Zanim otworzyłam kolejną wirtualną kartkę w moim pamiętniku zdałam sobie sprawę jak sporo czasu minęło odkąd napisałam ostatni post...
Ostatnio u nas nie najlepiej, znaczy się ze mną, bo synek ma się dobrze...
Od kilku dni leżakuje, boli mnie podbrzusze, we wtorek się pojawił okropny ból, że ze łzami w oczach zadzwoniłam do lekarza i poprosiłam o przyjęcie... żadnej patologii nie stwierdził, szyjka oki, z dzieckiem dobrze, tylko skąd te bóle podbrzusza?
Hm lekarz mówił, że rozciąganie więzadeł...czy mnie uspokoił raczej nie... boli mnie podbrzusze, całe krocze, krzyż... gdy to piszę, po prostu nie mogę płaczę...
Czytając to co o mnie można sobie pomyśleć? wariatka, idiotka, panikara, czy ona nie ma poważniejszych problemów?
Ja wiem, że inni mają gorzej, wiem to i nikt nie musi mi tego przypominać... a czy ktoś jest co zrozumie mnie i mój strach? Strach matki, która straciła 3 dzieci?
I każdego dnia boi się, że może stracić kolejne...
Najgorzej jest sobie to uzmysłowić, że będzie dobrze i cieszyć się z ciąży, tak jak nigdy nic. Ja nie umiem, po prostu nie umiem.
Boję się zrobić większe zakupy, kupić łóżeczko, wózek, odwlekam to do czerwca. Czytając dziewczyny z mojego forum podziwiam je każdego dnia, że cieszą się z ciąży, niektóre kupiły wózki, łóżeczka itp... chciałabym też tak, ale nie umiem się zmusić, ciągle mam ten strach na ramieniu, że coś może pójść nie tak... tak bardzo się tego boję...
Nie ogarniam już niczego 
Mam 29 lat, niedoczynność tarczycy oraz PCOS i niestety dwie bolesne straty za sobą.
Pierwszą 10.2011- w 7 tygodniu (w 6t+4 trafiłam do szpitala z plamieniami-bicie serduszka i wszystko niby ok, pobyt profilaktyczny- żeby sprawdzić grupy krwi-czy nie ma czasem konfliktu, niestety równo w 7 tygodniu poronienie w toku, zakończone łyżeczkowaniem)... W ciąże zaszłam w zasadzie "cudem", nie starając się o nią wtedy, jednak przez trzy krótkie tygodnie gdy o niej wiedziałam była największym szczęściem (po prostu uwielbiam dzieci)... Podejrzewam w zasadzie, że do ciąży doszło w ogóle tylko i wyłącznie dzięki stosowaniu przez kilka tygodniu Sioforu- który po otrzymaniu pozytywnego testu ciążowego endo kazał odstawić... kto wie, może właśnie to był błąd... w Stanach w PCOS (choć nie mam stwierdzonej insulinoodporności) kontynuuje się przyjmowanie do 12-16 tygodnia ciąży, u mnie kazano odstawić od razu.. i po 3 tygodniach usłyszałam najgorsze... Pobyt w szpitalu, wydarzenie w trakcie, krwawienie, a nawet zabieg- wspominam z dreszczami na plecach- najgorszemu wrogowi tego nie życzę.. Starałam się trzymać jedynie myśli usłyszanej od jedynej przyjaznej położnej- "Tak się zdarza.. Nie oznacza, że będzie źle - po prostu geny mogły się tym razem źle podzielić, więc lepiej, że jest tak niż miałabyś urodzić bardzo chore dziecko". Kontrola u gina- wszystko w porządku, tak się zdarza, następnym razem na pewno będzie ok.
5 lat później- skończyłam późne studia, czekamy na wybudowanie domu z narzeczonym (od 6 lat jesteśmy razem), właśnie zrezygnowałam z beznadziejnej pracy i czekałam na fizjoterapie na kolano po górskich wojażach.. 29 luty- myślę, ach zrobię test, dzisiaj wieczorem zaczynam fizjo-a w ciąży wtedy nie można być- tak dla pewności.. Myślę sobie na pewno w ciąży nie jestem, przecież w styczniu apo napro brałam na kolano (w ulotce wspomniano, że obniża płodność)- więc nie ma szans bym była w ciąży myślę...Tym bardziej nie w cyklach o mojej długości... Test pierwszy- już po chwili lekka druga kreska widoczna- myślę -nie, nie możliwe. Milion myśli.. biegnę po do apteki po drugi test- ledwo widzę na oczy- drugi test- mocne różowe krechy... Miliard myśli- boję się cieszyć.. dzwonię do gina- niech pani za godzinę u mnie będzie... Ostatni okres 14.12- ale z moimi cyklami po 40-60 dni to nic nie wiadomo)... Badanie- 5tc.. Wszystko w najlepszym porządku..Luteina 2x100 dla mojego spokoju ducha, kontrola ze względu na urlop gina wypadła za 3 tygodnie.... Kontrola- 8tc (juz pierwszy strach, już schiza) i- dzidzia urosła książkowo, ale...ale nie widać bicia serduszka... Strach- lekarz twierdzi, że czasami tak jest, że nie ma jeszcze powodu do paniki- bo dzidzia mogła źle się ułożyć, ale do kontroli mam przyjść za tydzień- po świętach wielkanocnych... Strach, strach, strach- i jak tu by spokojnym.. Niepewność najgorsza.. czuję, że coś jest nie tak.. bolące całą ciąże piersi- przestają boleć( myślę, to twoja psychika- na pewno jest ok)... 2 dni przed wizytą wiara, że będzie ok powraca...Wizyta oficjalnie 9tc- niestety, bardzo mi przykro- ale nie ma akcji serca u Pani dziecka...I niestety dzidzia już nie rośnie- w tej chwili to nie 16 mm, a 14mm.. szok, załamanie.. Ale jak??? Na pewno??? Nic już nie mogę?!!!......
Skierowanie do szpitala na kolejny dzień, seria badań, i niestety najgorsze się potwierdziło.... tego samego dnia zabieg- i wieczorem w domu. Straciłam moje dziecko 31.03...
Dochodzę do siebie fizycznie... Psychicznie- wiem, że jedynie planowanie przyszłości, pomoże mi się podnieść jakoś...
Nie mogę nawet myśleć, że straciłam dwójkę dzieci- wtedy... wtedy nie dałabym rady chyba trwać... Muszę planować dalej, to chyba jedyny sposób by jakoś racjonalnie przetrwać...
Kontrola w środę- wszystko po zabiegu w porządku- zrobi pani badania (przede wszystkim zespół antyfos) i za 3 miesiące zaczyna pani starania...staram się wierzyć... że się musi udać.. nie wiem jak.... ale musi..
Historie dziewczyn na ovufriend pozwalają mi wierzyć, że będzie dobrze.. że uda się... i dlatego postanowiłam, że zacznę prowadzić pamiętnik... może kiedyś komuś moja historia pomoże... strach nigdy nie zniknie,poczucie straty, pustki na zawsze zostaną... ale muszę patrzeć na przód- to jedyny sposób..
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2016, 12:07
22 dc, 7dpo
Temperatura nadal rośnie - jest dobrze. Rano termometr wskazał 36.58°C co w porównaniu do 31.12°C 1dpo wygląda zdecydowanie lepiej:)
Dzisiejsza nerwówka związana z kupnem nowego "starego" auta skutecznie odciągnęła moje myśli od wyniku AMH. Rodzice i co rozważniejsi koledzy w pracy, wiedząc, że nie mamy dzieci pytają - "Po co wam takie duże auto?! Na waszą dwójkę wystarczyłby przecież mały miejski samochód!"... Nie chcę się przyznać, że to w dużej mierze z powodu szkrabowych planów. Nie chcę się przyznać, że chcielibyśmy dużo miejsca na wózek, na foteliKI, bo przecież docelowo nie zamierzaliśmy skończyć na jednym szkrabie... Gdy tylko zdradziłabym plany, zaczęłoby się z ich strony gadanie, oczekiwanie, poczułabym jeszcze większą presję i zażenowanie, że innym w około wychodzi, a nam nie:( Dlatego zwalam winę na m., mówiąc, że to on nie lubi małych, a ja nie mam na to wpływu:> Na szczęście wtedy milkną, bo o gustach się już nie dyskutuje...
Wracając jednak do mojego badania AMH, wklejam poniżej rozpiskę ze względu na wiek (dostałam razem z wynikiem od laboratorium). Może komuś się przyda?
AMH (wykonane metodą CLIA):
Wiek Mediana 95% RI ng/ml
18-25 lat 3,71 0,96-13,34
26-30 lat 2,27 0,17-7,37
31-35 lat 1,88 0,07-7,35
36-40 lat 1,62 0,03-7,15
41-45 lat 0,29 0,00-3,27
>46 lat 0,01 0,00-1,15
Jeśli dobrze to interpretuję, badając pewną grupę kobiet, odnotowali, iż 95% miało wyniki od min. do max. Nie są to jednak prawidłowe wartości jakie powinnyśmy osiągnąć?
Wnioskuję na podstawie innych informacji, które w końcu znalazłam w Internecie:
Normy poziomu AMH:
powyżej 3,0 ng/ml – wysoki poziom hormonu, mogący świadczyć o zespole policystycznych jajników;
powyżej 1,0 ng/ml – poziom prawidłowy;
poniżej 1,0 ng/ml – niski poziom, mogący świadczyć o menopauzie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2016, 21:41
44 dc...
Nie chce mi się myśleć o tym, co mnie czeka. Nie ma na świecie rzeczy, której pragnęłabym bardziej.. Po prostu zdrowe, własne dziecko. Kiedy już zaczynam myśleć o staraniach, rozmawiać o tym z drugą połówką, wszystko przestaje być zwykłymi "planami" jakich mamy milion w życiu a zaczyna być bardziej realne... nagle się zwyczajnie psuję.
Popsułam się.
W wieku 19 lat nawet nie zastanawiałam się w którym jestem dniu cyklu. Dopiero na studiach zauważyłam, że okres zawsze wypada mi w piątek... Wydawało mi się to dziwne, ale to wcale dziwne nie było. Moje cykle trwały po prostu 28 dni... ZAWSZE. Wszystko trwało idealnie do zeszłych wakacji. Co prawda cykle mi się zmieniły, wahały się między 26 a 29 dni, ale to nadal norma. W wakacje usłyszałam w pracy, że się nie staram, bardzo się przejęłam i w rezultacie okres przesunął mi się o 6 dni. Następny przyszedł normalnie. W październiku zaczęłam nową pracę, niestety na zmiany, czego mój organizm nie przyjął dobrze i pojawił się cykl 39-dniowy. SZOK. Ale okej, zobaczymy co będzie dalej, cierpliwie czekałam, następne były 33-34-dniowe. Pewnie owulacja się przesuwała o tydzień, nic wielkiego. Nie denerwowałam się.
Teraz mam nową pracę, jestem bardzo zadowolona, nie jest to praca na zmiany, nie mam żadnych nocek, żyję wg stałego rytmu, pobudka wcześnie rano, powrót popołudniu, wcześnie chodzę spać, weekendy wolne, czuję się duuużo lepiej. Miałam nadzieję, że to pomoże mojej płodności.
Jeszcze trochę i ten cykl będzie trwał dwa razy dłużej niż moje poprzednie cykle. Żadnych wielkich zmian w tym cyklu nie widziałam, w 22 dc uroiłam sobie tylko ból owulacyjny, pewnie dlatego, że to był ostatni moment na owulację, żeby zmieścić się w granicy 34 dni
Trądzik mnie bardzo męczył do tego dnia, po 22dc jak ręką odjął. W 32 dc pojawiło się dużo rozciągliwego śluzu, idealnego. Żeby było śmieszniej dzień wcześniej nie zabezpieczyliśmy się, bo przecież miałam zaraz dostać okres!
Pomyślałam, będzie śmiesznie, jeśli to był złoty strzał. Kolejny dzień śluz znów rozciągliwy. W 37 dc plamienie... Myślałam, że to okres, ale było go bardzo mało i skończyło się następnego dnia. No nic, czekam dalej, chociaż już się denerwowałam. W mojej głowie zaczęły rodzić się myśli... a Jeśli jednak jestem w ciąży? SUPER
Piersi w ogóle mi się nie powiększyły, nie bolą, za to brzuch bolał mnie jak na @ i w tym 32 dc i około 37, teraz też pobolewa i doszedł do tego ból krzyża. Można mieć podejrzenia, że to jednak ciąża... Ale nie!
Zrobiłam dzisiaj badania w laboratorium. Do pełnego sprawdzenia tarczycy brakowało mi anty-TPO i anty-TG. Przy okazji zrobiłam sobie progesteron, tak z ciekawości, myślę sobie - jak będzie wysoki to może jednak ciąża, a przynajmniej sprawdzę, czy była owulacja, temperatura dzisiaj 36,7, przed owulacją zazwyczaj miałam 36,3, więc podwyższona, progesteron powinien to tylko potwierdzić. I co?? Tarczyca okej, wynik obu oznaczeń to < 3, więc zakładam, że super, ale progesteron... 0,40 ng/ml!!!
Jestem załamana. To jest jakaś tragedia. Jak jak mam dostać ten głupi okres, skoro progesteron już praktycznie niżej nie może spaść, nic nie wywoła krwawienia!! Pierwszy raz będę musiała wywoływać okres. A żeby było śmieszniej zawsze byłam pewna, że co jak co, ale progesteron muszę mieć zajebisty, bo idealnie pasuję do typu gestagennego - wysoka, zero problemów z wagą, raczej małe piersi, brak napięcia przedmiesiączkowego, miesiączki krótkie i niezbyt obfite. Tak było zawsze. A teraz jest dupa, coś się zepsuło i nie wiem czy wróci. Wtedy nie potrzebowałam, żeby mój organizm tak sprawnie pracował, ale teraz, jak zaczynamy myśleć o dziecku przydało by się chociaż uniknąć takich rewelacji.
Cykle dłuższe niż 30 dni nigdy mnie nie dotyczyły. Jestem mega zła i smutna.
Może zachorowałam na PCO? Kto wie.
Krzyż mnie boli, ciągnie mnie prawa pachwina, a wiem, że macica jest przesunięta lekko w lewo, więc pasowałoby idealnie do rozciągania więzadeł w ciąży. Czuję się tak, jakby mi ktoś powiedział, że Ziemia jest jednak płaska i na dodatek pokazał na to dowód niepodważalny... Nie wiem, zabrał mnie np. w kosmos.
W poniedziałek umawiam się na wizytę, miało być na nfz, będzie prywatnie bo szybciej. Nie mam już czasu czekać, przez 1,5 miesiąca nie miałam okresu. Mam tylko nadzieję, że po prostu w tym cyklu nie było owulacji, dlatego wynik proga taki niski... Bo nie ma nic, co mogłoby go wyprodukować. Zdarza się przecież. Ale jeśli była, to będzie znaczyło niedomogę lutealną, a to już gorszy problem.
Boję się...
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2016, 17:30
19 dc
Dziś byłam na 2 urodzinach mojego chrześniaka.Gdy już wychodziliśmy dowiedzieliśmy się, że moja siostra zostanie po raz drugi mamą.
Nie mogę sobie poradzić z moimi emocjami 
Zamiast się cieszyć to mi jest przykro.Źle się z tym czuję.Z drugiej strony staram się sobie tłumaczyć,że mam prawo do tych emocji.
Muszę się ogarnąć bo wariuję.
Mąż pojechał właśnie do pracy na noc.Miałam układać rzeczy bo wyrzucamy część mebli, żeby zmieścić łóżko małżeńskie, ale najchętniej zwinęłabym się w kłębek i zasnęła..
Weszłam dzis na forum Aniołkowych mam- a tam dziewczyny-kilka dziewczyn śiślej mówiąc- radosnie komunikują ze są w ciąży 
Cieszę się razem z nimi a jednoczesnie tak cholernie im zazdroszczę...Wiem, że to takie brzydkie uczucie ale nie potrafię tego powstrzymac... Tak bardzo chciaŁabym tak jak one móc cieszyc sie z rosnącego we mnie maleństwa, czuć jego ruchu, czekac na poród itd.
Jeszcze 2 ms i miałabym swoje maleństwo...kurde miałam nie rozpamietywać...tego i tak sie nie da zmienić...
Ciągle coś mi dolega, czasem mam wrażenie że może wpadam w jakąś paranoję, że mi sie tylko wydaje, ale przecież ja dokladnie czuję te objawy.
Zaczęło sie od ogólnego osłabienia, no ale jak to bywa po #, miałam za mało żelaza, więc zaczelam brac witaminy. Potem jednego dnia dopadł mnie ból w lewej skroni, taki silny, pulsujący i cisnienie 135/95 jak dla mnie- niskocisnieniowca to naprawde bylo wysokie.. Potem doszlo jakies odrętwienie w szyi i karku, bol taki punktowy pod obreczą barkową z przodu. Teraz od kilku dni mam jakies punktowe krostki, czasem kłuje mnie w roznych czesciach ciala jakby ktos szpileczki mi wbijał, czasem przechodzi mnie jakies cieplo takie punktowe palące najczęsciej własnie albo ramiona albo pod obrecza barkową-nawet nie umiem tego opisac, tak jakby ktos rozcinał mi skóre-trwa to moze 2-3 sekundy i pojawia się w tym miejscu chwilowy bol ale szybko mija, dzis poczulam jakby ktos nienaturalnie wyginał mi palce u lewej ręki i swędzi mnie skóra, najczesciej na nogach a pod kolanem wyskoczyly mi te czerwone krostki-jakby potówki, ale tylko w zgięciu prawej nogi. Ja juz naparwdę nie wiem czy ja świruję czy co... Czasem budze sie w srodku nocy i boję się czy cos mi groźnego dolega i nie moge zasnąć.. Musze tez brac wit b12 bo po ostatniej morfologii okazalo sie ze potrzebuję.. w poniedzialek wizyta kontrolna u onkologa- w oblizu moich klopotow zdrowotnych az boję sie jechac.. No i po @ znow usg gin...i pomyslec ze przed staraniami nic mi nie dolegalo...a teraz ciagle cos...
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2016, 17:48
Progesteron odstawiony, teraz tylko czekam na @. PMS tez szaleje, juz nawet mezowi powiedzialam ze mam go dosc i ulotnilam sie na zakupy. Zaluje, ze cala rodzine mam w Polsce na ale coz moj wybor, ze wyjechalam wiele lat temu. Moj tego nie rozumie bo urodzil sie i wychowal w tej okolicy i cala rodzine ma bardzo blisko...
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 kwietnia 2016, 15:56
Dziś spędziłam taki pożyteczny dzień. Mąż zagonił mnie do ogrodu. Porobiliśmy grządki, zasialiśmy buraki, marchew, pietruszkę, rzodkiewkę, sałatę, posadziliśmy cebulę. Na razie tyle. Wysiew to mały pikuś, prawdziwa udręka zaczyna się przy pieleniu. Nienawidzę wydłubywać tych zielonych gówienek spomiędzy warzyw.

Robię bo muszę, robię, bo lubię mieć swojskie i ekologiczne (na gnoju) i dlatego, że to zawsze jakiś ruch na świeżym powietrzu, a ostatnio już "rzygam" lasem. Ileż można patrzeć na monokulturę sosny?!
Wczorajszy tydzień w pracy skończył się kuriozalnym zebraniem, poczułam się, jak w jakimś surrealistycznym śnie. Nowa szefowa "uspokoiła" nas, że nikogo nie będzie zwalniać, bo cyt. "Nie tak łatwo zwolnić nauczyciela mianowanego czy dyplomowanego, jak nie wierzycie, to poczytajcie w internecie". No, to nam ulżyło 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2016, 09:23
Sytuacja w pracy tragiczna. Złożyłam skargę na przełożonych teraz muszę napisać i dostarczyć zeznania do kadr. Cała ta sprawa odbija się na moim zdrowiu psychicznym. Do pracy narazie nie chodzę a we wtorek mam wizytę u lekarza. Mam nadzieję, ze dostanę jeszcze przynajmniej tydzień zwolnienia. Zaczęłam rozglądać się za inną pracą. Wiem, że mnie stać na więcej a uczepilam się tej jednej i tak w tym tkwię. Mam nadzieję, ze ten cykl zakończy się ciążą i przebąkam te kilka miesięcy na zwolnieniu czy jakoś tam. A jak nie no to zmieniam, bo już dłużej nie dam rady. Ovu testy negatywne, tempka nie rośnie, jajniki tylko troszkę podkuwają o czasu do czasu. Dzisiaj działamy z mężuchem❤ się uda!
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2016, 21:45
Dzisiaj przyszła @.. A miałam iść jutro do lekarza po tabletki na wyciszenie jajników.. I nie wiem co robić:'(
<a href=https://zapodaj.net/9d48d64a15246.jpg.html>img1460136410671.jpg</a>
A to moje dwa najukochansze serduszka

https://zapodaj.net/1b1448ee58df1.jpg.html
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2016, 22:10
4 dc
@ już powoli chyba sobie odchodzi, ale ostatnie 3 dni były okropne. Chyba nigdy jeszcze nie miałam tak bolesnego i obfitego okresu. Małż aż się niepokoił i chciał mnie zabrać na IP, bo prawie mu mdlałam na rękach. Myślę, że teraz może być już tylko lepiej 
Miłego dnia 
No i pierwsza krew za nami również. Tuż przy mnie. Wywaliła głową w kibel i rozcięła sobie wargę. Chyba jeszcze autentycznie nigdy nie płakała tak strasznie z bólu. A mówiłam, nie dotykaj kibla 
Przedszkolanka, specially for you
Nie jest to jakiś szał ciał, ale całkiem smaczne wyszło i na żywo ładniejsze troszkę. Zaraz po udekorowaniu stwierdziłam, że 6latka by zrobiła lepiej, no ale... (dzisiejszy też się udało, ale zdobiłam tak żeby pozakrywać błędy
)
Number one

Potem była jeszcze 1 dorobiona koło misia 
Number two

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2016, 23:23
Sniły mi się pyzy z agawy 
Drogi Boże piszę chociaż kilka słów ,
innym razem napiszę więcej.
Na początku życzę Ci wszystkiego dobrego
i pozdrawiam Cię najgoręcej.
Tak się jakoś złożyło że nie miałam okazji
podziękować za list coś mi przysłał,
miałam wiele pracy, miałam wiele nauki
także piszę dopiero dzisiaj.
U mnie wszystko jak dawniej
tylko jeden samobójca więcej,
tylko jedna znów rodzina rozbita,
tylko życie pędzi coraz prędzej.
Gzieś obok rozbił się samolot,
trochę dalej trzęsła się ziemia...
Kiedy patrzę na to wszystko
tak jak dziś
Tak wogóle to przepraszam Cię bardzo
za to że tak długo milczałam,
lecz dopiero dzisiaj zaczynam rozumieć
Biblię którą mi przysłałeś.
Wczoraj odszedł ode mnie przyjaciel
z którym tak wiele mnie łączyło
i dopiero dzisiaj zaczynam doceniać,
czym jest życie i prawdziwa miłość.
U mnie wszystko jak dawniej
tylko jeden samobójca więcej,
tylko jedna znów rodzina rozbita,
tylko życie pędzi coraz prędzej.
Gdzieś obok rozbił się samolot,
trochę dalej trzęsła się ziemia...
Kiedy patrzę na to wszystko
tak jak dziś
U mnie wszystko jak dawniej,
tylko świat jest mniej kolorowy,
tylko życie pędzi coraz prędzej,
tylko ludzie szybciej tracą głowy.
Gdzieś obok rozbił się samolot,
trochę dalej trzęsła się ziemia...
Kiedy patrzę na to wszystko
tak jak dziś...
List do Boga
Nie mogę się doczekać a tu jeszcze miesiąc, a może i prawie dwa! Mam już wózeczek i muszę powiedzieć, że jest śliczny 

Wieczór
no dobra, to włączyłam pierwsze pranie ciuszków dla Maluszka. Jakoś nie mogę usiedzieć na miejscu z myślą, że to wszystko jeszcze nie jest gotowe. Do jutra wyschnie i będę prasować, a mam tego sporo
żeby tylko nie wyblakły w praniu.
Muszę kupić jakąś walizkę na rzeczy do szpitala, zrobić ostatnie zakupy w aptece.
Dzisiaj Mała tak się wciskała w dół brzucha jak chodziłam, że musiałam wolno chodzić. Jutro lekarz sprawdzi czy siedzi sobie grzecznie i czeka na maj 
Ach ach jestem cała w skowronkach.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2016, 20:11
Ciekawe kiedy przyjdzie @.... ten cykl byl na spokojnie z kilku przyczyn, nastepny tez raczej taki bedzie a za 2 cykle zaczynam szczegolowe badania i ewentualne leczenie.
Ostatnio obejrzalam kilka odcinkow In vitro. Czekajac na Szczescie. i tak sobie mysle, ze jak czlowieka to nie dotyczy to tak naprawde nie jest w stanie zrozumiec par, ktore sie staraja a nie udaje im sie. U mnie duza czesc z otoczenia, ktora sie nie stara lub nie miala problemu mowi, ze to jest tylko "hop" i juz
zazdroszcze im.
Bardzo fajna rzecz ostatnio powiedzial doktor z tego programu, ze ludzie, ktorzy sie juz decyduja na In vitro to tacy ludzie, ktorzy zazwyczaj sa zdecydowani, dojrzali i wiedza co chca. 
Moj Aniolek skonczylby niedlugo 3 m-ce...
Powracam do walki. Odstawiłam juz definitywnie mojego ssaka od piersi.Wczoraj miałam prawdopodobnie owulacje. Trochę staraliśmy sie naturalnie;). Czekam teraz do ok 22 kwietnia. To jest dzien prawdopodobnego okresu. W 2-3 dniu cyklu badanie prolaktyny i innych hormonów. Pózniej wizyta w klinice i przygotowywanie do transferu na początku czerwca. Niby łatwe, ale tyle spraw trzeba pozałatwiać. Ale do końca sierpnia ma sie wyjaśnić czy to definitywny koniec starań o rodzeństwo dla naszej córeczki.
Jutro nowa praca i pewnie @ ehhh...
Pochwalę się że idę do małej rodzinnej cukierenki 
Pobudka 4 rano 
W przyszłym cyklu zmienię miejsce mierzenia tempki bo jednak pod językiem jest mało miarodajne 
Mój M ma jutro zrobić badania hormonów - dostał zalecenie od mojego nowego ginekologo-endokrynologa 
TSH
FSH
LH
PRL
Testosteron
Estradiol
(potem wpiszę wartości
)
Obiecał też być bardziej aktywny w tym cyklu 
Na jesień chyba kupimy psa
20 dzień cyklu/9(8 ) dpo
No to byłoby chyba na tyle. Trzeci dzień z rzędu brzuch boli jak podczas @ i to dosyć mocno. Do tego charakterystyczne przelewanie w brzuchu. Piersi nie bolą, cera fatalna, włosy masakra. Czyli teraz cały tydzień będę czuła się źle po to żeby zakończyć go kolejnym niechcianym okresem. Cudownie. Nie mam już siły. Mam ochotę usiąść i wyć cały dzień.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2016, 11:06
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.