Trochę jestem zła, bo przytyłam 1,5 kg 
Niby mało jem, wymiotuję, a tu na wadze do przodu. To pewnie przez ten brak ruchu, którego mam unikać. Jak tak dalej pójdzie to niezła słonica ze mnie będzie 
Rozchwianie emocjonalne (wczoraj pokłóciłam się ostro z tata) , nudności i jeszcze ta paskudna pogodna... 

Dobrze ze mam tak kochającego i wspierającego mnie męża - nie wiem co bym bez niego zrobiła. Mam nadzieje ze dzieciątko nie smuci się razem ze mną ;(;(
3dpt a ja nie czuję nic, tylko myśl w głowie, znów się nie uda...
Splot wczorajszo - dzisiejszych zdarzeń, przemyśleń i nie wiem czego jeszcze 
Wróciłam ze spaceru, 3 km się przeszło, promieni się złapało, język u mnie do pasa, u rudzielca wstrętnego do ziemi... czyli kondycji brak 
Wczoraj przelotem miałam wstąpić do babci... dzwoni... Alunia, zrobić ci tych zacierek na wodzie co chciałaś... pewnie, że tak, tak mi się tego chce, wieki całe nie jadłam... wstąpiłam zjadłam, baaa pierogów z wiejskim serem wpałaszowałam z 6 albo i więcej, nie liczyłam coby się nie dołować... Baa nawet babcia dała dla mężusia całą miskę. A chcesz jajek... nie, jeszcze tamte mamy z niedzieli. Przecież co tydzień dostaję 10 szt w pojemniczku tekturowym, nawet mój żarłok w postaci osobistego męża nie jest w stanie przejść
Wiem jedno, póki babcia żyje, jajek, ziemniaków i innych warzywek mi nie zabraknie 
Tak sobie jem dziś śniadanie, przypomniały mi się czasy, odległe czasy, miałam 7 lat, ta moja babcia przyjeżdżała po mnie rowerem i całą sobotę i niedzielę przesiedziałam u niej. Ale to były czasy... pamiętam ten chleb z masłem i kakao, chleb ze śmietaną i cukrem. Te wakacje u babci... cudowne to były chwile... szkoda, że nigdy już nie powrócą. Tylko babcia coraz starsza. Chciałabym aby doczekała się prawnuczka/i... wiem, że tego bardzo chce, chociaż nie mówi... Ale dziadek za to zapobiegawczo powiedział... tylko nie kłóć się z Arturem... 
Wyszłam przed południem na działkę, posiałam ozdobne słoneczniki (znów te cholerne wróble w sierpniu i wrześniu będą miały wyżerkę
), aksamitki zebrane z tamtego roku i jedną paczkę nasturcji. Ciekawe czy te ostatnie wyrosną, nie miałam ich nigdy. Za to wiem jedno oj słabiutka jestem, słabiutka... zaraz zlana potem, zasapana, zziajana... wychodzi jeżdżenie wszędzie samochodem, jedzenie 6 czy więcej pierogów zamiast 4 
Tym samym postanowiłam :
- więcej się ruszać (tiaaa ciekawe czy dam radę)
- zdrowiej się odżywiać (ale pomyślałam od razu tak, przecież zdrowo to my się w miarę odżywiamy... hmmm... wyrzeczeniem byłoby ograniczenie do maksimum jakichkolwiek słodyczy), trudne to do wykonania, o cukrze nie wspomnę...
Mieć okres dwa dni... cholera trochę krótko... z jednej strony wygodne, z drugiej... sama nie wiem co o tym myśleć. Jak wspomniałam o tym ostatnio lekarce, mówiła żeby się nie martwić, to się nie martwię...
A tak w ogóle to czuję się szczęśliwa... 
Aha i jeszcze coś... wychodzę na taras jak któraś chce wystawić buzię do słońca, to wpadać do Alusi na kawę i przy tym łapać promienie słoneczne 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 kwietnia 2015, 16:39
27DC
Coś mnie kłuje prawy jajnik! Tak mocno jak nigdy. Takie pulsacyjne kłucie.
Jaśli będzie mocniejsze albo wystąpi to muszę iść szybko do kontroli. A okres się zbliża wielkimi krokami, także po nim.
A CO JEŚLI ŻYCIE SIĘ NIE UDA — REPLAY'A NIE MA
Od wczoraj dręczy mnie taka myśl: "co jeśli w życiu mi się nie powiedzie?". Najbardziej martwi mnie to, że nie znajdę męża i nie będę miała dzieci, a nawet jeśli uda mi się znaleźć męża, to będę po trzydziestce. Absolutnie nie chcę niczego sugerować, ale w moim "planie na życie" jasno stoi: hajtnąć się jeszcze na studiach, mieć dzieci jak najszybciej. I co jeśli to mi się nie uda? Przecież nie da się zaplanować życia… A nie chcę w wieku 20 lat mieszkać z rodzicami, tylko sama albo najlepiej z Kimś.
Nie jestem ani aspołeczna, ani nic takiego, ale nie mogę też znaleźć w sobie odwagi, żeby zagadać do kogoś, z kim będę się albo często widywać, albo mieć coś wspólnego. Tj. z gadką do obcej osoby na ulicy nie mam najmniejszego problemu, bo nie obchodzi mnie, co ta osoba o mnie pomyśli — przecież już nigdy się nie spotkamy. Ale jak idę do nowej szkoły, to nie umiem się przełamać, żeby zgadać się z jakimiś ludźmi — przecież spędzimy ze sobą następne kilka lat, jeśli nie więcej! Jak w takim przypadku chcę znaleźć kogokolwiek, z kim mogłabym spędzić resztę życia?
Poza tym 90% związków się kończy (jak nie więcej), a ja sama na siebie narzuciłam ten limit czasowy pt. "hajtnij się TERAZ", zupełnie nie orientując się, że do małżeństwa trzeba dwojga. I sama wywieram na sobie — niepotrzebną, wiem — presję, której nie mogę się pozbyć. I ona mnie blokuje? Nie wiem, ale coś mnie blokuje, coś niepotrzebnego i coś, co sama sobie zafundowałam.
Drugim zmartwieniem jest: co jeśli nie powiedzie mi się w życiu zawodowym? Nie wiem, kim chcę być w przyszłości. Mam jakieś zainteresowania, ale one zmieniają się z prędkością światła. Idę do filmówki, ale trudno jest się wybić w tej branży, a z moją wiarą w siebie są minimalne szanse, że mi się to uda. (Najpierw napisałam: "nigdy mi się to nie uda", ale zmieniłam. Grunt to nie kusić losu.)
Jak pracować nad wiarą w siebie?
Zdaję sobie sprawę, że najlepiej jest trudzić się czymś, co sprawia przyjemność — wtedy trudno jest mówić o trudzeniu się. I ja umiem się "językować" - jestem dobra z języków, ale nie mogłabym być tłumaczem. Po prostu nie mam do tego cierpliwości, poza tym ten zawód jest do bólu niekreatywny.
Lubię pisać i umiem pisać, ale mam podobną sytuację, co z filmówką — trudno się w tym wybić, co mnie blokuje (ww. brak wiary w siebie). Mogłabym zostać fotografem, ale chyba jednak wolałabym "stałą" posadę, coś pewnego. W takim razie lubię polski i nawet mogłabym studiować filologię polską, gdyby nie fakt, że nie umiem bawić się w teorię gramatyki i nikt jeszcze nie potrafił mnie tego nauczyć (a rodzina składa się głównie z humanistów, matka polonistka, więc to nie jest tak, że nikt mnie tego nie próbował nauczyć). Zostając przy karierze nauczycielskiej, mogłabym być historykiem, bo akurat to też jest ciekawe. Ale tu też jest problem: historia jest ciekawa, ale 90% nauczycieli/wykładowców są tak nudni, że odechciewa się studiować. Ale nuż mnie trafi się ktoś interesujący — zazwyczaj mam szczęście. Chociaż też nie czuję do tego całkowitej pasji.
Czy to normalne, że we wszystkim znajdę jakieś "ale"? Czy to normalne, że pozwalam temu "ale" mnie całkowicie blokować? Jak się odblokować?
Niby mam jeszcze czas, ale z drugiej strony tego czasu już nie mam, bo skoro chcę mieć życie, które postrzegam jako idealne (czyt.: poukładane, czyli: podstawówka, gimnazjum, liceum-chłopak, studia-małżeństwo, dziecko, kariera, po drodze oczywiście dopuszczam jakieś drobne niepowodzenia, czyli takie, które nie mają nic wspólnego z życiem prywatnym, "chłopakiem", dzieckiem), to mam całkiem napięty grafik. I niby zdaję sobie sprawę, że takie życiorysy są tylko w filmach, nie w rzeczywistości, ale boję się, że jeśli nie będę miała takiego życia, to ze wszystkim się spóźnię — hajtnę się za późno, nie będę mieć dziecka, wcale się nie hajtnę, życie zawodowe będzie porażką, bo nie umiałam W WIEKU 16 LAT zdefiniować swoich zainteresowań.
Psycho, nieprawdaż?
Więc za zainteresowania powinnam się wziąć teraz. Ale zamiast tego marnuję czas na forach internetowych, przygotowując się na przyszłość, do której wcale może nie dojść, bo marnuję czas na forach internetowych — typowy paragraf 22. Nie zapominając o tym, że straszliwa ze mnie zazdrośnica i jak tylko siedzę na forum, czytając wypowiedź kogokolwiek, to zaciskam wargę między zębami, bo Wam się udało - macie mężów, może przechodzicie tortury w staraniach o dziecko, ale się Wam uda. Osiągnęłyście połowę (jak nie więcej) tego, co ja chciałabym osiągnąć. I z tej strony myślę: “skoro im się udało, to mi też może”. Ale z drugiej wiem, że istnieją kobiety, które nigdy nie miały i pewnie mieć nie będą mężów. Dlaczego? Nie wiem, ale istnieje prawdopodobieństwo, że z tego samego powodu, co ja — idiotycznej blokady nie po pokonania, irracjonalnej obawy przed socjalizacją i integracją, alienacji. I oczywiście niewiedzy, jak to pokonać.
Dzisiaj rano maz robil w naszym przdszkolu z kolega i jeszcze z jednym panem zadaszenie na wozki a ja bylam ich odwiedzic z dziecmi a potem poszlam z nimi na nasz podworkowy plac zabaw. Na moje nieszczescie bylam swiadkiem okropnego zajscia. Jeden facet zaczol strasznie bic kobiete (na szczescie samochod mi zaslonil ciosy tak ze widzialam tylko jego wymachiwania i kopniaki i krzyki tej pani). Na ratunek pierwszy podbiegl do niej sasiad- starszy pan i ten faect zaczl go okladac tak ze staruszek stracil przytomnosc ( ma ciezkie obrazenia glowy i nie wiadomo czy przezyje). Na placu zabaw oprocz mnie byl tylko jeden pan z coreczka i rodzicami. I panowie wybiegli na droge ale bali sie do faceta podejsc, wiec tylko krzyczeli zeby go zostawil. A w oknie tez oczywiscie paru silnych facetow stalo i krzyczalo ale nikt nie raczyl wyjsc. Ja wystraszona w tym czasie szybko zadzwonilam po meza zeby przybiegl ale zanim maz dobiegl to juz bylo po wszystkim. Koniec koncow faceta ktos powalil ale nie wiem kto bo tego nie widzialam. No ale i tak jestem jedna z swiadkow. Policja mnie spisala i pewnie bede musiala zeznawac a troche boje sie zemsty bo od tego faceta mieszkam dwa bloki dalej...Boze jestem strasznie wstrzasnieta tym wszystkim. Jakie to zycie okropne. Ten biedny staruszek zamiatal kolo swojego domu i idac na ratunek tej kbiecie nie myslal ze tak zostanie pobity. W domu przykuta do lozka lezy jego chora zona
Strasznie zal mi tego pana bo to mily sasiad...Boze co za zycie...
Jesteśmy po obchodzie. Zaginęły moje wyniki moczu tak więc jeżeli się nie znajdą to powtórka badania i w poniedziałek zrobią usg nerek. W koncu jakaś decyzja bo zwariuje tutaj. Jeszcze p dr mówi ze może to być od kręgosłupa ale najpierw sprawdza nerki.
Byliśmy dzisiaj w Zoo we Wrocławiu. Afrykarium robi wrażenie! Zauważyłam dziś, że mój brzuch zrobił się wystający, aż opinał mi się na nim mój sweterek. Nie mogłam oprzeć się pokusie głaskania go co jakiś czas. Wkońcu czuję i widzę, że jestem w ciąży! Trochę późno, bo to już prawie połowa, ale ważne, że maluch prawidłowo rośnie 
15 dc
zastanawiam sie czy już jest po owu?? wczoraj miałam ciągnący śluz i dzisiaj rano jak tylko obudziłam sie na siusiu przed wyjściem do pracy też był a później już nic tzn uczucie mokra było ale śluzu brak co to może oznaczać?? na wszelki wielki dzisiaj też sie troszkę poprzytulaliśmy zobaczymy co z tego wyjdzie
a tak z innej beczki jaka ładna dzisiaj pogoda
słoneczko ciepło i oficjalnie moge powiedzieć że sezon grillowy uważam za otwarty
z okazji imienin tatusia pojechaliśmy na działkę nad morzem i zrobiliśmy sobie małe ucztowanie 
Dawno nie pisałam pamiętnika.Jestem bardziej aktywna na forum. Ale dziś postanowiłam napisać 
Co u nas?Zaczęliśmy 7 miesiąc
za 6 dni zaczynamy III trymestr
Czas leci jak szalony i już niebawem zobaczymy naszą kochaną Martę
Czuję się dobrze choć jest już coraz bardziej ciężko.Brzuch większy, ruchy ograniczone i już nie jestem skoczna jak sarenka a raczej toporna jak morświn ;)Z koncentracją też jest o wiele gorzej.No ale takie "uroki" ciąży 
Kiedy czytam moje poprzednie wpisy nie mogę uwierzyć , ze tak się to wszystko potoczyło.Jestem szczęśliwa!
A tak wyglądamy teraz 

10 dzień cyklu - 40 dzień drugiej Nowenny Pompejańskiej
51,6 kg
ciśnienie: 87/62
tętno: 67
test owulacyjny - negatywny
Dziś mieliśmy CUDOWNY dzień. Rano byliśmy na przejażdżce rowerowej a potem na pysznym obiedzie w jednej z naszych ulubionych knajpek. Na deser odwiedziliśmy stoiska z rękodziełem na rynku a na miłe zakończenie dnia kino - Szybcy i wściekli 7!
Czułam się jak na wakacjach! Z najprzystojniejszym facetem na świecie! I like it!!
____________
1 śniadanie: Czekoladowe pancakes z sosem miodowo - pomarańczowym
2 śniadanie: Banan i wafle ryżowe z wiesiołkiem
Obiad: Pierogi wileńskie z kaszą gryczaną, białym serem i boczkiem, sałata z winegret
Podwieczorek: Lody włoskie
Kolacja: Grzanki z żółtym serem + migdały
25dc
lece na pysk, ale coś tam skrobnę
dziś od rana na poddaszu, nie ma czasu się po dupie poskrobać. Przygotowaliśmy poddasze do szpachlowania
później grunt, farba i gotowe 
Jutro grill u męża brata
w przyszłym tygodniu raz- jestem z moją Marzeną na drugiej zmianie, dwa- idę oddać tą krew, trzy- zakupy.
Fajnie że charmonogram taki napięty przynajmniej nie rozmyślam 
Robiłam dziś test owu tak z ciekawości, dwie kreski ale testowa jaśniejsza od kontrolnej. Ogólnie czekamy na @.
Edit/ wyprałam dziś swój termometr w pralce ale o dziwo chodzi 
Dobranoc :-*
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 kwietnia 2015, 22:00
Miałam okropny sen - aż nie chce o nim opowiadać ... jejku nie wiem jak dam radę
Zapozyczam od ovuF przyjaciolki!
Naturalne wspomagacze płodności
Na śluz
Ponieważ śluz płodny jest niezbędny w procesie zapłodnienia (umożliwia przemieszczanie się plemników, odżywia je i powoduje końcowy etap ich dojrzewania tzw. kapacytację) bardzo ważne jest, by był on odpowiedniej jakości i ilości.
Niedobory śluzu występują też bardzo często jako efekt uboczny terapii hormonalnej. Zwłaszcza stosowany na wywołanie owluacji lek Clostilbegyt powoduje jego zanik, czasem na wiele miesięcy. W takich wypadkach (po i w trakcie kuracji) bardzo ważne jest wspomaganie się dodatkowymi preparatami.
Wprawdzie są kobiety, które śluzu szyjkowego nie obserwują na zewnątrz a jedynie na szyjce i jest on wystarczający do poczęcia to jednak w większości przypadków właśnie jego obecność stwierdzona na zewnątrz jest wymiernym objawem zbliżającej się owulacji.
Co zrobić by był lepszej jakości?
Na zwiększenie jego ilości polecane są kapsułki zawierające olej z wiesiołka. Najwięcej (ok. 510 mg) zawiera go preparat Oeparol. Należy go przyjmować (w zależności od reakcji organizmu) do 3 razy po 2 kapsułki na dobę od początku cyklu do owulacji. Jest to bardzo ważne gdyż wiesiołek może powodować mikroskurcze macicy a w związku z tym mógłby niekorzystnie działać w przypadku gdyby doszło do zagnieżdżenia.
Odczuwalne skurcze zatem podczas zażywania preparatu (oczywiście podczas I fazy cyklu) są wskazówką do zmniejszenia dawki lub zaprzestania zażywania przez kilka dni. Olejek z wiesiołka ma też dobroczynny wpływ w przypadku tworzenia się mastopatycznych zmian w piersiach.
Innym preparatami powodującymi zwiększenie ilości śluzu jest olej z siemienia lnianego w kapsułkach lub samo siemię lniane - rozgotowane i pite w formie galaretkowatego napoju. Ze względu na smak i uciążliwość przyrządzania raczej preferowane są kapsułki (no, chyba, że ktoś lubi siemię).
Dobrym środkiem wspomagającym jakość śluzu jest też magnez. Można go zażywać przez cały cykl. Aby był skuteczniejszy należy go przyjmować razem z vit. B6, która wzmaga jego wchłanianie w organizmie. Magnez ma poza tym dobroczynny wpływ na nasze samopoczucie: polecany jest w przypadkach nocnego skurczu mięśni wywołanego jego niedoborem, na polepszenie koncentracji no i w przypadku picia kawy, która powoduje jego wypłukiwanie z organizmu. A, że kawki czasem ciężko sobie odmówić to trzeba pamiętać o magnezie.
Gdy mamy wrażenie, że śluz jest zbyt gęsty można go rozrzedzić za pomocą syropów przeciwkaszlowych - popularnego Guajazylu lub Flegaminy. Ilości raczej spore - spotkaliśmy się nawet z opinią, że należy wypić 2 butelki w ciągu 4 dni (oczywiście w okresie okołoowulacyjnym gdy zauważymy już występowanie śluzu). W mniejszych ilościach można popijać Mucosolwan.
Gdy nie obserwujemy w ogóle śluzu na zewnątrz należy go "poszukać" przy ujściu szyjki. Tak jak wspomnieliśmy bowiem na początku brak jego wypływania na zewnątrz u niektórych kobiet jest zjawiskiem naturalnym. Pamiętać jednak należy, że trzeba się zdecydować tylko na jeden sposób badania śluzu, czyli albo badamy go zawsze przy szyjce albo na zewnątrz.
Na prolaktynę
Podwyższona prolaktyna to najczęstsza (ale i najłatwiejsza do leczenia) przyczynya braku ciąży. Jest to hormon odpowiedzialny za produkcję mleka. Jego nadmiar jednakże blokuję owulację (stąd w przypadku karmienia dziecka piersią trudno zajść w ciążę). Jej wysoki poziom często także obniża progesteron - hormon niezbędny w II fazie cyklu dla rozwoju zarodka. Prolaktyna zwana jest także "hormonem stresu" - jej poziom podnosi się w sytuacjach dla nas nieprzyjemnych. Jest to dodatkowy argument za tym, że starającym się potrzebny jest spokój i unikanie stresu (ech, łatwo powiedzieć...).
Stąd tak ważny jest jej prawidłowy poziom, zarówno podstawowy jak i z tzw. obciążenie - takie badania bowiem jako pierwsze należy zrobić w przypadku trudności z poczęciem. "Obciążenie" to właśnie obraz zachowania się prolaktyny w sytuacjach strsesowych. Badanie zatem prolaktyny z "obciążeniem" polega na:
- pobraniu krwi ww celu zbadania poziomu podstawowego
- podaniu badanej osobie tabletki metocloparamidu i ponownym zbadaniu poziomu prolaktyny po upływie jednej godziny.
W tym czasie jej poziom nie powinien wzrosnąć więcej niż 5 razy. Wzrost większy oznacza hiperprolaktynemię, całkowity brak wzrostu zaś może jednak wskazywać na obecność mikrogruczolaka przysadki. Leczenie zbyt wysokiej prolaktyny jest dość proste. Polega na podawaniu leków obniżających poziom tego hormonu. Doskonałym naturalnym lekiem jest tutaj Castagnus. Zawiera on wyciąg z niepokalanka mnisiego, a zatem jest lekiem ziołowym. Należy go zażywać przez okres 90 dni (codziennie), po czym zrobić 1-2 miesiące przerwy. Dostepny jest bez recepty, można zatem samamu go sobie zaaplikować. "Przy okazji" obniża napięcie przedmeisiączkowe i reguluje cykle.
W przypadku łagodnej hiperprolaktynemii powinien pomóc. Jednakże w cieższych przypadkach, zwłaszcza tam, gdzie nie występuje owulacja trzeba siegnąć po cięższa artylerię. Wprawdzie w tym artykule jest mowa o naturalnych wspomagaczach płodności, tym niemniej wyjątkowo wtrącę kilka słów o lekach, bo są to dość istotne informacje. Zapewne lekarze zlecą przyjmowanie najpopularniejszych leków, do których należą: Bromocorn i Bromergon. Są one tanie i zbijają prolaktynę zazwyczaj w ciągu 2 miesięcy. Niestety mają też wady: u większości osób powodują skutki uboczne w spostaci złego samopoczucia, mdłości, senności, bólu głowy. Można próbować je niwelować poprzez rozpoczęcie dawkowania w celu przyzywczajenia się organizmu od dawek minimalnych: zaczynając od ? tableki wieczorem poprzez stopniowe zwiększanie. Powinno się też zażywać je podczas posiłku a w pierwszym okresie stosowania tuż przed pójściem spać (aby przespać objawy). Jeśli bardzo źle reagujemy jednak na te leki (objawy nie zmniejszają się wcale po 2 tygodniach) warto poprosić lekarza o zmainę leku na Norprolac lub Dosinex. Są one droższe ale przeważnie nie powodują w ogóle skutków ubocznych. Dodatkowo ostatni z nich bierze się raz na tydzień a okres jego półtrwania w organizmie jest zdecydowanie dłuższy (po odstawieniu prolaktyna utrzymuje się na niższym poziomie i nie skacze nagle a górę jak w przypadku pozostałych).
Ważne: W przypadku podwyższonej prolaktyny należy (koniecznie!) informować o tym lekarzy przepisujących leki na inne schorzenia. Niektóre z nich bowiem podnoszą poziom prolaktyny i w przypadku ich przyjmowania w połączeniu z lekami obniżającymi może dojść do małej katastrofy hormonalnej.
Uwaga! Należy przestrzec przed przyjmowaniem zlecanego często przez lekarzy preparatu o nazwie Mastodynon N (krople). Działanie jego jest kiepskie, a co najważniejsze - jest on lekiem homeopatycznym!
Na endometrium
Gdy jest zbyt małe powoduje niemożność zagnieżdżenia się zarodka. Naturalnym wspomagaczem jego wzrostu są ryby, orzechy i migdały. Dobrze zatem w I fazie cyklu zafundować sobie takie "przegryzki"a na obiad usmażyć zdrową rybkę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2016, 18:02
PMS (Przeokrutnie Męczące Symptomy) + przesilenie wiosenne to wyjątkowe combo.
Wczoraj cały dzień polegiwałam, drzemałam by w końcu o 19 zasnąć przed telewizorem w ubraniu i pełnym makijażu. Obudziłam się dwie godziny temu
W półśnie zmierzyłam nawet temperaturę- rośnie sobie ładnie, wykres wygląda już całkiem elegancko. Ale cudów nie ma, czekam na @. Według mnie powinna pojawić się 1 maja, według ovu- 3 maja. Mąż zakupił mi Donga, jak skończy mi się okres, zacznę brać.
Jutro idę zbadać progesteron i estradiol. Po wypłacie muszę zrobić przykazany przez gina AMH. Lekarz wspominał też o HSG, ale to już wyższa szkoła jazdy. Swoją drogą, ja chyba zbankrutuję przez te wszystkie badania i wizyty u lekarzy. Nawet pomyśleliśmy z małżem, że może odpuścimy sobie na jakiś czas, pojedziemy gdzieś na kilka dni, wyluzujemy i z nowymi siłami zaczniemy starania np. w wakacje.
A na razie walczę z PMS-em. Piersi zaczynają pobolewać, podbrzusze też (wczoraj się przeraziłam, że dostałam @ kilka dni za wcześnie- tak cholernie bolało).
Wzruszam się jak stary siennik, oglądam filmik z kotkami- ryczę, oglądam reklamę z dziećmi- ryczę, mąż spojrzy na mnie nie tak jak trzeba- ryczę. I jak tu nie zwariować?
Apetyt też mam przeogromny, jak drwal
Wczoraj kupiłam świeżutki chlebuś, wiecie taki z chrupiącą skórką, pachnący. Ahhh, wpierdzieliłam 3/4 chleba z masłem. Na koniec dostałam zgagi. No żyć, nie umierać 
Aha, śniło mi się dzisiaj, że jestem dobrą wróżką i potrafię rzucać dobre zaklęcia (mój mózg naprawdę ma jakieś problemy), tak więc wszystkim starającym się rzucam zaklęcie
6t (5t2d)
Przeziebienie zmienilo sie w gruzliczy kaszel, ktory nawet w nocy nie daje mi spokoju. Pije tone herbatek z cytryna i miodem, z sokiem malinowym... Nic nie pomaga
jutro mam wizyte u laryngologa w sprawie TSH, wiec moze przy okazji podpytam o ten kaszel. Ech, przyplatalo sie badziewie, jakby nie mialo kiedy...
od tego kaszlu to juz mnie brzuch boli, wiec martwie sie tym moim Okruszkiem w srodku niesamowicie... Tymbardziej, ze za kazdym odkrztuszeniem mam wrazenie, ze costam mi sie w srodku przewraca. A odkrztuszenie pojawia sie srednio 2 minuty po ostatnim odkrztuszeniu...
Macie jakies domowe sposoby na pozbycie sie kaszlu?
16dc...o co chodzi..??/? temperatura zamiast rosnać spada...śluz wczoraj jeszcze był rozciągliwy...zaczynam od wczoraj czuć dziwny ból podbrzusza...ovu powinnam już mieć a tu nadal nic...wnioskując po temperaturze..to jest pierwszy cykl kiedy mierze od początku..w poprzednim mcu w tym dniu miałam 36,8 a dzis...36,35..
widocznie owulacji nie bedzie w tym miesiacu
(( a tak sie staralismy z mężem
(
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2015, 09:51
Bylismy w piatek na weselu u kolegi mojego P., musze przyznac ze nawet sie zachowywal. Dbal o mnie I nawet sie nie spil jak to w jego stylu.
Zrobilam wczoraj nowy test, ten z indykatorem tygodni. I znow wpadlam w panike bo pokazal mi 2-3 tyg co by oznaczalo 4-5 tyg ciazy... wiec sprawdzilam sobie jakie to miano bety I wyszlo od 200 do 20tys.. wiec dla mnie stanowczo za wczesnie zeby przeskoczyc na nastepny poziom..
nie wiem czy znow isc robic jutro bete
Za jakieś półtora tygodnia podejście do pierwszej inseminacji...
Czy się cieszę... Nie, nie do końca...
Dla mnie jest to po części UPOKARZAJĄCE...
A z takim MOIM podejściem pozytywnego rezultatu trudno się spodziewać.
Inaczej na to patrzy mój mąż... 
Pogodnej niedzieli!
EDIT godz. 21.00 
Pierwsze dni cyklu, a już dał o sobie znać lewy jajnik (jak zawsze zresztą) to 'znak', żeby nie dumać, nie analizować, nie zastanawiać się za bardzo tylko iść do przodu... Oby to była właściwa droga i właściwy wybór.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2015, 21:00
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.