Elcia0211 Kiedyś musi się udać... 11 lutego 2018, 11:01

Wynik bety 1127. Dzięki Bogu jest przyrost. Wyniki progesteronu będą dopiero we wtorek. Ważne że fasolka się rozwija. Będę dużo odpoczywać tyle narazie mogę zrobić.

ma_pi Demotywator 9 lutego 2018, 10:15

Była na usg u zwykłego gina. Poszłam w dwóch celach. Po pierwsze, żeby sprawdzić, czy nie ma torbieli i czy ogólnie wszystko tam w porządku. No i jest w porządku.
Drugą sprawą było, czy mi poda accofil. Nie poda :( Nie wie nawet, co to za lek za bardzo. No i lipa. Mój lekarz prowadzący to też mi raczej nie poda. On nie uznaje problemów immunologicznych. Może uda mi się to załatwić w mojej poprzedniej klinice w Krakowie. Jak nie, to jeszcze spróbuję zagadać do jednej lekarki z novum, która wiem, że podaje swoim pacjentkom. A jak to zawiedzie, to już nie mam pomysłu.

2DC
Jak zwykle niezbyt obficie..no ale taki juz jest ten moj organizm. Wczoraj M przywiozl toooorbe zastrzykow jest to nasz pierwszy cykl z nimi. Jak M dorwal ulotke to studiowal ja caly wieczor :-) wczuwal sie tak fajnieee :-) ciagle pytania zadawal a wiesz ze one sa doslownie do wywolania owulacji albo wiesz ze moze dojsc do hiperstymulacji i wtedy nie mozemy nic robic? Hehe ale byl taki fajny i kochany potem na Youtube wlaczal filmiki jak robic i rozrabiac te zastrzyki...ehhh moj kochany tez juz bardzo by chcial miec wlasnego kwiatuszka a nie ciage bawic sie z dziecmi z rodziny :-) hmmm dzis pierwszy zastrzyk ale mysle ze damy rade :-) oby do przodu i oby pomyslnie ;-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2018, 10:16

Dzień Dobry :d
Tak, rzadko będę używać tego sformułowania :D

Jestem po wizycie, należy zamieścić informację co i jak :D
Ciążą: nie stwierdzono
Torbiel: wielkość- duża śliwka (ok 4cm)
Zalecenia odnośnie torbieli: skierowanie do szpitala w celu diagnostyki i usunięcia.
Zalecone badania: morfologia, mocz, glukoza

Czuję, że to malutki kroczek, ale kroczek, który robię do przodu i który napawa optymizmem :)
Dalsza diagnoza po pobycie w szpitalu :)

Biene Ku dwóm kreskom 9 lutego 2018, 10:59

Nie zaglądałam do pamietnika ponad miesiąc bo sama gryzłam się z emocjami czy warto tracić czas na zapisywnie tego co gdzieś tam mi się po głowie kołacze i w serduchu siedzi. Uznałam, ze jednak warto - choćby dla samej siebie. NIestety poprzezdni cykl zielony nie był :(. Teraz ten wygląda znów obiecująco. Piękny skok temperatury był i utrzymuje się cały czas na wyższym poziomie. Z przytulankami też się wstrzeliliśmy w odpowiedni czas i teraz tylko pytanie czy jeden z żółnierzy mojego K był na tyle silny i zdeterminowany aby podołać z misją. Obydwoje z niecierpliwością czekamy a ovufriend dolicza kolejne punkty za objawy.
Dziś miałam koszmarną noc. Mój żołądek postawił na produkcję kwasu w ilości, w której wcześniej mu się nie zdarzało. Stąd o równiutkiej północy obudziłam się z niemal wypalonym gardłem. Łyknęłam dwie rozpuszczone tabletki SaltVichy i pomogło jakoś. Ale sen nie był już dobrej jakośći.
Zostałam w domu. Nawet to lepiej, bo w domowym zaciszu więcej rzeczy ogarnę niż w tym całym pracowym młynie, szczególnie jeśli ma się do ogarnięcia ponad 10-osobową grupę.
Tak sobie siedzę, przygotowuję kolejne dokumenty przetargowe i w między czasie postanowiłam coś skrobnąc w pamiętniku. Ot taka potrzeba :)

sylwia211987 brak pomysłu na tytuł 9 lutego 2018, 18:44

Od ostatniego wpisu minęło tyle czasu ... aż dwie wizyty u lekarza... kurde czas odmierzam wizytami.... chyba nie dobrze ze mną;). Ale wizyty pozytywne,, okazało się że mam tak skomplikowany organizm że dopiero w cyklu po stymulacji odpowiedział na stymulacje... hm ja i tak tego nie rozumiem.., ale w skrócie mam sporo pęcherzyków ale to jeszcze nie jest hiperka wiec lekarz jest bardzo zadowolony, miałam jakiś taki dziwny pęcherzyk , mówił że to może być torbiel, ale dziś okazało się że to nie jest torbiel i lecimy dalej.Powiedział że powinniśmy poczekać w sumie po tym nie udanym cyklu ale skoro tak sprawy się mają to idziemy do przodu. Teraz czekam na @ żeby zacząć stymulacje, może tym razem się uda.Nareszcie jakaś pogoda normalna , słońce piękne aż chce się żyć. Ale z drugiej strony się boje,, dziś było za dużo dobrych wiadomości....

Po krótkiej przerwie wracam do Was z nowym wpisem. Wpisem, pełnym wątpliwości...

Znów wróciły do mnie myśli i pytanie.. Dlaczego się nie udaje? I co z tym powinniśmy zrobić? Przez kilka miesięcy uwolnienie głowy od starań bardzo mi odpowiadało, teraz powoli zaczyna mnie martwić... --> Wątpliwości…

Nie udało się.
Musiałam przełknąć porażkę i dopiero teraz jestem w stanie coś napisać.
Nie będę podchodzić do 3 inseminacji, szkoda mi czasu i pieniędzy. Podjęłam decyzję o kolejnym in vitro z wykorzystaniem moich zamrożonych komórek i nasieniem dawcy. Wczoraj na wizycie wszystko omówiliśmy. Zaczynamy od marca.
Tak bardzo się boję że powtórzy się scenariusz z lipca. Co prawda nasienie będzie dawcy ale wiem też że komórki są bardzo wrażliwe na rozmrażanie.

Ehh... a dziś kuzynka urodziła dziecko, jest ode mnie 7 lat mlodsza, ma już jedno dziecko 1,5 roku. A ja wciąż czekam na pierwszego maluszka. Życie jest takie niesprawiedliwe.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2018, 21:07

Wyedytowałam pierwszy wpis, aby było wiadomo co teraz u mnie. Zresztą kto mnie zna, śledzi moje losy wie na jakim etapie jestem.

Będę opisywała jak wygląda moja przygoda. Pewnie nie raz będą to suche notatki, ale że nie mam za bardzo z kim o tym rozmawiać to na pewno kilka słów zapisanych tu mi pomoże. O to chodzi by wywalić z siebie wszystko, a nie gnieździć w sobie.

Od jakiegoś czasu strasznie kłócę się z mężem. Te lata nas wykończyły. Tragedie, śmierć, leczenie, niepowodzenia utworzyły ogromna rysę na naszym małżeństwie. Obydwoje doszliśmy do wniosku, że nie zgraliśmy się wcale. Każdy pochodzi z zupełnie innej rodziny, z innymi poglądami na wiele spraw. W sumie aktualnie jedynie co nas łączy to córka. Dla Jej dobra jeszcze tkwimy w tym związku. Ostatnio zaproponowałam mężowi separacje. Musimy osobno odkryć to czego tak naprawdę chcemy i czy chcemy być razem. Czy jeszcze warto?
Ja skupiłam się na leczeniu i szukaniu pracy. W czerwcu kończy mi się urlop wychowawczy i raczej nie chcę wrócić do pracy w szkole. Miałam już dwie rozmowy kwalifikacyjne. Na odpowiedź z jednej czekam, a do drugiej już się dostałam, ale to praca fizyczna... Zresztą co za różnica. Praca to praca, a dziecka być może już nigdy nie będę mieć. Muszę zacząć zarabiać na siebie, stać się niezależna finansowo. Kto wie co przyniesie jutro...

laira już wiemy, że chcemy ;-) 9 lutego 2018, 22:46

10 dc
według kalkulatora księżycowego owulacja była wczoraj. Mąż mówi, że chyba cos mnie opętało. Ale co tu się dziwic jak poważnie moje cykle zaczynaja pasowac od faz ksiezyca. Dobra nie nakrecam się. Wczoraj ok 11:30 ooostry ból podbrzusza - jesli to był ból owulacyjny to pierwszy raz w życiu tak to czułam. Zobaczymy jaka pozycję przyjmie jutro szyjka. No śluz w tym cyklu jeszcze nie pokazał się, ale do serduszkowania nie było potrzebne conceive. Owulacyjne słabe (jedynie 8dc w srode rano był prawie tak mocny jak testowy). Nie ma co się łudzić żeby udało się miesiąc po miesiącu. A już nawet i dobrze. Jak patrze ile "nieszczęścia" wszędzie to aż smutno. Na fb ciągle jakieś zbiórki. Pamiętniki z poronieniami, to nie nastraja pozytywnie.

Dziewczyny ja Was tak bardzo przepraszam, ale ja nie mogę czytać Waszych pamiętników. Trafiłam już na kilka takich w których jest tyle smutku, brak optymizmu i wiele wylanych łez. W innych mnóstwo bólu, cierpienia, braku sił. Wchodząc na Wasze pamiętniki łapię doła, łezki kręcą mi się w oczach. Ja wiem, że nie raz jest trudno, że życie jest niesprawiedliwe, że czasami brakuje sił, może nie przeżyłam tego co Wy, nie wiem jak się czujecie, może stwierdzicie, że nie mam serca... Nie potrafię "patrzeć" na pesymizm.

Walczę, bo wiem, że czas poddaje mnie próbie, próbie zwanej cierpliwość, wytrzymałość, siła. Nie mogę się poddać, a co w momencie pojawienia się dziecka? zacznie płakać, będzie cierpiało bo zaczną dokuczać kolki, lub wyżynające się ząbki i co wtedy? Poddam się bo nie mam siły słuchać? Bo jestem niewyspana? Bo nie mam cierpliwości? Nie! Nasza walka to szkoła radzenia sobie z emocjami, zmęczeniem, bólem. Czas daje nam możliwość wypracowania sobie pewnych cech, których może nam w pewnym momencie zabraknąć.

Wiem, że pewnie część z Was poczuje się urażona moim wpisem, bo jestem młoda i nie wiem przez co przechodzicie. Macie rację. Nie wiem co każda z was przeżywa, co czuje. Wiem jedno, będę walczyć do końca z podniesioną głową i uśmiechem na ustach, a tylko dlatego, że podpisuję się rękami i nogami pod słowami: Co nas nie zabije, to nas wzmocni.

Przepraszam ale musiałam to napisać, ciążyło mi to na sercu, że jestem wobec was nie nie w porządku.


A teraz pozwólcie, że przejdę do moich przemyśleń nocnych :)

Dzisiaj naszła mnie refleksja z całkiem innej dziedziny mojego życia. Obecnie jestem na L4 z powodu kolana (zerwane więzadła) i nie ukrywam, że zaczyna mnie rozpierać niespożytkowana energia. Szukałam dzisiaj CZEGOŚ czym mogła bym się zająć i uwierzcie mi, że osoba tak kreatywna jak ja, która ciągle coś tworzy to rysuje, to pisze, to skleja z papieru, desek itp. nie znalazła dla siebie zajęcia w stanie leżącym-półsiedzącym. Internet, gry, książki SUPER! ale ileż można? Zaczęłam robić na drutach szal :D
A swoją drogą... Może macie jakieś fajne pomysły na spożytkowanie wolnego czasu?


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2018, 23:28

Zrobiłam badania. Dla własnego spokoju:)
Prolaktyna 20,09
Fsh 6,20
Lh 4,08
Czyli wszystko w normie.
W razie czego powtórzę prolaktyna w 21 dc i zrobię razem z progesteronem.
Nie długo też badania tarczycy i inne podstawowe. Ale już z medicoveru, żebym nie musiała i za to płacić:)

Niestety...zgodnie z oczekiwaniami. Była biochemiczna.

12 dpt tj z dziś beta spadła do 48, progesteron spadł do 25.

Odstawiam leki... Jak zwykle u wszystkich tylko nie u mnie 😔

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 10 lutego 2018, 09:25

19tyg+1dzien

Jak zapowiadalam, tak zrobilam: poszlam wczoraj na spacer. I chyba troche sie 'przeciazylam'. Przeszlam kilka kilometrow, pod koniec ciezko mi bylo isc, bo brzuch 'ciagnal'. A dzisiaj w nocy dramat: brzuch napiety, ja w stresie, nie wiem czy mam budzic meza czy co. Wzielam nospe, wypilam melise i probowalam sie zrelaksowac. Udalo mi sie zasnac okolo 5 rano. Teraz (rano) juz ok i nawet nie wiem czy to moze byc wina tego spacerowania; przeciez to bylo babcine dreptanie, to nawet nie byl marsz... eh...

W lutym brak starań. Przyjechała rodzina i nie mieliśmy ani możliwości ani chęci. Przekładamy na marzec. Kupiłiśmy mieszkanie czyli punkt 4. Prawie zralizowany bo klucze dostaniemy 1marca.Wiec został tylko jeden punkt 5... zobaczymy jak wyjdzie z realizacja

3DC
Już po bólu :) pierwszy zastrzyk za nami ahhhh....ileż to stresu było no ale nie było strasznie poza tym że do przyjemności to nie należy ale w sumie też nie boli :) zostało 9 daaamy rade! Bo jak nie my to kto? Walczymy dzielnie! Dziś ostatki...hmmm kiedyś od rana bym myślała o wieczorze a dziś? Dziś myślę o tym że nie mam się z czego cieszyć i balować bo życie nie dało mi tego o czym od dawna marzę! Musimy spokojnie zadbać o siebie...teraz czekać tylko na wizytę w piątek dowiem się jak na mnie działają zastrzyki :P Oby działały...

32 tc.
Do porodu zostało 63 dni! Nie wierzę że tak mało!
Ale się nie mogę doczekać :)
póki co nic więcej z wyprawki nie mamy, teraz będziemy szukać bazy do fotelika, albo całkiem nowego fotelika z baza jak się nie będzie dało dokupić. zobaczymy.
mały ma dziś leniwy dzień, troszkę się rusza, ale nie za bardzo intensywnie. nie chcę się martwić bo wiem że może mieć takie dni. ja też dziś jakaś bez siły.

Magic Niemożliwe 10 lutego 2018, 11:08

narzekałqm że nie czuję synka :) to tersz chyba nie będzie wątpliwości że to ON ♡ 4 x puk puk ♡ jestem spokojniejsza :)
Właśnie jestem w szpitalu u męża. W poniedziałek ma wypis. Jak dobrze będzie go mieć znowu w domu. Narazie reha odwolujemy i dopiero za 3 tyg znowu rusza. Ma się oszczędzać. tzn kolano. będzie dobrze. musi być w końcu dobrze ♡

Paś październik 2017:) 10 lutego 2018, 11:18

Mam Już swoją iskierkę:-D

Izunia urodziła się 03.02.2018, kilka dni wcześniej że względu na zatrucie ciążowe byłam w szpitalu.

Sam poród został trochę wymuszony przez podanie oksytocyny ale NIK nie spodziewał się że w 2 godziny mała będzie z nami

Jejku czy tylko na mnie ta strona działa uzależniająco? Czy tylko ja jak tu zaglądam czuje się lżejsza na duszy? Tu jest tyle miłych osób które przechodzą podobne sytuacje które pragną tego samego... ahhh...super że tu trafiłam!!! Czytam historie innych dziewczyn i uświadamiam sobie w końcu że nie jestem sama...tak w końcu nie jestem z tym sama! Oczywiście mój M jest razem ze mną ale już nie chcę mu marudzić bo potem widzę że biedak przeżywa... Przeżywa na swój sposób...ostatnio tak sobie rozmawialiśmy i zapytałam czy po naszym ślubie płakał powiedział że tak ale nie chciał powiedzieć kiedy...chyba się domyślam że wtedy kiedy straciliśmy naszego kwiatuszka nasze szczęście które dawało nam uśmiech... to było wtedy kiedy leżałam w szpitalu i zadzwonił w nieodpowiednim momencie bo akurat leki poronne zaczęły działać i miałam tak ostre skurcze że wiłam się z bólu na łóżku i płakałam...krzyczałam przez słuchawkę żeby mnie stąd zabierał. Nie potrafię tego zapomnieć i podejrzewam że to wtedy mój M bardzo to przeżył. Mimo że nigdy mi o tym nie powie ja wiem...i nie chcemy tego wspominać bo był to trudny czas dla nas...tak trudny że do dziś mam łzy w oczach bo przecież już miałabym miesięcznego kwiatuszka a tak nadal jesteśmy sami...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)