anemic Wielkie chcenie ... 7 grudnia 2017, 21:02

W związku z bezsilnością gyncentrum- 12.12 transfer, 5 dniowego blastka.

Dodatkowo wyszedł mi helikobakter, bo ja w sumie lubię zróżnicowanie, więc co tam tylko bazować tylko na komorkach NK. Czerwińska uważa, że ty nie należy się przejmować bo jakby ona miała "zlecac takie badania to by nic nie robiła tylko leczyła"... pierdole ten system. Hahahha Ale dzisiaj mimo 45 min spóźnienia poświęciła mi wyjątkowo jakieś 15 min.

Podtrzymała encorton 20 mg oraz euthyrox 25
Dodatkowo od dzisiaj lutinus oraz neoparin wzastrzykach.
Skonsultuje sie jeszcze Dr Cz z Dr M czy podac acofil podczas transferu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 grudnia 2017, 21:09

zapachmalin Malinowy pamiętnik. 7 grudnia 2017, 21:37

Jezu jak ja dawno nie pisałam. :D

36t6d. (do tp pozostało 22 dni, do cc pozostało... 12 dni!)

Tak, to już pewne. Dziś byłam na rozmowie w klinice. Pierwszej. I badaniach. Druga rozmowa 15 grudnia razem z badaniami krwi a we wtorek 19 rano Misio przyjdzie na świat. Na ten moment waży już 3300! :D I jest kawałem pięknego chłopczyka. Nie mogę się doczekać. :)

Dziś przyszedł w końcu do nas wózek z pl, paczki ze wszystkimi ostatnimi pierdółkami i stwierdzam, że wyprawka gotowa. Wózek, fotelik, łóżeczko, komoda, materac, ciuchy, butelki, smoczki, laktator, podgrzewacz, zabawki, chemia, pieluszki, pampersy, chusteczki, kocyki, no wszystko wszystko już jest i czeka. Pozostało wrzucić w końcu rzeczy do walizki, zanim wybije moja ostatnia godzina. :D Teraz to już chyba nie wypada tego odwlekać :D

Boje się straszliwie. To już tak niedługo. Całkiem blisko. Zdałam sobie sprawę, że za moment będzie na świecie moje drugie dzieciątko. Że święta spędzimy już razem, we czworo. Jestem taka szczęśliwa, podekscytowana i tak cholernie przerażona! Normalnie nie wiem co się ze mną dzieje. Ale damy radę. Musimy. Lekarka i położna w szpitalu bardzo konkretne, uspokoiły mnie, wiem, że wszystko będzie dobrze i wszystko się uda. Jestem dobrej myśli.

A u nas trochę zmian. W ostatnim czasie wiele się wydarzyło, ale póki co nie jestem gotowa o tym pisać. Może następnym razem. Mimo wszystko głowę zaprząta mi głównie myśl o porodzie, o moim starszym synku który będzie na mnie czekał, o tym czy wszystko się uda...

Tylko ten cholerny strach...

Panie Boże miej nas w Swojej opiece <3
Misiu rośnij zdrowo Kochanie, czekamy na Ciebie <3

Właśnie znowu zaczełam stymulację owu i wiecie co ? Przeraża mnie myśl że mogę zajść w ciążę. Autentycznie, czuję po prostu paraliżujący strach, że w tym momencie życia mogę mieć dziecko. Nie wiem czy to dlatego że po prawie 4 latach już się przyzwyczaiłam że jesteśmy sami czy po prostu już sobie ułożyłam życie bez potomka.. A może to praca z dziećmi tak na mnie działa ? Że nie chce mieć takiego dziecia w domu, że lepiej jest wrócić z pracy i po prostu odpocząć w ciszy... Nie wiem co robić :(

Wszystkie zlecone badania wirusologiczne mamy ujemne,za wyjątkiem CMV,w klasie IgM jest ujemny,a w Igg u mnie >250,a u męża 240.Tak więc kiedyś załapaliśmy takie cholerstwo,ciekawa jestem czy i jakie rewolucje wywołało to w naszych organizmach?czy to może się przyczyniać do naszych problemów z płodnością?
Za tydzień wizyta w klinice i podjęcie konkretnej decyzji.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 8 grudnia 2017, 06:21

Wg BBF 25% za mna!

Paś październik 2017:) 8 grudnia 2017, 10:28

32 tydzień:)


Droga kruszynko!
już na Ciebie czekamy, co prawda mieszkanie w proszku, ale to nie ważne:)
Wóz już na Ciebie czeka! super bezpieczny fotelik też! Dajesz sie już we znaki z tym swoim wierceniem, niedługo będę lżejsza o 2 żebra w które namiętnie kopiesz przez pół dnia.
Boje się tego co będzie gdy już wyjdziesz na ten świat, boje się że Cie po prostu udusze z tej całej miłości;)

Zostało 8 tygodni, a to już końcóweczka. Mamusia z tatusiem będą ostro brać się za remont żebyś miała chociaż swój pokój! bo teraz jesteś najważniejszym i najbardziej wyczekiwanym członkiem rodziny:)A Twoja głupkowata mamusia właśnie płacze bo sie rozczuliła!


#Olimpiada w Jarzynoowieeee 🎶🎵 świat stanął na głowie nanana🙃
#Buty to złooo🤪
#chorujemy sobie w tandemie....jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga to powiedz mu o swoich planach np. że chcesz odpocząć...
#chyba mam depresję ale to takie niewygodne dla mnie i świata😳

Innymi słowy. Nie mam Covida - test negatywny, ale skończyło się na antybiotyku i L4. No nie ma jak skończyć wychowawczy i zamiast wrócić do pracy - iść na zasiłek opiekuńczy, wziąć tydzień urlopu wypoczynkowego i skończyć na 2tyg. L4.
To byłoby nie takie źle bo to trzecia (!niewykorzystana!) okazja bym sobie trochę posiedziała sama w domu ze swoimi myślami, ale nieeee. Marysia razem ze mną chorowała. Pierwszy katar - masakra plus kaszel aż do wymiotów. Krople nie, syrop nie, inhalacja nie, psikanie do gardła i nosa nie. Jesteśmy wykończeni. Dwie wizyty u lekarza. Niby płuca czyste ale jeszcze w piątek mamy iść na osłuchanie. Katarek już prawie przeszedł i jeśli nie będzie w nocy ataku kaszlu to jutro ryzyk fizyk i mała idzie do klubiku bo ja ledwie żyję, a od poniedziałku muszę już do pracy. Stop. Nie tyle muszę, co chcę bo czuję że inaczej zwariuję.
Pracę mam w znacznej części zdalną i już po tygodniu pracy wiem że praca w domu to nie dla mnie. Ale nawet jak siedziałam wieczorami nad aktami to czułam się jakoś spełniona i na swoim miejscu.

Ogólnie nie mam na nic siły. Nie chce mi się nawet Marysi gotować. Najchętniej bym leżała i nic nie robiła. Jeść mi się nie chce, myć mi się nie chce (robię to oczywiście z przyzwoitości, ale no nie chce mi sie). Wstać czasami do Marysi mi się nie chce i w nocy budzę męża nawet. Mam wrażenie że mnie nie ma. Marysia, gotowanie (które średnio mi idzie), pranie (które się nie chce doprać)...nieee mnie i męża razem to już dawno nie ma, nie pamiętam kiedy było ostatni raz. Tu też porażka na całej linii.

Nasze Słoneczko uwielbia muzyke i taniec - na rękach u rodziców 🙈 Więc albo jedno z nas pląsa z dziecięciem na rękach po salonie i korytarzu albo we trochę robimy sobie disco party☺️ To najlepsze chwile ostatnich dni. Oczywiście muza wysublimowana🤭😁😛Olimpiada w Jarzynoowie to top jeden. Do tego Kaczuszki, Jadą misi i nieśmiertelna Kurka mała 🙈 Uwielbiam jak Marysia porusza rytmicznie ramionami albo rączka macha w rytm.

Robi pierwsze kroki i postanowiliśmy kupić jej takie buciki żeby miała tylko na spacery do wózka i plac zabaw w klubiku (wszystkie inne dzieci mają buty i chodzą więc niech ma i ona).
Pani doradziła nam śliczne różowe 🙈 sandałki Befado. Marzą mi się emelki, no ale na nie jeszcze za mało chodzi i wg pani że sklepu to szkoda kasy. I słusznie bo...Marysia bucików nie chce, płacze na ich widok i za żadne skarby nie chce w nich nawet stanąć 🙈🤷‍♀️

Idę jeść bo mąż mi zrobił. Kolację. Dobrz że on ogarnia sprzątanie i nasze jedzenie❤️💙



Sobota, pierwsze oficjalne ważenie. Będzie tak co tydzień.
72kg.
Ulubiona waga:54kg.
Pełnia szczęścia:60kg.
Jakbym tak konsekwentnie jechała 2kg/mc to w pół roku jestem przecież w stanie to zrobić...

Tak sobie obiecałam. Że jak ta próba nie wyjdzie to wezmę się za siebie. Skoro mąż ma niepłodną kobitę, to niech chociaż ma fajną laskę.
Dla siebie też to oczywiście robię. Nie czuję się komfortowo w rozmiarze 42. I ten ból kiedy w sklepie mało co na mnie leży :(
Z racji, że z konsekwencją u mnie na bakier to postaram tu co tydzień się ważyć dla swojej samodyscypliny.

Anuśla Musisz dać życiu szansę 8 grudnia 2017, 10:57

M. po wizycie u androloga. Lekarz powiedział, że z takim seminogramem to w rok spokojnie powinien zostać ojcem i że przy dobrej ruchliwości plemników lepkość nie jest problemem i nie trzeba brać mucosolvanu. Tyle, że ten dobry seminogram był w lipcu, a potem M. znów się rozpalił i około miesiąc tego świństwa nie tyka. Więc ma zrobić test potrójny. Naszego dziecka jeszcze nie ma na świecie a już nas rujnuje hehe. Ale pieniądz rzecz nabyta, tyle dobrze że jeszcze na to mamy.


Gorzej z wynikami HBA 67%, ale tu chodzi bardziej o styl życia i zmianę nawyków żywieniowych. Ryby, ryby ryby. Mniej mięsa. Ale mięsko takie dobre:(

Dzisiaj jadę na AMH, jakoś się boję tego badania.

Na 5 komórek 3 były dojrzałe, co dokładnie odpowiada poziomowi estradiolu przed punkcja. Zapłodnily się dwie komórki i obie na razie ładnie się dzielą. Wiadomo, że wszystko jeszcze może się wydarzyć. Tak bardzo już je kocham. Tak gorąco myślę o naszych Skarbach,są takie dzielne, niech dalej ładnie się rozwijają. Jutro o 7.15 mamy być w klinice i jak wszystko dobrze pójdzie, to będzie transfer. Nadal dziewczyny trzymajcie kciuki i módlcie się za nasze Maluszki.

stayaway W oczekiwaniu... 8 grudnia 2017, 11:26

1dc
Rozpoczynamy 13 cykl starań.
Moja nadzieja i wiara to jedna wielka sinusoida podczas każdego cyklu. Z poprzednim jednak wiązałam znacznie większe nadzieje aniżeli z innymi. Ten za to całkowicie przekreślam. Chce już styczeń, chce HSG, chce diagnozy.
Czekam teraz na polowe cyklu aby moc wybrać się do ginekologa. Jednak zastanawiam się czy jest w ogóle sens abym się stymulowała kolejny miesiąc, skoro pecherzyki są piękne, pękają, śluz płodny książkowy, a ciąży jak nie było tak nie ma. Problem jest gdzieś głębiej. A ja chyba wiem gdzie.
Podczas ostatniej wizyty, ginekolog wspomniał o czymś, co uświadomiłam sobie dopiero wczoraj. 4 lata temu miałam robioną tomografię miednicy małej ze względu na niewyjaśnione, ciągle podwyższone Ca-125. Wiem, ze może to świadczyć o endometriozie, ale nie o to chodzi.
Lekarz zapewniał, że wszystko jest OK, jednak poprzednim razem wróciliśmy do tematu tomografii, po czym wypowiedział dwa słowa, które zabrzmiały jak wyrok. Dwurożność macicy. Podczas tomografii wyszło tylko, że takowa jest, a w HSG zbadamy sobie to dokładnie. W ogóle wtedy się tym chyba nie przejęłam, nie myślałam wtedy jeszcze o dzieciach (te 4 lata temu podczas tomografii), nie przeczytałam od razu o co chodzi, nikt mi tez nie powiedzial, wiec temat był zakopany.
Za to dziś się boje. Boje się, że okaże się, że to dwuroznosc calkowita, ze są dwie szyjki, co równałoby się właściwie z zerowymi szansami na ciąże.
Jest strasznie. Jest okropnie. Najgorzej... :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2017, 11:29

Ciąża rozwija się prawidłowo! <3

Dziś miałam pierwsze usg. Oczywiście na dzieciątko jest za wcześnie ale był już pęcherzyk i już zaczęło się coś w nim dziać ;)
Kolejna wizyta 19.12 i już powinnismy zobaczyć maluszka z serduszkiem <3

Czekamy :)

Nie mam plamień i mam bardzo dobre przeczucia w tej ciąży.

Zastanawiam się tylko jak to jest ze się nie domyśliłam ! Oczywiście jak już dowiedziałam się ze jestem w ciąży nagle wszystkie dolegliwości miały sens.
Bol piersi, mdłości i zgagi - u mnie wieczorne, nagazowany brzuch i problemy z wypróżnieniem.

Bardzo się cieszę ze Maluszek znalazł sobie u mnie ciepłe i wygodne miejsce. Teraz niech zostanie z nami i zdrowo się rozwija <3

Ps. Dziękuje za wszystkie ciepłe słowa :**


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2017, 11:33

laira już wiemy, że chcemy ;-) 8 grudnia 2017, 12:46

20 dc a temperatura ani drgnie, dziś szyjka najwyżej od ostatnich kilku dni, sluz już nie taki jak 2 dni temu. Wieczorem zrobie tescik LH. Mój szanowny M. pojechał dziś do embriologa z wynikami badania nasienia. Powiedziała mu, ze przy takiej koncentracji jaką ma liczba plemników wyrównuje deficyt ich morfologii. Ze strony męża zatem wszystko OK. W sumie wiedziałam, ze problem tkwi (nawet nie we mnie) tylko w tym jak funkcjonuje mój organizm. Ciągle myśle jak tu sobie pomóc. Jeszcze kilka dni temu cieszyłąm się z mojej cery, która teraz znów wyglada jak ciastko piegusek. Jutro zbadam progesteron i mama nadzieje, ze to jego wina. Jak nie to przynajmniej moz ebede miałą jakas orientację w której fazie cyklu w ogóle jestem. Zioła piję od jakiś 4 tygodni. Dziś rozważam wprowadzenie reżimu kawowego. Dodałam suplementację wit A+E. Dwa dni temu trzymałam na rękach małą kruszynkę miesieczną, taka była spokojna, że aż sie rozmarzyłam jak to bedzie swoje trzymać. Myśłam, ze gorzej bedzie mi się z takim dzieckiem czuć (w sensie zazdrości) ale wcale jej nie czułam.
Plan na jutro: *rano laboratorium progesteron * odebrać receptę i kupić taty leki *apteka Falvit *załatwić rozliczenie z dachem, * strych ogarnąć (opony oddać na szrot i wyrzucić śmieci)

25dc
Temperatura powolutku sobie rośnie... dzisiaj o 4:30 wskazywała 36,98 i tak dzień po dniu pokazuje nieco więcej. Jednak czuje nosem, że za chwile zaliczę spadek i nadejdzie okres. Co zrobić takie mam przeczucie, a one niestety z reguły się sprawdzają ;) ale z drugiej strony lepiej tak, niż się niepotrzebnie nastawiać. W zasadzie nie czuje nic co by mogło wskazywać na ciąże. Chodzę zmęczona i senna, ale to raczej kwestia pory roku i pracy. Rano czułam w dole brzucha takie jakby ciągnięcie/ rozciąganie, ale przeszło. Może pierwsze oznaki okresu ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2017, 13:01

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 6 grudnia 2017, 16:31

Ciąża rozpoczęta 9 września 2017

Przeniosło mnie na fioletową stronę. Mam nadzieję, że będzie dobrze...


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2017, 20:03

Antonina38 Pragnienie 3 maleństwa 8 grudnia 2017, 15:11

Zaczynam 6cs o maleństwo...

- Dlaczego tak przeklinasz? - zapytał zdziwiony mąż.

- Bo mam PMSa. jestem sfrustrowana. Mój organizm przygotowuje się do comiesięcznej klęski. - odparłam. Bez godności, pomyślałam.

Dorzućmy do tego przepracowanie, które minie dopiero w okolicy świąt by nabrać tempa od nowego roku,to nim się obrócę, będzie wiosna.

Zabroniłam też nazywania siebie "mamuśką" co wg mojego męża brzmi pieszczotliwie, a wg mnie z jego ust brzmi to jak obelga: określenie krowy/innego zwierzęcia z wyciągnietymi wymionami po ziemię. Coś jak madka, a nie matka, bo do tych drugich nic nie mam. O dziwo.

Bo Pan Bóg mnie chociaż z jednym wysłuchał.
Nie dał mi dziecka. Ale dał ww końcu siłę i cierpliwość by zmagać się z tym wszystkim. Z ciężarnymi, rodzącymi i dziećmi dookokoła. Mogę im kibicować bez bólu. Czasem z nutką żalu, że być może szczęście tego typu może mnie ominie.

Zrozumienie dla tych, którzy nie rozumieją i właśnie przez to mogą wbić bolesną szpilę.
Siłę do olania "głupich krów" czy potocznie innych ciuli którzy tak naprawde życzą ci źle, patrzą na ciebie z góry (ha, jestem lepszy bo spłodziłem syna! a ty gorsza bo nie). Trzeba im współczuć, że wywyższają się na nieszczęściu innych.

Przynajmniej tyle z błogosławieństw. Szczere to doceniam, bo zeszły okres świąteczny przeszłam źle. Chciało mi się płakać. Ciągle.. Kiedy moja siostra narzekała na dolegliwości ciążowe. Kiedy w kościele widziałam dzieciątko Jezus. Kiedy patrzyłam na dzieci, dowiadywałam się o ciążach. Kiedy wszyscy wokoło życzyli nam dziecka. Kiedy słyszałam że się opieprzamy, a moja siostra ma już drugie w drodze.

Ten dystans, znieczulenie, obojętność - być może w duchu to pierwszy krok do pogodzenia się z tym, że jest jak jest. A może zacznę dopiero świrować, jak podejmę konkretne leczenie?

Gdyby nie ovu i na odczepnego zmierzone temperatury, nie wiedziałabym, że jest 23 dc i 8 dpo. Tylko PMS by zdradził, że okres tuż tuż czyli 5-7 dni.

Trochę mi smutno, ale daleko do rozpaczy. Poradziłam sobie z wizytami mikołajowymi, obdarowywaniem dzieci, nawet sama cofnęłam się w rozwoju i pobawiła się z nimi lalami, autkami i zagrałam w grzybobranie.

Temp już prawie spadla do "wyznaczonej linii". To by nawet przeszlo, ale bóle @ nie pozostawiają złudzeń.

24 dc / 15cs
Mamy już wyniki hormonów męża i wszystkie wyniki w normie :) czyli nadal nie wiadomo skąd tak słabe parametry nasienia zwłaszcza ilość plemniczków, póki co trzymamy się tego że to wina warunków w pracy. Walka dietą i witaminkami trwa nadal.
Jeśli chodzi o mnie to nadal bolą piersi i czasem coś ciągnie, kuje w jajnikach no i dziś miałam biegunke :( nie wiem skąd ona bo nic takiego nie zjadłam. Wszyscy w domu jedli to samo i każdy czuje się ok a u mnie wariacje jakieś :/. Do terminu @ coraz bliżej. Cykle mam 26-28 dniowe więc jeśli do wtorku nie będzie @ to dopiero zatestuję , mam nadzieję, że wytrwam ;)

35t6dc
29 dni do TP
90% ciąży


Na sam koniec ciąży jeszcze szefostwo w pracy dostarcza mi stresu. Ich brak
kompetencji i brak szacunku do drugiego człowieka (pisząc delikatnie, bez
przekleństw) skrzywdziły już niejednego pracownika, ale to dłuuuuga historia.
Na pewno nie do opisania tu i teraz, bo powstałaby z tego książka. Tylko na
spotkaniach z koleżankami wymienić się możemy wzajemnymi bólami... a potem
szefostwo się dziwi, dlaczego każdy od nich ucieka i mają taką rotację
pracowników. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała do nich wrócić i że nie
spotkam już więcej takich osób.
W wielkim skrócie przez szefostwo nie dostałam wypłaty z ZUS-u, która powinna
dziś dotrzeć i nie wiem, kiedy ją dostanę... będę tego pilnować. Całą ciążę sama
sobie pilnuję kwestii prawnych, bo wiem, że jeśli ja tego nie zrobię, to moje
szefostwo tego nie ogarnie...
Jeśli natomiast chodzi o mnie i Malwinkę, to każdy dzień jest inny pod względem
samopoczucia i przewidywań, co do porodu. Np. raz mi się brzuch napina cały
dzień, a nazajutrz jest cały dzień dość miękki. Ważne, że malutka się żwawo
rusza i nie daje mi powodów do zmartwień. Zrobię wszystko, aby inne kłopoty
nie zepsuły mi tej radości. Staram się dostrzegać pozytywy, co do opóźnionej
wypłaty ZUS: odwiedzę mniej sklepów i mniej wydam, czyli więcej zaoszczędzę ;)
A najlepszy w tym roku prezent pod choinkę wciąż noszę w sobie
nierozpakowany ;)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)