ołowiana wrona Wronie gniazdo... 28 grudnia 2014, 12:00

Gdzieś na koniec świata, kwiecień nas trochę ogranicza ze względu na 'porę deszczowa' docelowo gdzieś w Indonezji może na Bali

Ralpina Matylda? 28 grudnia 2014, 12:03

... I po Świętach :) Było miło. Rodzinnie, przyjemnie, tradycyjnie... Pachniało choinką, czerwonym barszczem, kapustą i grzybami. Cztery pokolenia świętujące razem to momenty, które trzeba pielęgnować, bo nie wiadomo jak długo jeszcze będzie nam dane się nimi cieszyć.
Wróciliśmy w piątek, w sobotę pojechałam z Majką do Izy i Michała, zobaczyć ich najnowszego syna (nr 3). Zupełnie nie podobny do poprzedniej dwójki. Ciekawe co też z niego wyrośnie... :) Była też Jadzia z Michałem z małym Frankiem i Basią. Dzieci radośnie hałasowały, my popijaliśmy ciepłą kawę patrząc na zimowy krajobraz za oknem (w drugi dzień Świąt spadł śnieg!!). Moje hormony odpowiadające za wielką ochotę posiadania kolejnego dziecka znowu dały o sobie znać. Nowy cykl już za kilka dni. Pierwszy cykl starań. Ale byłoby pięknie, gdyby był udany... Już nie mogę się doczekać...

A tu Świąteczna Majka (sprawdzam, czy umiem wrzucić zdjęcie):

0DZDGc.jpg

UMIEM :):)


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2014, 19:38

Z tego wszystkiego z natłoku myśli nie mogłam spać. Zasnełam o 1 a już o 4 obudził mnie spacerek do wc i co za tym idzie mdłości... ale jakimś cudem udało mi się jeszcze pospać do 7 znowu to samo i znowu okropne mdłości.. tym razem nie obyło się bez gorącej herbaty i banana. potem poszłam dalej spać i do 11 od 11 znowu mdłości..
bolą mnie plecy tak z lewej strony jak sie ruszam, mąż twierdzi że żle spałam a ja już sama nie wiem.
A na dodatek mam stertę naczyń do zmywania a mnie się tak bardzo nic nie chce wstałam 1,5h temu i już jestem zmęczona... czy wy tak samo macie ? Obiecałam sobie w nocy że dziś ogarnę mieszkanie.... jest 12:30 a ja jeszcze nie zaczełam :) Można.. można. Poczekam na męża aż wróci z pracy :) każdy pretekst nie jest zły :)

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 9 września 2020, 13:16

Chłop na poligonie. W sumie to nie wiem kiedy wróci bo ciągle zmieniali daty. Kontakt minimalny. Brak zasięgu i bycie dostępnym dopiero w późnych godzinach. Dla dziecka zero możliwości kontaktu. Nie wiem co mam robić i jak ugryźć emocje dziecka. A takich poligonow będzie wkrótce wiecej. Prawdę mówiąc to ledwo wróci zaraz będzie jechał na kolejny jeszcze większy. Może w listopadzie będzie w domu. Może. Ciekawe czy w ogóle zrobimy urodziny Kubie? Nie no głupoty gadam, zrobimy. Najwyżej wcześniej albo później niż prawdziwa data, zależy kiedy tata będzie w domu.

2-3tyg poligonu i więcej (oby nie) to dla malego wieczność. Rozumie że dziś taty nie ma bo przecież zawsze były dyżury albo służby i takie nieobecności się zdarzają. Ale kiedy mija kolejny dzień a taty nie ma..... To wystarczy książeczka o zwierzątkach żeby powiedział mama koko, titi koko ,tata koko <gest nie ma >. I płacz. Czasem działa wytłumaczenie że tata jest w pracy, czasem nie.

A mój synek jest bardzo tatusiowy. Zdecydowanie woli tatę niż mnie. Już od wielu miesięcy jeśli ma wybór kto coś koło niego ma zrobić to zawsze wybierze tatę a nie mnie. Trochę fajnie że chłopaki trzymają się razem. A trochę kolejna rzecz która mnie przybija.

Ja usiłuje schudnąć. Niby przestrzegam
Rozpisanej diety. Niby, bo przecież dojadam jak coś zostawi na talerzu. Nie jest niejadkiem ale zdarza się że zostawia. Lepiej żebym dojadala surówkę niż mięsko no ale mięska jakoś bardziej mi szkoda wyrzucić. No i ciężko z kolacjami. Bo jak już uśnie to po całym ciężkim dniu walki z tą mała rządzichą i buntem dwulatka (on to w ogóle ma chyba bunt od urodzenia haha) raczej mam ochotę nagrodzić się pizza i chipsami a nie sałatką.
Jak na razie jakieś 2 kilo mniej. Jeszcze 2 i będę zadowolona. Jeansy rozmiar 40 spadają z dupy, rozmiar 38 też się obsuwa.

Dawno nie pisałam o przyjaciółce. Po pół roku walki w szpitalu i po kilkakrotnym żegnaniu się z dzieckiem wyszli do domu. Dziecko pod tlenem cały czas. Maja fajny monitor oddechu (funkcji życiowych?) W formie skarpeki wysyłający dane do apki. Obecnie chłopczyk ma 9 miesiąca korygowane 5. Ostatnio pisała że jeszcze nie wyciąga rączek do zabawek ale już umie utrzymać zabawkę włożona w ręce. Wszystko pewnie będzie trwało dłużej . Jej stan psychiczny raczej zły, martwi się o zdrowie i przyszłość dziecka, zastanawia czy warto było fundować mu takie życie, że cena za ratunek tak małego wcześniaka może być tak ogromna że może lepiej jej nie płacić, że może lepiej było odpowiedzieć "nie" gdy lekarze pytali czy rstowac.. Choć wszystkie wiemy że i tak powiedziałybyśmy lekarzom tak.
Nie wiem jak jej pomóc, co mówić.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2020, 13:18

To ciekawa sprawa u mnie. Co mi daje mierzenie temperatur? A no nic chyba. W tym cyklu faza lutealna trwała 12 dni w tamtym 10 a niby jest toi stała liczba zawsze. Chyba nie u mnie. Zastanawiam sie po co mierzyc tempkę po owulacji??? Przecież to i tak nic nie pokazuje , chyba że małpę. Ok- aby wykryc owulkę to jest przydatna sprawa.U mnie w tym cyklu testy owulacujne były negatywne a ale był skok temperatury (niby) to znaczy że owulka niby była. Pic na wode fotomontaz. W tym cyklu to mi się nie chce nawet wyciągać termomentra. może sie to zmieni. Zobaczymy. To tyle.

sosenka80 Czekając na... ten dzień... 28 grudnia 2014, 16:52

<3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

Skończyłam Nowennę, jestem szczęśliwa, w najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczałam, że mi się uda. Wymaga to jednak pewnej mobilizacji, cierpliwości, wytrwałości. Niestety, właśnie w tym ostatnim dniu przy tajemnicach radosnych popłakałam się. Często nie potrafię zapanować nad swoimi emocjami. Czy płacz to nie oznaka słabości...

Będzie mi brakować tego czasu spędzonego na modlitwie, to tak jakby ona wsiąknęła w moją codzienność. Nie potrafię się zupełnie z nią rozstać, od jutra postaram się odmawiać jeden różaniec dziennie. Oby nie zabrakło mi tej ochoty, którą mam w sobie dziś.

<3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

Ostatnio znów nie mogę spać, budzę się nad ranem i nie mogę już zasnąć, tak było dziś, o 3 nad ranem normalni ludzie śpią, a ja... leżę, myślę, analizuję, zagłębiam się w mojej sytuacji, wszystko rozkładam na czynniki pierwsze...

Czy mogę mieć pretensje o coś do swojego męża? - NIE, wspiera i jest ze mną w tych staraniach jak nikt inny.

Czy mam pretensje do całego świata? - NIE, świat żyje swoim życiem, inni żyją swoimi problemami.

Czy mam pretensje do Boga? - NIE, chciałabym aby udzielił mi tylko odpowiedzi, dlaczego nas to dotyczy i czemu nas tak doświadcza? Czasem słyszę odpowiedź ale czy ona pochodzi od Boga...?

Zimowa aura na zewnątrz, jakże piękna... czy w moim życiu nie ma teraz zimy... ? Tak po ludzku nic nie czuję, chłód, obojętność, stagnacja...

Taka właśnie zimowa aura jest u mnie :) Jeśli komuś brakuje, podsyłam troszkę zimy ;)
Zaczęłam dokarmiać ptaki, ciekawe czy dzięcioł przyleci w tym roku... na razie odwiedzają mnie sikorki, wróble, kawki i sroki.


49f278f02318bbc5med.jpg






wczoraj miałam zawroty głowy, musiałam się położyć popołudniu taka była ospała i zmęczona :(

byliśmy na hokeju potem w knajpie ze znajomymi, dziwnie mi się siedziało przy soczku, każdy dziwnie na mnie patrzył bo zawsze piłam piwko, mój D już popił na hokeju więc wiedziałam że godzinka dwie pojedziemy domku, Boże jakie głupoty gadają nasi znajomi po alkoholu, żal mi było ich słuchać!!!! :/

mało osób nam pogratulowało zaręczyn choć wszyscy o nich wiedzieli, ludzie to jednak zazdroszczą... D ma kolegów co mają po 40 lat więc nie dziwie się że nie gratulowali skoro oni ślubów nie uznają a w miłość nawet nie wierzą i pewnie nigdy sobie życia nie ułożą bo do tej pory są sami, potem moja kochana szwagierka się wygadała że jestem w ciąży, myślałam że ją zabije!!!!!! no ale nie mogłam zaprzeczyć!

dziewczyny mi pogratulowały chociaż jeden koleżanka z mężem się kilka lat starają i widziałam że jest jej trochę przykro więc szybko zakończyłam temat. Na szczęście jej mąż po latach zgodził się zrobić w styczniu badania więc mam nadzieję że szybciutko im się uda znaleźć przyczynę niepowodzeń i uda się zajść w ciąże.

D zachowywał się inaczej niż zwykle, tulił mnie co chwile, dawał buziaczki jaki nigdy, pilnował żeby nikt mnie papierosem nie poczęstował (chociaż palę tylko do alko więc bym i tak nie zapaliła). Chyba jest dumny z tych zaręczyn :) <3

na początku styczni idziemy do USC po termin ślubu, co prawda każdy gada że czasy już są inne i nie trzeba od razu z brzuchem do ślubu iść to ja chcę tego ślubu. Jesteśmy razem ponad 3 lata ślub i tak by był a ja jednak uważam że dziecko to duża odpowiedzialność i powinniśmy wziąć ślub za nim przyjdzie na świat. Nie wiadomo co się wydarzy... D musi wziąć za Nas odpowiedzialność więc weźmiemy na wiosnę cywilny a potem jak dziecko będzie miało ok 12 miesięcy to wyżmiemy kościelny.

Pewnie dużo naszych znajomych myśli że wpadliśmy i teraz szybko były zaręczyny i szybki ślub ;) ważne że my wiemy jak jest i że o to dzieciątko się staraliśmy a ślub od dawna planowaliśmy :) zresztą mam jakoś ich wszystkich w dupie, cieszę się że zaczyna się nam układać tak jak chcieliśmy a reszta świata niech myśli co chce :) \

zaraz przyjdzie przyszły teść w końcu zobaczyć pierwszy raz nasze mieszkaniem :) nawet parapetówy nie było bo nam się nie chce a każdy już pyta kiedy kiedy bo dawno wykończyliśmy, my nie będziemy robić tego co inni chcą. Zawsze byliśmy dziwni i "inni" hehe


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 maja 2015, 12:33

Wiedziałam, że tak będzie. Coś mnie podkusiło w aptece i kupiłam test. Zatestowałam dzisiaj rano i oczywiście jedna kreska. Zrobiłam to stanowczo za wcześnie, przynajmniej 6 dni przed @ no i 8 dni po owulacji. Ehh... zobaczymy, może się jeszcze zmieni, ale dobry nastrój i nadzieja gdzieś zniknęły.

Sigma Czekając na dwie kreski :) 28 grudnia 2014, 15:48

Dzisiaj czuję się dobrze :) Lekkie mdłości po śniadaniu szybko przeszły, mam sporo energii i dobry humor :) Po przebudzeniu rano nie pamiętam, że jestem w ciąży, dopiero po chwili dociera do mnie, że to nie sen :-)

Dzisiaj zaczynam 5 tydzień, czyli 2 miesiąc :) <3

Długo mnie tu nie było, ale grudzień to w mojej pracy gorący okres, wiec nie bardzo miałam czas by tu zaglądać. Zresztą w tym cyklu mocno wyluzowałam, bo w ostatnim tak bardzo nakręciła mnie temperatura, że trudno było potem przełknąć kolejne rozczarowanie. Dlatego w tym cyklu mierzyłam temperaturę do owulacji, potem przestałam żeby się znów nie nakręcać. I tak sobie mijały dni, bez nerwów, wyszukiwania objawów, aż do dzisiaj:) Po raz pierwszy w życiu obudziła mnie nad ranem potrzeba udania się do toalety, nigdy tak nie miałam, zwykle sikam jakieś dwa razy dziennie i mój organizm nie widzi potrzeby żeby się to odbywało nad ranem :)No więc jak już zostałam zmuszona do zwleczenia się z łóżka o 5 rano, to przypomniałam sobie że podczas porządków świątecznych znalazłam jeszcze jeden test ciążowy, a więc zrobiłam go. No i wyszedł bladzioch :) nie jakiś tam cień cienia,druga kreska jest wyraźna, nieco bledsza ale wyraźna. Myślę sobie boże śnię, więc obudziłam męża i on też to widzi :) boję się jeszcze cieszyć bo po krótkiej euforii przypomniałam sobie że przecież brałam pregnyl i być może to on fałszuje wynik, ale minęło już trzynaście dni od zastrzyku więc to chyba mało prawdopodobne, ale po ostatnim rozczarowaniu tak bardzo boje się kolejnego,że wolę być ostrożniejsza z tą radością. Jutro zrobię kolejny test, a we wtorek pójdę na betę. Tak bardzo chciałabym ,żeby to była prawda, żeby to były prawdziwe dwie kreski, żeby to było nasze wyczekane maleństwo.

Z. Zetkowy pamiętnik 22 stycznia 2015, 13:57

21t0d, początek 22 tygodnia

Belly twierdzi, że:
Jesteś w 22 tygodniu ciąży
(21 tyg. i 0 dni)
Miesiąc: 6
Trymestr: 2

Cieszę się, że jesteśmy coraz bliżej spotkania chociaż wciąż i wciąż nie mogę uwierzyć w to co się obecnie dzieje. Czuję się totalnie nierealnie i ciężko mi sobie wyobrazić siebie w roli MAMY. Jestem dziwnie rozdarta, z jednej strony nie mogę się doczekać widoku małych cudnych stópek, drobniutkich rączek, małych ślepek wpatrzonych w nas a z drugiej strony strasznie się obawiam jak ja sobie dam radę z domem, z obowiązkami, z opieką i wszystkim na raz. I gdzie w tym wszystkim będziemy MY? Czy będziemy równie mocno się z mężem wspierać jak teraz? Mam nadzieję, że tak.
Ponadto jako, że mam teraz dużo czasu, to trwonię go niekiedy na nadmierne dumanie. I dumam sobie jak będę w stanie zostawić 12 miesięczne dziecko i wrócić do pracy? Jak ja się w ogóle odnajdę na rynku pracy po tak długiej przerwie nie pracowania? Czy dam radę podjąć jeszcze naukę i pogodzić ją z macierzyństwem i pracą? Mgr przed nazwiskiem na pewno by się przydał.

Przez ostatnich kilka dni byłam niespokojna bo maluch słabo się ruszał, chyba leniwe dziecko mam w brzuchu? Jako ogólna panikara z natury zaraz w głowie pojawiało mi się pełno myśli czy aby na pewno wszystko jest okej? Czy dobrze się rozwija? Ale dziś całe szczęście dał trochę więcej sygnałów. Czytałam, że matki są w stanie rozpoznać nazwijmy to "plan dnia" swojego dziecka tzn. kiedy ma momenty aktywności a kiedy czuwania. Ja nie umiem. 'Mądre internety' podpowiadają również, że największa aktywność dziecka przypada na okres 24-28 tygodnia ciąży. No więc cierpliwie czekam.

I jeśli mogę ponarzekać to czuję się trochę samotna, brakuje mi towarzystwa, bo ileż to można sprzątać, gotować, prać, czytać belly/ovu, czytać książki? Mąż jest ze mną jedynie wieczorami. I to zmęczony. Wcale mu się nie dziwie - bo ja też byłam padnięta po pracy.
Teoretycznie mogłabym pozwiedzać galerie, pospacerować, cokolwiek. Ale moje zwolnienie jest leżące a jak już wspominałam... jako z natury panikara... boję się ewentualnej kontroli. No i tak siedzę i trwonię czas. Do tego ta pogoda. W ogóle nie nastraja radośnie i energetycznie. Jak ja marzę o wiośnie.

Marzy mi sięęę:
h2kwf80cn06w_t.jpg



Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2015, 14:24

Znowu od rana czytam pamiętniki. Strasznie mnie wciągnęło. Chyba niepotrzebnie, bo kolejna porażka będzie bolała jeszcze bardziej.
Strasznie boli mnie dziś brzuch. Ból owulacyjny, tylko jakby duuużo mocniejszy. Normalnie nie mogę siedzieć, ani nawet leżeć. Boję się, żeby to nie była hiperstymulacja po CLO. Nie wiem sama co o tym myśleć, czy zapisać się po kolejną receptę czy dać sobie spokój. Nic już nie wiem....

Drugi raz w swoim życiu zaobserwowałam u siebie plamienie owulacyjne :)
Pierwsze było ponad rok temu w czasie obserwacji cyklu ale z jakiegoś powodu nie staraliśmy się w tamtym miesiącu. Może to dobry znak..?
Jutro umawiam męża na posiew nasienia, potem PCT a w kolejnym cyklu może się uda zrobić HSG...
Mam nadzieje że dzięki temu i mnie Bóg obdaruje darem w postaci dzieciątka...

Rotenkopf Walka. 28 grudnia 2014, 19:32

Przedstawiam Wam, Naszego śpiocha i przytulaska Semira ;))

d2fd085bea5e2713m.jpg

ef493ec211d78a9bm.jpg

5df17b01b1249edfm.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2014, 19:34

Im bardziej się zastanawiam, im dłużej czekam i im więcej do mnie dociera to wiem że u nas dziecka nie będzie...
Cały czas coś, nie koniecznie dobrego :(
ten rok jest okropny i niestety jeszcze 3 dni do jego zakończenia :/
Chciałabym zapomnieć, chciałabym być znów tą samą "nienormalną" Kaśką sprzed 10 lat... niestety się nie da :( i chyba nawet najmniejszy % tamtej mnie nie siedzi w obecnej.

Znów coraz częściej wracam do myśli że byłoby lepiej zakończyć moje częste łzy, mój sporadyczny uśmiech i moje nic nie znaczące życie.
Po raz kolejny widzę że staję się zołzą i chamką której ostre słowa prawdy wychodzą przez gardło każdego dnia więcej - co mi to da? no co? a no to że ludzie którzy nie wiedzą o mnie nic będą myśleć tylko źle... i to że bliscy zaczną się odsuwać lub zwyczajnie zacznę sprawiać im przykrość :/

Nic mnie nie cieszy i nawet nie szukam niczego co by mi poprawiło humor :/ bo po co? co to zmieni? co się zmieni jeśli zacznę się cieszyć z małych rzeczy? pojawią się większe fajne? WĄTPIĘ!!!

Martuś86 Do dzieła 28 grudnia 2014, 21:25

Bagabaga, kiepski ze mnie pocieszyciel. Ja to już nie wierzę niemal, że zostanę matką. Mam pecha, moje ciało nie umie zajść w ciążę. Ale staram się, bo moja druga połowa jeszcze wierzy i nie chcę jej zawieść.

justa1234 NADZIEJA nie umiera nigdy!!! 28 grudnia 2014, 21:47

jak już pisałam wcześniej że 13 grudnia miałam inseminację,taka byłam niecierpliwa że po 10dniach poszłąm do gin żeby sprwadzić czy się udało!!!głupia jestem!!!zrobił mi usg i powiedział że śluzówka jest ciążowa ale to za wcześnie żeby można było stwierdzić czy się udało!!dał mi skierowanie na hcg zrobiłam i się załąmałam ,po odebraniu wyników zadzwoniłam do gin i mu przedstwiłąm wynik ale on powiedział żeby się nie przejmowała bo to wcale nie jest powiedziane że mi się nie udało,że muszę poczekać tak do końca grudnia i stawić się u niego 5stycznia.oczewiście biorę luteinę i sama niewiem ale tak bolą mnie piersi,brzuch mnie pobolewa i mam wzdęty, plecy mnie bolą i sama niewiem!!!z jednej strony wmawiam sobie że się udało a z drugiej strony że to przez luteinę!!!roznosi mnie!!!!!

Dzisiaj leżeliśmy sobie z mężem przytuleni, popatrzył na mnie i powiedział "już nie mogę się doczekać jak będziesz mamusią"....
wzruszyłam się na te słowa, ale przyjęłam to z uśmiechem i obróciłam całą sytuację w lekki żart, że musimy się starać i je sobie w końcu zrobić, żeby mógł w nocy wstawać a nie ciągle się wysypiać :)
to co powiedział dało mi do myślenia, że mimo, że zbyt często głośno tego nie mówi, też bardzo chce. mam nadzieję, że chociaż myśli o tym dużo mniej ode mnie :)

wkurzona jestem na ten cykl...obydwoje rozłożyliśmy się w święta, wysoka gorączka, gardło itd i obydwoje bierzemy antybiotyki, mąż to nawet dwa tyg prawie. trzeba będzie odłożyć wizytę u androloga bo wydamy kasę bez sensu..pewnie ze starań nici wyjdą, choć akurat długi weekend 2-6 stycznia mamy wolny, to może dni płodne jakoś sensownie obstawimy serduszkami jak będziemy z dala od pracy i stresu? :)
zamówiłam żel conceive plus i witaminy dla nas, ale pewnie nie przyjdą przed płodnymi i długim weekendem i w tym cyklu żelu nie użyjemy:(

postanowienie - bez spinki, jak nie ten cykl to inny.

No i koniec dobrego, trzeba pracowac :-) moze to i dobrze bo przez objadanie przytylam chyba z 3 kg... a na sylwestra trzeba sie wbic w kreacje :-)

Teoretycznie powinnam miec @ 30 grudnia (usg wskazywalo, ze 18 bylam po ovu) ale jak na razie nie czuje objawow, bo zawsze kilka dni boli brzuch. No moze oprocz tego, ze czuje jakby mialy mi explodowac piersi! Dawno tak mnie nie bolalo... fajnie byloby gdyby to byly objawy ciazy ale jakos w to nie wierze, bo zawsze mi sie wydaje, ze mam objawy a pozniej przychodzi @ i czar pryska. Ale trzeba przyznac,ze takich duzych chyba jeszcze nie mialam :-)

Feśka Z kotem w głowie i na kolanach... 29 grudnia 2014, 10:23

26 dc (10cs) 10 dpo

I po świętach. Wczoraj wieczorem udało nam się w końcu dotrzeć do naszego domku :) Terraska, ja na lotnisko pojechałam po brata mojej Mamy. Pisałam o tym we wcześniejszym wpisie :) Teściów i Rodziców mamy 200 km od nas. Mieszkają nawet na jednym osiedlu w naszym rodzinnym mieście. Zelma, czas spędzony w gronie rodzinnym i przyjaciół. Głównie rodziny męża, ale rodzinnym. Niedługo będziemy obchodzić Boże Narodzenie wg kalendarza juliańskiego i wtedy czas głównie poświęcimy mojej rodzince :) a tym czasem czeka mnie znów szukanie prezentów pod choinkę, lepienie pierogów i takie tam świąteczne przygotowania :)

Nadrabiam trochę od rana zaległości na OVU, czytam Wasze pamiętniki, z forum chyba nie nadążę, więc sobie daruję :) Tym bardziej, że gdy tylko wstałam z łóżka zaczęły mnie męczyć straszne mdłości. Jeszcze nie wymiotowałam, ale bardzo bym chciała, żeby mi ulżyło. Po wigilii też tak miałam. Trwało to dosłownie 10 minut i mi przeszło. Jednak to świąteczne jedzenie chyba niezbyt mi służy. Oj ale takie jedzenie jest raz w roku (no u mnie to w zasadzie dwa :D ) i można się "poświęcić" :D

Odwiedzałam kilka razy małego Jaśka. Słodziak. Je, sra i śpi. Czasem się jeszcze drze. Teraz rozumiem jak ważne są hormony matki, żeby stworzyć więź z takim maluchem. Mój mąż jednak bardziej był zachwycony Młodym i roztrząsał się nad nieskoordynowanymi minami mojego ciotecznego brata :D został też poproszony na ojca chrzestnego na co ochoczo się zgodził. Podczas gdy mój mąż spędzał czas nad łóżeczkiem Małego, ja postanowiłam zająć się praktycznie przywitaniem go na tym świecie. Razem z ojcem Jaśka i reszta familii tak opijałam zdrowie Młodego, że rano z bólem odkryłam, że podczas tego opijania rozwaliłam sobie łeb. :D No więc mam sporego krwiaka i otwartą ranę na głowie :D

Koniec tego pisania głupot, czas wracać do życia. Drugie pranie już zajmuje pralkę, trzecie czeka w kolejne, a tu jeszcze zakupy, spotkania towarzyskie i takie tam codzienne me obowiązki :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)