Przygotowana na rozpoczęcie kolejnego cyklu zaplanowanego ze stymulacją aromkiem. Czekam na @ która się spóźnia 3ci dzień, mam tylko lekkie plamienia. W końcu decyduje się na test ale wczoraj gdy go kupowałam śmiałam się z siebie ze po tylu latach jestem tak głupia by go wgl kupić. No nic sikam i co i... są dwie krechy! Moje pierwsze w życiu dwie kreski na teście ciążowym. Jadę na betę godzina 10 około południa wynik.
Beta 505,4!!! 😀😀😀 Czy to aby nie sen? Proszę niech to szczęście trwa ❤️
![]()
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2019, 13:46
Kolejna bezcyckowa noc Emila. No i... okazalo sie, ze ten dzieciak potrafi spac. Od 19.30 do 7 (kiedy jest pobudka do zlobka). Jestem w glebokim szoku. 1,5 roku poszarpanych nocek. Miliony pobudek. Lozeczko, ktore parzyło. Wlozony do lozeczka darł się jakby go wsadzano go goracej smoły. A tu nagle aniolek! Sam, we wlasnym lozku, i nie trzeba do niego wstawac. Poki co maz spi z nim w pokoju (maz w lozku, Emil w swoim), a ja osobno, bo mecza mnie zatoki i mam totalnie zatkana glowe. Ale na dniach planujemy eksmitowac Emila do osobnego pokoju, a sami wrocimy do wspolnego spania. Tak, tak, od X miesiecy maz spal w osobnym pokoju, a ja z Emilem w naszym lozku. Tak bylo lepiej, zeby chociaz jedno z nas sie wyspalo. Ahh czuje, ze teraz wszystko sie ulozy i bedzie juz tylko coraz lepiej.
Wszystkim chciałabym życzyć Wesołych Świat Bożego Narodzenia i aby w przyszłym roku wszystkim nam spełniło się to największe marzenie o nowym małym członku rodziny.
23dc
Rano na papierze zauważyłam kremowy śluz zabarwiony rozwodnioną krwią. Zawsze wyglada to na plamienie implementacjne a potem test zawsze negatywny. Ciekawe...
Któraś z Was miała takie plamienia przy dupku?
Ja mam już 3 miesiąc jest to taka rozwodniona plamka tylko i tyle. Około 7 dni po ovu i 7 dni przed @. Jutro idę do gino to zapytam o to.
Dzisiejsze badania krwi:
Glukoza 76,70 (norma 70 - 99)
Insulina 10,70 (norma 2,6 - 24,9)
Prolaktyna 363 (norma 102 - 496)
TSH 0,282 (norma 0,27 - 4,2)
Chyba generalnie wyniki ok.
Endo mówiła, że jeśli cukier wyjdzie źle to włączamy metforminę. Tylko mam dwa opakowania, które kupiłam na darmo i tylko leżą a ich nie wykorzystam.. bo kiedyś mi zlecili a potem zrezygnowali.
TSH- zmniejsze ciut dawkę.
Czytałam ostatnio o cholinie o której wpsominałyście i chciałam dzisiaj kupić w aptece ale samej choliny nie mieli, będę szukać dalej. Biorę Pregnę plus i jest tam w zasadzie to co potrzeba tylko choliny brak.
Kupiłam za to termometr owulacyjny, bo mój elektroniczny jakiś czas temu zaczął szwankować. Nooo... i jak go kupiłam to jak na złość poprzedni zaczął działać 😅 Teraz mam trzy: owulacyjny, elektroniczny i rtęciowy. Myślałam że są droższe te owulacyjne a zapłaciłam jakoś 25 zł, więc dość normalna cena. Zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie pogłoski, że ludzie w obawie przed koronawirusem wykupili z aptek wszystkie termometry 😅 Kochane! Spokojnie! Właśnie obaliłam ten mit. Informuję, że w aptekach termometrów nie brakuje tych zwykłych też bo pytałam 😀
I dziękuję za życzenia zdrowia dla męża 😊
Dzisiaj zrobiłam zupe krem pomidorową z warzywami od razu mąż szczęśliwy i pełen wigoru! Raczej zdrowy, tylko tą rękę musi oszczędzać. Ach Ci mężczyźni... macie rację... z nimi jak z dziećmi 😅
Update:
Tak Wiki leczę się na niedoczynność i schodziłam z wyniku 5,2. Żeby móc starać się o dziecko trzeba celować w okolice 1,0. Tak teraz widzę, że jest troszkę za niskie wiec zmniejszę dawkę leku.
Progesteron - 0,52 !!!! w 23dc
To zdecydowanie za mało...
Po poronieniu miałam 3,42 w 22dc i już wtedy gino powiedziała, że miało. Jutro wizyta dowiem się. Trochę się martwię. Może to jest problem i dlatego nie udaje mi się zajść w ciążę. Wtedy miałam za niski i poroniłam a teraz uważam że poziom jest krytyczny! Ale to moje zdanie. Ciekawe co powie gino... rety 😞
To już teraz jestem pewna, że tym razem nic z tego...
Jak zasugerowała Evli pewnie nie miałam nawet ovu... i pewnie nie mam od czasu poronienia a ja się co miesiąc łudziłam, że się uda...😞 tyle straconego czasu...
Co prawda tempka utrzymuje się cały czas miedzy 36,8 a 37,0. Zawsze w pierwszej fazie cyklu mam około 36,6.
Ale teraz sztucznie podnoszę temperature dupkiem pewnie.. no nic to.
Dopóki nie zrobię porządku z progiem to dobrze nie będzie.
Kurde ale dobrze zrobiłam, że dzisiaj przy okazji badań od endokrynologa postanowiłam zmierzyć tego proga. Czemu gino nie kazał go kontrolować. Skoro pierwsze i ostatnie badanie proga miałam 4 listopada i też wynik byk za niski, od tamtej pory biorę dupka więc bylam pewna że już wzrosło a tu taki tragiczny wynik. Gdybym sama go dzisiaj nie zbadała to bym się starała o to dziecko nie wiem ile i bym na to nie wpadła. Dla mnie jutrzejsza wizyta jest kluczowa. Poruszę wszelkie wątpliwości: wynik proga, plamienia przed @, bolesne stosunki po @, kiedy brać dukpa i czy zwiększyć dawkę, czy zmienić lek na clo, może trzeba zrobić monitoring cyklu.
No nie powiem, bo ten wynik zwalił mnie z nóg i mnie podłamał, bo jednak gdzieś tam z tyłu głowy była ta myśl, może teraz... A teraz? Nie wiem jak szybko uda się podnieść proga..
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 marca 2020, 00:15
17dc
Dziś rano już trzeci zastrzyk. Jutro ostatni dzień z antykami. Mam wtedy dostać plamienie. U nas na chwilę obecną nic nie odwołują. Jak byłam w sobotę oddać krew do badania ( bo miałam zrobić morfologię) to pani w rejestracji powiedziała tylko, że pobranie krwi i usg będzie umawiane na konkretną godzinę a później odbędzie się konsultacja z lekarzem online. Wiecie, przez to wszystko chodzę strasznie roztrzęsiona... Staram się sama siebie jakoś uspokajać, ale nie zawsze mi się udaje... Czytałam ulotkę tych zastrzyków i jest tam napisane o możliwości wystąpienia stanów depresyjnych, ale to chyba raczej u mnie nie występuje, po prostu to wszystko się na siebie teraz nałożyło... Dziewczyny a Wy jak się trzymacie w tym ciężkim czasie?
Matko....uwielbiam być mamą uwielbiam moja córcie...kocham ją z całego serduszka...kocham się nia zajmować kocham się z nią bawić i się nią opiekować ale są takie wieczory gdzie już wysiadam ...tak jest dzisiaj...mała śpi mi bardzo mało w ciągu dnia zaledwie 3drzemki łącznie około 2g jak dobrE pójdzie....nocami śpi maks dwie godzinki i wybudza się na cyca...później zanim odbije i się ulula mie minimum pół godziny...czyli najdłuższy mój sen to godzinka z hakiem... jestem wypompowana...najgorsze są wieczory bo już zwyczajnie fizycznie nie wyrabiam....psychicznie siedzę...bo tak bardzo pragnęłam być mamą tak długo się o nią starałam tak walczyliśmy...a teraz zwyczajnie nie mam sił...nie mam z kim o tym pogadać bo boje się usłyszeć słów że nie nadaje się na mamę skoro narzekam...ale ja zwyczajnie nie wyrabiam. .zasypiam na stojąco...a jak już uda mi się złapać drzemkę w ciągu dnia to budzę się tak połamana że szok...
W ciągu dnia mała fajnie zasypia po prostu ale wieczorami walczymy że spaniem około godziny...i nic nie pomaga...próbowałam ja przemęczać ale wtedy jest jeszcze gorzej...nie wiem co mam robić jak to przetrwać...nie wiem na ile mi jeszcze sił starczy...
18dc
Temperatura zaliczyła skok dzis rano czyli wychodzi na to że owulacja była wczoraj. Monitoring wykazał ze:
Endometrium ma 9mm
Płyn w zatoce Douglasa obecny
Pecherzyk lewy jajnik 18 mm o nieregularnym ksztalcie
Lekarz stwierdził że mi ten pecherzyk przecieka, nie było żadnego wielkiego BUM.
Kolejny monitoring w następny czwartek 26 grudnia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2019, 14:28
WTOREK
ważny dzień, doczekałam się
Odebrałam zaświadczenie. Doktor to czort jakich mało. Napisał 5 zdań, ostatnie brzmi mniej więcej tak - pacjentka pod każdym względem spełnia warunki bycia dobrą matką!!!! Jestem w szoku do teraz. Ciekawa jestem co panie na to. Pewnie będą marudzić że zaświadczenie jest za krótkie. Dr powiedział, że to jego wypociny i napisze tyle ile uważa. Ogólnie zaświadczenie krótkie co prawda ale mega pozytywne. Cieszę się bardzo, dr przekazał mi mnóstwo pozytywnej energii. Postanowiliśmy z M,że zawieziemy osobiście te zaświadczenie. Możemy wysłać pocztą, ale chyba lepiej będzie wyglądało jak zawieziemy. Daleko nie mamy. Jeden punkt odhaczony. Czy dalej też pójdzie tak sprawnie??? Oby...
Boje się tam jechać, już mam lęki przed tym miejscem.
Co ja im powiem na zarzut że zaświadczenie za krótkie???
A jak każą przywieść nowe???
A jak nas odrzucą???
Oj dobra idę spać bo chyba wymyślam chociaż lepiej być przygotowanym na najgorsze....
10 tyg 5 dzień
Dzisiejsza wizyta u gin była cudowna. Widziałam jak maluch sobie podskakuje, pięknie się wiercił i kręcił. Pokazał mamie nóżki, rączki, stópki, pupkę, oczka usta i śliczny nosek.Jakby wiedział, że go podglądam i chciał się wszystkim pochwalić. Mój wiercipiętek najsłodszy. Pani gin pomierzyła wszystko co chciała, a że bąbel się kręcił to troszkę jej to zajęło. A ja mogłabym tak na te wygibasy patrzeć godzinami.Byłam taka dumna, że ślicznie urósł i jest o całe 4 dni większy.Nie wiem czemu ale mówię o bąblu jako o chłopcu, chodź marze o córeczce. Mam takie przeczucie że to on. Może dlatego że taki duży silny to pasuję na chłopca...eh głupie te moje domysły. Kocham najmocniej mojego wiercioszka.
Ogólna wiadomość z wizyty taka że maluszek pięknie rośnie, pomiary wskazują na to, że jest zdrowiutki (NT) i niestety mamy zapalenie pęcherza... już żurawinka i antybiotyk zakupiony będziemy walczyć...
10dni do miesiączki.
Od 3 dni pobolewa mnie lewy jajnik - właściwie to taki duży dyskomfort i uczucie ze on tam faktycznie jest (jakkolwiek dziwnie to brzmi
).
Teraz czas na bardzo popularne zdanie - tak w poprzednich 5 cyklach nie było! Wiec to może oznaczać szkraba ❤️!
Szanse są, ale to najgorszy cykl pod względem seksu od początku starań - przez koronowirusa i wyjazdy męża widzieliśmy się tylko jeden dzień w tym miesiącu, był to dzień około 3/4 dni przed owulacja. Szanse bardzo małe - ale mimo to nadzieje ogromne ❤️
8+6, waga 56,9 kg.
Wiosna nadeszła. 5 dni do zmiany czasu.
W piątek byliśmy na wizycie. Wg apki był to 8+3, a z wielkości Dzieciaczka Pani Doktor stwierdziła, że 8+4
Tygrysek ma 2,03 cm (normalnie jak 2/3 mojego małego palca u dłoni!!!) i serce jak dzwon: 176 uderzeń na minutę
Gdy Pani Doktor puściła go na głos na chwilę, to niespodziewanie z prawego oka popłynęła sobie łza i kątem oka dostrzegłam też iskierki radości w oczach Mężusia. Na zdjęciu Tygryska wydaje się, że widać rączki - takie malutkie przyczepy w górnej części tułowia 
Po tych emocjach pomyślałam sobie "No chyba jesteśmy normalni!" - wcześniej ciężko mi było czuć radość, wdzięczność czy choćby uśmiechnąć się na myśl, że jestem w ciąży, że się udało. Mężuś zrzucił to na karb in vitro, że ono wypiera z romantyzmu, z zaskoczenia i może ten cudaczny spokój jest nam tak bardzo potrzebny po roller coasterze emocjonalnym.
Mogę schodzić z progesteronu, lekarz zaproponowała odstawienie crinone i pozostanie przy dupku - ale jak usłyszała historię o odbijaniu się i problemach z przyjmowaniem tabletek, stwierdziła, że odstawiamy dupka, a zostajemy przy crinone. Powiedziała, że chyba coś kombinowałam z dietą, bo morfologia delikatnie spadła i żebym zaczęła jeść "Buraki" - 😞 - "Nie lubi Pani?" - "Uwielbiam, ale aktualnie jestem na nie obrażona" - "No dobrze, zatem szpinak, jarmuż i sprawdźmy tarczycę - zdrowa, więc może Pani jeszcze jeść brokuły". Powiedziała, że do tej pory zalecała spacery po lesie, ale biorąc pod uwagę rozwój sytuacji, to nakazuje mi i Mężowi siedzenie w mieszkaniu i nie wychodzenie nigdzie. I że z tego powodu kolejna wizyta za miesiąc. Nic się nie dzieje, a w razie gdyby coś się działo - jesteśmy na telefonie, ale nie ma sensu narażać mnie na to gówno, które krąży, bo tak naprawdę nie wiadomo, jaki będzie miało wpływ u mnie. Ah, jeszcze - torbiel z poprzedniego usg - ma 5 cm, ale już się zapada i zakazała się tym przejmować. No i generalnie powiedziała, że przewiduje u nas scenariusz włoski, bo ludzie nadal chodzą po ulicach.
Mała nieprzyjemność spotkała mnie ze strony położnych. To była moja pierwsza wizyta, taka w pełni ciążowa, nie wiedziałam, jak to wygląda. Weszłam do położnych - myślałam, że na ważenie i mierzenie ciśnienia. W kolejce do położnych czekałam 20 minut, przez to lekarz czekał na mnie!!! Już byłam lekko zniecierpliwiona obsuwą, weszłam od razu na wagę. Pani Starsza pyta: "Wyniki badań poproszę!" - "Jakich badań?" - "Tych, które miała Pani zlecone na ostatniej wizycie." - "Wysłałam skan do rejestracji, otrzymałam odpowiedź, że są podpięte pod moją kartę pacjenta" - "Owszem, jeśli tak Pani powiedziano, tak zapewne jest, ale my nie mamy do nich podglądu" - "Nie jest to moją winą, a Pani wybaczy nie mam przy sobie telefonu /został u Mężusia/ ani komputera" - "No różnie pacjentki robią, czasem przychodzą do nas z komputerami, wyniki badań poproszę" - "Przed chwilą Pani powiedziałam, że ich nie mam oraz, gdzie one są /5 metrów dalej/" - "Kartę ciąży poproszę" - "Jest u Męża" - "To jest PANI DOKUMENT, PANI SIĘ NIE MOŻE Z NIM ROZSTAWAĆ" - "Mąż jest w poczekalni i to on trzyma wszystkie rzeczy" - "PANI TO MUSI MIEĆ ZAWSZE PRZY SOBIE". [Ja pierdziu, jeśli tak wygląda niewyprowadzanie ciężarnych z równowagi w klinice leczenia niepłodności, to ja dziękuję serdecznie]. Wyszłam, przyniosłam kartę ciąży. "My musimy zawsze wyniki badań wpisać do systemu i do karty ciąży, do szpitala jak Pani pojedzie, to nikt nie będzie do komórki zaglądał, tylko papier się liczy". W tym momencie młodsza położna wyszła do rejestracji po wydruk moich badań. Ponieważ i tak czekałyśmy, to pytam, czy możemy zmierzyć ciśnienie w międzyczasie - "Nie, wszystko zrobimy po kolei". No cóż, wyjaśniła się kwestia kolejek do gabinetu położonych. Pani młodsza przyniosła badania, spisały je, zmierzono mi ciśnienie - o dziwo wyszło w normie. Wyszłam bez do widzenia. O ja pier.olę.
Na szczęście już wizyta u lekarza przebiegła w super atmosferze - generalnie życzę każdemu takiego kontaktu, takiej chemii w stosunku pacjent-lekarz. Z każdej specjalności.
Powrót zajął nam znacznie więcej czasu niż normalnie. Musieliśmy zatrzymywać się 3 razy, bo bardzo źle znosiłam podróż. Pierwszy raz był spoko, woda do picia, miętusek, woda na czoło, poczekaliśmy, jedziemy dalej. Drugi raz - dłuższy postój. Guma do żucia, woda, woda na czoło, pogawędka. Trzeci raz to było - "ZJEŻDŻAJ!!!" [zjechał na parking i chce zaparkować] - "STOP! STOP! STOP!" - w międzyczasie odpięłam pas i wyszłam z samochodu, tak, jak jechałam - bez czapki, z rozwiązanymi butami, bez szalika i bez bluzy żadnej, usiadłam na krawężniku, tzw. gołą dupą, bo nie miałam kurtki przecież, a spodnie i bielizna przy takiej aurze, to trochę właśnie taka "goła dupa". Mężuś zaparkował, w tym czasie jakaś kobieta zapytała, czy może mi pomóc. Musiałam wyglądać strasznie. Odpowiedziałam tylko "Mąż zaraz...", a ona na to "W razie czego pracownicy stacji też pomogą" - kiwałam tylko głową i sobie myślałam "Jak ja niby mam przejść te 10 metrów?". Mężuś nadszedł z kurtką, czapką i szalikiem. Ubrał mnie. Zaprowadził do auta i tak sobie siedzieliśmy z otwartymi na rozstrzał drzwiami, co by mnie porządnie przewietrzyło. Pooddychałam, wypiłam herbatkę, wodę, zjadłam kanapeczkę (z przerwą na łzy spowodowane brakiem musztardy 🤦♀️), kilka miętusków, znowu woda. Powrót normalnych kolorków na twarz i mogliśmy jechać. Cały dzień (wizyta była z samego rana) odpoczywałam po tej podroży, załapałam dwie dwugodzinne drzemki. Cieszę się, że następna wizyta za miesiąc. Kilka dni przed jestem zapisana na prenatalne - uprzedzono nas, że jeśli sytuacja będzie się utrzymywać, to na prenatalne bez osób towarzyszących. Spoko - jak lekarz pozwoli połączę się z gabinetu z Mężusiem na telefon, żeby mógł sobie słuchać.
Trochę mogę wrócić do kuchni i gotować. Niezbyt dużo i niecodziennie, ale rosół ugotuję. Nawet makaron ostatnio robiłam domowy. W ramach ograniczania pszenicy - z mąki jaglanej. Smak - zmiana niewyczuwalna. W nabiale zaczynają dominować żółte, twarde sery. I uwaga - w ciągu trzech dni zjadłam kilka różyczek brokuła i awokado!!! No jestem przedumna, bo to taaaakie ilości warzyw, że hej!!! Mieliśmy też z Tygryskiem kilka całkiem dobrych dni, kiedy np. tylko troszkę bolał mnie brzuch, albo tylko godzinkę bolały mnie zęby/dziąsła, albo kręgosłup bolał tylko popołudniu. Takie dni zaliczam do dobrych. Udało mi się 3 noce pod rząd nie podjadać sucharków w łóżku!!! I w nocy wstaję tylko 2 razy (początkowo było to 4-5 krotnie!). Jak skończę odliczanie do zmiany czasu, zacznę odliczanie do końca pierwszego trymestru - szybciej pójdzie, a mi będzie łatwiej.
25 dc
Ciagle analizuję czy możliwe jest, ze jestem w ciazy. W tym miesiącu wyjątkowo pozwoliliśmy sobie na seks bez zabezpieczeń aż do 11 dnia cyklu, mój cykl trwa zazwyczaj 31 dni. Owulacja zazwyczaj Ok 16-17 dzień. Na 3 dni przed okresem miałam plamienia. Potem plamienie w 18 dniu cyklu i teraz obserwuje raz na kilka dni różowy śluz w toalecie. Tak było mniej więcej w cyklu, w którym zaszłam w ciąże. Tylko wtedy pierwsze plamienie zgadzałoby się z okresem implantacji, a w tym cyklu jeśli to implantacją to owulacja musiałaby być o wiele wcześniej niż zazwyczaj.
Może to nie ciaza, a rozregulowane hormony? Tylko ze nigdy mi się nie zdarzało plamienie w środku cyklu. Mam powód to rozmyślań na święta🙄 czekam na okres.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2019, 22:44
Ciąża rozpoczęta 13 listopada 2017
Dziewczyny, chyba zaczynają się u mnie pierwsze "dolegliwości". cieszy mnie to, bo dzięki temu mam poczucie że wszystko jest ok. od kilku dni pobolewala mnie głowa, co zdarzało mi się bardzo rzadko. Dzisiaj usiadłam do pracy od 8 i że tak powiem jeździ mi w głowie i jestem mega zmęczona, pomimo że wstałam już o 6 wyspana. Dzisiaj raczej pracuję na lajcie, uprzedzałam wczoraj szefa, że mam migrene od kilku dni i może wezmę uż, ale nie bardzo chcę wykorzystywać urlop. Wezmę się za coś prostego, co by nie narobić błędów.
ale te zawroty głowy są nawet śmieszne, wszystko jest dobrze i nagle zjazd 
wczoraj zastrzyk z Neoparinu bolał strasznie, ale o dziwo nie ma po nim nawet śladu 
po Encortonie trochę mi niedobrze, ale robię pod niego dobry podkład, żeby nie zaszkodził na żołądek.
Zaliczyłam już pierwsze "cofki" jedzenia, ale bez wymiotów, więc luzik:)
czekam z niecierpliwością na telewizyte.
postanowiłam też, że jeszcze jutro zbadam bete- dla własnego spokoju.
może lekarka zleci coś jeszcze, tarczyce czy coś
dawno nie robiłam ogólnej morfo, może też trzeba będzie zrobić.
wczoraj trochę mocniej pobolewał mnie brzuch, ale to raczej jajniki były - wzięłam magnez i przeszło 
jakaś taka jestem spokojna. nie spinam się. co będzie to będzie, ale marzę sobie po cichu, że wszystko będzie dobrze 
edit
już po telewizycie.
bete mam zbadać w czwartek. jak będzie ok to pierwsze usg za 10 dni 
przychodnia odradza zażywanie encortonu z uwagi na wirusa. pozostawiła to do mojej decyzji. powiedziałam, że chce go zostawić. mam nadzieję, że nie będzie problemu z receptą na kolejne opakowania:/ jakoś się załatwi w razie jakby co
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2020, 11:55
Niedziela 24 dc
I tak sobie żyję pomalutku, mijają minuty, godziny, dni. W sumie całkiem przyjemny ten grudzień. Wierzę w jego magiczny czas.
Zabieg był 1,5 tygodnia temu w środę. Doszłam do siebie po nim w ciągu 3 dni, plamienia trwały 8 dni. Teraz czysto. Przyjmuję od następnego dnia po histeroskopii estrofem w dawce 2 mg i luteine 2x2. Miesiączka powinna się pojawić w czwartek-piątek. Ciekawe te dni oczekiwania, bo... nie wyczekuje niczego innego jak miesiączki. Zastanawiam się jaka ona bedzie, czy będzie inna niż te które pamiętam? Czy zabieg i usunięcie zrostu coś w tej materii zmieniło? Póki co obserwuje siebie i swoje dolegliwości. Porównuję z poprzednimi miesiącami. Pms pojawił się jak zwykle, są bóle piersi, zwiększony apetyt też jest, ale bólu podbrzusza ani bólu krzyża nie odczuwam. Może to powodował ten zrost. Zobaczę w kolejnych miesiącach... Ale w pamięci i pamiętniku odnotowane.
W dalszym ciągu bez seksu, już miesiąc w sumie... I wiecie co? Jakoś mi bez niego jest nadzwyczaj dobrze. Mąż przed snem mnie przytula, glaszcze po głowie i plecach, uspokaja. Wyciszam się, nie myślę o tym czy nie powinniśmy dziś się kochać bo np już nie było seksu 2 czy 3 dni. Powoli dojrzewa we mnie chęć i namiętność w kierunku własnego męża. W teorii możemy się już kochać, bo wszystko się ustabilizowało, a w praktyce czekam, aż zadecyduje o tym kiedy to się wydarzy, nasz pierwotny instynkt pożądania.
Już za kilka dni gwiazdka i Święta, więc życzę sobie i mojemu mężowi aby to była Nasza ostatnia gwiazdka we dwójkę. Niech kolejna będzie już z dzieckiem albo zdejmij ze mnie o losie chęć posiadania potomstwa i natchnij innymi marzeniami. Takie moje życzenie na święta i nowy 2020 rok.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2019, 23:22
dzisiaj obudziłam się z okropnym uczuciem. Że jeżeli jakaś mała istotka we mnie żyła, to właśnie przestała. w dwóch przypadkach to było trafione. mam nadzieję, że nie tym razem. zawsze budzi mnie wtedy straszny pisk w uszach. mówiłam o tym lekarzom, ale do tej pory żaden nic sobie z tego nie robił. czekam już tylko na jedwn wynik. zadzwonię dzisiaj do przychodni, może już na mnie czeka?
29 dc @ jeszcze brak. Pewnie się cholernica spóźni.
Z perspektywy tego cyklu wiem, ze wysoki poziom progesteronu po owulacji wpływa w moim przypadku na bolesność piersi, ciężkość nóg, poziom zmęczenia, nudności... może to bardzo zmylić, ale to niestety nie objaw ciąży.
Na przyszła owulacje zarezerwowałam już hotel
na szczęście wypadnie w okolicach weekendu wiec można sobie pozwolić na krótki wspólny wyjazd
Afi 2cm. Wody tylko w jednym miejscu.
Pępowina koło szyjki dziecka.
Jedyne prawidłowe przepływy to miednicowe prawe.
Przepływy łożyskowe nieprawidłowe w 96%.
(Chyba tydzień temu jakis konował robił mi to usg. Aż się boję jaką wagę ma Malutka)
Teraz odbębniam 1h ktg, a później mam nadzieję, że złapię lekarzy by porozmawiać jakie rokowania i jakie plany, bo 7 stycznia to już chyba odpłynął w siną dal...
😰
Boże, byle Marysia była zdrowa 😔
26 grudnia ostatni wpis, o rany dłuuuugo mnie nie było. Nie mam kiedy, nawet jak chciałam to po 12 godzinach w pracy nie mam siły na nic. Podczytuje tylko moje forum, czasem sie udziele. Czytam ale czasem nie ogarniam co u kogo, pogubiłam się. Jak człowiek sam juz nie działa to wiele rzeczy zapomina łapie się na tym że już nie wiem i nie rozumiem o czym dziewczyny piszą. Za wszystkie dziewczyny trzymam kciuki, każdą porażkę przeżywam jak swoją. Radościami dzielę sie z mężem. On też się wkręcił w moje forum, pyta często co u dziewczyn. Tak bardzo bym chciała by dziewczynom się udało 
Co u nas? Właściwie wszystko dobrze (pomijając pracę).
Nareszcie mamy komplet dokumentów do ośrodka adopcyjnego. Długo to trwało ale mamy wszystko. Chciałam poczekać do 01 lutego by dostać zaświadczenie o zarobkach. W grudniu i styczniu była dodatkowa kasa, chciałam by się wliczyła w zaświadczenie. Weekend spędziliśmy na pisaniu wniosku do ośrodka i naszych życiorysów. Ciężko jest napisać wniosek z motywacją dlaczego chcemy adoptować dziecko. Chcemy być rodzicami, co jeszcze można napisać? Pragniemy małej istoty w domu. Chcemy o nia dbać, kochać ją. Było ciężko ale się udało, oczywiście napisałam ja. Marcin tylko zaakceptował. Powiedział jednak że nie ujął by tego lepiej. To było miłe z jego strony. Wyszło mi trochę emocjonalnie. Nie wiem czy o dobrze. Pisałam prosto z serca tak jak czuje. Najgorsze było napisanie życiorysu. Ciężka sprawa ale daliśmy radę. Ja się oczywiście rozpisałam a Marcin był mniej wylewny. Planujemy jechać we wtorek i zawieść całą naszą teczkę. Oczywiście jak w pracy pozwolą mi wyjść wcześniej. Jakie planujemy nie nie nie nic nie planujemy. Po prostu jak wszystko ułoży się po mojej myśli to pojedziemy we wtorek
Ruszy machina do przodu - mam nadzieję.
7+4
Dzisiaj pierwszy raz zaliczyłam porcelane. Po 2 tygodniach mdłości musiało to w końcu nadejść. Zjadlam banana i go zwróciłam, ale nie przez banana, tylko brokula. Mam odrzut od wszystkiego, ale największym wstretem napawaja mnie brokuly. Nie wiem czemu rano, po zjedzeniu banana pomyslalam o brokule. Ledwo zdążyłam dobiec do kibla. Tak że wszystko jest bleee. Nie ma rzeczy która mi smakuje i na która mam ochotę. Nie ma nawet napoju który mi smakuje. I tu rozumiem Krasi w niecheci do polykania tabletek.
Poza tym samopoczucie w skali 1-10: -1. Rano czuje kaca giganta. Poty, slabo, kołatanie serca. Mdłości i ssanie w żołądku przez cały dzień. Nie mam siły ani medytować, ani modlić sie, ani czytać książek. Leżę więc i gapie sie w okno. Z okna mam widok na las, już zielony i bujny, więc to moja jedyna pociecha.
Wczoraj byłam u chirurga naczyniowego. Zbadał dopplerem naczyniaka. Złapał sie za głowę, że ktoś mi robił na to skleroterapie. Nie robi sie skleroterapii na naczyniakach! Chciał koniecznie znać nazwisko inteligenta, ale to było 6 lat temu, nie pamietam już. Wiem, że zapłaciłam 700 zl, a po trzecim zabiegu laskawie mnie poinformował, że to naczyniak, nie zylak i on nie pomoże...
Mam w zyle zakrzep. Nie wiadomo czy od ciąży, czy od skleroterapii, czy był już od dawna. Naczyniaka mam od 11 roku życia, więc nie wiadomo. Ponieważ mam zakrzep i inne problemy z krzepnieciem jak mutacje mthfr, pai i niedobór białka s, on proponuje zwiększenie heparyny do 60. I mam zrobić badanie d dimerow. Jeśli wyjdą więcej niż 1000 to nawet 2 zastrzyki z heparyny.
Trochę sie tego boje, że zacznę krwawic po takiej dawce. Z jednej strony naczyniak przestał bolec jak reka odjal po heparynie (działa!). Z drugiej, w zyle jest zakrzep. Zobaczymy co powie ginekolog.
Pytałam o refundacje. Powiedział, że z tym jest sytuacja przedziwna jak wszystko w naszym nfz. Clexane jest refundowany przy zakrzepach żył głębokich. Ja mam zakrzep powierzchniowych. No i jeszcze inne problemy z krzepliwoscia. Ponieważ musze brać heparyne do końca ciąży, jego zdaniem nalezy mi sie refundacja. Zobaczymy jak do tego podejdzie gin, bo może sie bedzie bał wystawic receptę z refundacja - są za to duże kary. Jeśli się bedzie bał to mam napisac podanie o refundacje do nfz, z zalaczeniem dokumentów medycznych. Ponoć większości sie zgadzaja na refundacje. Dlaczego? Nie jest to tani lek i może mnie nie być na niego stać. Przestanę go brać i konsekwencje mogą być poważne. Wtedy będę się sądzić, a sadzenie nikomu na reke nie jest. Kolejne kuriozum nfz, na listy z podaniami odpowiadaja urzednicy, którzy nie sa lekarzami. W jakim kraju my żyjemy?
Na zakończenie wizyty tak się jebłam kolanem w biurko, że dzisiaj nawet do rzygania nie mogłam kleknac. Takie to przygody.
Wizyta u gina w poniedziałek. Boje sie. Bardzo się boję. Ale przecież mam się nie bać! Jezus powtarzał: Nie bój się, tylko wierz.
No wiec wierzę, że jesteś tam Okruszku:**
Ps. Mam zagwoche zwiazana z estrofemem. W tym tygodniu zaczęłam już schodzic z 3x1 do 2x1, ale, cholera, skończy mi się w sobote. Jak wezmę 1 w sobote i 1 w niedziele to będzie ok? W poniedziałek już mam wizytę. Boję się trochę zmniejszac, bo jak się podchodzilo do crio na cyklu sztucznym to estrofem jest dla podtrzymania ciąży. Ale jedna tabletka w te czy we wte. Hmm a mozeby sie wcisnąć na wizyte w piątek? Co myślicie?
Ps 2. Właśnie odebrałam wynik badania moczu i dość liczne bakterie. Wymagany posiew. Czy mam się bać?
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2020, 08:15
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.