21.04.2012 rok. Dzisiaj mija nasza 4 rocznica ślubu
w końcu po tylu latach nasze marzenie się spełniło, w końcu w trójkę

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2016, 13:02
Dzisiaj snilo mi sie ze zrobilam test i okazalo sie ze jestem w ciazy a ja...zaczelam krzyczec ze to niemozliwe i ze nie chce tego dziecka. Oj poprzestawialo mi sie juz w glowie..najgorsze jest to ze ja faktycznie teraz nie chce nawet myslec o ciazy. Dzisiaj prawdopodobnie mialam owulke i stad ten stres w snach. I poki co kombinuje nad wymowkami zeby tylko nie kochac sie z mezem przez najblizsze dni zeby przypadkiem nic sie nie zadzialo 
Jakos tak jest inaczej od kilku dni. Czuje ze zaczynam ukladac sobie w głowie i ze staje sie silniejsza. Ba nawet dzisiaj przyjaciel zapytal czy mam jakies nowe ploteczki to zazartowalam ze jestem znowu w ciazy.nie jestem tylko pewna czy tak powinnam odreagowywac? Moja ciaze zaczynam traktowac jak jakas pomylke i jakby cala ta strata, ból i wspomnienia nie dotyczyly mnie. Tak to ma przebiegac? Bo swiadomosc takich uczuc uderzyla mnie dzisiaj znienacka. Moze to reakcja obronna? Z jednej strony czuje sie z tym zle. Bo to tak jakbym wyrzekla sie tego ze przez chwile czulam sie mama i mialam swoje malenstwo w sobie. Ale z drugiej strony..czuje sie taka lekka i dobrzr czuje sie z ta moja zloscia. Mam wrazenie ze dzieki temu juz nic mnie nie zlamie i jestem innym czlowiekiem. Taki moral na dzisian z mojego nowego zycia po stracie.
26 dc,jutro termin miesiączki.
Z rzeczy staraniowo/ciążowych:planuję zapisać T do androloga żeby przed swoim wyjazdem na statek porozmawiał o tych żylakach.Moje tsh spadło z 4,2 do 1,5.Biorę eutyrox 75 i muszę zapisać się do lekarza żeby określił dalsze działania.
W tym miesiącu szans na ciążę nie było.Wydaje mi się,że miałam cykl bezowulacyjny a poza tym T miał 28 dniowy antybiotyk,który na pewno zrobił spustoszenie w nasieniu.Zrobiłam kilka rzeczy z "urodą" z którymi od dawna zwlekałam(prze starania o ciążę,obawy).Najbardziej inwazyjną rzeczą z dokonanych była korekcja powiek górnych.Jestem dwa dni po zabiegu i wyglądam jak ofiara przemocy domowej,posiniaczona i opuchnięta.W pracy byłam na chwilę i w ciemnych okularach:).
25 tydzień
Do terminu z OM 109 dni
Do terminu z USG 99 dni
61%
Jesteśmy po wizycie. Na szczęście wszystko w porządku. Dzidzia pomierzona, wymiary idealne
Najgorsze jest to że mam usg a doktorka mówi "no też córcia" a ja szok, oczy jak talerze obiadowe, i mówię że miał być synek a ona że "ja tu nic nie widzę" no super kurde to się mąż ucieszy
Tak więc lekarka w 14 tyg na prenatalnych że syn, ordynator ginekologii ze szpitala w 20 tyg że syn, moja młoda lekarka w czasie specjalizacji w 25 tyg że córka. JAK ŻYĆ ?!
Kurde już się nastawiliśmy 
Chyba będziemy lecieć na usg dodatkowe
Eh, ważne że zdrowe 
6 dzień cyklu
Obudziłam się z masakrycznym bólem głowy. Nie wiem czy mnie przewiało, czy to skutek uboczny Clo
co prawda w poprzednim cyklu na Clo dokuczały mi tylko mdłości, osłabienie i zawroty głowy, ale ten cykl może być inny. Każdy dzień u kobiety może być inny. Ta, nie ma co- jesteśmy wyjątkowe.
Dostałam dziś propozycję pracy. Co prawda nie znam jeszcze konkretów jeśli chodzi o warunki, ale oferta jest. I co teraz? W obecnej pracy mam jeszcze 3 miesiące do końca okresu wypowiedzenia. Mieliśmy z mężem nadzieję, że albo znajdę nową albo uda się zajść w ciążę. Pracowaliśmy nad jednym i nad drugim
Liczyliśmy bardziej na ciążę, bo na prawdę chcielibyśmy już powiększyć rodzinę, ale w ciąży póki co nie jestem, a oferta pracy jest. No i co? Rozsądek podpowiada raczej zmienić pracę i wstrzymać starania. Przynajmniej do końca okresu próbnego, czyli pewnie jakieś 3 miesiące bo na umowie na okres próbny ciężarna nie jest chroniona. No i nie po to zmieniłabym pracę żeby zaraz z niej uciekać. 3 miesiące...Jak to się wydaje strasznie długo. No a potem trzeba jeszcze zajść...Tym razem minął prawie rok i się nie udało. Ile czasu potrzebowali byśmy następnym razem nikt nie wie. Nikt też nie wie czy udałoby się zanim tu skończyłoby się wypowiedzenie. Stawianie na tą kartę byłoby bardzo ryzykowne. Dużo do przemyślenia, dużo do przegadania
Dziś wizyta u lekarza obyło się bez badania,poszłam zapytać o konsekwencje odstawienia luteiny na wypadek gdybym była w ciąży.Lekarz odradził zrobienie bety i kazał czekać twierdząc,że jest za wcześnie,łatwo powiedzieć " czekać "Pytałam czy zrobić jakieś badania czy włączamy Clo,ale stwierdził,że nie ma takiej potrzeby.Spytałam czy luteina może powodować ból persi,który mam od paru dni,ale powiedział,że nie,a google oczywiście twierdzi inaczej i kto tu ma rację
Daję mu jeszcze jeden cykl i się pożegnamy,chyba wyczerpały mu się pomysły na mnie :(Plusem jest to,że do poradni mam 5 minut i za monitoring nic nie płacę,ale może trzeba świeżego spojrzenia na to wszystko......
28dc 7dpo
Radosna wiadomosc dzis znalazlam u jednej z nas. U Diany1986 zazielenilo sie:-) Bardzo sie ciesze z tego powodu. W tym samym dniu mialysmy robione HSG i stad moje zywe zainteresowanie jej historia;-) Dziewczeta oby i nam sie wkrotce zazielenilo:-)
Wpis 2
OOoooj, co za dzień
W szkole młyn, bo jutro mamy szkolenie. Część lekcji trzeba było zrealizować dziś i masakra. Szukanie wolnej sali, dzieciaki też dziś dały do wiwatu. Potem do domu na 2 godzinki. Zdążyłam Tobiaszka ucałować i z powrotem do szkoły na radę pedagogiczną do 19.00! Jestem zmęczona, boli mnie gardło.
Ale w domu czkała na mnie miła niespodzianka: moi chłopcy kupili mi bukiet kolorowych róż i synuś podjechał po mamę pod szkołę na swoim quadzie
Zaraz się serducho cieszy. Maaaatko, jak dobrze, że ja mam takiego cudownego męża :*
Ja zalatana w tej pracy, że szok, a mężulek ugotuje, posprząta, z synkiem wyskoczy na rower i jeszcze kwiaty żonie kupi
;D:D:D:D Cud malina.
Tylko mnie wszystko omija, bo albo siedzę w szkole, albo w domu przy kompie. Praca, praca, praca.... Oby do wakacji 
Już nie chce mi się wyedytować porada. A ja właśnie chciałam napisać, co robiłam.
Problemy jakie miałam to wysoka prolaktyna i wysokie TSH.
Mąż miał fatalną morfologię (2% prawidłowych plemników).
I tak:
od paru miesięcy piłam zioła BabyMamaMed. Zauważyłam po nich poprawę cery i może też na płodność zadziałały (?)
Od 1,5 miesiąca 12.5 mg Euthyroxu
Prolaktyną lekarka kazała się nie przejmować na razie.
Mąż raz zbadał nasienie. Moja rada w tej sprawie jest taka, jak ovufriend też daje. Warto powtorzyć badania 1-2 razy w odstępach czasu. Wyniki męża były bdb za wyjątkiem morfologii. Podobno na tę teratozoospermię ma wpływ wiele czynników stresogennych, leki, styl życia. I że może się to zmieniać z czasem. Dlatego ważne jest powtórzenie badań. Planowaliśmy powtórzyć na początku maja, żeby odczekac cały cykl 72 dni nowej spermatogenezy, ale wcześniej się okazało, że jednak plemniki dały radę 
No i tyle.
Pozdrawiam
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 maja 2016, 17:03
Dzisiaj coś mnie tknęło i zaczęłam szukać...Moja bratanica najprawdopodobniej ma autyzm
((
Kilka dni temu skończyła 3 latka. Ma praktycznie większość objawów autystycznego dziecka...Dzisiaj w radiowej czwórce mówili o autyzmie. Wpisałam w internet i z każdym jednym objawem dostawałam drgawek i prawie histerii.
Mała ma 3 lata i nie mówi,dopiero nie dawno zaczęła pojedyncze słowa wymawiać ,okazuje się że to echolalia...Moja mama zauważyła że nie ma z nią kontaktu wzrokowego,cały czas ucieka wzrokiem,jak są hałasy typu mikser ,odkurzacz,motor ostatnio nawet wentylator w wc itp. wkłada palce do uszu i ucieka,bardzo interesują ją struktury materiałów,jak jej mama przychodzi np z zakupów to mała się w ogóle nie cieszy,z zabawek wiecznie uklada wieże albo stawia je w rzędzie,uwielbia lustra,bawić się paluszkami,chodzi na paluszkach,jak przychodzi do mnie to od razu rozgląda się po pokoju,ciągnie za rączkę gdy coś chce,a nie wskazuje palcem,gdy się chce dołączyć do niej do zabawy ta ucieka,telewizję ogląda w odległości centymetrów. Teraz zaczęło układać mi się to w autyzm:( Wszystko można było jakoś wytłumaczyć: że nie mówi -bo urodziła się w irlandii i będzie dwujęzyczna,że trze oczy bo jedno jej ucieka a jej mama ma sporą wadę wzroku więc pewnie to po niej, że sprawdza,pociera każdy materiał- bo taka już jest -ciekawska, w końcu rośnie i interesuje się światem,zatykanie uszu- taki jej urok...Ja o wielu rzeczach mogę też nie wiedzieć bo z malą spędzam niewiele czasu z racji tego że normalnie jest w irlandii,więc może być dużo wiecej objawow o których nie wiem...I nie wiem też co robić...Z bratową nie mam za dobrego kontaktu,jej mamie nie chce mowic bo dopiero co pochowala męża jeszcze nie doszla do siebie a tu takie bum. Oczywiście to są moje obserwacje , ale wszystko się zgadza z opisem dzieci autystycznych...Jestem przerażona,od rana trzęsie mi się w brzuchu,bez przerwy płaczę i ciągle czytam,oglądam filmiki...Wymyśliłam z mamą że porozmawiamy z siostrą bratowej ,jej mąż jest chrzestnym niuni i obecnie bratowa zatrzymala się u nich. Chcemy zrobić to tak żeby przedstawić sytuacje siostrze i powiedzieć zeby obserwowała małą i sama wyciągnęła wnioski i ewentualne dalsze kroki...tak chyba będzie najlepiej...tylko muszę jakoś dotrzeć do siostry bez wiedzy bratowej,a nie wiem czy to możliwe...
Wiem,że się wszystko ułoży,że to nie koniec świata,że jest jakiś cień szansy że się mylę,ale na tą chwilę jestem przerażona i mam wrażenie jakby mała umarła 
Nie moglam się doczekać żeby sobie z nią pogadać w końcu i chyba się nie doczekam. Od dzisiaj zupełnie inaczej będę na nią patrzeć,doszukiwać się ... Dlaczego?
Może faktycznie jakoś obciążona genetycznie jestem...? w trzeciej ciązy zespół turnera,poprzednie ciąże napradopodobniej też obciążone chorobami genetycznymi i tu jeszcze ten autyzm...Do dupy z takim życiem!
No więc dziś i wczoraj pozytywny test.
Starania były z przerwami. Ale w owulację wstrzelaliśmy się świadomie w sumie 3 razy. To 4-te podejście, które "zadziałało" nie było zamierzone, bo nie chcieliśmy rodzić w środku smogu i starania mieliśmy kontynuować od maja...
Serduszkowanie było 4 dni przed ovulacją. Więc Ovufriend oczywiście uznał ten czas współżycia za słaby
Ciekawe, że mąż zrobił sobie miesiąc wcześniej seminogram, który pokazał tylko 2% plemników z prawidłową morfologią... (tetrazoospermia). Więc albo badanie niedokładne, albo te 2% starczyło, albo plemniczki zdążyły mu się podreperować w międzyczasie.
Czuję się paskudnie. Boli mnie brzuch, jajnik, czuję niestrawność, mam biegunki.
Na dniach idziemy do lekarza.
Ginekolog koło lutego przepisała Euthyrox, bo TSH 4.3. Ale na razie brałam tylko połowę zaleconej dawki. Nie chciałam calkowicie wyręczać tarczycy z pracy. Chciałam sprawdzić, czy może taka maleńka dawka jakoś pobudzi ją do roboty. Potem zbadać się i ewentualnie zwiększyć dawkę. Więc też jakoś dziwnie, że tyle hormonu starczyło. Niektórzy mówią, że 12.5 to raczej placebo, niż dawka terapeutyczna.
Jak życie układa własne scenariusze.
Nie wiem co będzie. Nie wiem, czy wszystko w porządku. Staram się być pogodzona.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 maja 2016, 17:25
Świeże wyniki:
Tsh 6,5048 ( 0,3500- 4,9400)
ft 3 3,48 ( 1,71- 3,71) 88,50%
ft 4 0,96 ( 0,70- 1,48) 33,33%
morfologia idealna
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2016, 22:47
Połowa 11tc za Nami
jeszcze 4 dni i zobaczymy co widać na usg
trochę mi się dłuży ten czas, przez co stres trochę narasta. No trzeba zacisnąć zęby i poczekać do poniedziałku. A maluch niech rośnie 
Na temat dzisiejszego dnia mieszane uczucia.
Z pozytywów to mamy już umówioną wizytę w artvimedzie na 10.05, a rano oddaliśmy krew a mąż także i ślinę na te badania genetyczne. Mam nadzieję, że do wizyty wyniki już będą, jak nie to trudno, może doktor rzuci na nie okiem jeśli przyjdą pomiędzy wizytą a rozpoczęciem stymulacji. Niby się czeka ok. 2 tygodnie w artvimedzie, ale zakładam, że może być jakiś poślizg. No i wyników w dalszym ciągu boję się bardzo bardzo. Byłam też dzisiaj u swojego gina i na szczęście wszystko się samo oczyszcza, ale tak jak pisała Adin, może to potrwać nawet do dwóch tygodni. No trudno, przynajmniej zabieg mnie ominie, za co jestem losowi niezmiernie wdzięczna. Gin jak zawsze pozytywny, powiedział że kciuki trzyma bardzo mocno i że w swoim gabinecie widział historie przeróżne, od ciąż niechcianych po kobiety latami starające się i że w miarę możliwości trzeba podchodzić do sprawy jak najbardziej technicznie i jak najmniej emocjonalnie bo to po prostu lepsze dla psychiki. Smutne, ale jednak się z nim zgadzam. Wzięłam l4 jeszcze na jutro, gin chciał nawet wystawić dłuższe żebym miała jakoś czas się pozbierać i oswoić z tym, ale nie chciałam.
Pomimo to miałam dzisiaj chwilę załamania i praktycznie od powrotu do domu depresyjny nastrój mnie nie opuszcza
Zadzwoniłam od razu do dyrektorki powiedzieć, że mnie jeszcze jutro w pracy nie będzie ale od poniedziałku już będę. Ona zapytała czy wszystko ok, więc jej powiedziałam, że poroniłam. Ostatnio kiedy pisałam o telefonie ze szkoły rozmawiałam z drugą panią dyrektor i widać była na tyle dyskretna, że nie powiedziała nawet swojej najbliższej współpracownicy. No i dowiedziałam się, że po szkole już krążą plotki, że jestem w ciąży. Ktoś tam mnie do czegoś potrzebuje i zamiast zadzwonić do mnie, poszedł do jednej z tych dyrektorek zapytać, czy to prawda że jestem w ciąży i czy jeszcze wrócę do pracy! Kobieta na szczęście powiedziała, że żadnych takich informacji nie posiada ani nie jest upoważniona do rozmowy na temat mojej nieobecności. Nie mam pojęcia czemu takie plotki. Bo mnie długo nie ma? L4 miałam od gina, ale nie było "ciążowe" tylko normalne. Posłałam je do szkoły kimś, myślałam że kimś zaufanym i nie wiem, może tutaj zrobiłam błąd? Może sekretarka rozgadała, że l4 od gina? Parę razy w sklepie czy na ulicy spotkałam też parę osób z pracy (l4 miałam "chodzące") to pewnie od razu poszła fama, że do pracy nie chodzę a żyję, więc pewnie ciąża. Nikomu z pracy nie mówiłam nawet o tym że się staramy, jestem pewna na 100% że żadna z tych dyrektorek nikomu nic nie powiedziała a głupie ludzie i tak plotkują. I to naprawdę kobiety po studiach, wykształcone a zwykłe pleciuchy i byle nowina już jest sensacją. Najgorsze jest to, jak bardzo mnie dotknęła sama myśl o tym i jaka się teraz czuję zestresowana przed powrotem do pracy. Wkręciłam sobie, że na pewno będą pytać, nie daj Boże ktoś będzie chciał pogratulować a ja po prostu nie chcę w żaden sposób poruszać tego tematu. Nie było mnie w pracy i już, to nie jest niczyja sprawa. I chyba dopiero dzisiaj sobie zdałam sprawę jak myślenie o tym boli. Widać będzie bolało dłużej i mocniej niż myślałam, pomimo tego, że nie siedzę i nie rozmyślam. Widać tak musi być, że boli.
Jak ten czas wolno leci jak człowiek odlicza i kalkuluje... jeszcze 6 dni, jeszcze 5... a każdy kolejny dłuższy od poprzedniego... to tyle z marudzenia 
Dziś nawiedził mnie jakiś nagły przypływ energii, ale może nic w tym dziwnego skoro w ciągu ostatnich 24 godzin spałam jakieś... zaraz... czyżby!? 11 godzin!!! Właśnie do mnie dotarło, że to połowa dnia w pieleszach... pięknie!
Jestem dziś trochę spokojniejsza, nie myślę za dużo co to będzie za te kilka dni. Ostatni tydzień byłam strasznie zafiksowana na ciążę, teraz przyszło trochę opanowania i skupiam uwagę na innych rzeczach.
Zbliżające się wesele, przeprowadzka i odbiór ukochanego szczeniaka - to jeszcze odpowiednio nieco ponad 2, 3 i 4 miesiące. Dużo zmian się szykuje, ale dobrych 
Ten tydzień jest strasznie ciężki. W pracy zapieprz nieprzeciętny i popłoch w związku z nowymi zarządzeniami. Do tego szykuję dużą imprezę międzyszkolną, więc wszystko na mojej głowie. Wieczorami ślęczę nad pracą, dziś do 3:30 nad ranem.
M. miał dziś urodziny - dostał tylko tort (samorobny) i laurkę od córki, bo na nic więcej nie było czasu. Ostatnie dni dość trudne mamy, bo ja zapracowana, on zestresowany pracą i nie ma chęci na
. A ja przeciwnie, może nie eksplozja libido, ale potrzeba bliskości duża no i to TEN czas. 3 dni byłam odprawiana z kwitkiem i było mi bardzo bardzo przykro, a żal mieszał się z wściekłością.
Dziś wreszcie się odnaleźliśmy
i było miło. W weekendy, na relaksie jest jednak najlepiej.
Wczoraj byłam u gina. Po prostu kontrola. A propos, nie odebrałam jeszcze wyników histo -pato ze szpitala po łyżeczkowaniu, po prostu się nie składa, to miasto w drugą stronę, nie to, gdzie jeżdżę do gina, rodziny czy w innych sprawach.
Lekarz pobrał wczoraj cytologię (przypomniałam mu), obejrzał mnie na usg - powiedział, że widzi pęcherzyk, że śluz jest jak białko jaja i pytał, czy działamy. To mu szczerze powiedziałam, że bywa z tym różnie.
Jutro wreszcie piątek! Jezu jak się cieszę! Choć będzie pracowity, ale chociaż na moich zasadach,a nie według zegarka.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2016, 23:19
Może tym razem się uda...
jeszcze tydzień oczekiwania
Coś zawiodło. Temperatura spadła i to dużo a na składce pojawił się ślad miesiączki. Nie ma już co się łudzić, ten cykl nie wyszedł. Jutro ważna rozmowa w pracy, która mam nadzieję zakończy moją sprawę. Cały ten stres nie wpływa na mnie dobrze. Póki co wstaję rano przeciągając się leniwie. Zjadam śniadanie, ćwiczę i mam fajrant! Narazie musi mi wystarczyć bycie ciocią. Dobrej nocy!
Ku pamięci- ciekawe artykuły.
INOZYTOL
http://www.towsrodku.pl/home/inozytol-skuteczny-leczeniu-pcos/
DIAGNOSTYKA W NIEPŁODNOŚCI (szczególnie rozdz. 7 i 8 )
http://naprotechnologia.wroclaw.pl/wp-content/uploads/2012/11/Diagnostyka-i-terapia-nieplodnosci-w-NaProTECHNOLOGY.pdf
U mnie 7 dc, mam tylko nadzieję że @ to nie będzie 10-12 dni bo już mam dosyć 
Wczoraj po pracy zamiast pojechać do domu, pojechałam nad zalew. Ostatnio w ogóle nie czuję że mam dla kogo tam wracać...
Edit
Dziś też byłam nad zalewem... A jutro chyba skończy się @, przynajmniej tyle dobrego. Muszę jeszcze umyć stos naczyń, zrobić obiad na dziś i jutro, posprzątać. Ale znów mam lenia i chyba pogram w simsy... Mąż znów będzie miał wielkie fochy bo nie ma obiadu na czas
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 kwietnia 2016, 18:41
45 CS - 10 dc
znowu pół dnia w klinice
dzisiaj dla odmiany wcięło moje wyniki krwi
lekarze zdążyli obskoczyć wszystkie pacjentki i wyjść, a ja siedziałam jak ta lama i czekałam ponad 4 godz
W końcu lekarz przyszedł.Powiedział, że b.wysoki estradiol jest i długo w labie rosło, cokolwiek to znaczy
i tak
nadal 12 pęcherzy po 6 na lewym i prawym po 18mm
Estradiol 6205 (nigdy tak nie było)
Progesteron 1,6
Lekarz powiedział, że gdyby nie to, że program się kończy, to przerwałby stymulację. Zaczekał, aż organizm odpocznie i stymulował od nowa. Nie spodziewał się, że aż tak organizm zareaguje.
Z jednej strony dobrze, a z drugiej jest to problem. Za wcześnie, żeby przerwać, a dłużej stymulować jest niebezpiecznie.
To jak z gotowaniem jajek na miękko. Za wcześniej wyjmiesz to surowe, za późno na twardo. I tu też trochę może być lipa, że wcześniej je wyjmiemy, ale nie możemy czekać.
Zmienił mi menopur na gonalF 100 na dzisiaj wieczór i jeszcze rano gonapeptyl.
Wieczorem Ovitrelle i w niedzielę punkcja.
Dostałam oprócz antybiotyku Doxycyklina jeszcze dostinex na 8 dni, żeby zapobiec hiperce.
Dzisiaj na usg polip był mega widoczny.
W karcie mam zapisane, że transfer odroczony bo:
1. polip
2. zbyt wysoki progesteron
3. zagrożenie OHSS (Zespół hiperstymulacji jajników)
recepta dzisiaj 493,09 (bo wykupiłam 1 crinone, bo został mi z poprzedniego podejści i nie kupowałam doxycykliny, bo tez mam)
podsumowując koszt leków w 3 podejściu w programie rządowym 1263,22 zł.
Elonva - 434,49
Menopur 1200 - 331,07
Gonapeptyl daily - 5,03
Gonal F - 93,68
Ovitrelle - 71,00
Dostinex - 129,95
Crinone - 198,00
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2016, 23:35
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.