Jacuś cierpi na korzonki już trzeci dzień, a ja trzeci dzień zamiast męża mam rozkapryszone dziecko w domu. Jak ja nie cierpię jak on jest chory! Niby jest ok, grzeczny i miły, ale zachowuje się jednocześnie jak w stanie agonalnym. A najgorsze, że na mnie czasem burczy o nic, a potem przepraszam, bo go boli i on nie panuje nad sobą.

Z owulacją to był chyba fałszywy alarm... ;/ Skoku nie ma, jajniki co prawda się uspokoiły i nic mnie już nie boli, śluz zmienił się na kremowy, i sporo go się zrobiło. Jak to nie była owulacja to ja już sama nie wiem... Organizm się rozmyślił i tyle. Po raz kolejny zrobiona w bambuko.

Na dworze tak paskudna pogoda, że płakać się chce na samą myśl o wyjściu na dwór, a ja nie dość, że z psem to jeszcze sama mam kupę roboty w mieście.. Czuję, że to nie będzie dobry dzień... :(

Rotenkopf Walka. 13 kwietnia 2015, 10:20

Wpis khalan uświadomił mi, jak bardzo tęsknię za swoim dawnym 'ja'.
Kiedyś byłam wieczną optymistką z uśmiechem od ucha do ucha. Kiedy coś nie szło po mojej myśli nie kładłam się do łóżka z płaczem tak jak teraz tylko walczyłam o to żeby te coś jednak poszło tak jak powinno.
Rzadko się uśmiecham, więcej płaczę, krzyczę, chodzę smutna i wiecznie się czegoś boje. Teraz wszystko wyliczam, planuje, układam. Nie mam już takiej spontaniczności jak kiedyś. Tęsknie sama za sobą tak na prawdę. Mam świadomość, ze nigdy już nie będę jak kiedyś, za dużo się stało, za dużo się zmieniło. Mimo wszystko będę walczyła o każdy uśmiech na swojej twarzy, jak nie dla siebie to najbardziej dla męża ;)

Dorotek Mój mały świat 17 kwietnia 2015, 09:46

@ poszła sobie w zapomnienie no to serduszkować czas zacząć ale w tym miesiącu postanowiłam że nie będziemy sie nakręcać no może troszkę więcej przytulasków w dni płodne ale bez spięcia i zobaczymy co z tego będzie....
za półtora tygodnia czeka nas dalekaaaaa podróż ok 750 km przed nami cała Polska dosłownie... może to trochę mi myśli pochłonie będzie łatwiej czekać, nie będę tak odliczać... wszystko czas pokaże

2 lata, 5 miesięcy, 2 tygodnie i 4 dni razem

Święta, święta i po świętach, rozłożyło nas całkiem, najpierw młodego 22.12 później mnie. Obstawiam grypę, bolała głowa, mięśnie, temp poszybowała od razu powyżej 39, dużo pocenia. Na szczęście po świętach odpuściło w miarę szybko. Niestety leżąc w łóżku z gorączką nie czuje się za bardzo magii świąt, a chorowanie w pakiecie z dzieckiem do najprzyjemniejszych nie należy. Dobrze, że młody był mega współpracujący i nie było jakoś bardzo dramatyczne :)

6.01. młodemu odparzyło się siedzenie... ale jak! Exstary przywiózł młodego i praktycznie od przekroczenia progu było coś nie tak, nic mu się pasowało, długo nie trzeba było czekać aż się rozpłakał. Ciężko było go uspokoić.. co zazwyczaj nie jest problemem. Kiedy pozwolił się przytulić wyuczyłam znajomy aromat z pampersa. W tym miejscu odkryłam źródło płaczu, odparzona pupa... Była odparzona tak bardzo, że nie mogłam dotknąć, umyć, nakremować, założyć pampersa, bo od razu był krzyk. Skóra na pupie miała rany, całe krocze spuchnięte, od samego patrzenia bolało. Udało mi się w końcu młodego uspokoić i namówić na wannę. Pomyślałam, że wymoczenie tego w specjalnym płynie łagodzącym podrażnienia pomoże. Chwilę się pokręcił, a kiedy chciał zwodować, jak tylko podwozie dotknęło powierzchni wody, zaczął się przeraźliwy krzyk. No i tyle z umycia pupy.. Nie było mowy o założeniu pieluszki, więc położyłam podkład, w nocy zgodził się na pampersa, bo jednak mokry podkład za fajny pod pupą nie jest. Rano postanowiłam założyć majtki, żeby pupa pooddychała. Porozkładałam podkłady na kanapie i przygotowałam się mentalnie na dużą ilość prania. Dwie wpadki z rana, cała reszta do nocnika, a kolejnego dnia zaczął sam chodzić na nocnik i ściągać spodnie. Do przedwczoraj jeszcze była pieluszka na wyjście, od wczoraj już bez, nocnik turystyczny spisał się na medal :) zostaje pieluszka na noc póki co, ale bez presji :) Także póki co kolejny kamień milowy zaliczony :)

10.01.2023
Dzisiaj rano szukałam plecaka, rozmawiając głośno sama ze sobą "no gdzie jest ten plecak", wieczorem przed snem Konrad zauważył, swój plecak i krzyknął radośnie "mamo, mamo, patrz! Znalazłem plecak" i mi go przyniósł ❤️. (No i niech ktoś powie, że dziecko nie pamięta).

Mieliśmy też wizytę u lekarza w związku z bardzo silnym kaszlem poinfekcyjnym, a że ostatnio lekarz jest passe (ale tak na poziomie turbo dramatu), byłam nastawiona mentalnie na armagedon.. Od wczoraj rozmawiałam, że idziemy do lekarza, że lekarz pomoże, żeby gardło nie bolało itd. Wchodzimy do gabinetu i z lekkimi, ale to naprawdę lekkimi oporami młody dał się zbadać. Szok. Oprócz tego się na maksa rozgadał. W pewnym momencie pani dr. wypuściła z siebie zdanie „jak na 2 lata i 5 miesięcy, jest nad wyraz rozwinięty, widać, że dużo pani z nim pracuje”. No nie powiem, próżne matczyne ego zostało połechtane XD

Pod wieczór przygotowałam kąpiel, no nie szło dziecka do wanny wsadzić, kiedy się już udało, nie chciał usiąść, tylko stał, a granica płaczu była blisko, zupełnie nie czaiłam co się dzieje, przecież z kąpielą nie było nigdy problemu.. po czym młody wypuścił z siebie „nie chce usiąść, pupa boli”. Pupa dawno wygojona, ale strach pozostał, dzieci jednak na prawdę pamiętaą o wiele więcej niż nam się wydaje. Na szczęście jak już wiedziałam o co chodzi, to udało się rozgryźć temat i kąpiel zakończyła się sukcesem.

Po kąpieli była inhalacja, a do inhalacji oglądamy bajki, wyłączenie ich czasem sprawia trudność, ale sukcesywnie od samego początku informuje, że "to już ostatni raz, ostatnia bajka", także młody ogarnia co to znaczy. Zatem padło hasło "ostatnia bajka", bajka się kończy, a K. szklanka w oczach, ale bez dramy. Zrobiło mi się jakoś żal i zagadałam "widzę, że ci na tym zależy, to obejrzymy jeszcze jedną bajke i pójdziemy spać", bajka się kończy, a na co Konrad "wyłączamy bajkę i idziemy spać" i leci do łóżka. Normalnie zbierałam szczękę z podłogi 😳❤️

Ostatnio też ma fazę na "mamusiu" i mówi to z taką czułością, że się rozpuszczam <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2023, 12:09

Bergo Bergo - nowa ja 13 kwietnia 2015, 10:39

No i byliśmy :)
24myqz9.jpg

2rmo5r5.jpg

300ywir.jpg

2d0dyjp.jpg

51c0zl.jpg

2zgfbro.jpg

2rx7la8.jpg

2v0o11t.jpg

W końcu @ odeszła w niepamięć :) Świat jest piękny - pomimo paskudnej islandzkiej pogody jaką nas dzisiaj uraczono... Cudowne zakończenie wczorajszego dnia w łóżku z moim mężem i równie cudowna pobudka dziś rano ... bo żyć nie umierać ... Nigdy nie sądziłam że po 9 latach bycia razem można mieć dalej motyle w brzuchu po pocałunku ukochanego :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 kwietnia 2015, 21:56

Przedwczoraj byłam na wizycie u endokrynolog, która na szczęście nie widziała w mojej biopsji żadnych zmian nowotworowych Mega fajnie :) ale żeby nie było tak kolorowo czeka mnie operacja Usunięcie guzka, albo nawet całej tarczycy :(
Troszkę się tym zdołowałam, bo chodząc na prywatne wizyty terminy są bardzo odległe :( :(
Zawsze tak jest, że nie może być za kolorowo Zawsze coś :(

Z fajnych rzeczy ostatnich dni: Spotkanie ze znajomymi z liceum :) Było super, spotkaliśmy się w fajnym klimatycznym pubie, poplotkowaliśmy ;) wypiliśmy piwo i kilka grzańców :), zjedliśmy pizzę Tego mi było trzeba :]


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2016, 18:24

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 13 kwietnia 2015, 12:46

Dziewczyny, cala drze, nie jestem w stanie na niczym sie skupic. Wlasnie dostalam wyniki bety.

40 UI/L

Chyba jestem w mega wielkim szoku! Niech mnie ktos uszczypnie, albo obudzi... Aaaaa!
I co teraz?

Ciąża zakończona 13 kwietnia 2015

Dziś moja przyjaciółka zadzwoniła i powiedziała, że poroniła... jeszcze przed świętami

7(8)dpo
Poniedziałek - kocham go jak wszyscy :P

Jak tylko pomyślę o sobotnim teście to mój stres osiąga poziom maksymalny. W zeszłym m-cu miałam luz bo wiedziałam, że nie trafiliśmy z <3 więc na nic nie liczyłam. Ale w tym liczę - nie powiem że nie - a ta nadzieja miesza się z czarnymi myślami, że pewnie znów będzie negatyw.
Ale mam też różne pozytywne myśli - że już za 3cim razem nie stracę ciąży - czuję, że
z następnej będzie dzidziuś :-)
Kwasu foliowego w zwiększonej dawce zostało tylko do połowy następnego cyklu (o ile taki będzie), więc jak coś czeka mnie znów wizyta u doktorka - tym razem będę celować w drugą fazę, żeby zobaczyć jak tam moje endometrium po owulacji wygląda.
Powiem Wam, że niemierzenie temperatury po stwierdzeniu owulki to dobry pomysł jak dla mnie - mniej nerwów, więcej snu i nie będę się wkręcać w piękny wykres, który kończy się potem jak zwykle. Co parę dni wystarczy - tak tylko żeby to jakoś wyglądało ;)

P.S. Sosenko właśnie mój mąż nie lubi słodkiego ogólnie, tylko właśnie tą konkretną czekoladę (i jeszcze inne z tej serii słodko-słonych), pewnie dlatego MI ją kupił :P

MadzikForever Traktat o Robalach 13 kwietnia 2015, 13:43

No i pojechał mój Małż ukochany... Wróci najpóźniej 30.04. Już się doczekać nie mogę!

Kolejny raz mój świat rozleciał się na miliony kawałków...
Staram się jakoś trzymać, nie płakać i nie denerwować, ale nie potrafię. Koleżanka z pracy, która siedzi ze mną biurko w biurko właśnie oznajmiła, że prawdopodobnie jest w ciąży... Wszyscy dobrze wiedzą, (bo nie raz o to prosiłam) żeby przy mnie nie poruszać tematu dzieci, ciąż itd. Ja rozumiem, że ktoś się cieszy, ok. Ale niektórzy ludzie jak już wiedzą o pewnych rzeczach mogliby się przy mnie powstrzymać z niektórymi informacjami, skoro wyraźnie o to prosiłam.
I na dodatek dziś mój M. pojechał w kolejną delegację...
Już nawet nie mam ochoty z nim rozmawiać przez tel wieczorem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2015, 14:28

Angelike Mam to gdzieś... ;) 13 kwietnia 2015, 14:03

W sumie tak sobie pomyślałam wczoraj - po jakiego grzyba zacieszałam ostatnio pałkę w związku z tym Bocianem?
Przecież jedyne co mi się udało to zapisać na wizytę, a co to za osiągnięcie? - żadne.
Prawda jest taka, że mam bardzo ubogą dokumentację medyczną, jeszcze miliony badań przede mną. Poza tym nie wiem czy w ogóle spełniamy warunki do tego aby startowac do rzadowego ivf.
Może się okazać, że nam podziękują, pokażą drzwi i tyle....
W sumie to zupełnie nie wiem czego się spodziewać. Nawet jakbym się miała psychicznie na coś przygotować to nie wiem na co. Każda para to indywidualny przypadek.
A jak się okaże że wg tego ich kalkulatora analizującego poszczególne przypadki nie zasługujemy na to aby dostać to ivf?
Fakt jest taki że od 21 miesięcy się staramy bez żadnego echa. Inseminacje też nic nie dały.
Ale czy to wystarczy. Są ludzie z dużo gorszymi problemami - zero plemników w spermie, wieloletnie starania, poronienia, pcos, ciąże pozamaciczne, endometriozy, niedrożne jajowody i wiele, wiele innych.
A my? Nam się po prostu nie udaje. I nie mamy jeszcze odczekanych dwóch lat niepłodności idiopatycznej. Jest wprawdzie teratozoospermia ale za to plemników w ogóle jest multum. Mój M mnie wprost zalewa swoimi "żyjątkami".
Martwię się czy w ogóle mamy szanse...
Ale nie będę o tym myśleć za dużo. Za dwa tyg wyjdzie szydło z worka.

Moja euforia po zapisaniu się do Bociana nie znalazła żadnego odzwierciedlenia w reakcji mojego M. Wręcz przeciwnie - cisza. Mój M jak ma jakiś problem to milczy, nie chce rozmawiać na dany temat. Na inne tematy owszem - rozmawia. Tak jakby nierozmawianie o problemie sprawiało że problem znika.
Taka magiczna sztuczka. Trochę błędne koło bo nie rozmawiasz, nie odreagowujesz, nie wylewasz z siebie emocji a problem dalej wisi w powietrzu, nęka, męczy, ciąży, dalej o nim pamiętasz chyba że masz alzheimera albo sklerozę.
Dla mojego M ivf to póki co straszna porażka... :(
Nie potrafi się jeszcze cieszyć z takiego rozwiązania. To nie to, że ma jakieś uprzedzenia odnośnie samej idei ivf. Uprzedzenia dotyczą raczej samej metody "rozmnażania" i to, że to własnie my jestesmy na nią skazani.
Jego młodszy brat już drugie dziecko spłodził z palcem w d. A on nie potrafi. On i ivf? To mu się kłóci. W jego rodzinie nigdy nie było problemów z płodnością. Raczej z nadmiernym rozmnażaniem. Gdyby to było możliwe to podejrzewam, że chciałby tą naszą tajemnicę zabrać do grobu, zwłaszcza jesli będziemy musieli skorzystać z ivf.
Inseminacje tak samo były dla niego problemem, bo poległ jako mężczyzna, nie dał rady sam, ktoś musiał go wyręczyć.
Potem już przebolał i sam się wkręcił w oczekiwanie na skutki iui, sprawdzał mój wykres, dopytywał jak tempka i czy już czuję się w ciązy :) itd.
Z iui się pogodził, teraz będzie musiał się pogodzić z ivf.
Myślę, że przed nim i tak duży stres. Dotychczas naszą niepłodnością "obracałam" ja, to ja rozmawiałam z lekarzami, to mnie dotyczyły wszelkie badania i zabiegi, nie licząc oczywiście tego, że musiał się 4 razy spuścić do kubeczka, sam, nie chciał pomocy ;) na iui byłam sama. Teraz pierwszy raz do tematu zostanie włączony mój M. Pierwszy raz będzie przy rozmowie z lekarzem. Pierwszy raz lekarz będzie mówił do niego o naszej niepłodności. Nie wiem jak on to zniesie. Ja ponad rok temu po pierwszej takiej rozmowie z ginem rozryczałam się w aucie po wyjściu z gabinetu. To było zbyt intensywne, zbyt wiele emocji. Myślę, że dopóki się w czymś naprawdę nie uczestniczy to nie można tego tak na serio "czuć".
Cieszę się na tą rozmowę. Jestem ciekawa tej przygody, boję się ale staram się na tyle na ile mi się uda nie dopuszczać do głosu strachu. To trochę takie dziwne bo mam nawet wrażenie że nie potrzeba mi w tej przygodzie kompana :)
Wiem, że to bez sensu i w ogóle nieadekwatne do sytuacji ale mimo logiki i racjonalnego myślenia dochodzą do nas czasem sygnały z wewnątrz :)
Jestem samotnym wojownikiem i do ciężkiej walki staję sama na ring, inne osoby mnie rozpraszają lub przeszkadzają. Mój M może mi kibicować w loży dla widzów ale absolutnie nie ma prawa mi przeszkadzać. Total fokus na cel ;)
Bywają okresy, że boję się, potrzebuję wsparcia, pomocnej dłoni, troski, rozmów, uzgodnień, potwierdzenia że wszystko będzie dobrze.
Ale nie dziś.
;)

Magic Niemożliwe 13 kwietnia 2015, 14:30

To my w 37 tygodniu!9-ty miesiąc :) <3

Mamy się dobrze, nawet bardzo :) po sobotniej wizycie bez zmian, choć na zapisie KTG rysowały się nieregularne skurcze i lekarz mnie zbadał w celu sprawdzenia czy nie wpływa to na szyjkę. Nakazał nie rodzic jeszcze tydzień ;) bo wg jego wyliczeń dopiero za 7 dni będziemy DONOSZONE! I ja też się nie śpieszę, mimo iz jakiś czas temu z zazdrością czytałam, że majówki sie powoli rozpakowują, ale moja zazdrość i obłuda nie może narażać mojej Lilianki na powikłania czy tez duży uszczerbek na zdrowiu. Idę w zgodzie z rozsądkiem i tak jak gosia86 również nie chcę rodzić wcześniej niż w bliskim czasie wyliczonego terminu. Ogólnie wizyta mnie wkurzyła, bo lekarz niby z nami porozmawiał, zbadał ginekologicznie, ale nie zrobił USG. A mi siedzi z tyłu głowy ta cholerna pępowina...gdzie ona jest? No ale niestety musze się wstrzymać jeszcze dwa tygodnie, choć wolałabym juz do niego nie iść. Troche bolało jak mnie badał i pieprzy, że szyjka długa? Ta, to gdzie tak pchał te paluchy! Mamy umówione na sobotę kolejne KTG. Poprzednie pokazało coś co nie tyle zaniepokoiło, ale zaciekawiło lekarza i recepcjonistkę, nie umieli mi powiedzieć co to za dodatkowy zapis, ALE jestem druga pacjentką z "tą przypadłością" ;) no of course, że jestem unikalna ;) ok po wizycie pojechaliśmy na jedzenie bo byliśmy głodni jak wilki a dojechali do nas Eliza z Michałem. Eliza wzięła parę próbek preparatów dla kobiet w ciąży, booo oznajmili nam, że spodziewają się dzidziusia! Wiemy tylko my i siostra Michała, a rodzicom chcą powiedzieć dopiero po potwierdzeniu ciąży :) no to moja teściowa mi trochę odpuści :D YEAH! Skupi sie na córce ;) Eliza już rezerwuje sobie ubrnaka po naszej córce, ale ja myślę, że będą mieć chłopca :) Ona bardzo chce mieć dziewczynkę, ale ja wiem jak to jest jak sie chce ;) ale zobaczymy :) na razie ma mnóstwo pytań,a wiadomo sporo przeszłam z Konradem i wiemy co nie co :) pożyczyłam jej książkę, a niech ma, czyta :) śmiac mi się chciało, jak zapytałam który tydzień, a ona no wyliczyli, że 2,5 czy 3,5 tygodnia. Widząc, że sa zieloni w tym temacie pytam o ostatni okres - 9 marca, to tłumacze jej jak to sie liczy. Ale chyba musi jej przetłumaczyć lekarz ;) strasznie się cieszą. Zwłaszcza Michał, bo Eliza to już rozpacza nad utratą figury. No może najszczuplejsza nie jest, ale wiem, że sama musi się z tym uporać - miałam to samo :) najważniejsze jest zdrowie dziecka :) a to ile przytyjemy nie zawsze zależy od nas. Ja juz pogodziłam się z tą wagą i nie zamierzam konkurować. To nie zawody. Po trochu im zazdroszczę...widząc ich szczęście,że będą mieli dziecko jest niesamowite. Pamiętam nas na początku... udawaliśmy, że nic się takiego nie stało, żyliśmy normalnie do pierwszego usg w 8 tygodniu. Potem już radość była większa, że jest Kropek z serduszkiem :) zazdroszczę tej beztroski, tej wielkiej niewiedzy, co może pójść nie tak...śmiać mi się chce, że już myślą nad wózkiem ;) widać, że niby Eliza nie chciała być w ciąży, ale teraz ją zdradza ta ich radość :) moja Anka uważa, że to było tylko kwestią czasu, jak widziała zainteresowanie wszystkich moja osobą. Ja miałam i mam na to wyjebane, bo nie lubie być w centrum uwagi, ale ona - to jej żywioł :) Ale jednego sie boję...aby to nie była taka "zachcianka". Bo to jest dziecko, nie auto, rower czy telefon. Znudzi sie to się sprzeda. Moja Anka powtarza, że zrobiła to dlatego, że ja jestem w ciąży i ona nie może być gorsza. Powiedziałam o tym Konradowi, ale on skwitował tylko, że ona ma już 27 lat. Czas najwyższy. No niby tak, ale widząc jak rozstawiał Michała po katach nie będąc w ciąży to co będzie robić z nim jak juz jest? Żal mi go trochę... ona jest taka, że wymaga ciągłej uwagi, opieki i skakania obok niej i spełnianie zachcianek. Nie wiem...im dłużej o tym myślę tym grosze mam przeczucia...w sumie, jak by to mój kochany mąż powiedział "a co mnie to gówno obchodzi?" ;) nie mój cyrk nie moje małpy.
Z jednej strony to się cieszę, bo moge i mam teraz osobę do dłuższych rozmów o ciąży i dzieciach :) i będziemy latać z Maluchami na spacery :) choć nasza Lila będzie już siedzieć jak ich się dopiero urodzi :) ale to będzie cos innego zupełnie :)
Ostatnio odważyłam się porozmawiać z mężem o kolejnej ciąży...tak tak wiem ;) jeszcze jednego dziecka nie urodziłam a myśle o drugim :) robię rozeznanie w temacie :) jakoś tak samo wyszło w rozmowie, że jak Lila będzie aniołkiem to szybko trzaśniemy drugie ;) ja mówię,że mi bardzo odpowiada róznica 2-3 lat :) powiedział, że jemu też :) a bałam sie, że będzie krzyczał, że pierw ogarnijmy jedno ;) ale on chyba bardziej się cieszy z oczekiwania na córkę :) ja też się cieszę, ale dla mnie jej narodziny są jeszcze takie...nierealne :) siedzi sobie w brzuszku i rozkosznie rozpycha. Moja malutka <3 zapytałam Kondzia ostatnio czy nie jest zawiedziony, że będziemy mieć córeczkę, bo wiadomo - facet=syn :) ale powiedział, że rozmawiał z gościem, który chciał mieć syna a ma 11 córek( dalej próbuje ;P), że facet z syna może byc dumny, ale zwariować może tylko na punkcie córy :) strasznie mnie tym rozczulił...w ogóle ostatnio leże, głaszczę falujący brzuch i ryczę ;) ehhh te hormony :)
A dzisiaj będąc z moja Ania w Pepco spotkała koleżankę na kasie a ja oczywiście kupiłam Liliance bluzke i legginsy i mnie opieprzyła, że nakupuje ubranek dla dziewczynki a wyjdzie chłopiec. A ta jej znajoma mówi " no to tak jak u nas. Miała być dziewczynka i na ostatnim usg wyszło, że chłopiec będzie"...JA ZABRANIAM! MA BYĆ LILUSIA! NIE JAKIŚ TAM SIUSIOR! NIE CHCE! :D Mamusia takie piękne ubranka kupiła i musi być dziewczynka, moja kochana córeczka <3 Jestem głęboko przekonana, że to dziewczynka :)
<3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:29

maua7maua Chciałabym, ale boję się ... 13 kwietnia 2015, 14:57

Mimo że dziś dopiero 14dc, mam jakieś dziwne przeczucie, że ten cykl może być bezowulacyjny. Piszę dopiero, bo przecież moje owulacje pojawiają się nawet po 30dc :P Mam wrażenie, że mimo inozytolu (Inofem) i niepokalanka (Cyclodynon), niewiele się w tych moich jajnikach tym razem dzieje. Niby czuję je cały czas, niby śluz mam nawet rozciągliwy, ale no ... jakaś taka kobieca intuicja, a może czarnowidztwo? :P

I z jednej strony bardzo bym chciała, żeby ciąża wyszła już, teraz, natychmiast. Wiem, że po tych wszystkich wyboistych drogach, które przeszliśmy bardzo dojrzałam do tego powtórnego macierzyństwa, którego mimo wszystko chyba jeszcze 2 lata temu nie byłam tak do końca pewna ... Może więc te przeżycia nie były przypadkowe? Może musiałam stracić dwie ciąże, żeby dojść do pewnych wniosków i zmądrzeć? Trochę przykre takie myślenie, ale niestety to chyba prawda ...

Z drugiej strony, czytając pamiętniki innych, widzę, ile wysiłku niektórzy wkładają w to, żeby być rodzicami, a ja chciałabym tak sobie po prostu z palcem w nosie zajść tę ciążę i urodzić ... i nabieram do tego dystansu. I przestaję być taka niecierpliwa. Godzę się z losem i czekam, co on właściwie przyniesie ...

Teraz muszę się skupić na tym pieprzonym cholesterolu, który mimo diety nie chce drgnąć, a jak drga to nie w tym kierunku, co powinien. Nie mógłby się zachowywać jak tarczyca, której wyniki po miesiącu Euthyroxu wyszły tak ładne, że aż mogłabym na skrzydłach fruwać? :P

Ale przecież nie można mieć wszystkiego, tak?



edit: a może nie czuję zbyt wiele, bo niepokalanek działa? Przecież miał łagodzić wszelkie nieprzyjemne dolegliwości? Może niepotrzebnie się negatywnie nakręcam? ;)

A za chwilę dochodzę do wniosku - kurczę, 3 lata już się mniej lub bardziej skutecznie staramy o to drugie dziecko - to cykl w tę czy w tę naprawdę ma nam robić różnicę? ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2015, 15:14

Ewela0313 lottery ticket 13 kwietnia 2015, 15:19

Jutro badania i dopadają mnie obawy i strach. Tyle sie tu naczytałam , ze głowa robi cuda ! Staram sie myślec pozytywnie , mąż tez. Kazał mi przestać czytać . Jutro idziemy razem, to dobrze .
Wlazlam dziś w końcu na domowa wagę , która została naprawiona po 4 miesiącach :) - wymiana baterii. Trochę to dziwne , bo według niej ważę 4 funty mniej niż 2 tygodnie temu !? Fakt, ważyłam sie rano i bez ubrania , no ale aż 4 funty?! Mam nadzieje , ze to jakaś rozbiezność , zobaczymy jutro.
Poszłam tez dalej , zaczęłam przymierzać spodnie i w każde wlazlam , no może lekko tylko ciaśniej jest albo znów mi sie wydaje . Tak jak z moim brzuchem , wydaje mi sie , ze jest większy , ale to może tylko ja go widzę ?
Apetyt, no cóż ,średnio , szybko robię sie głodna , ale wystarczy mi tylko odrobina , zeby już było ok. Reszta objawów mam wrażenie , ze odpuściła nie wliczając sikania i wrażliwość -bolących piersi . Dalej mój mąż ma zakaz dotykania . Biedny :( moje zainteresowanie nim tez spadło do 0% , jak nie mogliśmy to odliczałam dni , teraz ..... No cóż , mam nadzieje , ze przetrwa ta moja oziębłość .
Odczuwam tez jakieś takie , nawet nie wiem jak to określić - klocie , podszczypywania w środku brzucha?!, nie jest to zbytnio bolesne ale denerwujące, bo myśle o tym . Czasem pół dnia nic a czasem w ciagu 10 min kilka razy . Czy ktoś wie co to może być ?

umówiłam dzisiaj nas na wizytę w novum. Termin 9 czerwca 2015, godz.12:00 dr Anna Zydler-Przysucha

Ralpina Matylda? 13 kwietnia 2015, 16:48

Ciąża zakończona 13 kwietnia 2015

Serce Fasola przestało bić :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2015, 17:22

37 tydzień(36+5)
9 miesiąc
zostało 22 dni <3
91 % na wykresie...

Wojtulku jesteśmy gotowi <3 tatuś w weekend przygotował(wyprał,wypucował) wózeczek (nawt felgi błyszcza),złożył kołyskę,wanienka stoi :)

a wczoraj mój maż mówi do Wojtusia wieczorem żeby przebił łapką pęcherz płodowy i żeby wody odeszły bo tatuś już na niego czeka ... a jak nie daje rady jedna rączką to niech dwoma zrobi ;) codziennie go całuje i opowiada co dla niego zrobił i co będą razem robić( na ryby już idą,no i na rower ;) )


w sobotę troszkę wstała ,wyszliśmy na króciutki spacer,później na chwilkę pojechaliśmy do taty,już wieczorem żałowałam bo brzuch jak kamień,najadłam się magnezu ,nospy ale jeszcze w niedzielę przymało,pojechałam na ktg,ale skurcze nie wyszły,Pan doktor powiedział że jak teraz się zacznie to już nie będą zatrzymywać akcji...

jutro wizyta więc dowiemy się w końcu co dalej :) cc czy wstajemy z łózka i czekamy co na to natura i Wojtuś <3

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)