Wera Nasze początki 7 lipca 2020, 19:11

18 dc
Dziś wróciłam do pracy na 4 dni. Wczoraj bolała mnie głowa. Dziś raz przez chwilę kłuło mnie w lewym jajniku.
Jeszcze 2 tyg temu wyszedł mi trądzik na szyji. Raczej nie są to syfy do wyciśnięcia. Może to od maseczki. W której spędziłam 4 godziny.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2020, 20:06

Zyzia Mgła nadziei umiera opadając. 7 lipca 2020, 20:51

8 cs (21 dc, 9 dpo)

Widzę, że uaktywniam się tu pod koniec cyklu.
Zrobiłam test i łudziłam się, że coś pokaże. Że to będzie ten dzień. I dupa, jak zwykle. Zawsze na tym etapie nachodzą mnie wątpliwości. Z jednej strony bardzo chce drugiego dziecka, z drugiej strony może powinnam odpuścić i cieszyć się tym co mam?

Jesteśmy w trójkę, właśnie spłaciliśmy hipotekę. Możemy żyć pełnią życia. A w głowie mamy ciagle starania i rozważania czy sprzedać mieszkanie i wybudować większy dom (co wiąże się z kolejnym kredytem) gdyby pojawiło się kolejne dziecko.

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 7 lipca 2020, 22:34

8 dc
Trochę mnie nie było dlatego napiszę co się u mnie działo od ostatniego wpisu.

* Byłam u lekarza w sąsiednim mieście skonsultować podejrzenie torbiela, ale na szczęście okazało się, że nic nie ma, więc albo się wchłonął albo to był przerośnięty pęcherzyk (29mm). Swoją drogą trafiłam na miłego i bardzo dokładnego gina. Jeszcze nie miałam tak długiego badania i omawianego każdego szczegółu. Dowiedziałam się, że wszystko w środku mam idealne, wyniki dobre. Byłam zaraz po owulacji, widać było zapadnięty pęcherzyk. Nie brałam w tamtym cyklu ani lametty ani ovitrelle, a mimo to pęcherzyk był i pękł. Jaki jest sens faszerować się lekami i zastrzykami? Pytałam lekarza o inseminację, odradzał, powiedział, że szanse na powodzenie są takie same jak przy naturalnym zapłodnieniu. Zaproponował in-vitro.

* Robiłam badania ANA2- wynik ujemny :)

* 29 maja mąż robił badanie SCD. Wynik miał być po 3 tygodniach, ale wyjechał i nie miał jak odebrać. Stwierdziliśmy, że odbierzemy przy mojej wizycie. Tydzień temu zadzwonili do męża z kliniki, że konieczna jest konsultacja andrologiczna. Nie wiedziałam czy coś jest nie tak z wynikiem czy dzwonią bo długo nie odbieraliśmy wyniku. Wczoraj tam pojechaliśmy i tylko się wkurzyłam, ale o tym później. Udało mi się wejść do gabinetu razem z mężem chociaż jest zakaz przychodzenia z osobą towarzyszącą. Myślałam, że umuwiłam męża do androloga, a okazało się, że to urolog. Nie jestem zadowolona z wizyty. Zrobił co prawda badanie USG, ale powiedział tylko, pokazując na monitor, "to są pana jądra". Pytał męża czy wstaje w nocy siku, czy w rodzinie ktoś chorował na kamicę, czy pali/pije, ale nic nie tłumaczył. Badał zadając pytania, a ja czekałam aż powie że wszystko jest super, że nie widzi żadnych nieprawidłowości, nie mówił nic co mnie irytowało. Na koniec wizyty sama zapytałam czy jest ok i wtedy dopiero mnie uspokoił. Pytałam też co z tym wynikiem DNA plemnika. Przejechaliśmy przecież 150km żeby skonsultować ten wynik , którego jak się okazało, on nie miał u siebie w komputrze. Przepisał suple (Fertilman plus) i kazał przyjść za 3 miesiące i na następnej wizycie omówi wynik. Zagotowało się we mnie. Wyszliśmy. Na recepcji zapytałam o wynik i bez problemu go otrzymałam. Wróciliśmy się do tego urologa, a on zrobił się opriskliwy i nerwowo stukał w klawiaturę z miną mówiącą: "po cholerę oni znowu przyszli, mieli przyjść na następną wizytę, a tak pewnie nie przyjdą skoro mają już wynik i przepadnie mi 200zł".

Wynik badania SCD: Fragmentacja DNA 30%
Nie jest dobrze, ale chyba nie jest tragicznie.

* Prywatnie u nas wszystko wporządku. Miłość kwitnie. W piątek jadę na wizytę do swojego gina. Będziemy nocować w Poznaniu i weekend przeznaczamy na zwiedzanie. Daliśmy sobie jeszcze 2 miesiące. Jak się nie uda to decydujemy się na in-vitro. Oboje stwierdziliśmy, że nie chce nam się już jeździć co miesiąc na wizyty, z których nic nie wynika i zostawiać kupę kasy lekarzom, którzy nie mają na nas pomysłu.

Tak na szybko :)

Dzisiaj Pola miała dentyste. Wizyta wyglądała na bardzo bezpieczna i profesjonalną, Pola była super dzielna! Jestem z niej mega dumna! Ząbek który rośnie krzywo wyprostuje się;)
Ostatnio ma fazę na Kucyki pony ;D
Po dentyście byłyśmy po mleko dla Olka w aptece i Poli saszetki na wyrównanie flory bakteryjnej układu moczowego.
Po drodze Oli nie usnął,zasnął w drodze powrotnej ale go obudziłam po 10 min.w domu.

Przechodzilysmy dzisiaj koło miejsca gdzie prowadziłam ciążę z Pola..chcialabym być jeszcze raz w ciąży,mieć dziecko. Ale wiem,że to nierealne..

14 dc 61 dzień suplementów męża

Czas leci. Ostatnio mało tu zaglądam. Wczoraj miałam wizytę u ginekologa. Pecherzyk w lewym jajniku 17mm. Lekarz stwierdził że nie ma się do czego przyczepić. Jak dla niego wszystko jest okej. Mam przyjść na wiosnę kiedy covid nie będzie już siał takiego spustoszenia i wtedy sprawdzimy drożność. Na ten moment nie ma takiej możliwości.

Juz pełne 2 miesiące suplementacji, ciekawe czy coś się tam u mojego męża polepsza. Ale nie chce sprawdzać bo po pierwsze i tak jest za wcześnie, po drugie ufam lekarzowi i jak powiedział pół roku to będzie pół roku. Wiem że gdybyśmy zrobili wyniki w grudniu i nie byłoby efektu WOW to tylko bym była zła i psychicznie dobita. Nie będę dokładać sobie cierpienia. Mamy jeszcze 4 miesiące. Szczerze już nie wierzę w cud, ale też jakoś nie wiem co począć dalej.

Oby te głupie starania dobiegły czym prędzej końca, po trzech latach można popaść w niezły dołek, a seks już i tak nie cieszy tak jak kiedyś. Chciałabym wyłączyć myślenie ale nie potrafię.

Marti... Goniąc czas 8 lipca 2020, 13:18

O wow. strasznie czas zlecial.

nie mam wiele czasu, i nawet nie wiem jak nadrobic zaleglosci. moze wiec skoncentruje sie na sytuacji obecnej.

Ola 2 latka i prawie 2 miesiace. niezmiennie jest bardzo radosna dziewczynka. mamy za soba chyba bunt dwulatka, bylo ciezko. wszystko na nie, wymuszanie i placz. trwalo ok 3 tyg. co prawda goprzej wyobrazalam sobie ten bunt. dotarlo do mnie, ze to bylo to, gdy z dnia na dzien wrocilo moje "stare" dziecko. jest tez strasznym uparciuchem, wszystko musi byc tak jak ona chce. tlumacze, miwe itd. nie dziala. czasem musze postawic na swoim (idziemy na zakupy, a ona twierdzi, ze idziemy inna droga. gdy wyznaczona przez mnie trasa jest taki lament, ryk, jakby ja rozdzielali. tak jest tez z kilkoma innymi rzeczami. to tylko przyklad. no coz. uczy sie autonomii, ale tez nie chce, zeby nauczyla sie, ze wszystko jest tak jak ona chce. nie takie jest zycie. wiec przynajmniej 2x w tyg mamy akcje uswiadamiania.

chodzi do zlobka nadal. po otwarciu po pandemii az w podskokach leciala. teraz jest jakis regres. zaczal sie etap mamoza i od 2 tygodni nie chce sie rozstawac ze mna w zlobku. pracujemy nad tym.

mowi nadal niewiele. Ale jest progres. Smiac mi sie chce jak w sobote gdy wychodzimy na spacer mowi :auto NIE!". vhodzi o to, ze do zlobka jezdzimy samochodem, ze wzgledu na to by byc na 9max. jadac wozkiem trwaloby to 3 godziny nie 10 minut, no bo to ona dyktuje ktoredy jechac wozkiem.... lub ucieka.... i gdy przychodzi weekend, auto kojarzy jej sie chyba z tym i musimy ja zapewniac, ze idziemy wozkiem do parku na spacerek. a ona z wielka radoscia krzyczy "TAK!". no bo o to jej chodzilo. czasem powtorzy jakies slowo, ale nadal daleka droga do przynzania, ze zaczela mowic.

z hitow. odpieluchowujemy sie. ona juz z pol roku temu wykazywala czesciowa gotowosc. czesciowa, bo jak zrobila siku, czy kupe to mowila sisi lub kupa, ze zrobione i trzeba przewinac. wiec wiem, ze moglismy zaczac juz wtedy, ale przez Covid, prace z domu itd nie mialam na to sily. czasem posadzona na nocnik zrobila siku, ale to bylo na zasadzie 2 razy w tygodniu. pozniej ja nie mialam czasu i olalam temat. stwierdzilam, ze zaczekam jak bedzie w pelni swiadoma. od dwoch tygodni w zlobku panie zdejmuja jej pieluche i calymi dniami bylo ok. zakladana pielucha byla przy odbiorze, bo z doswiadczenia wiem, ze w drodze powrotnej Ola zrobila siku lub kupe. wiec jej... nie ufalam. ale przelamalam sie w miniony piatek. stwierdzilam. ok, jesli w zlobku daje rade, to czemu nie w domu. i tak od 5 dni w ciagu dnia zero pieluchy, zakladamy tylko na noc. i od dwoch dni widze, ze pielucha nocna totalnie sucha. mimo, ze jeszcze kilka dni temu potrafila ja spompowac tak, ze wisiala do kolan po nocy. w ciagu tych 5 dni miala 3 wpadki tylko. w domu nie sygnalizuje zawsze, trzeba ja pytac lub wylapac moment kiedy kuca. w zlobku pokazuje ZAWSZE. o co ma do niej zal ;) w czym ja jestem gorsza od cioc, zeby mi sie nie przynac? hahha. minus jest taki, ze widze, ze blokuje sie na kupe. kiedys potrafila sie wyproznic 7x dziennie. zawsze ok 15 min po posilku. od piatku zalatwia sie raz dziennie. wczoraj widzialam, ze boli brzuszek i puszcza baki. az zaczela robic kupe w majtki i szybko posadzilam ja na nocnik. mimo, ze 3 sek wczesniej pytalam czy nie chce. ale jak juz zrobi ta kupe, to serce rosnie. piekna "dorosla" kupa. ja wiem, ze mozecie powiedziec, ze to obrzydliwe. ale ja jestem dumna z tej kupy, tak jak z pierwszego swiadomego "mama" :D wiem, ze to poczatek podrozy bez pieluchy, wiem ze moze byc regres itd. ale z jednego jestem zadowolona. w sumie idzie to bez wiekszego wysilku z naszej strony. dziecko dojrzalo do tego samo. i faktycznie teoria sie sprawdza. jesli moment jest odpowiedni, jesli dziecko jest swiadome. idzie naprawde gladko. zobaczymy co dalej.

mam milion rzeczy do opisania. ale kurcze nie dam rady teraz.

musze przejrzec Wasze pamietniki. mam ogromne zaleglosci. czesc z Was powitala swoje kolejne dzieciatka na swiecie!!!! serce rosnie. Wszystkim wtornym i nowym mamom zycze spokoju i wiele radosci. aby poczatki nie byly trudne i dzieciatka byly zdrowe i pieknie spaly/jadly.

pozdrawiam Was.

dagmara Mój wyścig z czasem. 8 lipca 2020, 09:18

Za dwa dni mam wizytę u ginekologa. Kolejny nowy ginekolog do odwiedzenia. Ciągle szukam kogoś, kto mądrze poprowadzi mi ciążę i w razie problemów, po prostu odbierze telefon. Dużo wymagam?
Trochę podłamałam się diagnozą o Hashimoto. Jest to choroba autoimmunologiczna i boję się, jak teraz mój układ odpornościowy zareaguje na zarodek...

Nea Zostawić po sobie ślad 8 lipca 2020, 08:18

Dzięki za każdego kciuka za każda myśl która leci w moja stronę.Ja czekam na weryfikacje i już dostaje zawału serca.
Jestem po rozmowie i nie jest dobrze.Na obecna chwile transfer odwołany zarodek nie kwalifikuje się.Daja mu jeszcze 2 dni.Dwa dni szansy bo może nadrobi.Nie wiem czego się spodziewałam.Nie było entuzjazmu tylko nadzieja, a teraz załamanie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2020, 09:41

Pauli A jeśli nigdy się nie uda? 23 lutego 2022, 08:27

Znowu minęło trochę czasu… Niestety, nasz zarodek przestał się rozwijać w piątej dobie, więc zostaliśmy z niczym. Według naszej doktor z Invicty mamy zaczekać kilka miesięcy, ja mam ostro się suplementować i możemy podejść do IVF kolejny razem, ALE – szanse marne.

Ech…

Postanowiliśmy zmienić klinikę. I to była chyba najlepsza decyzja!

Pierwsza wizyta bardzo podniosła mnie na duchu. Według doktora w naszym przypadku nie ma żadnych wskazań do badań genetycznych zarodków. Lepiej wydać tę kasę na kolejną procedurę – więc zupełnie inne podejście niż u poprzedniej dr, która groziła nam poronieniem i chorym dzieckiem. Jak stwierdził sam doktor – "chyba już wiem, na co najbardziej nastawiona jest Invicta".

Ważna rzecz – jestem jeszcze młoda (to miłe, no ale wiadomo, zbliżają się 33 urodziny), więc w moim przypadku jest o wiele za wcześnie na podejmowanie decyzji o komórce dawczyni. Pierwsza procedura z reguły jest diagnostyczna, dopiero po drugiej będziemy mogli wyciągać jakieś wnioski. Według doktora wystarczyło, że Ovitrelle był źle podany lub że był żle przechowywany w aptece, aby wyniki były takie, jakie były – więc nie ma się co załamywać, trzeba podejść do IVF jeszcze raz.

Tym razem trzeba jednak zrobić to bardziej uważnie. Monitoring co dwa dni, podawany hormon wzrostu, wnikliwa obserwacja itp. – widać, że doktor wie, co robi. Nic dziwnego, według opinii to prawdziwy dzieckowy cudotwórca <3 Żałuję, że nie trafiłam do niego wcześniej. Dał mi dużo nadziei! Myślę też, czy to, że tak rozłożyło mnie szczepienie na COVID w 3. dniu stymulacji mogło mieć wpływ na komórki.

Plan na teraz – zaraz zaczynam kolejny cykl, w 11-12 dc wizyta u doktora, badanie, podpisanie dokumentów i od kolejnego cyklu ruszamy z in vitro. Będzie to gdzieś po 20 marca :) I mam nadzieję, że teraz się uda – że będą dojrzałe komórki, zarodeczki i ciąża <3

Nie sądziłam, że będę podchodziła do IVF więcej niż raz, ale DAM RADĘ!

aleszu Zaczynamy. 8 lipca 2020, 10:56

15 tydzień ciąży (14+1)
2 lipca mieliśmy prenatalne pierwszego trymestru. Mamy zdrowego chłopaka 🤰 niestety, wracając z prenatalnych, kiedy musiałam iść do toalety zobaczyłam krew, więc zapakowalismy się i jazda do mojej ginekolog. Dziecko żyje, serce bije, niestety znowu przywitalismy krwiaka plus łożysko opadło i mały jest nisko. Podejrzewam, że to przez nacisk na usg. Dostałam duphaston i potulnie leżę. 13 lipca kolejna wizyta, zobaczymy co tam u małego słychać.

Stormy. Marzenia się spełniają. 18 sierpnia 2022, 22:55

Tak bardzo zawsze lubiłam pisać. Może i to jest jakiś sposób, żeby wszystko sobie uporządkować w głowie?

Nasze starania rozpoczęły się w sierpniu 2021 roku. W grudniu dostałam informację, że jest podejrzenie, że mogę być nosicielką translokacji genetycznej 😲 Nasz świat na kilka miesięcy się zatrzymał. Ta niepewność i strach... Wizyty, badania, oczekiwanie... Na szczęście mając dobre kontakty, udało się w trybie ekspresowym załatwić badania. W marcu otrzymane wyniki - kariotyp poprawny, transolkacjo brak. Odetchnęłam z ulgą... Zaczęliśmy się starać na nowo. Cały czas pregna start. Mamy aktualnie 6 cykl po wznowieniu starań, na teście wciąż brak dwóch kresek. Idę robić test owulacyjny, wczoraj był pozytywny.

tc. 24+1, waga 61,7 kg.

Wasze wpisy o remontach podniosły mnie na duchu! Dziękuję serdecznie :) 🎈

Na wczorajsze popołudnie i wieczór wprowadziłam zakaz rozmawiania o remoncie. Miałam wyrzuty sumienia, że nic nie czytamy o kwestiach istotnych dla Malineczki Calineczki. Mężuś za to mi mówi tak: "Mam wyrzuty sumienia" - "Z jakiego powodu" - "Bo nie wydajemy na nią kasy" - "W sensie, że nie kupiłeś SOBIE kocyka za 150 zł, którym ona się nie przykryje, bo np. Twoja skóra polubi dotyk tego kocyka, a jej skóra nie?" - "Tak, w takim sensie" - "To może jak skończymy remont, odpoczniemy sobie troszkę, to wtedy będziemy mieć idealny czas na zakupowe szaleństwo i jak chcesz, to będziesz mógł jej kupić kilka kocyków?" - "No ok i nie będziesz gderać Grażynko, że wydaję za dużo pieniędzy" - "Nie będę Januszku" 😂😂😂

Poczytałam o przewijakach (czy na łóżeczko czy na komodę), a Mężuś o mleku modyfikowanym (w razie W, bo plan jest taki, że się karmimy piersią - jak się da, jak się nie da, żadne z nas nie rzuci się pod pociąg z tego powodu). Mężuś wybrał mleko, stwierdził, że i tak kupimy tylko jedną malutką paczkę. Natomiast ja podjęłam decyzję, że u nas lepiej sprawdzi się przewijak na komodę. Malina będzie spać z nami w jednym pokoju. Planujemy, że w swoim łóżeczku, a jak wyjdzie? Zobaczymy. Nie chcę łóżeczka obwieszać tymi pojemnikami na różne "przydasie", wolę po prostu rzucić przewijak na komodę, w której zmieszczę te rzeczy. Tym bardziej, że ciuszki dla niej, pieluchy i środki kosmetyczne na czas przewijania nie będą stały obok łóżeczka. Mężuś od psychologa (dawno temu) przyniósł taką informację, że najlepiej jest, by łóżeczko dziecięce stało na środku pokoju. Wtedy do dziecka docierają bodźce z każdej strony. Na środku pokoju nie będzie stało, ale też i przy żadnej ścianie nie postawimy. Szukając komód na olx trafiłam przez przypadek na super łóżeczko :)

Mała wstawka lokalnego patriotyzmu: jak szukacie mebli, ciuszków, w zasadzie czegokolwiek też dla siebie - warto wpisać w przeglądarkę to czego szukamy i nazwę swojej miejscowości. My w ten sposób poznaliśmy kilku producentów odzieży niemowlęcej, a wczoraj producenta mebli dziecięcych :) wzory niekoniecznie z takich popularnych na allegro, tylko jednak troszkę inne.

W ramach akcji dbania o Malinkę, wczoraj poczytałam i pooglądałam filmy o połogu. Czas zadbać o siebie i o przebieg połogu. Może być różnie, wszystkiego nie przewidzę, ale mogę zadbać o zapełnienie zamrażarki. Pomysł jest taki, żeby narobić pierogów z różnymi farszami, a we wrześniu sosy pomidorowo-paprykowe i je zawekować. Innych dań na razie nie mam w głowie.

Pierwszy etap spokoju nadszedł. Bo miałam czas dla Malinki.

Dziś miałam pierwszą wizytę położnej. Tej znalezionej przez przypadek. Gaduła. Ale świetna kobitka. 2 godziny u mnie siedziała. Zapoznała się z kartą ciąży, wszystkimi badaniami, nie zanegowała acardu ani heparyny, nawet mówiła, że jak była ostatnio na konferencji to właśnie uczyli ich o tym. Musiałam jej tylko wytłumaczyć rolę metforminy u mnie. Powiedziała, że na wykładach z immunologii prowadzonych przez dr Barbarę Bałan o tym nie było, ale ona chętnie doczyta i dowie się więcej od prof. Jerzak :) ona sobie notowała i ja też. Obejrzała moje piersi, węzły chłonne, stwierdziła, że ze strony budowy piersi nie widzi przeszkód w karmieniu piersią. Obejrzała nogi czy nie puchną, obejrzała jednego pajączka w dołku podkolanowym i wpisała "do obserwacji". Obejrzała i zbadała brzuch. Malina przed nią uciekała. Normalnie jak Mężuś przyłoży rękę to Malinka zaraz gdzieś tam w okolicach się znajdzie (chyba że śpi na maksa). A tu - położna rękę do brzucha, a Malina z drugiej strony, położna rękę na drugą stronę - a Maliny już tam nie ma 😜 Jest zadowolona z ilości ruchu, ah, przy okazji stwierdziła, że po brzuchu nie widać, że to już tak zaawansowany etap ciąży. Powiedziała mi, że w 28 tc czeka mnie fizjologiczny spadek erytrocytów, bo Aniołeczek (tak cały czas mówiła) zacznie wtedy mocno rosnąć. Można temu przeciwdziałać odpowiednią dietą. Zachęciła mnie do wypróbowania zakwasu z buraków (podyktowała przepis), że to zupełnie inny burak niż ten pieczony, w zupie, czy jako buraczki do ziemniaków. Do tego koperek i szczypiorek zastąpić natką pietruszki. Natkę najlepiej zblendować, dodać do niej odrobinę oleju lnianego i tym polewać wszystko (zupy, warzywa, sery), ciecierzyca (nawet dokładne przepisy na pasty dostałam!). Zaleciła wizytę u dentysty, powiedziała też o tym, żeby adnotację dentysty wpisać w książeczkę ciąży (nie zauważyłam do tej pory tego miejsca 🤦‍♀️). W 30 tc mam iść do internisty, który też się wpisuje w książeczkę i weryfikuje wydolność oddechową. Powiedziała, żeby w chwili obecnej zadbać o "gimnastykę oddechową" (wyjazd do lasu i ćwiczenie głębokiego oddychania, np. 5 głębokich oddechów, spacerujemy dalej, po chwili kolejne 5 głębokich oddechów itd.) oraz wizualizować poród i skurcze. Skurcz ma być wchodzeniem na wierzchołek góry. A ja w trakcie tego wchodzenia mam się skupić na oddychaniu, tym głębokim właśnie, nie zaciskać się z bólu, tylko oddychać. Że ważne jest pozytywne nastawienie oraz otaczanie się pozytywnymi osobami. Bardzo polecam, ja po jej wizycie (niemal 2 godziny u mnie spędziła, tuż przed wejściem założyła fartuch jednorazowy, rękawiczki i maseczkę!) osiągnęłam drugi etap spokoju - bo mam kogoś, kto mnie poprowadzi i odpowie na moje pytania.

Drugą część dnia spędziłam na darmowych warsztatach online "Bezpieczny Maluch".

https://www.bezpiecznymaluch.pl/warsztaty/zapisz/sie

Miały trwać 3 godziny, trwały ponad 4. Jestem mega szczęśliwa, że nic nie kupiliśmy, bo dzięki tym warsztatom zyskaliśmy masę nowej wiedzy w zakresie sprzętu okołonoworodkowego (np. o fotelikach, śpiworkach/otulaczach, nianiach elektronicznych), ale też i sytuacjach niebezpiecznych dla dzieci. Oczywiście było kilka reklam - ale warsztaty darmowe. Myślę, że dla takich świeżaków jak my, pomocne i przydatne. Prowadzone przez ratowników medycznych, którzy posiłkowali się kilkoma specjalistami, ale też i podawali merytoryczne strony internetowe.

W piątek wizyta, zobaczymy, co nowego słychać.

Beta: 81,9 mlU/ml 😍. Super. Cieszę się ☺. Jestem szczęśliwa 😍. Mąż też. Dziękuję Bogu codziennie za niego, gdyby nie on, już wczoraj wylądowałabym w psychiatryku...

Decydujący wynik bety w sobotę, później zrobię jeszcze w poniedziałek a potem luuuz i oczekiwanie do wizyty, którą wstępnie zaplanowałam na 29.03, wg OM powinno być wtedy 6+6 tc. Tylko pozytywne myśli (kurde, nie jest to łatwe ale staram się, dla męża i Kropka) 🥺.

Staram się również nie myśleć o tym co było i o tym, co może być. Liczy się tu i teraz 💚🍀.

910806 przyjmij moje zaproszenie do przyjaciółek 😂 od grudnia się o to domagam 😂.

34tc+2

Wczoraj miałam usg. Córeczka waży już 2247 gramy i wszystko w porzadku 🥰 Nawet fiknęła głową w dół czego się nie spodziewałam bo nadal czułam ją po bokach. Tak się stresowałam przed wizytą.. 🤦🏻‍♀️ Na koniec wizyty lekarz mi powiedział że to już ostatnie usg, że nie ma już potrzeby robić, bo wszystko jest ok...🥺 Łzy mi zaczęły lecieć, bo JAK to OSTATNIE, przecież jak nie wytrzymam! Jeszcze jakby poród zaczął się rozkręcać w 38tc to ok, ale jeśli przyjdzie mi czekać do 41tc😳 no way! Na szczęście widząc moje przerażenie dał mi wizytę z usg ale z moim lekarzem od konsultacji za 4 tygodnie 🙏🏻 Ufff
W ogóle ten mój lekarz od usg to nie prowadził mnie w pierwszej ciąży wiec nie zna dokładnie mojego przypadku, robi tylko usg. Drugi lekarz od konsultacji prowadził mnie wcześniej wiec jest bardziej obeznany. Widzę go 17 lipca na comiesięcznie ważenie, mierzenie ciśnienia, pobranie krwi na toxo itp, wiec zobaczę co dalej, jakie plany, co z porodem. Chciałabym spróbować sn, ale boje się że nie zacznie się przed 41tc, znowu wziąć cc na żądanie, bo prościej to tak średnio... Heh zobaczymy 🤔

Z przygotowań to w sumie praktycznie wszystko mam. Zamówiłam ostatnio rzeczy apteczne, jeszcze nie przyszły, muszę dokupić jeszcze pampersy i chyba to będzie na tyle.
Spakować się dalej nie spakowałam. Tzn.wrzucam po mału rzeczy które będą mi potrzebne do łóżeczka. I tak, a to rzucę szampon, a to ręcznik, kiedyś uzbieram całość 🙈😅 Sama zresztą nie wiem co mam wziąć, niby listę jako taką mam, ale.. sama nie wiem w czym chce chodzić w tym szpitalu, czy ciuszki które wezmę dla Małej nie będą za małe/za ciepłe/za cienkie...🤷‍♀️ W tamtym roku po cc nie miałam kompletnie nic i jakoś sobie poradziłam, teraz mogę się przygotować i jestem zielona 🙄
Ze spaniem różnie, raz uda mi się przespać noc, raz spaceruje miedzy 2 a 6h bo a to siku non stop mi się chce, a to zgłodnieje po tych wycieczkach a to nie wygodnie 🤭 Na szczęście nie mam upałów narazie, jest ciepło ale nie do przesady wiec jakoś można funkcjonować 👍

35 tydzień ciąży (34+2)
4 dni do wizyty
19 dni do ciąży donoszonej
41 dni do terminu porodu

Witam jedyneczke z przodu! 😍 Jak cudownie! Synku, proszę jeszcze tylko minimum 19 dni ❤
Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy tak blisko. Jeszcze chwila i będę tulić swoje drugie dziecko. Będziemy w końcu w komplecie. Wczoraj spakowałam walizke. Ciul, będzie co ma być, a w razie tfu, tfu czego nie będę się stresować, że czegoś nie wzięłam. Wystarczy dorzucić sztućce i kubek, telefon z ładowarką i dokumenty. I gotowe. Teraz po prostu cierpliwie czekam. Za jakieś 2 tygodnie już robimy miejsce w pokoju dla maluszka. Nie mogę się doczekać 😍 Aby mój szwowy przyjaciel jeszcze wytrzymał! Proszę trzymaj! Trochę na więcej sobie pozwalam, trochę posprzątam, trochę pochodzę. Może nic się nie stanie. Jak czuję, że coś tam pobolewa to się kładę. Z resztą w zasadzie pół dnia się plączę, drugie pół grzecznie leżę. Musi być dobrze.
Mąż doszedł do wniosku, że będziemy robić ogrodzenie na naszej działce. Przeliczył kasę, wystarczy więc czemu nie? Zawsze to kolejny krok na przód. Ogrodzimy 3 strony, bez przodu, ale zawsze to granica jest. W tym tygodniu ma przyjechać geodeta i chłopaki chyba jeszcze się z tym uwiną w lipcu. Bardzo się cieszę, że nasze gniazdko coraz lepiej wygląda.

amaniii Czekam, może się doczekam (: 12 października 2020, 09:50

23 dc

Mamy już 23 dc, nie wiem na który dzień się nastawić z nadchodząca @.. Generalnie wacha się pomiędzy 29 a 31 dc 🤷🏻‍♀️ Btw.. czuje że ziółka działają ❤️ Czuje moje jajniki jak nigdy, śluz w tym miesiącu był taki piękny płodny i przezroczysty ❤️ Dawno nie czułam tego co w tym miesiącu.. Nie powinnam się nastawiać na nic ale tak się cieszę, że jednak coś ruszyły te ziółka.. Postanowiłam powiedzieć bratowej o tym, że staramy się o dziecko.. Jedziemy na jednym wózku w zasadzie. My się staramy o pierwsze , ona o drugie. Ale u niej też już to długo trwa, leczenie, sprawdzanie, monity i dalej nic. Łącznie jakieś 5 lat. Już przy pierwszym mieli problemy. Stwierdziła, że jak ziółka mi pomogą to w tedy ona wróci do starań. Miło mieć w kimś wsparcie, nikt poza nią nie wie o tym, że działamy i działaliśmy. Nie potrzebuje zbędnych slow i sugestii ze strony rodziny.
Natomiast druga moja bratowa przygotowuje się do porodu, tez po długim czasie starań...

W pracy też temat dzieci na okrągło. Jedna koleżanka jest w ciąży , w sumie to na początku czułam jakieś takie przytłoczenie tą sytuacja, jednak po czasie poczułam radość , że udało się jej , bo tak bardzo pragnęła bobasa ❤️ Dwie przyjaciółki tej dziewczyny + ja, w luźnej rozmowie jedna rzuciła ze teraz kolej na mnie i później następna 🤷🏻‍♀️ Powiedziałam , że sobie jeszcze poczekają, bo ja muszę kupić mieszkanie.. co mogłam innego powiedzieć 🤷🏻‍♀️

A propo jeszcze ziolek, mąż sam przypomina mi o codziennym piciu, przychodzimy z pracy (pracujemy głównie na popołudniu) i idzie wstawić wodę dla mnie ❤️ Kochany jest ❤️

Dzisiaj troszkę więcej napisałam, wena twórcza 🤪 pozdrawiam tych, którzy przeczytali do końca moje wypociny 🤗🥰

Milionowy dzień starań, enty cykl niepowodzeń

Ciagle w zawieszeniu ciagle czekam na decyzje o dofinansowaniu, ile można! Polskie urzędy…najchętniej wszystkie wsadziłabym do jednego worka i wysłała w kosmos.

Dziekuje Wam za poprzednie komentarze i porady, bierzemy cały worek supli, od każdej coś podebrałam i się tego trochę zrobiło 🙈

Zrobiłam w sobotę badania progesteronu w 20dc, nie mam pojęcia czy była owulacja, byłam przeziębiona, wszystko się wymieszało. Ale wynik w 20dc to 8,23 ng/ml wiec ciąży raczej z tego nie wróżę 🥴 ale tak jak mówię, nie wiem czy nawet owu była, tym bardziej ze od dwóch dni boli mnie prawy jajnik, dziwne uczucie raz prawy raz lewy i boje się ze tam się torbiel zrobiła, jeszcze tylko tego mi brakuje do kompletu szczęśliwych zdarzeń losu 🤦‍♀️ Zrobiłam tez badanie glukozy na czczo wynik 4,96 mmlo/l w przedziale 3,9 - 5,5. Myśle cały czas o zrobieniu krzywej ale jakoś nikt nie chce mnie na nią skierować. Wszyscy mówią że nie ma potrzeby. A tak w ogóle to nie wiem co się dzieje ale skróciły mi się cykle, zawsze to było 27-28 dni a ostatnio 24, czuje że teraz będzie to samo. Fakt, że w poprzednim mogłam mieć wczesna owulacje, bo na usg w 8dc miałam już pecherzyk 16mm. Wiec albo zdarza mi się wczesna owu ale coś się pochrzaniło. Żałuje że nie wzięłam w tym cyklu dupka żeby przeciągnąć cykl do przyszłego tygodnia tak do 30dc chociaż, może by się coś wyjaśniło z tym dofinansowaniem. No nic czekamy, czekamy…


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2022, 10:57

Długo nic nie pisałam bo co tu pisać? Kolejna stymulacja clo się nie powiodła, pęcherzyki w ogóle nie urosły...na początku byłam załamana a teraz gotowa do kolejnego cyklu z aromkiem. Przeciez cos musi mi pomóc, nie moge byc az tak felerna! Kupilam dodatkowo suple ktore polecily mi dziewczyny na forum i bede koksowala jajka ile sie da:) jestem zadaniowa więc i zadanie zostania ziemska mamą takze spelnie tylko potrzebuje włozyc w to wiecej wysilku ;)

RudaMaruda Kiedy w końcu się uda? 9 lipca 2020, 10:36

6 tc?
Wkurza mnie, że przez przesuniętą owulację każda aplikacja pokazuje mi co innego.

W niedzielę dostałam krwawienia. Na szczęście nie było zbyt obfite, ale i tak pojechaliśmy do szpitala.
Na Inflanckiej przede mną było 8 pacjentek, wszystkie do porodu, więc pojechaliśmy do szpitala Medicover. Tam wszystko poszło duuuuużo szybciej. Pani Doktor była przemiła i bardzo fajnie mi wszystko tłumaczyła. Krwawienie było niegroźne, mogą się takie zdarzać i podobno powinnam się martwić gdy będą większe niż miesiączka. Brzmi całkiem sensownie.

Chyba powinnam naprawdę na siebie uważać, bo wczoraj odebrałam swoje rzeczy z biura. Niosłam niezbyt ciężkie pudełko tylko przez parking a mimo to wieczorem miałam trochę brunatnego plamienia. Mąż zaraz nie pozwoli mi odkurzać. Ale Maleństwo jest teraz najważniejsze, nie chciałabym go stracić przez głupotę.

Na niedzielnej wizycie lekarz określiła, że nasz Mały Człowiek ma 2 mm i najprawdopodobniej bijące serduszko!!! Obie widziałyśmy jak mrugało do nas na monitorze :D To było coś wspaniałego. Podobno dopiero kiedy Maluch ma minimum 2,5 mm powinno się określać czy jest serduszko, ale tu było je naprawdę widać. 2 mm wskazują na jakiś 5 tydzień ciąży, co biorąc pod uwagę owulację miałoby sens.
Kiedy wracaliśmy ze szpitala (oczywiście Mąż pod placówką cały w nerwach, bo wirus i nie mógł ze mną wejść) powiedziałąm mu, że mamy 2 mm naszego Człowieka, który ma serduszko. Wtedy do niego dotarło, że naprawdę będzie Ojcem. Ta łza na jego policzku była najpiękniejszą jaką widziałam. Wspaniała chwila.
Następna już planowana wizyta w poniedziałęk 13/07. Nie mogę się doczekać, czas założyć kartę ciaży mam nadzieję.

Rodzice jeszcze nie wiedzą. Za 2 tygodnie odwiedzamy moją rodzinę, a za 3 Męża, wtedy chcemy im powiedzieć zamiast przez telefon. Na razie wie tylko Męża Siostra, bo w niedzielę byliśmy do niej umówieni na obiad. Mega miło mi się zrobiło jak zareagowała razem ze swoim Mężem. Naprawdę mieli łzy w oczach. Tak ciepło na serduszkach nam się zrobiło, że nam kibicują.

Na razie nie mam żadnych wielkich objawów ciąży oprócz sporadycznego bólu brzucha i bolących, powiększających się i ciężkich piersi. Już nie mieszczę się w swoje zwykłe staniki. Niedługo trzeba będzie kupić nowe niestety. Mdłości raczej nie mam, bardziej to cierpię na brak apetytu rano.

W pracy już powiedziałam przełożonemu o ciąży. Przy tym poziomie stresu na moim stanowisku wolę żeby ogarniał zastępstwo prędzej niż później bo nie wiem jak długo wytrzymam. Zdrowie i życie moje i Dziecka jest dla mnie ważniejsze.


No, czas iść zjeść śniadanie!

zosia_🙃 Never Lose Hope 🎀👣 9 lipca 2020, 11:09

Cześć dziewczyny dzisiaj 24 dc jestem na duphastonie i jutro mam 25dc i jutro jest dniem kiedy muszę odstawić duphaston i tym samym dzięki poradom staraczek ktore mówia, że powinnam wtedy wykonać test ciążowy aby ciąże potwierdzić lub wykluczyć , podobno kiedy bierze się duphaston trzeba testować za każdym razem przy odstawianiu ponieważ gdyby się okazało , że ciąża jest trzeba go brać nadal.
Wiem może was dziwić to że ja taka nieobeznana poprostu do tej pory jezeli chodzilo o dzidziusia to zawsze mialam nadzieje że jednak sie pojawi ' kiedy od lutego 2020 r od wizyty u ginekologa postanowilam bardziej zaplanowac przygotowac sie do ciąży , wszystko jest dla mnie takie nowe , ucze się wsłuchiwać w swój organizm , mierze temperaturę codziennie rano , kupilam tez testy owulacyjne , dużo spraw dotyczących badan itd jest dla mnie zupełnie nowa . Mam nadzieje , że się z tym oswoje powoli .

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)