A pamiętam jak się koleżankom przechwalałam, że tak dobrze znoszę ciążę. Żadnych wymiotów, zgag, humorów, plamień ecetera. No to jak wczoraj mnie gościówa z łóżka wyrwała to nie wiedziałam czy lecieć do kibla, czy okno otwierać. W czas mi się jednak przypomniało, że siatkę na komary mamy więc opcja druga szybko odpadła. Jak już udało mi się paść na kolana, nadymać, odbeknąć i wyrzygać to myślałam, że mnie w drzwi wyjściowe wbije i strace przytomność conajmniej. Szczęście w nieszczęściu że dobrze muszli się zahaczyłam i skończyło się jedynie na obrzyganiu (nie wliczając całej muszli) deski... Boże co to za uczucie... Z reguły rzygało się tylko po przechlaniu albo w wysokiej gorączce co w sumie dobrze na mnie wpływało, bo ani w jednym ani w drugim wypadku na drugi dzień niewiele się pamiętało. W tym jednak przypadku byłam trzeźwiutka i całkiem zdrowa. Dżizas... Leciało i gardłem i nosem! Cztery albo pięć razy! Grzyby, ziemniaki, majeranek, boczunio i cebula, czosnek, imbir i chleb tostowy. Nie wiem czemu ale zdawało mi się też widzieć marchewkę. Dziwne bo nie dodałam jej do żurku... Szkoda mi się zupy zrobiło bo była naprawdę smaczna...
I myśli jest kilka. Panienka miała dość mojej nocnej przygody i głośnej muzyki w cypryjskich barach mimo że piłyśmy tylko soczki? Damusia zdecydowanie pokazała co myśli o kolejnym talerzu żurku o 3 nad ranem? Szanowna córunia od kilku dni dawała znać, że nowe tabletki żelaza nie są dla mnie dobre i po kilku wieczorach z rzędu gdzie czułam jakbym miała pawia puścić, właśnie dziś nad ranem jej cierpliwość się skończyła...
Obudziłam sie przed 13tą i oczywiście zajawki, że kokoszanel się nie rusza... Przypomniały mi się zadymione bary, hucząca muzyka, bolące plecy i już na koniec bolący dół brzucha. Paw nad ranem też wrócił wsponieniem i nie wiedziałam co robić. Budzić ją czy dać jej jeszcze pospać, bo w sumie całą noc tańczyła ze mną i jej też należy się odpoczynek. Stwierdziłam, że panikować nie będę, ale imprezy już raczej będę omijać z daleka. A na pewno nie będę faszerować się żurkami i tabletkami przed samym pójściem spać. Gdzieś po godzinie dostałam "porannego" kopniaka, więc hrabianka się zaczęła wybudzać... Po kilku godzinach wspomniałam paniczowi o swoich obawach i dostałam kolejną zjebkę. Tak samo jak wtedy kiedy zaczęłam mu pleść historie o innych dziewczynach, które mają cukrzyce ciążowe i hemoroidy i pewnie ja też już to mam. Mało co nie zaczęłam go prosić o obejrzenie okolic dolnych w poszukiwaniu wynalazków kiedy to stanowczym głosem kazał mi wybić sobie z głowy wszelkie głupoty bo inaczej dostane szlaban na internet. No i okazało się, że ani cukrzycy, ani hemoroidów, ani zgagi, ani mdłości poza jednym choć konkretnym pawiem nie mam. Nadal czuję się dobrze i mało ciążowo (choć brzuch zdradza co innego) i mimo tego że to już ostatni trymestr, nadal nie umiem sobie wyobrazić, że to co mnie kopie codziennie od środka to moja mała, własna, na moje podobieństwo i charakter dziewunia, która za 3 miechy wyjdzie z mojego brzucha, a za lat 17naście będzie miała 5 kolczyków w uchu, 1 w pępku, 1 w brwi, tatuaż na ramieniu, i szlajać się będzie po tych samych barach co matka wczoraj w nocy... Bosz...
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2014, 21:58
Uśmiałam się do łez. 
Co ma zrobić mężczyzna, aby zrozumieć ciężarną kobietę? Instrukcja - krok po kroku:
1-3 miesiąc
1. Każdego wieczora organizuj sobie zatrucie - na przykład zjedz przeterminowaną rybę i popij mlekiem. Później dowiesz się, po co.
2. Następnego ranka wstań, weź pigułkę nasenną i idź do pracy. Jeśli rzeczywiście bardzo źle się czujesz - zostań w domu, ale nie zapomnij posprzątać i ugotuj obiad.
3. Do kostek u nóg przywiąż woreczki z piaskiem - po półtora kilograma na każdą nogę.
4. Przed wyjściem włóż do kieszeni koszuli zdechłą mysz i nie wyjmuj jej!
5. Tego nie jedz, nie wolno ci. Tego też. I tego. Najlepiej zjedz jabłko.
6. Powaliło cię? Rzuć te papierosy! Coca-colę, piwo i inne napoje gazowane też!
7. Usiądź wygodnie i zjedz jogurt. Jeśli nie masz ochoty - to chociaż trochę.
8. Zwymiotowałeś? Posprzątaj po sobie. Nie wołaj żony - jest zajęta.
9. Idź do szpitala na pobranie krwi. Muszą zrobić niezbędne badania.
10. Trzy razy w miesiącu chodź na badania do proktologa.
3-6 miesiąc
1.Do brzucha przywiąż materac z wodą.
2. Gdy się ubierasz - nie odwiązuj go, nawet, gdy próbujesz wciągnąć buty.
3. Śpij również z materacem. Jak to, JAK? Na boku!
4. Nie zapomnij rano zażyć pigułki nasennej.
5. A przed wyjściem do pracy - wypij litr wody.
6. Przed pójściem spać również wypij litr wody i weź tabletkę moczopędną.
7. Do nosa włóż wacik, tak, aby powietrze przechodziło, ale odczuwało się lekką duszność. Wacik noś stale.
8. Masz duszności? Otwórz okno - niektórym pomaga.
9. Idź do szpitala na pobranie krwi. Jak to, PO CO? Zrobić niezbędne badania. Co z tego, że już robiłeś?
10. Trzy razy w miesiącu chodź na badania do proktologa. Materaca nie odwiązuj!
6-9 miesiąc
1. Każdego ranka siadaj na fotel obrotowy i kręć się przez 10 minut. Gdy już organizm odmówi Ci całkowicie współpracy - wstań i szykuj się do pracy. No co ty, kręci ci się w głowie? Współczuję, to na pewno minie.
2. Dolej wody do materaca.
3. Wypij coś moczopędnego, a w pracy wypijaj szklankę wody co godzinę.
4. Postaraj się nie opuszczać miejsca pracy zbyt często. Bądź czujny i dyspozycyjny przez cały dzień. Jeśli przychodzi ci to z łatwością - weź dodatkową pigułkę nasenną.
5. Zwiększ również wagę woreczków z piaskiem, które masz przywiązane do nóg - do 2 kilogramów każdy.
6. Wieczorem, nie odwiązując materaca, połóż się do łóżka i bądź perfekcyjnym, namiętnym kochankiem!
7. Jeśli wydaje ci się, że twoja żona interesuje się innymi mężczyznami - pozostań wspaniałomyślny i wybaczający.
8. Poświęcaj żonie więcej czasu i uwagi. Wyobraź sobie, że jej też jest ciężko!
9. Idź do szpitala na pobranie krwi. Jak to, po co? Po to samo, co zawsze - niezbędne badania.
10. Trzy razy w miesiącu chodź na badania do proktologa. Oczywiście, że z materacem, co za pytanie?
The end
No, dobra, żartowaliśmy, wiemy, że jest to niemożliwe do wykonania. Po prostu odwiedź po raz dwudziesty znajomego proktologa, niech włoży Ci pomarańczę... już on wie, gdzie. Teraz oddychaj głęboko i mocno przyj. Udało się uwolnić od pomarańczy? Wyśmienicie! Możesz już pozbyć się zdechłej myszy i odwiązać materac.*
*znalezione w odmętach sieci
Niestety nie będzie to miły wpis....
Temperatura ładnie rosła, aż za ładnie... I nagle po temperaturze i zaczyna mnie boleć brzuch. Modliłam się pół dnia i prosiłam samą siebie, że jestem silna i to na pewno nie @. Stwierdziłam, że zrobię zaraz z rana test jeśli w ciągu dnia nie dostane @.
Zerwałam się jak głupia o 4:30 rano i sikam na patyk. To było najdłuższe 5 minut w życiu. Mąż się obudził i mnie uspokajał.
Niestety ten patyk pokazał, że dzidzi nie ma w drodze
(((((((((((((
Wiem, że staramy się dopiero miesiąc, a inne pary latami. Ale przez temperaturę niepotrzebnie zrobiłam sobie nadzieje.
Więc taka jest sytuacja: temperatura leży i czekam na @. Niestety mam dłuuuugie cykle
34 dni.
W sierpniu zaczynam urlop więc na następna ovu będę wypoczęta, a mężulkowi każe się nie ruszać z wyrka przez tydzień
48dc ciag dalszy...
W trakcie dnia ledwie wyczuwalny ale jednak - szmerek zwykle sygnalizujacy @
Wieczorem przy badaniu sluzu - brudny sluz
Czyzby przybywala???
Jesli tak, to mojej gin nalezy sie Nobel!
2 tygodnie temu we czwartek na wizycie powiedziala - @ dostanie pani pewnie tak za dwa tygodnie!!!
Wczoraj rozmawiałam z moim Przytulaskiem o naszej sytuacji, o tych wszystkich miesiącach starań, o tym, że nigdy byśmy nie powiedzieli, że tak długo nam zajmie zmajstrowanie bobasa, o poniedziałkowym badaniu nasienia, o tym, że przecież dbamy o siebie, jesteśmy zdrowi, szczupli, uprawiamy sporty ...
powiedział, że przyłapuje się na tym, że jak widzi innych ludzi z dzieciakami to zaczyna czuć zazdrość.... 
Biedulek, on się zaczął naprawdę martwić...
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2014, 11:54
Dzień 14.
No i dzień zaczęliśmy kibelkiem- zbyt późne śniadanko... a teraz muli i muli...
Wg. ovu jutro zaczynamy 12t
no i z sierpniem nadeszła nadzieja na koniec wymiotów i mdłości 
wizyta już za tydzień, odliczam z niecierpliwością 
Dzisiaj deszczowo, może wybiorę się na bazar po jakąś prasę, o ile dojdę 
zaczyna mi się nudzić w domu...w tv same powtórki, na necie nuda, każdy dzień taki sam..
Dzisiaj piątek to z małżem wyjdziemy na ławeczkę posiedzieć wieczorem a jutro do domku na jedną nockę 
Dzisiaj chyba bedzie placzliwy dzien...wchodze na strone z niemowlakami-ryk...wlaze do szafy zobaczyc spioszki- w ryk...patrze na mojego jak spi- w ryk hahahah masakra jakas
bedzie matka furiatka 
wczoraj sie tak wkurwilam na swojego jak nigdy...caly dzien chcialo mi sie spac, ale doczekalam do 22.00 polozylam sie a ten tv za glosno..prosze scisz! przeciez to dopiero 22.00...wytrzymalam 2 minutki, zeszlam na dol czytac ksiazke...za 15 min przylazla menda przepraszac, mysla ze poszlam spad na dol 
dzisiaj pierwsze mdlosci, lekkie ale sa...ochota na pierogi z kapusta ale ze moj maly nie lubie wiec zabieram sie za lepienie ruskich i z kapusta 
_________________________________________________
godz.21.10- pije bardzo duzo bardzo duuuzo i cyce zaczely bolec nie na zarty
a ja juz sie przejmowalam,ze cos nie tak bo nie mam objawow 
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2014, 22:13
@ znowu, jak co miesiac kurwa jego mac!!!!!!
I jak mam " nie smutac?"
I jak tu " byc silna "
Po raz kurwa 41 , jak??? Sie pytam...jak
Może to nie jest najlepszy dzień na rozpoczynanie pisania pamiętnika bo właśnie dostaję okres ale trudno. To będzie już mój 12 cykl. Nie wiem jeszcze czemu nam nie wychodzi. Byłam dwa razy u ginekologa. Kazała się starać. Staramy się i nic. Dziwne to uczucie ta tęsknota za kimś kogo nie ma.
4cs
24dc
12dpo
Rano waga między 93,1 a 94,1 kg.
Temperatura spadła. Bardzo delikatne plamienie. Zgodnie z ovu za 2 dni @, ale może już jutro będzie.
Do endokrynologa idę we wtorek 5.08. - wścinęła mnie w grafik na ładne oczy.
Wczoraj wzięłam 1 1/2 tabletki Metformaxu - o pół więcej niż zwykle.
I wszystko ok, żadnych akcji. Więc dziś znów to samo... Wiem, jestem bardzo oporna co do leków. Nawet witaminy zaczynam brać od 1/10 dawki, bo boję się uczulenia. Mąż nie dowierza, śmieje się ze mnie i współczuje mi "głupoty".
Raz tylko jak byłam w szpitalu na wycięciu migdałków, podali mi dożylnie od razu całą dawkę nowego antybiotyku. No i przez 5 minut czekałam na śmierć. Hehe. Śmierć nie nadeszła, żyję dalej, więc chyba nie jest ze mną tak źle. 
34+1
Nasz Maluszek zrobił mamie niespodziankę wczoraj na wizycie kontrolnej już był ułożony główka w dół więc się obrócił.
Nie wiem czy to dobrze czy źle jakoś się już nastawiłam na cesarkę ale Pan Doktor stwierdził że to bardzo dobrze, że poród naturalny lepszy.
A tak to wszystko ok. Od poniedziałku zabieram się za pranie ciuszków dla maluszka w końcu już najwyższy czas i spakowanie torby do szpitala. A jeszcze w poniedziałek wizyta w Szkole Rodzenia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2014, 10:57
Wczoraj wrócił mój mąż i aż nie mogłam się nim nacieszyć
Co prawda moja @ pokrzyżowała nam pewne plany, ale i tak było bardzo przyjemnie 
niestety jego walizka nie doleciała, zaginęła gdzieś w podróży więc od powrotu prowadzi trochę "koczowniczy" tryb życia bez ubrań, bielizny, szczoteczki do zębów, ale coś skombinowaliśmy na ten czas
Najważniejsze że on wrócił bezpiecznie, a i bagaż się odnajdzie. Sam wczoraj zaczął ze mną rozmawiać o dziecku, mówił że dużo czytał, jak się może przygotować, poczynił już wiele w tej kwestii, czym zdziwił mnie baaardzo, bo dotąd to ja inicjowałam ten temat, myślałam nawet że ja bardziej chcę tego dziecka niż on, a tu taka niespodzianka
pierwszy raz w życiu poczułam, że naprawdę pragnie tego dzidziusia całym sercem. Rozmawialiśmy do późnej nocy i tak mnie to pozytywnie naładowało, że już nie mogę się doczekać "działania" 
A póki co weekend się zbliża, marzy mi się wypad w góry, albo jakieś wspólne lenistwo. Trzymam kciuki za wszystkie staraczki, którym "zielone światło" przypada na najbliższe dni. POWODZENIA!
wymyśliłam sobie wczoraj że jak już jestem tyle na tym zwolnieniu to się zajmę swoimi zębami i usunełam ósemkę. To nie było mądre posunięcie i mam nadzieje że ten cykl nie będzie dla mnie owocny bo niestety muszę spożywać leki przeciwbólowe w niemałych ilościach. Kurczę że też nie domyśliłam się że te usunięcie może być takie problematyczne.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2014, 11:43
No i sobie od wczoraj jestem słomianą wdową. K zwany Małżem pojechał sobie na Woodstock- niech się wyszaleje a co
. Ja zostałam w domu z psoperzem- mam wolne więc się byczymy. Myślę sobie czasami jaką będę mamą.... no zaplanować się nie da, ale myśleć można. Hmmm na minus jest to że jestem strasznie niecierpliwa, a dziecko jak dziecko nie urodzi się z umiejętnością wszystkiego, będzie się uczyć a co za tym idzie robić wolno, jestem leniwa, czasem tak okrutnie mi się nie chce, no a przy dziecku- co, nie zrobisz?? Na plus jest to, że jestem nadal ciekawa świata i lubię się uczyć nowych rzeczy- będziemy to robić razem z maleństwem no i jestem odpowiedzialna, nie łamię danego słowa- to też bardzo ważne. Chciałabym być taką mamą jaką była kiedyś moja mama, ciepłą, mądrą i zadowoloną, dzięki temu dużo mnie nauczyła. Niestety kłopoty małżeńskie, brak wsparcia i nieumiejętność radzenia sobie z problemami życiowymi spowodowały, że stała się zgorzkniała, smutna i zawistna... smutne ale potrafi mnie bardzo zranić.....
12t6d
Mdłości, mdłości...wg literatury którą przewertował mój ślubny powinny jutro minąć..Hehhe..mdli non stop...najczęściej popołudniu. Suszy..co pić? nic nie smakuje...może woda gazowana z lodem...Miś nie chodzi do przedszkola wiec znowu zaczynam stanie nad garami...- tydzień miałam przerwy bo byliśmy nad morzem a tam szwedzki stół..
Nic się nie chce, brzuch od czasu do czasu pobolewa...marudna jestem i tyle...ble.ee..
we wtorek wizyta kontrolna u ginekologa...mam nadzieje że będzie dobrze:-)
8.08 kolejne podejście do transferu
oby szczęśliwe
Grrrrr..
Jak mnie starsznie, strasznie wkurza, że nie mam żadnego wpływu na przyspieszenie spełnienia naszego marzenia o poczęci dziecka. Ta bezradność jest wykanczająca!! Tak lubię trzymać zawsze rękę na pulsie, mieć wszystko "ogarnięte" a tutaj taka bezradność i ciągłe obracanie się w miejcu. Wrrr.
Jak zaczynaliśmy starania, byłam pewna że HOP SIUP i zaraz się uda. To było pod koniec 2011. Lekką nadwagę uważałam za mój życiowy standard i nawet nie dopuszczałam myśli, ze może to mieć związek z niepowodzeniem starań. Następnie zajadałam, każdy negatywny test, każdy stres zwiazany z (nie)oczekiwaniem na małpę, stres podczas małpy ze przyjechała a potem po małpie, że jednak była a teraz kolejny stres CZY W KOŃCU SIE UDA.
Tak, przez 2 lata puchłam sobie 1-1.5 kg tygodniowo aż zamieniłam się w ORKĘ. 
Ok - powiedziałam sobie DOŚĆ i w urodziny męża, czerwiec 2013 , postanowiłam, że czas się za siebie wziąć i spalić tą narośl tłuszczową.
SUKCES.
W urodziny męża czerwiec 2014 przewiązałam się kokardką - proszę nowa piękna żona w prezencie.
- 33 kilo JUUPI
.... a do tego 2 cysty na jajniku - zamiast inseminacji.
Kuur - 3 miesiące tabletek anty na wchłoniecie się cyst, ledwo skończone z powodu oblesnych skutków ubocznych (nudności, bezsenność/nadmierna senność, bóle głowy, wypadanie włosów) i oto jesteśmy.
13 dzień cyklu
I znowu naiwna nadzieja, starania, modlitwy, znowu nadzieja, liczenie, wczuwanie się, obserwacje śluzu, nadzieja, przeczesywanie netu, starania, nadzieja... 
Jedyne co nowego doszło to wiszenie w pozycji pupno-głowno-łokciowej z łóżka po przytulanku.
I ta wkurzająca bezradność.
No nic , trzeba korzystać z niedobory wolnego czasu i nadmiaru pracy oraz ogólnego zmęczenia upałem i 24h dyżurem - nie ma czasu na myślenie, na wczuwanie się w potencjalne (nie)objawy.
Byle dotrwać ze spokojem do końca cyklu.
Cały czas pocieszałam się, ze jak się nie uda to przecież w październiku/listopadzie będzie PODLEWKA INDYKA - czyli inseminacja. Ale znowu się naczytałam...tyle z nas ma problemy nawet z inseminacją, która kilkukrotnie się nie udaje itp itp OOOch, no to też z tą inseminacją nic więc pewnego - że od razu się uda.
Hmm..okres okołoowulacyjny powinien być Happy, a ja dziś mam jakieś KWASY.
Może to wina niewyspania. Od 4-tej rano jeździmy ratując imprezowiczów. Dzień jeszcze dobrze się nie rozkręciła a my mamy 4 pacjentów na liczniku.
No ale dobrze, po to tu jesteśmy. A dzięki nadmiarowej godzince przed pracą w przychodni zaliczyłam ciągiem 1,5h na siłowni!
Dzielnie staram się zwalczać pozostały tłuszczyk, bo im mniej tłuszczyku na brzuchu tym lepsza i bardziej prawdopodobna owulacja.
A wiecie, że jak ma się oponkę, to nawet CLO nie działa prawidłowo?
Przy nadmiarze tłuszczu na brzuchu hormony trafiają właśnie w ten tłuszcz, wiążą się z nim generując nowy tłuszcz i nawet nie docierają tam gdzie powinny w celu stymulacji jajników.
Cześć czytelniczki moje kochane
bardzo ale to bardzo Wam dziękuję, za wszystko - wsparcie, słowa otuchy o kopniaki kiedy trzeba
bardzo mi pomogłyście, ale muszę sie pożegnać na miesiąc
wyjeżdżamy do mojej chrzestnej za granicę i być może tam zostaniemy. Jak mi się wszystko ułoży tam, to wrócę
czasami może uda mi się zamieścić jakąs informację o sobie
postaram się, ale nie obiecuję!
jadę zmienić swoje życie, bo tu nic nam nie wychodzi. Mam nadzieję, że tam odżyjemy
Mam nadzieję, że się nam uda 
Trzymam za każdą kciuki i życzę Wam wszystkiego najlepszego i najważniejszego - dziecka pod sercem,a potem na sercu.. Ja odpuszczam staranie w tym miesiącu. Muszę, bo to zaszło za daleko. Będę tęsknić za wszystkimi i każdą z osobna
BUZIAKI!
dwa razy pisalam posta i dwa razy wykasowalo mi go..szlag!
sprobuje zaraz po raz trzeci..napisze w wordzie i skopiuje tutaj..bo mnie zarraz szlag trafi.
Od jakiegoś czasu staram się pić jeden kefir dziennie. Nienawidzę smaku kefiru, ale ma on dużo kwasu foliowego i ogólnie jest zdrowy, więc dam radę 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.