justa1234 NADZIEJA nie umiera nigdy!!! 29 kwietnia 2015, 11:44

Dziś pierwszy dzień ćwiczeń :-) ale się kurna mać zapuściłam!!przed ciążą dzień w dzień ćwiczyłam intesywnie i obiecałam sobie że jak mi się uda zajść w ciąże i jeśli nie będzie przeciwskazań to od razu zacznę ćwiczyć,i wielka dupa z moich planów bo się rozleniwiłam i tylko jadłam a związku z ciągłym jedzeniem przybyło mi 6kg!!!ja wiem że jestem w ciąży i nie powinnam się przejmować nadmiernymi kilogramami ale też niechcę później wyglądać jak potwór tym bardziej że mam niedoczynność tarczycy która powoduje że mam problemy z wagą !!przed ciążą ćwiczyłam ponad rok i schudłam raptownie 4kg!!!co prawda wyglądałam lepiej ale nie byłam zbytnio zadowolona z efektów :-( mam problem cellulitowy od zawsze i rozstępy!!!smaruję się specjałami dla kobiet w ciąży ale to nic nie pomaga :-( postanowiłam że koniec z żerciem bez opamiętania :-) biorę się w garść :-) przed ciążą miałam silne ręce a dziś jak zaczęłam ćwiczyć to mięśnia były takie wiotkie że ledwo się mogłam utrzymać hiihi:-) ale koniec z tym lenistwem czas się ogarnąć :-)

Jestem z Wrocławia, tutaj polecilo mi kilka osób dr Halamę. Wiem że nerwy nie pomagają ale nie umiem się ich pozbyć. Idę jutro do psychologa, żeby mnie trochę ogarnął.

Zawital dzisiaj dziwny bol brzucha :( juz pojawiaja sie czarne mysli w glowie :( chyba znowu nic z tego :(

Niestety nie... polowa mnie do niczego sie nie nadaje. Mam tak rozlegle zrosty endometriozy ze nawet torbieli nie usuneli bo nie bylo jak, prawy jajnik zupelnie niedrozny. Wzieli wycinki tylko do badania i mam brac vissane...jestem zalamana.

Visanne mam brac min 3 miesiace... nic kompletnie nie wycieli no musieliby usunac jajniki chyba czesc macicy. Ja to mam szczescie kur...

24+5
107 dni do terminu porodu.
7 dni do studniówki.

Właśnie się dowiedziałam od dziewczyn z forum, że na czas wakacji zamykane są fabryki wózków. Czas oczekiwania wydłuża się automatycznie do 6 tygodni. Wózek teoretycznie powinno się kupić na sam koniec, ale my chyba kupimy w czerwcu. Jeśli zamknięte będą w lipcu to wózek dostaniemy we wrześniu... do tego nie możemy dopuścić.

Do kupienia w lipcu zostanie, wanienka - komoda, nosidełko i kosz Mojżesza... coraz mniej czasu.
Wydaje się, że jest go mnóstwo, ale jak się pomyśli, to jest go mniej niż się wydaje.

Little Frog Niekończące się oczekiwania 9 września 2015, 11:50

Usunęłam wpis.
Myślałam raczej, że się uspokoję jak te swoje emocje gdzieś wyrzucę, albo może że ktoś napisze "nie martw się, wszystko będzie dobrze, telewizja kłamie..."

Nie był to dobry pomysł, żeby ten temat rozgrzebywać.

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 29 kwietnia 2015, 14:24

6t (5t5d)

Skoro mam ostatni dzien wolnego, wymyslilam, ze zrobie cos dobrego na kolacje. S bedzie dopiero wieczorem, a w nocy cos nie mogl spac, wiec pomyslalam, ze sie ucieszy. Zamarzyl mi sie... barszcz ukrainski. Poszlam do supermarketu. Wladowalam do wozka kilogram marchewki, kilogram burakow, kilogram ziemniakow, kapuste, paczke z warzywami na wywar, paczke fasoli, mieso wolowe, kurczaka, ser, chleb na jutro, jogurty naturalne w sloiczkach itp... Zaplacilam w kasie...

... po czym sie zorientowalam, ze tego jest chyba w sumie ponad 10 kg, i zaczelam zastanawiac jak to doniesc do domu (w odleglosci 1 km, 15 minut spokojnego spacerku) :( Wiem, ze to zabrzmi dziwnie, ale w sklepie problem logistyczny mi nie przyszedl do glowy. Coz mialam zrobic. Z malymi przystankami, odpoczywajac co chwila, dotargalam siaty do domu... Po czym sie rozplakalam w kuchni, bo mnie zaczal bolec brzuch. Moze nie jakos bardzo mocno, ale mimo wszystko czulam przez pol godziny taki tepy, okresowy bol. Jak sobie pomyslalam, ze sie cos moglo stac Maluszkowi, to wscieklam sie na sama siebie, ze akurat dzisiaj zachcialo mi sie barszczu ukrainskiego :( :( A potem pomyslalam, ze S to mnie chyba udusi, ze cos takiego wymyslilam. Chyba mu nie powiem o tym bolu brzucha, nie ma co sie wzajemnie nakrecac.

Glupia glupia glupia!

---
Gotowanie barszczu - zorientowalam sie, ze to co zawsze kupowalam tutaj na rosol to nie pietruszka, ale pasternak... Pierwszy raz przeczytalam na pudeleczku. A zawsze sie zastanawialam co to za slaba odmiana, bo nie pachnie i ma taki lagodny smak... Korzenia pietruszki w Luksemburgu nie znaja... Ech.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2015, 15:40

24.04.2015 pierwsze spotkanie poza brzuszkiem z moim szczęściem :)

da5f1e7118de61bemed.jpg

leży teraz obok a ja nie wyobrażam sobie bez niego życia <3 nie wierzę ze jeszcze tak nie dawno siedział w moim brzuszku.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2015, 19:13

viowieczka Tak bardzo bym chciała.... 29 kwietnia 2015, 14:56

30 urodziny - a dzień zamiast być radosny, to jakiś taki mało fajny. W pracy wnerw i to o dziwo nie przez pacjentów, a przez panią doktor. Mąż wczoraj był zmęczony, osłabiony, ze stanem podgorączkowym, a dzisiaj dla odmiany mu niedobrze, czyli nici z serduszkowania. Do głowy przychodzą głupie myśli, że jestem stara, że za stara, że przegapiłam swoją szansę na macierzyństwo. Ehhh, niech już będzie jutro...

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 29 kwietnia 2015, 15:04

35dc
Wredność ludzi mnie rozbraja..
Dzisiaj w pracy koleżanka (czytaj znajoma twarz), która mnie mega wkurza zaczęła coś mnie wypytywać po co mi te wykresiki w komputerze.. I tu uwaga, nie, że widziała jak coś pisze tylko szukała czegoś w historii, znalazła i wbiła się na moje konto na ovu.. Swoją drogą komp w pracy jest stary i rozwalony i nie wiem dlaczego zapamiętał hasło, bo starałam się klikać, żeby nie pamiętała go i oczywiście nauczka na przyszłość, żeby usuwać historię.. I niby taka milutka, że się martwi, pyta czy nie chcemy dziecka i taka troskliwa.. A ja już dobrze wiem o co chodzi, u mnie w pracy ciężarne i świeżo upieczone mamusie nie są mile widziane i bardzo szybko znikają, praca niby w budżetówce, ale to chyba zależy od władz, w każdej pracy jest inaczej, u mnie niby budżetówka a czuję się jakbym u najgorszego prywaciarza pracowała.. Wymigałam się, że nie chce dzieci, że nie czuję się gotowa, że to chodzi o te plamienia i złe samopoczucie, że ginekolog szuka przyczyn i po to kazał mi robić wykresy, że grozi mi operacja (to też przez moment ginekolog rozważał) i ogólnie wszystko poszło na mojego mięśniaka.. Nie wiem czy uwierzyła, ale jeżeli nie to już jutro, maks w przyszłym tygodniu wszyscy wiedzą, że się staramy.. I po co ta zawiść, zazdrość czy cokolwiek to jest, przecież laska ma umowę na stałe to co ja jej zagrażam.. Wkurzyłam się na siebie, że nie ogarnęłam tej historii, drukowałam tylko wykresy dla gina bo w domu nie mam drukarki. Nigdy nie korzystam z ovu w pracy.. Kurde mam nadzieje, że plotkara chociaż raz ugryzie się w język.. ;(


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2015, 15:04

dzisiaj dopadła mnie jakaś chandra, przekonanie że w tym miesiącu się na pewno nie udało, chociaż do @ został jeszcze ponad tydzień. piesi bolą, brzuch boli... niby to nie są skurcze jak przed okresem ale czuję podbrzusze. Cóż, zostaje mi tylko czekać cierpliwie te kilka dni, obudzić się w dzień spodziewanej @ i zobaczyć co będzie.

zdjęcia ze ślubu :)
bd1263c4be215427med.jpg
fd54cc292cda77e4med.jpg
b654abe0ea7642acmed.jpg
fa6652415d852e9fmed.jpg stwierdzam że jak na 6 miesiąc ciąży to wyglądałam całkiem nieźle

dzisiaj sarcia ma 16 dni :-) mialam wizyte poloznej i nie zgadniecie ile moj glodomor wazy..4200 gr :-) 450gr od dnia porodu! a od ostatniej wizyty..w ciagu 5 dni przybrala 270 gram :-)
juz wiecej poloznej nie bedzie, jestesmy wolne :-)
dzisiaj i najprawdopodobniej jutro mamy wolne, choc dzisiaj nie odpoczelam wogole, mala wisiala na cycku 2 razy czesciej niz mormalnie, non stop jest glodna, ale siedze i cierpliwe karmie cycem :-) w domu mam posprzatane, obiad podszykowany, pranka zrobione..prasowac nie bede, w doopie mam, uzywam mnoztwo tetr, dostalam od tesciowej 60azt i na biezaco uzywam, nie nadazylabym prasowac. mala juz jest za duza do pierwdzych ciuszkow, ma juz 60cm a urodzila sie 57 :-) popakowalam w torby i wysle kolezance z ovu te neutralne bo bedzie u niej chlopczyk :-) w szafke poukladalam juz ciuszki 3do 6m i pasuja na mloda :-) masakra jakas..ciuszkow, sukieneczek i pierdolek mam mnostwo do 6 miesiaca , podostawalam w prezentach od klientow naprawde przepiekne zestawy, pidzamki etc, ale na promocjach pomalu bede dokupowac :-)
psy spisuna sie super kolk sarci, pierwsze co jak wpuszczam je rano na dol to szukaja malej :-)
mam nadzieje, ze reszta dnia i noc beda lzejsze..czy to moze byc skok rozwojowy? tak szybko?
jutro juz montuja internet, wiec powrzucam foteczki :-)

MatyldaG Przeżyć to co jest nam niepisane 29 kwietnia 2015, 15:24

16 dc
dzisiejszy test owu jeszcze bledszy niz wczorajszy, hmm mam nadzieje ze nie przegapiłam owulki!!
29_04.jpg
adult image

Cieszę się, że ubawiłyście się czytając relację z życia rodziny "mąż, żona i czytanie ważniejsze od prokreacji". Uwierzcie, że mi wcale nie było do śmiechu. Wam pewnie też by nie było jakby Wam nagle tętno z lekko przyspieszonego podnieceniem skoczyło do stu milionów czystej agresji. ;)

Opracowałam następującą strategię:

1 - Z mojej strony absolutnie żadnych gierek słownych, mimicznych czy czegokolwiek co sugerowałoby w najmniejszym stopniu chęć pożycia.

2 - OJ cierpieć będę katusze!

3 - ZERO przebieranek, koronek, cekinów, brokatów, cudów na kiju.

Poczekam sobie spokojnie. Zobaczymy kiedy szanowny PAN JACEK przypomni sobie, że ma żonę. Nie powiem, jest kochany, przezabawny, kocham go szalenie ale co za dużo to niezdrowo. Rozbestwiony jak dziadowski bicz, a na własnej krwawicy toto wychowane, wygłaskane, wykarmione obiadkami. Cycka sobie chcesz pomacnąć? Ależ proszę! Dupeczką Panu zakręcić? Nie ma sprawy! Może deserek i kawusie? Oczywiście już się robi! I co sobie zgotowałam? Królewicza co by najlepiej uprawiał seks w pozycji na "kot zdechł", czyli on leży jak hrabia, a ja odwalam całą robotę. Co to to nie moje miłe! Od teraz ja żądam uwagi i dopieszczenia! Oj będę cierpieć! :D

A tak pomijając mój misterny plan zemsty, to piękna pogoda u mnie! Na 17 jadę rowerkiem do babci sprzątać jej łazienkę. A jutro domóweczka u mnie z Luizą i Moniką. Macie jakieś pomysły na przekąski do wina? Chętnie przygarnę jakieś fajne propozycje :)

Angelike Mam to gdzieś... ;) 29 kwietnia 2015, 15:59

Kurde, ja to normalnie ciągle muszę siedzieć w nerwach bo inaczej widać się nie da.

1. Mój M za cel obrał sobie to, że w tym roku (jak zresztą w każdym poprzednim :P ) rozliczę nam obu Pity. Oczywiście nigdy nie ma na to czasu i zawsze robię na ostatnią chwilę. Wczoraj wymyślił sobie że to musi być dziś zrobione i koniec kropka bo on tak postanowił. On oglądał mecz z moim bratem a ja (według jego planu) miałam pity robić. A że ja sobie na kompie też coś oglądałam to on - foch. Zabrał się po nocy za to sam. No i coś mu nie szło, bo gdzieś tam coś nie chce mu wyjść, i efekt taki że siedział na darmo po nocy a pita jak nie było tak nie ma. Dziś już wydzwania do pracy czy może w pracy mi się udało zrobić. A ja w pracy taka zawierucha że o godzinie 13 dopiero śniadanie zjadłam bo nie miałam czasu wcześniej. No więc ten dzwoni a mi już ciśnienie skacze - szybko szybko! Wszystko szybko - szybko

2. Mój szef - kolejny typ, którego nie obchodzi co i jak ale musi być na JUŻ! Szybko szybko! Ostatnio poryczałam się przez niego w domu z nerwów bo zapierdalam jak struś pędziwiatr, siedzę po godzinach aby robotę nadgonić i zaoszczędzić sobie napięcia i stresu nastepnego dnia, a ten jeszcze pretensje że nie wszystko zrobione co on sobie zaplanował.
Robię rzecz A to wścieka się że rzecz B nie zrobiona. Jak to możliwe??!!! Przecież zlecił mi to dawno temu! W między czasie prosi o zrobienie rzeczy C i D, tak przy okazji jak znajdę chwilę chociaż wie że jestem zajęta. Przychodzi klient i chce rzecz E. Dzwoni ktoś z rzeczą F. Znowu klient, rzecz G. Kilka telefonow po drodze. Po czym za chwilę szef pogania - "co tak wolno idzie ta rzecz A???!!!" I próbuje robić rzecz A za mnie skoro ja nie potrafię. Po czym przekonuje się że faktycznie nie da rady szybciej, zaczyna się standardowa porcja "kurw", "ja pierdole" i "chuj by to strzelił". Po czym przypomina mu się - "A tą rzecz B już zrobiłaś rozumiem? Nie??!!! A dlaczego???!! Nosz kurwa, ja pierdole! Umówmy się, że skoro każę Ci to zrobić to to ma byc zrobione! ja ludziom obiecuje i potem co?! To nie może tak wyglądać!"
I tak w kółko.
Aż widzi że się zagotowałam, przychodzi do mnie "No dobrze, przepraszam, już Ci nie bede przeszkadzać, pracuj sobie spokojnie". Obejmuje i przytula do piersi jak córę. I według niego w tej chwili wszystko już jest zupełnie cacy.

Dziś powiedział, że od nastepnego miesiąca odchodzi. Kolejny miesiąc tak "odchodzi". On ma dość tego burdelu, chce mieć w końcu spokój bla bla bla. W spółce już nie ma kasy i oboje to wiemy. Miałam kilka innych, niekoniecznie ciekawych, ofert pracy. Ale nie podejmowałam żadnych konkretnych rozmów, kilka etatów już mi przeleciało. Ale gdy tylko coś wspomnę preziowi o końcu mojej pracy tutaj, o składaniu cv, wypowiedzeniach itd to zaraz się unosił "Przecież Ci mówiłem, pracujesz tu do końca, pracę masz zapewnioną, o nic się nie musisz martwić, udziałowcy na radzie nadzorczej powiedzieli że praca dla ciebie na pewno będzie, nie ma mowy o żadnych wypowiedzeniach". Ciągle walił mi tego typu teksty. Zarzekał się że nie muszę się martwić o pracę.
A dziś go pytam "To skoro prezes odchodzi a tu się kasa skończyła to z czego oni zamierzają mi płacić?"
A on - "Nie wiem"
No zajebiście kurwa! Wszystko mi opadło. Taki to jest mój szef - obiecuje gruszki na wierzbie, kłamca, oszust, dwulicowiec i konformista. Trzyma mnie na chama bo beze mnie firma nie istnieje, to ja utrzymuję wszytko przy życiu. Godzinę temu też, kolejny jego tekścik "Ta dziewczyna (czyli ja) tak mi pomogła jak przyszedłem tu pracowac, tylko na nią mogłem liczyć i zawsze bedę to podkreślał"
To ja odpowiadam żartem, w sumie niepotrzebnie żartem bo raczej wypadało na poważnie, - "No to teraz będzie Prezes miał okazję sie zrewanzować i znaleźć mi fajną pracę"
On "oczywiście, jasne"

Potem se myślę - co ja za głupoty wygaduję? Przecież to nie, że on MOŻE sie zrewanżować. On MUSI! Sam przecież kazał mi tu siedzieć i czekać. Teraz się ode mnie nie opedzi, jak odejdzie to będe go molestować telefonami, smsami, będę go nawiedzać w koszmarach. Nie popuszczę mu.

Piszę w smsie do mojego M, jak ten oszust leci w chuja. A on "Mówiłem ci, weź skorzystaj z tej propozycji X".
Firma X to kolejna firma z tej samej branży, zakłada ją facet w moim wieku, wszystko od zera od początku. Tryska entuzjazmem, wizją i energią. A ja co? Byłam u niego na rozmowie, było miło, symptatycznie, pogadalismy na luzie, mamy wspólnych znajomych z brażny. On potrzebuje człowieka na już. A ja mam jeszcze zobowiązania w starej firmie - skończyć rzecz A, i nie dam rady od już.
Ale w duchu sobie myśle "Ja pierdziele, ta sama branża, ten sam syf, od początku wszystko, wokół mnie będa te same gęby z branży, od nowa się użerać, od nowa problemy, tu trzeba wszystko rozkręcić od nowa a do tego potrzeba mnóstwa pracy, podwójnej energii, chyba nie mam na to siły"
Zdaje się że ta firma, w której pracuję wycisneła mnie dokładnie jak mała cytrynkę. Nie ma we mnie już tego entuzjazmu, energii i radości z wykonywanych obowiązków co kiedyś. Jestem wydmuszką, zużytym kondomem. Zastanawiam się czy ten chłopak z firmy X to wyczuł, mógł to wyczuć.... i to jest przykre, nie chcę uchodzić za spraną zgorzkniałą ścierke nienadająca się już do użycia.
Ktoś kto to czyta, może sobie pomyśleć "Narzeka tak na swoją firmę, która już i tak pada, na co ona czeka?".
Odpowiedź jest złożona. Zaczynając od rzeczy najbardziej przyziemnych: kasa - tutaj mam w miarę dobre zarobki, oczywiście pod warunkiem że dalej będą w stanie mi płacić (nie wiadomo z czego). Liczyłam na niegłodowe macierzyńskie.
Staram się o dziecko od dawna. Nie chcę już pracowac, u nikogo, teraz chcę po prostu urodzić i wychowywać dziecko, aż skończy się macierzyńskie a ja, być może, zatęsknię za pracą. Chcę teraz innej pracy - macierzyństwa, chcę karmić dziecko, narzekać na niedospane noce, chodzić na spacerki, cieszyć się każdym grymasem małej cząstki mnie. Nie chciałam też zaczynać u nowego pracodawcy z brzuchem. Potrzebuję odpoczynku, dłuższego, marzę o nim od dawna, chcę naładowac od nowa swoje baterie, czuć w kościach że mogę wszystko. Zajść w ciążę, zrelaksować się w końcu, zdystansować od świata, wyciszyć, poczuć radość i spokój. A potem, stać się kimś: mamą.
Jest tyle rzeczy których chcę, że odechciewa mi się myśleć o nowej pracy. Myślę o niej w dalszej perspektywie a nie w czasie teraźniejszym.
Czy za dwa miesiące wreszcie się doczekam? Wreszcie będę mogła odetchnąć? Mój cel to przetrwać jeszcze te dwa miesiące. Nie wiem kiedy firma mi się rozleci. Obym zdążyła i zaciążyła.. ;)

Czasami zaczynam czuć, że wszystko juz mi jedno, nie obchodzi mnie mój los. Mam tylko jedno marzenie i jeden cel w tej chwili. I teraz tylko o tym chcę myśleć.

3. wczoraj miałam nieodebrany telefon, nie wiedziałam od kogo, po kierunkowym wyglądało mi to na Białystok. Oddzwaniałam, zero odzewu.
Oddzwoniłam dziś - Klinika Bocian. Mówię, że oddzwaniam, każą poczekać na linii. Po chwili pytają czy mogę za chwilę oddzwonić. Umieram ze strachu!!! Co się dzieje? Coś złego odkryli w naszych badaniach, zaświadczenie nie pasuje, wywalili nas z programu? W głowie sto pytań i sto czarnych scenariuszy. Matko, jak dzwonią to pewnie cos się stało.
Dzwonię drugi raz. Proszę czekać. Po chwili wreszcie rozmawiam, pielęgniarka tylko tak sobie dzwoniła chyba, że dostała moje zaśwaidczenie skanem. Śmiała się bo w tym papierku od mojego gina ani peselu ani adresu, nic, żadnego znaku identyfikacji. Na moją prośbę jeszcze w trakcie pisania gin dopisał imię i nazwisko mojego M, powiedziałam mu, że chyba wypada dopisac, bo tak to niby staram się ale z kim to niewiadomo ;) No wiec tylko nazwiska były. Ale pięlęgniarka mówi "Niech już będzie". Pytam czy recepte na brakujące zastrzyki wysłali. wysłali.
Uffff.....
Ciągle nerwy.
A teraz zamiast robić przelewy to ja na ovuf poematy tworzę :P i znów będe musiała trochę dłużej zostać żeby nadgonić. Nie mówiąc już o niezrobionych pitach. No trudno. Musiałam się trochę oderwać od wariatów. Trochę pomogło ;)

Chcę myśleć że teraz już wszystko będzie ok.
Chcę tak myśleć, ale nie umiem siebie jeszcze do tego przekonać. Będzie ok. Musi być ok. Dostaliśmy się przeciez do programu, dostaliśmy szansę.

15cs
6dc
środa

wizyta u ginekolożki mojej - monitoring cyklu

Dopiero co wczoraj skończyłam @, bo jeszcze wczoraj trochę plamiłam. Dziś jeszcze śluzu nie ma, ale już "poślizg" jest, więc lada dzień produkcja się rozpocznie. Jadąc do mojej gin czułam prawy jajnik. Pomyślałam, że stawiam na to, że w prawym jajniku jest pęcherzyk, który daje znać o sobie.
Na monitoringu się okazało:
- w prawym jajniku pęcherzyk 12,9 mm
- w lewym (jak to ujęła pani doktor) - nic ciekawego, same maleństwa
- endometrium - 6 mm
Uff... ból prawego jajnika to nie moja wyimaginowana rzeczywistość, czy ból fantomowy.

Pani doktor obejrzała wyniki glukozy i insuliny. Potwierdziła, że mam insulinooporność i że Metformina to strzał w dziesiątkę i mam ją brać. Podwyższony androsterion potwierdza insulinooporność (bo zazwyczaj przy insulinooporności hormony męskie są podwyższone).
Może się u mnie okazać, że pęcherzyk pęka 1-2 dni za późno w stosunku do temperatury i śluzu. I to może być przyczyną niepłodności. Za 3 dni - 2 maja - w 9dc - idę na kolejny podgląd. Pani doktor powiedziała, że pewnie u mnie trzeba będzie zmusić pęcherzyk do pęknięcia w danym pożądanym dniu (zastrzyk). Kto wie, może w sobotę dostanę zastrzyk...

Pytam się, czy mam jeszcze jakieś badania robić, bo może jeszcze czegoś nie wiemy... Nie mam robić badań żadnych. Insulinooporność to jest moja przyczyna. Plus może być problem z pęcherzykiem, który pęka w niewłaściwym momencie.

Pani doktor powiedziała, że wszystko zamkniemy w tym roku ( w sensie zajścia w ciążę). Chciałabym mieć jej wiarę i nastawienie. Chcę w to wierzyć, ale jakoś mam taki czas zrezygnowania, niewiary, braku sił i entuzjazmu. Pani mówi, że w tym roku będę w ciążę... a ja myślę: Boże, słyszałeś nasze plany i pobożne życzenia? Rozśmieszyłyśmy Cię?... Mam taką świadomość, że ostatnie słowo należy do Boga, choćby nie wiem do jakiej specjalistki chodziła... Więc się nie nastawiam. Poddaję się temu prowadzeniu (monitoringi, leczenie itp.), ale gdzieś na końcu głowy jest zwątpienie i niewiara.

Czuję się dziś dokładnie tak samo jak po pierwszym oblanym egzaminie na prawo jazdy.
Szłam na pierwszy egzamin pewna tego, że zdam. Mój instruktor mnie chwalił cały kurs i powtarzał, że u mnie to tylko formalność. Byłam pewna, że zdam. Oblałam. Boże jak to bolało... Wracałam do domu piechotą (zamiast autobusem) i całą drogę wyłam. W ciągu kilku minut egzaminu cała moja wiara i pewność siebie uleciała. Wracając do domu byłam PEWNA, że nigdy nie zdam egzaminu i właściwie chciałam zrezygnować z dalszych prób. Mieszkałam wtedy z rodzicami (miałam 17 lat). Gdy dotarłam do domu, ojciec wsadził mnie w samochód, zawiózł do ośrodka egzaminacyjnego, dał pieniądze i powiedział: idź się zapisz na egzamin. Broniłam się. Mówiłam, że to nie ma sensu, że to strata pieniędzy. Tata się uparł, więc poszłam wpłacić za kolejny egzamin. Na drugi egzamin na prawo jazdy szłam PEWNA na 1000%, że obleję. W ogóle nie miałam wiary, że zdam. Szłam, żeby znów oblać i znów się zapisać na kolejny egzamin. Nie wykupywałam w międzyczasie jazd doszkalających, bo stwierdziłam, że nie ma sensu, bo i tak obleję. I co? I co? I ZDAŁAM. Mimo mojej niewiary. Mimo mojego zniechęcenia, złego nastawienia. Zdałam. Jedyna z całej grupy tego dnia - zdałam.

Po co to napisałam? Nie wiem... Dlaczego to akurat pamiętam? Bo czuję się dokładnie tak samo. Nie ma we mnie wiary. Umarła. I mimo pozytywnego nastawienia pani doktor i jej zapewnień o tym, że się uda... ja jakoś w to nie wierzę. Nie, nie ma we mnie wiary, że stanie się tak jak z egzaminem na prawo jazdy. Jest pewna różnica. Tam oblałam raz. Tu - już 14 razy.

Inseminacja na NFZ latem.

p.s. poza śmiercią wiary w sprawie potomstwa, jestem szczęśliwa, umiem się uśmiechać i cieszyć tym, co mam...

8f66987d23f14abfmed.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2015, 22:10

zapalenie pęcherza ciąg dalszy więc tak zrobiłam wczoraj badanie ogólne moczu .... i co nic jak zwykle wynik dobry to dlaczego mnie piecze przy sikaniu ????
moje wyniki :
CIĘŻAR WŁAŚCIWY 1.010 NORMA 1.005-1.030
PH 7.00
GLUKOZA nieobecna
CIAŁA KETONOWE nieobecne
AZOTYNY nieobecne
BILIRUBINA nieobecna
UROBILINOGEN w normie
BIAŁKO nieobecne
LEUKOCYTY nieobecne
KREW nieobecna
BARWA żółta
OSAD B/Z

barwa myśle że ma taki kolor bo już brałam furaginum i pewnie wyniki są lekko sfałszowane ale gdybym nie wzięła tego to barwa była by czerwona a z bólu bym umarła.

mkl Marysia, Stanisław- czekamy na was:) 29 kwietnia 2015, 17:07

Cellulit....w końcu i mnie to spotkało, gdzieś tam zawsze obijał mi się o uszy, ale myślałam, że mnie to nie będzie nigdy dotyczyć. Jestem szczupła, i zawsze taka byłam, ale widocznie każdego może dopaść;p. Pojawił się na pupie ( mój mąż zauważył) i na udach, nie jest to może jakoś bardzo widoczne, ale jest. Po zmarszczeniu skóry dłonią jest go więcej. Kupiłam sobie gąbkę antycellulitową Syrena oraz serum z Eveline 4D złoty. Oczywiście ograniczyłam "fast foody" i zaczęłam pić dużo wody co jest dla mnie bardzo trudne, bo po prostu nie przepadam za wodą ( pijam litrami herbatę:/)

Skończyłam 27 lat w marcu i zaczynam dostrzegać jak moje ciało się zmienia, już nie jestem figlarna, bardzo szczupła, zaczęłam przybierać na wadzę, stan mojej skóry na ciele nie jest już tak dobry jak kiedyś. Nigdy nie lubiłam się balsamować czy peelingować ( systematyczność u mnie zawodziła, po prostu leń z mnie;p No i mamy efekty. Starość nie radość, ale nie ukrywam, że trudno mi się do tych zmian przyzwyczaić..

Co starań...czekam na owulację, temperatura dziwnie skacze w tym cyklu, powinnam mieć owulację za 2 dni, ale jakoś się nie zapowiada, mam nadzieję, że nie będzie to cykl bezowulacyjny bo akurat wypada majówka i będzie dużo czasu na przytulanka:)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)