Zrobiłam krzywą cukrową i przesłałam wyniki do gina. Odpisał szybko. Glukozę na czczo mam za wysoką. W ciąży norma jest do 92, a u mnie wyszło 95. Wynik po godzinie i dwóch od wypicia 75g glukozy był dobry.
Mam iść do gina po skierowanie do poradni diabetologicznej i na badania prenatalne, bo z racji ukończonych 37 lat należy mi się na nfz. Umówiłam się do gabinetu, który specjalizuje się w badaniach prenatalnych.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2016, 07:12
7dc
Już po @. Zaczyna się więc znów ten najprzyjemniejszy czas starań 
Wczoraj cały dzień odpoczywaliśmy z mężem po sobotnim Halloween. I pierwszy raz od tego sierpniowego dnia naprawdę rozmawialiśmy o tym. Pierwszy raz opowiedziałam mu o wszystkim co czułam, co czuję do dziś. A on słuchał i rozumiał.
Bo tak naprawdę to nigdy szczerze o tym nie pogadaliśmy. On to przełknął, ja płakałam, on nie wiedział co robić. Potem były tylko sprzeczki, ciągłe kłótnie. Wczoraj doszliśmy do wniosku, że to właśnie przez brak rozmowy. Każde z nas zdusiło to w sobie i nie rozumiało drugiego. Bywały momenty, że chciałam to zakończyć. Mówią, że takie przeżycia umacniają związek, albo przeciwnie, rozwalają. Już byłam pewna, że nas dotyczy to drugie.
A dziś wstałam z jeszcze większą nadzieją. Będzie dobrze. Będziemy mieli upragnione dziecko. Teraz wszystko będzie inaczej.
14 dc.
Długo mnie tu nie było...
Aktualnie jestem na kilkudniowym urlopie w Polsce. Panieński najlepszej przyjaciółki!
Dziś pan z Pret a Manger na lotnisku w Birmingham sprawił, że mam super humor
podchodzę do kasy, jeszcze nie zdążyłam nawet się przywitać, a on do mnie:
"Dzień dobry piękna! Dzisiejsze śniadanko oraz kawę ma Pani w gratisie za bluzę PROSTO"
)))))) złapałam zaciesz od ucha do ucha, podziękowałam serdecznie, chwilę pogadałam i poleciałam na samolot. Fajnie, że są tacy ludzie!
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2017, 12:50
Dziennik pokładowy - cykl 5, 24 dc, nie-wiem-ile-dpo
PannoNatalio - jak to miło, że napisałaś w komentarzu, że lubisz mój pamiętnik. A ja się zastanawiam - co tu lubić, jak piszę takie smuty? 
W piątek skończyłam 25 lat. To były moje najsmutniejsze urodziny w życiu. Nie dlatego, że poczułam, że "ewidentnie się starzeję" - tak szczerze, to stosunek do swojego wieku mam raczej zdrowy, czuję się na tyle, ile mam, i, ba!, lubię mieć tyle, ile mam. Ale mam bez przerwy wrażenie, że trawa jest bardziej zielona wszędzie indziej, tylko nie na moim podwórku. Ledwo zaczęłam się czuć dobrze w pracy, to w międzyczasie walnęłam pomyłkę, która wywołała dość duże straty dla projektu, a potem jeszcze powiedziałam coś, co komuś się mocno nie spodobowało i dostałam "oj-oj!" od szefa, który jest dwa razy wyżej od mojego bezpośredniego szefa. Ach. Moje życie to ostatnio wieczne czekanie - na lepszą pracę, na mieszkanie, na... ciążę?
No... jestem ciekawa, czy mąż to dobrze obliczył. Skubany zaznaczył nam serduszko na wykresie. Z dziwnych obserwacji - po owulacji zawsze, odkąd pamiętam, cycki bolą mnie jak głupie do momentu, aż nie przyjdzie @. Mamy 24 dc i... bólu brak. A może to stres znowu poprzestawiał to i owo?
Nie wiem. Najważniejsze, że nie fiksuję w temacie ciąży. Już to parę razy zaznaczyłam, ale to naprawdę mój olbrzymi sukces.
Jutro próba zadumy przy jednostajnym akompaniamencie komentarzy na temat tego, kto jak się ubrał na cmentarz. A trzeciego listopada... jedziemy na kabaret Hrabi! Matko, ale się jaram! Jaram się bardziej niż tym, że istnieje 50% szans, iż koło 10 listopada moje życie może się wywrócić do góry nogami.
20t3d
Wydaje mi się, że czuję ruchy dziecka. Wydaje mi się, że Maciek też dostał już kopniaka w dłoń od własnego dziecka.
W piątek mamy badanie u nowego lekarza, zobaczymy malucha. Mam nadzieję,że wszystko jest ok!
19 dc, 7 po
Dzis w pracy, mimo ze wiekszosc kolegow wziela wolne i zrobila sobie dlugi weekend. M musial stawic sie w biurze, wiec i ja stwierdzilam, ze nie ma co marnowac urlopu i przywloklam tu moje cztery litery. Lubie pracowac, kiedy biuro jest prawie puste. Cisza i spokoj sprawiaja, ze latwiej jest mi sie skoncentrowac i jakas taka wydajniejsza jestem. No a fakt, ze jutro wolne a w srode pracuje tylko do 13 jakos tak optymistycznie mnie nastraja. Pogoda za oknem wspaniala, cieplo i slonecznie, wiec miiiilo. Gdyby tylko ta ziemia sie nie trzesla, bo wczoraj rano malo w gacie nie narobilam ze strachu. Kolebalo jak cholera.
Tak sobie mysle, ze w sobote rano zatesuje. Bedzie 12 po. Poprzednim razem tez testowalam 12 po i wyszedl cien cienia. Nadzieja matka glupich...
Co jest ze mną nie tak?
Od 20:00 do 2:00 wymiotowałam jak kot. Rano biegunka. Wypiłam herbatę, żeby ruszyć ściśnięty żołądek i co? Wymiotowałam dalej od 7 rana.
Zaczynam wierzyć, że ktoś rzucił na mnie jakiś urok. Odkąd dowiedziałam się, że jestem w ciąży dopadają mnie coraz gorsze choroby.
Boję się, że się odwodnie. Piję małymi łyczkami wodę mineralną, póki co udało mi się wypić pół kubka (nie licząc zwymiotowanej herbaty). Na domiar złego siedzę w pracy, bo jest ostatni dzień miesiąca i z całej firmy ja potrafię zrobić pierdzielone raporty, a jedyna osoba, która mogłaby mnie zastąpić sama leży z temperaturą. Tak więc siedzę skręcona w fotelu, obsługuje klientów i proszę Boga o 16...
Muszę wyglądać bardzo źle, bo Pani przy kasie w sklepie zapytała mi się czy nie potrzebuję szklanki wody...
M A S A K R A!!!
23dc - 3dpo
Jejciu.... Jak mi ten czas leci. Juz 23dc a 3dpo !
Nie wiem kiedy i gdzie mi to minelo.
Jeszcze troszke a bede testowac o_O
Sama nie wiem po co jak i tak wiem, ze nic z tego. A moze jednak zobacze II kreski na sikancu? Moze moj D. dobrze przeczuwa?
Taaaa.... Chyba w snach...
Dziś pracuję zdalnie z domu. Na szczęście już lepiej u mnie z koncentracją. I ze stresem. I mieleniem myśli.
Jest 5 dc, od kilku dni biorę letrox i nawet dobrze go toleruję. Endo ostrzegała, że mogę być bardziej nerwowa. Jakoś tego nie dostrzegam.
Postawiłam też na aktywność fizyczną, bo jednak mam pracę siedzącą. A ruch pozwala się odstresować i sprawia, że nie myślę o głupotach. Serio, działa. Budująca jest też myśl, że w ten sposób uchronię się przed galaretowymi udami i obwisłymi pośladkami.
Zastanawia mnie też kilka kwestii odnośnie ludzi zaciążonych i mających dzieci. Obserwuję mnóstwo przypadków zawodowo i prywatnie. I najciekawsze, że większość kobiet planujących ciąże je syfiasto, w ciąży niewartościowo (w Polsce cały czas panuje mit, że w ciąży można sobie pozwolić na wszystko, - czytaj słodycze- za to karmiąc piersią pozostaje tylko żywieniowa asceza, bo przecież tyle rzeczy szkodzi dziecku, a mało kto zwraca uwagę na to że nie ma czegoś takiego jak rurka łącząca nasz tyłek z piersią, a wzdęcia powstają w układzie pokarmowym kobiety, a nie w jej krwi). No i co ciekawe, dzieci są w ponad 80% żywione źle, bo lekarze pediatrzy w ramach edukacji żywieniowej rozdają sponsorowane materiały, a reklamy w tv wprowadzają dorosłych w błąd, ponieważ w tym kraju można kupić opinię dowolnego instytutu.
No więc zmierzam do tego, że ludzie żyją nie do końca prozdrowotnie a problemów z rozmnażaniem u nich brak, rodzą pozornie zdrowe dzieci (w chwili narodzin i kilku lat życia problemów brak), potem te dzieci odżywiane są głównie cukrami prostymi i jak dobrze pójdzie śladowymi ilościami warzyw - no i problemu brak.
Może ktoś to kiedyś sprawdzi, zbada - wpływ beztroski na rozmnażanie człowieka.
Co do ciąży, presja mi spadła. Podejrzewam, że to jakaś reakcja obronna organizmu, która ma mnie uchronić przed zawodem. W zeszłym miesiącu narobiłam sobie za dużych nadziei, unikałam ćwiczeń (bo może się zagnieżdza?), sikałam namiętnie na testy owulacyjne (co było wkurzające, bo dużo piję co cholernie rozcieńcza mi mocz), nie napiję się alkoholu (bo przecież wpływa na interpretacje temperatury) itd. itp.
Trzeba wyluzować i mieć to wszystko w dupie. Przecież czas i tak upłynie.
Kiedyś, kilka lat temu osoby siedzące w hipnozie/ezoteryce przepowiedziały mi, że pewnego dnia się ogarnę, będę miała ogarniętego męża, dom, fajną pracę i ogarnięte dzieci.
Niby pierdółka, ale pocieszająca, bo faktycznie męża mam ogarniętego, a jak sobie przypomnę siebie sprzed kilku lat to też widzę postępy i znajomi ze szkolnych lat też to potwierdzają.
Dobra, wracam do pracy. Koniec przemyśleń.
Zaczęliśmy 33tydzień, tym samym wyrobiliśmy 80%
ale to leci. Od wczoraj w sypialni stoi i czeka łóżeczko. Ciasno jak diabli i zastanawiam się, kiedy będziemy mieszkać w końcu jak ludzie... gdzie wstawimy wózek to już nie mam bladego pojęcia.
Dzieć dziś ma dzień aktywności-cóż, najwyższy czas po dwóch dniach drzemania. Dał trochę odpocząć. Muszę dodać, że moje dziecko jest nietypowe. Wszędzie słyszę, że należy zjeść a potem leżeć i liczyć ruchy, hmm. A co ja mam liczyć, skoro On po jedzeniu śpi w najlepsze? A budzi się dokładnie na pory posilków i daje mamie znać, że już pora
9 lub 10 dpo
Mąż zrobił dziś i odebrał wyniki nasienia - wszystko w porządku na pierwszy rzut oka, po święcie wyślę scan do lekarki, zobaczymy jak w szczegółach armia wygląda.
Po dwóch dniach przerwy znowu plamię. Czy możliwe jest, że mogę dostać okres biorąc 2 x dziennie duphaston i wieczorem dowcipnie luteinę 100?
Czy coś się ze mną złego dzieje? Skąd te plamienia? Jak miesiączkuje tyle lat, to zdarza się to pierwszy raz.
Chyba nadszedł moment, żeby zrobić test i spojrzeć prawdzie w oczy. Wiem, że jest wcześnie i może nie wyjść, ale bety nie ma dziś, ani jutro gdzie zrobić. A po święcie muszę iść do pracy, zatem jak?
W ogóle nie czuję nadchodzącej wredoty. Nic mnie nie boli, nawet piersi, nie jestem opuchnięta, kompletnie nic, tylko w brzuchu jakoś dziwnie coś bąbli i się przelewa, jakby właśnie @ miała nadejść.
Przeczucia mnie nie myliły, niestety. Beta spadła o tyle samo, o ile ostatnio urosła.
Zaczynamy tę walkę od nowa. Paradoksalnie jest we mnie dużo nadziei. W końcu się uda.
Po ovu ponoć spada nasza efektywność - ogólna "radość życia"...
to ten dobry humor i skowronki wokół mnie to może dobre przeczucie? 
Ciąża zakończona 3 stycznia 2017
Chyba już mi przechodzi
Smutek i żal do całego świata. A najbardziej żal do Boga.
Zastanawiałam się w sobotę, co ja zrobiłam takiego, że mnie po prostu przeczołgał. Czemu mnie tak doświadcza? W niedzielę poszłam do spowiedzi, a nie byłam już naprawdę długo... Rozmawiałam z księdzem o mojej sytuacji i zastanawiałam się skąd człowiek, który nie ma rodziny może tyle o niej wiedzieć... Dlaczego on rozumie mój ból, skoro nawet bliscy nie rozumieją? Niesamowita spowiedź, bardziej jak rozmowa. Wyszłam z kościoła zapłakana ale to było po prostu moje "katharsis". Nie czuję już tej palącej zawiści która niszczyła mnie od środka. Bo oczywiście dowiedziałam się o ciąży w rodzinie i znienawidziłam kuzynkę w jednej sekundzie. Byłam tym przerażona, bo owszem, zdarzało mi się (nawet dość często) zazdrościć ciąży ale żeby aż tak, to nigdy.
Czy mam nadzieję? Oczywiście. To nieuleczalne. Znów biorę letrozol, znów będzie monitoring i pranie mózgu.
Dziś miałam cudowny, bo wolny dzień
Rano zakupy, później prawie cztery godziny nieustannego sprzątania. Zrobiłam porządek z "przydasiami" w kuchni i łazience, Wyszło 3 worki śmieci i 3 worki rzeczy, które trzeba wynieść do piwnicy... Nie mam pojęcia skąd się to wszystko wzięło. Teraz piję pyszną kawkę i odpoczywam. Jestem szczęśliwa że udało mi się nie zmarnować całego dnia na głupoty 
Wyniki męża z krwi i wyniki nasienia wydają mi się być dobre.
Za to ja mam za mało witaminy D i za wysoki poziom prolaktyny... Wizyta ginekologiczna w czwartek.
Coraz bliżej do terminu spodziewanej @ - według różnych ustaleń wypada na 3-4.11.
Zaczynam robic się niecierpliwa.
Widzę u siebie dużo objawów ale tym razem jakoś nie czuję żeby mogło się udać. W sumie najbardziej "nie udawało się" kiedy byłam wręcz pewna więc może tym razem też wyjdzie na odwrót 
Dziś pojawiło się u mnie więcej kremowego śluzu co u wielu jest objawem,
badałam nawet szyjkę i jest miękka i zamknięta.....
Oh, kończę z tym, dość nakręcania
Kupiłam testy "check&go" bo już od dawna chciałam ich spróbować i trochę się wkurzam.
na opakowaniu nie było podanej czułości testów i myślałam że to "10" ale okazało się że 25...
no trudno - przynajmniej powstrzyma mnie to przed zbyt wczesnym testowaniem.
D. co rusz dopytuje kiedy mam mieć okres - ciężko mi się wykręcić z odpowiedzią a chciałabym testować na spokojnie, bez ponagleń, bez jego nadziei i nakręcania się. Ciągle odpowiadam że za "ok tydzień" ale trochę nie pasuje mu ta odpowiedź.
Gdyby się udało chciałabym mieć możliwośc zrobienia mu niespodzianki 
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2016, 17:58
6 ds
E2 436 pmol/l
PROG 0,2 nmol/l
8ds
E2 685 pmol/l
PROG 0,2 nmol/l
10 ds
Estradiol 3156 pmol/l
Progesteron 0,2 nmol/l
13 ds
Estradiol 10430 pmol/l
PROG 1,9 nmol/l
Endometrium 15 mm
Lewy jajnik 1x17 1x15 1x10
Prawy jajnik 1x23 1x21 1x20 1x17 1x15
i coś tam
Oj żeby tam tylko komórki były dobre
Dziś ovitrel o 20:30 i w środę o 8:30 punkcja
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2016, 18:22
7 dc
Dzisiaj ostatni dzień wzięłam Clo. Pierwszy cykl z mierzeniem temperatury i testami owulacyjnymi. Zobaczymy co dadzą te obserwacje
Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.