anemic Wielkie chcenie ... 26 marca 2018, 15:52

Mam spadek formy, który dzisiaj sięgnął apogeum. Plany były duże, ale okazało się, że wyprawa do sklepu po zakupy była wyczynem.
Na święta przyjeżdża moja siostra, która generalnie w dupie ma przygotowania i chętnie wpada "na gotowe". D. zabiegany obawiam się, że raczej nie będzie miał czasu wybrać się ze mną na większe zakupy. Ogólnie jakoś nastawienie mam średnie co do świąt i czuję się jakaś osamotniona w tym wszystkim.
Bym się wina napiła, opcjonalnie cygarete jakąś zapalila :D Już nie wspomnę, że po nocach śni mi się jak palę choć już od lat tego nie robię :D
Dzisiaj już całkiem odstawiłam encorton więc zostały mi tylko witaminy, żuratwi, żelazo, aspargin.
Cieszę się z każdego "bulgotania" w brzuchu bo myślę, że to Hanka :D

I ogólnie wszystko jest z dupy i do dupy.

Dzwoniłam dzisiaj do mojego gina i mówię, że to jednak półpasiec na 100% no i że nie przyjdę jutro na kontrolę i wiecie co usłyszałam??? ŻE MAM SOBIE ODPUŚCIĆ KOLEJNE 2 CYKLE! Czy można mieć aż tak cholernego pecha? Czy miała któras z Was to cholerstwo i wie o co chodzi?
Ja oczywiście czytałam info w necie ale tam piszą różne rzeczy... nie chce ryzykować i być nieodpowiedzialna ale większość opinii, to że to jest następstwem ospy i ze w pierwszym trymestrze i tak nie zagraża bo mamy juz w sobie przeciwciała...
Ratunku! Sama nie wiem co myśleć... ten cykl oczywiście odpuszczam mimo ze ovu pewnie dzisiaj według wszelkich znaków ale czy kolejny cykl tez muszę odpuscic??? Pomocy


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 marca 2018, 16:32

I po usg. Bez zmian, nic nie pękło, śluzu brak. Lekarz powiedział, że raczej to nie pęknie, że nadziei mi nie daje. Niby wpisałam się na czwartek, żeby jeszcze raz podejrzeć, ale czy jest sens? Nie widzę i chyba nie pójdę. No chyba, żeby przyszło jakies objawienie śluzem to z czystej ciekawosci. Ale widzę przecież, że nie funkcjonuje jak powinnam.

Mdłości raz większe, raz mniejsze.. Albo się przyzwyczaiłam i już mniej zwracam na nie uwagę.. Zauważyłam też, że muszę cały czas mieć pełen żołądek, wtedy jest lepiej.. Także jem w małych ilościach co 1,5-2 godzin.. Wczoraj miałam na wkladce 3 kropelki plamienia.. Potwierdza to moje przeczucie o za niskim progesteronie.. Mój jeden jajnik często sprawiał psikusy i może po prostu nie uciąga.. Na potwierdzenie mojej tezy progesteronowej wyszły mi 3 pryszcze jak przed @.. Wizyta niedługo, wypytam o wszystko..

Mam też do Was pytanie odnośnie zaparć.. Nigdy nie miałam takiego problemu i trochę nie wiem jak mogę sobie z nim poradzić.. A boję się brać jakiś specyfików..

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 5 listopada 2019, 09:01

Przywitał mnie najpiękniejszy uśmiech Olusiowy 🥰🥰szczery, przesłodki i razy 5!;)
A tuż po Olusiowym ,najpiękniejszy uśmiech Polusiowy🥰🥰zaspany ale z przytulaskiem💕💕

Kocham ich jak wariatka!;)

inaa Mama,Tata i ...? 26 marca 2018, 18:01

Hej..

14% ciąży
5t+3d

Byłam od piątku w szpitalu :( na niedrożność jelit. Pierw przyjęto mnie na oddział patologii ciąży , tam wykonano usg płodu. Pęcherzyk widoczny 5,2 mm ( 5t+2d) . Ból był okropny dano mi w zastrzyku NOspa i papaveryne x2 , nie wytrzymywałam. W sobote wezwali chirurga- nie wiedziałam jak się nazywam z bólu- dostałam w zastrzyku pyralgine. Lekko przeszło- przyjęli mnie na oddział chirurgii ogólnej. Zaczęly się wymioty treścią jelitową i tak kilka godzin. Minęło w sobote o 20.00 dla pewności jeszcze jedna papaveryna. Teraz boje się o ciąże przez tą pyralginę ;(. Czy któraś dostawała jakieś leki " zakazane" i wszystko było ok?

inaa Mama,Tata i ...? 26 marca 2018, 18:01

Hej..

14% ciąży
5t+3d

Byłam od piątku w szpitalu :( na niedrożność jelit. Pierw przyjęto mnie na oddział patologii ciąży , tam wykonano usg płodu. Pęcherzyk widoczny 5,2 mm ( 5t+2d) . Ból był okropny dano mi w zastrzyku NOspa i papaveryne x2 , nie wytrzymywałam. W sobote wezwali chirurga- nie wiedziałam jak się nazywam z bólu- dostałam w zastrzyku pyralgine. Lekko przeszło- przyjęli mnie na oddział chirurgii ogólnej. Zaczęly się wymioty treścią jelitową i tak kilka godzin. Minęło w sobote o 20.00 dla pewności jeszcze jedna papaveryna. Teraz boje się o ciąże przez tą pyralginę ;(. Czy któraś dostawała jakieś leki " zakazane" i wszystko było ok?

Marti... Goniąc czas 26 marca 2018, 18:25

prawie zawalu dzis dostalam.

wstaje rano, zaspana na maksa, siusiam sobie i oczywiscie odruchem staraczki zawsze zerkam na papier.
MATKO KOCHANA!!!! przez chwile myslalam, ze krwawie !!!! az mi serce zaczelo walic.

a potem rozum sie obudzil i zdal sobie sprawe, ze zmienilam paper toaletowy... jest w kolorze rozowym i ma prawie czerwonawe nadruki kwiatowe. no ja zesz pierwiaszcze :) nie spodziewalam sie takiego efektu :)

takze wszystko konczy sie smisznie, ale kawy juz dzis nie potrzebowalam :)

Kaśka28 Wszystko sie jakos ulozy 26 marca 2018, 20:08

No i co????? I to samo....znowu zostal tylko jeden zarodek niby mam dzwonic w srode bo licza na jeszcze.jeden ale ostatnio tez tak mowili...i zostal tylko ten jeden co jest teraz we mnie...i niech teraz juz na zawsze z nami xostanie...bo sie xalamie

Wsiadałam do kolejki górskiej i nie wiem dokąd jadę...
Wyniki bety z dziś 43,59 a progesteron 1,56. Hmmmm, może kropek walczy? A może złudna nadzieja skończy się ciążą pozamaciczną :-(

39+4 (40 tydzien)

znów na sali przedporodowej. O 1 w nocy zaczelo się lekkie plamienie.. wystraszylam się kiedy na piżamie zobaczyłam lekko różową plamę... o 2 zdecydowaliśmy się pojechać do szpitala... 2 cm rozwarcia, krwi tyle co podczas okresu, szyjka skrócona o 30 proc., skurcze widoczne na ktg. z uwagi na krwawienie zostawili mnie na obserwacje... chyba urodze przed świętami

laira już wiemy, że chcemy ;-) 27 marca 2018, 10:30

znów powtórka z rozrywki. W sobotę po niskim progu mówię mu, że możemy podziałać jeszcze (ale dla pryjemnosci bardziej bo wyniki takie se). W sobote nic nie było, w niedziele musial iśc spac (taki zmeczony był po całym dniu siedzenia na kompie, naprawdę siedział cały dzień). Ja już z tych nudów nawet poszłam do ogrodu podzialać, bo ile można siedzieć i się patrzeć na niego. No potem poniedziałek był cały dzien w pracy. Przyjechał i co? Siedział na kompie. Wiec ja też. Zrobilam maseczke, wykąpalam się wracam a on już tylkiem odwrócony pod kołdrą. No wiec zagaduje a to to a to tamto ale nic. Popatrzylam na coś w TV i tez się położyłam. Wczoraj LH szybko i mocno zabarwiło wiec dziś, albo ostatnia szansa w tym cyklu, albo już po ptokach. Teraz zerwał się z łóżka jak tylko ja oczy otworzyłam i wystrzelił do sklepu, mimo że wczoraj kupilam mu bułki i szynke. Samochod musi zalać, bo przecież jak nie teraz to już nie zdarzy do 17. Bo przecież oczywiescie jedzie do pracy. . No tym razem nic nie mówiłam oczywiście ze owu blisko czy cos nawet powiedzialam ze dla przyjemności możemy się pokochać. Fochów nie strzelałam.

Ale mu zrobie post...!!!! Nie zobaczy kawałka dupy do kolejnej owulacji.

PatuŚ Czekając na dwie kreski :) 27 marca 2018, 10:53

12 dc
13 cykl

Witajcie kochane :*

Coś się już u nas dzieje :) M za tydzień w piątek idzie na badania nasienia i będziemy już wiedzieć na czym stoimy, ja jutro idę na badania TSH i po skierowanie do endokrynologa po wynikach :)
W ogóle doszło to do mnie po wizycie, że raczej ten lekarz nie będzie kompetentny... powiedziałam jej ze chyba mam jakąś infekcje bo ostatnio nie komfortowo się "tam" czuje a ona nic, a co najważniejsze nawet cytologi mi nie zrobiła a mówiłam jej ze ostatnia miałam rok temu robiona... wiec idę w końcu do tej ginekolog od teściowej warto spróbować :) rozmawiałam z nią jak była w odwiedzinach u teściowej i powiem wam taka ogarnięta kobieta :) w sumie to ona pomogła siostrze M w zajściu w ciążę może warto spróbować?? Wiem, że tam będę miała wykonane wszystkie badania :)
Spróbuję, zaraz w kwietniu po wypłacie idę do niej :)
I to na razie tyle :D

Miłego dnia kochane :*

Mega stres w rodzinie mamy teraz, kilka trudnych sytuacji się nawarstwiło i problemów, a że w kupie siła i jesteśmy wszyscy blisko, to każdy się martwi i przejmuje. Ale wszystko będzie dobrze, wierzę w to.
Przyszła @, ciut wcześniej.
No to odliczamy i od czwartku misja CLO czas start.

05/05/2018 po godzinie 4 nad ranem obudziłam się na siku i z lekkim bólem podbrzusza. Myślałam, że przeczyści mnie tak jak już od kilku dni o tej porze(jadłam mega dużo owoców wieczorami i co rano mnie goniło :) ) Wysikałam się, wstałam z kibelka i...mnie zgięło. Mega mocny skurcz. Pewnie nieregularne będą, mam czas. I tak jeszcze 1 czy 2 mocne skurcze w różnych odstępach. Szybko włączyłam appkę do liczenia skurczy, obudziłam małża, że chyba musi dzwonić do ojca po samochód i postanowiłam wziąć szybki prysznic. Nie wyszło. Próbowałam się skupić i podgolić tu i tam, ale skończyłam z kępkami i łysymi plackami :D W wannie już mnie składało z bólu. Po 30 minutach od pobudki miałam już regularne skurcze. Bardzo regularne bo co 2 minuty minutowe skurcze. Jeszcze biorąc prysznic zauważyłam odrobinę krwi, ale tyle to nie panika. Po wyjściu zemdliło mnie. Zwymiotowałam i w tym momencie poleciało trochę wód. Całkiem krwawych ze skrzepami. Włączyła się panika na 300. Ledwo stałam. Kazałam mężowi dzwonić po karetkę bo krew i częste skurcze. Wtedy myślałam, że za chwilę urodzę tu w domu. Karetka pojawiła się na tyle sprawnie, że między skurczami ledwo zdążyłam coś ubrać(próbowałam wciągnąć legginsy ale ugięłam się i stanęło na sukience. Bez biustonosza, ledwo wciągnęłam na siebie majtki, do karetki szłam w kapciach męża...Jechaliśmy na sygnałach do najbliższego szpitala, ratowniczka bała się porodu na poboczu. Błagałam ją żeby mnie wieźli tam gdzie chciałam rodzić. W obu naszych szpitalach położne zostały postawione na nogi i czekały na mnie na IP :P Pojechaliśmy tam gdzie bliżej bo zaczęłam czuć już lekkie parcie. Z przewożenia na blok porodowy pamiętam tylko okropną położną komentującą, że mają inne rodzące i zawracamy im tyłki. Bo ja jeszcze mam czas. Jeszcze mam czas?! Czyli to będzie jeszcze większy ból? Byłam zmęczona, cały czas zamknięte oczy, ledwo kontaktowałam z bólu. Pamiętam wdrapywanie się na łóżko, badanie jeszcze pod okiem ratowniczki, która była ciekawa jak się sprawy mają. Wtedy powiedziano, że niby nie ma zbytniego rozwarcia. Ale po położeniu się na bloku porodowym poszło szybko. W pewnym momencie zaczęłam czuć mega parcie. Poinformowałam o tym na głos, ale zostałam zignorowana. Gdy podeszła położna pytałam czy uczucie rozpychania w pupie jest normalne. Powiedziała, że będzie gorzej. Jak się okazało wtedy gdy pytałam czułam już to "gorzej" ;) Darłam się jak opętana, jedna stara pipa komentowała, że się dre i nie może się skupić na wypełnianiu papierów. Powiem Wam, że wtedy zadziałał instynkt. Ch*j, że nikt się mną nie interesował, położna nie mówiła co robić i jak. Leżałam sobie i parłam. Wtedy myślałam, że to nie TO parcie. Podszedł lekarz i zaczął głowicą od KTG szukać tętna małej, a ja w tym momencie miałam skurcz, poczułam mega rozpychanie i odruchowo ręka poszła między nogi. Dotknęłam i zapytałam go co to jest. "Mamy główkę" zakomunikował położnym, ostre światło, ktoś powiedział, że mam nie przeć na tym skurczu bo popękam cała. Pomyślałam wtedy, żeby sobie teraz już wsadzili te dobre rady. 2 skurcze później pojawił się nasz mały cud, zapytano czy mąż chciał być przy porodzie bo właśnie wpadł i czeka pod drzwiami. Zawołali go żeby przeciął pępowinę. Wszystkie troski odeszły jak położyli mi na piersiach Malutką, zobaczyłam wszystko na swoim miejscu, usłyszałam 10 pkt. I w ten sposób pierworódka urodziła w 2 godziny :D I wbrew pozorom nie popękałam, mam tylko szwy na poobcieranych wargach sromowych. Urodziłam właściwie sama choć w szpitalu, 2 faza porodu trwała wg. porodówki 30 minut (czyli dokładnie tyle ile byłam u nich), zreflektowali się jednak że wtedy gdy mówili "ma czas" ja już zaczynałam mieć parte skurcze :P Ogólnie to całą ciążę spodziewałam się książkowego porodu. Lekkie skurcze, prysznic, czekanie na skurcze co te 6-7 minut, droga do szpitala z mężem, bez stresu i rozkręcanie się akcji już pod okiem położnej. Taki psikus! Z jednej strony uniknęłam innych trudów dłuższego porodu, ale z drugiej moje ciało nie było gotowe na taki nagły atak i ból zniosłam bardzo źle. Teraz Dosia ma 9 dni i powoli uczymy się siebie <3

gozik "Miłość na szkle" po stracie 27 marca 2018, 12:12

Jesteś w 34 tygodniu ciąży
(33 tyg. i 6 dni)
Miesiąc: 8
Trymestr: 3

Wczoraj byłam z Mężem na wizycie u swojej Pani doktor. Mały ustawiony jest główką w dół. Waży 2448g, co odpowiada praktycznie 90centylowi. Od ostatniej wizyty niby przytył około jedynie 250g...dziwne,albo to błąd pomiaru. Pani doktor mówi,ze brzuszek i główkę ma trochę większą i że będzie Kluseczką. Mąż też jak się urodził miał dużą główkę i był grubiutki :P trochę mnie to martwi,bo Córcią jak się urodziła,byla malutka niczym Kropeczka.Wiem,że każde dziecko jest inne,ale pomiary różnią się z sobą o 3tyg ! Pani dr od razu uspokajała mnie,że wszystko jest w porządku ale gdzieś z tyłu głowy i tak się martwię.
Następna i jednocześnie ostatnia wizyta u niej będzie 16.04.troche sie na niej zawiodłam,bo chciałam z Mężem spróbować zapisać się na CC do innego szpitala,a ona wiedząc,że mamy już jeden szpital załatwiony nie chciała dać drugiego skierowania...extra.
Torba już praktycznie przyszykowana,tylko muszę pożyć walizkę od Rodziców,bo w życiu się nie zmieszczę z wszystkimi rzeczami do torby :) jutro zaczynamy 34/35tc,jeszcze do mnie nie dochodzi,że pozostało 5tyg..Ciekawa jestem czy dotrwam do początku maja,mam dziwne przeczucie,że jednak nie...

7t4d wyd USG

Hej! Ja już jestem po wizycie u Pani doktor. Odbyła się ona wczoraj A miała w czwartek. Dzidziuś rośnie według usg ma skończone 7tygodni i pięknie bije mu serduszko, ten dźwięk sprawił że stanęły mi łzy w oczach z tego wszystkiego nie pamiętam ile mierzy :p ciąża może być trochę młodsza bo moje miesiączki są nieregularne ale jest wszystko Ok, termin porodu 3.11 :) chyba że zechce wyjść wcześniej w dniu urodzin mamusi 29.10 :) dostałam numer do Koszalina żeby umówić się na badania prenatalne Boże to się tak wszystko szybko dzieje, następna wizyta 9.04. Wymioty dalej się utrzymują ale wszystko jestem w stanie przeżyć dla mojego maluszka <3 oby rósł zdrowo. Miłego dnia :)

Dziś przypada termin mojego porodu miałam w tym tygodniu tulić moje maleństwo a tak moje ramiona pozostają puste;( dziś czuje się pusta i do niczego...


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 marca 2018, 16:28

Matko jedyna, to jakieś szaleństwo.

Wczoraj o ciąży powiedziałam moim rodzicom, zaznaczając, że to TAJEMNICA! I chwalić się mogą dopiero po wizycie u lekarza. Dzisiaj okazało się, że babka Ola nie wytrzymała i "nasz drobny sekrecik" wyjawiła prababce. No i lawina poszła. Dzisiaj nic nie robię, tylko odbieram telefony od mojej szalonej rodzinki.

Cholera, no cieszę się niesamowicie. Ale też ogromnie boję się, że coś będzie nie tak i ten sen się skończy... Za szybko to wszystko się wydało.

Z mężem ustaliliśmy, że do lekarza pójdziemy jednak za tydzień, a nie za 2. A jak nie będzie jeszcze widać serduszka, to za 2 tyg. też pójdziemy, wtedy już na pewno wszystko będzie na swoim miejscu. Nie będę mieć skrupułów.

-9 dc-
Minęło półtora tygodnia odkąd afirmuję i prowadzę trening płodności. Czuję się dużo spokojniejsza. Wreszcie nie prowadzę wewnętrznej walki pomiędzy tym, że chcę uwierzyć że się uda a tym, że boję się uwierzyć i później zawieść. Ja zawsze staram się na nic nie nakręcać, bo jakoś z a w s z e we wszystkim mam turbulencje. I tak się zastanawiam czy sama ich na siebie nie ściągam wiecznym wymyślaniem czarnych scenariuszy pt. "co może pójść źle". Dlatego czuję, że ten trening jest dla mnie. Teraz widzę, że od początku zakładałam, że będzie ciężko. Te wszystkie zdania "będę mamą", "moje dziecko" itp. nie przechodzą mi przez gardło naturalnie. Tak jakbym nigdy w to nie wierzyła. Dlatego wydaje mi się, że moim głównym problemem jest psychika. Ale czuję, że ją łamię. Czuję, że jest różnica. Zmieniam się. Uda się <3

***
* Poza tym wreszcie widzę, że wiesiołek działa.. if you know what I mean ;)
* I cieszę się, że usunęłam jeden pieprzyk. Od półtora roku się za to brałam, ale nie chciałam umawiać wizyty "na wypadek gdybym już zaszła". No i tak miesiące leciały.. Także ma to dla mnie duże znaczenie, że jeden za mną. Reszta po lecie, bo jest do wycięcia i 6 m-cy nie mogłabym się opalać (tego usunęłam laserowo).
* Poza tym wreszcie wystawiłam auto na sprzedaż. Telefon ciągle dzwoni, więc pewnie na dniach się go pozbędę (moje kochane autko - moje pierwsze). Już pożyczyłam rower od mamy i ku zdrowotności zamiast na czterech, będę pędzić na dwóch kółkach.
* I temperaturę mierzę przez wedżajnę i wykres aż tak nie skacze. Same zmiany na lepsze.
Jest fajnie :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)