro już praca i to po 12 h bo dużo pracy sa dobre i zle strony tego pewnie jak wszystkiego ale najważniejsze ze niedługo wiosna i będzie już fajnie teraz to tylko szaro buro i ponuro a później wszystko zakwitnie będzie pachniało kwiatami mmmmmmmmmmmmmmmm az milo pomyslec jak się pięknie zrobi za oknem wiosenne słoneczko pogrzeje w twarz uwielbiam wiosne...
Ech...
54,8kg - no już nie wiem co mam robić. Jem ile mogę, wiecznie czuję się przejedzona, wiecznie mi niedobrze a zgaga wypala mi już mózg. Jem dodatkowe witaminy i jakieś zdrowotne papki dla rekonwalescentów.
Dobrze, że mała jest znakomicie przystosowanym pasożytkiem i jej to nie szkodzi ale ja po prostu nie mam na nic sił. Głowa mnie non stop boli - to chyba zatoki
czuję się jakbym miała zaraz zemdleć, nie mogę się skupić i wiecznie bym spała. Nie chce mi się gotować i sprzątać - strasznie mnie to męczy.
W ramach oszczędzania energii zakupy spożywcze robię już online z dostawą do domu. Choć i tak musiałam dziś się ruszyć kupić farbę do pokoju małej. Nie mogłam się zdecydować jaki kolor pomarańczu będzie pasował - nie mam takiej wyobraźni. Najpierw muszę coś zobaczyć żeby wiedzieć a niestety tak się nie da.
W każdym razie już wszystko do malowania i tapetowania jest. Ponoć remont będzie robiony w pierwszym tygodni lutego. Zobaczymy. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2014, 19:41
Beta wyszła 2527, więc jest ok
na usg zobaczyłam pęcherzyk, na szczęście w macicy
tak się balam, że ledwo ze strachu nie zemdlałam hihi. Niestety poza pęcherzykiem na lewym jajniku mam torbiel. Lekarz uspokoił mnie, że na nic ona nie wpływa, jest to najprawdopodobniej efekt Clostilbegytu i dupka. Kazał się nie martwić, zapewnił, że albo pęknie, albo się wchłonie. Nie mam żadnych dolegliwości związanych z tą torbielką, więc chyba nie jest źle. Mam nadzieję...
Doktorek zabronił mi już badać betę i nie nakręcać się. Wizytę mam dopiero 12 lutego, bo lekarz jedzie na urlop. Wtedy ma być widoczny zarodek i serduszko. Wierzę, że tak będzie 
Póki co, nadal nie mam objawów typowych dla ciąży. Najbardziej męczy mnie wydęty brzuch, jakbym była już w 5 miesiącu
poza tym padam ze zmęczenia, dziś cały dzień spałam, ledwo trzymam się na nogach. I chce mi się ostrych rzeczy
Postanowiłam, że skoro nie mam już plamienia to jednak pójdę jutro do pracy
Zadzwonię z niej do lekarza i zobaczymy co mi powie. W sumie do planowej wizyty 6 lutego zostało mi tylko 8 dni roboczych. Do tego 4 lutego zapiszę się na szkolenie żeby nie jechać do pracy a zawsze jak pójdzie coś nie tak to wezmę urlop NŻ i pójdę do lekarza. Będę się oszczędzała
Nie chcę sobie zamykać drzwi gdyby coś poszło nie tak
Myślę że to rozsądne rozwiązanie.
Plan na jutro - kupno termometru 
16 tc
Zachciało się przeprowadzki... 
Chociaż wszystko z myślą o mojej małej klusce
więc zaciskam zęby i idę pakować kolejne pudła... ^^
Niestety mieszkamy z N w wynajmowanym mieszkaniu. Chciałam, żeby mała miała wszystko co najlepsze (oczywiście na tyle na ile jestem w stanie). Więc znalazłam nowe mieszkanko, z pokoikiem wręcz stworzonym dla małego bobasa, jedyne czego w nim tak naprawdę brakuje to łóżeczko:) więc decyzja zapadła i powoli się przeprowadzamy.
Jestem wykończona, choć tak naprawdę nic nie robię, To biedny N wszystko wnosi, znosi, myje, czyści.... Posprzątałam tak naprawdę jeden pokój, po czym nie mogłam chodzić. Ból pleców był nie do zniesienia.
Trochę wstyd mi pisać, że jestem aż takim śledziem.
Przeprowadzam się raptem 5 km dalej.
Nowe mieszkanko ma bardzo dużo plusów. Oczywiście są tez minusy. Największy z nich to trzecie piętro i brak windy. Tutaj mieszkaliśmy co prawda na czwartym ale winda była. Zawsze było by łatwiej z wózkiem. Będę musiała znaleźć coś lekkiego. Jak już przyjdzie mój czas na zakup wózka, zwrócę się do Was o pomoc. 
Odbiegając od tematu, dziś w nocy obudził mnie ból brzuch inny niż zawsze. Takie jakby kucia w macicy, nie mam pojęcia czy to normalne, czy nie oczywiście przestraszyłam się jak zawsze i już w głowie miałam najgorsze scenariusze...
Polecę chyba jutro do apteki po ten Duphaston. Tak dla świętego spokoju....
Ps. Mam nadzieje, że to jednak dziewczynka bo cały czas mówię do brzucha w rodzaju żeńskim.

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2014, 20:59
Wiem wiem ...znów mi się zaczyna nowy cykl i znów wiem że będzie tak jak zawsze sex w czasie płodnych dni i jak w zegarku @ zawsze 22 o 10.30 . Dla tego staram się nie myśleć że powinnam zmierzyć temperaturkę że powinnam zrobić LH test i zbadać szyjkę nie nic z tych rzeczy w tym miesiącu nie zrobię .
Nie jest łatwe odpuścić jak to się ileś lat z koleji robiło . Z nadzieją w tym miesiącu pewnie będą 2 kreski . Po owulacji 14 dni oczekiwań a później gorzkie łzy bo znów plamienia się zaczynają i marzenie znów się nie spełniło. Powie szczerze mam już dość tych złudzeń i cierpienia jak i tak wiem ze naturalnie nie zajdę w ciążę bo jak bym miałam w niej być byłam bym już dawno. Dla tego postanowiłam odpuścić, nauczyć umysł że tym razem nie myślimy. Tym razem nic nie robimy w tym kierunku niech się dzieje co się ma dziać .Dla tego pewnie mi pomoże w trudnych chwilach ten pamiętnik . Bo gdzieś wypłakać się trzeba i swoje żale pozostawić ...pomaga podobno
I co to sie ze mna dzieje , ide spac prawie o 0.00 a wstaje 5.30 i jestem wyspana ...
Ciagnie mnie w podbrzuszu i jakos dziwnie sie czuje.
Dostalam 6 punktow w Ovu
) jest moc
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2014, 05:40
Cały czas trzymają mnie jakieś resztki przeziębienia:/ Boli mnie jakby gardło i ucho z jednej strony??? Tak dziwnie w środku...Może to węzły chłonne??? Hm.. Kurcze, coś czuję, że ten cykl (kolejny już) będzie stracony, eh
No nic, działać i tak będziemy, bo przecież się kochamy!
Miłość przede wszystkim 
Martwię się o mojego męża, piernik jeden jest wykończony pracą i nerwami aż mi zasłabł jednego dnia ale do lekarza ani rusz... Jak tu ma wyjść dziecko z takich nerwów a jak wyjdzie to kto będzie miał do niego cierpliwość jak ja też do spokojnych nie na leże...aż się boję tej mieszanki wybuchowej...
Co mogę dać mężowi na wzmocnienie? nie powinnam tego mówić ale chciałbym żeby go do szpitala wzięli i badania mu porobili bo sam z siebie to kiepsko to widzę! Nie mam już sił do niego
te wykresy mi się już po nocach śnią
ah
Jutro na narty jedziemy trochę relaxu:D
Mierzenie w tym miesiącu temperatury w ogóle nie ma sensu. Problemy ze snem skutecznie ja zaburzają. Do tego wszystkiego chyba się przeziębiłam. Nie wiem czy nie odpuszczę mierzenia na najbliższe kilka dni, bo tylko się stresuje. Najwyraźniej kropek - jeżeli tam jest - nie chce dać o sobie znać. W tym miesiącu wyjątkowo podchodzę do tego na luzie.
Ciągle czekam....
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.