35dc 25.06.2016 - Dzisiejszy test tez pozytywny !!! Innej firmy ale kreski byly ! Od razu ! Jedno mnie martwi ze bledsze niz wczoraj ale najwazniejsze ze sa!
Z tragoczych przezyc ktore sie wczoraj wydarzyly to ze po meczacej chorobie tesciowa umarla. Staram sie nie denerwowac i mam nadzieje ze nie wplynie to na nasz maly cud.
36dc 26.06.2016 - robiłam test z krwi - 415 b HCG !!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 czerwca 2016, 23:04
dzisiaj w nocy przyjezdza męzus. wkoncu!!rzadko bywa w domu, taka praca,bedzie na pewno zmeczony i nic nie bedzie:-( jak mam zajść w ciąże , skorongo ciągle niema ?????
Drink. Drink jest dobry. Drink pomaga się rozluźnić i skupić uwagę na czymś innym.
Ze spraw okoloowu. Temperatura skoczyla z 36.38 na 36.93. Nie rozumiem... Nie ogarniam... Byla owu czy jej nie było? Testy negatywne. Śluz kremowy mnie zalewa.
Czas na drina.
PONIEDZIAŁEK
Jakoś tak dziwnie mi bez odliczania, chyba zacznę odliczać od nowa, a w sumie mam do czego... do kolejnej wizyty! Ale o tym za chwilę.
Na początek małe usprawiedliwienie, czemu nie napisałam po wizycie: otoż mam koniec remontu na głowie, sprzątanie, kupowanie agd, pilnowowanie gościa od mebli żeby zaczął je montować jeszcze w tym tygodniu dzisiaj naklejałam napisy na ścianę, za chwile gazownika będzie trzeba ścigać... a to wszystko dlatego, że za max 2 tygodnie chce się już wprowadzać na swoje!!!!
radość mnie rozsadza od środka, więc mam taką motywację to pracy jak nigdy! I przez to nie zaglądam prawie wcale na forum, mało tego, nawet jak przyszła @ to mnie nie ruszyło ani trochę
tak więc przejdźmy do sedna...
Sytuacja wygląda następująco:
Wizytę w klinice oczywiście przełożyli (ach jaka była moja "radość" gdy zadzwonili do mnie z samego rana i poinformowali, że wizyta przełożona na wieczór!). No ale nic, tyle czekałam, dobrze, że wzięłam sobie urlop na cały dzień 
Tak więc: okazało się, ze po pierwsze mamy niekompletne badania nasienia. Pani doktor powiedziała, że spermiogram jest dobry, ale brakuje nam hba i fragmentacji. Jeśli te badania wyjdą niedobre to możemy zapomnieć o naturalnym zajściu w ciążę, a podobno czasem się tak zdarza, że spermiogram super, a hba i fragmentacja lipne i wtedy bedzie wiadomo na czym stoimy. Tak więc trzeba dorobić. Ale zanim dorobimy, to pobrała mi wymaz na ureaplasmę i zobaczymy czy sie wyleczyłam. Jeśli urea wyjdzie (-) to wtedy robimy brakujące badania nasienia. Jesli te trzy rzeczy wyjdą dobrze to... mamy się starać (i tu mój wielki ból) kolejne 5-6 miesięcy. Dr powiedziała, że możliwe, że ureaplasma przeszkadzała i to się często zdarza, że po niej się normalnie zachodzi w ciążę. I że tak naprawdę liczenie zeruje sie od tego momentu (sic!), ale widząc moją ciężką rozpacz dała nam czas 5-6 miesięcy (ach jednak umiem się targować!
). Czyli do marca (o ile nie będzie trzeba powtarzać antybiotyku). Jeśli nic nie wyjdzie do marca to wysyła mnie na histeroskopię+laparoskopię diagnostyczną. Powiedziała, że samo hsg nic nie da, pokaże tylko czy płyn przelatuje czy nie, ale nie rozwiąże problemu. Podejrzewa u mnie albo zrosty (dużo infekcji przeszłam) albo moze endometriozę (bolesne i obfite miesiączki). Nie podobał jej sie mój prawy jajnik (mało ruchomy w porównaniu do drugiego). Więc tak. Niby plan jest. I to niby bardzo konkretny, ale niestety zakłada on w sobie dużo czekania. Już straciłam nadzieję. Wiem, że nic się nie wydarzy do marca. Czuję to, że problem jest gdzieś głębiej. No ale histero plus laparo to nie są takie zwykłe badania, to już jednak zabiegi i ona mi chce tego oszczędzić bo może uda się naturalnie. Może tylko problemem była urea, ale żeby się tego dowiedzieć to trzeba się postarać kolejne miesiące.
Także... olewam sprawę. Nie chce mi się mierzyć temperatury, przestałam pić ziółka ojca sroki, nie biorę już suplementów, nie odkładam planów na później, idę na kursy, szkolenia. Wiem, że i tak nic z tego nie wyjdzie - tak samo jak to wiedziałam w marcu, kiedy poprzednia ginekolog mi mówiła, że tym razem się uda, bo owulacje wróciły i już za chwilę będę w ciąży. Ona też dała mi czas do końca roku i jak nie to laparo. Jest październik i przez te miesiące nic nie ruszyło, tak więc tutaj będzie tak samo. ALe co nowy ginekolog to trzeba coś udowadniać - no i cóż zrobić
najbardziej dołujące jest to czekanie, człowiek czeka i czeka i nic się nie dzieje. No cóż. Muszę uzbroić się w cierpliwość, ale zmieniłam podejście - już koniec z napalaniem się. Nic się nie zmieni. Laparoskopia mnie nie ominie. Nie wiem czy jest sens kombinować, czy już trzymać się jednego lekarza i po prostu poczekać i zobaczyć co jest grane. W marcu się zgłoszę ponownie i cóż... zobaczymy. Niektórych rzeczy się po prostu nie przeskoczy...
A no i mam pilnować poziomu witaminy D (muszę sprawdzić ile jest
) i mam nie robić co miesiąc progesteronu bo to bez sensu
ogólnie Pani Dr była bardzo zdziwiona, że po 1,5 roku przychodzimy do kliniki, że to za wcześnie trochę
no ale z drugiej strony na co czekać? za kilka miesięcy mi stuknie 30tka, a ja bym chciała mieć trójkę dzieci. Kiedy ja je zdążę urodzić skoro to się wszystko tak opóźnia?!
Ciąża zakończona 9 października 2018
Dziś czas na kolejny ponury wpis.
Ostatnie dni były kiepskie dla nas. To jest nasz pierwszy cykl w którym nie mamy szansy na pozytywne zakończenie i to dlaczego? Bo mój M. Czekał na natchnienie i uważał z mamy czas i w ciążę można zajść w każdym dniu tygodnia/miesiaca/cyklu. Więc ostatnie
było na 4 dni przed owu, więc tylko jakiś mały chuck norris by tyle przeżył, a nie żaden zolnierzyk mojego m. Których jakość pozostawia trochę do życzenia...
I w związku z tym i fatalna atmosferą w pracy nie wytrzymałam tego i pierwszy raz w życiu wyniosłam się na kanapę, a on nawet nie zareagował
co z tego że mąż po dwóch cichych dniach przeprosił i obiecał poprawę i że mam mu mówić kiedy mam dni plodne i mamy się staraćjak, ja mam zwyczajnie dość...nie mam ochoty z nim rozmawiać, nie mam ochoty się starać...jedyne co mnie pociesza to że kolejna owu jest za jakieś 3,5 tygodnia więc może mi przejdzie do tego czasu
skrzat1988 dziekuje z calego serca, bardzo wzruszyl mnie twoj komentarz.
dziekuje, wszystkim dziewczynom, ktore pisza komentarze, bardzo podnosza mnie one na duchu !
DZIĘKUJĘ!
taki znalazlam list na nasz bocian, chyba zostawie mezowi podobny w samochodzie, albo w kieszeni.
Kochany Mężu
Posted śr., 13/04/2016 - 16:52 by MalaMi87
Kochany Mężu,
Chciałabym przeprosić Cię za cały ból i rozpacz które przez ostatnie trzy lata wnosiłam do naszego życia, za wszystkie wykrzyczane pretensje i słowa które Cię zraniły. Za te dni kiedy leżałam płacząc cały dzień i za to że przestałam piec ciasta, śpiewać przy sprzątaniu a co najgorsze za to że przestałam marzyć. Moim błędem jest to, że przestałam widzieć w sobie kobietę i straciłam poczucie własnej wartości. Goniąc za pracą chciałam zdefiniować swoją wartość jako człowieka. Zamiast tego spadałam w coraz głębszy dół.
Żałuję wszystkich rocznic, świąt i urodzin których nie obchodziliśmy,bo wszystko straciło dla mnie sens. Żałuję podróży których nie odbyliśmy i miejsc których nie widzieliśmy, wszystkich straconych dni.
Jesteś najlepszym człowiekiem jakiego znam i nie masz nawet pojęcia ile dobroci i miłości nosisz w sercu. Jesteś odpowiedzialny,mądry i kochający,a Twoja praca jest bardzo ważna dla ludzi. Postaram Ci częściej to mówić i zmieniać się z dnia na dzień żebyśmy znowu byli szczęśliwi - tak jak wtedy kiedy stać nas było na jedną czekoladę tygodniowo. Niezależnie od tego czy będziemy mieli dziecko czy nie.
Kocham Cie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2016, 00:27
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2020, 12:24
28 dzień cyklu
dzień po tym dziwnym cieniu poszłam na betę, która wyszła negatywna. Dwa dni temu zrobiłam z resztką nadziei test, negatywny. Dziś, już bez nadziei zrobiłam test żeby utwierdzić się w porażce i co?

Dzisiaj mamy piękny dzień jedziemy sie relaksować na termy.wrzucimy sobie troszkę na luz chwila relaksu dobrze nam zrobi. Przemyślałam sobie kilka spraw i doszłam do wniosku że co mi pisane to i tak mnie nie minie. Jednym stwierdzenie co ma być to będzie
Dużo dają mi te pogaduchy z dziewczynami na forum
jesteście kochane i dajcie mi tyle wsparcia. Faktycznie skupiając się maksymalnie na zajściu w ciążę na pewno w jakiś sposób się blokuję i spinam. A naciski które na mnie nakładają w najbliższym otoczeniu postaram się oczywiście w jak najbardziej możliwy sposób nie dopuszczać do siebie
Od nowego tygodnia postanawiam wsiąść się za siebie i stać sie bardziej aktywna a nie tylko ograniczać się do 5km na rowerze i spaceru z psem.
Jest! Jest! Jest!!!!
Ból w skali do 10 taka mocna 5, więc mogę zrobić obiad czy lekko ogarnąć ale nie za dużo no bo jednak nie da się nie zwrócić uwagi na to że boli.
Wczoraj w nocy obudziłam się z mega bólem i miałam takie wrażenie że ze mnie leci, zwlekłam się z góry a tu znowu nic. Za to rano taka niespodzianka. Narazie dopiero się rozkręca, nawet nie leci mocno, mam nadzieję że przybierze na sile i pięknie się oczyści.
Jestem taka szczęśliwa że jednak obyło się bez wywoływania, opłacało się czekać te 7 i pół tygodnia. Mam nadzieję że wszystko wróci do normy samo, dziewczyny muszę to napisać, JAK JA SIE CIESZE Z TEGO OKRESU!! Miłego dnia
To się nie może udać.
6dpo a ja biorę antybiotyk na bakterie w moczu i jestem chora (gorączka, łamanie w kościach). Nawet jeśli doszło do owulacji i zapłodnienia to czy w takich warunkach jajeczko może się zagnieździć? Marne szanse.
Nie ma sensu testować, nie ma sensu już nic...
12dpt. Dzisiaj po
odrobina krwi na papierze. Dziwi to bo progesteron przyjmuje dalej, jednak nie mam siły sobie robić nadziei że to jakiś znak implantacji bo już chyba późno na to. We wtorek jeśli @ się nie rozkręci powtórzę betę, pewnie przestanę brać leki i sprobuje to pojąć, bo na razie nie pojmuję.
Wpadło mi jeszcze do głowy że może to po crinone? Może powodować podrażnienia skutkujące płomieniami, a tej krwi była naprawdę jedna kropka. Nie wiem czy to to czy nie to ale ta mysl mnie uspokaja.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2016, 13:07
Mamy dziewczynkę
500 gram szczęścia
Rośniemy zdrowo, wszystko w normie, czuje szczęście
)). Wczoraj poczułam pierwsze kopniaki
21 tc. Zycie jest piękne. Boże dziękuje i proszę o więcej takich cudów na ovu
!!

Miała być bez świrowania i (odpukać) jest! Czekam do dnia testowania, na razie bez żadnego plamienia, więc in plus. Z interesujących objawów to pojawiło się przeziębienie, które, jak niektórzy twierdzą, również może być objawem ciąży. W związku z moją niedyspozycją leniuchuję ile się da i szukam domowych sposobów na leczenie. Czy mój wykres coś ciekawego mówi? Pewnie nie da się tego jednoznacznie określić. Skoki temperatury pojawiły się, ale jeden mógł być spowodowany pominięciem dawki Duphastonu, a drugi stanem chorobowym... [Chociaż wersja bardziej optymistyczna zakłada, że to IMPLANTACJA] 
Chciałam jeszcze napisać o cieście francuskim. Cisto francuskie podkopało moją wiarę w to, że będę dobrą matką! Jak? Już wyjaśniam: wczoraj postanowiłam przyrządzić dla siebie (chłop na wyjeździe) pyszną zapiekankę z warzywami. Poszukując na opakowaniu ciasta francuskiego sposobu pieczenia natknęłam się na skład, a tam - ALKOHOL ETYLOWY!!! Pomyślłam "trudno muszę to upiec, bo inaczej wszystko się zmarnuje, najwyżej nie zjem." A kiedy upiekłam, stwierdziłam, że jestem głodna, a tego alkoholu pewnie jest tyci tyci ... i zjadłam!
Dlatego właśnie zdołowałam się - nie potrafiłam odmówić sobie kawałka ciasta, chociaż wiedziałam, że mogę być w ciąży. Następnego dnia postanowiłam pobuszować trochę w sieci i znalazłam to:
"Alkohol dodawany do wypieków przed ich pieczeniem sprawia, że ciasto zyskuje oryginalny smak i staje się pulchniejsze, natomiast sam alkohol pod wpływem ciepła traci swoje "procenty"."
Jaka nauka? Najpierw czytam - potem jem!
Moje obserwacje zbiegły się z wyliczeniami ovu, ale fajnie 
Dziś jak się obudziłam, to zaczął mnie boleć brzuch jak na okres i krzyż też. Za wcześnie na bóle okresowe. Ciążowe też
Nie wiem, co to było, ale nie nakręcam się.
Byliśmy wczoraj na imprezie urodzinowej mojego Taty. Byłyśmy my, moje siostry, nasi mężowie i kilka par znajomych rodziców. No i rodzice oczywiście
Jeden ze znajomych Taty w trakcie tańca opowiedział mi o swojej córce (nie wiem czemu zeszliśmy na ten temat), ma 35 lat i rok temu urodziła dziecko. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że dziewczyna zaszła w ciążę dzięki in vitro, za trzecim podejściem. Dwie pierwsze próby też się udały, jednak obie ciąże się nie utrzymały. Nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić, przez co ona przeszła. Z tego co wiem, o ciąże starała się kilkanaście lat (wyszła za mąż bardzo młodo). W końcu jej się udało. Teraz się stara o kolejną ciążę i mam nadzieję, że nie będzie musiała długo czekać.
A ja chyba rzeczywiście wyluzuję. Jest tyle kobiet, które mają stwierdzone choroby utrudniające zajście w ciążę, czekają na nią latami, a ja wmawiam sobie jakieś choroby i martwię się na zapas. I przeżywam, że to już 3 cykl, a ciąży nie ma
Aneta, wyluzuj, na Ciebie też przyjdzie pora.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2016, 12:56
Aaaa napisałam wpis i mi go wcięło, co za pech.
No to w takim razie teraz będzie krócej.
Wreszcie dotarłam do pamiętnika. Miałam prowadzić coś w stylu kroniki Kuby, radosne stop klatki, jednak jak widać jestem mało konsekwentna. Ale przecież cisza tu oznacza, że jestem szczęśliwa, bo to przecież w momencie przygnębienia chcemy z siebie wylewać żal.
Z istotnych kwestii, które warto zanotować to fakt, że Kuba zaczął chodzić. Swoje pierwsze kroki postawił początkiem maja, czyli mając niespełna 11 msc. Teraz ma 12,5 i jest niesamowicie żywym i komunikatywnym dzieckiem. Potrafi zrobić kokoszkę, akuku, pokazać jaki jest duży wyciągając rączki do góry, na hasło przytulaski kładzie się na podłodze na pleckach i oczekuje gilania, naśladuje krówkę, konika, rybkę, samochodzik. Rozumie gdy mówię do niego czy chce spać, czy chce się kąpać, sam również wchodzi w interakcje łapiąc mnie za palec i ciągnąć do drugiego pokoju, kuchni, pokazując, że chce wejść na blat albo aby wyciągnąć mu zabawkę którą wcisnął pod lodówkę. Jest przekochany.
Z niefajnych kwestii jest to, że malo wazy. Zaledwie 8,2 kg. I wszystko byłoby dobrze gdyby jadł i miał dobre wyniki krwi. Ale niestety, ani nie je dobrze ani wyniki nie są okej. Wykazują wciąż niewielką anemię. W poniedziałek idziemy ponownie do pediatry może coś zaradzi. Chociaż wątpię, ja całe życie miałam niedowagę więc niby czemu on miałby się mieścić w tych ich głupich siatkach.
Jeszcze inna rzecz to moje pragnienie drugiego dziecka. Bardzo bym chciała, jednak pok,i co ciężko z tym idzie ponieważ wciąż karmię piersią. Z jednej strony uwielbiam bliskość jaką ono daje, ten uśmiech na twarzy gdy pytam czy Kubuś chce mleczko, z drugiej strony pragnienie jest ogromne. Myślałam, że przy kolejnej ciąży przezywa się to mniej. Jak widać nie u mnie. Po prostu czasu na myślenie przy takim szkrabie jest trochę mniej. Tak czy inaczej, pomimo rozdzierającego serca na widok rozpaczy Kuby, spróbujemy po raz kolejny odstawić Kubę w lipcu. Jeśli będzie duży bunt pewnie odpuścimy znów na jakiś czas.
Mój urlop macierzyński dobiegł końca, jestem teraz na wypoczynkowym a potem prawdopodobnie na wychowawczym do grudnia. Kuba nie dostał się do żłobka. Jeśli do grudnia uda się zajść w ciąże zostanę w domu na l4 a potem na drugim macierzyńskim, jeśli się nie uda to poszukamy od stycznia żłobka, wrócę do pracy i możliwe ze plany rozrodcze odłożymy w czasie, może zmienię prace, ustabilizuje stanowisko, marzy mi się zmiana domu, zakup segmentu z ogródkiem gdzie Kuba w taki skwar jak dziś mógłby się pluskać w baseniku i ganiać bosymi stopkami po trawce.
Dodam jeszcze, że mimo, ze jest ten cień w moim życiu dotyczący chwilowej niemożności zajścia w ciążę to i tak jest dobrze. Lubie być w domu. Cały stres jaki przezywałam czy to z egzaminami na studiach czy w związku z projektami w pracy poszedł w zapomnienie. fakt brakuje trochę swobody, wyjść towarzyskich, spontanicznych wyjazdów ale i jest lepiej niż w tym 'poprzednim życiu'.
EDIT: A jeszcze sobie ponarzekam. Mąż jest strasznie rzadko w domu. Studiuje i pracuje. A teraz ma dwa zjazdy pod rzad ze wzgledu na sesje. Dwa bite tygodnie sama z dzieckiem....
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2016, 13:37
1dc / 16cs
Przyszła @
. Tak bardzo liczyłam na ten cykl, tak bardzo liczyłam że pięknie zakończę ten rok.. już widziałam jak w święta ogłaszamy rodzinie
. Straszne to jest..... Gdyby @ się nie spóźniała to aż tak bym teraz nie cierpiała.. ehhhh. Mi jest smutno ,mężowi jest smutno i nawet nie wiem komu bardziej.
Jutro kolejna wizyta męża u androloga i kolejne 200zł wydane a pewnie powie tylko , że wyniki hormonów ok. Znowu będzie trzeba znosić na święta życzenia ciąży, dzidziusia itp....
Idę spać bo humor mam tragiczny i najchętniej przepłakałabym całą noc.. Kiedy to się skończy?
19 dc, 6 dpi, 6 dpo
Leje. Od samiuśkiego rana! Cóż za wspaniała aura. Przypomina mi moją najukochańszą jesień i napawa ochotą, by wskoczyć pod koc (no tutaj się budzę, że jednak mamy lato, bo pod kocem jest mi pierońsko gorąco) z kubkiem ciepłej herbaty albo lampką czerwonego wina, z książką tudzież jakąś gazetką i czytać, aż mnie weźmie na drzemkę
Sielanka.
M. dochodzi powoli do siebie. Mieliśmy się udać na pewną wyprawę z samego rana, ale postanowiliśmy zostać w domu, żeby czasem się nie doprawił. I dobrze. Przy tej pogodzie, cały przemoczony (nie uznaje parasoli), na pewno by nie ozdrowiał. Ja za to korzystając z ogromu wolnego czasu podczytuję to i owo i cieszę się chwilą.
Skoro już wpadłam w taki dobry nastrój - postanowiłam go wykorzystać. Zabrałam się w końcu za porządkowanie naszej kartoteki staraniowej. Groch z kapustą posegregowałam na grupy w kolejności terminowej, powkładałam w osobne koszulki, dorobiłam etykietki, pospisywałam daty badań i jest wspaniale! Nareszcie nie będzie problemów podczas kolejnej wizyty w klinice. Ciekawe tylko ile utrzymam taki stan rzeczy?
Jutro pierwsze usg. Tak się boje. Proszę żeby wszystko było dobrze.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.