mała90 W oczekiwaniu na 2 kreski 13 września 2016, 07:47

Po badaniu ANA 2 (trzeba czekać ok. tygodnia na wynik). Progesteron = 13,97 ng/ml (norma 1,2-15,9). Wysłałam mojej lekarce i powiedziała, że na ten dzień cyklu mój progesteron jest niski i dobrze, że biorę DUPKA. Biorę go 2x1 więc sporo. Tylko dzięki niemu progesteron w ogóle jest. Ech... Zobaczymy co z tym ANA 2.

Znowu boli mnie brzuch od rana. Wzdęcie jakbym była w 4 miesiącu ciąży :P (tak to nie jest śmieszne wiem -.-). To straszne! Mój mąż zaczął swoją gadkę pełną nadziei. Nakręca mnie więc kazałam mu się zamknąć. Będzie co będzie a wiem sama po sobie, że nic nie będzie... Nie w tym cyklu. To pierwszy cykl z nową lekarką i lekami. Na cuda trzeba trochę poczekać :)

No ale! Dużo pracy mam dzisiaj :) Co mnie cieszy, bo mózg się uspokoi i nie będzie miał czasu wymyślać :P

Miłego dnia <3

22 dc.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września 2016, 07:47

Wczoraj tak jak kazał lekarz zrobiłam betaHCG wynik 5mIU/ml więc daje nadzieję. Tak się jednak boję że to po pregnylu. Z drugiej jednak strony gdyby to był pregnyl, to po co tak wcześnie lekarz kazał by robić badanie i tym samym niepotrzebne nadzieje. Sama nie wiem, dlatego dzisiaj powtórzyłam betę i czekam z niecierpliwością na wynik.

Niestety beta spadła do 3,42 mIU/ml. Przeżywam to strasznie...


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września 2016, 20:57

kropka_ myśloodsiewnia 13 września 2016, 08:54

z dobrych wieści to znamy już płeć - będzie syn! nasz mały bezwstydnik od razu pokazał siusiaka, także nie ma najmniejszych wątpliwości. najbliżsi już powiadomieni, więc spływają pierwsze gratulacje.

niestety są też gorsze wieści, chociaż lekarz kazał nam (na tym etapie) się nie przejmować i czekać na wizytę (już jutro) u gin. prowadzącego. uwaga cytuję "torbiele splotów naczyniówkowych", dla niewtajemniczonych dodam, że na główce. no przyznacie, że nie jest to zbyt budujące i mi w sumie rozwaliło cały wczorajszy dzień. ba, nawet przyćmiło radość z tego, że znamy już płeć. niemniej lekarz uspokajał, że jeśli wada jest izolowana, tj. nie występują inne anomalia, to w ponad 90% przypadków torbiele się wchłaniają i zostają po nich tylko wspomnienia. niemniej zalecił powtórzenie USG połówkowego za ok. 3-4 tygodnie, oraz echo serca płodu. najgorsze, że o tych torbielach nie można zbyt wiele znaleźć w internecie, więc w sumie nie wiemy jaka przyczyna, czy może coś robiłam źle, czy może coś mogłam robić inaczej itp. null, zero. za to fora są bardzo optymistycznie, bo kto by tego nie doświadczył kończyło się dobrze, tj. wchłonięciem, więc może faktycznie nie ma się co przejmować? no w każdym razie spróbuję, bo jak sądzę żadne złe emocje nie wpływają dobrze na dziecko.

mam nadzieję, że po jutrzejszej wizycie u lekarza prowadzącego i jakichś konkretnych ustaleniach będą mogła wreszcie w pełni cieszyć się i oswoić z myślą, że urodzę synka. i chociaż tak jak pisałam wcześniej płeć nie miała dla mnie znaczenia, to powiem że jednak muszę sobie trochę w głowie poukładać, bo jakoś tak się składało w moim życiu, że jednak więcej miałam doświadczenia z dzidziusiami-dziewczynkami, w tym niemal wychowałam do spółki z bratem dwie młodsze siostry, a tutaj będzie synek, więc jakby nie patrzeć prawdziwy debiut, że tak powiem pierwszy raz.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września 2016, 21:12

Czy istnieje Bóg i inni święci?????!!!!!!
Przestaję w to wierzyć, bo nie błagałam cię Boże o to byś dał mi cud znów tylko na chwilę!!!!!!
Nie prosiłam, nie wyłam do ciebie tylko po to byś dał mi ten Cud na odczepnego!!!!
Dlaczego jeśli istniejesz w ogóle nie potrafisz wysłuchać próśb???czy ty nie widzisz jak strasznie cię prosiłam, jak wierzyłam????dlaczego mi to ROBISZ???!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Kurwa, 54 dni gorliwej nowenny NA Co???????na jaką cholerę!!!!ja nie prosiłam o rozbudzenie nadziei znowu, tylko o taki cud życia tak na serio!!!!!!!A wy zrobiliście sobie ze mnie hujowe żarty, nie bawi mnie to, nie zgadzam się z tym!!!!!!!!!!!
beta Hch spierdoliła na 10,09 a progesteron na 1,12

Umieram, nie mam sił na nic, moje serce pęka na drobne kawałki!!!!!

Marta1982 Zwatpienie i nadzieja 13 września 2016, 09:06

Ciąża zakończona 13 września 2016

Niestety, Anulka urodzila sie w 20 tygodniu 4 dniu ciazy. Nie miala najmniejszych szans.... Na 5 dni przed porodem poczulam sie gorzej. Oprocz skurczy, ktore trapily mnie od polowy lipca, doszly jakies dziwne pobolewania w podbrzuszu. Wieczorem zdecydowalam podjechac na ostry dyzur, "zeby sie uspokoic", a tam diagnoza: szyjka prawie nie istniejaca, funneling, zagrozenie poronieniem. Pomimo hospitalizacji, konskich dawek progesteronu i bezwarunkowego lezenia, sytuacja ulegla pogorszeniu - nastapilo rozwarcie i porod...
Diagnoza - niewydolnosc szyjki...


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2016, 14:24

cryha Dwie macice STORY 13 września 2016, 09:19

Moja historia wygląda następująco...
Kiedy miałam 28 lat, męża i pstro w głowie w ciążę zaszłam przy "pierwszym strzale". Nie było żadnego planowania, tym bardziej starania. Od razu zaczęłam plamić i zaczął się rajd po lekarzach. Pierwszy od razu wysłał mnie do szpitala, a drugi wprowadził w osłupienie. Przy pierwszym badaniu stwierdził, że jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch macic, dwóch szyjek i małej przegrody w pochwie. Ale nie to było powodem plamień. Miałam krwiaka. Jak już wspomniałam - miałam pstro w głowie. Nie oszczędzałam się, choć miałam przykaz leżenia. Efekt: poroniłam w 13 tygodniu.
Potem - niezależenie od tego faktu - zaczęło mi się sypać małżeństwo, a kraksa nastąpiła w 2010 r. Zwyczajnie rozchodziliśmy się. Jak to się stało, że jednak się nie rozeszliśmy? Moim zdaniem - modlitwa bliskich, bo ja nie miałam żadnej nadziei. Wróciliśmy. Ale moja ufność mocno podupadła. Dużo czasu zabrało mi, żeby się jakoś poskładać. O dzieciach - nie było mowy. Dopiero gdzieś w kwietniu 2012 r. dotarło do mnie, że chcę na nowo spróbować. Tym razem chciałam "dorośle". Przygotować ciało. Zapowiedziałam więc mężowi, że zanim zaczniemy muszę udać się na serię badań, zacząć przyjmować witaminy i kwas... Gdzieś w lipcu przystapilismy do działań. I mijał sobie: sierpień, wrzesień, zima cała a tu nic. W styczniu 2013 r. poddałam się. Uznałam, że przechodzę chyba zbyt wczesną menopauzę. Poszłam na badania: estradiol to potwierdził. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że włąsnie w tym cyklu zaszłam w ciążę. Ten cykl również był pierwszym, w którym badałam temperaturę - stąd wiem, jak się u mnie wówczas układała. No cóż - tym razem nie było serduszka. Przez 2 tygodnie byłam chodzącym grobem... Nigdy tego nie zapomnę. Poroniłam w domu za pomocą leków. To był marzec 2013 r.
Potem znowu lekarze, ginekolog stwierdził, że mam przyjść za rok, dopiero potem będzie mnie leczył. Nie wytrzymałam i w lipcu się u niego stawiłam. I zaczęło sie: stymulacja za stymulacją. I nic, tylko torbiele, czasem lek na pęknięcie, ale że lekarz nie był dostępny zawsze (tylko poniedziałki i środy), wiele owulacji przeminęło w czasie, gdy go nie było... A worek z pieniędzmi robił się pusty... Stymulacja za stymulacją. Smutek, rozczarowanie, nadzieje i płacz....
I tak trafiliśmy do wrocławskiego Invimedu. Tam mąż przeszedł badania i okazło się, że ma bardzo słabe nasienie (4,8 mlm). Ponieważ nie było tam już miejsc na in vitro, przeszliśmy do wrocławskiej Invicty. Tam od nowa: badania, STYMULACJA za stymulacją... Mąż powtórzył badania i wyszły jeszcze gorsze. Pani zasugerowała inseminację. Oczywiscie przystaliśmy na to. Po zabiegu pani ginekolog w gabinecie myślała, że inseminacja odbyła się z "mojego powodu", bo mąż nasienie miał super, ok. 20 mln. Prawdopodobnie wówczas, gdy miał takie beznadziejne, odbiła się w nim ogromnie stresująca sytuacja w jego pracy. Ma naprawdę stresującą...
Inseminacja się nie udała, a ja nie chciałam na in vitro, odwlekałam, bo to nie dla mnie... Mąż też nie naciskał, choć dla niego to nie problem. Została więc jedynie...? Stymulacja. No i zaczęło się: CLostilgegyt + monitoring + badania stradioli + monitoring + lek na pękniecie + DZIAŁANIE NA ROZKAZ + monitoring + beta HCG i rozczarowanie.... Do dziś cykli stymulowanych miałam około 13... I tak jedździałam do tej Invicty. Tam i siam. I nic. Potem miałam chwilę przerwy, a był już rok 2015...
Na początku tego roku stwierdziłam, że coś muszę zrobić z moimi dolegliwościami: suchość pochwy, brak śluzu płodnego - nie widziałam go wówczas od dwóch lat - zerowe libido... sucha skóra, zimno, zimno... Poszłam więc jeszcze raz do pani ginekolog w Invikcie. Po zwierzeniu się Pani z moich problemów i po poproszeniu o pomoc, Pani ginekolog stwierdziła: "Z takimi problemami to koniecznie do seksuologa, bo im dalej w las tym więcej drzew"... Poczułam się jak debil! Mąż obok a pani sugeruje, że mój mąż mnie nie pociąga i stąd moja sucha pochwa... Dramat. Stwierdziała: "Z tym nic się nie da zrobić", po czym dodała:"To co, działamy?" No i co powie kobieta, która chce mieć dziecko? "Działamy!". Czyli jak? Clostilbegyt + monitoring....
NIe przestałam się jednak nad moimi problemami zastanaiwiać i właczyłam Internet. Długo nie szukałam: możliwa niedoczynność tarczycy. Sama więc zleciłam sobie badanie i wyszło: TSH 3,6. W trakcie stymulowanego cyklu poinformowałam o tym panią doktor, która od razu odpowiedziała: "Nie, tak nie może być, dam pani Euthyrox". Od marca wiec 2016 r. jem Euthyrox... Chodziłam również później na akupunkturę. I chyba to dzięki niej, albo to razem Euthyrox i akupunktura, ale......? MAM ROZCIĄGLIWY ŚLUZ! Pierwszy raz miałam go po pierwszej serii akupunktury, a dwa cykle temu widziałam do przez 4 dni!! U mnie to cud :)
...z tym, że do dziś brakuje tego największego Cudu. Ważącego około 2,5 kg...

Moja historia to nadzieje i rozpacze, drodzy lekarze i tacy, którzy nigdy nimi nie powinni zostać, dziesiątki testów ciążowych z jedną kreską... Wiara i jej brak..
Dziś mam 36 lat i coś, co mnie określa najdobitniej, to bycie "niematką"...


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września 2016, 09:26

mkl Marysia, Stanisław- czekamy na was:) 13 września 2016, 09:46

Z 6 zarodków do 5 doby przetrwały 4:) Wszystkie są najwyższej klasy AA, jestem przeszczęśliwa, transfer na koniec października:)

W pęcherzu mam stan zapalny lekarze nie wiedzą od czego i dlaczego, ta ostatnia ilość bakterii, która wyszła w posiewie nie powinna być przyczyną. Sam zabieg nic nie bolał, bo spałam ale pierwsze siku po to wolałam na pomoc wszystkich świętych teraz już jest lepiej. Zostawiają mnie na kilka dni w szpitalu, na antybiotykoterapii,takiej solidnej,szpitalnymi dozylnymi antybiotykami, potem dostanę terapię na jakiś czas. Piękny ten wysyp letnich ciąż, bardzo się z nich cieszę i po leczeniu chcę być następna ;) Naprawdę już czas na to, naczekalam się w kolejce i jeszcze chwilę zaczekam, ale już nie długo. Czas na mnie dziewczyny i na was też zachodzimy bądź staramy się w inny sposób czas opuścić ten panieński, brzydki róż i przejść na drugą stronę mocy ;) I oby się spełniło. Pozdrawiam wszystkie z łoża szpitalnego.

sosenka Serduszko pod moim serduszkiem 13 września 2016, 10:11

TSH 8,070 µIU/ml, jestem załamana, chce mi się ryczeć. Mimo zwiększenia dawki tsh wzrosło o 3! Mam też złe wyniki cholesterolu... wszystko przez te cholerne hashimoto. Od wczoraj jestem na diecie, ale zupełnie nie mam na nią chęci, wręcz nic mi się nie chce. Przede nami dni płodne, ale co z tego, jak nie ma sensu. Już 17cs. Nawet nie ma sensu teraz umawiać się do ginekologa.

Jest mi strasznie przykro, że mimo, że zawsze dbałam o siebie, o to co jem, i o aktywność spotyka mnie coś takiego. Myśłałam, że nie będę miała problemów z zajściem w ciążę... Na razie końca nie widzę. Za kilka dni 29 lat... A marzy mi się przynajmniej dwójka dzieci.

Od wczoraj lepiej, mały się sporo rusza i znowu przekręcił tak, że czuję go wyraźnie. Od razu lżej psychicznie.

Byłam na wizycie w Luxmedzie, ginka kazała mi się nie martwić i powiedziała, że będziemy tą pepowine monitorować dokładniej po 37tc. Dała mi skierowanie na dodatkowe USG wtedy i jeżeli do tej pory się nie odwinie, będę miała KTG dwa razy w tygodniu, jak wyjdzie coś niepokojącego to położy mnie do szpitala przed porodem. Oczywiście ruchy mam obserwować cały czas, ale i tak to robiłam więc tu się nic nie zmienia.

Przez to, że chodzę też prywatnie, będę teraz miała wizyty mniej więcej co 1,5 tygodnia. Najbliższa prywatna 21.09., zobaczymy, co się okaże i jakie rekomendacje będzie miała ta lekarka.

Dobra wiadomość mamy pozytywną odpowiedż z banku :-) dostaniemy kredyt :-) w kwietniu 2017r dostaniemy klucze do naszego własnego mieszkania:-) na razie nasz blok się buduje to czekamy cierpliwie :-) teraz tylko została misja dziecko!!!♥ i nic wiecęj mi nie potrzeba chyba , że ewentualnie wygrać w Lotto:-)

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 3 listopada 2021, 15:19

10 dc, 21 cs.

W piątek monitoring.
Wierzyć w to, że się uda - nie wierzę. Bo czemu akurat teraz by miało. Co miesiąc to samo.
Ale miłe jest to, że inni wierzą <3 Dziękuję Wam.

4+0d
Wizyta u ginekologa zaliczona, niemalo sie posikalam ze strachu i przez to wieczne sikanie ogolnie, wyniku bety jeszcze nie ma ale endometrium wyglada ciazowo 24mm. Niestety musze zaczac brac clexane i to przez cala ciaze, igiel sie boje a maz jeszcze bardziej wiec bedzie wesolo.

Moja ginekolog nawet za wizyte pieniedzy nie chciala. Widzimy sie ponownie 29 wrzesnia.

Druga beta za mna, zrobilam u lekarza w pracy tylko slono mnie to kosztowalo. Jak bede miala problemy z robieniem zastrzykow to mam przyjsc. Nastepna beta w czwartek jak juz bede miala wyniki dwoch poprzednich.

Beta z 13dpo to 156 a progesteron 148nmol(47ng), zawalu dostane z tym czekaniem do czwartku


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września 2016, 23:42

Parsleyek Waiting4 - Pamiętnik Staraczki 13 września 2016, 11:34

Siódmy cykl starań trwał 26 dni. Nie był szczęśliwy i optymistyczny. Prawdopodobnie był bez owulacji, choć temperatura mówiła, co innego. Na pewno była torbiel, która nie chciała mnie opuścić. Wraz z pojawieniem się okresu był kolejny zawód, płacz i pytanie „ale dlaczego?!”. :(

Więcej opisuję tutaj: Nieszczęśliwa siódemka

Dziewczyny, bardzo Wam wszystkim dziękuję za wsparcie i słowa otuchy. Jesteście najlepsze! Ja troszkę się dzisiaj naczytałam o cyklach trójfazowych i trochę mi to przycięło skrzydła. Podobno drugi skok temperatury wcale nie jest wyznacznikiem ciąży, bo wiele kobiet takowy odnotowuje podczas zwykłych cykli owulacyjnych. Tylko, że w moim przypadku to pierwszy taki cykl,we wcześniejszych w drugiej fazie temperatury nie przekraczały 37 stopni.
Poza tym żadnych innych objawów nie odnotowuje - poza bolącymi, pełniejszymi piersiami (jak zawsze przed @) i skurczami miesiączkowymi raz po raz(jak zawsze przed @).
I jeszcze z innej beczki, na jakiej podstawie obliczane są procenty w opcji: POZYTYWNY TEST? Na podstawie objawów jakie zaznaczam? Czy statystyczne prawdopodobieństwo w danym dniu cyklu?Wczoraj miałam 18%,a dzisiaj 36%.

umnie 22 dc i

9 dpo

ciągle zmęczona jestem i ból głowy dziś straszny... z tej rozpaczy wzięłam apap chociaż i tak nie wiele pomógł.... to tego głupie sny ( czasami coś zawsze mi się śniło ale żeby co noc takie głupoty :/)

testu w najbliższych dnia nie zamierzam robić będę starała się poczekać do terminu @

etola Runął mi świat... 18 listopada 2016, 10:24

Ciąża rozpoczęta 10 października 2016

:)
Dziękuję Ci Matko Boska Pompejańska!

Dziękuję Ci za nadzieję jaką wlałaś w moje serce
Pomimo trudności i beznadziejnej sytuacji zdrowotnej udało się :)
To Twoja zasługa o Wielka Pani


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2016, 10:26

No to sobie wystymulowałam... dwie piękne cysty na prawym jajniku. Jest jeszcze szansa na owulację z lewego, nawet pojawił się dziś rozciągliwy śluz, ale czy w tej sytuacji ma to jakiekolwiek znaczenie? Mówiłam, że nie chce brać tego dziadostwa, ale do pani dr jak grochem o ścianę. Sprawdziła się przy prowadzeniu małoproblemowej ciąży, jest dobra na wizytach kontrolnych, ale jak pojawia się problem, to jednak trzeba od niej uciekać. W dodatku jest chaotyczna na maksa: jeszcze dwa miesiące temu wspominała o histeroskopii i badaniu drożności, teraz twierdzi, ze nie ma takiej potrzeby.

Na pocieszenie mam wrócić w przyszłym miesiącu, jeżeli torbiele się wchłoną po duphastonie dostanę skierowanie na laparo, więc jednak coś tam osiągnęłam, choć pani doktor wątpi, by coś to wniosło. Jej zdaniem moim problemem jest niedomoga hormonalna (jaka? zarówno w kwietniu, jak i maju wszystkie hormony były w najlepszej normie), albo, oczywiście, głowa. Postanowiła skierować mnie do kliniki niepłodności, do której się z całą pewnością nie wybiorę; gdy w klinice in vitro powiem, że nie interesuje mnie in vitro, bo aż tak zdesperowana nie jestem, to czy ktoś tam w ogóle będzie chciał ze mną gadać?

Ech, masakra z tymi lekarzami w Krakowie. Znalezienie w miarę dobrego, który powstrzyma się od rzucenia hasła "w pani wieku, być może jest już czas na in vitro" (słyszałam to u dwóch, a potem usłyszał jeszcze mąż u androloga) graniczy z cudem. Naprawdę mój wiek jest taki zaawansowany, że już nie ma sensu mnie leczyć?

No nic, dzwonimy dzisiaj do dr Kuźnika. Do Skoczowa kawał drogi, ale podejmiemy to wyzwanie ;-)




Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września 2016, 11:40

Samara Oprócz błękitnego nieba... 13 września 2016, 11:45

11 dpo. Temperatura ładnie w górze. Kusi mnie aby jutro z rana zrobić test, jeżeli temperatura nadal będzie wysoko. Walczę sama ze sobą, bo wiem, że to może być za wcześnie, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że powinno być dobrze. Pewnie dlatego nie mogę się doczekać testowania. W poprzednich cyklach wiedziałam od razu, że nic z tego, teraz kiełkuje we mnie przeczucie, że to jest TEN cykl. Miałam tak tylko dwa razy (na 32 próby). Jedno się spełniło. Kto wie może i tym razem będzie dobrze?
Postanowione, jutro testuje, ale nie będę się załamywać gdyby wyszedł negatyw, bo to będzie dopiero 12dpo i ma prawo nie wyjść nic.
Spodziewany termin miesiączki 16-09 w razie co zatestuje drugi raz.

aknis każdy doczeka swojego szczęścia 13 września 2016, 12:09

Rozmowa z lekarzem NFZ:
-Jakie leki pani bierze?
-to to i to
-To co ja pani pomogę idzie pani do swojego lekarza.

Masakra, jak mnie to denerwuje że jak człowiek leczy się prywatnie to już na fundusz nie zasługuje.
Pytam czy robi monitoring, nie on nie ma czasu się takimi rzeczami zajmować, idzie pani do swojego lekarza.
Potem zarzucił mi że jestem stymulowana i przyszłam sprawdzić jak to wygląda, bo mam 4 pęcherzyki w tym dwa dojrzałe po ok 2 cm. Pff to mój organizm dąży do bliźniaków, nie leki. Przy okazji powiedział że z obrazu usg on nie widzi u mnie pcos... To już kolejny lekarz który mi to mówi. Dodał ze wszystko wygląda dobrze i że jak zachodze to znaczy że jestem płodna i w ciąży będę prędzej czy później. Taaa...
No ale nic przynajmniej wiem że mam 2 dojrzałe pęcherzyki. Sama zapytałam o wymiary więc powiedział mi że jeden ma 2,09, drugi już nie wiem ale też ok 2.
A mój doktorek co mówił? Że nie będzie owulacji... A tu proszę w 3 dni z ok 1 cm na ponad 2. Zobaczymy co z tego będzie :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)