Ciąża rozpoczęta 8 kwietnia 2018
12dc
Piękny pecherzyk 20-20,5mm, piekne endo 10,7mm, piekny sluz 
Podany pregnyl o 8:30, a jutro o godz.18 IUI!!! yuppi!!
Ale się ciesze
boje sie tylko czy nie za pozno to IUI, czy pecherzyk np nie peknie za szybko... Jezu, zaczynam sie tym stresowac ze to za pozno....
Przewertowalam swoje cykle z pregnylem, ale nie potrafie nic z nich wywnioskowac... Raz po podaniu pregnylu mam wrazenie że wzdety bolacy brzuch ktory przestal nastepnego dnia bolec i wzrost temp wskazuje na to ze owu po pregnylu byla juz po 8-12h. ale @ przyszla jednak w takim terminie, ze moze byla owu jednak po ok 36h...
W innym cyklu po pregnylu skok temp byl dopiero na czwarty dzień, a znowu @ wskazuje na to że owu byla na nastepny dzien.. nic nie wiem...
Oby pecherzyk poczekal na IUI!!!
A jak bylo u was?
6 dc, 5cs
Nastrój mam nadal obniżony. Czemu? Może dlatego, że dawno nie miałam normalnego, luźnego weekendu a jestem introwertykiem i potrzebuję odpocząć od dużej ilości ludzi. Zwłaszcza toksycznych. Chociaż tych staram się zlewać, nawet nie komentując ich docinek, bo po cholerę mam się zniżać do ich poziomu upadlania innych. Nie mam z tego satysfakcji. Do tego dochodzi moja niecierpliwość, która towarzyszy mi zawsze w momentach przełomowych w moim życiu. Po prostu już marzę o przeprowadzce i życiu po swojemu. Powinnam cieszyć się każdym dniem, ale nie umiem. Wielka krzywda mi się nie dzieje, ale mam cholernie silną potrzebę autonomii.
Do tego spotykają mnie obecnie typowe docinki "życzliwych", o których do tej pory czytałam.Oczywiście w towarzystwie. Czyli:
- "co wy się tak opieprzacie, że dziecka jeszcze nie ma"
- "nawet młodsza siostra cię wyprzedziła"
- "ile jeszcze będziecie czekać"
- itd itp
Na szczęście zawsze ktoś bardziej wyrozumiały z zażenowania odezwie się i powie "a mają jeszcze czas", albo mąż odbąknie że dorabiamy nogi i trochę nam jeszcze zejdzie.
I to tłumaczenie, że ludzi pytają tak z dobroci serca, bo doczekać się nie mogą. Serio kurwa?
Teraz jako tako to znoszę, ale jeśli starania mi się przedłużą to pewnego dnia (jak trafią na gorszy) i wyjdę na stół i obwieszczę, że sorry ale moja macica nie współpracuje ze mną. Albo jajniki. Albo cholera wie co.
Potem stwierdzą że jestem agresywna i niewychowana. Kurtyna.
Także ten. Rozumiem teraz frustrację innych kobiet.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2016, 15:13
18 tydzień 2 dzień
Koszmaru bólu ciąg dalszy... Myślałam że rodzę tak w nocy bolało. Antybiotyk jeszcze nie działa, nospa to jakieś oszustwo, nic nie daje. Mój doktor kazał się dziś pokazać i poszłam. Potwierdził to, co lekarz szpitalny powiedział. Dał skierowanie na badanie moczu i kazał z wynikami przyjść. Maleństwo w porządku. To najważniejsze. Mam zwolnienie do końca tygodnia, mam się wygrzać.
Nika, tak mój gin kazał brać Metformine do porodu, także łykam. A z dietą różnie, raczej nie przestrzegam. Po ciąży będę dalej trzymać, teraz już nie chce mi się...
23 dc, 5 dpo
No i po wizycie. Usłyszałam co chciałam - nasza szansa to in vitro. Niby naczytałam się że z takimi wynikami to właśnie taka opcja nas czeka ale usłyszeć to z ust lekarza to już inna rzeczywistość...
smutno mi się zrobiło, prawie się popłakałam. Załapałam dołka.
Póki co lekarz dał jeszcze leki na 2 miesiące dla męża i ponowne badanie. Ja odpoczywam od stymulacji. Jeśli się nie poprawią wyniki to już tylko in vitro nam zostanie ale też mówił, że po tej procedurze którą zastosował to po tym czasie co mąż bierze leki to już powinny pomóc. Niestety nie łudzę się, że będzie lepiej.
Co do mnie to jedno jajco pękło, drugie zamieniło się w ciałko krwotoczne. Za mało hormonu było... a skąd miałam wziąć lek na pęknięcie jak się doktorek woził po konferencjach? Pobrał też wymaz na genotypowanie mojego HPV i 500 zł poszło.
Nie wiem czy dam radę jutro pójść na grupę po dzisiejszych informacjach. Chyba nie zniosę obecności kobiety w ciąży. Ehh tak mi źle 
Jak narazie @ nie przyszła ,chociaż zazwyczaj wita mnie zawwze rano . No nic ..czekamy jak nie dziś to jutro przyjdzie. Do tego ten ból jajnika,który się utrzymuje.
Popadam w jakąś paranoję. Chcę być w ciąży,ale ciągle się boje,że będzie coś nie po mojej myśli. Najbardziej się boje kolejnej ppzamacicznej. Ciągle o tym myśle no ciągle..w dzień i w nocy, dziś przez to zasnąć nie mogłam .. Pada mi coś na głowę.Czuję to.
39t0d
I o to 40 tygodni. Po lekarzu. Doktor mówił co zawsze, że rozwarcie, że mała nisko, że poród lada moment. Wody mi podobno już nie odejdą, bo mała zatyka cała wejście (wyjście?). Już tracę nadzieję, że urodzę kiedykolwiek.
Dzwonilam dzis do kliniki w sprawie wynikow. Juz sa, ale Pani dr jest na urlopie i dopiero w czwartek bedzie je opisywac i dopiero wysla. Zrobilo mi sie smutno. Pani przez tel nie chciala powiedziec czy sa.dobre. Pewnie nie umie ich odczytac albo nie ma wgladu. Ale zestresowalam sie. Czuje niepokoj.
Poczytalam sobie Wasze pamiętniki przed chwila.i tez.mi sie smutno zrobilo. Zaczelam.sobie przypominac moj strach podczas ciazy, pobyt w szpitalu ten strasznt bol rozczarowania i zalu. Jesli jeszcze uda mi sie zajsc w.ciaze to nie wiem jak sobie z nia poradze bo chyba mnie strach zdominuje.
Ciezko i smutno. Dziecko to chyba moj najwiekszy cel w zyciu na ten moment. Dla innych tak prosty do.osiagniecia, bez wiekszego wysilku, niczym truchcik.Dla mnie to thriatlon 40 km w kompletnej ciemności, bez drogowskazów. Zycie czemus ty takie niesprawiedliwe?
Rok temu zaczęłam pisać pamiętnik i prowadzić wykresy na OF. Zatem kolejny rok minął a w ciąży niestety nadal nie byłam i nie jestem... Może nie podchodzę do tego wszystkiego już tak emocjonalnie, jak na początku, ale moje pragnienie bycia matką nie zmniejszyło się ani odrobinę. Myślę o tym dużo, o naszej sytuacji, staraniach, o ewentualnej inseminacji i o Bożych planach wobec nas w tym temacie. Szukam wskazówek, jakiś drogowskazów, które ześle mi Bóg, abym mogła podjąć dobre decyzje. Staram się ufać. Zwłaszcza w chwilach zwątpienia, przypominam sobie, że Bóg jest Wielki. Nie chcę robić nic wbrew Jemu więc czekam i nieustannie proszę Go o Błogosławieństwo.
24.11 Byłam u ginekologa. Okazało się, że owulacja jednak była choć ja już spisałam wszystko na straty. Niestety miałam zapalenie w miejscy intymnym więc seks był 3 dni przed owulacją (wg OVU). Jednak lekarz dał mi trochę nadziei. Rozmawiając z nim powiedział, żebym natychmiast zaprzestała mierzenia temperatury bo tylko się nakręcam a ona i tak przy tym tempie życia nie jest miarodajna. Wyszłam zaskoczona i uradowana. Jednak nadal mierzę temperaturę. Jakoś nie potrafie przestać i im bliżej do @ tym bardziej się nakręcam, choć bardzo się staram zrelaksować. Na dodatek mam bardzo stresującą prace. Doszedł do tego remont w mieszkaniu. Straciłam już nadzieję, że mam szanse teraz zostać mamą. Strasznie się wszystkim przejmuje i denerwuję. Nie umiem chyba z tym walczyć......
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2016, 19:09
Zla jestem na meza mial w tym miesiacu zbadac nasienie i dupa z tego bedzie
Dzis dzwonil do laboratorium (jedynego w okregu) i powiedziala ze dopiero 8 moze przyjechac w czwartek a od niedzieli wstrzemiezliwosc no i dni wstrzemiezliwosci wypadaja w moje dni plodne!!!przychodze z pracy i mowie ze nie da rady wtedy bo przegapimy ten cykl no i wyrzuty czemu nie dzwonil wczesniej a 5 mam usg i myslalam ze jak zrobi w tym tygodniu to jeszcze zawioze wyniki do gina no ale na niego nie mozna liczyc:( w tym miesiacu juz chyba nie zrobi tego badania bo sie nie oplaca a nuz sie uda i niepotrzebnie wydamy kase wiec zrobi badanie jak dostane okres
Wsciekla jestem wrr
35 dc 15 dpo
Dziś zrobiłam już trzeci test w tym cyklu. Negatywny. Co czuję? Nie wiem. Czekam na tą @, bo męczy mnie już to czekanie... co się będę nakręcać, że może jednak, że owu później, że to, że tamto... ostatnie przytulanie w dniach okołoowulacji było 14 dni temu. Tydzień temu już na pewno nie byłam płodna. Wiec wszystko jasne 
Cały czas powtarzam sobie w głowie- to dopiero drugi cykl.
Na dole jest wszystko w porządku, ginekolog parę dni temu pocieszył mnie trochę. Za każdym razem jak tam idę, boję się, że powie mi coś strasznego. Nie wiem, taka optymistka ze mnie :p Z natury jestem strachliwa, jeśli chodzi o zdrowie.
Więc chyba dlatego nie rozpaczam, aż tak bardzo, że się teraz nie udało. Pech. Nie trafiliśmy.
No przyznam się, dziś przy zmywaniu garów "szlochłam" sobie. Ale tak króciutko, bo wiedziałam, że zaraz Mój wróci. Po co mu widzieć.
Szkrab siostry już ją kopie
nadal nie wiedzą, co tam pomiędzy nożkami ma, bo albo pępowina przeszkadza, albo jakieś problemy ( np zepsute usg
)
Czy będę mamą w przyszłym roku?
Czasami się zastanawiam, czemu u mnie nie chce być tak... normalnie. Tak wszystko po kolei.
Miłość--> ślub-->dziecko
Od wczoraj miałam znów zacząć stymulację letrozolem. Miałam... Zbuntowałam się. Odkryłam że mąż w tajemnicy popala papierosy. Ostatnio przytył, okazało się że w ukryciu wpiernicza cukierki, delicje i inne takie. Nie to że raz na jakiś czas. Codziennie. Delicje wylądowały dziś na ścianie. Wypsły mi się z ręki. I tak z dziesięć razy. W pracy kupuje bułeczki, drożdżóweczki, jakieś pizze czy cebularze...
A ja głupia rozkraczam się kilka razy w miesiącu, daję wkładać sobie różne nieprzyjemne urządzenia w pochwę, pozwalam dźgać się strzykawą po tyłku i cierpię cierpię cierpię, kiedy znów zobaczę krew po 28 dc...
A on nie potrafi uszanować nawet tego. Nie wspominając już o pieniądzach jakie wydaję na lekarza,leki, usg i dojazdy do miasta obok.
Bunt kapitanie, bunt na pokładzie.
Od dziś koniec z półśrodkami. To on ma większy problem. I nie wiem jakim, kurva sposobem udało mu się tak długo mnie zwodzić.
"Kiedy wreszcie pójdziesz do dentysty?
-Za tydzień
Tydzień minął.
-Zapomniałem... "
I tak ze wszystkim. Zapomniał, taa.. gówno !
A może on nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji...
Postawiłam ultimatum, zrobiłam listę zadań, badań i zaleceń do wykonania. Nie zrobi nic- wyprowadzam się i chuj z tym wszystkim, bo już mam dosyć tego wiecznego szarpania się o każdą rzecz.
Jak mawiali starożytni "odi et amo"...
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2017, 23:18
Ciąża zakończona 28 listopada 2016
Nie nie zakończona. -.-'
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2017, 11:09
Nie zabiłam... a było blisko. Jakiś ten poniedziałek cięzki i na dodatek nocka w pracy. W środe wizyta u gina i w zwiazku z tym milion myśli na minute. A i samopoczucie jakieś dziwne te hormony mnie wykończą.. gorzej jak to nie hormony tylko jednak glupota tzn choroba psychiczna
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2016, 22:38
6dc, 7dni do histeroskopii...
Zmaltretowała mi wczoraj pielęgniarka w przychodni moją dyżurną żyłę do pobierania krwi. Mam tylko jedną, z której da się w miarę bezproblemowo pobrać krew, a w związku z tym na wczorajszej krzywej była kłuta aż 3 razy. Ostatni raz konkretnie już bolał
Wyniki odbiorę po pracy.
Po pracy jadę też do kliniki, bo mam umówioną wizytę u anestezjologa. Jak wszystko będzie ok zaklepię na mur beton mój termin zabiegu.
Wczoraj zrobiłam jeszcze wymazy: chlamydia metodą PCR (jedyne 140zł) + biocenoza pochwy. Teraz do 2 tygodni oczekiwania na wynik. Mam nadzieję, że na 13.12. będą już, bo inaczej wizyta przed IUI mi przepadnie...
Tak w ogóle, to mam ogromną nadzieję, że żołnierze Męża dadzą radę, bo inaczej wszystko na marne. Matko jak bardzo chciałabym, by było choć te 2% prawidłowych morfologicznie i do tego taka ilość jak ostatnio, by było co odfiltrować. O nic więcej się nie modlę...
Ciąża zakończona 29 listopada 2016
14 tydz 2 dni
Od dwóch dni leże w łóżku, dopadło mnie przeziębienie, katar, kaszel... masakra. Mam nadzieje że dzidziusiowi to nie zaszkodzi 
Chyba kolejny cykl będzie na nic, a tak dobrze się zaczął.
Przedwczoraj wyszedł mi pozytywny test owulacyjny, wczoraj chciałam działać, ale mąż mi odmówił! Powód intymny i chwilowy, jednocześnie stwierdził, że to obojętne kiedy będziemy się kochać, ciąża się pojawi wtedy, kiedy będzie miała się pojawić. Może i ma rację, może całe te obserwacje są tylko powodem stresu, bo wczoraj po tym jak dostałam pierwszy raz w życiu kosza zaczęłam ryczeć że znowu się nie uda, no bo przecież test! Na wykresie natomiast nie ma nic.
Gadając o tym z przyjaciółką też mnie dobiła. Ostatni okres miałam bardzo skromny i krótko trwający. Stwierdziła wprost że pewnie poroniłam. Typowe palnięcie głupoty w jej stylu. Na szczęście druga szybko wyprostowała że takie wydarzenia są bolesne i na pewno bym o tym wiedziała.
Poza tym wszystkim miałam w tym miesiącu wiele irytujących sytuacji. Najpierw okulista - idiota, który nie umie mi dobrać szkieł kontaktowych. Dobrał takie, które były "dobre" dla moich oczu, ale jak się okazało, że w nich nie widzę to sprawiał wrażenie obrażonego. "To niech sobie pani chodzi w jakich chce". Powiedział też, że będę ślepa na stare lata. Szukam nowego okulisty.
A dzisiaj jadę do ortodonty. Lata po ściągnięciu aparatu z zębów jeden zaczął "wychodzić z szeregu". Chcąc go wstawić z powrotem mam same z nim problemy. Mówiąc krótko "pękają mi druty", te stałe i te na noc. Osoby z aparatami chyba wiedzą o co chodzi.
Rzeczy mało istotne ale bardzo wpływają na mój nastrój. Mam teraz trochę focha na życie.
Wczorajsza wizyta była hmm...ekspresowa. Pani dr miała opóźnienie, więc nie miała czasu na chit chaty. Pani dr stwierdziła, że naszym problemem nie jest czynnik męski, tylko idiopatyczny. Na ostatniej wizycie twierdziła co innego i sugerowała ivf. Wczoraj czułam się tak, jakbyśmy to my ją do in vitro nakłaniali. Dostałam leki do stymulacji, ale mam złe przeczucia... Takie mam wrażenie, że coś pominęliśmy, nie zrobiliśmy jakiegoś badania, które coś by wyjaśniło. Już nic nie wiem. I do tego jestem przeziębiona i w ogóle nie wiem, czy zaczniemy tą procedurę. Cały mój spokój gdzieś uleciał po wczorajszej wizycie. Mam wątpliwości, czy to in vitro jest potrzebne. W ogóle już nie wiem co robić 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.