ma_pi Demotywator 16 grudnia 2015, 16:19

I po kolejnej wizycie. Punkcja w piątek rano, pęcherzyków jest kilkanaście. Estradiol poszybował na 10,5 tys. Nieźle. Były oczywiście rozmowy o ewentualnej hiperce, dostinexie i takie tam. Oczywiście mam się nie przejmować, tylko jak tu się nie przejmować? Lekarka podkreślała, że w Novum mają trochę inne jednostki przy hormonach, więc dlatego wartości estradiolu mogą trochę przerażać. No ale głupia nie jestem, po coś była ta rozmowa o hiperce.
Na razie będę siedzieć i udawać przed Mężem, że się nie zamartwiam :/ Powiedziałam Mu co nieco, ale nie za wiele. Tyle, żeby wiedział, kiedy mnie zawieźć do szpitala.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2015, 16:20

40 TC (39t1d)/40 TC (39t4) <3 Do terminu porodu zostało 3 dni (USG) 8 dni (OM)


Pojechaliśmy dziś na izbę przyjęć do szpitala, zobaczyć czy rozwarcie coś ruszyło i tak ogólnie sprawdzić czy wszystko ok. W tym tygodniu mojej doktor nie ma a następna wizyta 23-go. Nie zrobili mi ani KTG ani USG, sprawdzili serduszko na detektorze - 130 uderzeń i badanie na samolocie. Rozwarcie kurde nic się nie powiększyło, dalej 1,5 palca :(. Wszystkie objawy, które mam są przedporodowe.... Mam oczywiście przyjechać w razie krwawienia, odpłynięcia wód, skurczy a na indukcję to dopiero 7 dni po terminie czyli w moim przypadku dopiero 31-go :/ Kurde ocielę się do tego czasu... Mam nadzieje, że skierowanie od lekarki coś zdziała wcześniej :) W ogóle jakoś tak dziwnie, że oni biorą pod uwagę tylko termin porodu z OM, czyli u mnie Wigilia, na ten termin z Usg w ogóle nie patrzą :/ No ale dodatkowy plus wizyty to zobaczyłam jak wygląda przyjęcie już do porodu, dwie babeczki były przyjmowane. Najpierw położna sprawdza serduszko, potem badanie w gabinecie lekarskim i przychodzi druga położna zabiera na oddział. Widziałam też gdzie jest przebieralnia, toaleta dla pacjentek i takie tam :-) Kurde jak ja żałowałam, że to nie mnie przyjmują :D że muszę jeszcze czekać :P na swoją kolej. Wróciłam do domu jakaś taka rozczarowana, zrezygnowana... Po drodze wpadliśmy do sklepu, nakupować słodyczy - krówek, karmelków, mleczka w tubce i czekolady na gorąco. Stwierdziłam, ze i tak jestem już gruba, bardziej nie zrobi mi różnicy a humor muszę sobie jakoś poprawić. Pogrzebałam w kompie i rozbiłam takiego screena wyprawkowego - Maksiulku zobacz mama naprawdę nie kłamała, wszystko dla Ciebie już przygotowane więc wychodź Skarbie , CZEKAMY <3 <3 <3 :


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 17:07

madziara0080 Madzialenkowe gryzmoły ;) 16 grudnia 2015, 17:07

U mnie dziś dzień na pełnych obrotach. Mycie okien, pranie i wieszanie firan, ubieranie choinki.. . Generalnie biegania. No i mam... delikatnie różowawe zabarwienie przy podcieraniu :( @ nadciąga... No szlak mnie już trafia, co jest ze mną? Dlaczego nie mogę mieć dziecka? Jestem beznadziejna, co miesiąc przeżywam to samo... dlaczego życie jest tak niesprawiedliwe? Za co Panie Boże mnie tak karzesz? Czy ja jestem skazana tylko na cierpienie?

Gogope I niby wszystko jest ok... 17 grudnia 2015, 01:22

Nie wiem co pisac...a wlasciwie to boje sie pisac....to tak jakby wstrzymywac oddech: uda sie , czy sie nie uda? Przy czym tylko ta pierwsza opcja sie liczy, ale zawsze mysle tez o tej drugiej - taki zimny prysznic, zeby byc przygotowanym na najgorsze..Serduszkujemy z mezem mniej wiecej co drugi-trzeci dzien i naprawde sprawia nam to przyjemnosc, staramy sie nie myslec/rozmawiac o dziecku, ale nie stanowi to tematu tabu....jestem szczesciara, bo moj maz jest takim cierpliwym czlowiekiem...zeby jeszcze mogla do nas dolaczyc ta mala istotka...bylibysmy taka cudowna rodzina....

Mimi86 No więc ivf 16 grudnia 2015, 17:25

Wczoraj miałam transfer :)
o 9:30 stawilismy się z mężem w klinice, połozna zaprosila nas do pokoju gdzie dostałam zastrzyk w dupke na rozluźnienie potem przyszła do nas pani embriolog z informacjami o zarodkach i ku naszej uciesze okazało się że mamy nie 3 a 4 zarodki :):) ten jeden ruszył i zaczął ładnie się dzielić :) z racji że na 3 dobe zarodki były silne to podali mi jednego klasy 8A.
Transfer przebiegł bezboleśnie i dość szybko, poźniej zawołali znów męza do mnie a ja lezałam pod kocykiem 25 minut a w tle leciala cichutko releksacyjna muzyka :)
mam brac leki te ktore dostalam po punkcji (lutinus, estrofem, encorton, femibion, zastrzyk fragmin) i zrobić test za 12 dni.
Muszę sie tez obserwować bo mam powiekszone jajniki i gdyby bol brzucha powrocil i trudnosc w oddychaniu to natychmiast mam przyjechac do kliniki.
Niestety antybiotyk zostal odstawiony bo po nim mialam mega biegunke - mam nadzieje ze to nie wplynie zle.
teraz długie 11 dni, bardzo boje sie ze dorwie mnie ta cala hiperka ale jednoczesnie mam nadzieje ze wszystko sie skonczy dobrze :)

No i chyba juz peknal bo jajnik juz tylko delikatnie pobolewa :-) trudno sie mowi :-) nie bedzie bozonarodzeniowego cudu.

Zycze Wam zdrowych, pogodnych Swiat oraz szczesliwego Nowego Roku :-)

Odezwe sie juz w Nowym Roku 2016 ;-)
Trzymajcie sie dziewczynki ;-) :-*

roletka Łódką do Groszka... 16 grudnia 2015, 18:13

27t3d

Szyjka się skróciła, w piątek wizyta zobaczymy co z tym zrobimy

Dla mnie jednak najważniejsze maluszki całe i zdrowe, ważą po 1200g <3 <3

Shafuli Z pamiętników trzydziestolatki 16 grudnia 2015, 18:18

Wyniki wymazów :

Baterie wybite
Grzybów brak
Rzęsistka już nie ma
Czystość z IV na II
Ph z 7,5 na 4

Niestety ureaplasma dalej szleje :(
Jutro ginekolog i kolejne antybiotyki :/

No i chyba będziemy powoli kończyć ten przydługi cykl. Pojawiło się już krwawienie, ale jak na razie jest bardzo skąpe. Poczekam co będzie wieczorem i w nocy. Jeśli się rozkręci, to na dzisiaj zaznaczam początek cyklu i jutro ruszam z zastrzykami. Jeśli to tylko straszak, to czekam dalej. Bóle brzucha już są do tego, więc raczej ten dzisiejszy dzień zostanie policzony jako pierwszy. Może jakaś bardziej doświadczona in vitrowa staraczka mi podpowie kiedy zacząć stymulację w przypadku tak słabego krwawienia?
Podjęłam decyzję o nieodwlekaniu tego o miesiąc. Czuję się już w porządku, moja najwyższa temperatura w ciągu dnia to 36,8 bez żadnych leków zbijających, myślę, że jutro rano już całkiem wróci do normy. Zastanawiam się nawet nad przerwaniem antybiotyku. Dzisiaj jest 3 dzień z 5 i czuję się już dobrze, a do tego pomimo leków osłonowych mój żołądek bardzo się buntuje. Dalej jestem w domu na l4, nigdzie się nie wybieram, zażywam duużo wit c + domowe sposoby typu herbata z imbirem itp. Może, że @ się nie rozkręci, to jeszcze jutro zażyję.
Ale mam stracha. Chyba jakaś część mnie bardzo gorąco się modli o to, żeby @ rozkręciła się jak najpóźniej. To niemądre, wiem.
Może w końcu w domu teściów w święta poruszony zostanie temat in vitro, bo do tej pory nie było okazji. Nie to, żebym miała jakieś ciśnienie że muszą wiedzieć, albo żebym się jakoś szczególnie obawiała ich reakcji. Po prostu moja mama jest ze wszystkim na bieżąco i dla mnie to jest jakieś strasznie nienaturalne że oni nie wiedzą nic. Nie mamy złych stosunków, nikt nikomu nic złego nie zrobił, odwiedzamy się na kawę i teściowie są bardzo uprzejmi ale nie ma między nami żadnej takiej bliskości. Takiej, żeby np. mówić sobie o takich rzeczach. Może oni też się boja tego tematu? Przecież prosiliśmy teściową o te badania męża z czasów kiedy był dzieckiem więc na pewno się czegoś domyśla, tylko pewnie nie chce być wścibska i się nie pyta. Albo może boi się zapytać, nie wiem. Może, że szwagierka zostanie z chorym synkiem w domu i nie będzie okazji do spotkania, to temat pewnie wtedy nie wypłynie. Może to we mnie jest problem i nie powinno mi być nieswojo z tym, że nie wiedzą.

Z dobrych nowin to czekam na decyzję uniwerku odnośnie stypendium na ten semestr. Mój ostatni (oby) semestr. Daliby już :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2015, 18:36

viowieczka Tak bardzo bym chciała.... 16 grudnia 2015, 18:31

17 dc któregoś tam cyklu.

Trochę mnie tu nie było, ale ostatnio jakaś taka podłamana chodziłam. Najpierw moje pęcherzyki rosły strasznie opornie i już myślałam, że szykuje mi się cykl bezowulacyjny. Potem okazało się, że mój mąż musi powtarzać prześwietlenie kręgosłupa, bo źle mu fotki pyknęli, no zajebiście kolejna dawka promieniowania. Przez kilka dni biłam się z myślami czy nie powinniśmy wstrzymać starań na 3 miesiące. W poniedziałek jak byłam na którymś tam w tym miesiącu usg okazało się, że jest ładny pęcherzyk i idealne endometrium, więc doktor u którego byłam kazał działać po mimo prześwietlenia. Dzisiaj jeszcze poszłam dopytać moją panią doktor czy rzeczywiście nie powinniśmy odpuścić (poszłam dopytać bo w styczniu mam brać clo i chciałam mieć pewność) i ona też kazała działać, a przy okazji zrobiła mi usg, pęcherzyk dopiero co pękł, było widać ciałko żółte i płyn w zatoce. Nie będę ukrywać, że poprawiło mi to humor :). Analizowałam przed chwilą mój wykres i co mi wyszło? Jeśli nam się nie uda w tym miesiącu to małpiszon przyjdzie w sylwestra, dobrze że nie mamy żadnych planów :P, będzie dobra wymówka, żeby wcześniej pójść spać hahaha

No i zrobiłam sobie teraz zamęt w głowie co najmniej na całą noc...
Dziś 11 dpo i zrobiłam przed chwilą test owulacyjny. Wyszła wyraźna, choć bledsza od kontrolnej kreska. Dla wyjaśnienia zrobiłam test owulacyjny, bo mam ich milion pięćset, a ciążowy tylko jeden i szkoda mi było go wykorzystywać na tak wczesny pomiar.
Rano zrobię test ciążowy, ale nie daje mi to spokoju.... czy mogę być w ciąży?

Pamiętam, że przy poprzedniej ciąży, ale wtedy w 16 dpo zrobiłam test owu i też dostałam drugą kreskę...

Feśka Z kotem w głowie i na kolanach... 16 grudnia 2015, 19:03

Rafaello, dobrze paczysz, ale pod zapięciem jest dopiska "... na ręce" :D także nikomu i nigdzie Małej nie oddamy:D jeszcze :D

Mało czasu przed świętami, sporo spraw do ogarnięcia. Zawsze byłam zalatana, szczególnie w okresie przedświątecznym (chyba jak każdy), ale teraz mam jeszcze małe dziecko, więc zalatanie osiąga poziom hard :D mało bywam na OVU/BBF, nawet z komórki, bo jest tak duża, że w ręce mi się ledwo mieści i niewygodnie (ach te pomysły męża!). Nawet nie mam nadziei, że nadrobię, co u Was.

10.12.2015r. Dzień trzydziesty siódmy

No to sobie poszalałyśmy. Dzień intensywny, ja po sobie widzę, że wróciłam do formy jako tako. Zmęczenie tak nie daje o sobie znać, nie chodzę wtedy podirytowana czy zła o każdą pierdołę. Nastka mam nadzieję, że przyzwyczai się do mojego tempa. Nie planuję co prawda tak co dnia szaleć, ale kilka razy w tygodniu? Dlaczego nie?
Usg bioderek wykonane w ekspresowym tempie przez lekarza buca. Mój ginekolog nie jest okazem typowego przyjemniaczka, ale jakoś nigdy jego zachowanie nie wywoływało we mnie takich niesmacznych odczuć. Po prostu on jest poprawny, bez zbędnych ceregieli. A ten od usg? Jedna z pań oczekujących z dzieckiem na usg tak się go wystraszyła, że przepuściła mnie w kolejce :P Mąż kazał mi ocenić negatywnie tego lekarza, ale szczerze mówiąc nie chce mi się bawić w takie pierdoły. Święta idą, zwierzęta ludzkim głosem przemawiają, nie będę ja dziamgać na jakiegoś doktorka. Może miał gorszy dzień? A może i on niedługo przemówi ludzkim głosem? Najważniejsze, że z usg nie wynika nic niepokojącego. Wszystko jest w porządku.

Z medicovera popędziłyśmy na spotkanie z moją Siostrą. Z Ciotką normalnie kontaktu nie można złapać, bo ciągle wlepiona jest w Nastię lub z nią na rękach. Jej obowiązkowe pytanie to:
- Możemy się poprzytulać z Nastią?
Normalne wypicie herbaty graniczy z cudem. Połowy tematów, które chciałam poruszyć, nie zaczęłam, bo nie było jak (pomimo, że Nastka spała prawie cały czas). Trudno, innym razem. Chociaż pewnie niektóre się przedawnią i nie będzie sensu nawet zaczynać rozmowy. Zapracowana Ciotka poleciała do pracy, a my pojechałyśmy na drugi koniec miasta do znajomych. Jeszcze z liceum. Mają oni sierpniową córkę. Mała powyrastała z ubranek i koleżanka chciała nam je przekazać. Dopiero w domu zobaczyłam, że połowa z nich jest w rozmiarze 50 i 56 (ich Mała urodziła się z masą poniżej 3kg) więc większości mój kloc nawet tuż po narodzinach by nie założył. Ale te które są na 62 to w sam raz na teraz. U znajomych spędziłyśmy ponad 3 godziny. Moja Nastka spała, ich Mała się darła (uczą ją samą zasypiać, bo przyzwyczaiła się do rąk i odkładana do łóżeczka się rozbudza i drze) a my sobie wżeraliśmy ciasto popijając herbatką i wymienialiśmy się rodzicielskimi doświadczeniami i spostrzeżeniami. Przez to że Młoda ciągle spała ja zasiedziałam się u nich na tej kanapie. W domu syf, bo przed wyjściem Nastce się ulało (dzieje się to tak rzadko, a musiało AKURAT wtedy), obie byłyśmy zarzygane łącznie z podłogą. Musiałyśmy się przebrać, a czasu coraz mniej, do medicovera trzeba gnać, a tu okazuje się międzyczasie, że kluczyki do mondziaka wyparowały! No i co kurde, na kocie pojedziemy? Uzi ma gdzies nasze problemy, dzwonię do męża, ten też ma gdzieś, bo nie odbiera. Piszę u maila i smsa, gdzie te klucze są? Rozwalam wszystko dookoła, mieszkanie wygląda jak po dobrej imprezie, a czas ucieka. Domofon nagle wydaje dźwięk komunikujący o tym, że ktoś sobie wlazł do nas wpisując kod. Już zaczynam się denerwować kogo niesie. Opcji jest wiele, tak jak i posiadaczy wiedzy o naszym kodzie. Nie zdążyłam nawet obstawić numeru jeden, a w progu mieszkania zjawił się K. z rozbrajającym uśmiechem i kluczem do auta. Chwyciłam nosidełko z Anastazją i pędem ruszyłam w stronę windy sycząc pod nosem złowrogie teksty pod adresem mego szanownego małżonka.
No ale do brzegu. Ja na kanapie u znajomych popijam herbatkę i plotkuję, a w domu rozgardiasz jak nigdy i nie ma obiadu. Godzina 16 to słaby czas na przeciskanie się przez całe miasto, ale do domu trzeba wrócić. Nawet gdy obiadu tam nie ma. Zresztą mąż i tak nie zasłużył :P wróciłyśmy bez przygód, korki w naszą stronę akurat były mniejsze niż w przeciwną, więc cieszyłam się, że nie jest odwrotnie (każdy powód do radości jest dobry :P )
Może to czas zamówić jakieś żarcie na wynos ? Nastka nie wydaje się być jakaś szczególnie czuła na moje jedzenie. Rano zjadłam mandarynkę (wcześniej wyparzyłam skórkę, tak jak radziła położna) i Młodej nic nie wyskoczyło, truskawkowe cuda (jogurty - ale czy w jogobelli są prawdziwe truskawki?! :P kisiel - to już w ogóle...) też nie uczulają... Dobra. Amerykańska restauracja. Nasza ulubiona. Dzwonię. Dwa beef burgery poproszę. Jeden bez cebuli (nie znoszę!). Ok. Dojechałyśmy do domu. Zaraz będzie mąż i żarcie. Ogarnęłam lekko nasz poranny sajgon, Młoda dalej spała, przetransportowałam ją tylko do łóżeczka i wściekle już głodna (na samą myśl) czekałam na żarło. Rzuciłam się na nie jak opętana. Gdy z satysfakcją skończyłam konsumpcję zauważyłam, że morda mnie piecze. No pikantne to było! Dobra, zobaczymy co tam Nastka na to. Tylko szkoda, że na noc takie ewentualne atrakcje nam zafundowałam. Ot, blondyna! I to głodna. I leniwa. Straszne połączenie...

11.12.2015r. Dzień 38, piątek

Ile bym nie sprzątała, zawsze znajdzie się coś czym można się jeszcze zająć. Dobrze, ze teraz mam dziecko to chociaż jakieś przerwy sobie robię w tym szale. Pogoda jest niesprzyjająca. Mimo że codziennie wychodzimy na spacery to dziś za nic w świecie nie mam ochoty nosa wytykać poza mury mojego gniazda. No ale to nie znaczy, że mój pisklak ma się kisić razem ze mną. Buch, na balkon! Przecież tam na łeb jej nie napada :D

No a matka dalej ćwiczyć swoje maniakalne zapędy. Trochę spokojniej niż zawsze, bo przecież nie mogę paść jak kawka i ni ręką ni nogą. Mam ssaka, którego muszę wykarmić, a zmęczenie organizmu nie wpływa dobrze na laktację. Mimo że pokarmu u mnie sporo, lecz rozkręcona laktacja nie jest dana raz na zawsze. Każdego dnia może się zmienić. I na lepsze i na gorsze. Dlatego spokojnie. Dziś jeden pokój. I to niecały. Szafa i komoda uporządkowane od środka. Reszta nie zdążyła się pogrążyć w odmętach chaosu. Okna w umyte. Wszystkie meble potraktowane woskiem. Ufff. Został jeszcze słupek ze szklanymi półkami, ale dzisiaj już dam sobie na spokój.

Jutro przyjeżdża do nas rodzina odwiedzić Nastkę. Brat mojego Taty z żoną, tą Ciotką-położną. Fajnie. I dwójką tych rozpieszczonych wiecznie kłócących się dzieci. Mniej fajnie. Nakarmię zaraz Młodą i ruszam na ogarnięcie reszty mieszkania po łebkach. Łazienką zajmie się standardowo mąż. Uważa on bowiem, że tam zbyt agresywna chemia jak dla mnie jest i zawsze on się tym zajmuje.

A i jednak noc spokojna, pikantny sos z burgera jednak Nastii przypadł do gustu.

12.12.2015r. Dzień 39, sobota, 23.00

W szoku jestem nieustającym! Teraz dzieci mają drugi powód by się sprzeczać. Wcześniej spierali się kto pogłaszcze Uziego i uda mu się przy tym nie oberwać kocią łapą po łapach. Teraz kłócą się o to kto może potrzymać Anastazję na rękach. I oczywiście z kim kot będzie bardziej dokazywać (kot jest teraz tak niewyżyty, że dokazuje z każdym, kto tylko tego zechce). Myśleliśmy, że kupiliśmy po narodzinach Nastii Uziemu pancerną zabawkę. Taką którą ciężko będzie zniszczyć. Taaa... W rękach mojej ciotecznej małej siostrzyczki wszystko się pali. Żadna zabawka nie ma szans w starciu z ośmioletnią dziewczynką.
Nastka dostała oczywiście mnóstwo prezentów. Ciotkę-położną wykorzystałam zanim polałam jej wina :D wszystkie odruchy posprawdzane dokładnie, skóry każdy milimetr obejrzany, skonsultowana każda krostka, nurtujące pytania i wątpliwości rozwiane.
Gdy już się ściemniło na podwórku pojechaliśmy z naszymi gośćmi na Jarmark Bożonarodzeniowy. Chciałam kupić jakieś wyjątkowe bombki na choinkę. Coś szczególnego dla moich Szefów. Odkąd dowiedzieli się, że zostajemy na święta w domu i będziemy sami nie dają nam spokoju. Zarpaszają nas do siebie na wigilię i nie spoczną dopóki się nie zgodzimy. Chyba w końcu ulegniemy, bo raczej ich propozycja nie jest podyktowana litością ale życzliwością i autentyczną chęcią spędzenia z nami świąt (no dobra, głownie z Nastią). Niestety nic nie kupiłam, bo tłok taki, że się skupić nie mogę. Muszę się wybrać chyba do Bandyckiej Galerii. Ostatnio widziałam, że na najniższym poziomie są stoiska z przepięknymi ozdobami, więc może wybiorę się z Nastką tam na spacer w godzinach przedpołudniowych, by było mało ludzi i coś zakupimy.

Na Jarmarku zaliczyliśmy też teatrzyk dla dzieci, bo mała Anetka chciała zobaczyć bajkę o Królewnie Śnieżce. Pani opowiadająca ze sceny dojrzała ją i poprosiła na scenę, by ta odgrywała tytułową rolę. Trzeba przyznać, że Młoda bardzo pasowała, bo śliczna z niej dziewucha - czarne falowane włoski, alabastrowa cera i naturalnie czerwone usteczka. Fajnie było zobaczyć, że coś jednak ją cieszy i nie ma ciągle jęczącej paszczy. Zebrała aplauz od dorosłych i dzieci, resztę spaceru dumna przechadzała się ulicami gdańskiej starówki prowadząc wózek ze śpiącą Nastką.
O, a tak w ogóle to Nastka pobiła swój rekord przebywania na świeżym powietrzu :) ponad 3 godziny aktywnie na łażeniu i jeszcze troszkę na dojazdy autem :)
Po powrrocie do domu niespodzianka! Nawet herbaty sobie na rozgrzanie nie możemy zrobić! Prądu nie ma! A że mieszkamy w nowym budownictwie, więc nie ma tu instalacji gazowej i dupa blada. Świece pozapalane, popijamy kompocik z jabłek i malin (wszystko z naszego sadu), romantyczną kolację (wcześniej już przygotowaną) mamy zamiar skonsumować, a tu prąd wrócił. A co tam! Może czajnik użyjemy, ale światło? Mamy tyyyle świec, a tak miło się siedzi przy ich blasku. Niech tak zostanie..
No i standardowy komentarz na zmiany życiowe u nas. "Ojej, Nastusia jest taka jakby dziecka w domu nie było!" Chyba nie było odwiedzających, którzy w taki lub podobny sposób nie opisali tego, co wywróciło nasze życie do góry nogami tak na prawdę :)

13.12.2015r. Dzień czterdziesty, niedziela, 22.25
Goście po obiedzie pojechali. Nastka jak zawsze popisówkę walnęła, jaka to ona ona spokojna i towarzyska, a noc cała przespana. No idealna, po rodzicach :D
Ogarnęliśmy mieszkanie, nakarmiliśmy Młodą, wzięliśmy tyłki w garść i poszliśmy do znajomych (tych, co to dziecko robią namiętnie trzeci miesiąc). Obżerliśmy ich, naśmialiśmy się, nagadaliśmy. Młoda raz tylko przebudziła się na żarcie i dalej poszła w kimono. Położyliśmy ją pod choinką, bo akurat mieli już ubraną. Ach, no żyć nie umierać.

Teraz Młoda sobie kiwa się na leżaczku, Matka wyprysznicowana męczy komputer, a Ojciec zażywa uciech w bąbelkowych kąpielach...
I tak myślę sobie o tym wszystkim, co mnie spotyka co dnia... No idealnie jest.. Idealnie.


IMAG0549_1.jpg
pc screenshot

14.12.2015r. Dzień 41, poniedziałek, 18.26

Kłamię! Cały czas jest coś, co mąci mój spokój. To jest mój krok. Krocze znaczy się. Już nawet zaparacia dały mi spokój. A tu mentalnie nie mogę się uwolnić od piczkowej obsesji. Żadne argumenty do mnie nie docierają. Już i położna mi tłumaczyła, sama czytaam, Ciotka próbowała wybić ten lęk ze łba... Mąż próbuje delikatnie mnie oswajać... A ni chujutki! Ja woje "wiem"! Wizja odbycia wizyty u mojego ginekologa mnie paraliżuje. Że już nie wspomnę o innym odbywaniu. Tak zwanego stosunku... I jestem trochę na siebie zła. Bo nic mi nie dolega, tak racjonalnie wiem, że ta cała histeria jest mi niepotrzebna, ale...
Wróciłam cała ja. Przewrażliwiona na histeryczka. Bojąca się najmniejszego bólu. Na sali porodowej nałożono mi wenflon na wszelki wielki wypadek. Wszystko ok. W ciąży chodziłam na te pobierania krwi co miesiąc, a przez pierwsze miesiące co dwa tygodnie (sprawadzać tarczycę) i już nawet mi ciśnienie nie podskakiwało. Kilka godzin po porodzie chciałam wziąć prysznic. Poszłam do punktu pielęgniarskiego, by pozbyć się wkłucia przed tą przyjemnością. I durna mało nie padłam tam ze stresu! Ojej ojej, igiełkę mi wyciągną z rączki. Nosz kurna mać, w myślach się karcę, porąbańcy ty, przed chwilą urodziłaś dziecko 3720g, a teraz trzęsiesz dupskiem przed... No nawet nie dokończyłam myśli, a pielęgniarka już usunęła wenflon z mojej łapy.

Ale do brzegu. Jutro mam pobieranie krwi. Niedługo moje kontrolne wizyty i potrzebne są mi wyniki badań. Może nie osierocę dziecka przedwcześnie, ale powoli żegnam się z tym światem.

Poza tymi dziwnymi przypadłościami u nas wszystko w najlepszym porządku. Nastia przesypia całe noce. Zasypia około 23 i budzi się około 7.30. Laktacja już tak ustabilizowana, że w nocy nie budzą mnie bolące, twarde z przepełnienia piersi. Wkładki laktacyjne co prawda przemoknięte do suchej nitki, ale przecież taka ich funkcja. Mimo że wcześniej również nie zarywałam nocy, bo budziłam się tylko raz do Młodej, tak teraz odkrywam jeszcze inną jakość spania. A może wracam do tej, którą miałam jeszcze przed ciążą? A może i nie. Wtedy niby spałam całymi nocami, ale zawsze to przed snem myślałam, a to o pracy, a to o tym jak coś zorganizować, wepchać w napięte i tak plany.. Przed samą ciążą to jeszcze dochodziły rozmyślania na temat starań i emocje z tym związane... Tak. Teraz śpię dłużej i spokojniej. Jestem po prostu szczęśliwsza.

Przy okazji szczęścia. Zastanawiam się nad prezentami. I dla siebie i dla innych. Podpytuję bliskich, czego sobie życzą. Mój mąż uparcie twierdzi, że nic nie chce, bo wszystko ma. Ponoć ja i ostatnio Nastia to spełnienie jego marzeń.
Moi Rodzice kompletnie oszaleli na punkcie wnuczki. Mama nawet będąc w pracy czasem dzwoni, by podpytać co u Małej. Oczywiście codziennie mmsy i maile ze zdjęciami ślę na Mazury. Gdy wychodzi na zakupy to zapomina, co miała sobie kupić, bo o drodze był jakiś sklep z artykułami dziecięcymi i koniecznie musi zaopatrzyć Nastię w bodziaka, gryzka czy kij wie co :P łóżeczko turystyczne zakupili już mimo że zdają sobie sprawę, że dopiero na przełomie stycznia/lutego się do nich wybierzemy. Tacie nawet koledzy z pracy zaczęli zwracać uwagę na to, że zrobił się monotematyczny, a Mamie zdarzyło się wysłać mmsa ze zdjęciem Nastki do swojej klientki (nadal trudno mi uwierzyć, że to przypadek) :D
Tyle z mojego pitolenia. Dziecko trza nakarmić. Tak przynajmniej twierdzi jego ojciec.

19.43

Jak karmienie z jednego cyca to od razu i kąpiel. Uwielbiam to, że Anastazja uwielbia kąpiele. Tylko ta woda. Istny Tatusiek. Ciężko mi ją polewać i chlapać wodą, gdy ta mnie w moje łapska parzy. A córka zadowolona. Ona tak lubi. Po Tatusiu. Nic dziwnego, bo w czasach gdy jeszcze skakała z jajka na jajko Ojciec już ją przyzwyczajał do tropików :)
A i córcia, teraz słowo do Ciebie. Mam nadzieję, że nie nudzi Ci się czytanie moich wypocin. Jest jeszcze pamiętnik z czasów ciąży, kiedy jeszcze sobie radośnie wypełniałaś mój brzuch, ale abyś do niego zyskała dostęp nie wystarczy 21 lat tak jak teraz. Ale kochana, o tym innym razem, zresztą na początku już czytałaś co i jak. Poniedziałek dziś, dlatego też przyszła do nas Ciocia Ewa spędzić z nami dzień. Po porannym brzuszkowaniu wybrałyśmy się na spacer. Dzień chociaż mroźny to słoneczny i piękny. Ciocia jest Tobą zauroczona. Twoje przyjście na świat sprawiło, że kobiety w naszym otoczeniu oszalały. Rozbudziłaś instynkty macierzyńskie w promieniu kilkudziesięciu kilometrów! Jedna z Twoich ciotek będąc na zakupach ze mną kupiła przeurocze pajacyki "na zapas", bo stwierdziła, że jednak z wujkiem są już gotowi na dziecko. A jeszcze niedawno mówiła, że "nigdy dzieci". Trzeba przyznać, że robisz rodzicielstwu dobry PR :)
ale ja nie o tym chciałam. Poniedziałek. Ciocia Ewa! Tak! Twoje dokonania obserwowane przez Ciocię. Tego dnia akurat ma więcej wolnego czasu i stara się go spędzić z nami, by być na bieżąco z tym co u Ciebie. A co u Małej Anastazji?
- kupy zdarzają się coraz rzadziej. Teraz już nie każda przebierana pielucha jest nią wypełniona. Nocą, kiedy się śpi to kupy nie ma żadnej. Produkcja rusza około 7-8 i wtedy z kołyski dobiegają przedziwne dźwięki, postękiwania i takie tam.

- kąpiele to nadal numer jeden w planie dnia. Zastanawiam się, czy nie kąpać codziennie. Chociaż adoptująca się do wciąż nowych warunków skóra na gębie i ramionach wysypała się kaszą (położna i ciotka zgodnie twierdzą, że to na tle łojotokowym i mam się nie przejmować, bo ja już podejrzewałam alergię pokarmową, ale wtedy wysyp wyłazi na praktycznie całe ciało). Zazwyczaj dodawałam emolium do kąpieli, ale dzisiaj pluskanie odbyło się w czystej wodzie bez żadnych specyfików.

- spacery też są bardzo spoko. Pogoda jest łaskawa, listopad był ciepły, grudzień też. Na palcach jednej ręki można policzyć dni, kiedy zrezygnowaliśmy ze spaceru :) Spanie na świeżym powietrzu to fajne zajęcie, dodatkowo ciągle się wózek kiwa, buja, telepie i trzęsie. Jeżeli po wejściu na piętro Nastia się nie budzi to ląduje na dosypianie na balkon.

- tradycyjne leżakowanie naprzeciwko lampy w pokoju wieczorem, a za dnia przy drzwiach balkonowych. Można się godzinami wlepiać w te "atrakcje". Chociaż świetną opcją były lampki choinkowe u znajomych. Te nie mrygające światełka zajęły Nastkę na jeszcze dłużej niż zwykłe źródło światła. (a "lampa" to obok "matki" jedno z pierwszych pojęć stworzonych przez kształtujący się umysł dziecka)

- Obserwacja życia codziennego z pozycji leżaczka. W dzień łóżeczko Anastazję irytuje. Zbyt dobrze zna już jego okolice. Nic ciekawego. Co innego wieczorem, gdy się ściemi. Wtedy Matka odpala karuzelę z projektorem nad kołyską i można obserwować pojawiające się i znikające świetlne gwiazdeczki. Za dnia Nastka lubi przyglądać się poczynaniom Matki i Ojca. Sprzątanie, gotowanie, śpiewanie, tańczenie... Im więcej się dzieje tym lepiej. Zdarza się czasem, że zmęczone dziecko zaśnie w środku najbardziej emocjonujących zajęć, ale po małej regeneracji znów wraca do żywych i obserwuje dalej wymachując rączkami i nóżkami na wszystkie strony świata.

- Ciotkę najbardziej zaskoczyła jedna rzecz. Ile ona już dźwięków wydaje! Można się z nią już dogadać. Dzisiaj Ciotka po rosyjsku wykładała Nastusi językoznastwo. Nastia z zainteresowaniem rozdziawiała japkę i układała usteczka w prześmieszny sposób. Ku uciesze Ciotki :)

- Jedna z zabawek prezentów na Mikołajki - zwykły pluszowy grzechoczący króliczek z szeleszczącymi uszkami i piszczącą łapką - to nasz hit. Anetka zabawiała nim kilkukrotnie Anastazję przez parę minut. Nastka zwracała na niego uwagę i podobnie zachowywała jak podczas słuchania wykładów Ciotki. Myślę, że jej uwagę przykłuwał nie tyle kolorowy wygląd zabawki (bo kolory jeszcze aż tak widziane na tym etapie nie są, chyba że kontrasty - czarny/biały, ciemny/jasny), co dźwięki przez nią wydawane.

- I kolejny hit - kot. Coraz bardziej przekonuję się, że tworzy się pod naszym dachem niezła paczka. Łażący po jasnej kapie łóżka (cicho)ciemny Uzi to cel nr Nastki. Od razu główka wędruje do góry. Ciotka-położna zachwycona, bo Nastia nie tyle trzyma samą głowę, co podnosi ją i opiera się na rączkach. Cudny widok. Kot przed nią wykłada się i turla z boku na bok, a ta wodzi za nim wzrokiem, a nawet uśmiecha. Zdecydowanie polecam wszystkim zwierzaka jako pierwszą interaktywną zabawkę :D

- No właśnie uśmiech. Od kilku dni obserwuję go i wydaje się on być mi podejrzany. Jako ten świadomy, a nie wrodzony ( występujący nawet u dzieci niewidomych, które z wiadomych względów nie są wstanie się go nauczyć przez naśladownictwo). U Nastki uśmiech pojawia się w odpowiedzi na zagadywanie podczas przebierania, pieszczot, kąpieli... Głównie moje, bo K. próbował i średnio to wychodziło. Widocznie ja się jej lepiej kojarzę. :D z żarciem! :D przewertowałam już wszystkie notatki, przejrzałam masę artykułów i kilka podręczników, bo nie oszukujmy się staram się zachować spokój oraz (w miarę możliwości) obiektywizm w ocenie dokonań rozwojowych cóki i .... I tak, to możliwe. 5 tygodniowe dziecko może uśmiech świadomie, społecznie wykorzystywać.

- Nastka położona na boczek przekręca się już od jakiegoś czasu na plecy. I łeb kręci się jej we wszystkie możliwe strony.

- Ulubione zajęcie Nastii to słuchanie głupot Ojca. Ten to dopiero z nią wyczynia. Wymyśla jej piosenki, rymowanki, w ich rytm wymachuje jej rączkami, masuje brzuszek, postukuje w plecki. Słucha córka wtedy jak zaczarowana, a gdy Ojciec przestaje składa usteczka w podkówkę szykując się do kwilenia. Wtedy ten dalej kontynuuje swoje ekscesy. Trzeba przyznać, że i ja mam niezły z tego ubaw i nie chcę by przestawał. Te śpiewane wierszyki o naszej rodzince, naszym życiu są bombowe. Brzuch mnie nieraz boli ze śmiechu. Poza tym mąż opowiada Młodej bajki, historie ze swojego dzieciństwa i jak mu minął dzień. Gdy tyko wchodzi do domu, rusza do łazienki by wymyć ręce i przejmuje córkę, jeżeli akurat ta nie śpi. Już obiad nie jest ważny, wyskoczenie z garnituru też. Poza tym K. mnie bardzo rozczula, gdy tak na kolanach trzyma Nastię i jej śpiewa, a drugą wolną rękę głaszcze naszego spragnionego miłości kota.

Podsumowując... Zwykłe jak na 6 tygodni życia dziecko. Uśmiecha się, trzyma głowę, wymachuje kończynami to na zmianę, to naraz, patrzy coraz bardziej świadomie, rozgląda się, wodzi wzrokiem, jej uwagę zwraca światło i głośne dźwięki, w dzień coraz mniej śpi, więcej czuwa, a noce przesypia z jedną pobudką lub bez pobudki. No zwykłe. Zdrowe. Ale dla mnie takie wyjątkowe, moje, jedyne... Nastia, Matka kocha Cię tak mocno,że czasem w gardle ściska ta miłość, a wieczorami ciągle Ci to powtarzam, zasypiasz taka wycałowana przeze mnie, wygłaskana.. Tata tylko patrzy na nas i się uśmiecha szepcząc pod nosem "moje kochane dziewczyny, moje..."

15.12.2015r. Dzień czterdziesty drugi, wtorek, 12.08

Jednak nie osierociłam dziecka przed pobieraniem krwi. Wszystko skończyło się dobrze, a to tylko i wyłącznie dzięki mojej próżności. Weszłam do gabinetu w punkcie pobrań i.... posypały się komplementy. Że jak to? Pani już urodziła? Nic nie widać, proszę nas nie załamywać! Nawet niech pani nie mówi, ile pani waży. A nie, ILE PANI WAŻY? A ile w ciąży przytyła? 8 kilo? To dziecko pewnie maleńkie, co? Jak to 3720? Niesamowite. Lepiej da pani tą rękę, bo my się załamiemy. Jak to się stało, że nie ma pani już ani śladu po brzuchu. Ja rozanielona, uśmiechnięta od ucha do ucha... Mówcie mi jeszcze. Już! Może pani zabrać rękę. Powodzenia, pozdrowienia dla córki i wesołych świąt. A i nie proszę tu jest pani dowód.
Wyszłam i stoję pod tymi drzwiami. W szoku, z bananem na ryju. Ale mnie baby podeszły :D nawet nie zorientowałam się, a już po pobieraniu. Teraz chyba już wiem, co na mnie działa znieczulająco :D
Dobra, nie mam czasu teraz na pitolenie. Wiesz córka, mamy dziś sporo do zrobienia. Całe mieszkanie w rozwieszonym praniu. Wczoraj przyszalałam. Pralka pracowała non-stop, ale tak to jest po weekendzie z gośćmi. Poza tym i Ty dorzuciłaś swoje pieć groszy. W niedzielę to dwa razy Cię przebierałam. Niespodziewanie się dziecku ulało, ale jak zawsze u Ciebie bywa z rozmachem :D potem ja raz na śpiocha (przyznaję się bez bicia) źle zapięłam pampersa i poranna kupa poszła w pajaca i w śpiworek. No, to teraz trzeba na spacer wyjść, potem ogarnąć ten nawał prania. A później prasowanie. Dobrze, że obiad gotowy chociaż, to nie będę musiała się z tym męczyć.

16.12.2015r. Dzień 43, środa
Anastazja ma już 6 tygodni


6 tygodni temu niedługo zanim zegar wskazał 8 rano urodziła się nam córcia. Dziś o tej porze trzęsąc się z zimna wsiadłam do zamarzniętego na sopel lodu samochodu i czekałam aż odmarźnie. Bogu dziękuję temu, kto wymyślił podgrzewane szyby. Miałam dzisiaj kontrolną wizytę u endokrynologa po dłuższej przerwie. Ostatnim razem, gdy tam byłam było lato w pełni. Gorąco, pięknie i cieszyłam się że Sea Towers jest w porcie to chociaż trochę schłodzi mnie wiatr szalejący w porcie. A i dostałam mandat za parkowanie :) dzisiaj jadąc do Gdyni modliłam się, by wiatr nie hulał za bardzo (moje zatoki! boję się o nie chociaż śmigam w dwóch czapkach) i żeby żadnemu z wypisywaczy mandatów nie chciało się łazić tam, gdzie zostawię auto :P w ciąży byłam zmęczona już tymi częstymi wizytami u endokrynologa (przy całej sympatii dla niego), a teraz nawet cieszyłam się na tą moją wycieczkę do Gdyni. Pan doktor jak zawsze mnie obkomplementował, mówił, że często wspominał o mnie swoim pacjentkom. Że tak ładnie mi wyregulowała się tarczyca i zaraz ciąża, że nie wzrosło mi w jej trakcie zapotrzebowanie na lewotyroksynę, że nie tyłam nadmiernie. A tu kolejna niespodzianka! Pani nie wygląda jakby kiedykolwiek w ciązy chodziła! No i znowu moja próżność pogłaskana. Będę Panią za przykład dawał! (endokrynolog ma fioła na punkcie wagi, żartem stwierdził, że mój przykład pokazuje, że najlepsze na odchudzanie jest zajście w ciążę, skoro po porodzie jest -3 kg) Hmm, śmieję się w duchu. Ależ by się doktorek zdziwił, jakby zobaczył mnie w ostatnich tygodniach ciąży jak opierdzielam paczkę czipsów zagryzając frytkami z KFC (że nie wspomnę o tych cukierkach czekoladowych pochłanianych w ramach drugiego a czasem i pierwszego śniadania) :P pytał o Małą, pokazałam mu fotkę, pochwalił moje wyniki, przyklepał recepty i zapytał, kiedy następna ciąża, skoro wszystko idzie tak "idealnie". Taaa już ruszam z produkcją :P nie wierzę, że drugie dziecko będzie tak perfekcyjne jak Nastia! Chociaż nawet jeżeli chodzi o nią to każdego wieczora zasypiam i zastanawiam się, "czy to już dziś dziecko nam pokaże co to nieprzespana noc ?".
"Wyśpijcie się na zapas" - takie rady to chleb powszedni dla przyszłych rodziców. U nas w ogóle się nie przydała, bo po pierwsze w ciąży szczałam na potęgę i żeby się wyspać to musiałabym kimać na klopie, a po porodzie to mamy Nastkę, która najpierw budziła się raz-dwa, po jakimś tygodniu-dwóch raz na noc, a teraz nawet już nie trzeba do niej wstawać, bo przesypia 7-8 godzin bez przerwy.
Niemniej jednak wiem, że sytuacja jest dynamiczna i wszystko może się zmienić. I już nie tyle chodzi mi o (tfu, tfu!) choroby, skoki czy inne niemowlęce kataklizmy, ale że u takiego małego dziecka jeszcze wszystko może się zmienić i nadal być w granicach normy. I tak co dnia zastanawiam się, kiedy przyjdzie ten czas, że Nastia pokaże na co ją stać :D może po szczepieniach (oby jednak nie!)? Jutro jednak mamy się stawić, bo dziś byłoby o jeden dzień za szybko i dopiero się dopatrzyli. Szkoda, bo na dzisiaj K. wziął sobie wolny dzień, by nam towarzyszyć. Poinformowała mnie o tym przychodnia dopiero dzisiaj gdy wracałam z Gdyni do domu, więc odkręcenie tego wolnego na jutro było już niemożliwe. Jutro pojedziemy na szczepienie same.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wróciłam do domu, zjedliśmy śniadanie (moje drugie; pierwsze było o 7, a te drugie przed 9, taaa.. wydawało mi się z tym, że apetyt mi się ustabilizował i przestałam tyle żreć), zapakowaliśmy się całą familią do mondka i polecieliśmy do Bandyckiej popatrzeć na te bombki. Nie znoszę chodzić tak po galerii. Niby czegoś szukasz, ale nic ci się nie podoba. Szukasz więc czegoś innego i ... nadal nic. Masakra. Te jaskrawe światła, ta muzyka i tyle kolorów wokół. Szybko rozbolała mnie głowa, humor podupadł i stwierdziłam, że gdzieś mam te święta :P mąż postanowił, że zrobimy drugie podejście do szaleństwa zakupowego w innej galerii. No i to był strzał w dziesiątkę! Zmieniliśmy galerię na mniejszą, z mniej rażącym światłem i od razu wszystko wydało się łatwiejsze. Szefostwo nie dostanie wypasionej bombki tylko wybrałam im kilka świątecznych kompozycji herbacianych z konfiturami. Szef nie pija kawy, wzamian lubi próbować różnych herbat-wynalazków. Szefowa natomiast faszeruje swoje filiżanki z herbatą owocowymi przysmakami ze słoiczków. Ich trójce dzieci postanowiliśmy zafundować bilety na Piotrusia Pana na lodzie. Duża rozpiętość wiekowa między nimi jest, ale może jako rodzeństwo będą się dobrze razem tam bawić.
Reszta (włącznie z mężem) dostanie prezenty na grekokatolickie święta obchodzone wg kalendarza juliańskiego (wigilia wypada 6 stycznia). 19 grudnia obchodzimy też Mikołajki, także u nas ciągle święta :P 6 łacińskie Mikołajki, 19 greckie, 24 wigilia łacińska, 31 stycznia Sylwester, 6 stycznia grecka wigilia, 13 stycznia Małanka. Nastia, jedna wielka impreza :) w połowie stycznia mamy zamiar iść na zabawę sylwestrowo/małankową. Jedni i drudzy Dziadkowie zgłosili swoją gotowość do opieki nad Tobą :) zobaczymy jeszcze którzy z nich się zajmą tym w praktyce, ale to bardzo miłe, że nie będziemy musieli kombinować :)
Jako że spędziliśmy dziś ponad połowę dnia poza domem musieliśmy gdzieś napchać kiszkę. Obiad w domu gotowy, K. jak zawsze niegłodny, a ja jak zawsze coś bym wszamała, więc postanowiliśmy mnie zapchać wielkim czekoladowym muffinem i koktajlem czekoladowym, a K. uraczył się małym pierniczkiem i wymyślna kawą. Zresztą dla mnie każda kawa jest wymyślna. Nie mam o niej zielonego pojęcia, bo nie lubię. Bo mi każda śmierdzi. O.
No i dziecko musiało napchać kichę. Mam więc już doświadczenia w korzystaniu z pokoi matki z dzieckiem :D najwygodniej mi jak do tej pory było w medicoverze, no ale mniejsza z tym.
Kupiliśmy Nastii jeszcze prezent na Mikołajki, sobie nowe płyty z muzyką do samochodu i wróciliśmy do siebie na osiedle. Zamiast wyjść z auta i pokierować swoje kroki do domu, siedzieliśmy w aucie przesłuchując po krótce zakupione płyty. Tak sobie myślę.. najnormalniejszych rodziców Nastusia to Ty nie masz... Ale za to jakich szczęśliwych!

No a teraz taki obrazek... Rozłożona kanapa. Na niej dziesięć poduszek, kilka kocyków, tona ciastek i cukierków, butelka z wodą, sok pomarańczowy, słonecznik, koszyk z podręcznym zestawem obsługi niemowaka (żeby tyłka z kanapy ani na sekundę nie podnieść :D ) no i nasza leniwa czwórka... Gadamy, gugamy, przytulamy się, głaszczemy, zaczepiamy. Planujemy weekend, który i tak jest już zaplanowany i nie czarujmy, więcej już nie da się wcisnąć. Rano w sobotę wyprawa po choinkę (koniecznie po jodłę kaukaską!), ubieranie jej, pakowanie prezentu urodzinowego dla koleżanki i impreza urodzinowa. Niedziela to pieczenie pierniczków, msza, spacer, kolacja u byłych sąsiadów.

No ale to dopiero w weekend, a jutro stresujący dzień. Ginekolog! Szczepienie! Olaboga! Damy radę, córcia, damy radę!

A i żeby nie było potem wątpliwości. Ojciec do Ciebie woła:
Żulik, Gumiś, Pryszczol, Franklin, Paszczurek, Rozdziawa, Pucuś, Żulosław, Złotowłosa, Gnom, Ssak, Żółwik, Zbychu, Łysol, Piszczałka, Wrzaskun i inne takie pieszczotliwe określenia. Myślę, że mój ciążowy Karaluch to nic przy tym repertuarze, który ciągle się rozwija :D

No, możemy leżeć dalej... :)



No to ja już w drodze tym razem sama... Ale sobie poradzę no i wracać będziemy już w trójkę więc będzie raźniej :-) teraz proszę do mnie nie dzwonić bo każdy dźwięk jaki wydaje mój telefon przyprawia mnie o zawał mięśnia sercowego. Przecież w każdej chwili mogą zadzwonić i odwołać transfer tfu tfu wszystko będzie dobrze w końcu mam ze sobą swój talizman... się nie smiejcie ale mam szczęśliwe majtki ;-) zauważyłam że jak idę w nich na wizytę to wszystko jest ok więc dzisiaj je założyłam i zamierzam ściągnąć je za 9 miesięcy :-D dobra dobra zartowalam trzymajcie kciuki!!!

Wizyta pomyslnie:) z Usg dzidzius ma 8tyg i 1 dzien czyli do poczecia musialo doksc 12kwietnia czyli 13 dnia cyklu. Dzidzius Ma 1.66 cm i slyszalam piekne bicie serduszka! Mama jest zmeczona i troche nerwy mi odchadza!

230515 Powrót do punktu wyjścia. 16 grudnia 2015, 19:32

17 dc.

Byłam dzisiaj u gina. Owulacja była na pewno - mamy ciałko żółte, endometrium ładne - ponad 10mm (czyżby wino pomogło?). Teraz tylko zostaje trzymać kciuki, żeby się udało.
Cały czas boli mnie brzuch w okolicy prawego jajnika, ciągnie czasem całkiem mocno. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Rok temu było podobnie, pamiętam, ale nie chcę się też nakręcać. Rozczarowanie byłoby dotkliwe.

Kupiłam sobie w Aparcie nowego charmsa - aniołka. Jest przepiękny. Teraz Krzysiu będzie ze mną cały czas.

I ponownie - wszystko jest jak rok temu - owulacja z prawego jajnika, pęcherzyk 15mm, wyjazd w góry w to samo miejsce, badało mnie nawet znowu dwóch różnych lekarzy... I żeby było jeszcze śmieszniej, w październiku 2014, kiedy byłam już we wczesnej ciąży, a jeszcze o tym nie wiedziałam, zaprosiłam do mnie na wino sąsiadkę, której mąż zmarł nieco wcześniej na raka - chciałam pogadać, wesprzeć, została przecież sama, z małym dzieckiem. Dzisiaj po powrocie od lekarza spotkałam tę moją sąsiadkę. I co? Zaprosiła mnie dzisiaj na lampkę wina. Boże. Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć - czy to wszystko dobre wróżby? Czy to Ten z góry wysyła do mnie sygnały: słuchaj, rok temu się nie udało, ale teraz, zobacz, wszystko już będzie dobrze! Chciałabym. Bardzo.

I do tego testować powinnam w Boże Narodzenie. Modlę się, żebyśmy zobaczyli dwie kreski.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 grudnia 2015, 01:30

pati87 kolejne starania, czy warto? 8 czerwca 2016, 18:08

wiec sie stalo, nadszedl ostatni cykl przed staraniami, a i tak dlugo na niego czekalam bo 39dni, moje cykle sa nadal nieregularne 32-39dni, mam nadzieje ze nie bedzie to mialo wplywu na zajscie w ciążę i urodzeniu zdrowego dziecka,

mam nadzieje ze teraz juz z gorki szybko z leci czas

anusia13 kolejny rok starań... 20 kwietnia 2016, 20:31

Trzeci dzień cyklu a ja juz dostaje szału czy sie uda czy nie?
Mam nerwowy dzień a staram sie byc dla wszystkich miła kiedys oszaleje;(
Nie potrafię tego wszystkiego zrozumiec dlaczego tak wszystko sie układa z jakich to powodów nie moge dac upragnionego dziecka meszczyznie ktorego tak bardzo kocham wiem że byłby wspaniałym ojcem .

Byłam

w poczekalni dziki tłum

Lekarz zanim rozpisze leki chciałby mnie zbadać. Niestety zonk! Wczoraj pojawiła się @
Ale to nic. Mam się zjawić 19.01.2016 r. na kolejnej wizycie. Wtedy też rozpiszemy leki.

Do tego czasu mam zrobić badania.
Ja:
tsh
antygen HBs (HBSAG)
P/c anty HBc całkowite (AHBC-T)
P/c anty HCV (AHCV)
WR
HIV
Toxoplazma IgG (TOX-G)
Toxoplazma IgM (TOX-M)
Rubella IgG (RUB-G)
Cytomegalia IgG (CMV-G)
Cytomegalia IgM (CMV-M)

Mąż
antygen HBs (HBSAG)
P/c anty HBc całkowite (AHBC-T)
P/c anty HCV (AHCV)
WR
HIV

Dodatkowo na mój koszt mam zrobi:
cytologię
biocenozę
chlamydię trachomatis metodą PCR DNA

Doktorek obejrzał kartę mojej poprzedniej procedury i zastanawiał się gdzie posiałam jaja skoro było aż tyle pęcherzyków
Będziemy starali się wyhodować więcej i lepszej jakości

tak czy tak ruszamy w cyklu lutowym
punkcja byłaby ok 15.02 tralala.gif

na następną wizytę mam dostarczyć również podpisany nowy regulamin i zgodę na dawstwo komórek
jedno z pytań ankiety brzmi: spożycie alkoholu O.o ej no bez jaj ;-) przecież wino na endometrium
typ owłosienia O.o
Ryzykowne zachowania seksualne O.o
Dojrzewanie: prawidłowe/nieprawidłowe O.o a ja wiem?
rasa? O.o

no więc tak ..jeszcze czekamy, ale już niedługo działamy
skończy się akurat karnawał, więc będzie można spokojnie zajść w ciążę ;-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2015, 20:06

13 dc. czas okołoowulacyjny.

Mam wieści. Od jakich zacząć, dobrych czy złych? Może złych. Lada chwila zostane bez pracy. Nie wiem dokładnie kiedy to nastąpi, ale podejrzewam, że sytuacja rozwiąże się w przeciągu miesiąca.
To fascynujące, ale niespecjalnie się tym przejmuje. Jestem nienormalna, co ;)? Ale! Pozytywy zdecydowanie przeważają rychłą strate pracy.

Jestem chora. Zaniemówiłam zupełnie, w gardle pali, ale nie chciałam iść na zwolnienie. Jednakże w obecnej sytuacji chyba nie będe mieć większych skrupułów. Zobaczymy.

A więc!
Wczoraj byłam na rozmowie o prace. Fajna kasa, 50% większa niż ta, którą teraz dostaje. Tylko godziny gorsze. Jednak praca w urzędzie ma ten plus, że w domu jestem o 16, a tutaj myślę, że byłaby to jakaś 18.

Teraz da da da daaaam fanfary.
Byłam u mojej gin, dr Z. Mamy plan! Wiem, miałam zrezygnować z planowania, ale potrzebowałam wiedzieć co robimy, jeśli wyniki małżonka sie poprawią bądź też nie. I wiem. Jeśli sie poprawią na początku lutego podchodzimy do iui. Podchodzimy 2 dwukrotnie. Jeśli się nie uda - na wiosne jedziemy z koksem i robimy icsi. Jetem bardzo podekscytowana. Przestraszona, że to wszystko będzie nas bardzo dużo kosztować, pieniędzy, nerwów, zdrowia. Ale ostatecznie czego to się nie robi prawda?

Wkurzył mnie wczoraj mój nowy doktorek,
dzwonie do niego, bo chciałam się dowiedzieć czy jest już moja cytologia
i czy mam wziąć te cholerną luteinę na wywołanie bo przy progesteronie 0,3
nie chciałabym czekać w nieskończoność na miesiączkę!
No i dzwonie do niego pytam o te cytologie, pyta kiedy robiona, mówi że nie ma,
więc mówię mu że taka sprawa jest że miałam ten antybiotyk a mimo tego miałam nowe zapalenie,
a on na to a tak tak to trzeba będzie do tego wrócić, więc chce jeszcze zapytać o ten mój wynik,
jeszcze dobrze nie zdążyłam powiedzieć jaki wynik, na co on a to na wizycie o tym porozmawiamy, a jesteśmy umówieni już?
NO HELOŁ! Chciałam się tylko dowiedzieć czy wziąć te luteinę, ale widzę że tu wszędzie tylko kasa, kasa, kasa.
No i tak czekam na tę @ i jej na bank nie dostanę, no bo jak z takim wynikiem. Więc tak czy inaczej poczekam do terminu i sobie ją sama wywołam, a niech mi tylko coś powie na ten temat!

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)