coliberek Działania..działania... 29 marca 2015, 16:53

Hm... od kilku dni zabieram się do napisania kilku slów ale sama chyba boję sie tego co mam do powiedzenia. Więc pomijając wszystkie detale powiem Wam, że byliśmy na wizycie hmm... pod koniec lutego. Dostaliśmy receptę na specjalny stymulant w zastrzykach itp...

No i taka byłam akcją przerażona, że wypłakałam jeszcze jeden miesiąc luzu od starań, miesiąc maksymalnego treningu i nacieszenia się samą sobą...a także miesiąc na ponowne przybliżenie do tematu starań, wiecznej walki z wiatrakami itp. Podejrzewam, że tak się strasznie gdzieś tam wewnętrznie boję, ze znowu się nie uda że nie pozwalam sobie czegokolwiek czuć. No bo jak inaczej można wytłumaczyć moje podejście? Olewcze, wycofane...

No i ok. Mąż lekko przestraszony moją postawą powiedział :
- Dobrze kochanie. Skoro aż tak bardzo uśpił się Twój instynkt macierzyński to w porządku. Zacznijmy wszystko za miesiąc. Tylko potem nie płacz jak się za drugim razem nie uda a na trzecie podejście nie będzie czasu bo trzeba będzie wyjeżdżać na Ibizę. No chyba, że w ogóle wolisz wszystko przesunąć na październik-listopad, hmm?

Ha! Taki cwaniaczek - mówię Wam. Tak dobrze, mnie zna, ze doskonale wiedział że jak zaproponuje żeby przesunąć na "po wakacjach" to ja zadziałam na przekór.. ;)

No i pomimo chęci przesuniecia wszystkiego na po wakacjach...na przyszły rok...na nie wiem kiedy bo teraz na prawdę nie jest mi w głowie zabiegać o maleństwo bo musimy, musimy mieć jakiś konkretniejszy plan na później niż samo "zobaczymy co będzie".... No ale zegar tyka, latka lecą. OK - JEDEN MIESIĄC. Dojdę z sobą do ładu. JEDEN MIESIĄC.

No i jestem. Jesteśmy teraz w...hmm..którym... chyba 8mym dniu zastrzykowania.
Po pierwszych 5 dniach miałam ten upragniony wcześniej monitoring i okazało się, ze wyrosły jakieś tam jajeczka ale zadno nie jest dominujace. Boom - więc jeszcze 4 dni stymulacji i kolejna wizyta kontrolna we wtorek rano.

Hmm..wtorek rano - jedyne o czym mogę myśleć - a to fajnie. Zatem w poniedziałek wieczorem mogę jeszxze się zmasakrować na spinningu. Chyba się uzależniłam od ćwiczeń i treningu...no ale przynajmniej zdrowsze uzależnienie niż papierosy niż np wino. :)

Myślę, że to wszystko z braku seksu. Seks zamieniłam na endorfiny generowane podczas ćwiczeń i jest mi z tym fajnie. Nie wiem co z tym seksem. Nie wiem jak to będzie. Nie wiem o co chodzi. Ok - rozumiem. W pokoju obok brat i siostra. 2 pokoje dalej moja mama. No ale co? To po cichu nie można? Nie wiem...myślę, ze oddalamy się przez to od siebie. Hmm...no raczej ja się oddalam bo mnie to zaczyna coraz bardziej wkurzać. A mąż...jakoś tak zdziecinniał mając rodzeństwo obok siebie. No ale cóż... I tak W TYM DOKŁADNYM momencie nic z tym nie zrobię. Pożyjemy - zobaczymy. Ale nie mam zamiaru żyć w wiecznej pususze. Coś z tym trzeba będzie zrobić. Bo przecież co? Teraz rat, siostra, mama. Potem bedą dzieci. To co? W ogóle nigdy mozna się nie bzykac nie? Każda próba rozmowy na ten temat kończy się " No ale co mam zrobić Myszko...?" Gdybyśmy nie byli non stop razem mogłabym zacząć Go podejrzewać o jakies skoki w bok..Ale teraz jak nie pracuje to cały czas jestesmy razem. Dziwne to takie wszystko...Cały czas mi coś tu nei pasuje. Jaja będą jakby się okazało, że np mój kochany, umiłowany najwspanialszy mąz jest np gejem...Bo chwilami pojawiła mi sie taka myśl w głowie. Ale ja mam strasnzie bujną wyobraźnię.. Niezależnie od wszystkiego i tak chcę iść obraną ścieżką. Na razie nie jest czas na rozsiewanie problemów i fermentacji. Cokolwiek by nie było i tak kochamy się, wspieramy i będziemy. Zapowiedziałam tylko już kilka razy w pół żartach - jesli kiedykolwiek mnie zdradzi to...ja odpłacę się w trójnasób. :) Ostatnio też coś tam w żartach takiego powiedziałam - bo po tych mailach które znalazłam, oczywiście siedzi mi to w głowie i pełnego zaufania już nigdy nie będzie...to odpowiedział - że w momencie jakbym mu się ewentualnie znudziła, to już nikt mnie nie będzie chciał. Odpowiedziałam głośno się śmiejąc: Ach tak? A dlaczego? - A on na to odp , że dlatego, że wtedy będe już koło osiemdziesiątki. Słoooodkie. No nie było żadnego żartu o gejach ale... Heh - Boże. dziewczyny. Co ja wygaduję!? To chyba ten estrogen w zastrzykach siada mi na móżdżek. Zwykle miewam podwyższony testosteron więc pewnie dlatego czuję się jak nie ja.

No ale ok - to inny temat. Teraz mówimy o podchodach do inseminacji.

Nie czytam, nie nakręcam się. Pozwalam się zupełnie skupić moim falom mysli na czymś innym. Czyli jak można się domyślić na treningu . I na tym, że za 2 miesiące już nas tutaj nie bedzie więc skończą się treningi, zacznie się intensywna praca i trzeba bedzie dbać o siebie w inny sposób. Skończy się wiele rzeczy....ale tak musi być. The show must go on.

Ach...własnie zdałam sobie sprawę, ze właśnie w dzień ostatniego wpisu... 2 lutego, wieczorem moja mama napędziła nam stracha. W środku nocy obudziła nas praktycznie dusząc się, że nie może oddychac i coś jest nie tak. Okazało się ze w wyniku zawału - nie wiadomo nawet kiedy go miała nabawiła się niewydolności oddechowej. Było to straszne...o włos...i już by jej z nami nie było. :( Na szczęście wszystko udało sie opanować, była 2 tyg w szpitalu. Przewartościowało to trochę moje spojrzenie na zycie, na teściów, na nasze starania o dziecko.

2 marca - znowu była jazda z mamą bo strasznie spadło jej ciśnienie i zasłabła w łazience...
Znowu stres, lęk , znowu pęd do szpitala - ale tym razem wypuścili Ją po kilku godzinach. Od tego czasu jednak bardzo na mamę uważam, nie pozwalam jej się samej myć. W ogóle mam paranoję za każdym razem jak idzie do łazienki,czy nawet skorzystać z toalety...z przyspieszonym biciem serca, na wdechy nasłuchuję czy wszystko w porządku. Mam tylko moją mamę. taty juz nie mam. Jak mamy zabraknie ... zostanę całkiem sama. No tak..z mężem...ale tak jak Wam pisałam. Spadły mi klapki z oczu i niestety już ślepo nie ufam mu totalnie i bezgranicznie. Przypadkiem miałam sposobność zerknięcia na Jego drugą twarz i...juz nigdy o tym nie zapomnę. Tak jak zawsze myślałam - wróciłam do mojej teorii 0 ze faceci to świnie. Mniejsze lub większe ale jednak świnie. Nawet mój słodziutki, rozkoszny,kochany, duży dzieciak jest w głębi świnią. I tyle...

To przewartościowało moje spojrzenie na przyjazd teściów po urodzeniu dziecka. Nie jestem przecież jakimś cyborgiem, który może robić wszystko, wszędzie i być w wielu miejscach na raz...Cały czas mieć na oku mamę, zajmować się maleństwem, pracować, sprzątać, gotować itp...Podejrzewam i przyznaję z pokorą , że chyba dodatkowa pomoc teściowej mogłaby się okazać przydatna.

Ha! Kolejna zmiana we mnie prawda? No albo przegryzłam się z tym , że przyjazd rodziców męża będzie nieunikniony i znalazłam jakieś zalety.

Po za tym nie ukrywam, że po narodzinach będę bardzo szybko chciała wrócić do ćwiczeń, formy i spalania pozostałości tłuszczu sprzed ciąży i nabytego podczas - bo nie mam zamiaru już NIGDY wrócić do rozmiarów morświna. Jako sexy mama będę czuła się pewniej, zdrowiej i lepiej.

Booże....no ale najpierw trzeba zajść w tą ciążę.

A nie tylko gdybać i wyszukiwać kolejne ale, przeciw, za, w poprzek itp

Patrzeć na rozkosznie niewinną twarz mojego męża i zastanawiać się co tam w nim siedzi.

Patrzeć jak zachowuje się w domu jak dziecko (bo w pracy zachowuje się jak normalny, dorosły człowiek) i zastanawiać się, czy wydorośleje jak będziemy mieć dziecko.

Patrzeć na innych ojców małych dzieci i zastanawiać się jakim ojcem będzie mój mąż.

Słuchać jak zmienia się życie po narodzinach dziecka i myśleć czy i jak nasze życie się zmieni.

Nie wiem...myślę, ze ja te wszystkie problemy które dudnią mi w głowie miałam zarośnięte tłuszczem i przez to w ogóle o nich nie myślałam. Jakoś rok-dwa lata temu wszystko wydawało się o wiele prostsze. Nie mogę dojść do tego co wstrząsnęło moim światem na tyle, żeby zaczynać rozważać rzeczy o których wczesniej nie myślałam.

A może to jakaś gra podświadomości w sprawie 7mego roku małżeństwa? Że niby w tym roku zwykle następuje jakiś kryzys? Dobrze, że tylko ja mam ten kryzys bo gdyby miał go też mój mąż to mogłoby być gorzej.

Wszystko będzie dobrze. Jajniki do góry i przemy do przodu.

Ściskam Was mocno!


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2015, 10:08

13 dzień cyklu - 13 dzień drugiej Nowenny Pompejańskiej
50,8 kg
obwód brzucha na wysokości pępka 68 cm
obwód uda 49 cm
ciśnienie 88/46
tętno 64

Test owulacyjny pozytywny ;)
Po wczorajszym intensywnym dniu dziś mamy MEGA lenia...a do tego jeszcze zmiana czasu i pogoda nie zachęca. No więc odpoczywamy :) A już za kilka dni Święta!!

____________
1 śniadanie: Jajecznica ze szczypiorkiem + sok wyciśnięty z pomarańczy
2 śniadanie: wafle ryżowe i serek wiejski
Obiad: Spagetti razowe z sosem pomidorowym z mięsem
Podwieczorek: Koktajl bananowy z karobem i chia
Kolacja: Pomidory z mozarellą i oliwą z oliwek i prażonym słonecznikiem


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2015, 17:18

Muszę coś napisać, bo już nie wytrzymam. Jest niedziela, siedzę w łóżku i myśle, bo jest mi niedobrze. Czy to możliwe? Czy można mieć nudności jeden dzień po ovu? Test owulacyjny wyszedł wczoraj pozytywny, dwie grube krechy. Wprawdzie ovufriend jeszcze mi nie zaznaczył ovu, ale z reguły zaznacza mi kilka dni po.

Nie wiem, czy wmówiłam sobie pierwsze oznaki ciąży, ale przysiegam, że zbiera mi sie na pawia.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 maja 2015, 21:07

marta1987 W oczekiwaniu na maluszka... 29 marca 2015, 17:34

Weekend przeleciał zdecydowanie za szybko...dziś dopadła mnie jakaś dziwna chandra...siedziałam w pokoju i zły płynęły mi po policzku. Tak naprawdę sama nie wiem o co mi chodzi. Powinnam się cieszyć niby wszytsko dobrze się układa, w czerwcu bierzemy ślub, a mam wrażenie, że oddalamy się od siebie. Brakuję mi bliskości, a może już sobie sama wymyślam problemy...nie wiem...
Idę robić pizze może to poprawi mi humor:)

adora Kruszynko, czekamy na Ciebie. 29 sierpnia 2016, 19:06

Ciąża zakończona 29 sierpnia 2016

Dziadek dotarł wczoraj z Norwegii i przywiózł wnusi wehikół i łoże :)
1a08551266b5b8eemed.jpg
af76c2c3f98914b5med.jpg

Powiem szczerze, że już mi ciąży ta ciąża przy końcówce. Zwłaszcza z tymi przykazami leżenia. Strasznie szybko się męczę, co chwilę mnie dusi, zgaga zawitała, jedzenie się cofa, co jakiś czas mi niedobrze, chwilę pochodzę to mnie wszystko boli, co chwilę biegam do łazienki i siedzę jak na szpilkach zastanawiając się czy mała wyjdzie wcześniej tak jak jej to wszyscy przewidują, czy zrobi numer i każe na siebie czekać do maja... Żeby nie było, za nic bym się nie zamieniła, moja ciąża nadal jest cudem i doceniam to w 100%. Ale jak wcześniej chciałam mieć dzieci prawie jedno po drugim, tak teraz czuję, że będę musiała odpocząć i zregenerować się po tym czasie "nic nie robienia", bo inaczej nie dam rady. Mooooże jak mała skończy dwa latka to zaczniemy się starać o rodzeństwo. Choć wcale nie jest powiedziane, że cud się powtórzy...

gabi544 moja historia 29 marca 2015, 18:29

Zakupiłam dziś piłkę do ćwiczeń. Doszłam do wniosku że nie będę się przeforsowywać z tymi ćwiczeniami ( Mel B i chodakowska) bo tyle sie naczytałam o tym że to może niedobrze wpływać na płodność.. Teraz czekam tylko niecierpliwie na przyjście paczki i będziemy sie relaksować i skakać ;)
Mąż jak zobaczył mój zakup, powiedział, że bardzo dobrze bo będę miała piłeczkę do ćwiczeń w ciąży, że będziemy razem ćwiczyć na niej tak, jak nam pokażą w szkole rodzienia. Tak miło mi się zrobiło i cieplutko na sercu...:)
W ogóle to był bardzo dobry dzień dla nas :) jakoś tak cały dzień humory nas nie opuszczały, śmiechu co niemiara. Tylko co jakiś czas nachodziły mnie takie smutne myśli, że on może kiedyś stracić cierpliwość do czekania i znaleźć inną, która ot tak da mu dziecko... Ale próbuję je odganiać.

Mam też duuży problem z zakceptowaniem obecnej sytuacji, tzn nie potrafię pogodzić się z tym, że trzy
cykle i dalej nic. Wiem że wiele kobiet musi czekać o wieeeeele dłużej niż ja, ale nie mam na tyle cierpliwości. Z każdym dniem jest mi coraz ciężej. Tym bardziej że wszyscy z mojego rodzeństwa mają minimum jedno dziecko ( a mam 5 rodzeństwa - 3 braci, 2 siostry), a ja dalej nic.
Najbardziej zabolały mnie ostatnie słowa mojej mamy, która powiedziała, że ma nadzieje, ze nie jestem tak nieodpowiedzialna i nie zamierzam zachodzic w następną ciąże przez najbliższy rok bo przecież jestem jeszcze przecież taka młoda i po co sie pchac w pieluchy...

viowieczka Tak bardzo bym chciała.... 29 marca 2015, 18:40

Spokój, od kilku dni jestem spokojna i wyciszona. Tego spokoju nie zmącił fakt, że w mojej rodzinie pojawi się kolejne dziecko. Chyba ta wizyta u lekarza tak mnie uspokoiła i wyciszyła. Mam nadzieję, że ten stan nie jest chwilowy i będzie trwał długo :). Na leki mój organizm zareagował w porządku, żadnych większych skutków ubocznych nie zauważyłam, no może było większe zmęczenie niż zwykle, ale mogło być spowodowane zmianą pogody. Jakoś lepiej sypiam ostatnio, w ogóle jest dobrze, no może poza spięciami z M., które całe szczęście szybko mijają, zresztą bez małych kłótni byłoby nudno :P.

Czasem jak coś tu pisze to mi wstyd jakie mam głupie myśli i jak bardzo jestem wredna.. Trudno jeżeli kogoś gorsze proszę ominąć ten wpis :)

Weszłam sobie dzisiaj na fb i jako pierwsze zobaczyłam ze dziewczyna naszego znajomego już zna płeć drugiego dziecka.. Wymarzyła sobie parke i ma.. I zrodziła się we mnie jeszcze większa nienawiść do niej niż wcześniej.. Nienawidzę jej chociaż tak naprawdę nie mam za co.. Nienawidzę bo o pierwsza ciążę nie dbała i się z niej nie cieszyła.. Czy chciała drugiej to nie wiem, ale nigdy nie powiedziała, że chciałaby żeby dziecko było zdrowe, najważniejsza była płeć bo musi mieć parkę.. Nie mogę znieśc tego, że pojawiła się w w naszym życiu jak już się staraliśmy.. Ona w drugiej ciąży a my.. Ale czy to jest powód?? Nie potrafię stłumić w sobie tych emocji...

Szłam z G. do znajomych i się rozryczałam.. Ale dzisiaj nie zrozumiał.. Powiedział, że mam się ogarnąć i że już niedługo badania i się dowiemy... W sumie dosyć długo toleruje te moje huśtawki, od czasu do czasu może nie rozumieć :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2015, 23:15

kredeczka91 groszki, fasolki i inne 29 marca 2015, 20:16

Dzisiaj przezylam male zalamanie jak zobaczylam tempke w dol:( do pracy poszlam w kiepskim nastroju i pracowalam z przekonaniem ze juz na bank nie jestem w ciazy, a potem na forum ktoras zapytala czy jej wykres wskazuje na ciaze i czy spadek to implementacja, jest w tym samym dc co ja wiec moja nadzieja odzyla - nie ma @ jest nadzieja ;) ciezsza praca zaowocowala bolem plecow, podbrzusze nadal daje o sobie znac i stale jestem zmeczona... jeszcze tylko pare dni oby tempka jutro urosla!

justa1234 NADZIEJA nie umiera nigdy!!! 29 marca 2015, 20:17

Jeszcze parę godzinek i w końcu będzie upragnione usg :-) mam ogromną nadzieję że zobaczymy swojego kochanego kropulusia :-) jeju dziewczyny jak ja już kocham te maleństwo :-*

23 tydz 3 dni

Dawno nie pisałam, ale straciłam jakoś wenę. Wszystko jest dobrze, nic mi nie dolega, energia jest :) W nocy troche jednak nie moge się ułożyć, strasznie bolą mnie biodra jak za długo śpię na jednym z nich. To takie uciążliwe jest, bo mnie to budzi.
Synek na ostatnim badaniu czyli połówkowym ważył 408 g. Nie wiem czy to dużo czy mało. Czuje jego ruchy codziennie, sa juz na tyle mocne, że ja potrafie dostrzec je gołym okiem bez przykładania ręki do brzucha :) Oczywiście mój mąż nic nie widzi, a odczuwa tez mało (ale on chyba nie wie co ma czuć) :P ważne, że ja Małego czuję i dzięki temu jestem spokojniejsza. Zastanawialiśmy sie nad imieniem dla chłopca ibyły rózne pomysły mi np podobał się Szymon, Błażej, Wojtek. Zadne z tych nie podoba się męzowi ;/ on za to wymyslił, że Damian. To znów mi nie przypadło do gustu, ale stwierdziliśmy, że Mikołaj podoba sie nam obojgu i pewnie będzie Mikołaj, Mikuś, Miki :) Na razie wszyscy mówia na niego emdżej od Miłosza Juniora, bo tak ma na imie mój mąż :D
Trochę przeraziła mnie ostatnio moja waga ;/ 63 kg. Masakra, ale czuję ta wage widzę na sobie :( wszyscy mówią,że nieprawda, że widać, że mam tylko brzuszek ale wiem że jest inaczej. no cóż. obiecałam sobie, że po ciązy biorę sie za siebie :D jasne...przed ciązą nie byłam nigdy gruba,nie przekroczyłam 55 kg, więc pewnie taka waga dlatego mnie przeraża. No ale w koncu jestem w ciązy.
8 kwietnia mąż wyjedzie na kurs do Krakowa :( tyle km będzie nas dzieliło :( troche sie boje tej rozłąki, dawno tak daleko od siebie nie byliśmy :( wraca 8 lipca i mam nadzieję, że nasz synek nie będzie chciał przyjść szybciej na świat i poczeka na tatusia :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2015, 20:36

Bum trach bach i skończył się pobyt nad morzem :(. A było tak fajnie, dużo spacerów (nawet przy niesprzyjającej pogodzie- a co trzeba być twardym a nie miętkim rekord to 12 km), spotkań ze znajomymi i czasu we dwoje (plus jedno- choć mam nadzieję, że dzidź nie podsłuchiwał rozmów rodziców :P). Tak czy inaczej odpoczęłam od siedzenia we własnym domu :)

Po powrocie rzucił się na nas stęskniony, zakudłacony piesław, przyznam, że i ja tęskniłam za tym śmierdzącym pysiem <3. Pierwszą rzeczą którą zrobił po tym jak wypakowałam walizkę była aneksja kocyka, który kupiłam dla malucha, mam nadzieję, że potem się ładnie podzielą :)

Z informacji ciążowych to brzuszek wyskoczył jak grzyby po deszczu, nie jest duży ale zdecydowanie nabiera kształtu, który mówi "patrzcie jestem ciężarówką" :). W SKMce relacji Gdańsk-Sopot w godzinach szczytu ustąpiono mi miejsca także coś jest na rzeczy. Zmierzyłam się w obwodzie no i mamy 89 cm w brzuchu hmmmm przed ciążą było jakieś 84. Waga stoi w miejscu 66,5 czyli nadal 1,5 na minusie w stosunku do przed ciążą, niby mnie to nie martwi ale chudnięcie to kolejny objaw cukrzycy ciążowej a jak się doda to do tych moich nieszczęsnych cukrów, no nic w czwartek krzywa i spółka.
A we wtorek USG połówkowe- matko i córko to już połowa-kiedy to minęło ja pytam?? No pierwsze tygodnie to przespałam a reszta? Aaaaaaaa

Muszę się wyżalić... Dopadła mnie depresja nic tylko płakać mi się chce na to wszystko. Jak można tak życ od jednych lekow do drugich liczac dni... Ja już naprawde nie mam sily na to wszystko. Po prostu odpuszczam nie mam sily juz walczyc....

menka Project BABY in progres 2 ... 29 marca 2015, 21:33

4 dzień 6 cyklu ...

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 29 marca 2015, 21:34

Musze przyznac, ze mimo to, ze moi tesciowie sa ogolnie ok - ciesze sie, ze mieszkaja wystarczajaco daleko by ich ogladac dwa razy do roku :) Juz mi dali wystarczajaco popalic. Szczegolnie pytaniem czy kupimy sobie wreszcie auto, bo nie maja jak jezdzic na wycieczki jak przyjezdzaja do nas... Poki mieszkamy w srodku miasta, nie potrzebujemy wydatku w postaci auta - tak uwazam i przekonalam do tego mojego S :) Jednak nie ma jak to mama :) a moja jest najlepsza ;)

W dodatku kupilismy troche roznego alkoholu zeby bylo co zaproponowac, mama mi przywiozla jakies rodzinne nalewki - a tydzien pozniej tesc pootwieral wszystko zeby sprobowac po pol kieliszka - i teraz mam 15 otwartych butelek w lodowce, a mleko, ketchup i inne stoja na balkonie :)

Niech juz jada ;)

8 dzień cyklu.

Siedzę sama w mieszkaniu..
Obiad się robi a ja piszę i patrze na Pierwszą Miłość.

Na dworze upaaał a weekend zapowiadają też upalny ! ;)

Może gdzieś wyjedziemy,nie wiem ;)

Po męża nie długo jadęęęę :)
Idę dokończyć obiaddd

Narson ludziska ! :D

Troszkę mnie tu nie było. Zrobiłam sonie przerwę od ovu i jakoś tak mi lepiej.
Po ostatnim wpisie zrobiłam kolejny test. I była bladziocha. Poleciałam od razu na betę a wynik 0,1. Test zwyczajnie zwariował. Poryczałam się jak głupia i oczekiwałam na wstręciuchę. Przyszła i poleciałam do szpitala na diagnostykę hormonalną i już wszystko wiem.

Po pierwsze mam PCOS. Szczęście w nieszczęściu objawy łagodne. Mam podwyższony androstedion i DHEAS ale poza tym ok. Stosunek LH i FSH równe 1 więc super. Testosteron w normie. No i brak cech insulinoodporności ba nawet cukier i insulina super. Do tego podwyższona prolaktyna. Więc od tygodnia łykam bromergon 0,5 tab na noc. No i tu się zaczynają schody. W zeszłym cyklu była ovu z lewego jajnika. W tym jest dopiero 14 dc a ja już czuję jajnik i znowu lewy! Śluz się rozciąga ale testy ovu negatywne. Nie wiem o co kaman. Czy bromergon mógł mi tak przyspieszyć ovu? Zazwyczaj występuje ok 30 dc. Polecę jutro na USG chyba i sprawdzę jak tam moje jajcory szaleją.

Podsumowując: Zespół antyfosfolipidowy+PCOS+za wysoka prolaktyna... Cudownie... :(:(:(

Myślenie życzeniowe: Na ślubie rodziców już będziesz u mamusi w brzuszku Kruszynko...

Nieciążowa W nadziei o lepsze jutro... 20 października 2022, 11:10

6dpt
Beta 3.40
Jutro, w sobotę i w poniedziałek tez lecę na betę i zobaczymy.
Bardzo ciesze się, że coś w ogole ruszylo, bo ostatnio mialam betę <2,30 wiec nie ruszyło nic.

Bergo Bergo - nowa ja 29 marca 2015, 22:22

Mój niezawodny i ulubiony sposób na wyciszenie mojego nadaktywnego dziecka oraz na relaks dla mnie- las :) Sosny i cisza w której słychać tylko piękne ptasie śpiewy :) Kooocham! :)
Przyczajony tygrys
350mrdl.jpg
Mamo, las jest suuuper! :)
10htzc3.jpg
Dziś pomogło na tyle, że godzinne odwiedziny u moich rodziców spędził bawiąc się samodzielnie pod okiem dziadków, którzy nie mogli wyjść z podziwu jaki jest spokojny, wesoły i mądraliński. Przekłada przedmioty z rączki do rączki, obserwuje je, oczywiście wszystko ląduje w buzi. "Rozmawia" z zabawkami i robi to tak przeuroczo, że można się przyglądać takim scenom non stop. No i nie ryczał, nie marudził, nie chciał na ręce. Dziecko idealne dziś było :)
Dobrze nam razem :)

We wtorek szczepienia... Stresuję się...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)