14 cykl starań
2 dzień cyklu
Jakiś dziwny ten okres 🙈 Krwawienie słabe, szczególnie jak na mnie i do tego skoczyła mi temperatura jak w 2 fazie, a to przecież dopiero początek. Oby tylko nic się nie rozregulowało i dalej ładnie temperatura spadała aż do owulacji. Liczę, że ten cykl również będzie książkowy, bo chciałabym móc zrobić badanie drożności żeby mieć je z głowy zanim być może znowu zamkną oddziały przez wirusa.
Lubię od czasu do czasu czytać Wasze historie, szczególnie te, które skończyły się szczęśliwie. Daje mi to siłę, radość i nadzieję na to, że każda z nas po często długiej, wyczerpującej i bardzo trudnej drodze spotka upragnione szczęście. A wtedy to wszystko co za nami nie będzie już miało żadnego znaczenia. Tego nam dzisiaj życzę 🍀
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2020, 12:29
7dpt
B-HCG 103,0 mlU/ml
Progesteron 9,57 ng/ml
Progesteron znowu niski... a już dokładaliśmy dodatkowa dawkę crinone.
Mamy powtórzyć badania za 48h.
To moja pierwsza w życiu pozytywna beta. Pierwsza w życiu... jest nadzieja.
Niezależnie co pokażą kolejne badania - dla mnie to wielki krok w niepłodności. 🍀
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2020, 15:48
14 cykl starań
14 dzień cyklu
Dzisiaj 3 dzień objawów owulacyjnych. W tym miesiącu jednak już bez entuzjazmu i nadziei jaką miewałam w poprzednich miesiącach. Nauczona doświadczeniem wiem, że regularność cykli, owulacja i dobre samopoczucie nie gwarantują sukcesu. Ani liczenie ani odpuszczenie również tego nie gwarantują. Życie ma swój bieg, czasami nie mamy na niego wpływu chociaż robimy wszystko co się da. W tym cyklu mam tylko nadzieję na to, że będzie regularny, szybko się skończy i będę mogła działać z dalszą diagnostyką. Wróciłam z mężem z urlopu i bardzo chciałam psychicznie odpocząć, ale chyba zaczyna łapać mnie coraz większą rezygnacja. Tracę siły na wieczną walkę, dietę. Moja bliska zaczyna za moment 2 trymestr nieplanowanej ciąży, a ja nie wiem już na co liczę. Ile to jeszcze potrwa. Nadal się staram, ale chyba już z większym dystansem. Po roku przestałam robić testy. Mam jeden jedyny schowany w szafce nocnej. Obiecałam sobie, że użyje go tylko jak będę miała pewność, że coś na nim zobaczę po raz pierwszy.
Czasami zastanawiam się czy ktoś mnie nie przecenia, nie przecenia tego ile mogę znieść, jak wiele mogę unieść.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2020, 12:30
tc: 23+6, waga 61,4 kg
Nie mam cukrzycy ciążowej 😁
W piątek byłam na daniu i wyszło 77 - 107 - 101. Wyniki marzenie. Najgorsza w tym badaniu - dla mnie - jest konieczność siedzenia i tracenia czasu. 2 godziny z życia. Ale za to, jak zobaczyłam wyniki - zrobiły mi weekend
Oczywiście przed ich zrobieniem odstawiłam metforminę.
Weekend wreszcie słoneczny i piękny i tak bardzo potrzebowałam ciepła!!! Bez deszczu 🙃 Jeszcze wskoczyłam na rower. Brzuch nie przeszkadzał. Zrobiliśmy jakieś 5 km - co dla mnie jest miło odczuwalne, jednocześnie bez zadyszki.
Na tapecie mamy remont. Remont po polsku oczywiście. Jak się okazuje Panowie w ogóle nie mają poczucia czasu. Remont miał trwać 3 tygodnie. Trwa już 6 pełnych tygodni. Końca nie widać. Chcieliśmy się wprowadzić z końcem lipca, żeby już nie płacić za najem. Czarno to widzę. Nie zaglądam do mieszkania, żeby się nie denerwować. Tłumaczenia Panów są z tzw. dupy - złapałem jelitówkę - 2 tygodnie nieobecny; płytki się fatalnie kładą (zwykłe płytki, bez faktury, żłobień, układane na tzw. cegiełkę, żaden fantazyjny wzór, zwykła prosta ściana), pracownik B ma rwę kulszową (i nie ma żadnych innych na zastępstwo). Mieli zatem nadrabiać w sobotę. W sobotę pojawili się o 9:00 rano - Mężuś był tam pierwszy. A o 15:30 już ich nie było. Takie tam nadrabianie.
Pan cykliniarz miał wchodzić dziś. Najwcześniej wejdzie w piątek. Bo mu się coś przesunęło.
Meble do kuchni zamówione. Mają być montowane 23 lipca. Od 10 czerwca czekam na próbki kolorów. Dół kuchni będzie w ciepłym granatowym, blat drewniany, góra biała. Ten granat chciałabym wybrać. Od 10 czerwca się na próbki kolorów nie mogę doczekać. Miałam mieć w piątek - pan zapomniał. Czekam dziś. Ciekawa jestem czy się doczekam.
Mi hormony na łeb rzucają. Każda taka sytuacja powoduje chęć notorycznego płaczu. Albo sztywnienie szyi. Albo Mężuś zadzwoni, że się spóźni 15 minut. Płacz.
Malina reaguje bardzo mocno na Tatę. Jak tylko usłyszy go - puk, puk, puk - też tu jestem, proszę nie pomijać mnie w rozmowie. Gadał do brzucha wcześniej, ale ostatnio to są regularne pogawędki. Np. "A powiedz, kto jest najlepszym Tatą na świecie? 14 szybkich puknięć oznacza kogokolwiek innego. Jakikolwiek inny znak oznacza mnie". Są jakieś odzewy, tańce, wiercenie. "Ha, wiedziałem! Jestem najlepszym Tatą na świecie".
Udało nam się zrobić listę wyprawkową
Bardzo mnie to cieszy!!! Jesteśmy w tym zakresie do przodu
Kilka rzeczy z list internetowych wyrzuciliśmy, przy kilku postawiliśmy znaki zapytania.
Jedną stronkę polecę - ile ubranek dla dziecka urodzonego w jakiej wadze i o jakiej porze roku - no świetna strona. Of cors, że trzeba brać pod uwagę własne preferencje i fizjologię dziecka - myślę, że jest fajnym punktem wyjścia.
https://olibambi.pl/ile-ubranek-kupic-dla-noworodka-poradnik
Dziewczyny dziekuje Wam wszystkim za komentarze z calego serducha. Przekopalam internet, porozmawialam z osobami, ktore mialy naturalny transfer. Jezeli chodzi u mnie o koszt lekow chzy wizyt to moj transfer jest refundowany wiec na cale szczescie obecnie tym nie musze sie kierowac. Jedyne co to dojazd do szpitala 2h w jedna strone no i zeby miec pewnosc, ze endometrium bedzie ladne. W piatek udalo mi sie umowic prywatna wizyte w polskiej klinicie ( praktycznie wszedzie nie bylo miejsca) musialam do niej dojejechac ponad godzine. Z wizyty bylam bardzo zadowolona, ponad godzine, lekarz wnikal, zrobil porzadnie usg, wszystko sprawdzil i wytlumaczyl. Powiedzial mi, ze macice i endometrium mam ksiazkowe ( to ja sie pytam gdzie ta ciaza 😥😥😥) . Ta wizyta przekonala mnie, ze sprobuje jeden transfer na cyklu naturalnym jak wreszcie wszystko ruszy.
Dzisiaj pierwszy dzien cycklu i znowu lekki spadek formy a w miedzyczasie moja kolezanka na porodowce ....ah czy to bedzis mi pisane. Nie uzalam sie dzisiaj nad soba, mrozaczki sa trzeba je przetransferowac i sie modlic, zs zie uda.
Milego wieczoru. 😚
8cs 2dc
Ten miesiąc pod znakiem lekarzy. Androlog z wynikami nasienia, hormonki męża i moje fsh lh estradiol plus monitoring owulacji. Prawdopodobnie będziemy musieli wyleczyć bakterie i odłożyć starania, wszystko będzie jasne 15stego.
Dzisiaj ostatni dzień na antykach 😍 od weekendu mam jakieś plamienia brązowe, ale to może przez intensywnie spędzony czas. Byliśmy na weekendzie w Kazimierzu, odsstrwsowalam się trochę, w sobotę nawet udało mi się zapomnieć o pracy i trochę o ivf. W pracy koszmar, jeszcze tak źle nie było. O jakimkolwiek urlopie w lipcu mogę zapomnieć, kolejny mam planowany na koniec sierpnia, ale też nie wiem czy dojdzie do skutku. Nie mam szans na wolne po punkcji, czy transferze. Mam nadzieję, że będę czuła się miarę dobrze po punkcji i uda mi się skupić w pracy. Ciekawa jestem, jak to jest przy moimi AMH -8, po ponad 2 miesiącach antykoncepcji, to wychodzi jak protokół długi? 🤔
Uczucia mam mieszane, już to pisałam chyba wcześniej, z jednej strony radość że w końcu zaczynam a z drugiej strach co będzie, jak to wszystko pogodzę z pracą.
Dzisiaj ostatni dzień na antykach 😍 od weekendu mam jakieś plamienia brązowe, ale to może przez intensywnie spędzony czas. Byliśmy na weekendzie w Kazimierzu, odsstrwsowalam się trochę, w sobotę nawet udało mi się zapomnieć o pracy i trochę o ivf. W pracy koszmar, jeszcze tak źle nie było. O jakimkolwiek urlopie w lipcu mogę zapomnieć, kolejny mam planowany na koniec sierpnia, ale też nie wiem czy dojdzie do skutku. Nie mam szans na wolne po punkcji, czy transferze. Mam nadzieję, że będę czuła się miarę dobrze po punkcji i uda mi się skupić w pracy. Ciekawa jestem, jak to jest przy moimi AMH -8, po ponad 2 miesiącach antykoncepcji, to wychodzi jak protokół długi? 🤔 I jaki to ma wpływ na komórki?
Uczucia mam mieszane, już to pisałam chyba wcześniej, z jednej strony radość że w końcu zaczynam a z drugiej strach co będzie, jak to wszystko pogodzę z pracą. Staram się myśleć na zasadzie, że bez ivf i tak pewnie nie byłabym w ciąży, więc podchodząc do ifv nic nie tracę (oprócz kasy😁) a mogę tylko zyskać. Ale ja chyba podchodzę do tego zbyt ambicjonalnie, na zasadzie, że jak się nie uda to będzie moja życiowa porażka. 😒 Ostatnio mam mam też myśli, że małż robi to tylko dla mnie, mimo że powtarza, że on też tego chce, boje się co będzie jak się nie uda. Patrząc po wynikach to pewnie we mnie jest jakiś problem, że nie mogę zajść w ciążę i to mnie dobija.
I tak od euforii na początku wpisu do depresji na końcu 🙈 jak w kalejdoskopie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2020, 11:30
Intensywna niedziela...
Rzadko kiedy się zdarza żeby nasza niedziela była tak zabiegana, rano o 8 śniadanko, witaminki, kawa i w drogę... Najpierw oddać głosik na wyborach, później spacerek w lesie i nagle nas olśniło i pojechaliśmy do mojej mamy... Obiad, po obiedzie poszliśmy na kolejny spacerek nad rzekę, woda jak to po burzy bardzo wzburzona ale była rewelacyjna... Tak przyjemnie zmoczyć stopy w chłodnej wodzie przy takim upale.... Oczywiście odwiedziłam też babcie były tam kuzynki z dzieciakami, słodziaki 🥰 pobawiłam się z nimi chwilkę poganialiśmy troszke, zjedliśmy ciastko z borówkami i to nie mogło się dobrze skończyć, sukienka do wywalenia bo niestety borówka nie chce za dobrze schodzić...
Wróciliśmy do domu, dużego pustego domu... Ryczę jak dzieciak, poczułam że chce i to bardzo chcę zapełnić swoje serce miłością do maluszka... Mąż starał się nie zbliżać do maluchów, ale uśmiechał się i widziałam że serduszko mu mięknie i nabierają się mu łezki do oczu...
Dlaczego wszystkich tak interesuje kiedy my będziemy mieć dziecko? Po co te głupie teksty typu "no pasuje ci takie" "wprawę już masz to teraz tylko działać" miałam ochotę odpowiedzieć że to nie ich zasrany interes ale się ugryzłam w język i grzecznie odpowiadałam że jeszcze mamy sporo czasu....
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 czerwca 2020, 19:35
13 dc
Serduszkujemy ostro
Czuje, że dni płodne są właśnie teraz, owulacja powinna nastąpić za 4 dni według apki w telefonie, którą prowadzę skrupulatnie już parę lat. Przez 3 dni nawet po 2 razy, taki apetyczny ten mąż i nie ma nic na przeciw, grzech nie korzystać jak taka ochota na siebie :p wczoraj dzień odpoczynku, dzisiaj wieczorem będziemy działać dalej : > Nie oczekuję, że coś wyjdzie w tym miesiącu, wszystko na chillu 
Jestem coraz bardziej szczęśliwa, już niedługo urlop, po 7 miesiącach nareszcie zjedziemy do kraju
Rozpoczęliśmy kurs Holenderskiego, przyda się na przyszłość, nie planujemy zostać tu na stałe, chcę kupić mieszkanie, zjechać i szukać pracy w PL bo zabawa w kredyt to nie dla nas. Szybciej zarobimy a niżeli spłacimy zobowiązanie
No troszkę czasu mnie tu nie było... Ale w tym czasie trochę się działo w naszym związku, niekoniecznie dobrego... Odkryłam że mój mąż ogląda filmy porno... Ok no każdy facet ogląda, ale ja się strasznie z tym źle czułam... Z tą wiedzą... Nie gadałam z nim kilka dni... W końcu zaczął przepraszać i że już tego nie będzie oglądać, że oglądał z nudów itd itd... No kryzys pokonany, teraz nie ogląda albo tak dobrze się kryje z tym... Tego nie wiem i nie chce wiedzieć chyba.. Dziś 17 dc... Powiem szczerze że pomimo wszystko ja ciągle mam nadzieję, że jednak nam się uda... Ze mimo tych przeciwności losu jeszcze będziemy rodzicami.... W połowie lipca mąż musi powtórzyć badanie nasienia... Bardzo sie boje, ale jeszcze mam nadzieję... Podobno ona umiera ostatnia....
#małżeństwopociąży
Koleżanka z pracy gdy zaszła w ciążę (przede mną of course) pytała wszystkich "dzieciatych" czy dziecko wiele zmienia, bo ona słyszała, że wiele...
Hmmm, nasze relacje nie uległy zmianie. Marysia nie wpłynęła na nasze uczucia, nie czujemy (ja nie czuję, mąż nie mówi) zazdrości, zaniedbania przez dziecko czy coś w tej deseń, ale...
Nasze pożycie leży i kwiczy😱 Przez prawie sześć lat celowaliśmy w owulację, romantyzm🙈żaden🙈 prawie, a przez ostatnie 6 miesięcy jest to ostatnia rzecz w moim grafiku na którą miałabym ochotę. No nie chu chu 😫 Ech hormony i wieczne niedospanie robi swoje. Wtyszło że 3-4 razy odkąd jest Marysia 😶 ale mąż cierpliwy i stara się ❤️ wczoraj mnie już stopił...
Ciepłe dni spędzamy (oprócz spacerów) na balkonie (zacieniony od południa do wieczora) siedząc, a raczej leżąc z Marysia na takim a'la materacu z wełny wielbłąda (nietrafiony prezent od babci namówionej przez sprzedaż pokazowa 🙈). Mąż zabrał wielbłąda z balkonu, położył w salonie i włączył kominek - nie, nie mamy😔 ale UPC ma taką aplikacje na tv że płonie kominek na ekranie. No fulll romantic❤️🤗🤣
Może powoli jednak wrócę do czerpania radości z "tego" życia też 😜
27dc 5 cs
Cześć i czołem 😊
Jakoś w tej fazie cyklu jestem dziwnie spokojna 🤔 oby 🐒nie przyszła !
Zrobiłam kolejne badania, bo nie lubię siedzieć bezczynnie... po kolei będę wszystko sprawdzać. Taka jestem 🤷🏻♀️ jeżeli na coś mogę wpłynąć to już teraz chce to robić!
Badania robiłam 7dpo:
Progesteron: 17, 47 <f.lut 5,16-18,56>
TSH 1,976 <0,38-5,33>
FT3 4,6
,8-6,6>
FT4 9,11 <7,86-14,41>
P anty-TG <0,9 <0-4>
P anty-TPO 0,5 <0-9>
Ferrytyna 16,9 <11-307>
Żelazo 69 <60-180>
Wit. B12 284 <180-914>
Kwas foliowy 14,6 >5,9
Morfologia Ok
Także na podstawie tego wiem że z tarczycà nie mam problemów, z hormonami też nie. Anemia wykluczona - chciałam sobie to sprawdzić bo często jestem zmęczona w ciągu dnia i bardzi dużo włosów mi wypada. Myśle ze zacznę suplementowac sobie żelazo skoro i tak ciężko się wchłania a może włosy trochę przystopują🤷🏻♀️
Także dalej nie wiadomo co jest na rzeczy, ale patrzę już bardziej optymistycznie, bo przed nami wakacje w ciepłych krajach 😍już nie mogę się doczekać 🙈 pragnę wygrzać ciałko do następnego sezonu 😎 i naładować energię do dalszych starań🍀
Powodzenia staraczki !
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2020, 17:40
6 dc.
[Po wizycie z programu.] Korona ma swoje pozytywne skutki. Szpital pusty, przychodzimy na wizytę na godzinę, Pani dr po nas wychodzi, opóźnienie (jak na nfz-towskie realia żadne), tylko 15 min 😛 Jednak tu się kończą pochwały... Kurczę, całe szczęście, że pomyślałam, aby się zapisać na wizytę kontrolną przez histeroskopią. Chciałam mieć pewność, co jeszcze mam przygotować, jakie badania zrobić. No i co się dzisiaj okazało - gdybym nie przyszła, prawdopodobnie zabieg by się nie odbył ze względu na dzień cyklu! Otóż, termin operacji to 10 sierpnia, a to wypada mi 13 dnia cyklu (+- 2 dni). Pani dr dziś mi powiedziała, że pacjentki po 14 dc nie kwalifikują się do zabiegu (!) TERAZ się dowiaduję, nie wspomniała o tym ani poprzednia lekarka, która wystawiała skierowanie, ani pani w recepcji, z którą ustalałam termin 😡 (fakt, że z półrocznym wyprzedzeniem trudno o dokładność, no ale przynajmniej można było poinformować pacjentkę...) Całe szczęście, że dzisiejsza wizyta była 6 dc, bo od dzisiaj mam brać antyki, aby mieć pewność, że za miesiąc do zabiegu zostanę dopuszczona. Uh, ręce mi opadają z tą "służbą zdrowia".😑
No nic, dobrze, że już (chyba) wszystko wiem. Do zrobienia: grupa krwi, cytologia, prawdopodobnie muszę powtórzyć chlamydię, bo był problem z wynikiem. Tabletki już zakupione. Dzisiaj pierwszy raz w życiu przyjmę antykoncepcję hormonalną. Dziwne uczucie... 29 lat się uchowałam bez tego... owszem, był czasem lęk przed wpadką, 2 razy się zastanawiałam nad tabletką dzień po... ale nigdy nie wzięłam. A teraz, kiedy tak bardzo czekam na każdą owulację, i szkoda mi każdej niewykorzystanej szansy, muszę odpuścić 2 całe cykle. To jest chyba w tym wszystkim najtrudniejsze. Nie operacja, bieganie na badania, leki. Tylko ta świadomość, że muszę wziąć tę cholerną tabletkę, która zablokuje moją naturalną szansę na dziecko. Może przesadzam, wiem, że to tylko środek do celu, że np. przed ivf to standard, ale jednak coś w tym jest, że gdy robimy coś wbrew instynktowi, to nie czujemy się z tym dobrze.
Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie znalazła plusów 🙂 Antyki mam brać ciągle do zabiegu, a to oznacza, że nie będę mieć okresu, który oczywiście miał pojawić się w samym środku urlopu 😛 Dodam, że w warunkach mocno "campingowych" bez dostępu do prysznica codziennie. HA, @ przechytrzona, chociaż ten 1 raz! 😆
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2020, 17:47
34tc+3d, waga 61,1kg (+7,1kg)
(Acard, Neoparin, Encorton, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin, Maglek)
Krew w moczu okazała się jakimś zakażeniem, dostałam antybiotyk. Jutro kontrola siurków i morfologii czy jest ok, kolor już normalny więc powinno być dobrze.
Nie umiem tego wyjaśnić, ale coś jest inaczej.. Dziwnie się czuję. Coś dzieje się z moim ciałem, nie chodzi o skurcze czy akcje porodową, ale coś się zmienia, to zmiana zarówno psychiczna jak i fizyczna. Zaczęłam pakować torbę do porodu (choć syndrom wicia gniazda nadal się nie uaktywnił), robię się też spięta, nerwowa (to do mnie nie podobne, nawet w ciąży), w sensie jeszcze nie warcze na otoczenie, ale czuję jak w sytuacjach, które zupełnie nie powinny wywoływać emocji rośnie mi ciśnienie i najchętniej bym poprzegryzała ludziom tętnice 🤦♀️ Z objawów fizycznych to od trzech dni nie wiem co to zaparcia (przepraszam za dosłowność), zaczęłam chodzić jak kaczka i mogłabym spać na potęgę. Odstawiłam dzisiaj luteinę, zobaczymy co na to macica.
Martwi mnie utrata wagi.. Ale nie jestem w stanie jeść przez mdłości.. 🤢
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca 2020, 05:55
18 dc
Dziś wróciłam do pracy na 4 dni. Wczoraj bolała mnie głowa. Dziś raz przez chwilę kłuło mnie w lewym jajniku.
Jeszcze 2 tyg temu wyszedł mi trądzik na szyji. Raczej nie są to syfy do wyciśnięcia. Może to od maseczki. W której spędziłam 4 godziny.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2020, 20:06
8 cs (21 dc, 9 dpo)
Widzę, że uaktywniam się tu pod koniec cyklu.
Zrobiłam test i łudziłam się, że coś pokaże. Że to będzie ten dzień. I dupa, jak zwykle. Zawsze na tym etapie nachodzą mnie wątpliwości. Z jednej strony bardzo chce drugiego dziecka, z drugiej strony może powinnam odpuścić i cieszyć się tym co mam?
Jesteśmy w trójkę, właśnie spłaciliśmy hipotekę. Możemy żyć pełnią życia. A w głowie mamy ciagle starania i rozważania czy sprzedać mieszkanie i wybudować większy dom (co wiąże się z kolejnym kredytem) gdyby pojawiło się kolejne dziecko.
8 dc
Trochę mnie nie było dlatego napiszę co się u mnie działo od ostatniego wpisu.
* Byłam u lekarza w sąsiednim mieście skonsultować podejrzenie torbiela, ale na szczęście okazało się, że nic nie ma, więc albo się wchłonął albo to był przerośnięty pęcherzyk (29mm). Swoją drogą trafiłam na miłego i bardzo dokładnego gina. Jeszcze nie miałam tak długiego badania i omawianego każdego szczegółu. Dowiedziałam się, że wszystko w środku mam idealne, wyniki dobre. Byłam zaraz po owulacji, widać było zapadnięty pęcherzyk. Nie brałam w tamtym cyklu ani lametty ani ovitrelle, a mimo to pęcherzyk był i pękł. Jaki jest sens faszerować się lekami i zastrzykami? Pytałam lekarza o inseminację, odradzał, powiedział, że szanse na powodzenie są takie same jak przy naturalnym zapłodnieniu. Zaproponował in-vitro.
* Robiłam badania ANA2- wynik ujemny 
* 29 maja mąż robił badanie SCD. Wynik miał być po 3 tygodniach, ale wyjechał i nie miał jak odebrać. Stwierdziliśmy, że odbierzemy przy mojej wizycie. Tydzień temu zadzwonili do męża z kliniki, że konieczna jest konsultacja andrologiczna. Nie wiedziałam czy coś jest nie tak z wynikiem czy dzwonią bo długo nie odbieraliśmy wyniku. Wczoraj tam pojechaliśmy i tylko się wkurzyłam, ale o tym później. Udało mi się wejść do gabinetu razem z mężem chociaż jest zakaz przychodzenia z osobą towarzyszącą. Myślałam, że umuwiłam męża do androloga, a okazało się, że to urolog. Nie jestem zadowolona z wizyty. Zrobił co prawda badanie USG, ale powiedział tylko, pokazując na monitor, "to są pana jądra". Pytał męża czy wstaje w nocy siku, czy w rodzinie ktoś chorował na kamicę, czy pali/pije, ale nic nie tłumaczył. Badał zadając pytania, a ja czekałam aż powie że wszystko jest super, że nie widzi żadnych nieprawidłowości, nie mówił nic co mnie irytowało. Na koniec wizyty sama zapytałam czy jest ok i wtedy dopiero mnie uspokoił. Pytałam też co z tym wynikiem DNA plemnika. Przejechaliśmy przecież 150km żeby skonsultować ten wynik , którego jak się okazało, on nie miał u siebie w komputrze. Przepisał suple (Fertilman plus) i kazał przyjść za 3 miesiące i na następnej wizycie omówi wynik. Zagotowało się we mnie. Wyszliśmy. Na recepcji zapytałam o wynik i bez problemu go otrzymałam. Wróciliśmy się do tego urologa, a on zrobił się opriskliwy i nerwowo stukał w klawiaturę z miną mówiącą: "po cholerę oni znowu przyszli, mieli przyjść na następną wizytę, a tak pewnie nie przyjdą skoro mają już wynik i przepadnie mi 200zł".
Wynik badania SCD: Fragmentacja DNA 30%
Nie jest dobrze, ale chyba nie jest tragicznie.
* Prywatnie u nas wszystko wporządku. Miłość kwitnie. W piątek jadę na wizytę do swojego gina. Będziemy nocować w Poznaniu i weekend przeznaczamy na zwiedzanie. Daliśmy sobie jeszcze 2 miesiące. Jak się nie uda to decydujemy się na in-vitro. Oboje stwierdziliśmy, że nie chce nam się już jeździć co miesiąc na wizyty, z których nic nie wynika i zostawiać kupę kasy lekarzom, którzy nie mają na nas pomysłu.
Tak na szybko 
Dzisiaj Pola miała dentyste. Wizyta wyglądała na bardzo bezpieczna i profesjonalną, Pola była super dzielna! Jestem z niej mega dumna! Ząbek który rośnie krzywo wyprostuje się
Ostatnio ma fazę na Kucyki pony 
Po dentyście byłyśmy po mleko dla Olka w aptece i Poli saszetki na wyrównanie flory bakteryjnej układu moczowego.
Po drodze Oli nie usnął,zasnął w drodze powrotnej ale go obudziłam po 10 min.w domu.
Przechodzilysmy dzisiaj koło miejsca gdzie prowadziłam ciążę z Pola..chcialabym być jeszcze raz w ciąży,mieć dziecko. Ale wiem,że to nierealne..
14 dc 61 dzień suplementów męża
Czas leci. Ostatnio mało tu zaglądam. Wczoraj miałam wizytę u ginekologa. Pecherzyk w lewym jajniku 17mm. Lekarz stwierdził że nie ma się do czego przyczepić. Jak dla niego wszystko jest okej. Mam przyjść na wiosnę kiedy covid nie będzie już siał takiego spustoszenia i wtedy sprawdzimy drożność. Na ten moment nie ma takiej możliwości.
Juz pełne 2 miesiące suplementacji, ciekawe czy coś się tam u mojego męża polepsza. Ale nie chce sprawdzać bo po pierwsze i tak jest za wcześnie, po drugie ufam lekarzowi i jak powiedział pół roku to będzie pół roku. Wiem że gdybyśmy zrobili wyniki w grudniu i nie byłoby efektu WOW to tylko bym była zła i psychicznie dobita. Nie będę dokładać sobie cierpienia. Mamy jeszcze 4 miesiące. Szczerze już nie wierzę w cud, ale też jakoś nie wiem co począć dalej.
Oby te głupie starania dobiegły czym prędzej końca, po trzech latach można popaść w niezły dołek, a seks już i tak nie cieszy tak jak kiedyś. Chciałabym wyłączyć myślenie ale nie potrafię.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.