małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 17 września 2016, 11:56

Od ponad tygodnia próbuję się zebrać do wpisu.. Czytam Wasze wpisy, czasem coś skomentuję, ale do własnego wpisu jakoś zebrać się nie mogę, bo mam wrażenie, że u mnie się nic nie dzieje.. Nic nowego.. Po ostatnich stymulacjach, punkcji i transferze cieszyłam się bo cykl był normalny.. No to następny był 15dniowy, a @ taka skąpa jakby jej nie było.. Nawet się zastanawiałam czy w moim przypadku może to być tylko plamienie..

Kibicuję każdej następnej ciąży, a tych po wakacjach jest sporo.. Bardzo się cieszę:) Chciałabym, żeby cała różowa strona zmieniła się na fiolet.. Mogłabym nawet zostać tu sama, trudno poświecę się:)

Na zwolnienie nie poszłam, choć o tym marzyłam.. G. mi nie pozwalał, stwierdził, że w domu będzie tylko gorzej, będę siedzieć, myśleć i płakać.. I może miał rację.. W pracy taki armagedon, że jeszcze nigdy tak nie było.. Albo tak to odbieram bo zebrać się nie mogę.. Ale to dobrze, nie mam czasu na myślenie.. Staram się pracować sumiennie, chociaż widzę, że jakość pracy mogłaby być lepsza.. Zabieram pracę do domu, zabijam czas na myślenie pracą.. Poza tym nie mam czasu na nic.. G. mi się rozłożył dość porządnie, a wiadomo jak to jest z chorym mężczyzną, jeżdżę z nim po lekarzach i muszę poogarniać okolice domu, to co zawsze robił on..

No i ślub.. Najtrudniej było powiedzieć rodzinie.. Była mała imprezka rodzinna zatem była okazja.. Na imprezce wszyscy, którzy będą zaproszeni.. Bałam się pytań, od lat wszyscy wiedzieli, że nie chcemy ślubu.. Powiedziałam, ale na osobności dziadkom i chrzestnemu.. Jak chrzestny przy stole zaczął temat, popłakałam się i wyszłam.. Można powiedzieć, że czarną robotę tłumaczenia się odwaliła za mnie mama.. Kuzynka wyszła za mną, tak bardzo trzymała kciuki za ostatnią próbę.. Jak wróciłyśmy do stołu nikt już o nic nie pytał, gadali sobie na inne tematy jak gdyby nigdy nic.. Kilkoro znajomych nie zadawało żadnych pytań.. Gorsze są jednak te wszystkie ustalenia, co jak, kto, ile, gdzie.. Mam dość.. Tak naprawdę G. zajmuje się wszystkim, ale i tak mam dość. Nie chcę się tym zajmować, jestem zniechęcona.. Odbieram ten ślub jako jakąś karę, a nie powód do radości.. Staram się tego nie okazywać bo wiem, że sprawiam przykrość G.. On jest zachwycony.. Zrobił mi niespodziankę, oświadczył się.. Nie potrafię nazwać swoich uczuć, niby ucieszyłam się, ale chwile później ukuło mnie uczycie smutku, żalu.. Bo nie taki miałam plan na życie.. Nic z mojego planu się nie zgadza.. I chyba z tym najbardziej nie mogę się pogodzić.. Najgorsze w tych całych przygotowaniach jest to, że mimo, że żyjemy od lat na własny rachunek i nic od rodziców nie chcemy, oni czują się zobowiązani do zorganizowania nam wesela.. najlepiej na 150 osób z sukienką na grube tysiące.. Dopiero jak dostałam chyba jakiegoś ataku histerii, paniki czy Bóg wie co to było, odpuścili.. Wykrzyczałam im (oczywiście zalana tryliardem łez), że jak nie mają na co wydawać to niech dadzą mi na kolejne próby in vitro, raz udało się z jedną komórką to może uda się jeszcze raz.. Ze nie chcę tego ślubu wcale, że jak będą się tak zachowywać to nikogo nie zaproszę, a dwóch świadków wezmę z ulicy.. Że robię to tylko dla papierka, a każdy grosz wydany na imprezę jest dla mnie pieniądzem wyrzuconym.. Że mam inne cele na które odkładam każdy grosz.. W końcu chyba się pogodzili.. Malutki kościół, malutkie przyjęcie (obiad, kawa), tylko najbliżsi.. Co rusz wymyślają sobie jakieś problemy, ale raczej drobne np. dlaczego nie chcę nowych butów, skoro mam kilka które pasują.. Myślę, że bardzo dobrze, że nasze przygotowania nie trwają rok czy dłużej bo zwariowałabym na bank!!!

Płaczę mniej niż wcześniej.. Miewam dni, że nie płaczę i potrafię powstrzymać się od łez w miejscach publicznych.. I chyba przestanę oglądać serwisy informacyjne.. W ostatnich dwóch tygodniach dwa pijane noworodki.. Uważam, że powinni zmienić prawo.. Pijana ciężarna, zabierać jej dziecko od razu bez tłumaczenia!!! Patrze na te dzieciaczki i myślę, że może być tak, że kiedyś jedno z nich będzie w naszym domu.. Niestety, ale nie mogę oderwać się od myśli, ze tylko patologia oddaje swoje dzieci.. Może dlatego, że nie znam z życia żadnej kobiety, która wpadła, nie chciała, wiadomo początki są trudne jak to ciąża z zaskoczenia.. Ale ostatecznie wszystkie urodziły swoje maleństwa i cieszą się macierzyństwem.. Nie znam, nie słyszałam o normalnej kobiecie żyjącej w biedzie, studentce, bardzo młodej dziewczynie, która oddała dziecko.. W mojej głowie jest myśl, że tylko nienormalna/patologiczna kobieta odda dziecko..

Mam wrażenie, że pomaga mi też w trudniejszych chwilach, to, że zaczynam myśleć, że muszę omówić to z psychologiem.. zaczynam też nazywać swoje potrzeby, żeby móc jej powiedzieć czego od niej oczekuję.. Postaram się pisać coś częściej, żeby nikogo nie stresować:)

Lecę pracować:)

efta historia jak ich wiele... 17 września 2016, 12:12

15 dc.
Dziś miałam jechać do kliniki. Ale zadzwoniła do mnie p. doktor chcąc przełożyć wizytę na inną godzinę. Powiedziałam jej , że byłam na usg u miejscowego gin. i ile ma mój pęcherzyk. Zgodziła się ze mną, że mam nie przyjeżdżać i sama podac sobie zastrzyk. Dostałam maila z zaleceniami:"ZASTRZYK GONAPEPTYL 0,1 1 AMP DZISIAJ WIECZOREM- O 20:00 PROSZE WSPÓŁŻYĆ DZISIAJ WIECZOREM- PO STOSUNKU DŁUGIE LEŻENIE PROSZĘ WSPÓŁŻYĆ JUTRO- W CIAGU DNIA LUB WIECZOREM, A NASTĘPNIE: PROSZĘ WSPÓŁŻYĆ W PONIEDZIAŁEK 19-09-2016 RANO, PO STOSUNKU DŁUGIE LEŻENIE (MIN. 1 GODZINA!!) PCT TEGO SAMEGO DNIA POPOŁUDNIU W MADISONIE W GDAŃSKU- BADANIE NALEŻY WYKONAĆ 8 GODZIN PO STOSUNKU (MATERIAŁ POBIERA PANI POŁOŻNA- PROSZĘ ZGŁOSIĆ SIE ZE SKIEROWANIEM DO REJESTRACJI) WIZYTA W GDYNI 19-09 Z WYNIKIEM PCT- NA USG (JESTEM OD 13:30-20:00)

Ale się cieszę. Nie muszę dziś jechać :D 300zł zostaje w kieszeni :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 września 2016, 15:48

20 dc, 6dpo?

Siedzimy sobie z m. w górach. Mieliśmy się w końcu zrelaksować i odpocząć, ale niespecjalnie nam to na razie wychodzi. Leje jak z cebra, czyli wszystko w tegorocznej normie... Nocy prawie nie przespałam, za sprawą innych mieszkańców kwatery, którzy tłukli się chyba do 2, a później wcześnie wstawali nie dając szansy na odespanie (to też jest tegoroczna norma naszych wypadów). Od kilku dni w ogóle się nie wysypiam, chodzę ledwo żywa, co może mieć niestety negatywny wpływ na implantację (nie mogę o niej przestać myśleć!) i wprowadza mnie w nerwowy nastrój:( Żeby jeszcze temperatura chciała ładnie wzrastać, ale nic z tego. Stoi na podobnym poziomie jak w poprzednich cyklach. Najwyraźniej magiczny pociąg szczęśliwego ciążowego cyklu już odjechał, a ja nie załapałam się na wolne miejsce...

Mamax Walka o Bobo. 6 października 2016, 19:48

Rodzice przyjada w niedziele :-) Mieli przyjechac w nastepna sobote i juz nawet kupil ina ten czas bilety ale udalo im sie je dzisiaj wymienic. Boje sie ze moze ginka ma racje i ze Christian wczesniej sie urodzi. Wole wiec miec juz rodzicow u siebie i wrazie czego byc juz spokojna o dzieci. Najwyzej posiedza z nami dluza z czego dzieci beda zadowolone :-)

kropka_ myśloodsiewnia 17 września 2016, 13:29

no więc szef przyjął moje L4, że się tak wyrażę z godnością. oczywiście przez najbliższe tygodnie będziemy jeszcze mniej, lub bardziej kontaktować się, a nawet widywać, ale wreszcie to nie będzie bite 8 godzin dziennie, więc mogę się przełączyć w tzw. tryb "slow". postaram się nie zmarnować tych wolnych dni w takim sensie, że jednak nadam sobie jakiś rytm dnia, który nie pozwoli mi umrzeć z nudów podczas gdy mój Mąż będzie w pracy. oczywiście nie będą to jakieś wielkie zadania/wyczyny, ale wreszcie odgruzuję nasze mieszkanie, bo jak dotąd przez te weekendy na działce to sprzątamy tylko z grubsza, a przez słoiki gotujemy od wielkiego dzwonu. już nie wspomnę o zwyczajnym zadbaniu o siebie, również w wymiarze intelektualnym i duchowym, chociaż akurat w przypadku książek to zamierzam się bardziej ograniczać, niż rozbestwiać.

na tym etapie zwolnienia po prostu cieszę/delektuję się wolnością. mam nadzieję, że ten entuzjazm utrzyma się aż do stycznia, tj. do szczęśliwego rozwiązania, czego sobie bardzo życzę.

p.s. nasz synuś coraz częściej dokazuje w brzuszku. uwielbiam to i za każdym razem się wzruszam. Mąż też, tym bardziej, że najwięcej prób kontaktu jest właśnie kiedy on jest w pobliżu. przypadek? nie sądzę. podobno dzieci na tym etapie już coś słyszą, więc moja teoria jest taka, że synuś reaguje na nasze głosy.

ma_pi Demotywator 19 września 2016, 15:45

Małpiszcze odrobinę mnie zaskoczyło. Myślałam, że przylezie dziś, a rozkręciło się już wczoraj. Ostatnie krio z tego cyklu będzie zatem bardziej 6-7 października.
Prawie wszystkie badania mi się przeterminowały, więc jestem 500 zł do tyłu.

efta historia jak ich wiele... 17 września 2016, 16:02

15 dc.

Własnie wróciłam z wizyty u hematologa.
Nie dowiedziałam się nic nowego czego bym już nie wiedziała.
Lekarz powiedział, że MTHRF hetero jest łagodną wersją. I doszukiwać się u mnie trombofilii nie bedziemy. kwas foliowy, Clexane od owulacji, acard, wit, B i B12. to wszytko. Acha zwiększył mi tylko dawkę kwasu foliowego z 2 na 5mg. Powiedział, że ginekolog dobrze mnie prowadzi i on nie ma do czego się przyczepić. Tyle, że suplementację wit. B i B12 wprowadziłam sobie sama gin o tym nie wspomniała.
Dał mi namiary na lekarza hematologa specjalizującego się w ciążach. Ale powiedział, że nie widzi sensu abym do niego jechała. wyniki oprócz mutacji mam dobre.

16dc. Według ovufriend 1 dpo.
Sobota. Za oknem szaro, buro i ponuro no ale prziecież to już prawie jesień więc tak ma być. A u mnie dom posprzątany, pranie zrobione, królewiec upieczony i chłodzi się w lodówce, mąż na rybach a ja po długiej, gorącej kąpieli leże i odpoczywam. Aaaa no i Lewy strzelił 5 gola w Bundeslidze! :D :D Taaaaak, kocham takie soboty <3 Odkąd poszłam do pracy brakuje takiego odpoczynku, ojj brakuje! No coż takie życie. Ale z drugiej strony gdyby nie praca to chyba bym oszalała z nudów w domu. Także dobrze, że jest. A co do starań...hmmm jakoś specjalnie nie liczę na ten cykl. Serduszkujemy jak co miesiąc więc co ma być to będzie :) Na dziś chyba tyle.
Udanej soboty i miłej niedzieli :)
Trzymam za wszystkie starające kobietki kciuki :)
;*


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 września 2016, 08:24

20 września - to miała być najpiękniejsza data w moim życiu, spotkanie z moim największym marzeniem. Pewnie teraz z wielkimi emocjami wyczekiwałabym te ostatnie dni na spotkanie z moim maleństwem. Cały czas trudno się z tym pogodzić, że będzie inaczej, że nigdy nie zobaczę mojego okruszka. Czytałam wiele historii różnych dziewczyn i duża większość z nich po stracie w przeciągu kilku miesięcy zachodziła w kolejną ciążę. A u mnie dalej nic, cisza i pustka. Już na zawsze patrząc na dzieci urodzone we wrześniu 2016r będę myślała o moim skarbie szukając go wśród roześmianych buź, małych rączek, dziecięcego śmiechu i powiewu wiatru...

Pamiętam jak po operacji wszyscy mnie pocieszali, że skoro raz zaszłam w ciążę, to na pewno zajdę po raz drugi, że teraz, to na pewno szybciej się uda. Wszyscy, którzy nie doświadczyli nawet przez moment mojej sytuacji z uśmiechem na ustach zapewniają mnie, że na pewno już niedługo będę mamą, tylko skąd ja mam mieć taką pewność. Ciekawe czy oni mieliby taką pewność, gdyby ponieśli tyle porażek. Oni nie mają nawet pojęcia przez co ja przechodzę każdego dnia i jak bardzo mi to wszystko ciąży, jak bardzo boli. Czasem denerwuje mnie ten optymizm innych w stosunku do mojej sytuacji.

Brak zapału do starań dalej się u mnie utrzymuje. Nie chce mi się mierzyć temperatury, zaznaczać danych na wykresie i podniecać się, ze może się udało. Zbliżam się do końca cyklu, dobrze znam finał i nie ma we mnie ani odrobiny nadziei, że tym razem mogło się udać. W tamtym cyklu były objawy, nadzieja, podniecenie, a teraz czuję tylko wypalenie i zmęczenie materiału. Poprzedni cykl był dla mnie trudny, ponieważ obok tej ogromnej nadziei, że mogło się udać miałam bóle po lewej stronie promieniujące na kręgosłup i nogę. Bóle utrzymywały się parę dni po @. Strasznie się bałam, ze to cp, ze dwie noce nie mogłam zmrużyć oka, co chwilę oblewałam się zimnym potem. Poszłam do lekarza do którego chodziłam wcześniej zanim zaczęłam się leczyć u profesora. Na szczęście nie zauważył nic podejrzanego, nie mam też żadnych torbieli, owulacja się odbyła. Bóle przeszły, może były na tle nerwowym. Będąc na wizycie opowiedziałam o cp i zapytałam co dalej powinnam zrobić według niego. Niestety nie usłyszałam nic optymistycznego, powiedział, że skoro miałam cp to mam bardzo duże szanse na kolejną i najlepiej już nie tracić czasu, bo najmłodsza nie jestem tylko iść na in vitro, dał mi namiar na klinikę. No bo po co próbować najlepiej od razu iść na łatwiznę. To była moja ostatnia wizyta u tego lekarza, a szkoda, bo kiedyś miałam do niego zaufanie. Profesor to przynajmniej stara się mnie nastawić optymistycznie, daje nadzieję, ale może tylko tak mnie zwodzi, a ten powiedział wprost jakie są moje szanse. Jedno jest pewne in vitro jest na końcu mojej drogi i jeszcze nie jestem na nie gotowa, jeszcze będę walczyć, jeszcze mam kilka opcji, jeszcze wierzę, że Bóg pozwoli mi zostać mamą naturalnie. Od następnego cyklu będą ostre starania, pokaże temu patafianowi-lekarzowi, że zajdę w ciążę bez niego i bez in vitro.

Panie Boże chciałam Ci podziękować za nową pracę, dzięki niej nie mam czasu na zbyt długie dołowanie się, zadręczanie. Początki w przedszkolu są trudne i absorbujące zanim dzieciaki się zaadaptują i przyswoją zasady funkcjonowania w przedszkolu. Wracam do domu po zajęciach i padam, a tu jeszcze trzeba przygotować dekoracje, zrobić plany miesięczne, wychowawcze, obserwacje itp. No ale jak przebrnę przez wrzesień i się wdrożę do wszystkiego, to powinno być już lżej. Trochę rzadziej tu przez to zaglądam, pochłania mnie praca, ale o każdej z moich przyjaciółek pamiętam i często myślę, życząc każdej z Was wszystkiego, co najlepsze <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 września 2016, 18:02

Dzięki dziewczyny za wsparcie :*

etola Runął mi świat... 17 września 2016, 18:07

Niepokoją mnie plamienia po @. Po badaniu sono hsg czytałam że @ pojawia się raczej w terminie. U mnie opóźniła się chyba o dwa dni, także w normie. Na forach wyczytałam też, że będzie bardziej boląca aniżeli normalnie - u mnie szok, bo zawsze bardzo boleśnie miesiączkowałam i nie obyło się nigdy bez przeciwbólowych i gorących kąpieli a tu niespodzianka - żadnych bóli:D Krwawienie tylko bardziej krwawe. Niepokoją mnie tylko te plamienia...

beta hcg 477 mIU/ml! czyżby blizniaki?:D a tak przy okazji zanim jeszcze odebralam wynik przeczytałam na aplikacji moja ciąża takie cos:
"W najbliższej przyszłości prawdopodobnie będzie można rozpoznawać płeć dziecka już w pierwszych tygodniach ciąży. Będzie to możliwe na podstawie analizy dynamiki przyrostu gonadotropiny kosmówkowej (hCG) w surowicy krwi ciężarnej. Naukowcy zauważyli, iż w przypadku płodów żeńskich przyrost wydzielanego przez łożysko hormonu jest o ok. 20% wyższy niż w przypadku męskich."

a może dwie dziewuszki? <3 <3 <3

progesteron 11,33 ng/ml niby w normie, cosik mały, ale bez spiny, może akurat był spadek, wysłałam wyniki mojej gin, po powtórzeniu bety umówimy się na wizytę, chyba będę celować jak najpóźniej może będzie serduszko już, w 7 tc chcę iść. Czekam jeszcze co mi napisze o tym progu.

W tej aplikacji też, przeczytałam, że moja kruszyna ma 2 mm, jejuuuuu <3 <3 rozpływam się :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 września 2016, 19:02

Zuzaczu Doczekać się i nie zwariować... 17 września 2016, 23:18

No i jest plamienie...Dobrze ze nie robiłam testu i oszczedzilam sobie widoku jednej kreski. To był cykl bez szczególnych starań i obserwacji wiec czemu znowu czuję to cholerne rozczarowanie i ten cholerny żal że sie nie udało? No nic czekam na @ i nowy cykl który też będzie mało staraniowy ale pewnie głupia nadzieja znowu się pojawi bo przecież uprawiam seks bez zabezpieczenia i nie omijam szczególnie dni plodnych więc kurwa czemu nie mogę po prostu wpaść jak tysiące ludzi na świecie...
Chuj z tym kiedyś się musi udać!!

Nie wiem, ja już nie radzę sobie z emocjami. Sama nie wiem czy mam siłę cokolwiek opisywać. Dla nas to wyśniony cud którego nie możemy się doczekać, choć tak bardzo go pragniemy...a dla kogoś innego ot dzieciak...problem...coś co jest i już...tyle emocji, a tak mało słów :(

anemic Wielkie chcenie ... 18 września 2016, 08:46

Temperatury jakieś takie chyba z dupy. Ból brzucha nie do zniesienia. Nigdy nie miałam bólu miesiączkowego, za to od wczoraj to dramat. W nocy myślałam, ze chyba umieram

Dziewczęta, w piątek byłam na badaniu prenatalnym. Trochę się bałam, zwłaszcza jak zobaczyłam ryzyka ze wzgledu na wiek, ale samo badanie super. Dziecko zdrowe, a widok rączek, nóżek i całej reszty bezcenny. Pani dr stwierdziła, że wyniki mam jak 25 latka, więc moje drogie do dzieła :-)

Czekam na fiolecie niezmiennie :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 września 2016, 09:34

przyszła!!!! :) dziś rano :) i to z przytupem czyli zwijam się z bólu i mnie zalewa ... ale to nic
1 dc uffff w końcu nowy początek i wszystko się może zdarzyć :)

Sheis 2 niepowodzenia 18 września 2016, 10:04

W piatek zawiezlismy kosmowke do Poznania do kliniki Genesis. W ciagu 7 dni dadza znac czy wycinek nadaje sie do badania. Wybralismy pakiet za 1700 zl ( badanie pod katem wszystkich nieprawidlowosci chromosomow) moglismy wziac taki za.700zl ale wtedy bada sie tylko 7-8 glownych nieprawidlowosci najczesciej wystepujacych. Wolelismy zbadac pod kazdym katem. Do tego wybralismy badanie na wirus opryszczki bo.w 3 tyg mnie nawiedzila i jestem bardzo ciekawa czy mogla byc przyczyna. Lacznie badania wyjda na ok 2 tys zl. Robimy je dla swietego spokoju. Chociaz moga nic nie.wykazac. i bedzie trzeba robic kolejne.
Modle sie zeby wycinek byl dobry i mozna bylo go zbadac. Pisze chyba chaotycznie ale mam potok mysli.

Zaczynamy wszystko od.poczatku.
Jutro.chyba wroce do pracy. W domu bede sie zadreczac. O tyle dobrze ze o wszystkim wie tylko szef. Wiec nie bedzie mi glupio przed innymi.

ołowiana wrona Wronie gniazdo... 18 września 2016, 11:42

Ciąża zakończona 15 września 2016

Łucja urodziła się o 13.52 z wagą 3140g i 53cm długa i jest spełnieniem wszystkich naszych oczekiwań i marzeń <3

Lucy właśnie śpi przy cycu, więc mam chwilkę na update :) poród był trudny więc pisać ani wspominać o nim nie chcę, a sekunda w której usłyszałam ją, zobaczyłam i poczułam nie do opisania. Trafiło nas oboje :) Mamy śliczne zwierzątko jak mówi o niej B no i co potwierdzają nasze Mamy - jest podobna do mnie :)
Póki co staram się rozkręcać laktację bo Mała ma niezły spust, w nocy mamy jedną pobudkę ale taką na dwie godziny minimum czasem dłużej, niby męczące ale wiem, że mogło być dużo gorzej i Lucy bardzo ładnie śpi tak na prawdę. Ale to tygodniowy gzub więc jeszcze wiele się zmieni i tylko modlę się oby na plus :)
A na marginesie nie wiedziałam,ze mój smartphone trzyma baterię ponad 3dni :) tak mało czasu na 'resztę świata' poza nią :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2016, 11:18

3 dc
No i doczekałam się :) przyszła @ jak zwykle jak w zegarku (no cóż duphaston działa cuda). Od wczoraj biorę lamette (3x1) i estrofem (2x1). Od wtorku czas na serię zastrzyków z FSH (fostimon 75 jm). Jestem bardzo ciekawa efektów, a zarazem boje się czy tym razem się uda. Ale o tym już pisałam. Póki co już czuję spadek nastroju i większą nerwowość jak to zwykle mam po letrozolu. Przez chwilkę czułam jajniki po południ ale dosłownie pół minutki więc nie zaliczam tego jeszcze do jakichkolwiek objawów.

Mąż przełożył badanie nasienia na przyszły piątek. Chce zrobić badanie jak najpóźniej, żeby sprawdzić czy jest efekt brania tych wszystkich leków (leki bierze dopiero 40 dni a czas trwania spermatogenezy to ok 72 dni).

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)