Od wczoraj przeszły wszystkie moje bóle brzucha, jajników, brak skurczy w pachwinach wogóle czuje się całkiem inaczej. Jedyne co to zostały bolace piersi i od czadu do czasu zamdli mnie lub szarpnie ale to takie jakieś pojedyncze epizody. Nie powiem odrazu przeleciała mi myśl przez głowe czy napewno wszystko jest dobrze? W środę się wizytuje i już zaczynam się powoli stresować choć czuje też taki dziwny wewnętrzny spokój.
A sny moje przebijaja już wszystko. Aż samej śmiać mi się chce z siebie 
A o to my
nie mam zdjęcia do porównania z przed ciaży ale teraz będę co 2 tygodnie ładnie to udokumentowywać

9tc- 8tc i 3 dni 
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2016, 22:37
Ehh...no cóż Poronienie, tyle szczęścia w tym wszystkim, że nie ciąża pozamaciczna. Wczoraj miałam łyżeczkowanie, a dzisiaj już w domu, za 2 tygodnie kontrola u ginekologa...
Na usta cisną się słowa refrenu piosenki Trzeci wymiar - Zapomnij o tym:
"A teraz śpij teraz śpij i zapomnij o tym
Co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś śnij i
Pomyśl, że to sen, że to wcale nie działo się
Tak będzie lepiej śpij."
16.01.2015 r. - pierwsze podejście do IUI.
Endometrium grubości 11 mm.
W jajniku prawym zapadnięty pęcherzyk o wym. 11x10 mm.
W jajniku lewym zapadnięty pęcherzyk o wym. 15x12 mm.
W zatoce Douglasa wolny płyn.
31.01.2015 r. wykonałam test ciążowy. Negatywny.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2015, 16:33
Oczekuję dobrych zdarzeń i cudownych niespodzianek.
I zawsze bardzo się z nich cieszę 
dzwoniłam i się na razie dowiedziałam mój mąż ma duży problem byle do środy wtedy dowiem się co i jak boże co się dzieje mój boże...
Znalazłam przed chwilą porady o. Sroki, którymi raczył swoich pacjentów. Podobno pomógł tysiącom małżeństw (i tylko małżeństw...no w końcu to duchowny). Można przeczytać, część wziąć do serca.
Przepis na zioła o. Sroki (a też wkleję - niech zostanie dla potomnych)
Liść melisy 100
Ziele lebiodki 50
Kwiat rumianku 50
Ziele macierzanki 50
Liść pokrzywy 50
Ziele dziurawca 50
Ziele rdestu ptasiego 50
Owoc niepokalanka 50
Zioła zmieszać, wsypać łyżeczkę na szklankę wrzątku, naparzać pod przykryciem ½ godz. przecedzić, pić wieczorem (oboje małżonkowie mogą pić napar).
Zalecenia praktyczne:
1. Zasięgnąć porady lekarza specjalisty po upływie roku od rozpoczęcia starania się o potomka. (Najlepiej tego znającego się na naprotechnologii- przypis autora). A jeżeli będzie to konieczne wykonać dodatkowe badania – dotyczy to zarówno męża jak i żony.
2. Rzucić palenie, dotyczy to obojga małżonków, choć kobiecie palenie szkodzi bardziej.
3. Zaleca się by małżonkowie jedli dużo nasion słonecznika (zawierają witaminę E), kiełki pszenicy i surówki oraz owoce (zwłaszcza te o kolorze czerwonym mp. aronia, porzeczka, borówka czarna, ciemne winogrona). Owoce te zawierają w swoim składzie przeciwutleniacze, które neutralizują wolne rodniki. Można też stosować przeciwutleniająco działającą witaminę C.
4. Łoże powinno być odpromieniwane (położyć skórę baranią lub koc wełniany).
5. Oboje małżonkowie powinni stosować miód pszczeli z pyłkiem pszczelim i propolisem. (Ojciec Grzegorz zalecał Bonimel pyłkowo-propolisowy dla żony oraz Bonimel pyłkowo – propolisowy z dodatkiem wyciągu z korzenia żeń-szenia dla męża- przypis autora).
6. Dobrze mieć pożycie między godziną 2 a 5 rano - to bardzo korzystny czas na poczęcie.
7. Lepsze jest pożycie gdy oboje małżonkowie są głodni. Są silniejsi.
8. W miesiącu swego urodzenia kobieta jest najbardziej płodna, najlepiej skorzystać z pożycia pod koniec jajeczkowania.
9. Dobrze by było poczynać dzieci między nowiem a pełnią księżyca, jeżeli wystąpi jajeczkowanie. Nie poleca się poczęcia na zmniejszającym się księżycu. Dzieci poczęte na „starym”, kończącym się księżycu często są słabe i częściej chorują.
10. Wygoda życia u żony utrudnia poczęcie i donoszenie ciąży. Żona przed pożyciem powinna być zmęczona, upracowana, głodna (urządzić pranie, sprzątanie, długą meczącą przechadzkę).
11. Nie sprzyja poczęciu alkohol i powoduje opłakane skutki, nie trzeba tego udowadniać.
12. Silne nerwice, pragnienie posiadania potomstwa, lęki, przesądy, uprzedzenia, obawy, nieświadomości, nie sprzyjają łatwemu poczęciu.
13. Tragedie, smutki, płacz, żałość, boleści, kataklizmy sprzyjają poczęciu.
14. Po klimakterium kobieta nie zachodzi w ciążę (u nas 48-56 lat).
15. Po pożyciu poczęciowym nie należy mieć kolejnego stosunku. Najmniej przez 8 dni trzeba wstrzymać się od pożycia. Inplantacja następuje dopiero w 6-8 dni od poczęcia. Często pożycie wcześniejsze powoduje trudności w zagnieżdżeniu się zarodka.
16. Plemnik ma żywotność najczęściej 5-48 godzin. (Ich żywotność zwiększa się gdy w diecie stosuje się produkty z dużą zawartością selenu np. grzyby, brokuły i orzechy brazylijskie. Ruchliwość i żywotność plemników wzrasta także wtedy gdy zmniejsza się stres antyoksydacyjny, dlatego warto stosować zalecenia z pkt. nr 3 - przypis autora).
17. O ile możliwe, należy często jadać młodą baraninę i owcze sery (nie bryndzę) i mleko.
18. Żywność ma być zdrowa, naturalna, z dużą ilością mikroelementów, nie zabrudzona chemicznie. Ma zawierać dużo pełnowartościowego białka. Jeść często, a mało.
19. Raz na tydzień ubić zapłodnione przez koguta jajko z jedną łyżeczką miodu. Posiada dużo witamin i życia. UWAGA: jak rozpoznać, że jajko jest zapłodnione? Można to rozpoznać w ten sposób, że jajko będzie się podświetlać silnym snopem światła. Promienie światła przechodzące przez skorupkę uwidocznią mały ciemny punkt lub plamkę. W odróżnieniu od takiego jajka, jajko niezapłodnione będzie miało jednolity kolor. Jajka takie najlepiej kupować w gospodarstwach wiejskich – czyli z miejsc, gdzie żyją zarówno kury jak i kogut.
20. Nosić obuwie na średnim obcasie – szpilki szkodzą.
21. Unikać bielizny osobistej wykonanej z tworzyw sztucznych. Używać mydła: szarego np. biały jeleń (bez dodatków zapachowych), można także do mycia używać Bonidermu czyli Pomady O. Grzegorza. Możliwe do wykorzystania są także mydła dla dzieci. (Mydła takie nie wywołują uczuleń, podrażnień, a zawarte w nich łagodne substancje zapachowe nie wpływają negatywnie na organizm kobiety – przypis autora).
22. Obojgu małżonkom nie wolno pić wina swojej roboty – zakwasza.
23. Wzajemna służba sobie, pomoc, zaufanie, delikatność, modlitwa, oddanie, wierność, unikanie stresów sprzyja poczęciu.
24. Stosować mieszankę ziołową, recepturę której przedstawiamy powyżej.
25. Poczęciu sprzyja intensywne i długie nasłonecznienie np. pożycie w Tunezji w lipcu lub sierpniu w okresie jajeczkowania.
mało problemów męskich?
no to jedziemy dalej.
HIPERprolaktynemia z prl 228,5 przy normie do 12,5!
testosteron 165,7 przy minimum 280.
Wyniki cytologii w normie, pierwsza wizyta wyznaczona na środę w kolejnym tygodniu.
Sobota, impreza.
Stoję sobie z drinkiem(!!!) i z kimś tam gadam.
Aż tu nagle wyskakuje kumpela: "O jeeeej jesteś w ciąży?"
Ja: <facepalm>
Ona: Naprawdę nie? Pokaż no tego drinka - wącha czy czuć wódkę.
Ja: <double facepalm> Nie no po prostu gruba jestem.
Wniosek - czas na dietę.
Praca ostatnio daje mi mocno w kość 12h/dobę to mało + weekendy. Jest pięknie.
Pierwszy cykl obserwacyjny - bezowulacyjny. A niech go diabli.
za 3 tyg jestem u gina.
Czas się ogarnąć.
interpretacja wykresu nie jest w tym cyklu dla mnie pomyślna ale byłam na to przygotowana po kłopotach z serduszkowaniem. Tempka skacze a razem z nią moje nastroje ...... Taki jest urok kobiet walczących o posiadanie potomka
. Aby uniknąć spięć z M i mojego załamania (doszłam do wniosku że faktycznie za mocno się spinam ) postanowiłam wziąć na luz. I nawet seks zaczął znowu smakować 
, poniedziałek nie był tym najgorszym dniem w tygodniu i modlitwa wieczorna wróciła 
Dobranoc
Dostałam kartę wypisową ze szpitala i jest mi okropnie źle...opiszę Wam po krótce moją historię...
Od lat cierpię na b.bolesne miesiączki z wymiotami, skrzepami, ból podczas którego nie można normalnie funkcjonować. W czasie okresu zażywałam Ketonal 100, Tramal co i tak czasem nie wiele pomaga. I tak co miesiąc błagam męża z bólu by mnie dobił...Lekarze długo nie potrafili stwierdzić co mi dolega. Całe dwa lata starań to wizyty od lekarza do lekarza. Każdy zleca co to inne badania, wyniki dobre a bolesnymi miesiączkami się nie przejmują bo "musi boleć...", "jest pani mało odporna..." W końcu 28 stycznia br. dostałam skierowanie na laparoskopię i diagnoza - endometrioza obydwu jajników, brak owulacji, duże ilości drobnych pęcherzyków na jajnikach. Nie zostało nam wiele czasu bo pomimo młodego wieku mam niskie AMH przez zrosty więc musimy szybko działać z ivf. Najgorsze jest to że mimo że mam Endometriozę na obu jajnikach i nie można jej wyciąć bo moja rezerwa jajnikowa spadnie do 0 tak więc muszę się nauczyć żyć z tą chorobą do czasu aż nie zajdę w ciążę.
Nie załamałam się...cieszę się że w końcu wiem co mi dolega, na czym stoję. Lepsza taka diagnoza niż dalsze życie w niewiedzy. Chociaż z drugiej strony mam okropny żal do "specjalistów" którzy bagatelizowali mój problem odkąd skończyłam 16 lat...czekam na cud nic innego mi nie pozostało. Nigdy już nie zaufam lekarzom. To oni odebrali mi możliwość naturalnego zajścia w ciążę...
Drogie przyjaciółki przepraszam że się z Wami nie kontaktuje ale jutro mam dwa ostatnie egzaminy w sesji i nie chcę ich zawalić. Jak wszystko dobrze pójdzie to od jutra nadrabiam zaległości 
A ten post musiałam napisać bo myśl o tym do jakiego stanu doprowadzili mnie lekarze zatruwa mi głowę. Pisanie mi pomaga, już mi lepiej 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2015, 10:14
30t0dz
Klaudia dzięki. Już dawno myslalam o quillingu bo kocham takie robótki. Wszystko co manualne kocham. I marzy mi sie maszyna do szycia i nauczyc sie z niej korzystac
jednak zadne zajecie nie sprawi chyba, ze poczuje sie lepiej. Ostatnio doszlam do wniosku, ze moglabym pojsc na studia doktoranckie, ale przy dziecku to wykluczone a nie chce robic czegos na pol gwizdka. Wkrotce firma sie rozwinie i bede miala wiecej zajec. Stworze cos wyjatkowego i to da mi satysfakcję
na to licze:P
Wczoraj bylam u diabetologa. Po wyniku krzywej 96-128-121 stwierdzono u mnie cukrzyce ;( mam glukometr musze mierzyc cukier i przestrzegac diety... Przesrane:/
Nie dosc, ze anemia, wrzody to jeszcze cukrzyca... Ehh ;(
23 dzień cyklu
50,3 kg
8 dpo
Dziś lekki spadek temperatury... Przez myśl mi przeszło że to może być zagnieżdżenie ale...no właśnie
na testowanie jest jeszcze za wcześnie a ja już wariuję 
Rano zmierzyłam sobie temperaturę pod pachą - 36,4..no i bosko! Pewnie progesteron spada... M. kazał mi wziąć termometr do pracy - no i o 11:00 już było 37,1!! Chyba jutro pójdę do lekarza po L4... Bo taka skacząca temperatura mnie wykończy
Czuję się jakby mnie ktoś pobił...
Postanowiłam - w czwartek idę na betę i badam progesteron... M. nic nie powiem - już mu wystarczy stresów 
_____________
1 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z domową nutellą
2 śniadanie: Jogurt z pestkami dyni, siemieniem lnianym, słonecznikiem i amarantusem + jabłko
3 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z pastą z zielonego groszku, pomidorem, pieczoną szynką
Obiad: Indyk z grilla i warzywa na patelnię
Kolacja: Wytrawne muffiny z szałwią
60dc
@ brak. Jakichkolwiek sygnalow zeby miala sie zblizac brak.
tymczasem na mikroskopie owulacyjnym pokazaly sie paprotki ale to chyba nie jest mozliwe zeby po 60 dniach bez @ miala pokazac sie owu... Czesto juz tak bylo ze paprotki sie krystalizowaly ale nie bylo zadnej owu. Chyba jak wroce juz na tor bedzie trzeba powrocic do sikaczy bo z mikroskopem to tak jakbym nie sprawdzala dni plodnych - totalna gra w ciemno....
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lutego 2015, 05:09
Podjeli decyzje wywolywanie porodu. Termin sobota po sniadaniu (wez tu czlowieku cos zjedz no ale na przymus zjadlam bo straszyli ze na poloznictwo moge pozno sie znalezc i nic nie dostane do jedzenia nie wierzylam przeciez mialam zamiar rodzic 2godiny). Nastala sobota. Pierwsze skorcze 10:20 maz nie dal rady a nie chcialam byc sama wzielam mame za co jej bardzo dziekuje bo wspierala mnie, pomagala jak nigdy. 13:50 juz po wszystkim, na swiat przyszedl nasz kochany synek, skarb nasz malutki Antos, waga 3700g, dlugosc 53cm. Wiec mamusia rodzila 3,5 troszke wiecej niz zamierzalam
no i na tym sie koncza dobre wiadomosci. Cos za duzo krwi, decyzja lyzeczkowanie, znieczulenie i mamusia odplywa budzi sie z powrotem na porodowce wszystko ok. No ale za duzo krwi pacjentka stracila ttzeba ja wzmocnic dwa worki osocza, dwa worki krwi. Maz pilnuje zeby zona nie usnela i tak sobie leze a maz siedzi przy mnie kiedy nasze malenstwo pietro wyzej zastanawia sie gddzie sa rodzice do diabla. Godzina 1:00 pacjentka zostaje przewieziona na poloznictwo maluszek nadal sam bo mamusia nie ma sily na nic. Rano w koncu przywoza malucha mamusi pierwsze nieudane proby karmienia. Pierwsza zmieniona pieluszka przez tatusia, mamusia jeszcze odpoczywa (kreci jej sie w glowie). No i tal sie zaczyna nasza meka przez karmienie
mamusia ma malo pokarmu. Pierwsza noc za nami bylo ciezko, w dzien troszke possal ale dokarmiany byl gotowym mlekiem. Dzisiaj tez planukemy prosic o mleczko jutro mamy nadzieje ze bedzie pokarm w koncu juz 3 doba, wzmacniamy sie herbatkami. No i jutro okaze sie czy maly ma zoltaczke czy nie i kidy wyjdziemy do domu w koncu. Jestesmy juz w szpitalu ox 22 najpierw mamusia z brzuszkiem a teraz z maluszkiem
za tatusiem tesknimy baaardzo mocno.
Miało mi baterii do środy wystarczyć a tu już pika czerwone światełko w poniedziałek, no ładnie.
Cały dzień służbowe spotkanie, nawet terminator by się wyłożył,ale choć na chwilkę musiałam zajrzeć na Ovu, Zobaczyć czy nowe zielone kropaski się pojawiły.
Ehhh tak mi się marzy mała kluseczka, jak oglądam reklamy z bobasami to aż mi się coś na serduchu robi.
Pewnie jak pól Polski (oczywiście nie przyznaję się do tego) idę na M jak Miłość a co tam
Dobrej nocki
cały dzień byłam jakoś tak pozytywnie naładowana, wszytsko tak mi się kojarzyło z nowym życiem, nowym jutrem (nawet, że mi kwiatek zakwitł) i tak sobie myslalam, ze moze we mnie tez jakies nowe zycie sie zaczyna. A teraz tak siadłam wieczorem przed telewizorem i chce mi sie plakac i nie wiem czy dlatego ze poklocilam sie z tata czy dlatego ze maz znowu w pracy a ja nie mam do kogo ust otworzyc (oprocz psa) czy dlatego, ze chcialabym zeby wiecej o tym wszytskim ze mna rozmawial
a on czesciej sprawdza jakies oferty wakacji niz spyta np "jakbysmy urzadzili pokoj dla dziecka". Nie wiem czy nie wspomina nic bo nie chce mi przypominac o tym czy poprostu gó..no go to interesuje ehhh ale w sumie nie musi mi przypominac bo mysle o tym CAŁY CZAS! EHHH chyba sobie poplacze troszke moze mi przejdzie. Swoja droga jak mysle, ze to jakis objaw napiecia przed miesiaczkowego to jeszcze bardziej mi sie chce plakac bo wtedy to bedzie znaczylo ze znowu sie nie udalo ;/ nie wiem jak ja to przezyje jak @ sie pojawi...
No i zaczyna się... dziś w pracy męczyły mnie mdłości, do tego takie uderzenia gorąca jakby mi się słabo miało zrobić, ledwo siedziałam momentami. A najgorsze jest to, że muszę jakoś się w pracy trzymać dopóki nie powiem, że jestem w ciąży, a nie powiem, dopóki nie będę miała pewności. Poza tym, chcę trochę odczekać, że niby sama dowiedziałam się tak późno, że nie spodziewałam się i tak dalej, bo nic nie mówiłam o staraniu. Co prawda szefowa traktuje mnie raczej jako koleżankę, a nie podwładną, ale mimo wszystko nie chciałam jej mówić. I ona za bardzo nie podejmowała tematu i ja.
Druga sprawa, dziś radość zaczął przysłaniać strach... znowu się naczytałam na forum o problemach z tarczycą w ciąży i teraz strach mnie zjada. Miesiąc temu zrobiłam sobie badanie TSH i wyszło 3,7... myślałam, że jest ok, bo wynik mieści się w granicach normy, a potem wyczytałam, że wcale nie. Zdążyłam jeszcze zrobić ATPO wyszło ok, i z takimi wynikami poszłam do gina. A on na to, że do 4 nic się nie robi, najwyżej w ciąży będzie trzeba kontrolować. Trochę się uspokoiłam, poza tym wtedy miałam dni płodne i stwierdziłam, że co będzie to będzie. W ciążę szczęśliwie udało mi się zajść, a teraz biorę się za siebie. Jutro idę na badania T3, T4, FT3, FT4 i powtórnie TSH, od razu zapiszę się do endokrynologa i na USG tarczycy. I oby wszystko było dobrze!
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2015, 22:56
Ten czas oczekiwania jest mi po coś dany...
Tylko trzeba to umieć w sobie rozeznać...
Tak, zacznę się nad tym zastanawiać...
Chciałabym to wiedzieć...
No to teraz druga część, czyli szkoła rodzenia. Dziś był na tapecie plan porodu i połóg.
1. Plan porodu.
Zaczęliśmy od spisania na kartce 10 rzeczy, bez których nie wyobrażamy sobie naszej bytności na oddziale podczas porodu, np osoba towarzysząca, bieżący dostęp do informacji, znieczulenie, czy cokolwiek innego. Po tym mieliśmy skreślić 5 z nich i zostawić 5 najważniejszych. Po czym mieliśmy zostawić tylko 2-3 opcje, które są dla nas absolutnie najważniejsze. Każda babka czytała swoje must have/be i położna zapisywała na tablicy, a jak coś się powtarzało, to zaznaczała ilość kreseczkami. I wyszło na to, że dla obecnych na szkole rodzenia kobiet najważniejsze jest:
-obecność osoby towarzyszącej
-kontakt skóra do skóry (przez 2 h po porodzie)
-poród w 100% naturalny
-sala 1-osobowa
-ochrona krocza
Dalej była możliwość znieczulenia, lewatywy czy obecność położnej przez cały czas porodu.
Wyniki zdziwiły naszą prowadzącą, bo jesteśmy pierwszą grupą, która tak licznie postawiła na poród naturalny, czyli bez jakiegokolwiek ingerowania w jego tok oksytocyną, środkami znieczulającymi czy przeciwbólowymi. Powiedziała, że kiedy w naszym szpitalu nie było możliwości znieczulenia, to właśnie to było na 1 miejscu. Teraz, kiedy jest dostępne dla każdego, wiele kobiet woli jednak przeżyć poród jak najbardziej naturalnie.
Jeśli chodzi o plan porodu, to każdy piszę swój - wg swojego pomysłu. Nie ma jakichś gotowych formularzy. Położna tylko zalecała, by zawarte w nim było to, co naprawdę jest dla nas bardzo ważne, bo często kobiety przynoszą po 4 strony a4, co później trzeba przeanalizować i przedyskutować z rodzącą, a to zajmuje czas. Poza tym są rzeczy, których na starcie szpital czy personel nie może spełnić. U nas jest to np. ciągła opieka rodzącej - na zmianie są 3 położne, podczas gdy rodzących jest 6 i fizycznie nie jest to możliwe.
Jednej babce bardzo zależało na sali 1-osobowej, więc zapytała się jakie są na nią szanse w świetle tego ile najwięcej porodów w ciągu jednej zmiany się zdarzyło. I było to 14 porodów - całkiem sporo, ale położna uspokoiła, że nasz szpital na charakter kliniczny (nie wiem, jakiś 3 stopnia - Bambi będzie wiedziała o co chodzi;)) więc odbywa się w nim sporo cesarek. Także na te 14 porodów w ciągu 12 godzin 7 to były właśnie cc, a pozostałe to sn, które przecież nie dzieją się w tym samym czasie. Tak więc każda rodząca trafia do sali 1-osobowej, ale to zależy od stanu jej akcji. Jeśli nie ma regularnych skurczy, to trafia do sali "przedporodowej" i tam czeka na rozkręcenie porodu. A jak sala jest już wolna, to może w niej być od samego początku.
W każdym razie w naszym szpitalu są 3 sale 1-osobowe i kilka takich przedporodowych.
Ale wracając do planu porodu. Nie pisać nie wiadomo jakich elaboratów, tylko zawrzeć to, co najważniejsze i istotne. Każdy plan jest czytany przez położne i omawiany z rodzącą, tak jak już pisałam. Jeśli zawrzemy w nim informację, że nie chcemy, by dziecko było dokarmiane mm to jest to przekazywane piętro wyżej, gdzie znajdują się noworodki i oni tam mają to respektować. Tak samo z tym, że nie życzymy sobie oksytocyny czy innych zabiegów medycznych. Bo i tak generalnie mamy prawo decydować o tym, co dostajemy. No chyba że istnieje taka odgórna potrzeba, w razie jakiegoś zagrożenia.
2. Połóg
To już zdecydowanie nieprzyjemny temat. Wszyscy wiemy, że ten okres trwa koło 6 tygodni. Krwawienie, najpierw obfite, później z czasem z krwistego zmienia się na różowe i brązowe, by na koniec przejść na śluzowe. Ogólna zasada - wysoka higiena i wietrzenie. Może pojawiać się ból bo macica się "zwija" - z 1,5 kg w 10 dni przechodzi do 50g. Jeśli bardzo boli - paracetamol (bezpieczny dla nas i dziecka).
Poza tym ważną rolę odgrywa tatuś, bo oprócz fizycznych zmian, zachodzą w nas zmiany w psychice, co często objawia się lekka depresją (co jest normalne i przechodzi). Ponoć przechodzi ją 80% rodzących. Ojcowie powinni jak najbardziej angażować się w opiekę i pomoc oraz wspierać kobiety.
Czas połogu też należy sobie zaplanować, np. by nie pozwalać na odwiedziny tabunów ludzi od razu, tylko dać sobie czas tak z tydzień-dwa na ogarnięcie się, jeśli nie będziemy czuły się gotowe na gości.
Ale także wg położnej na samym początku kobieta powinna karmić (jeśli piersią, to piersią) i odpoczywać
Nic innego nie jest ważne na tym etapie - żadne porządki, obiadki czy inne obowiązki. We wszystkich innych rzeczach ma ją wyręczać partner, namawiała gorąco do tego urlopu ojcowskiego. Ale też z drugiej strony nie przemęczać go za bardzo, bo i facet musi się tej nowej sytuacji nauczyć i mamy od czasu do czasu puszczać go wolno 
Generalnie to tyle, jak jeszcze coś mi się przypomni to dopiszę 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.