Dziś mój jest po wizycie u androloga...
Co się dowiedział hmm...
Większość wyników okej tylko ma za wysoka prolaktyne. Dostał na to jakiś lek. Coś na B... Nie mogę odczytać hehe bo piszą strasznie...
Ma zapisane 3 opakowania. Ma je wciągnąć powtórzyć badania i wrócić. Badanie nasienia niestety jeszcze raz.
Biedny bd musiał znów to robić w toalecie tylko miejmy nadzieję że nie bd ludzi w poczekalni...
A co do wyników nasienia... Dobrze że są lepsze oby tylko nie spadały w dół.
Jak to gościu mu powiedział z takimi wynikami już dawno powinniśmy być w trojeczke...
Widać że problem gdzieś leży po mojej stronie... Tylko hmm.. GdZie??
Ktora mi powrozy i powie gdzie szukać 
Oddam za to trochę siły cierpliwości i optymizmu heh chętna któraś?? 
31+0 z usg.
To juz 32 tydzien ???
Jeszcze chwila i będziemy we czworke. Czekam niecierpliwie na ten dzień.
Do tp 66 dni do ciazy donoszonej 44 
Na wadze okolo +1kg 
Za tydzień wizyta !
Właśnie się dowiedziałam o tym, że koleżanka zaszła w ciążę. Starali się ok. 2 lata i nic, ona jest troszkę otyła, miała problemy z prolaktyną i być może hormonami, tego nie jestem pewna. Teraz gdy odpuścili i skupili się na czymś innym, a nawet robili to z zabezpieczeniem - okazało się, że jest w 3 miesiącu. Bez tabletek, witamin, suplementów, diety, kwasu foliowego, otyła. To jakiś koszmar. Nie sam fakt jej ciąży, bardzo się cieszę z tego powodu i nie zazdroszczę jak coś się komuś udaje. Każdy swój krzyż dźwiga.
Ale mam wrażenie jakby los się ze mnie zaśmiał. Wydaje się, że im więcej robisz by ciążę wspomóc, tym trudniej zajść. Może wykorzystam sposoby patoli osiedlowej i zacznę chlać, ćpać, wrócę do fajek i zapiekanek i będzie zajebiście? Zapewne do końca przyszłego roku będę miała już dwójkę i z trzecim w ciąży.
Trochę zaczynam się niecierpliwić, choć wiem że potrzebny jest czas. Metformina efekty w postaci owulacji przynosiła po pół roku stosowania w badaniach. Biorę dopiero połowę tego czasu. Zaczynam tracić rezon i motywację. Ale nie pozostaje nic innego jak to wszystko kontynuować, bo nie łudzę się, że przerwę leczenie i nagle bum cudownie, magicznie pojawiają się II kreski na teście.
Wczoraj zostawiłam ponownie 150 zł w aptece na leki wywołujące owulację i inofem. Niech się dzieje co chce, niech patola chleje i się rozmnaża, a ja dalej będę pigułki zażywać.
Lituję się nad sobą, a może bardziej wkurwiam tym światem. Tym jebanym przypadkiem, pierdolonym zrządzeniem losu w niektórych sytuacjach. Tym, że nie możesz nic poradzić, tylko patrzeć jak innym się udaje. Z dziećmi jest inaczej niż z samochodem sąsiada. Widzisz jak ten dupek zajeżdża salonowym autem pod dom i zazdrościsz ale do wieczora zapominasz, bo bez takiego samochodu też dasz radę. Ale dzieci każdy chce mieć prędzej, czy później. I za żadne pieniądze nie da się ich kupić. Ani ukraść. Tutaj pozostaje jedynie smutek, żal i wkurwienie.
W niedzielę byliśmy na koncercie. Fakt, że dawno nigdzie nie wychodziliśmy, samodzielnie się odcinaliśmy od kontaktu zafiksowani coraz bardziej na wiadomym temacie. Ale teraz zmiana, trzeba zacząć dbać o kontakty towarzyskie. W planach mamy dwa spotkania, jedno z kumpelką, drugie z kumplem. A co.
Jestem po 10. i chwilowo ostatnim zabiegu refleksologii. Cały przespałam. Dziś macica siedziała cicho, podobno delikatnie odezwał się jajnik. Mam poczekać 2 tygodnie na pełną stabilizację organizmu.
Cóż, czekam na efekty. W zeszłym roku miałam olbrzymi problem z barkiem. Nie pomogła rehabilitacja, leki, maści. Pomogła akupunktura. Od tamtej pory jestem zwolennikiem metod medycyny wschodniej (choć nie da się tego objąć rozumem i być może nie na wszystko pomoże, ale na pewno może być dodatkowym czynnikiem wspomagającym organizm). Jeśli, poza rozluźnieniem, podziała to stymulująco na macicę, jajniki - super!
Od refleksoterapeutki dowiedziałam się, że parametry śluzu płodnego poprawia też oliwa z oliwek. Postaram się w najbliższym czasie nabyć i stosować. Łyżka dziennie.
Naprolekarz napisał mi maila, że nietolerancje pokarmowe czasem są czynnikiem utrudniającym poczęcie, nie zawsze są jednak czynnikiem decydującym. Zaleca dalsze trzymanie się diety.
Nietolerancje wyszły mi w czerwcu, rodzinny skierował mnie na te badania, jak zaczęły się okropne bóle stawów. I wyszło mi, że mam nietolerancje na: nerkowce, grzyby, ryż, kukurydzę, pszenicę (wszystkie odmiany, durum, orkisz, graham), owoce morza (ich nigdy nie jadłam), paprykę (również w proszku), pora, czosnek, pomarańcze, cytrynę, drożdże (które są wszędzie - w owocach suszonych, w sokach, nawet w mięsie, ocet, ketczup, wino, piwo - abstrahujac od obecności alkoholu w jadłospisie podczas starań), mleko krowie (czyli jogurty, śmietany, sery białe, kefiry, sery żółte, masło), białko jajka (czyli też beza, która jest moim popisowym wypiekiem, majonez), migdały, kapusta (czerwona, biała, pekińska), rośliny strączkowe (nie tylko odmiany fasoli, ale też soja, ciecierzyca, soczewica), orzeszki ziemne, kakao, imbir. Załamałam się, bo drożdże są absolutnie wszędzie, bo bez nabiału nie potrafię żyć, bo tradycją weekendową była jajecznica na śniadanie, bo pomarańczowy sok z biedronki jest przepyszny, bo w przewodniku po nietolerancji mało było informacji dla mnie: np. zamienniki mleka - mleko ryżowe, mleko sojowe (ta, a jak ktoś ma nietolerancję ryżu i soi). Drożdże to też zakwas domowy i pieczywo na zakwasie. Drożdże to też płatki drożdżowe.
Metodą prób i błędów uczyłam się diety (zalecenia od dietetyka wyrzuciłam, trafiłam na takiego, który wszystko skopiował z internetu!), np. "ooo przecież nie mogę pszenicy, zamiast drożdżówki wezmę wafle ryżowe do pracy" - kilka godzin później docierało do kopułki, że wafle ryżowe są zrobione z ryżu. Ta. Zamawiamy kawę z koleżanką "Latte proszę, ale z mlekiem sojowym" - wielkie oczy koleżanki - mam nietolerancję pokarmową na mleko krowie... Fuck. Na soję również.
Po 2 miesiącach restrykcyjnej diety, powoli wracałam do normalności. Już nie jadam masła klarowanego, a zwykłe, zdarza mi się raz na 2 tygodnie zjeść trochę sera białego lub śmietany. Makarony w domu są jaglane, gryczane, żytnie, nie ma pszennych ani orkiszowych ani z pszenicy durum. Ryżu też już nie ma, są różnego rodzaju kasze. Ale pszenica jest w ciastach, których czasem nie sposób sobie odmówić. Jajka jem w formie przetworzonej, czyli najczęściej w cieście, ale na miękko, na twardo, jajecznica - odpadają. Zamiast jogurtu z płatkami na śniadanie - owsianka z owocami. Sok pomarańczowy zastąpiłam sokiem jabłkowym lub jabłko-gruszka. Nabiał - jem sery owcze. Mlek nie pijam żadnych.
Ciekawostka - jeśli masz uczulenie na mleko krowie, to nie masz uczulenia na laktozę (która jest wymieniona odrębnie), a na białko zawarte w mleku krowim - kazeinę. Kazeiny w mleku krowim jest około 80%. I w trakcie dalszej przeróbki ona się koncentruje, bo w trakcie tworzenia serów białych czy żółtych, oddziela się od mleka serwatka i inne takie elementy, a w całym produkcie większe proporcje zyskuje kazeina. Są dwa typy mleka krowiego a1 i a2. Najpopularniejszy to typ a1, bardziej mleczny. A2 jest typem dającym mniej mleka, co za tym idzie, mniej popularnym. Typ a1 wyparł typ a2. Wiem, że mleko typu a2 można dostać w Australii. No, ale sorry nie będę sprowadzać mleka z Australii. Oduczyłam się go pić.
Kazeina jest też w mleku owczym i kozim, ale jest jej znacznie mniej i różni się delikatnie od tej z mleka krowiego, dlatego też mleko owcze czy kozie nie uczula do tego stopnia.
Nietolerancja pokarmowa różni się od alergii czasem i mechanizmem działania. Występuje nawet kilka dni po spożyciu i nie atakuje układu odpornościowego. Wysyła przeciwciała, które gdzieś się lokują, i po pewnym czasie, zaczynają doskwierać te miejsca, gdzie przeciwciała się ulokowały, u mnie to były stawy. A kto wie, może i też układ rozrodczy przez to nie chce zaskoczyć.
Może komuś się to przyda, może na pewne aspekty otworzy oczy.
Uściski Wszystkim!
19 dc
Witajcie Kochane!
Ja dzisiaj z takim pytaniem do Was... Po wiedzę waszą chcę sięgnąć.
Obserwację śluzu zaczęłam w sierpniu, czyli jest to mój 4 miesiąc obserwacji, więc nie jestem w tym wprawiona. Odpuściłabym temat, ale ciekawość bierze górę. Prywatnie bardziej niż temperatura fascynuje mnie obserwacja właśnie tej kwestii. Takiego fetyszu się dorobiłam ;P
Do rzeczy.
Wczoraj, czyli 18dc, tak, ot, z ciekawości postanowiłam sprawdzić jak tam na dole. Moje zdziwienie było wielkie, kiedy zamiast spodziewanego kremowego, może gródkowatego już w tych dniach, śluzu, odkryłam dziwny... Białawy, zwarty (nie taki luźny jak płodny), ale jednocześnie bardzo rozciągliwy, ciągnący się, właśnie jak płodny. Pierwsze moje skojarzenie było, że nie jest to białko kurze tak jak w dniach płodnych - tylko wygląda to jakbym z jajka wyciągnęła tą białawą część, sprężynkę (przepraszam, ale nie wiem jak to się nazywa, jeśli chodzi o budowę jaja). Czyli podsumowując... Płodny to kurze białko, przeźroczyste i ciągnące się między palcami, bardzo charakterystyczne w całym okresie i doskonale potrafię stwierdzić, kiedy te dni następują. Tutaj tak jak płodny, ale kolor biały i bardziej zwarty, lecz z zachowaniem ciągliwości i elastyczności. Zbaraniałam, bo się tego nie spodziewałam.
Sprawdziłam swoje wykresy i zawsze około dnia 18-19 dc mój śluz był już kremowy, wiecie, białe grudki, taki jak zsiadająca się śmietana, czy cholera wie do czego to przyrównać. Zrobiłam też testy owulacyjne, chociaż owulacja była 13-14 dc. Wyszły, jak się spodziewałam, negatywnie.
Czy któraś tak ma i wie o co chodzi?
Serdeczne dzięki za pomoc.
Okresu nadal brak, objawów typowo okresowych też nie mam. Krostki na buzi poznikały. Śluz wodnisty i jest go całkiem sporo. Za to urósł mi biust, z czego bardzo cieszy się Mąż
.
Brzuch lekko mnie pobolewa, ale nie wiem czy to ze stresu czy jednak jest to zwiastun miesiączki. We wtorek rano wzięłam ostatnią dawkę leku, ale cały czas mam w ustach taki dziwny posmak, może proszki muszą sie wypłukać z organizmu - tak to sobie tłumaczę
.
Dzięki temu, że odstawiłam leki mam trochę więcej werwy niż zwykle i w pracy jestem bardziej skupiona. Wczoraj pierwszy raz od tygodnia wskoczyłam na orbitreka, ćwiczyłam przez równą godzinę. Takie zmęczenie jest bardzo przyjemne, zwłaszcza że w nocy lepiej mi się spało
. Pierwsza moja spokojna noc od tygodnia 
39tc (38+3)
Oficjalnie odpessarowana, Emilka ma ok. 3000g, więc możemy rodzić
mąż szczęśliwy, bo dostaliśmy pozwolenie na ❤ także wywołujemy intensywnie 
17cs, 5dpt
Pierwsza weryfikacja potwierdziła ze moje harmony są okej i lekarz dawek proga i estrofemu nie zmienił. Śmiesznie jest zobaczyć pozytywną betę ale niestety, to tylko działanie pregnulu, który ciągle mam w organizmie. Mimo odstawienia relanium w dalszym ciągu walczę ze zmęczeniem, w pracy oczy na zapałki, po pracy 3h drzemka 
Dziś w nocy przeraźliwie bolala mnie macica, trwało to może 5-10 minut i przeszło. Przebudziłam się, potem znów zasnęłam. Nie, nie szukam objawów. Miesiące starań oduczyły mnie tego. A tak ogólnie to dziś jest dzień szukania optymizmu. Mój uciekł gdzieś, na chwilę.
Jutro kolejna weryfikacja.
Połozylam Emila na posniadaniowa drzemke. Ciekawe ile pospi. A sama zamiast się zajac czyms pożytecznym siadam do bbf hehe. Powinnam sobie zrobić cos zdrowego na obiad i zacząć się pakowac, bo jutro znow jade do mamy na 3 tygodnie. Hurra!
Zaczelam wczoraj emilową kuracje. Szok. Mam wrazenie, ze już po jednym posmarowaniu sterydem jest lepiej. Mniej szorstko, mniej czerwono, mniej swedzaco.
Eh, jestem strasznie zestresowana. Nerwy napięte, melise pije wiadrami. Co do przeprowadzki to: zanim kupimy sobie cos większego wprowadzamy się do mieszkania mojego brata, który wyjechal za granice. A swoje wynajmiemy. A ze jakies 2 (max 3) lata chcemy kupic 4 pokoje… Albo domek-blizniak… Się zobaczy…
Wpis Lentilki o weekendzie w hotelu – brzmi super, zazdroszcze. Ssssss tez pisala swego czasu, ze chce dziecko częściej zabierać ‘w swiat’. A ja już od jakiegoś czasu zbieram się do napisania wpisu o zabieraniu dziecka wszędzie. Zanim Emil się pojawil, to myslalam, ze wlasnie będę go zabierać WSZEDZIE. Bo co za problem? Dziec jest kompaktowy wiec pod pache i jazda do sklepu, do knajpy etc. Ale jak już dziec się pojawil to zauwazylam, ze on najbardziej lubi cisze i spokoj. I te dni, kiedy jesteśmy sami w domu, tylko ja i on. Mialam już kilka przypadkow przebodzcowania (chociaz one akurat miały miejsce w domu, jak się za dużo gości nazjezdzalo). W każdym razie staram się chronić Emila przed zbombardowaniem bodźcami. Mąż mowi, ze przesadzam, ze dziecko trzeba przyzwyczajac do ludzi i swiata. Tak, zgadzam się, ale trzeba tez wyczuć kiedy dziecko ma dosyć. Raz mnie pokusilo zebysmy wszyscy troje (ja, maz, Emil) poszli na zakupy do hipermarketu. Nigdy więcej. Widzialam, ze Emilek był wystraszony, ze nie wiedział co się dzieje. Może to dlatego, ze on jeszcze taki maly? Jutro konczy 4 miesiace. Kurde, albo ja przewrazliwiona (haha, na bank jestem przerwazliwiona)? ALE wczoraj bratowa namowila mnie na obiad w centrum handlowym, w strefie gastro. Poszlysmy. Zajelysmy stolik z brzegu, wozek postawilysmy ‘tylem do swiata’. Emil troszkę bawil się w wozku, troszkę trzymalysmy go na rekach na zmiane, by kazda mogla zjeść. Nie było tak zle, ale poki co takie wyjścia tylko od swieta. Jakis fajny weekend w hotelu planujemy na wiosne. Wtedy może wlasnie Emil pobryka już w baseniku. A tak w ogole to ciagle mysle, ze jak skończy mi ten dzieciak 6 m-cy, to będzie mniej dziudziusiowaty i wtedy bardziej go zaczne eksponować :o) może na ten basen się zapiszemy? Nie zrozumcie mnie zle, nie potępiam, ze ludzie jezdza do spa i na wycieczki i chodza do knajp. Ba! Zazdraszczam! Tez chcem! Ale wydaje mi się, ze mój dziec to wrażliwiec (po mnie…) i musze go chronić…
Już po połówkowych
Maluch, tak samo jak Adaś, nie chciał współpracować, więc badanie serca mam powtórzyć na wizycie za miesiąc. Nie mam też żadnych fajnych zdjęć, same przekroje i organy. Ale najważniejsze, że wszystko wygląda dobrze 
Przetrawiłam już rozczarowanie, że tym razem nie będzie to córeczka, tylko drugi synek. Odkąd czuję ruchy, kupuję różne rzeczy dla maleństwa, synek jest dla mnie coraz bardziej realny - i kocham go całego, nie ma dla mnie różnicy czy jest chłopcem czy dziewczynką, bo to moje dziecko, istniejące, ruszające się i rosnące we mnie, a nie jakaś wyobrażona i hipotetyczna córka. Już sobie wyobrażam jak słodko będzie wyglądał w swoim nowym otulaczu z Małym Księciem, jak będziemy chodzić na spacery, czy polubi moje ukochane chusty, które już dla niego zbieram
Nie wiem jeszcze jak wygląda i jaki będzie miał charakter, ale jest już cały mój i całego kocham 
Adaś jest coraz fajniejszy, cudownie widzieć jak się rozwija, mówi coraz więcej słów, coraz więcej rozumie. Mówi jeszcze mało, ale coraz więcej, więc nie przejmuję się specjalnie. Uwielbia pociągi, samochody, koparki. Buduje wieże z klocków. Odtwarza w zabawie sytuacje, które widział na ulicy lub w bajce. Uwielbia oglądać z nami książeczki, choć woli pokazywać obrazki i je omawiać niż słuchać czytanych tekstów. Coraz częściej woli biegać, sam lub ze mną za rękę, niż jechać w wózku - bardzo się cieszę, może zanim maluch się urodzi pożegnamy się ze spacerówką. Powtarza często, że mama ma dzidzię w brzuchu i uwielbia oglądać książkę, w której brzuch mamy przez 9 miesięcy ma okienka i można podglądać rosnącą dzidzię. A ja uwielbiam tego smyka 
Moje poranki przypomninają ostatnio zamrtwychwstanie. Jakiś regres w zasypianiu ma moje dziecko. Albo jest bardziej wybredne. Jak w punkt, równo z rozpoczęciem 15 tygodnia zaczęło się wybrzydzanie i ryki. Może to coś ze skokiem rozwojowym?
Ale dziś to już przeszła samą siebie. Zjadła o 23. Potem o 2. Potem o 3. I oczy jak 5 zł. Nie będzie spała i koniec. Włączyłam karuzelę to zaczęła tak machać kończynami, że myślałam że odfrunie. I tak ja drzemałam i włączałam co rusz tę karuzelę. Do 5. Potem dojadła i za skurczybyka nie mogła zasnąć. Musiałam ją kołysać i śpiewać "aaa" a ona razem ze mną wydaje te same dźwięki jak się usypia. 2 razy się przesikała w nocy. Akurat skonczyły mi się pampersy premimum care i wziełam jakieś inne, też pampersy ale baby active. I te nie mają paska wskaźnika wilgotności i wcale nie wytrzymują do 12 h suchości. nie przy moim dziecku.
Zamówiłam na allegro premimum care mimo że fajne promocje się skończyły.
Chrzest mamy po mszy, tak więc będzie to raczej szybsza akcja, a impreza w restauracji.
Jak co dzień rano, budzę się, idę do toalety, sprawdzam szyjkę. Dzisiaj na zewnątrz sucho, w środku delikatnie wilgotno, na szyjce w dotyku wyczuwalna 'dziurka', lekkie wgłębienie. Narazie uczę się swojego ciała, wg kalendarza niedługo powinna pojawić się owulacja. Zobaczymy... Nie wiem jak interpretować powyższe objawy. Trzeba czekać.
22dc
W tym miesiącu pierwszy raz od kiedy przestałam brać Ovitrelle czułam, że mam owulację..od 13dc śluz idealnie płodny utrzymujący się 4 dni plus ewidentne bóle owulacyjne. Jak je poczułam to się cieszyłam jakbym była już w ciąży
Z tym, że lekkie ćmienie i kłucie utrzymuje mi się do dzisiaj.. nie jest to jakoś mocno bolesne, ale do @ jeszcze tydzień, a mam wrażenie, że nadejdzie lada moment..
Trochę się pozmieniało u nas jeśli chodzi o starania. Po 2 iui zamiast owulacji miałam 2 duże torbiele powyżej 7 cm, które pękły,troszkę pokrwawilam do brzucha,ale śladowe ilości więc więcej bólu niż strachu. W szpitaliu mnie ogarnęli. Po tej akcji po okresie zdecydowaliśmy, koniec z iui.
Podeszliśmy do ICSI. W pt wyciągnęli że mnie 18 oocytów, 17 było dojrzałych. Dziś otrzymaliśmy telefon że mamy 3 pięciodniowe blastocysty klasy 3BB.
Transfer odroczony z racji dużego efektu stymulacji i ryzyka OHSS. Także transfer w grudniu a testowanie na święta. Na pewno będą one wyjątkowe. Albo będą pełne niewypowiedzianej radości, albo pełne bólu i rozczarowania i spędzone w pracy. Zobaczymy.... Cdn.
Co by tu napisać?
Może to, że mi wali na dekiel? Normalnie kobiety, które się starają zajść w ciążę cieszą się jak im się uda. Ja bardzo dużo razy powiedziałam kurwa. Oraz doświadczyłam biegunki z nerwów. Mąż już nawet nie komentuje. Już nie cieszy się. Już nawet nie mówi, że boi się cieszyć. Nic już nie mówi.
Jeszcze 5 dni. 5 długich dni i sprawdzimy czy tym razem ciąża żyje.
Czasem zamykam oczy i myślę, matko mogłabym urodzić dziecko w lipcu, mogłabym za kilka miesięcy czuć je w sobie, bać się porodu, rozkminiać czy dam sobie radę, wybierać śpiochy i pajace. A potem zaczynam się bać. Jak pozwolę sobie na zbyt dużo nadziei upadek zaboli bardzo, bardzo mocno.
Czy przeżyję 5 poronienie? Jasne. Jestem w tym specem.
Jeszcze 5 dni.
Moje Drogie, otrzymałam wyniki pakietu na trombofilię, przedstawiają się tak:
MTHFR* C677T
MTHFR_677C-T
Układ
heterozygotyczny - nieprawidłowy
MTHFR* A1298C
MTHFR_1298A-C
Układ
heterozygotyczny - nieprawdidłowy
PAI-1** 4G/5G
PAI-1 4G
Układ
homozygotyczny - nieprawidłowy
reszta, czyli v-leiden, czynnik v(r2),czynnik II (protrombina) w normie.
Czy któraś z was zna się na tych wynikach? Z tego co wyczytałam, będę musiała brać acard. Może to była przeszkoda w implantacji? Mamy przecież za sobą prawdopodobnie ciążę biochemiczną i dziwną reakcję tydzień po IUI - straszny skurcz macicy, myślałam że umrę.
Na MTHFR biorę już Homocystex Plus.
Zastanawiam się czy zbadać jeszcze białka c i s antykoagulant tocznia i b2-glikoproteine. Czy to może wydany pieniądz, skoro i tak będę wciągać acard?
PS. Zakupiliśmy z M. ubichinol (koenzym q10). Poprawia jakość komórek jajowych i ruchliwość plemników. Duuuzo dobrego się o nim naczytałam. Niech moc będzie z nami!
7dc
Mam wyrzuty sumienia. Bylam na zakupach i wydalam troche kasy. Kupilam swietne karmelowe buty i dwie pary spodni. Jestem z tych kobiet,ktore lubia zakupki odziezowe - poprawiaja mi humor. Przy czym staram sie zachowywac zdrowy rozsadek. Nieraz poluje na promocjach i licze kazda zlotowke. Generalnie jestem oszczedna osoba, zawsze na cos zbieram. A sumienie mnie gryzie, bo ostatnio kupilam nie tak tanie jak dla mnie buty (piekne czarne botki) z Rylko. No i te kolejne...nie wiem co tu robic.
W zasadzie malymi krokami zblizamy sie do in vitro - procedura bardzo droga. Pochlonie oszczednosci i nie daje 100% pewnosci
.
Poczecie dziecka jest drogie, a jego utrzymanie??
Niech to ges kopnie.
Ja właśnie wyszłam od lekarza i siedzę i ryczę... Mieliśmy podejść do kolejnej inseminacji i d.... Już we wtorek lekarz miał wątpliwości ale jeszcze żyłam nadzieją ale dzisiaj powiedział wprost że to nie ma sensu i szkoda kasy... Naiwnie wierzyłam że skoro już wiemy w czym rzecz to pójdzie z górki a tu kolejny miesiąc pod górkę... tym razem mój pęcherzyk nie dość że bardzo słabo rośnie to jest kanciaty i ma jakąś dziwną przegrodę...lekarz podejrzewa że do dwa pęcherzyki nachodzą na siebie, licząc do przegrody dzisiaj miał 14 mam, a w całości 18 ale lekarz mówi że coś tam jest nie halo
Dawno mnie tu nie było.
29.10. zrobiłam betę, miałam jakieś takie dziwne przeczucia po negatywnych testach, że trzeba to sprawdzić. I szok... pozytyw. Była radość, płacz, szczęście. Później poczytałam na forum, że betę trzeba powtarzać i sprawdzić przyrost. Tak też zrobiłam. Przyrosty były, w normie, jednak niskie wartości, więc pierwsza panika, że już na pewno coś nie tak. Zgodnie z kalendarzem w 6t4d poszłam do ginekologa, dostrzegł mini kropkę w macicy, więc stwierdził, że jest ok i ciąża umiejscowiona w macicy. Założył kartę ciąży, on liczy inaczej wpisał 5t4d, jednak powiedział, że ciąża wygląda na 4/5 tydzień, co zgadzałoby się z późną owulacją.
Dziś kazał przyjść na kolejną wizytę, zrobił usg, pęcherzyk znacznie urósł,ale w sumie nie wiem jaki ma rozmiar, teraz wyraźnie go widzę na usg. Powiedział, że wyglądem 6 tydzień Nie ma jednak zarodka i serduszka. Na co bardzo liczyłam i kolejny stres, kiedy się pojawi, czy się pojawi. Przecież tu dziewczyny widziały w podobnym czasie.
Czytam o poronieniach, zanikach objawów, jak wariatka, zamiast wierzyć, że będzie dobrze. Musi być.
Myślałam, że od pozytywnego testu będę miała mega radość, a tu gorsze załamki czasami niż po negatywnym teście. Ten ciągły niepokój jest straszny. W dobie internetu ciężko żyć w niewiedzy, ale czasami byłoby lepiej. Człowiek nie nakręcałby się tak niepotrzebnie. Przecież w przeszłości nie spotkało mnie żadne poronienie, to pierwsza ciąża, a przez nadmiar wiedzy mam masakrę w głowie
Kilka dni było ciężkich. Po wymiotach pojawiło się mnóstwo ulewań, we wtorek myślałam, że pójdziemy do lekarza, ale nie dostałyśmy się. Wtorek był bez grama ulewań więc darowałyśmy sobie. I tak teraz jest w miarę ok. Przede wszystkim nie ulewa serkiem co mnie najbardziej martwiło.
W ciągu dnia robi 3 drzemki po ok 30 min, ale musi być na rękach + drzemka na spacerze. Niestety drzemki te nie pokrywają się z karmieniem i po prostu trzeba nosić. A, że będąc noszoną zawsze można coś zobaczyć, to usypianie nie jest łatwe. Wczoraj był moment kulminacyjny, nie zrobiła drzemki o 17, z mojej winy, tzn zasneła, ale chciałam ją odłożyć żeby zrobić sobie obiad i się wybudziła. Byłam głodna, zmęczona i zła. Jak D.przekroczył prób domu to wpadłam w małą histerię. Haneczka chyba wyczuwa klimaty bo zasneła o 18.30, wybudziła się o 19.00, zjadła następną pierś, po czym wybudziła się o 22 (właśnie kończyłam prasować ostatniego bodziaka).
Dzisiaj myśląlam, że wpadam na mega pomysł i zabiorę ją na dłuższy spacer i załatwię drzemkę spacerową i drzemkę planową, ale nie udało się 
Zdecydowanie za mało spędzam z nią czasu takiego treściwego, np. wspólne leżenie na macie albo kocyku. Skupiam się bardziej na utrzymaniu planu. I w sumie nie wiem co lepsze plan i rytuały czy systematyczność.
Czasami czuję się zmęczona, że ciągle jestem na pełnych obrotach, Haneczka ma jakiś wbidowany detektor wykrywania " mama pije kawe, mama je sniadanie, mama zakłada soczewki, mama jest w kiblu" i wtedy zaczyna płacz. A ja jestem za wychowaniem w duchu rodzicielskiej bliskości więc nie pozwalam się jej wypłakiwać. No i tak ganiam np. z jedną soczewką.
Ale najcudowniejsze są ranki, jak już "pogada sobie w kokonie" ( bo ranne ostatnie karmienie ok. 6-6.30 - odkładam ja do kokona bez względu na to czy śpi czy nie i tam sobie albo zasypia, albo gada i to tak ok. 30 -60 min) wstaję do niej, pytam jak minął dzień, a ona się tak cudownie do mnie uśmiecha, lądujemy w łóżku u mnie i rozmawiamy.
Z D.się ułożyło, pogadaliśmy. Wrócił miesiąc miodowy (tzn wieczorne 2-3godz miodu połączonego z prasowaniem, wystawianiem FV, zmywaniem, przelewami itd., ale zawsze wspólnego).
Z przykrością muszę przyznać, że trochę się zaniedbałam, pozwalam sobie na obżeranie się słodyczami, jem na noc i niestety to widać. Pojawił się cellulit, trzęsące udka i brzuch nadal jak poducha. Kg niby nie najgorzej, ale ciało jak nie moje.
Powoli kończe ogarniać chrzciny
Dobrze, że nie braliśmy śliubu bo ja nie wiem jakbym ogarnęła wesele 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.