Teściowa chyba czyta w myślach na odległość. Dzwoniła, że skoro mi nie przechodzi opuchlizna to przyjedzie wieczorem zrobić mi zastrzyk jeszcze raz ze sterydu, który mi dali w szpitalu. Zgodziłam się bardziej ze względu na starania niż na tą nieszczęsną opuchliznę. Czy ja mam już coś do stracenia?

Hania8 Miłość ma dziecka twarz 13 czerwca 2018, 11:15

1 dc
No to przyszła dziś @ jak się spodziewałam po tym że piersi przestały boleć. Ale 23 dniowy cykl to u mnie naprawdę rzadkość. Czuję się zawiedziona. Zwykle jak sobie zdecyduję że chce coś mieć lub coś zrobić to muszę to mieć już teraz natychmiast. Źle znoszę odmowę albo jak trzeba poczekać. No cóż, życie uczy cierpliwości i pokory. Tak więc zaczynam drugie okrążenie :-)

Grzechotka2 Miłość się mnoży... 13 czerwca 2018, 12:12

12dpo

Serce mam prawie w gardle, bo czekam na wynik bety. Przecież mnie to nie uspokoi. Przy biochemicznych też można mieć wysoką betę, albo w ogóle jakąkolwiek.

Wczorajszy ostatni tesy był zdecydowanie pozytywny. Bolą piersi, rozciąga sie macica, wczoraj doskwierała zgaga. Bolą też jajniki. Czy powinny?

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 13 czerwca 2018, 12:18

36tyg+5dni

Sorry dziewczyny za tego linka z wczoraj. Natknęłam się przypadkiem i tak jakoś wyszło, że przeczytałam, chociaż powinnam tak jak Wy – przestać po pierwszym zdaniu. Już kiedyś pisałam, że jestem prawdziwą masochistką jeśli chodzi o wynajdywanie takich ‘kwiatków’ i potem zamartwianie się.

Upał zelżał i to jest dobre. Chciałam dziś wybrać się do miasta (do biblioteki i po jakieś drobiazgi; nawet make up sobie zrobiłam z tej okazji) autobusem, ale jakoś mnie brzuch pobolewa i twardnieje co chwila, więc podrepczę tylko do osiedlowego sklepiku. Niby nic się nie dzieje, ale jakoś mnie te twardnienia i takie uczucie jakby ‘kłucia’ w środku (jakby taka kolka w okolicy szyjki) zdenerwowały. No i 2 razy byłam dziś na ‘dwójce’, ale takiej ‘zwyczajnej’, bez efektu biegunki. Sorka za takie opisy ;o) ale mimowolnie dopatruję się objawów akcji… … … Tak jak kiedy byłam staraczką i non stop dopatrywałam się objawów zaciążenia :o) a dobrze wiecie, że człowiek jest w stanie wszystko sobie wmówić, jak się postara…

Chciałam Wam jeszcze wspomnieć o świetnej książce, którą teraz czytam: Call the Midwife: A True Story of the East End in the 1950s autorstwa Jennifer Worth. Podobno mega popularny serial BBC wyprodukowano na podstawie wspomnień Jennifer, ale nie widziałam. Książka ma 3 części, czytam dopiero pierwszą. Mega ciekawe :o) położna/pielęgniarka wspomina swoją pracę/służbę głownie ubogim mieszkańcom Londynu. Lata 50te to nie tak dawno temu, a jednak jakby lata świetlne. Większość porodów położne przyjmowały w domach, normalką było, że kobiety rodziły 15 dzieci (rekordzistka z pewnego rozdziału miała ich 25), działy się różne śmieszne mezalianse, no i same opisy porodów, gdzie 22letnia Jennifer odbierała porody wcześniacze, porody pośladkowe etc. Chciałabym, żeby takie położne pracowały w naszej służbie zdrowia: oddane, z niesamowitymi umiejętnościami, nieustraszone :o) Polecam.

Czekam już chyba na @. Objawów ciąży jak na razie brak. Dziś 9 albo 10 dpo. Raczej 9. Jakoś nie czuję, że coś miałoby z tego wyjść. A jeszcze żeby było fajniej mąż nabawił się przepukliny pachwinowej, boli go okrutnie i jedyne o czym marzy to operacja, najlepiej w trakcie moich dniach płodnych w przyszłym cyklu i na zaplanowanym wyjeździe na wakacje. Jej, od kiedy ja taka pesymistyczna jestem? Mam zdrowego, ślicznego, mądrego synka. Mąż, może nie mister world, ale nie jest źle no i kocha mnie bardzo. Jakieś tam perspektywy na przyszłość zawodową są. Pieniędzy nam nie brakuje. W ostateczności będziemy żyć sobie w trójkę :) Ale jednak nadzieja, że tych dzieci będzie więcej tli się w sercu... :)

anemic Wielkie chcenie ... 13 czerwca 2018, 16:18

Wracając do szkoły rodzenia.
Wczorajsze zajecia były z położną, która będzie się nami opiekować po porodzie. Zapytałam ja co sądzi o ustaleniu "planu dnia" i jednym słowem wyśmiała plan.
Plan "przemówił" do mnie za pośrednictwem książki "język niemowląt", napisany przez położną.
Zakłada m.in nie karmienie na zawołanie, tylko co 2-2,5 godz, codzienne rytuały, rozpoznawanie gestów dziecka, analiza płaczu.
Teraz powiedzcie mi czy któraś z Was miała taki plan? Tzn zwał jak zwał, ale czy karmiłyscie na zadanie itd.?
Od jakiegoś tyg pobolewa mnie podbrzusze mimo zazywania dupka, na szczęście jutro wizyta u gina.

anemic Wielkie chcenie ... 13 czerwca 2018, 16:18

Wracając do szkoły rodzenia.
Wczorajsze zajecia były z położną, która będzie się nami opiekować po porodzie. Zapytałam ja co sądzi o ustaleniu "planu dnia" i jednym słowem wyśmiała plan.
Plan "przemówił" do mnie za pośrednictwem książki "język niemowląt", napisany przez położną.
Zakłada m.in nie karmienie na zawołanie, tylko co 2-2,5 godz, codzienne rytuały, rozpoznawanie gestów dziecka, analiza płaczu.
Teraz powiedzcie mi czy któraś z Was miała taki plan? Tzn zwał jak zwał, ale czy karmiłyscie na zadanie itd.?
Od jakiegoś tyg pobolewa mnie podbrzusze mimo zazywania dupka, na szczęście jutro wizyta u gina.

Grzechotka2 Miłość się mnoży... 13 czerwca 2018, 16:39

No i jest beta i jest progesteron. Wyniki idealne. Teraz tylko poczekać do piątku.

Progesteron - 35,02
BHCG - 152,70

<3

Trzymaj się kruszsynko. Wszyscy tu na Ciebie czekają, ale nie spiesz się.

Po badaniach połówkowych...



Zdrowy Syn <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 czerwca 2018, 18:00

Pinka. Piąty transfer 13 czerwca 2018, 18:21

Dzis zjadlam pierwsza tabletke clo. Niestety kolejne wyniki ca 125 wyszly podwyzszone, czekam jeszcze na wynik HE4 - rozszerzenie tego pierwszego.
Niekorzystne wyniki nawet mnie zbytnio nie zasmucily, bo zaczynam nowy cykl z clo. Pokladam duze nadzieje ;)

26dc

Właśnie wróciłam od ginekologa. Miała być profilaktyczna wizyta potwierdzająca wystąpienie owulacji. Jak usiadłam na fotelu, pan do mnie: „Pani właśnie ma owulacje”. Na co ja że jest to niemożliwe ponieważ za tydzień mam miesiączkę a wg zeszłotygodniowej wizyty powinnam być już tydzień po. Pan się tylko zaśmiał i powiedział, że z całym szacunkiem ale zna się trochę lepiej

23 CS / 26 dc
Oj prawie całe dwa cykle mnie tu nie było ;) trzeba nadrobić zaległości.
U mnie bez zmian bo dzidzi nadal nie ma. Termin @ jutro i pewnie przyjdzie bo nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Za to wyniki męża się poprawiły !!! Po dwóch miesiącach różnica kolosalna bo było 4,4mln / 1ml i 10 mln/w ejakulacie a teraz jest 12,5 mln/1ml i 25mln/ w ejakulacie !!! Cud z nieba dosłownie, jeśli chodzi o ruchliwość to jest teraz 63% i żywotność 85% !! Byliśmy też na pierwszej wizycie we Wrocławiu w klinice Invimed i bardzo jestem zadowolona z wizyty. Lekarz powiedział że co z tego że ilość nadal troszkę poniżej normy skoro ruchliwość i żywotność świetna ! W końcu usłyszeliśmy że możemy spokojnie próbować inseminacji tym bardziej że ja mam owulację i hormony ok. Nic nie mówił o in vitro a wcześniej to była jedyna opcja :). Jesteśmy mega szczęśliwi. Doktor zostawił decyzję nam czy próbujemy jeszcze naturalnie bo jest teraz szansa dużo większa czy chcemy inseminację więc stwierdziliśmy że będziemy kompletować powoli badania i we wrześniu podejdziemy do inseminacji :). Część badań mamy nie dawno robione więc lekarz wykreślił nam je z listy, część zrobiłam od razu w klinice i resztę powolutku. W lipcu planuje zrobić HSG. Jutro lecę zrobić TSH bo mam skierowanie od lekarza rodzinnego to trzeba korzystać. Działamy, działamy i nie poddajemy się ;). Motywacja jeszcze większa niż była.

BARTUŚ KOŃCZY DZIŚ 2 MC! :)
Ale ten czas leci, już 2 mc ma moje szczęście. Nie mogę uwierzyć, że dni aż tak szybko uciekają. Ale cieszę się że zdrowo rośnie, i dobrze się rozwija :)
U mnie nic ciekawego, skończył mi się pierwszy po ciąży okres. Był bezbolesny, i mało intensywne to krwawienie było. Ale już po bo mierzę od dwóch dni temp i jest niska 36,2-63,3. Chcę mierzyć żeby wiedzieć czy cykle po ciąży mi się przestawiły czy nie. Zobaczymy.
Teraz kilka dni jestem u rodziców. Mąż oczywiście foch, jak to zwykle gdy tu przyjadę... Mały wczoraj trochę marudził, bo pewnie nowe miejsce, był zmęczony po podróży chociaż jechał 1 godz. Ale w nocy ładnie spał a teraz się bawi :)
W ciągu tych trzech dni odwiedzą mnie koleżanki. Ciężko tak ciągle samej w domu siedzieć i gadać jedynie z 2 mc dzieckiem a no i przez telefon. Ale tel to nie to samo. Chcę trochę naładować baterie towarzyskie, żeby starczyło na kolejne kilka tyg, bo znowu tu przyjadę pewnie w sierpniu dopiero.
Za mc chrzciny, trzeba ogarnąć ubranko i te wszystkie pierdoły, nawet nie wiem co zamówić.

8 dc
Z niewiadomych mi przyczyn znowu pojawiło się plamienie :-( nigdy wcześniej tak nie miałam :-/ wydaje mi się że to po @ bo była dość uboga jak na moje możliwości.
Miałam myśleć pozytywnie a efekt jest taki że w ogóle o tym nie myślę. Pewnie zacznę jak już będzie bliżej owulacji.
Dziś odebrałam zamówiony na weekend żel conceive plus. Jeszcze nie mieliśmy z mężem okazji testować bo wypuściłam się dziś na miasto wydać trochę gotówki, a później już nie było okazji bo chłop poszedł spać. Jedzie jutro na 2 w nocy do pracy. Ja szykuje sobie kawkę i powoli ogarniam się do pracy.
Kupilam sobie dziś nowe lakiery hybrydowe bo naszła mnie ochota na zrobienie pazurków. Idealnie nie wyszło, ale tragedii też nie ma. 2 godziny mi to zajęło ale jestem zadowolona z efektu końcowego. Z daleka wyglądają bardzo ok.

Ostatnio mam totalna niemoc, na nic nie mam siły więc żyjemy w małym 66 metrowym chlewie. Muszę w końcu spiąć poślady i ogarnąć to mieszkanie.

Mieliśmy w niedzielę wyskoczyć nad wodę ale to już bardzo nieaktualne plany biorąc pod uwagę pogodę za oknem.

Kupilam dziś testy owulacyjne firmy domowe laboratorium w rossmanie. Jeszcze nie wiem od kiedy zacząć je robić ale tak sobie myślę że chyba od 15 dc. Kurcze sama nie wiem. Bo skoro mam cykle +/- 30 dni to w połowie jest chyba okej?

31dc i kompletnie nie wiem co sie dzieje:/ Okresu brak tylko dziwne plamienie w środku:/ Mam kilka opcji:
1. To początek plamienia, ktore pojawia sie przed okresem co oznacza ze zaraz sie wszystko rozkręci.
2. To początek naturalnego wczesnego poronienia.
3. Jednak jestem w ciąży i coś zaczyna się dziać lub jest to w jakis sposób fizjologiczne plamienie.
4. Co dla mnie jest najgorsze jest to znowu ciąża pozamaciczna w ktorej u mnie tez występowało takie wewnetrzne plamienie o ktorym powiedziala mi dopiero lekarka.
5. Panikuje jak zawsze.
Dziewczyny z racji tego ze zmieniłam moejsce zamieszkania nie mam tutaj żadnego lekarza ba nie mam nawet przychodni rodzinnej. Nie wiem co mam robić teraz czy zrobic test a jak znowu biel to czekac spokojnie na okres? Czy odrazu zrobic bete, progesteron i tsh? Czy szukac na cito jakiegos lekarza oczywiscie prywatnie:/ i liczyc ze bedzie jakis kompetentny i nie zignoruje moich objawów bo na tym etapie nie zobaczy nic na usg:/ Eh kompletnie nie wiem co robić. Proszę o jakies rady może ktoraś z was miała podobnie?

Księgowa Pamiętnik, by nie zapomnieć 3 kwietnia 2022, 21:33

Następnego dnia po CC, z samego rana, jeszcze przed pionizacją, przyszła do mnie młoda położna i zapytała, czy wyrażam zgodę na pobranie siary celem podania dziecku. Bez zastanowienia się zgodziłam. Uciskała piersi, zbierała każdą kroplę do strzykawki. Ostatecznie uzbierała 4ml, podziękowała, poinformowała, gdzie można rozmawiać z doradcą oraz w którym miejscu znajduje się laktator, sterylizator i prosiła, zeby dzwonic, jak tylko uda mi się coś odciągnąć. Zaraz po pionizacji, choć nie było to takie łatwe, ruszyłam po strzykawki, laktator, wszystkie potrzebne akcesoria i zasiadłam do odciągania.. o ile można to tak nazwać. Udało mi się ściągnąć kolejne 4ml. Biorąc pod uwagę, że mogłam się już ruszać, poszłam w stronę oddziału noworodkowego, zeby przekazać pokarm i zobaczyć się z mała. Gdy weszlam na oddział, zobaczyłam te moja malutka iskierke, łzy stanęły mi w oczach. Ona tu jest! Oddycha! Jest taka malutka 🥺 moja radość bardzo szybko przerodziła się w ból.. Chciałam tam stać i stać, a nie moglam. Rana rozrywała mnie od środka, po 15 minutach czułam, że zaraz się przewrócę. Powiedziałam Zuzi, że bardzo ją kocham i wyszłam.
W 2 dobie po CC dostalam informacje, że mogę już dostać wypis. Z uwagi na to, że mijała ona po 20, na wypis mogłam liczyć dopiero kolejnego dnia. Od 6 rano do południa, ściągnęłam 2ml - piersi mnie już bolały, łzy napływały do oczu. Poszłam znów na oddział do malej, zeby zanieść to, co miałam. Stałam nad inkubatorem i nie moglam się napatrzeć. Nie moglam uwierzyć, że ja mam. Miała podłączona kroplówkę, tak bardzo chciałam ja dotknąć. Zapytałam położnej, czy mogę.. Otworzyła niewielkie drzwiczki i pozwoliła. Chwyciłam Zuzię za stopkę - tylko ona leżała w okolicy otwartych drzwiczek - i płakałam. Znów najpierw ze szczęścia, a chwilę później z bólu. Znów musiałam wrócić na swoją sale. Tego dnia nie wyciekło z moich piersi już nic.
To był piątek.. Rano przyszedł obchód i poinformował mnie o tym, że czekamy na obchód noworodków, a potem będę mogła otrzymać swój wypis lub.. zostać, dopóki nie będzie wolne łóżko. Czekając aż przyjdzie lekarz, próbowałam ściągać pokarm. Znów się nie udało. Gdy przyszedł ordynator oddziału noworodkowego, poinformował mnie, że Zuza zostaje na oddziale. Musi przybrać na wadze, ale jego zdaniem do niedzieli wszystko się wyjaśni.
Nie wiedziałam, co robić. Mialam w głowie metlik, płakałam. Czułam, że jestem o krok od depresji, nie umiałam wyjaśnić dlaczego, co się ze mną dzieje. Po długich namysłach, rozmowach z mężem, mamą, postanowiłam, że wracam do domu. Zanim jednak ostatecznie podjęłam decyzję, poprosiłam ponownie o rozmowę z ordynatorem oddziału noworodkowego. Na owym oddziale był całkowity zakaz odwiedzin, więc próbowałam się czegoś dowiedzieć. Zgodę na odwiedziny w przypadku wypisu udało mi się uzyskać, ale mnie męczyła jeszcze jedna rzecz.. Zapytałam go, z lzami w oczach (a może nawet i płaczem?), czy mogę wziąć córkę na ręce? Nie miałam jej ani razu od porodu. Zgodził się, na chwilę, przed wyjściem do domu. I tu zapadła decyzja - wracam do domu.
Bilans przedstawiał się następująco - samotna w szpitalu, po 15 minut odwiedzin u małej albo z rodziną w domu, z możliwością odwiedzin. Był mi potrzebny mąż, jego ciepłe ramię i spokój, jaki można uzyskać wyłącznie we własnym domu.
Kiedy już się spakowałam, wypis mialam w ręce, poszłam na oddział nowrodkowy. Na sali zapytałam położna o możliwość wzięcia małej na ręce, za zgodą ordynatora. Spojrzała na mnie i mowi "przecież Pani sama ledwo stoi". Cóż moglam powiedzieć? Wzruszyłam ramionami i powiedziałam, że dam radę - wiedziałam, że dam, że muszę dać!
Nie trwało chwilę nawet jej zastanowienie, przyniosła mi fotel, kazała usiąść i podała mi Zuzię.

4803e1185c7a.jpg

Ta chwila trwała godzinę! Najpierw cieszylam się każda sekunda, potem niecierpliwie patrzyłam na zegarek, dlaczego ta położna wyszła i nie wraca od godziny. Zaczęłam się martwić, czy Zuzi nie jest zimno, czy nic jej się nie stanie, nie wiedziałam, co robić.. Po półtorej godziny przyszła położna i zapytała, czy chce jeszcze posiedzieć, ale tak bardzo się bałam, że powiedziałam "dziękuję, ale jeszcze ją odwiedzę". Potem już wyszlam ze szpitala. Do samochodu szłam wolniej niż mój 85letni dziadek, ból rozrywał mnie z każdej strony. Gdy już dotarłam i moglam usiąść na fotelu, byłam szczęśliwa, że dałam radę.
Długo tego dnia mialam wyrzuty sumienia - co ze mnie za matka, która zamiast być z dzieckiem, wraca do domu?! Zdanie zmieniłam o 1 w nocy tego dnia. Wracając do domu, wstąpiliśmy do apteki po strzykawki, z nadzieją, że może uda się jednak coś zawieźć malej. A teraz.. wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy zebrałam aż 10 ml! Zasnęłam spokojnie. Następnego dnia rano wstalam i przystąpiłam do odciągania pokarmu. Powoli - najpierw 40ml, potem 60ml i mialam już całkiem ładny zapas dla małej. Tak mijały mi kolejne dni, a nawał laktacyjny zapewniał Zuzi całodobowe zapotrzebowanie na pokarm - mój pokarm!
Moje szczęście nie trwało jednak długo. W niedzielę okazało się, że Zuzia nie wyjdzie tak szybko do domu. Zmienił się ordynator i nowy będzie podejmował decyzję. Nie mogę powiedzieć, nowa Pani ordynator była bardzo miła, rzeczowa, ale musiała się wdrożyć, poznać pacjentów, nie podejmowała szybkich decyzji. I tak mijał dzień za dniem.
Jechałam do szpitala, robiłam wymaz na COVID, czekałam na wynik, szłam na oddział i siedziałam z małą - wytrzymywałam różnie - raz półtorej godziny, raz dwie. Każdego dnia pytalam, jaki mają plan, co się zadziało - i slyszalam tylko w kółko "wszystko jest dobrze, ale musi przybrać", "przybrała, ale znów się zatrzymała waga", a potem.. "przybrała, ale musi nauczyć się jeść ze smoczka, z butelki". Jak możecie się domyślić, a część z Was wie.. Nie pozwalali mi karmić piersią. W okolicy 10 dnia Pani ordynator prosiła, abym karmiła sama. Tak więc Panie położne w trakcie moich odwiedzin przynosiły mi butelkę i to był czas dla nas. Piersi bolały mnie niesamowicie 🥺
13 dnia ordynator pozwoliła już na karmienie piersią. Mała bez problemu chwyciła, zjadła. Poprosiłam o zrobienie mleka, chciałam mieć pewność, że się najadała - dojadla 20 ml. Kolejnego dnia było lepiej - nie dojadla niczego. 😍
15 dni po porodzie dostalam telefon - moze Pani przyjechać, dziś wypiszemy córkę.

Po 15 dniach, w końcu, mogliśmy być razem, cała rodziną. Te 15 dni były dla mnie straszne, nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co czują rodzice dzieci, które leżą tam jeszcze dłużej. Podziwiam też swojego męża, który mimo tego, że pytalam każdego dnia, czy on chce iść do małej, odpowiadał, że poczeka, bo ja tego bardziej potrzebuje. Cieszę się, że go mam ❤️

Dzis jesteśmy razem już prawie miesiąc. Nadal się siebie uczymy, to proces, który będzie jeszcze trochę trwał, ale co dla nas najważniejsze, jesteśmy razem. I tak właśnie kończy się nasza historia szczęśliwie zakończonej ciazy (w ostatecznym rozrachunku).

Dziekuje Wam wszystkim za wsparcie, za wysłuchiwanie mojego marudzenia o kolejnych powikłaniach i problemach. Dziękuję, że mogłam Was poznać. Dziękuję za to, że do samego końca nie pozwoliłyscie mi zwatpic w to, że na końcu tej trudnej drogi będziemy szczęśliwa rodzina. Rodzina, która teraz już pisze nowy rozdział swojego wspólnego życia. ❤️

karmar Projekt Niespodzianka 2025 ❤️ 8 sierpnia 2022, 17:01

15+1

Jakoś straciłam czas i werwę do uzupełniania belly. A szkoda, bo dużo się dzieje w tej ciąży. 3 tygodnie temu zaraz po wizycie trafiłam do szpitala z powodu nadciśnienia. Zaczęło się w poniedziałek dzień przed wizytą. Bolała mnie głowa i nie chciała odpuścić. Wzięłam kilka paracetamoli, ale nic mi to w sumie nie dało. Przeczekałam poniedziałek, odwołałam zajęcia i spotkania. Przez noc mi przeszło. Następnego dnia głowa mnie nie bolała, ale była i tak dość obolała. Miałam wrażenie, że to kwestia sekundy czy dwóch, jak znowu zacznie mnie boleć. Przypomniało mi się wtedy, że przed cesarką Zosi też bolała mnie głowa i wtedy położna sprawdzała mi ciśnienie. Wygrzebałam więc ciśnieniomierz, podłączyłam się do pomiaru i ... serce mało mi nie stanęło, jak zobaczyłam wynik. 183/107! Akurat tego dnia miałam wizytę, z czego się cieszyłam, bo byłam pewna, że lekarka przepisze mi Dopegyt i doprowadzi moje ciśnienie do ładu. A ona w czasie wizyty, jak się dowiedziała, jakie mam wartości ciśnienia, stwierdziła, że koniecznie muszę iść do szpitala, bo takie wartości to tylko w szpitalu mogą mi ustawić. Dała mi skierowanie i kazała przyjść za 3 tygodnie. Zapytałam ją też o nasz planowany lot na Sardynię, ale ona jak zwykle tylko pokręciła nosem, coś tam burknęła i tyle. Adrian, oczywiście, się nie ucieszył na informację, że mam się zgłosić na oddział. Ale jak mus to mus. Załatwiliśmy opiekę dla dzieci, spakowałam się, zrobiliśmy drobne zakupy dla mnie i Adi mnie odwiózł do szpitala. Przy przyjęciu na oddział byłam tak zestresowana, że ciśnieniomierz pokazał 200/135... Przyjęcia na oddział nie będę wspominać, bo było wyjątkowo przykre. Pani w rejestracji strzeliła focha, że tak późno przyjechałam, lekarz mnie ochrzanił. Summa summarum, poryczałam się jeszcze tego wieczoru. W szpitalu zajęło im 3 dni ustawienie mi leków i zbicie ciśnienia do takiego, które można by uznać za normalne. Dostałam Dopegyt wzmocniony Metocardem. Ten drugi lek jest trochę chyba ryzykowny i w internetach są różne nieciekawe rzeczy na jego temat, ale to chyba bardziej taki dupochron dla producenta. W każdym razie łykam i ciśnienie jest ok. Ledwo minął tydzień czy dwa od walki z nadciśnieniem, a już zaczęła mnie ćmić nerka. Ponieważ tą walkę już kiedyś toczyłam, to od razu łyknęłam dwie Nospy Max i wypiłam prawie półtora litra wody. Przeszło, chociaż ćmienie nerki pojawia mi się cyklicznie co jakieś 2-3 dni. Muszę więcej pić. Boję się, żeby mi się kolka nie rozwinęła, bo to jest masakra do kwadratu. Jutro mam wizytę. Planuję zmienić lekarkę na dr Madejczyka, bo nie podchodzi mi zupełnie Danieluk. Mam jej nawet trochę dość. Normalnie cieszyłabym się na wizytę ciążową u lekarza, ale że do niej jutro idę, to jakoś tak się nie cieszę. W środę mam wiztę u Madejczyka po raz pierwszy i ciekawe, czy uda się do niego dostać na stałe w ciąży. Oby.

Dziś mam termin @ wg of.
brzuch pobolewa od kilku dni miesiączkowo, śluz wodnisty i temperatura z dziś 36,6 więc @ pewnie przyjdzie. Kurde, było tylko jedno serduszko w okolicach płodnych a i tak miałam nadzieję, że może, może się uda :) głupia ja.

7dc.
Jednak nie zrobiłyśmy tego zastrzyku. Zdrowy rozsądek jednak wygrał :P
Mąż wczoraj poukładał mi trochę w głowie. no co ja bym bez niego zrobiła?

17 tc (16tc+3)

Wczoraj pierwszy raz poczułam wyraźne ruchy mojego Okruszka ❤❤ niesamowite uczucie!!

Dzisiaj idę na dodatkową wizytę, aby sprawdzić co z szyjką. Od kilku dni brzuch robi się twardy, mam lekkie bóle miesiączkowe i kłucie w pochwie podczas chodzenia. Mogą być to objawy skracającej się szyjki, albo po prostu wszystko się rozciąga. Po moich doświadczeniach wolę jednak wyjść na przewrażliwioną wariatkę niż kolejny raz stracić dziecko. Skoro mam możliwość pójść prywatnie i sprawdzić to z tego skorzystam.

Ciekawe czy potwierdzi się dzisiaj, że czekamy na synka ❤ bardzo bym chciała :)

Edit: no to pessar. Szyjka przez 10 dni skróciła się o ponad 1 cm. Za tydzień mogło by być za późno... Doktor miała pessary w gabinecie, od razu założyła. Zero bólu przy zakładaniu, nie czuję go w ogóle. Teraz będę spokojniejsza.

Nadal chłopak ❤


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 czerwca 2018, 18:51

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)