To może zacznę od pozytywów. Są zdjęcia z sesji z Maćkiem. Niestety nie poszło tak dobrze
- wszyscy byliśmy jakoś przytłoczeni i brak był energii więc są tylko 4 które są moimi lubionymi.
Na pierwszy rzut: "Babciu żyj z Tym..." czyli Kuba pokazujący łapkami jak postała Gaja 

Front objawowy: to co zwykle - brzuch napięty, skurcze bardzo częste, cześć bolesna ale nie jakoś mocno na górze brzucha lub podbrzusze, mała chyba się obniżyła bo jak chodzę czuję jakby "parcie" w dole koło pęcherza.
Za to apetyt mi dopisuje i jem dziś jak zwierzątko 
Wczoraj miałam 37,5C ale wzięłam Apap i piję mleko z miodem i masłem
i o dziwo dziś ok
tylko katar mam.
Za to Kuba non stop 38C i zdycha.
Przygotowania:
- obczajenie funkcjonowania sprzętów typu KATAREK
- czytanie instrukcji do leków, suplementów i kosmetyków dla Malutkiej
- ostatnio skończyłam czytać:
a) "Jak się nie dać Baby Blues"
b) "Język niemowląt" - och jak bym chciała, aby porady z tej książki działały!!! No ale życie pokaże 
No to co? Kończymy leniwy weekend i zaczynamy kolejny leniwy tydzień
Nie wiem jak z tak wolnego trybu nic nie robienia wskoczę w tryb nowowrodek - czyli na najwyższe obroty 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2014, 18:22
Nie wiem w sumie od którego dnia liczyć te spóźnienie. Bo normalnie cykle 31-32 dni a teraz licząc od owulacji w 24 dc to powinien niby być cykl 38 dniowy. Jakoś długi... Ale czytałam też, że fl może mieć od 10 do 14 dni. Więc może liczyć że 10 i wtedy 34 dniowy cykl był by... Pogmatwanie z poplątaniem.
Fakt faktem, że od owulacji minęło ok 15 dni, więc coś już powinno wykryć...
Czy któraś z Was miała taki strach przed tymi testami z moczu? Kurde ja się tak boję, że będzie jedna kreska, że chyba pójdę na betę... Nie wiem czy to normalne. Ogólnie jestem nienormalna, ale po tych 9 miesiącach rozczarowań nie chcę już kolejnego 
Ogólnie mam jakoś doła...
17tyg 4dni

Straaasznie leniwy weekend
Korzystamy z ciszy i spokoju zanim się pojawi mały krzykacz w domu, hihi. Nie robimy zupełnie nic oprócz podstawowych życiowych potrzeb czyli mąż pojechał do sklepu, a ja zrobiłam obiad
oglądamy seriale, gramy na ps3, lubimy się obijać 
Maluszek daje o sobie znać coraz częściej co mnie cieszy niezmiernie. Wczoraj w łóżku mnie gilgotał od środka. Za dwa tygodnie z groszem USG połówkowe, nie mogę się doczekać! 
Znowu zaczyna mnie łapać zmęczenie, bolą plecy jak za długo stoję (jak dzisiaj przy garach). Boli mnie tak od 'spodu', rozciągam się chyba i troche mi to przeszkadza. Mam nadzieje, że się nie pogorszy. Czasem zgaga złapie i skurcze w nogach w nocy, dzidzia witaminy ze mnie wysysa. Ochota na seks się zwiększa co mnie cieszy, bo od poczatku ciąży jest kiepsko. Brzuch rośnie i go uwielbiam. Tyle
Kolejny tydzien się kończy, coraz bliżej do narodzin maluszka 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2014, 22:02
Oj znowu kilka dni mnie tu nie było 
Zapisałam nas do Łodzi do genetyka na badanie kariotypu, podzwoniłam i znalazłam coś na wcześniej..bo u mnie to dopiero na 21 lipca..a w Łodzi mamy na 12 maja..więc dużo szybciej..
Jutro idę do gina- żeby mi zinterpretowała wyniki- bo przecież u profesorki dopiero na maj muszę się zapisać..bo brak wolnych terminów..
a muszę wiedzieć mniej więcej co i jak, czy coś jeszcze robić?jakieś badania itd.. muszę wziąść też receptę na duphaston lub luteinę..i zapytać o acard- bo niektórzy też biorą go na łatwiejsze zagnieżdżenie..a ile w tym prawdy to nie wiem..
W ogóle teraz będę rzadziej, bo w środę już przeprowadzka..tyle jeżdżenia po sklepach, pakowania, rozkręcania i przewożenia mebli..itd... ledwo co dzień się zaczyna a już się kończy.. 
Muszę załatwić sobie jakiś dobry bezprzewodowy internet..żeby być z Wami na bieżąco.. 
Nowy cykl zaczęty..
mam nadzieję, że będzie on owocny..i ostatni..

..bo mam już dość..
..ja chcę już być mamą..

No i stało się: dzisiaj rano po raz pierwszy wylądowałam z głową w sedesie. (Nie za wcześnie?)
Chciałam swoich objawów to je mam. Nie przeszkadza mi to ani trochę. 
Mój mąż strasznie mnie pilnuje: na bieżąco sprawdza co mogę jeść, czego nie mogę, co jest zalecane w ciąży, a co nie. Jest kochany.
No i wczoraj wymyśliliśmy (jednogłośnie!) imiona dla naszego maluszka: dla chłopczyka Jaś a dla dziewczynki Hania.
A za oknem wiosna w pełni. Niebieskie niebo, zero wiatru. Zaraz wybiorę się na dłuższy spacer z moim pekińczykiem.
No i zaraz jak wrócę to pójdę do przychodni, żeby zapisać się na wizytę u mojego GP (lekarz pierwszego kontaktu). Ten powinien skierować mnie do położnej, która poprowadzi moją ciążę.
No wczorajsza wizyta super dostałam euthyrox 50
Ginek powiedział że pęcherzyki nie rosną
Ale przepisał Clo i duphaston. W 12 dc wizyta kontrolna. Czeeekam.
Wczoraj dowiedziałam się, że mój były narzeczony, z którym planowałam całą wspaniałą przyszłość i za którego oddałabym wszystko, a który mnie zdradził i zostawił, wrócił do miasta. I pojawił się na treningach, na które ja chodzę, a na które zaczęłam chodzić przez niego. Ale mało tego wszystkiego, że być może będę go musiała oglądać po 3 latach udawania, że nie istnieje, to oczywiście co, tyle było gadania, że kariera, a nie żona i dziecko i co???? I dupek przylazł się pochwalić synkiem malutkim. Dobrze, że mnie tam wtedy nie było, mam czas na przetworzenie tych informacji... Ale zastanawiam się jak bardzo trzeba być bez serca, żeby poinformować kobietę, która stara się o dziecko i jedno już straciła nie tak dawno, że jej były, który zrobił jej tyle krzywdy ma dzidziusia? I zrobić to z uśmiechem na twarzy, jak gdyby nigdy nic? Nawet sobie nie wyobrażacie jak się poryczałam jak stamtąd wyszłam. Wiem, że trzy lata to długo i powinnam mieć wszystko w dupie. Ale nie mam. To nie jest rzecz, o której potrafię zapomnieć i która w pewnym momencie przestała boleć. Wierzyłam całym sercem i całą sobą, że zawsze będziemy razem, a nawet jak się rozstaniemy, zostaniemy przyjaciółmi. Ostatni idealistyczny związek na śmierć i życie i ostatnie tak traumatyczne doświadczenia. Aż do momentu utraty największego cudu... I teraz dowiaduję się, że on, który wcale nie chciał i miał wszystko gdzieś oczywiście MA. A ja? Zasrany szczyt niesprawiedliwości. Poczułam się taka... pusta w środku. Jakbym nic w życiu nie osiągnęła. Czym bym się nie cieszyła, zawsze ktoś to popsuje albo mi zabierze. A byłabym już w 6 miesiącu i miała absolutnie WSZYSTKO inne w DUPIE. Just my luck.
Dziś 13 dpt ... jutro wypadało by z zaleceń gin zrobić test .. ale nie wiem czy zrobię, zamówiłam sobie na allegro o czułości 10 i czekam aż mi przyjdą, zobaczymy albo one dotrą pierwsze do mnie, albo pierwsza zawita @ ...
16 dc, no już prawie 17 
pozostało 9 dni do końca...
zaczęłam się stresować czy torbiel zniknie... wcześniej zniknęła nawet po słabszych lekach, więc teraz też powinna, ale życie lubi być przewrotne...
jakoś zaczynam sobie wszystko układać, wróciłam do swoich pasji, dają mi wielką radość, może kiedyś zaczną przynosić mi jakieś dochody:)
jednak muszę zakończyć kilka swoich zleceń, których robić nie lubię, ale nie mam wyjścia muszę je doprowadzić do końca...
poza tym jest dobrze, myślę pozytywnie, jak świeci słońce to życie jest zdecydowanie piękniejsze (a mówiłam mężowi, żebyśmy zamieszkali w Hiszpanii, wtedy byłabym non stop szczęśliwa
)
ale są i minusy tego mojego ciągłego oczekiwania, braku ćwiczeń, braku jakiegokolwiek ruchu i leków, 7 kg na plusie... ale cóż ciąża (której jeszcze nie ma) wiąże się z przyrostem wagi, a to, że ja zaczęłam wcześniej to trudno. odchudzać się nie zamierzam, bo zawsze byłam chudzinką, więc te 7 kg jeszcze mi krzywdy nie zrobiło, a poza tym jestem uzależniona od słodyczy i nie zamierzam tego uzależnienia leczyć 
na koniec jeszcze dodam, że co noc śnią mi się ciąże, albo dzieci, moje, czyjeś, wczoraj np. śniło mi się, że moja 55 letnia ciotka była w ciąży (a ma już wnuki!) jednak nie mam do końca równo pod sufitem 
miłego tygodnia Wam życzę!
ps. nie lubie poniedziałków!
Wczoraj okresu nie dostałam i mam nadzieję że na 9 miesięcy się nie pojawi
Temka dziś 37,09
Dzisiaj zaczyna się najgorszy tydzień w moim życiu. Będę musiała w pracy robić nadgodziny i na dodatek temperatura mi spada czyli zbliża się @.
Nadgodziny są oczywiście z powodu mojego "ulubionego" klienta, który sprawia same problemy i na dodatek balansuje na pograniczy prawa.
Stres i jeszcze raz stres
((
Ale jest jeden plus postanowiłam od czerwca zmienić pracę
)) Wiem, że mogę spaść z deszczu pod rynnę ale cóż, kto nie ryzykuje ten nic nie ma:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 marca 2014, 07:17
Brrry takiej jesieni nie lubię, za oknem szaro i ponuro. Obudziłam się o 4:30 z zawrotami głowy i poczuciem, że zaraz zemdleję, hmmm cukier mi spadł. Poszłam do dużego pokoju i zawinęłam się w koc,pies się przytulił i tak razem buszowaliśmy w necie, żeby K. sobie pospał. Za kilka dni koniec stażu i koniec laby. Trzeba będzie otwierać rano oczy i maszerować do pracy. Ale tylko 3 tygodnie bo potem urlop
. Trochę się wczoraj podłamałam (och jakie to typowo babskie) próbowałam kupić spodnie bo niestety przytyłam i kurczę złaziłam się jak durna. W lipcu mieściłam się w 38 wczoraj zakupiłam już 40 i to z gumką w pasie. Ehhh czuję się jak taki wielki piankowy ludzik, mam wrażenie, że to woda bo jestem masakrycznie spuchnięta (nawet powieki). No cóż czego się nie robi dla spełnienia pragnień 
Dziś mija dokładnie tydzień odkąd zobaczyłam cień cienia na teście i otrzymałam wynik bety - 13,7 
Ciężko jest mi opisać co czuję, bo chyba nadal to do mnie nie dociera..
W weekend byliśmy u teściów - powiedzieliśmy im - bo jak inaczej wytłumaczyć że nie nie napiję się wina, którego do tej pory nigdy nie odmawiałam heheh?
Wyściskali nas strasznie 
Jak emocje trochę opadły podsunęłam teściowi moje badania (jest ginekologiem) i powiedział, że jestem zdrowa jak ryba (Jupiiiiii!!!
)
W niedzielę wracając od teściów wpadliśmy również do moich rodziców na wieczorną herbatkę...Hehe, nie mogli uwierzyć - tacie odebrało głos, a mama cały czas pytała czy to nie prima aprilis.
Oczywiście nikomu innemu ani słowa (rodzice też mają zakaz), no i oczywiście prosiliśmy o umiarkowany entuzjazm, bo jest na tyle wcześnie że jeszcze nic nie wiadomo... choć wierzymy, że będzie dobrze!
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 marca 2014, 10:16
3 cykl starań zamknięty.
Zaczynamy 4.
No cóż, nie ucieszyłam się, że dostałam okres, ale tragedii nie ma. Jednak troszkę bardziej mi smutno niż ostatnio. Zastanawiam się dlaczego się nie udało. Wiem, rozumiem, że tak się po prostu zdarza. Że statystyczna para stara się ileś tam cykli. Ale taka myśl mnie naszła.
Coraz bardziej zastanawiamy się z mężem, czy aby jego choroba, a konkretnie leki nie wpływają na nasienie. Źródła różnie podają - że nie ma to wpływu, inne że może mieć, ale niewielkie.
Z tej przyczyny mąż zdecydował się na wizytę u urologa. Chce potwierdzić, że wszystko ok, bo coś tam u siebie wyczuł. Pewnie to nic takiego, ale chce się upewnić. Przy okazji zapyta o płodność i będzie chciał zrobić badanie nasienia. Uznaliśmy, że skoro już tak będzie, to przy okazji można wykluczyć też ten czynnik u niego. Zobaczymy jednak co powie urolog. Ale najpierw musimy się umówić na wizytę 
Wiem, że głupie jest takie dawanie sobie czasu. Ale ja przewiduję, że zajście w ciążę powinno nam zająć mniej więcej pół roku, do 8-9 miesięcy. To podobnie, jak mówił mi mój gin. Zaczynamy już 4 cs, więc coraz bliżej
Czuję, naprawdę czuję, że niedługo się uda
Nie koniecznie w tym cyklu, ale wiosna/lato będzie nasza 
W weekend byliśmy u znajomych, którzy są młodym małżeństwem (niej więcej w naszym wieku) z dwójką małych dzieci. Ignaś ma 1,5 roku, Antoś 3 miesiące. W rodzinie nie mamy takich małych dzieci, z 3, 4, 5 i 6 latkami mam do czynienia na co dzień. Tak więc wielkim wydarzeniem było dla mnie wzięcie na ręce Antka
Piękna chwila. Ale co mnie zdziwiło najbardziej? Mój mąż poprosił mnie bym mu tego szkraba położyła na kolana
Troszkę mnie to zszokowało, bo pewna byłam, że nie będzie chciał, że będzie się bał. Jaki to fajny widok
Po tym doświadczeniu jeszcze bardziej chcemy dziecka 
Rodzice tych dzieciaczków starali się o pierwsze koło 7 miesięcy, sami kiedyś nam się żalili, że długo to u nich trwa. Nie leczyli się, nie mieli żadnych problemów. Ale udało się. Potem nie planowali dzieci od razu, a tu wpadka! Kiedy Ignaś miał 4 miesiące. Ciąża niewskazana, bo świeżo po cesarce. Do tego każda kolejna ciąża musiała być rozwiązywana przez cesarskie cięcie, bo znajoma ma ponoć jakoś dziwnie zbudowaną miednicę i inaczej nie można. Mieli trochę strachu, ale dali radę. Teraz mają dwójką małych dzieci z niewielką różnicą wieku.
To jest to, czego i jak bym chciała. Dzieci z niewielka różnicą wieku. Zawsze o tym marzyłam. Będziemy się starać. Może pierwsze pojawi się już niebawem? 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 marca 2014, 10:30
Ciaza z drugim synkiem 
Powtorzylam dzisiaj test bo maz nie chcial uwierzyc testa pAskowym ktore zakupilam na ebay. No wiec dzisiaj zrobilam test plytkowy zakupiony w aptece. Oczywiscie test pozytywny, chociaz kreski nadal nie sa rownej barwy ale ze kreseczka napewno jest jeszcze ciemniejsza od wczorajszej to jestem spokojna...Wysylam mezowi przez iphone zdjecie z testem a ten mi odpisuje ze wolalby jednak potwierdzenie od lekarza. Nosz kurcze co w tego czlowieka wstapilo, czy on nie moze normalnie sie cieszyc...Powiedzialammu zeby w takim razie zadzwonil go mojej ginki i zapytal kiedy najlepiej przyjsc. Chcialam z tym poczekac jeszcze z tydzien i pojsc dopiero gdzies w pioowie 6 tygodnia a wiec jakos 4 kwietnia ale z maim mezem to nie przejdzie. On juz teraz musi tam byc...Mam nadzieje ze pani doktor bedzie rozsadniejsza od niego 

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 czerwca 2016, 09:56
30 dc i nie ma @ 
No i dupa! W tym cyklu już nic się nie wydarzy. Luby, (którego z ogromną chęcią nazwałabym tu inaczej ale nie przystoi mi), nawalił na całej linii. Zawiódł mnie na maksa. Nie będę wnikać w szczegóły, nieważne! Ni mam się ochoty do niego przytulić, nie wspominając o seksie! Nim wnerw przejdzie będzie już po owulce. Mam już to wszystko głęboko gdzieś!!! 3 dychy na karku a tu ani rodziny ani nic, zupełnie jak 10 lat temu. Zero progresu. Dół jak stąd do Uzbekistanu!
No i nie skoczyla
a chuj tam, przeszlo mi marudznie, mam dobry humorek
Wczoraj bylo KROLICZKOWANIE 
WYJASNIENIE TERMINU KROLICZKOWANIE: serduszko na wykresie wstawia sie w przypadku jednego wspolzycia, kroliczka wstawia sie w przypadku KROLICZKOWANIA, czyli kilku szybkich WLOZ- WYCIAG pod rzad
hahahaha
Dzisiaj do roboty na 2-3 godzinki tylko
oj prawy jajcor cos sie dobija, myslalam ze tempka skoczy...nie wazne- wazne ze nadal szyjka jest w gorze, wiec szansa jest jeszcze na owulancje 
Dzisiaj od 13.00 ogromny bol jajcora lewego i bol owulacyjny, takie gdy nie moge wciagnac brzuszka
oj oj oj bedzie sie dzialo
szkoda, ze jestem w pracy...ale za godzinke powinnismy byc w domu
w majtach mokro 
od godz 13.00 bol lewgo jajnika bardzo mocny
za godzinke bedziemy w domu to moze zdaze jeszcze przyatakowac malzona
godz 16.00 sluz rozciagliwy i seksiur
dopadlam go przy obiedzie
jak przez zoladek do serca to moze byc od dziurki do zoladka
hahahah
Gazy i wzdecie po seksie
ufff myslalam ze popyrkam w trakcie
hahahah
Nadal trzyma mnie bol owulacyjny
zaraz zmierze tempke jak posiedze chwilke w bezrucho, bo wiem jaka powinna byc popoludniu poowulacyjna 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 marca 2014, 19:52
29dc
Dzwonilam do kliniki aby za wczasu umowic sie do dr mojej , lecz niestety nie ma jej wtedy i na dodatek 1 dzien w ta czy w tamta tez zajete.
Wiec mam zadzwonic pdzy miesiaczce i pojde na jednorazowa wizyte do profesora.
Poprosze moze o sztuczny cykl. Powiem ze czuje sie bezpieczniej. Oczywiscie jesli profesor wezmie to pod uwage. Bo jednak on jest lekarzem nie ja.
Takze czekamy na okres. I dalsze dzialania.to bedzie nasza ostatnia próba. Bierzemy 2 ostatnie zadodki 1BB i morule ze soba. Co ma byc to bedzie.
Czy beda to blizniaki,
Czy jeden przetrwa
Albo nie bedzie ciazy 😥
To mamy 33% szansy na cokolwiek.
Takze ostateczna rozgrywka- szansa na danie rodzenstwa dla naszego serduszka.
Jak nie uda sie- przebolejemy, wezmiemy sie w garsc i bedziemy cieszyc ze mamy jeden nasz cud 🥰✊😍.
Juz nie bede podchodzila do 4ivf . Za duzo wyrzeczeń. A chcemy odetchnac od nich. I zyc pełnią piersi.
Obskoczyłam 4 szpitalne i nie mogę znaleźć miejsca gdzie robią HSG. Jestem zmęczona tym wszystkim - dodzwonić się do szpitala nie można, wszędzie trzeba "uderzyć z buta". Aż mnie kurwica bierze jak patrzę ile kasy idzie co miesiąc na naszą kochaną służbę zdrowia z mojej i mojego męża pensji a ja jestem traktowana tam jak pionek, którego odsyłają do innej osoby. I ciągle słyszę: nie mamy rentgena, przyjęcia na badania czasowo wstrzymane itp..
Za tą kasę, która jest odprowadzana co miesiąc z pensji, byłabym traktowana jak królowa gdybym płaciła ze swojej kieszeni. Byłabym obskakiwana przez pielęgniarki z uśmiechem na ustach
a tak jestem szarym pacjentem, który przychodzi do nich prosić o łaskę wykonania badania... o łaskę, za którą słono płacę co miesiąc z pensji!! ach ta brutalna rzeczywistość..
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 marca 2014, 11:16
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.