Agneta Mama dwoch duchow 16 listopada 2017, 11:09

30dc. Spać nie mogłam, czy boli na okres czy nie, co na obiad, zemu inni mają zdrowe dzieci a moje umarło, jak wykręcić się ze świąt, gdzie siostry z dziećmi, jedna z kilkudniowym będzie a ja taka...nieużyteczna. Jak tu zasnąć.. Miesiączki nie ma. Kupiłam test, większa czułość, od 10. Zrobiłam go w ciągu dnia, nie z rana.Druga kreska baardzo delikatna. Nie powiem mężowi, bo on ślepy to jej nie zobaczy. Ponowie test za 2 dni. Boję się łudzić..

Anuśla Musisz dać życiu szansę 10 września 2018, 20:04

Endo 8 mm, inseminacja w środę! 2 pecherzyki, jeden 24 mm, jeden 20 mm. Yeah! Jutro zastrzyk o 5 rano, chyba dostanę zawału jak go będę robić, bo jeszcze sobie sama nie robiłam. Jestem podekscytowana, jakbym podchodziła pierwszy raz.

17 tydz. + 5 dni

O kurczę... od kiedy skończył się pierwszy trymestr to nie wiem kiedy czas mi ucieka... dosłownie! Boję się, że za chwilę wyląduję na porodówce i w ogóle nie nacieszę się swoim odmiennym stanem. Zapewne to wszystko przez to, że wróciłam do pracy. Więc dni są znowu na maksa zaplanowane: praca, po powrocie obiad i pisanie pracy (doktorat). O 20 muszę już kończyć, bo szykuję się na rano do pracy, kąpiel i spać. W weekendy oczywiście objazd po rodzinie albo mojej albo męża, choć na szczęście ostatnie dwa spędziliśmy w domu co mi było bardzo na rękę bo mogłam troszkę odpocząć. Uff... a za chwilę już święta. Nadrabiam też kontakty ze znajomymi i okazuje się, że w około same ciąże :) będzie miało nasze maleństwo z kim się bawić :) jedna z koleżanek właśnie urodziła w poniedziałek.

A co do naszego Bobasa to właśnie się zorientowałam, że nie zrobiłam ostatnio żadnego wpisu. Otóż na ostatniej wizycie (09.11.2017) Maluch ważył już 200 gramów! "Wzrostu" już nam lekarz nie podał tylko wagę. Generalnie wszystko jest ok., płci nadal nie znamy bo dane nam było podziwiać tylko jego plecki i główkę - więcej nie chciało pokazać. Na ostatniej wizycie lekarz powiedział, że ma swój typ ale nam nie powie bo nie chce się pomylić. Mój mąż wywnioskował, że pewnie to chłopak i jakoś od tej pory się utarło, że to On :) Zobaczymy, może na połówkowych się dowiemy czegoś więcej :) No i chyba już czuję ruchy, a właściwie takie łaskotanie od środka - fajne uczucie, no chyba że to moje jelita tak mnie w konia robią :D

"Wytrwałość oznacza, że wykonujesz kolejny krok naprzód" Regina Brett, "Kochaj"

To myśmy, za przeproszeniem kurka zrobili ich tysiące. Wczoraj.
Pojechaliśmy z mężem na badania. Miałam być przez 2 h w pozycji stojącej - badania wymagały pionizacji.
Po 1 h czekania w kolejce do szpitalnego laboratorium polecanego przez endo usłyszałam, że badania nam nie zrobią bo nie mam szpitalnego skierowania. W innym miejscu usłyszałam, że mogę spróbować u dyrekcji szpitala to jakoś załatwić. Pomyślałam wtedy o kolejce 30 dziadków tam czekających i stwierdziłam, że pierdziele - idziemy do najbliższego punktu diagnostyki. Czyli 2 km. Nie mogliśmy podjechać autem, bo miałam być w tej cholernej pionizacji - nie wolno mi było usiąść. I tam eureka - prawie brak kolejki, załatwiliśmy wszystko w 5 minut.

Wyniki tego samego dnia mnie zdziwiły nieco : acth 22,66 pg/ml przy normie 7,2-63,3 kortyzol 15,91, czyli też w normie. A przy wpn powinno być za mało kortyzolu i dużo acth. Zatem co mi jest?
Czekam jeszcze na aktywność reninową osocza i aldosteron.
I w nowym cyklu ten profil steroidowy.

Za to mężowi poprawiło się nasienie - ruchliwość i żywotoność już jest w normie, za to martwi mnie ilość - w ejakulacie tylko 11 ml :( Fakt, że badanie było po 2 dniach od wstrzemięźliwości ale to wpłynęłoby aż tak? Koncentracja wyszła też niska, bo około 3 ml a powinno powyżej 17. Fuck. Jak nie urok, to sraczka. Widzę, że bez wspomaganego rozrodu u nas ani mru mru.

topciaqqova27 Topciaqqova prosi o CUD. 16 listopada 2017, 06:15

Beta w 27 dniu cyklu 65,83 |:)
Dwa testy mocno pozytywne.
Pozostaje czekać na wizyte i serduszko.
Oby tylko wszystko było dobrze, oby maleństwo zdrowo rosło.
Dzisiaj dopadły mnie pierwsze mdłości, musiałam wstać i zjeść coś lekkiego bo tak mnie
muliło. A taak to ciągle jestem zmęczona . Więcej olbjawów brak.


Dziewczyny kiedy powiedziałyście rodzinie o ciąży?
ja jeszcze nic nie mówię bo boję się zapeszac że coś może się stać.

Po porannym pomiarze temperatury coś mi się zdaje, że u mnie nie będzie ona wymiernym wyznacznikiem...
1dc- 36,09
2dc-36,20
3dc-36,74
Także no... nie za duży ten przyrost? ;)

Peggie Cuda. Cudzie trwaj! 16 listopada 2017, 09:00

15+0 a po mnie nic jeszcze nie widać. Chociaż wczoraj wieczorem R stwierdził ze brzuch zaczyna mi odstawać. Ale to raczej wieczorne wzdęcia, bo w ciągu dnia nic nie widać.
Dzisiaj sie widzimy z naszym Tośkiem!!! A ja dalej rzygam, a na dodatek zdarza mi się troszkę zasłabnąć :( cos średnio znoszę ciąże, ale dla Tośki wszystko :)

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 16 listopada 2017, 09:11

Krwiak na ostatnim usg jakby mniejszy, o 4mm, ale dr twierdzi, że wcale się nie zmniejsza tylko organizuje, cokolwiek to znaczy. Zarodek rośnie, a ja leżę dalej. Netflix ratuje mi życie, chociaż znaczną część seriali przesypiam. Ostatnio albo śpię albo jem, bo tylko jak jem to nie jest mi niedobrze, przez co przytyłam kilogram przez ostatni tydzień, ale na razie postanowiłam się tym nie przejmować. Bóle brzucha odpuściły.

laira już wiemy, że chcemy ;-) 16 listopada 2017, 11:37

wczoraj nie wzięłam już bromergonu, ani tego elinu. Przechodze na naturalne sposoby leczenia. Co mi zależy skoro chemia i farmakologia i tak nie skutkują? głupiał ten mój organizm od tego zupełnie. Lukrecja bardzo smaczna, zioła kupione czekają. Czytałam, że przy wysokim LH powinnam jednak zrezygnować z niepokalanka i tak zrobię.Odstawie castagnus i wyłącze niepokalanek z ziół. Jade dziś do zielarskiego po kolejne "cuda" Maca i tego "Donga". W mojej ksiazce aromaterapii wyczytałąm tez ze poziom estrogenów wyrównuje olejek geraniowy - biorę. Nawet jak już bedzie we mnie maleństwo to nie zaszkodze mu w taki sposób jakbym te prochy łykała. Jak sie nie wyreguluje to przynajmniej bede czysta i mogła iść na ten oddział endokrynologiczny.O no i teścika sobie wezmę dla pewności ;-)

po wynikach: o dziwo testosteron w środku normy... ale progesteron nieco poniżej folikularnej, nawet raczej mieści się w normach po menopauzie;/ ale myle że to wpływ tego że przyjmowałam sztuczny i dodatkowo może te antykoncepcyjne też zmiejaszają progesteron. No wiec jak jedno dobrze to drugie... Jak nie urok to sraczka - tak to skomentował mój gin. No dziękuje takich uwag. Myśle, że jest troche tak, jak uda się mu kogoś wystymulowac to wielki lekarz, a jak się nie uda - taki przypadek się trafił... Zastanawiam, sie jednak czy nie zrobić może tej mieszanki ziół zgodnie z przepisem, bo jak nie zadziała to bede sobie w brodę pluła, a patrząc na to jak wyniki się wywróziły do góry nogami to sama nie wiem co dla mnie dobre. No ta maca to takie g*wno, że dobrze ze miałam pod ręką sok wilowarzywny - o z tym to ładnie przeszło. szanowny małzonek dostanie po wtorku, po badaniu nasionek:-) Odkryłam, ze zielarski sklep niedaleko mojej pracy - zaszalałam z trzema olejkami eterycznymi;-) cos czuje ze bede tam szukac ratunku. Donga nie wziełam, moze za tydzień... ale za jakis czas powtórzę te hormony.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2017, 17:58

Przez ostatnie noce mam problem ze snem. Budzę się koło 2 lub 3ciej i czuję, jakby te kilka godzin snu to była tylko krótka drzemka, przerywnik, po którym wracam do tego samego momentu życia, do tego samego miejsca i tych samych przemyśleń. Jakby mój dzień nigdy się nie kończył. Jakby ktoś na chwilę spuścił rolety w oknach, a ja jedynie zmrużyłam na chwilę oczy. Jak się pewnie domyślacie, późniejszy sen jest tylko prowizorką, która ma udawać wypoczynek. Wstaję zmęczona fizycznie i psychicznie. Jestem sama w mieszkaniu. Otwieram oczy, patrzę w sufit i czuję się samotna. Brakuje mi męża. I takiej małej istotki, która dodałaby sensu mojemu życiu. Obecnie jest słabo. Ciekawe, jak długo to jeszcze potrwa.

Moja szwagierka jest młodsza ode mnie o 6 lat. Lekarz kiedyś powiedział jej, że ma niską rezerwę jajnikową, i żeby z tego korzystała póki jest możliwość. Od razu po tym zaszła w ciążę, urodziła przecudowną i mądrą córeczkę, obecnie jest w 6 tygodniu kolejnej ciąży. Na rodzinnym czacie niemal codziennie zdaje relacje z każdego swojego dnia. Co rusz ktoś pyta ją o samopoczucie, gratuluje, pyta o szczegóły. Ona wysyła zdjęcia USG. A ja się tylko przyglądam, drugi raz zazdroszcząc jej błogosławionego stanu i myśląc, kiedy mi się to wreszcie zdarzy.

"A Wy kiedy?"

Nie wiem. K****. Jak bozia da.

W pracy i przy koleżankach udaję, że mam plany rozwoju zawodowego i osobistego. A ja cały czas myślę o tym, że na pewno w tym cyklu się uda, że może nie ma sensu wymyślać sobie nowej aktywności, obowiązku, bo może zaraz będę na zwolnieniu (pójdę od razu, jak tylko się dowiem o ciąży, m.in. przez brak przeciwciał cytomegalii). Czas się tak okrutnie dłuży, a jednocześnie wydaje mi się, że dosłownie przecieka przez palce. Nawet zapisałam się na kolejne studia. Udaję, że nic się nie dzieje.

Jakby wszystko było po mojej myśli. A tak strasznie nie jest.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 września 2018, 21:06

19 tc (18t5d)
Waga po 10 dniach + 0,2 kg (79,5kg) jest ok. póki nie zobaczę 80 kg hehe :D
postanowiłam zrobić eksperyment i trochę mniej jeść teraz przez dwa tygodnie do wizyty. zobaczymy czy dalej będę tyła czy może waga się zatrzyma.
mój jadłospis to tak :
śniadanie 2 kromki chleba żytniego z masłem/serkiem szybką serem żółtym i warzywa pomidor, kawałek ogórka, 1/4 papryki, 2 rzodkiewki.
II śniadanie- kawa bez kofeiny, kefir z owocami zmiksowany.
obiad- różnie, zupa, kotlety, ziemniaki, normalnie
kolacja- sałatka z sosem ziołowym i porcją białka (mozzarella, feta, jajko, tuńczyk, kurczak) + 1 kromka żytniego z serkiem

no i zdarza się podjeść coś jakieś płatki, ale nie będę już słodkich kupować bo tylko kusi bez potrzeby. a co do słodyczy to zdarzy się cukierek, kawałek ciasta, ale staram się to w ciągu dnia np do II śniadania.
nie wiem czy jem dużo, je tak żeby nie być głodna, ale na noc się nie obżeram, tylko góra warzyw żeby się zapchać a kalorii nie wiele. no ale widać za dużo.

ogólnie czuję się dobrze, brzuszek rośnie, już jak leżę to wystaje. nie czuje wyraźnych ruchów. niby coś puka ale nie wiem czy to dzidzia czy tyko coś w jelitach chociaż takich puknięć nigdy nie miałam. poczekam cierpliwie.

Parsleyek Waiting4 - Pamiętnik Staraczki 16 listopada 2017, 09:44

„Niepłodność to ogromna, przytłaczająca samotność. Samotność wśród ludzi. To jest tak, jakby niewidzialna tafla szkła oddzielała mnie od reszty świata” ~Agnieszka Mans --> Samotność w niepłodności

Patt1002 Czekamy na Aniołka 16 listopada 2017, 09:59

Naprawdę nie jest łatwo, ale cel jaki chcemy osiągnąć wynagrodzi cały ten ból, trud, cierpienie, łzy, strach i bezsilność. To właśnie czujemy. My kobiety, które bardzo pragniemy dziecka. Wy mężczyźni, którzy tak bardzo pragniecie ojcostwa. My wszyscy, którzy chcemy stworzyć rodzinę. Moje serce pęka każdego dnia i choć staram się uśmiechać i walczyć, są momenty, że zwyczajnie chciałabym na chwilę zniknąć... Ale nie mogę. Żadne z nas nie może zniknąć. Jesteśmy tu wszyscy na tym portalu w jednej sprawie, wspieramy się i tak powinno być. Bo tak naprawdę naszą sytuację jest w stanie zrozumieć tylko druga osoba z takim problemem.
28 wizyta u ginekologa, trochę poczekam, ale to nic... I tak lepiej niż na NFZ tam dopiero w grudniu mogę dzwonić, czy już mogę się na przyszły rok umówić.
Dziś odbieramy pierwsze leki z apteki. To wszystko kosztuje majątek. Do tego badania hormonów... Jak to lekarz stwierdził... Taniej niż invitro. Ma rację. Poza tym ja tam wiem, że się uda, będę inwestować w nasze zdrowie ile tylko się da. Bo za chwilę się uda.
Wam wszystkim też się uda, zobaczycie! :)

Kargo31 Brakuje tylko Ciebie... 16 listopada 2017, 10:00

9cs, 18 dc

Ludu.... Napisałam już cały wpis i mi go wywaliło.... grrrr.... muszę od początku...

A więc wyniki odebrane:
Prolaktyna: 8,35
Krzywa cukrowa i insulinowa: 0 min/60 min/120 min
glukoza: 100,4/109/99,9
insulina: 6/54/27

Prolaktyna całe szczęście w normie, więc bromek ładnie daje sobie z nią rade i trzyma ją ciągle w połowie normy. Obawiałam się, że będzie dużo niższa, a tu miłe zaskoczenie. Co do wyników krzywej, to po konsultacji MMs-telefon z moim gin, stwierdził, że nie jest źle. Ze normy insuliny podali jego zdaniem jakieś dziwne i żeby nie panikować. Powiedział, że glucophage zostaje, bo jego zdaniem te pęcherzyki jakieś niemrawe są i mój wysyp zmian na plecach jest przerażający. Mam zrezygnować ze słodzonych soków (nie lubię ich, więc spoko :P ), no i z cistków i innych słodyczków (co będzie trudniejsze, bo do tej pory moja dieta "tabliczka czekolady co dwa dni = 52kg wagi" radziła sobie całkiem nieźle). Dziewczyny na forum podpowiedziały mi dietę o niskim indeksie glikemicznym (lub ładunku). Dziękuję Wam tutaj jeszcze raz za podpowiedzi :*

Teraz nie pozostaje nic innego jak czekać na kolejny cykl, może z nowym zestawem tab w przyszłym cyklu wzrost będzie lepszy. Tak, nie wierzę w to, że teraz się uda, chociaż gin się śmiał na ostatnim monitoringu, że idziemy w bliźniaki, jak zobaczył, że nie ma śladu po pęcherzykach i wszystko utopione w płynie.

Jednak jest już pozamiatane spadek tempki druzgocący totalna załamka...

tętno małego spadało nawet do 80 i po 5 minutach nadszedł pierwszy party! Ja po prostu ochujałam. Nie spodziewałam się tego, myślałam,  że przede mną co najmniej parę godzin rozwierania się szyjki. Zatkało mi klatkę piersiową, brzuch, wszystko. Takiego pisku nigdy z siebie nie wydobyłam. Ledwo co dalam radę nacisnąć guzik. Położna pewnie myślała, że amatorka dzwoni po znieczulenie czy inną pierdółkę :)
Po zobaczeniu, że nie udaję zawołała następna położną i wspólnie, pomiędzy skurczami rozebrały mnie i sprawdziły stan na dole. No i faktycznie mały był już tuż tuż. Musiałam rodzić na tej kozetce przy ktg, bo te cholerne parte całkiem często przychodziły. Po 2-3 razach dowiozły mnie na salę porodową. Niezbyt wychodziło mi to parcie... krzyczałam, nie umiałam oddychać, nie umiałam dobrze się napiąć.. za moment zawołały prowadzącego, który już bardziej mnie ogarnął, ale w napływie sił do parcia straciłam na chwilę przytomność :D teraz wiem, że po prostu chciałam przeć ale niedobrze oddychałam, dlatego tak. W każdym razie po tym spanikowałam. Zaczęłam krzyczeć, że nie umiem, nie mogę, ja przecież mdleję, coś jest nie tak :D oczywiście oni wszyscy krzyczeli, że dam radę, nic się nie dzieje, mam przeć do cholery, bo mały jest już blisko. Kazały mi dotknąć krocze i faktycznie poczułam główkę :) niestety nadal ciężko mi było go wycisnąć i pamiętam już jak przez mgłę, że lekarz trzymał skalpel w dłoni i przy parciu mnie naciął. Nic nie bolało. Potem położna wzięła tzw "kiwi", lekarz naciskał mi lekko brzuch, zassali małego i ja resztkami sił go wyparłam. Nie było nic słychać. Trzymała go na dole i nie pokazywała, gdy już miałam pytać, dlaczego jest tak cichp, położyła go na moich piersiach. A on leżał mokry, śliski z krwią na główce i miał piękne otwarte oczy. Leżał spokojnie trzymając dłoń przy buzi i tylko oddychał. Trzymałam jego małą pupkę i nadziwić się nie mogłam, że to cudo jest moje.
Z Dominikiem na piersi urodziłam łożysko, zszyli mnie i doprowadzili do porządku. To też już nic nie bolało. On i ja byliśmy tacy spokojni.  W ogóle nie zamykał oczu. Płakać zaczął dopiero przy wazeniu i pomiarach. I wtedy położna powiedziała, że mały miał pępowinę okrecona na szyi. Wszystko wtedy stało się jasne, oni wiedzieli o tym i dlatego tak szybko wywołali poród. Mi pewnie nie powiedzieli, bym nie panikowała. W sumie wszystko już było mi jedno. Najważniejsze było, że synek jest przy mnie cały i zdrowy.

Tak więc to mój dokladny opis porodu :) niezapomniane przeżycie, bolesne lecz na szczęście krótkie. Podziwiam kobiety, które bez znieczulenia rodziły po kilkanaście godzin. Gdyby nie to, że u mnie poszło to tak szybko, na kolanach błagałabym o zzo.

Przez stres przy narodzinach mały dostał mocniejszej zoltaczki. Po 5 dniach wypisali mnie do domu pod warunkiem kontroli w szpitalu, która pokazała, że jest gorzej. Zostaliśmy więc znów na następne 2 dni, na fototerapii.
Dodatkowo przez "złote rady" położnych o przystawianiu do piersi ledwo co wyszliśmy z problemow laktacyjnych. Odradzały przystawianie na żądanie, a co 2-3 h i to po 5-10 min. Dostałam nawał i zastój pokarmu. Mały musiał dużo pić a nie mógł ode mnie, bo zbyt spuchnięta byłam. Doszło mm. Płakałam, bo bałam się, że nie damy rady wrócić do kp. Odciagałam pokarm laktatorem i wygladało to tak: moja pierś, butla z moim mlekiem i na koniec butla mm. W domu już bez mm, ale nadal butla z laktatora. W sumie po słowach poloznej, że może być ciężko z odstawieniem butli i po

przewertowaniu internetów postanowiłam odrzucić butlę i spróbować samej piersi :) mały wisiał non stop przy mnie ale udało się :) teraz rośnie w siłe, mamy jeszcze trochę problemów z sutkami, łapie same czubki i bolą, a przy kilku próbach zaczyna się płacz, no ale muszę go pomęczyć, bo odpadną mi w końcu.

Nie wiem jak to będzie z pisaniem tu dalej, zaglądać będę na pewno, trzymam kciuki za kochane staraczki, "ciężarówki" i mamusie :)

Pozdrawiamy z Dominikiem ♡

29nk046.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2017, 15:20

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 16 listopada 2017, 15:40

6tyg+6dni

2gi dzien lezenia. Poki co nie jest zle. Ogladam pierdoly na tvn player (cos, co w "realu" mi sie nie zdarza) i staram sie nie zwracac uwagi na balagan w domu. M. stara sie jak moze, ale przez wieksza czesc dnia nie ma go w domu. Ogolnie nie czuje sie zle, nic mnie nie boli, apatyt dopisuje, plamien brak... coz, byle do jutra!

16 dc. estradiol urosl do 163 ! Lekarz nie mogł uwierzyc, ze 3dni roznicy (poniedzialek- czwartek) i z 38 az tyle podskoczylo ! Pecherzyk 18mm . Jutro kolejne badanie krwi na estradiol i później wizyta ! I w sob. przy dobrych wiatrach zabieg !. Oby się udało :) Trzymajcie kciuki !


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2017, 20:59

chcebardzobycmama Nie poddam się. 17 listopada 2017, 18:39

Jutro Oskar bedzie mial rowno misiac. Jest silnym chlopcem :) zaczynamy powolutku gaworzyc.
Dziekuje Bogu ,ze Go mam. Jest calym moim swiatem,nie moge sie nim nacieszyc.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)