Anuśla Musisz dać życiu szansę 21 października 2018, 09:27

Dzień @, czyli najgorszy w miesiącu. Generalnie zawsze mialam krotkie cykle miesięczne, 26-28 dni. Teraz zauważyłam, że jeśli nie jest to cykl stymulowany to cykle wynoszą 20-23 dni. O co cho?

fujitsu Z pamietnika młodej (?) staraczki... 21 października 2018, 10:18

Piszę tego posta w dość dobrym nastroju. Muszę mieć wyjątkowo dobry biorytm ;) skoro przeżyłam ten tydzień bez szwanku (pracowałam do późna, włącznie z sobotą). Następny tydzień obfituje w różne aktywności, które pomogą przełamać rutynę - oby było fajnie!

Temat dziecka cały czas jest obecny, siedzi w tyle głowy i raz na czas zapuka, chociaż na razie nie przesłania wszystkiego. Wywołuje takie małe ukłucia - a to na widok Megan Markle (ależ ona ma szczęście), a to na widok znajomych osób wczoraj, dumnych rodziców 2 maluszków a to na komentarz przyjaciółki pt weź sobie pieska a to na widok wózka z niemowlakiem. Czuję się taka stara, że już od 10 lat conajmniej powinnam być mamą. Moja własna urodziła siostrę w wieku 35 lat bez problemu więc czułam się bezpieczna.

Czy to całe goopie in vitro przyniosło coś pozytywnego? Na pewno weryfikuje jakość więzi z partnerem - oj tak. Na pewno pokazuje jak wartościowe jest macierzyństwo i każe się głęboko zastanowić nad tym jakim się będzie chciało być rodzicem - zwłaszcza jak masz być rodzicem adopcyjnym. Mój mąż przy in vitro rzucił fajki i od tego czasu (już prawie rok!) nie zapalił ani jednego. Dużo palił. Z 15 lat. A w jego rodzinie same nowotwory i bardzo mnie to martwiło.
Z powodu ivf zaczęliśmy oddawać krew. Początkowo aby dostać wyniki badań ale okazało się, że mam z tą najrzadszą grupę więc postanowiłam już regularnie chodzić. A mężowi podoba się, że dają zaświadczenie o dniu wolnym heh.
(Ale żeby nie było, że taka światła mądrość ze mnie płynie - uważam, że niepłodność wyrządziła mi więcej krzywdy niż pożytku, jasne.)

U pani psycholog wałkujemy temat mamusi i tatusia. Rodziny nie wiedzą o naszej bezpłodności. Naiwnie myśleliśmy, że "zrobimy in vitro" i nikt nie będzie musiał wiedzieć.

#będziemyrodzicami: czekamy nadal na telefon od pana pedagoga; szprycujemy się suplementami, staramy się współżyć regularnie, planujemy seminogram i jeszcze jedno podejście do ivf.

Czekam na wredną @. Na razie nie mam PMS-u bo on jest w tym wszystkim najgorszy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2018, 11:21

30 DC/14 DPO
Juz szlam do apteki po test ale sie wrocilam. Mimo ze nie czekam na dwie kreski to nie chce ogladac bieli wizira tak mi znajej z czasow staran wiec czekam. Jutro zobaczymy co przyniesie tempka.

We wtorek wizyta w porodni genetycznej. Ryzyko skorygowane prawie 5tyś a mi wciąż w głowie siedzi to wysokie NT :(

Od 2tyg jestem na diecie cukrzycowej i z obolałymi palcami od glukometru :/

Niespodziewanie na wizycie u gin 5dni temu pojawił się siusiak... więc chyba grzecznie poczekam na potwierdzenie płci kiedy już nie będzie cienia wątpliwości ;)

Trzymam wtulonego śpiącego Mr.B a łzy lecą same :( coraz częściej brak mi cierpliwości, jestem na siebie zła bo chociaż kocham go najmocniej na świecie to mam dość... mam dość powtarzania tysiące razy że czegoś nie wolno, mam dość że zgadywania co on chce bo co z tego że mówi "AM" kiedy to tak naprawdę znaczy zazwyczaj wszystko inne niż jedzenie, mam dość kopania i płaczu przy przewijaniu bo to już jest prawdziwa walka, mam dość siłowania się z nim przy wsadzaniu w wózek a spacer z psem i Brunem bez wózka nie wchodzi w grę, mam dość braku pomocy bo później właśnie brak mi sił dla dziecka...

Jeszcze ta cholerna kraniosynostoza u Mr.B i ciągłe długie oczekiwanie na termin do neurochirurga :(

Leci ta ciąża szybko, chyba przy dziecku to wszystko przechodze jakoś inaczej. Za 2dni kończymy 16tc. Miałam zakładać szew, tak profilaktycznie a tym czasem musimy czekać na genetyka/amniopunkcję i oby tylko znów nie było prawie za późno.

Tym czasem młody znów zasmarkany :( aż dziwne że ja przy nim nic nie złapałam

20 dni po zabiegu.

Badan hist-pat. dalej nie mam... bylam po 14 dniach w szpitalu, a tam powiedzieli mi, że wyników jeszcze nie ma, ze mam dzwonić. Zrobiłam sobie wycieczkę tylko, eh. Teraz, żeby odebrać wynik muszę wziąć wolne, bo nie po drodze mi, a sekretariat otwarty jest w takich godzinach, ze nie dam rady ani przed pracą, a ni po. Mąż też średnio z czasem. W poniedziałek będę znów dzwonić i pytać, czy są. Po 3 tyg. to już powinny być...

Powrót do pracy... jako tako, na szczęście w pracy za wiele się nie dzieje, pracy mało, po 2 tygodniach przerwy nie musiałam wskakiwać do głębokiej wody:) Ogółem powrót do pracy dobrze mi zrobił, zajmuje mi czas i myśli. Chociaż i tak często myślę o tym co się stało. Nie mówiąc już o tym, że ciągle śnią mi się pierdoły:/ dziś znów śniło mi się moje dziecko, dziewczynka, która zostawiłam w wózku i o niej zapomniałam idąc na imprezę :/ masakra w tym śnię panikowałam, ze jestem złą matką, ze jak mogłam zapomnieć o moim dziecku...
Traumatyczne przeżycia. Ja wiem, ze byłabym najlepszą mamą na świecie dla tej małej kruszynki, wiec po co mi się takie bzdury śnią:(

Wizyta u lekarza... - byłam na kontroli u prywatnego w środę. Wizyta trwała ze 40 min, bardzo wyczerpująco doktor mi wszystko opowiedział, w głowie miałam mnóstwo pytań, nie zdążyłam mu ich zadać, bo odpowiedział na te pytania sam jakby czytał mi w myślach. Każdy lekarz mówi, ze starania za 3 miesiące jak coś, ja bym chciała po 2 miesiączce spróbować, pomimo wszystko.
Macica ok, wymiary ok, jajniki ok. Dominujący pęcherzyk w prawym jajniku. Po ciałku żółtym śladów już nie ma. Powiedział, ze owacja może być z prawego niedługo. O ile będzie, bo to nie wiadomo, w koncu hormony mogą być rozregulowane.
Nie robiłam stężenia bety, bo już mam dość kłucia. Zrobiłam sikacza we wtorek, czyli 2tyg po zabiegu, jeszcze była delikatna druga kreska, cień jakiś. Doktor powiedział, że po miesiączce mogę sobie skontrolować ale z krwi. Wtedy już nic nie powinno być w organizmie. Gdyby była beta wciąż dodatnia to zgłosić się na wizytę.
Niestety jak każdy lekarz, nie zaleca badań po pierwszym poronieniu, nfz nie refunduje. Zaczęłam się zastanawiać, czy może powinnam się zainteresować badaniami na zespół anty fosfolipidowy pomimo wszystko... nie chcę kolejnego poronienia:( nie wiem co robić, gdzie się zgłosić i ile takie badania kosztują i czy warto faktycznie. Chyba potrzebuję prowadzenia za rączkę...
Co do badań hist.pat. mam wysłać doktorowi mmsa z wynikami, powiedział, ze odpisze, mówił, że nie ma sensu żebym wpadała na wizytę specjalnie tylko z wynikami, mogłabym między pacjentkami zajrzeć na chwile, ale po co mam specjalnie jeździć, więc to było spoko, ze tak zaproponował.
Po tej wizycie czułam się bezpiecznie i przyjemnie, zupełnie co innego niz u tego gbura z medicoveru.
W następnej ciąży chyba już nie będę kombinować z dwoma, za duzo nerwów mnie to kosztowało.

No i tak na zakończenie...
Przestawiłam się na życie od nowa i nowe nadzieje. Jeszcze nie mierze temp itp, wciąż mi się nie chce ale jeszcze nie musze:)
Trzeba zostawić smutki za plecami i iść do przodu... BĘDZIE DOBRZE!!!
Na zawsze kocham mojego aniołka.

no to mamy studniówkę

dance013.gif

zostało już tylko 100 dni do porodu, a my w ciemnej dupie z przygotowaniami
remont nie zaczęty, a od jego zakończenia zależą dalsze grubsze zakupy np. wózek, łóżeczko itd a ja już bym tak bardzo chciała. To takie przyjemne te kupowanie malutkich rzeczy. Tyle lat się na to czekało i nie mogę w to uwierzyć, że dostąpiłam takiego zaszczytu.

ciąża przebiega bez większych problemów
jak czytam na forum jakie dziewczyny mają problemy, że lądują na izbie czy u gina i łykają kolejne leki, to dziękuję Bogu, że mimo wieku nie jest źle.
Oprócz bólu kręgosłupa (ale z nim mam problemy od zawsze i to było do przewidzenia, że się będzie wzmagał) nic więcej niepokojącego się nie dzieje.

Do tej pory schudłam prawie 6 kg, a przytyłam do dzisiaj tylko 2 kg.
Tak czy inaczej mam mniej na wadze niż przed ciążą :-D

Czekam na usg, a to jeszcze 5 tygodni zen.gif
Na szczęście młody bardzo się rusza i wiem, że jest. Nawet teraz daje mi znać, że już mam podnieść tyłek sprzed kompa i zmienić pozycję. chytryke.gif tak więc do potem


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2018, 17:37

Abilify05 Starania o dziecko z PCOS. 21 października 2018, 18:25

Baba jak to baba, zawsze jest ciekawa. Dlatego zrobiłam test 7 dzień po zastrzyku sprawdzić, czy utrzymuje się HCG ale ku mojemu zdziwieniu wyszedł negatywny. Mam nadzieję, że w ogóle pękł ten pęcherzyk... Wszystko jest takie niejasne, niejednorodne, nieoczywiste, że mam ochotę zarzucić wszelkie obserwacje, dać działać naturze i po prostu czekać.
Wciąż jestem pełna nadziei choć intuicja podpowiada, że się nie udało. Może ze względu na przerośnięty pęcherzyk i mniejsze dzięki temu możliwości.
Ovu pokazuje, że @ powinna dziś nadejść ale żadnych objawów nie mam. Jeśli endometrium sięgało 14 mm już widzę tony podpasek i tamponów do wymiany co 20 minut...
Jeśli zastrzyk zadziałał, pęcherzyk mógł pęknąć 16-17 dc., 7-10 dni na implantację, to na dobrą sprawę testować powinnam 28-29. Jeśli @ przyjdzie szybciej wszystko będzie jasne, jeśli nie nigdy nie wiadomo, ale w PCO okres jest bardzo nieregularny to tu się nastawiać na za wiele nie można.

Zły czas nastał, zapuściłam się. Na urlopie pozwalałam sobie na chipsy, lody, pizzę i inne tego typu rzeczy. Przestałam biegać, ale dzisiaj może w końcu zawezmę dupsko. Przeziębiłam się, wczoraj i przedwczoraj straciłam głos, skrzeczałam zamiast mówić, albo w ogóle nie mogłam wypowiedzieć słowa. Niezwykle irytujące, szczególnie gdy chcesz nawarczeć na faceta :p

Kilka dni przymierzałam się, by zrobić tu wpis, zawsze w innym nastroju. Dziś jest w miarę ok. Wolałabym zacząć od nowa cykl, zrobić zastrzyk przy odpowiednim pęcherzyku i nie myśleć tyle. Gdy tracę nadzieję, siadam do forum, wczytuję we wpisy typu "test negatywny 3 dni, a po 5 pozytywny i mam dziś dziecko" ... Czyli jak z niemożliwego stało się możliwe i tego samego próbuję dopatrywać się w sobie licząc, że mi też uda się oszukać przeznaczenie. Wolałabym mieć prawdziwe przeczucie, że się udało.
A tu dupa.

Koralik Ech 21 października 2018, 22:23

5/6 dc
Trzeba było jednak zacząć od razu brać leki pod kątem KD. Teraz myślę, że chcę do tego podejść, mimo tej ceny i wcale nie pewnych rezultatów. Ale powinniśmy spróbować. Teraz byłabym już prawie w połowie przygotowań do transferu, a tak... Czekam na kolejną @ Chciałabym, żeby ten cykl się przynajmniej szybciej skończył. Może za tydzień i trochę będzie owu, zacznę brać duphaston przez kilka dni. @ powinna przyjść niedługo po odstawieniu dupka. Nienawidzę tego ciągłego oczekiwania


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2018, 22:24

Dzisiaj miałam mieć badania okresowe do pracy ale oczywiście nie załatwiłam nic. Nikt mnie nie poinformował, a ja sama tez się nie doinformowalam, że po chorobowym ponad 30 dni muszę mieć zaświadczenie o zakończeniu leczenia. Nie mam takiego papierka, bo skąd? Przecież leczyć się będę jeszcze latami :-/ z wizyty u lekarki, która mi dawała zwolnienie zrezygnowałam. Tak wiec z medycyny pracy pognałam do przychodni na drugim końcu miasta ale lekarz ogólny dopiero popołudniu wiec stamtąd pognałam do pracy po urlop. A tam szefowa obrażona, zła i jak zwykle w złym humorze. Powiedziała, że póki co normalnie mam wrócić. Póki co? To się spodziewam, że tydzień, dwa popracuje i dostanę kopa w dupę.
Zreszta nie wiem co w sytuacji kiedy ogólny nie będzie chciał mi dać zaświadczenia :-/ lipa lipa! Endo dopiero w piątek ale on tez mi zwolnienia dać nie bedsie chciał gdyż do mojego miasta przyjeżdża nieregularnie to bedsie problem z ustaleniem na ile chorobowe żeby zsynchronizować to z kolejna wizyta. No i jestem w kropce.

Edit. Dzwonili z mojej super pracy, że mam iść do lekarza, który badań nie robi, okulisty nie ma i tylko papier każdemu wystawia za 40 zł. No cóż, chcą na mnie zaoszczędzić. Tyle, że mi zależało na okuliście bo chciałam sprawdzić czy tam wszystko Ok przy tym gravesie. No to się nie dowiem. Na latanie po okulistach nie mam już ani czasu ani kasy. No i mam być w pracy na 7 bo lekarz przyjmuje od 14. No to pięknie. Najpierw cały dzień w pracy, a dopiero pózniej badania.

Pękam, czuje strach przed powrotem do tego piekła. Dobrze pamietam atmosferę w tej robocie, te wredne gęby, te dwulicowe twarze. Wracam tam bo już nie mam kasy na życie, a nie dlatego, że jestem gotowa na powrót. Wróciły biegunki i kołatanie serca, a nawet nie zaczęłam 1 dnia. Koszmar. Poryczalam się. Nie chce tam wracać ale nie chce też zostać bez pracy i środków do życia. To wszystko nie jest tak jak być powinno, już w zeszłym roku miałam chodzić z brzuszkiem i być szczęśliwą mamą. Mam wrażenie, że wszystkim się udaje od tak. Że nikt mnie nie rozumie. Bo w sumie tylko staraczka po przejściach zrozumie staraczke, która tez ma pod górkę. Czy ja się kiedykolwiek doczekam pozytywnego finału? Chyba tracę nadzieje. Dziecko zeszło na drugi plan, staram się żyć normalnie, już nie rozmawiam z mężem o invitro, o badaniach o jakimkolwiek planie działania. Czemu? Bo taki plan nie istnieje. Moja choroba to jedna wielka niewiadoma. Nie wiem co przyniesie mi jutro. Boje się, wręcz zżera mnie strach i obawa przed kolejnymi problemami, przeciwnościami losu :-( więcej już nie udźwignę :-(

Edit 2: lekarz ogólny oglądając moje ostatnie wyniki uznał, że nie jemu podejmować decyzje w sprawie mojego powrotu do pracy. Endo w piątek, na te 5 dni przedłużył mi zwolnienie. Zadzwoniłam do kadrowej, powiedziała obrażona, że to nie jej sprawa i że jej to nie obchodzi (pinda). Ledwo zdążyłam jej powiedzieć, że to chorobowe elektroniczne bo się chciała rozłączyć. Wiem, że nakręciła przeciw mnie cała firmę i szefostwo. Nie lubię jej bo jak jej niedoszła synowa zostawiła go tydzień przed ślubem to ta jakby zemsty szukała na młodych dziewczynach i normalnie czepiała się mnie o wszystko. Pózniej się pospinalysmy, że wciskała mi swoją robotę i tak już zostało, że jest kosa.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2020, 13:02

Sowella Los okrutnie ze mnie drwi.. 4 sierpnia 2023, 19:48

Jako, że z opóźnieniem wpisy będą raczej hasłowe - ku pamięci ;)

6.07.2023
Kolejna wizyta u prowadzącego.
Wg OM: 32t6d
Wg USG: 32t3d, 1989g córeczki <3
z pomiarów - głowa (jak zawsze) trochę do przodu, tak jak i brzuszek (ale tutaj mniej) i kość udowa i ramienna - bardzo do tyłu bo aż 2 tyg
AFI: 12
Szyjka: 4.2cm
Przy okazji dokładniejsze badanie 3 trymestru - wszystko w porzadku. Pierworodna oczywiście chciała oglądać USG, niestety Bobo wtuliło się w moje plecy i nic na 3d nie było widać.
Leki bez zmian, gorsze samopoczucie (niskie ciśnienie, lekkie podpuchnięcia, zmęczenie) lekarz zrzucił na trzeci trymestr, jak poprzednio przypomniał o szczepieniu na krztusiec.
Jedynie nie spodobały mu się pomiary kości długich - wyszły bardzo nisko na siatce, jednak przyrost z tyg na tydzien był. Spytał ile mierzyła pierworodna i uznał ostatecznie, że to nic nie pokojącego i do obserwacji.
Oczywiście zasiał we mnie ziarnko zmartwienia, przeszukałam internety wzdłuż i wszerz - co może oznaczać taka różnica pomiarów kości długich - zespół downa/inne wady rozwojowe. Zespół Downa odrzuciłam (jako, że mieliśmy amniopunkcje), inne wady rozwojowe po rozważaniach - raczej też, właśnie dlatego, że mieliśmy amniopunkcje z mikromacierzami i kariotypem. No ale ziarnko niepewności pozostało...
Dodatkowo w moczu pojawiły się leukocyty - ostatecznie z posiewu wyszły paciorkowce typ.B. Choć jakoś szczególnie objawów z układu moczowego nie odczuwałam. Trzeba było przeleczyć się antybiotykiem + globulki. Po leczeniu na szczęście posiew ujemny :)
Z żartobliwych sytuacji - pierworodna w czasie badania usg związała mi sznurówki butów ze sobą :D no nie było mi do śmiechu jak wstawałam z tej leżanki.. :P

Powtórzyłam również badanie CMV IGM (które sprawdza czy jest aktywne zakażenie) i wynik wyszsedł niejednoznaczny.. I znów zaczęła się gonitwa myśli, które nie dawały mi spokoju, ostatecznie po kontakcie ze swoim lekarzem i innym ginem + w kontekście poprzednich wyników odpuściłam temat. Dodatkowo jako, że to był już 32/33tydz i tak nie wdrożono by już leczenia (wg tego co się dowiedziałam). Jedynie co - będę chciała po porodzie by w szpitalu zrobili Malutkiej badanie w kierunku CMV - tak na wszelki wielki.

Poza medycznie.
Lipiec oprócz upałów - które cholernie dawały w kość mojemu samopoczuciu i spowodowały b.niskie ciśnienie/szumy w uszach/spadki energii/zmęczenie/senność/nagła niemoc nawet do mówienia - przyniósł również "przeboje" chorobowe. Otóż okazało się, iż w przedszkolu u Starszej pojawiła się ospa i wszy (żeby było śmieszniej dzień wcześniej byłyśmy na zaległych szczepieniach z kalendarza i już niechciałam dokładać jej ospy, zaplanowaliśmy to na sierpień). Po szybkim researchu, kontakcie z lekarzem i Mamą - okazało się, że młodej nie mogę teraz na szybko zaszczepić, z powodu szczepienia dnai poprzedniego a dodatkowo nie wiadomo czy przechodziłam ospę. Znów kontakt z lekarzem - i na szybko badanie krwi w kierunku przeciwciał u mnie + decyzja, że Starsza zostaje w domu cały tydzień + kolejne 2 tyg nieczynne przedszkole, razem 3 tyg w domu.
Jak kocham moje dziecko bezgranicznie, tak wyobraźcie sobie moją "radość" z takiego obrotu sprawy.. w powiązaniu z upałami, moim złym samopoczuciem i pracującym mężem.. No ale nie było wyjścia.
Starsza nie była zadowolona - te 3 tygodnie były bardzo ciężkie dla nas wszystkich. Starsza widziałam, że się starała i na prawdę była wyrozumiała jak na swój wiek, ale kazdy ma swoje granice - zwłaszcza energiczna 5.5latka, która w miejscu nie usiedzi.. I tak na te 3 tygodnie nasza rutyna bardzo sie zmieniła, weszło więcej tv/bajek - i choć wiedziałam, ze po powrocie do przedszkola będzie ciężko wrócic do tego co było - to niestety nie miałam wyjścia. Musiałyśmy sobie jakoś poradzić we dwie, mąż niestety nie popisał się zbytnio a tylko "dokładał" do pieca..
Ostatecznie po tygodniu przyszły moje wyniki i okazało się, że jakieś przeciwciała mam (choć niskie), ale tak czy siak to była dobra decyzja, o zostawieniu Starszej w domu.

14.07.2023
Ostatnia kontrola serduszka z echo serca. Wszystko w porządku, pani doktor zleciła jedynie ekg po porodzie u Malutkiej.
Zmierzyła ją też dokładnie - i znów wyszła dysproporcja kości udowej - o około 1.5 tyg, znów zasiało to we mnie niepewność (głupi ludzki umysł :P) no ale jakoś się z tym uporałam. Mąż oczywiście nieświadomy..
Waga malutkiej: 2185g (w 34t0d)

Oprócz tego w lipcu wreszcie zmobilizowałam się do skompletowania wyprawki aptecznej/kosmetycznej/ciuszkowej. Korzystając z pogody poprałam wszystko (choć ostatnie pranie jeszcze teraz się suszy, więc zajęło mi to 2 tygodnie :D) i prawie skończyłam prasować. Męża w którymś momencie olśniło i wreszcie przeorganizował mieszkanie, tak że mogliśmy rozłożyć przewijak i dostawkę.
Dodatkowo poszłam wreszcie do fizjo - zaczęliśmy prace z blizną krocza + okleiła mi brzuch tejpami - czułam się jakby mi ktoś zabrał brzuch ;) od razu inna jakość życia.
Nei byłabym sobą gdybym w tym wszystkim wciąż nie myślała o pracy ;) wybrałam się nawet po raz ostatni na spotkanie pracowe (z tortem i drinkami - więc była ku temu poważna okazja :) ).

Zaszczepiłam się też na krztusiec - oczywiście z przebojami i ogarnęłam położną.
Wykupiłam kurs szkoły rodzenia online - miesiąc temu xD jeszcze nie zajrzałam - może zdążę przed porodem ;)

31.07.2023
Kolejna wizyta u prowadzącego - oczywiście ze Starszą ;)
Wg OM: 36t3d
Wg USG: 37t1d, 2977g Malutkiej <3
AFI: 13
Szyjka: 4cm
pomiarowo - odetchnęłam z ulgą, lekarz mówił już, że wszystko ok. Kość udowa wciąż w tyle, ale idzie miarowo swoim tempem, więc się nie czepiamy. Głowa jak zawsze większa o około 2 tyg - ale lekarz skomentował, że dzieci z dużymi główkami rodzą się łatwiej i szybciej :D no zobaczymy :P
ogólnie wszystkie pomiary idą swoim tempem na siatce - wszystko jest w porządku.
Malutka tym razem pokazała buźkę - wyglądała jakby miała w usteczkach gwizdek :D Starsza zadowolona, że mogła zobaczyć.
Odkryliśmy też co tak uparcie wypina zawsze po tej samej stronie - i okazuje się, że jest to kolanko lub piętka.
(Malutka zawsze po prawej stronie wypina własnie jakby stópkę lub kopie, a po lewej "ciałko").
Cały czas ułożona głową w dół - naciska mocno na pęcherz (i wszystko jasne..) oraz na spojenie łonowe - stąd moje uczucie, że jest już bardzo nisko i bóle pachwin/spojenia. Szyjka może lekko miększa - ale długa - do porodu jeszcze daleko ;)
GBS o dziwo wyszedł ujemny (nastawiałam się na pozytyw po pojawieniu się tego w moczu). Wszystkie badania ok.
Leki: odstawiamy Acard, Clexane i żelazo zostają aż do porodu (Clexane nawet po porodzie).
Ze względu na Sjoergena - zalecenie by robić już 2x w tyg ktg - tutaj na szczęście udało mi się skorzystać z progrmu przenośnego ktg w moim miescie - mam już je w domu, będę mogła robić sama. Duża ulga dla mnie - nie trzeba biegać do przychodni.
Trochę zdziwiła mnie tak wysoka Malutkiej już - ale faktycznie na 3d miała już "pućki" na policzkach :D Liczę na błąd pomiaru USG - bo Starszą 3160g w 40tc ledwo urodziłam :P
Termin porodu teoretycznie przesunął się z 25.08 na 20.08 - zobaczymy :)
Kolejna wizyta za około 3 tyg lub po porodzie lub jeśli coś niepokojącego będzie sie działo / albo niepokojące ktg.

Ogólnie końcówka lipca była już zdecydowanie lepsza. Starsza wróciła do przedszkola. Ja pracuję z fizjo uro-gin, upały zelżały.
Zaliczyliśmy też weekendowy wypad we dwie do rodzinki (mąż wziął się za prace remontowe ;)).
Niestety dopadła mnie też jakaś alergia - mega kichanie, lejący katar, łzawiące i swędzące oczy które mogłabym wydrapać.. myślałam początkowa, że się podziębiłam (spanie z lekko wilgotnymi włosami przy otwartym oknie to słaby pomysł nawet mimo 25st), no ale za długo to trwa. Aż mnie już prawy bok boli :/ Coś trzeba będzie zaradzić.

Lipcowe objawy: zgaga, ociężałość, jednorazowe podpuchnięcia dłoni/prawej stopy, bezsenność, częste budzenie się nocy, bóle w pachwinach, zmęczenie, senność, zatykanie uszu, niskie ciśnienie,

Psychicznie: cały rollercoaster - sporo dni z przypływem energii, ale też sporo niepokoju:
-jak ja sobie poradzę z dwójką, zwłaszcza w moim wieku
-że przecież jestem już za stara i młodsza będzie miała "starą" matkę później
-jak dziewczyny poradzą sobie z taką dużą różnica wieku, że może trzeba było już dać sobie spokój.. i porównywanie się do rodzin z dziećmi z niewielką różnicą
-kłótnie z mężem (który nie dogadywał się ze Starszą + potrafiło mnie irytować każde jego zachowanie + jak to facet nie kwapił się do tematów reorganizacji mieszkania)
-ogólna niemoc - poczucie, że wszystko jest na mojej głowie
- strach, że coś się stanie przy porodzie mnie albo Malutkiej, strach o owinięcie pępowiną..
-dziwne myśli, właśnie co jeśli coś mi się stanie przy porodzie..

Relacja siostrzana:
wciąż bez zmian <3 wciąż wielka miłość <3 ale też ogromna Mamoza, do tego stopnia, że Starsza nie chciała wyjść w pewnym momencie nawet tylko z Tatą (choć na szczęśćie było to chwilowe) ani zostać z nim w domu gdy ja musiałąm do lekarza - wszędzie chce chodzić ze mną. Dodatkowo nie chce też iść beze mnie np na spacer z babcią czy wujkiem co kiedyś nie było problemem :( mam nadzieję, że to minie.
odlicza dni do porodu, pomaga mi w przygotowaniach, rozmawia z brzuchem, śpiewa siostrze kołysanki <3 które sama wymyśla, bawi się z brzuchem, pojwiły się też już pytania czy będzie mogła mnie odwiedzić w szpitalu, jak wygląda poród itd.

I tak powoli turlam się do rozwiązania. Dziś już 37t0d - nie wiem kiedy to zleciało.. dopiero były święta bożego narodzenia i drżałam o przyrosty bety.. a tutaj trzeba by w końcu spakować torbę do porodu :o i napisać plan porodu z najwazniejszymi info o lekach, chorobach itd.
Licznik tyka - a ja się powtórzę - wciąż niedociera dokońca do mnie, że za chwilę pojawi się na świecie ta mała istotka i wywróci jeszcze bardziej nasze życie do góry nogami (nawet mimo to, że kopie mnie codziennie jak szalona :D).
Mam miliony obaw jak to wszystko się ułoży - jak przy pierwszym porodzie byłam spokojna - tak teraz jest zupełnie na odwrót, boje się, że sobie przy porodzie nie poradzę.. i że stanie się coś złego. Albo, że zostanę sama bo mąż będzie musiał być ze Starszą.. milion myśli.

Ale nie mogę się doczekać jak poznamy się Kruszynko <3 nasz mały cudzie <3
Czekamy na Ciebie - rośnij zdrowo <3

Sheelie Moje życie 8 sierpnia 2023, 15:32

Musze się wyżalić bo nie mam komu ... Mój mąż czasami myślę że jest toksyczny .
On wszystko lepiej wie , robi a ja to ta której nigdy się nic nie chce i wszystko robi na odwal się.
Czasami są momenty że mam naprawdę jego dość.. genu nie oszukasz .. jego matka a moja teściowa ewidentnie powiedziała teściowi że nie chce jej się żyć przy nim , że ciągle sue kłóci itd.. to samo zaczyna robić moj Mąż. Jesteśmy 8 lat razem 2 lata po ślubie i ja tak jak pisałam mam czasami go i jego czepiania się serdecznie dość.. jak nie byłam w ciąży to niejednokrotnie miałam w myślach to aby się wyprowadzić od niego. Minął miesiąc od mojego wyjścia ze szpitala .. I on na początku dużo mi pomagał w sprawach domowych teraz to włączenie zmywarki i pomoc przy obiedzie to max .
Chce cieszyć się ciąża pomimo tego że jestem w 14 tygodniu czyli 2 trymestr już patrze aranżacje koncika dla dziecka czy też ubranka . A gdy mężowi coś pokaże to nawet nic nie odpowie . Popatrzy i tyle . Czy on naprawdę chciał tego dziecka ?
Czy to był tylko kaprys ?
Nie chce znać odpowiedzi nie potrzebne mi to .
Sytuacja z lipca .
Wiecie że branie duphastonu to jest moja wyłączna sprawa ? Dałam mojemu mężowi 1 tabletkę duphastonu aby mi schowal to portfela bo jechaliśmy do mojej mamy . Cytuje moja rozmowę:
- Misiek weźmiesz mi tabletkę do portfela bo ja nie biorę nic do mamy a mam o 14 wziąć następna..
Mój mąż: - Tak wezme połóż mi obok portfela to zaraz schowam.
Tak zrobiłam jak on mi powiedział.
Jesteśmy u mamy godzina 14 , ja mam wziąć tabletkę pytam się czy mi da .
Mój mąż szpera w portfelu i mówi.. nie dałaś mi jej do portfela ?
Ja mówię do męża: przecież kazałeś mi dać obok i że sam ja wrzucisz .
Mój mąż na to : tak odrazu na mnie, ja noc ci takiego nie powiedziałem. A pozatym na drugi raz to będziesz pamiętała aby pilnować swoich spraw ..
No to fajnie sobie myślę.. ciąża to moja sprawa .
A wczoraj się dowiedziałam że nie będzie go przy mnie jak będę rodzic SN. Powiedział że nie chce widzieć tego widoku .. nie no ja rozumiem go. Nie każdy facet chce być przy porodzie ale przykro mi się zrobiło że znów w tym wszystkim będę sama.
Dzisiaj nie wytrzymałam tego że się mnie czepia .. I powiedziałam aby się do mnie nie odzywał takim tonem.
To zagrodził mi abym nie żałowała moich słów.. czyli co ? Bo nie rozumiem .
Powiedziałam mu tylko aby on nie żałował że ja się do niego nie odzywam.
Kończąc ten smutny wpis ..
Pomyślałam że sama stworze karuzele dla dziecka.. będzie wisiała na suficie nad przewijakiem :) z materiałów takich jak filc itd


8 dpo.
Temperatura odbila. Nie wiem czy spadek byl jednodniowy bo wczesniejsza mam zignorowana. Grunt ze pozniej odbilo. Mi chyba tez xD
W sobote bylismy na weselu mojej przyjaciolki. Przesiedzialam. Non stop disco polo! Wybaczcie jesli ktoras z Was jest fanka, ale ja po prostu nie trawie tej kategorii muzyki. To nie muzyka. Umpa umpa umpa umpa i bez sensowne slowa. Bez komentarza.

Tydzien do terminu okresu. To jest taki moment kiedy wszystkimi mozliwymi mocami chce zeby temperatura rosla i rosla , a nadzieja krzyczy- teraz sie udalo, napewno!
Jednak mam tez ta druga strone- gdzie sama sie hamuje z emocjami i stara. Sie nie nakrecac...choc nie zawsze wychodzi, bo czesto juz ukladam scene kiedy mowie D, ze w koncu sie udalo i będzie tatusiem. Eh...

Kat_ Moja droga do Szczęścia 22 października 2018, 10:37

"Nie każdy dzień w ciąży jest łatwy, ale każdy przybliża mnie do spotkania z Tobą"
Autor nieznany


Od piątku walczę z przeziębieniem. Całe szczęście nie mam gorączki, więc mam nadzieję, że nie będzie to miało wpływu na fasolkę. Męczy tylko katar, osłabienie i czasem ćmienie głowy. Do ogarnięcia! Już chyba najgorsze za mną :)

W najbliższy czwartek idę na kolejne usg, żeby sprawdzić czy wszystko się dobrze rozwija, czy pęcherzyk ma ładny kształt i czy poprzedni niezbyt ładny obraz był spowodowany skurczami macicy. Zapisałam się do prywatnej kliniki do ginki poleconej przez koleżankę. Ma świetne opinie, więc liczę, że wyjaśni dokładnie co się tam dzieje i mnie uspokoi.
Jestem dobrej myśli, tym bardziej, że od ubiegłego tygodnia zaczęły mi się okropne mdłości. To chyba dobry znak! Jest mi niedobrze od rana do wieczora. Zaraz po przebudzeniu w żołądku ssie niemiłosiernie, musze od razu zapchać się kawałkiem bułki zanim ogarnę śniadanie. Po śniadaniu znów ciężko, nie wiem czym sobie pomagać... próbowałam mięty, rumianku, melisy. Nic nie działa. Odbija mi się non stop. Najgorzej jest wieczorem - jak tylko położę się do łóżka, mam wrażenie, że za chwilę puszczę pawia. Od tygodnia nie mogę patrzeć na mięso. Nie jest lekko, ale to wszystko to nic. Wszystko zniosę! Najważniejsze, żeby ciąża rozwijała się prawidłowo, a mały fasolek zdrowo rósł <3

Uciekam zaraz z pracy do domu, popracuję sobie z łóżka, żeby szybciej do siebie dojść.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2018, 10:38

20t3d
Dawka euthyroxu podniesiona do 125, tak jak się domyślałam. Nie czuje się po niej najlepiej. Ciągle się czuje zmęczona a humory mam takie, że sama ze sobą wytrzymać nie mogę. Agresor na poziomie max. Obrywa się każdemu, aż mi później głupio. Ostatnio nawet panu z banku... ale nie chce mi się w to zagłębiać. Generalnie walka z kredytem na mieszkanie w toku. Okazuje się, że na zwolnieniu lekarskim z powodu ciąży może nie być lekko... o czym też wspomniał mi doradca kredytowy. Póki co na szczęście tylko jeden bank ma problem moim zwolnieniem. Psychicznie strasznie mnie męczy ta sytuacja. W sensie ten kredyt, kupno mieszkania itp. itd.
Endokrynolog powiedziała, że dawka euthyroxu od następnej wizyty powinna być coraz mniejsza i że według niej niepotrzebnie zaczęli mi zbijać TSH przed ciążą. Po ciąży będzie starała się żebym nie musiała brać leków wcale. Ale to fakt... w pl mamy jakąś szajbę na punkcie TSH poniżej 2,0, a najlepiej żeby w ogóle było poniżej 1. Paranoja. Pierwszy raz byłam u endokrynologa tak długo. Zobaczymy jak nam się ułoży dalsza współpraca. Póki co jestem zadowolona.
Czy czuje ruchy dziecka? Chyba tak, ale póki co są tak nieoczywiste i nieregularne, że nawet nie umiem stwierdzić od kiedy COŚ tam czuje. Ciężko nawet sprecyzować co czuje. W piątek połówkowe, skreślam dni w kalendarzu ;)

@ przyszła, po 40 dniach...
Dziś już 3 dc. Chyba jest intensywniej, ale może mi się tak tylko wydaje...
No to zaczynamy zabawę od nowa. Ale teraz trochę inaczej, spokojniej. Ta ciąża, choć krótka, nauczyła mnie, żeby cieszyć się każdą chwilą, nawet najmniejszą rzeczą.
Teraz wiem dobrze, że zniosę wiele. Ale też, że wiele jestem w stanie poświęcić.
Jeżeli będzie mi dane jeszcze kiedyś zajść w ciążę, będzie pięknie - choć nie obędzie się bez strachu od momentu ujrzenia dwóch kresek... A jeśli nie będzie mi dane, z bólem ale jakoś przeżyję. Bo mimo że nie urodziłam, to uważam, że jestem matką...

Dziewczyny! Dzięki za wszystko. Każdej z Was życzę zajścia w ciążę, utrzymania jej i urodzenia zdrowego dzieciątka <3

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 22 października 2018, 14:45

Weekend mily. Bylismy w lesie. I nad morzem. Emilek grzeczny. No czyli jednak oficjalnie jestem "kupiona" jesli chodzi o spanie z nim. Dzis wzielam go do siebie ok 4. I szczerze mówiąc nie mogłam sie doczekac az go przytule w nocy. Ma takie zimne stopki, jak sopelki, a ze mna wiem, ze mu cieplo. I mi tez cieplo. Na duszy. Troszke ssal na lezaco i tak oto spalismy sobie do 9! Tzn o 9 zerknelam na zegarek i szok. Wstalam i wtedy Emil tez sie obudzil. Leniuchy z nas! Oficjalnie zaczela sie u mnie jesien. Wyciagnelam botki etc. Emil dzis duuuzo spi, co chwila drzemka. Tez go jesien dopadla :o)

Sanderson Marzenia o dziecku 22 października 2018, 15:03

14cd
22dc

Jednak poszłam do mojej ginekolog z osiedla.
Trochę mnie podtrzymała na duchu, ale i przestraszyła.
Że laparoskopia niepotrzebnie, że prawdopodobnie mam chlamydię i mogli mi ją rozprzestrzenić na jajnikach, że szpital gdzie robili mi laparoskopię jest słaby! Ehhhhh....
I że nic nie stoi na przeszkodzie żeby mieć dzieci, tylko moja psychika.
Nie lubię takiego gadania! Wkurza mnie to!

Na szczęście już nie płaczę wieczorami. Czekam na tę wizytę 9 listopada, może trochę za dużo od niej wymagam.

Bolą mnie jajniki i dół brzucha - już sobie wmawiam, że chlamydia zaatakowała drugi jajowód....

PóźnyMrRight Lepiej późno niż później? 22 października 2018, 15:32

22 dc
Cały czas mam ból jak na miesiączkę. Nic w tej kwestii się nie zmienia oprócz tego, że czuję się jakaś słabsza. Zastanawiam się czy to możliwe, aby przy ciąży miał mnie aż tak non stop męczyć, tak długo, brzuch jak na okres...? Co zjem to mi pod korek podchodzi. Dzisiaj doszły jeszcze nogi, jakby opuchnięte. Czuję jakby mrowienie w łydkach. Mam wrażenie, że mi woda się zatrzymuje. Ale to też normalne przy okresie...

Druga sprawa, że dzisiaj temperatura podskoczyła tak jak podskoczyć powinna na 8-10 dnień po owulacji... Może siłą woli wywołałam taki wzrost?

Dzisiaj jestem już 38 punktów na 100 w ciąży ;P... jakoś dalej podchodzę do tego, że okres przyjdzie jak nic. Ten lewy jajnik tak mnie boli, że byłoby to dla mnie zaskoczenie.

U nas dalej po staremu w listopadzie m robi badanie nasienia jak plemników będzie koło 30 mln(w co wątpię) chcielibyśmy spróbować drugi raz podejść do inseminacji


A teraz prośba do wszystkich staraczek mających Facebooka moja kuzynka ciężko choruje i zbiera na rehabilitację bardzo was proszę o udostępnienie tej zbiórki na Facebooku im więcej udostępnienie tym większa nadzieja na powodzenie.Dla niej liczy się każda złotówka

www.zrzutka.pl/niedlugo-bedzie-za-pozno-by-dobrze-chodzic

Dzieki


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2018, 15:49

trójeczka trójeczka? nie tym razem... 22 października 2018, 17:06

Ciąża zakończona 22 października 2018

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)