Mega Moje marzenie 2 kwietnia 2014, 14:53

Zrobiłam test owu i są 2 kreski!!! Jedna słabsza ale widoczna! Czyżby czyżyk? Cieszę się jak małe dziecko :D trzeba się zabrać do roboty!!! Oby się udało, oby się udało, oby się udało.........


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 kwietnia 2014, 14:52

kaja91 Starania mamy 2 kwietnia 2014, 15:31

Znow dzis pojawila sie mala brązowa plamka no i co ja mam teraz zrobic ???? Caly czas teraz czysto jest kurcze nie wiem czy to moglo byc po wczorajszym orgazmie nie wspolzyjemyz mezem zostało nam tylko pieszczenie;(
Martwie sie czy z dzieckiem wszystko w porzadku ale znow dzwonic do lekarza jak to byla malutka plamka i juz nic nie mam co robic czy ktoras tak miala czy moze micos poradzic??? Wizyte mam dopiero 16 kwietnia to badanie prenatalne czy mam czekać???

No i klops, po dwóch latach spokoju, znów do mnie zawitał polip. Kurczę, urósł szybko, bo w ciągu 6 tyg. - 12 mm. Decyzja szybka - szpital i wycięcie, ale co z tego, cykl już przepadnie, nerwy i tak będą, choć to już czwarty raz i znam tę procedurę na pamięć. No jest to po prostu nieprzyjemne. I jeszcze do tego nie halo w domu. Zawsze tak jest, że jak się wszystko wali, to wszystko ..... No nic, jakoś się poukłada. Tylko teraz chciałabym jak najpóźniej dostać miesiączkę, bo do szpitala na wycięcie idę w środę, a to powinien być 5, max 6 dzień cyklu, a jak jutro przylezie @, to już wskoczę na 7 dzień. Pewnie dla samego zabiegu nie ma to większego znaczenia, ale dl astraconego cyklu już tak, bo im szybciej, tym szybciej dojdę do siebie. Oj, biedna ta moja macica. Teraz już rozumiem plamienia z poprzedniego cyklu, niestety były złowróżbne. Ale szczęście, że jednak zdecydowałam się iść do gina, bo inaczej to łykanie tabsów nie miałoby najmniejszego sensu. Tak, chociaż nie wywalę kasy w błoto. Ale coraz mniejsze chęci mam na ifv, chyba zrezygnuję z tego pomysłu. Choć mój gin nie widzi mojej rezygnacji, twierdzi, że wcale nie jestem za stara na rozmnożenie ;) Póki co szykuję się do szpitala. W pracy niezadowolenie straszne, ale mam to gdzieś.

mychowe W oczekiwaniu:) 2 kwietnia 2014, 16:47

Nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko leci, Patulla urodziła synka przedwczesnie, a wczoraj Chiang Mai miała cc i pewnie już się cieszą mala Gaja.. Miriam za to nie może się doczekać malej Zoji..

A mi z dnia na dzień coraz ciężej. Zaczynamy dziś 36 tydzień. Noce przesypiam nieciekawie. Mogę już jedynie spać na plecach, bo na boku ręce mi cierpną i strasznie bolą. A jak śpię na plecach to strasznie chrapie i siebie sama nawet budze tym chrapaniem. Wiec jedno wyklucza drugie. Poza tym wstaje już po dwa razy, żeby pecherz opróżnić.
Ale nikt nie mowil, że będzie łatwo..
Za piec dni znowu zobaczymy malutka na usg, mimo, że już taka mala nie jest. Jestem pewna, że wazy już 3kg jak nie więcej, bo 4 tygodnie temu miała 2.28g..
No i się dowiem kiedy się stawic w szpitalu na wywołanie..
Nie cierpie leżeć w szpitalu..


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 kwietnia 2014, 23:03

MOJA LISTA NA KWIECIEŃ (A MOŻE I INNE MIESIĄCE)

Wykorzystam ten czas na dbanie o siebie:)

1. Dieta:
- 1 kawa na dzień, 2 to max :)
- niegazowana woda zamiast kolorowych napojów, energetyków i wód gazowanych,
- więcej owoców i warzyw


2. Sport:
- basen?
- rower?
- bieganie?
- a może aerobik? cokolwiek, abym tylko to polubiła i była systematyczna:)

3.Przyjemności:
- słodkie wypieki (z umiarem!)
- kąpiel ze świeczkami, aromatycznymi zapachami, więcej czasu dla siebie - np. poniedziałki
- jakiś dobry nowy film, nowa książka :)

4. Muszę znaleźć więcej czasu dla siebie:)
- mniej siedzenia na necie... :P

Wczoraj próbowaliśmy z S. na siłę... bez sensu oboje nie mieliśmy kompletnie ochoty ( on moze nawet i miał ale był tak smarkający i kaszlący że mi się też odechciało)
Poza tym bolała mnie głowa i byłam zmęczona... i dupa! nie wyszło
nie bede robic nic na siłę, bo to nie o to przecież chodzi...
nie jestesmy jakimis królikami...
Póki co liczę na to że owu miałam wtedy kiedy pokazały testy więc wychodziłoby że ok.
Czekam na kolejną temp.. ładnie idzie w górę :)
czuje sie dobrze nic mi nie dolega i w koncu organizm przestał mi płatać figle i oszukiwać jak poprzednio... ciekawe czy to dobry znak ?
No nic bedzie co ma byc :)

Wynik negatywny natchnal mnie ponownie do walki, ale z dobrze przemyslanym zapleczem. A mianowicie, skoro nie ma co zwalac na trudy punkcji (po ktorej czlowiek czuje sie fatalnie, dodatkowo nabuzowany hormonami organizm ledwo zipie), bo czekalm do nastepnego cyklu z transferem. Wiec moze jest jakas "ukryta" przyczyna dlaczego moj organizm traktuje zarodek tak wrogo. Moze to glownie te przeklete a-TPO (ktore lecze, wiec nie powinno byc decydujace), ale moze tez cos innego. Zorientowalam sie co do mozliwosci pobliskiego laboratorium, robia to co chce zbadac. Na wyniki czeka sie ok. 2 tygodni, a bede lzejsza o 4 stowy. W sumie nie malo, ale z kosztem iIVF to "drobiazg"; to polowa ceny za jeden moj zarodek. Wiec wlasciwie bez wiekszego namyslu ide jutro rano sposcic troche krwi i zobaczymy jakie wyniki otrzymamy. Na 14 -go jestem umowiona do prywatnego gina i mam nadzieje, ze wyrobia sie do tego czasu. W sume to mialam nadzieje, ze pojde na wizyte "serduszkowa", a tu kolejna wizyta stricte diagnostyczna. Znowu ....
No nic, to tyle w temacie, czekam ciagle na @, potem na owulke i bedziemy dzialac dalej. Ale tylko pod warunkiem otrzymania wynikow; przeciez nie po to wydaje kolejja kase, zeby nie skorzystac z wiedzy, ktora moga mi dac.

Agi Radość.. 2 kwietnia 2014, 17:43

do przodu..
zapisana wizyta badania drożności 10 kwietnia i zobaczymy co dalej, czy w tym cyklu inseminacja czy następnym:)

Byłam dziś w księgarni po książkę 'Niebo istnieje Naprawdę" ale nie było i zamówiłam na jutro :) a dziś udało mi się kupić po bardzo okazyjnej cenie 9.99zł :) tą oto wspaniałą książkę muszę Wam powiedzieć że przeczytałam już połowę i szczerze polecam :)
c6b0e993.jpg

Jak zwykle się obijam z wpisami. Niedługo mnie na owu zapomnicie jak będę się tak obijała. To chyba wina względnego spokoju i pięknej wiosny która zachęca mnie do działania i nie przesiadywania przed komputerem. Staram się zmotywować do czytania książek bo mam już kilka książek kupionych kilka pożyczonych a idzie mi średnio mimo, że ogólnie lubię czytać to ciężko mi się zmotywować. Powoli kompletuje wyprawkę, a właściwie to w znacznym stopniu sama się kompletuje. Dostałam łóżeczko z materacykiem w super stanie od koleżanki, zastanawiam się jednak nad zakupem nowego materacyka. Dostałam też pościel i kołderkę po młodszej siostrze męża. Kolejny wór ubranek, majtki i podpaski poporodowe oraz pieluszki happy 1 od koleżanki. Załatwiłam też od niej rożki bo jej córa do lipca wyrośnie już z nich na pewno. Mam też już dwa kocyki, wielką (120x120)"pieluszkę"- otulacz bambusową. No i kupiony już jakiś czas temu wózek ze spacerówką do którego udało mi się dokupić miękką gondolę w super stanie. Całkiem już sporo tego nazbierałam a nawet się na poważnie za wyprawkę nie zabierałam... bo przecież jeszcze czas a w kawalerce niezbyt wiele miejsca na tyle klamotów. Mimo wszystko strasznie mnie cieszy to wsparcie ze strony rodziny i znajomych. Bo sporo będę mogła zaoszczędzić zwłaszcza, że jeszcze masę rzeczy będę miała od siostry po jej listopadowej córci.
Co do samopoczucia to jest całkiem nieźle, ostatnio trochę dopada mnie zmęczenie i brzuszek szybko rośnie ale pierwsze wyraziste kopniaki są naprawdę cudowne i mała mi wszystko wynagradza. Często ją czuję wiec się nie zamartwiam. Ostatnie dwa dni są mniej sympatyczne bo męczą mnie bóle brzucha związane z gazami, zaczęłam faszerować się no-spą i espumisanem i jest coraz lepiej chociaż jeszcze nie odpuściło do końca. Jakoś Oliwia nie chce mi tam jelitek w brzuszku wymasować tylko mi je uciska. Robiłam dzisiaj badania krwi i wygląda na to że są troszkę gorsze od poprzednich ale ogólnie nie jest źle. Jeszcze małą wszystkiego mi nie zabrała.
Dzisiaj cały dzień zamyślam się jak się ma Chiang Mai i jej malutka Gaja, mam nadzieję, że po powrocie do domku będzie obszerna relacja i pierwsze zdjęcia malutkiej.

Właśnie wróciłam z monitoringu, po CLO małe pęcherzyki i cienkie endo. Od dzisiaj do poniedziałku włączamy menopur 1/2 dawki wieczorem. We wtorek mam kolejny monitoring.
Pan doktor powiedział, że miał dzisiaj pacjentkę tak samo stymulowaną jak ja i dzisiaj potwierdził u niej ciążę - udało jej się w drugim cyklu stymulacji.
Mam nadzieję, że u mnie będzie tak samo :).

Mam zwiększyć również dawkę bromergonu 2*1/2tabletki dziennie - źle znoszę ten lek :(.

Ita Projekt Junior (napro) 4 kwietnia 2014, 10:11

Niedobry, zapracowany Małż nie odzywał się cały dzień.
Zadzwoniłam do niego:
- Gdzie jest Twa miłość?! - zapytałam dramatycznie.
- W Tobie - dyskusja zakończyła się szybko bo ścisnęło mi gardło.

Neyla Pokój z widokiem na morze. 2 kwietnia 2014, 20:49

No i pewnie jutro krew mnie zaleje...juz "wygląda" z szyjki macicy. A tak się "napracowaliśmy" w tym cyklu. Chyba się obrażę...ale na kogo? No cóż...Muszę jakąś nową strategię wymyślić, bo ta nie była skuteczna :/ Na szczęście dzisiejszy dzień uratowany zakupem pięknych szpilek w liczbie 2 pary...inni zajadają smutki, a ja kupuję buty :P

Dzisiaj szłam do pracy i w duchu sobie pomyślałam..."Przecież JA nie mogę być całe życie tylko ciocią!". No cóż, z dupą nie ma żartów.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2014, 07:43

Stwierdzam, że coś w diecie bezglutenowej przy Hashimoto musi być. Odkąd się dowiedziałam, że na to choruje sukcesywnie gluten z diety eliminowałam (pieczywo bezglutenowe kupne lub domowe, brązowy ryż i makarony bezglutenowe) i czułam się w miarę dobrze. A wczoraj... wczoraj nie miałam czasu/siły upiec sama chleba więc kupiłam zwykły i dziś po zjedzeniu normalnego białego pieczywa jestem... ospała, zmęczona, osłabiona i ogólnie bez życia.
Dlatego... pomimo zmęczenia zmobilizowałam się i... teraz w mieszkaniu pachnie chlebkiem który się właśnie w piekarniku piecze :D Tym razem ślicznie mi wyrósł (za pierwszym razem dałam za mało drożdży).
Jeszcze jakieś 10 minutek i będzie można wyjąć bochenek z pieca, a za jakieś 30 (jak trochę przestygnie) ukroić kromeczkę i skosztować :) Nie mogę się doczekać :)

EDIT 1
Gotowe :D Pachnie cudnie, ale... jeszcze za ciepły by go kroić...

EDIT 2
Już jest zimny i jest pycha :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 kwietnia 2014, 21:50

pysia88 Droga do szczęścia... 2 kwietnia 2014, 21:05

Czekam na @ a ona kolejny cykl się spóźnia. Czyżby rozregulowały mi się cykle? A może wydłużyły? Hm... Czekam do piątku i jeśli się nie pojawi, zatestuję. Nie liczę na nic, bo nie było starań, ale hm... zrobię to dla własnej pewności. Poza tym, dostałam drugą (a w sumie trzecią) pracę! ;D Także od połowy kwietnia będę już miała wypełnione wszystkie dni tygodnia i 2 popołudnia:) Łącznie uzbierałam sobie okrągły etacik:) Z tym, że zarówno u jednego i drugiego pracodawcy mój czas pracy jest krótszy, gdyż pracuję na umowę z nfz oraz na karcie nauczyciela ;) Chyba jednak trochę szczęścia mam:)

jonka91 Małe co nieco o Nas.. 2 kwietnia 2014, 21:21

Zmęczenie w dniu dzisiejszym ze mną wygrało. Na dwie godzinki odpłynęłam. Słoneczko pięknie świeciło mi w buźkę i ładowało akumulatorki. W tym miesiącu starań jestem jakoś tak optymistycznie nastawiona, próbuję się nie nakręcać, nie stresować. Co ma być to będzie. Nawet w pracy jakoś tak po mnie wszystko spływa.. Nie tak jak w zeszłym miesiącu trzęsłam portami, ryczałam i przejmowałam się byle bzdurą. To nie jest praca moich marzeń, więc po co ja się tak przejmowałam..? Ot już taka emocjonalna istota ze mnie.. Wczoraj przy kasie rozryczałam się z klientką z powodu znalezienia przez nią zabawki, na którą polowała 3 tygodnie, córka jej do domu nie chciała wpuszczać bez zabawki. Echh... labilna jestem strasznie.. Normalnie jak małe dziecko! :)

Dawno mnie tu nie było :( i nic nie pisałam.. bo dużo rzeczy się wydarzyło.. :(
W środę ubiegłego tygodnia mieliśmy się przeprowadzić do nowego domu..a w poniedziałek w nocy było włamanie :( pokradli sprzęty agd, grzejniki..największe straty w domu szwagierki..u nas najmniejsze.. We wtorek po włamaniu sprzątaliśmy z mężem i zarazem pilnowaliśmy żeby nie wynieśli reszty..siedzieliśmy do 4 nad ranem..a w środę się przenieśliśmy..cały czas prawie jeszcze robimy coś tutaj..
Najgorsze to, że nie mam stałego neta, więc trochę mnie tu nie było..ale teraz mam tymczasowego z playa na kartę, więc na razie jest ok ;)
Odebrałam resztę badań ze szpitala..wyszły mi jakieś p/ciała mitochondrialne? byłam także na wziycie u innej gin ze szpitala, i patrząc na wyniki powiedziała, ze będę brała leki przeciwzakrzepowe (zapewne heparyna, acard) ale mam skonsultować się z reumatologiem bo może zechcieć włączyć leki już w czasie starań.. no i poszłam ale żałuję babka po 60...masakra..już ja wiedziałam więcej niż ona..i cały czas patrzyła na wyniki i powtarzała w kółko jak się nazywam.. :( 9 kwietnia idę do innego..podobno ktoś przed 40stką, bo chciałam młodszą osobę.. ;) zobaczymy co powie i co zaleci, doradzi.. ;)
! kwietnia zadzwoniłam do gabinetu profesorki bo były zapisy na maj..no i dzwonie o 14 zajęte lub wyłączony telefon...dzwonię potem..i się wkurwiłam to mało powiedziane.. ! najbliższy wolny termin to 24 czerwiec!!! chyba ich pojebało...miały być zapisy na maj a nie na czerwiec! nie wiem co teraz mam robić.. :(
12 maja genetyk w Łodzi..
W nowym domku mieszka się ok.. :) przynajmniej nie muszę słuchać krzyków itd, syna szwagierki... ;) ale powiem Wam, że trochę mi smutno i przykro..bo dom taki pusty..a nas jest tylko dwoje przecież...tak bardzo bym chciała, żeby nam w końcu się udało.. <3 tak bardzo bym chciała mieć moje maleństwo.. <3 <3 <3 mogło by nawet bez przerwy krzyczeć płakać itd..byleby tylko było z nami.. <3 <3 <3

A wiec specjalnie dla saszki fotka 24t2d
82e4e52c462ec862med.jpg

25+6

Wpis trochę spóźniony bo chciałam się pochwalić studniówką, która była wczoraj. ;-)
A więc dziś zostało Nam 99 dni do porodu ;-)
Z malutką wszystko dobrze, rośnie, kopie, w nocy strasznie się rozpycha utrudniając mi zasypianie ale co zrobić. :)

Jutro czeka nas badanie krwi i ta przeklęta glukoza! Wrr! Trzymajcie kciuki proszę!

Poza tym na poprawę humoru dla wszystkich przyszłych mam, zmagających się z trudnymi teściowymi :D
Naprawdę moja "przyszła" teściowa przeszła ostatnio samą siebie.
Otóż dowiedziałam się, że chodzi po całej rodzinie i opowiada jak to bardzo się boi, że nie poradzę sobie z małym dzieckiem!
Nie wyprowadziłoby Was to z równowagi?
Brak słów...

Do tego wszystkiego stwierdziła, że będzie mi ciężko bo nie mam prawa jazdy i jestem nie mobilna. Co chyba jej zdaniem skreśla moje szanse na bycie dobrą mamą.
Przecież do lekarza może Nas równie dobrze wozić N, mogę zadzwonić po taxi, koleżankę, wsiąść w tramwaj, autobus. Naprawdę nie wiem o co chodzi!
Tak więc jaki z tego morał: Nie masz prawa jazdy - nie zachodź w ciążę! :D

No i oczywiście mój czuły punkt! Tym razem przekroczył go mój teść.
Na ostatniej wizycie zdążyłam przekroczyć próg mieszkania i już usłyszałam, że przytyłam, jestem gruba itp.
I jak tu być później miłym, no jak? A ja się naprawdę staram :)

To ciągłe gadanie, że będzie Nam trudno, że dziecko kosztuje, że może ciągle płakać.
Jeszcze nie usłyszałam od nich, że wszystko będzie dobrze i że na pewno sobie poradzimy.
Tak trudno powiedzieć to przyszłym, młodym rodzicom?!

Ale powiem Wam, że dzięki temu mam straszną mobilizację i strasznie się zawzięłam, żeby pokazać wszystkim, że będę najlepszą mamą na świecie dla mojego dziecka! :)
Tak więc dziewczyny musimy być silne i nie dać się :)

Uff... tyle mi zajęło wyżalanie się, że o innych rzeczach napiszę w kolejnym poście :)


MoNa_2603 Walka o Cud 2 kwietnia 2014, 22:09

Jednak ten wczorajszy dzień nie był taki zły :D
Dzień z mężem - baaardzooo przyjemny :) a wieczór i noc z przyjaciółką. Myślałam, że noc spędzimy na polowaniu na mojego chomika, który dał nogę z klatki, ale sam wyszedł :)
Dzisiejszy dzień był bardzo aktywny. Z mężem widziałam się prawie tyle co nic, bo spał po nocce, ale za to wiele spacerów po mieście z przyjaciółką, później tworzenie nowego mieszkanka dla chomiczka, a wieczorkiem wpadła do mnie jeszcze jedna koleżanka.
Samopoczucie na dziś - pełen relaks, zadowolenie i luuuzzz...- dawno się tak nie czułam. Podejrzewam, że ta ostatnia diagnoza PCOS sprawiła, że wreszcie wiem co mi jest i da się to leczyć. Do tej pory byłam ciągle zdenerwowana, bo nie wiedziałam co jest grane. Każdy mówił, że wszystko ze mną w porządku, a jednak cały czas czułam, że coś jest nie tak.

Moje motto na dzisiaj - "Lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć"


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2014, 21:26

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)