Kolejny dzień "laby". Za chwilę dostanę na głowę od tego siedzenia w domu. Pogoda piękna
Słońce świeci, normalnie wiosna 
Wczoraj mimo paskudnej pogody widziałam bociana latającego nad naszym domem
Ma nadzieję że to dobry znak 
Drugi dzień z @. Leci ze mnie masakrycznie pewnie skutki laparo. Dobrze że chociaż nie boli bo dopiero nie dawno dowiedziała się że nie powinno się przyjmować ibuprofenu podczas starań o dzidzię. To co w takim razie mam brać jak boli skoro żadne inne rzeczy nie pomagają... Dobrze że chociaż tym razem obędzie się bez środków przeciwbólowych 
Błogiego lenistwa ciąg dalszy
Ja już chcę się starać!!! Strasznie mnie męczy to czekanie. Niby lekarka dała mi zielone światło już w tym aktualnym cyklu, jednak ja się uczepiłam tych trzech miesięcy jak rzep psiego ogona. Cykl dopiero się zaczął, do końca jakieś 25 dni, a mi się wydaje, jakby to było ze dwa lata… Czekam jak za karę. Niby męża teraz nie ma, rzadko kiedy bywa w domu, ale jakbym mu powiedziała, że ma być, bo robimy dziecko, to by przyjechał. No ale kurcze… Sama nie wiem. Zdaję sobie sprawę z tego, że to ja musze sobie odpowiedzieć na pytanie, czy starać się już teraz, czy poczekać. Mąż daje mi prawo do zadecydowania, a ja nie wiem.
Dzis Wielki dzień w naszym zyciu. Rodzice meza przepisują na nas dom:-)) I wtedy możemy zacząć nasza przybudowke. Mam mieszane uczucia co do zajścia w ciaze teraz(chociaż i tak bardzo bym chciała) bo wiem ze będzie nam potrzebne dużo pieniędzy.. Ale z drugiej strony patrząc przez cale zycie pieniądze sa potrzebne! Przeciez i tak pewnie rodzice nam pomoga finansowo-jak bratu pomogli to mnie chyba tez???Już dużo osob oferowalo nam swoja pomoc w budowie i to mnie bardzo cieszy! Bo przecież mój tez wielu ludziom pomogl w zyciu to dlaczego nam by nie mieli!.. Ojeju jak ja bym już chciała wszystko meblować dekorować itp.!! A może wraz ze kupnem domu fasolka się u nas zadomowi??
We wtorek 1 wizyta u nowego ginekologa. Zobaczymy! Troche się boje ale po co!!
Obecnie mam niewiele objawow ciazy. Boli mnie biust, to wszystko.
Ale jestem wyjatkowo spokojna. Nie wiem, czy to dobrze wrozy czy nie, po prostu nosze spokoj w sobie.
Wizyta umowiona na 10ego lutego, w 7 tygodniu. Idziemy razem z M. 
Jestem zdrowa jak ryba !!!!! Przynajmniej mój układ oddechowy. Płuca czyste, testy wydolnościowe extra, ponad 100 % normy. Dzięki Ewa, to na pewno zasługa ćwiczeń z Tobą. No, to teraz już mam niemalże pewność, że to reakcja organizmu na stresy. Jak już się dowiem, czy wóz, czy przewóz, pozbędę się tego raz na zawsze. Może to oczywiście jeszcze potrwać, ale góra dwa lata, myślę, więc nie jest tak źle. Oby tylko w domu było w miarę ok, bo się przyda na pewno. Do emerytury jeszcze sporo mi zostało, ale bliżej, niż dalej, he,he. W poniedziałek wracam do pracy, a w środę na noc wyjazd do W-wy. Nie mogę się doczekać już
Optymizmie trwaj !
I cykl skreślony przez gina ;( przy monitoringu w 11 dc jedno jajo miało ponad 19 mm ale słabe endo więc skupialiśmy się na tym mniejszym które miało 11mm ale mocniejsze endo. Niestety endo po winku wcale się nie wzmocniło i nawet jak jajko pęknie nie ma szans na zapłodnienie. Dostałam przepis na "super magiczną miksturę" typu wino czerwone wytrawne + miód + imbir + cynamon + coś tam (nie potrafię czytać bazgrołów lekarzy). A do moich przyjaciół doszedł Clo. Czyli kolejny cykl będzie z Clo, Bromkiem, Luteiną i witaminami...
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2014, 14:36
Zawsze chciałam rzetelnie prowadzić pamiętnik w trakcie ciąży, ale coś nie bardzo mi to wychodzi. W sumie wiem czemu - czuję się co najmniej paskudnie. Ledwo oczy otworzę, a już czuję mdłości. Jem, bo muszę, bo wiem, że jeśli przeczekam głód, to będzie jeszcze gorzej. Mam zachcianki na różne potrawy, ale zawsze kończy się to parogodzinną męczarnią i odbijaniem. Jednym słowem ostatnio jestem nie do życia. Wyjście do sklepu jest dla mnie mega męczarnią, bo nie dość że mdłości, to jeszcze ludzie i gorąco. Gotowanie mięsa to istna katorga, zapach mnie zabija. Żeby nie było - nie skarżę się
staram się jedynie sobie jakoś ulżyć marudząc troszkę
Jeszcze jakiś czas temu martwiłam się, że w ogóle mnie nie mdli (bo jak to powiedział doktor "my cieszymy się jak kobieta ma mdłości i wymiotuje"), a teraz pluję sobie w brodę
Jeszcze tylko trochę i powinno być już lepiej.
A tak w ogóle, to zapomniałam się pochwalić, że na ostatniej wizycie oczywiście serduszko pięknie biło
Nasze maleństwo mierzyło 7,25 mm.
Histeroskopia w połowie listopada. Cicho liczyłam na cud i termin w październiku, no ale cuż cuda się nie zdażają.
Wiem, że mam polipa, a wtedy raczej w ciąże nie da rady zajść, więc czemu mój mózg ma nadzieje, że mogę być w ciąży i mi to wmawia. Gdy wiem, że to niemożliwe. To jest nienormalne. Nie mogę być w ciąży, więc powinnam przestać o tym myśleć i mieć nadzieje na cud.
Kocham herbatkę z cytrynką i sokiem malinowym mojej Babci
.
Dziś dopiero się zarejestrowałam... Poczytałam dziś parę mądrych porad o tym, jak zwiększyć szanse na zajście w ciąże i ... jutro biegnę kupić kwas foliowy
Coli i kawy praktycznie nie piję, palić nie palę, odżywiam się dość zdrowo, może tylko przydałoby się przytyć ze 2 kilo, bo ciągle słyszę, ze jestem za chuda, żeby zajść w ciążę...
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 sierpnia 2014, 22:50
dziś mam kiepski humor...wchodzę na ten chooolerny wykres i wlepiam w niego ślepiska jakby jakimś cudem miało to zmienić fakt, czy miałam ovulkę czy nie...nakręcam się...myślę o tym...boję się, ze jeśli tak szybko posżło 1 dzieckiem to teraz może się nie udać...i tak czekam...chciałabym już...jestem niecierpliwa z natury więc oczekiwanie na upragnione dwie kreski to katorga...
sluz nadal rozciągliwy szyjka wysoko i meciutka ale zamknieta no i testy owulacyjne nadal negatywne hm..ciekawa jestem coraz bardziej jak to dalej się potoczy haha to jak grac w totka ale się uda albo nie
swiatelko niby zielone ale ovulki nie majak na razie iekawa sprawa...mysle jak ja przywolac ale żadna myśl nie przychodzi mi do glowy...na razie spokojnie poczekam jeżeli już by nie przyszla wybore się do lekarza na jakies wpomagacze na ovulke może ja trzeba siła tak jak @@@@@@@...wsumie z moim organizmem to nic nigdy nie wiadomo...miłego wiczorka dziewczynki 
p.s naszczescie weekend JUPI 
Kajaoli dalej czekamy, to dopiero tydzien mija, a mowili ze tak trzeba czekac 3-4 tyg na odpowiedz...najbardziej sie boje, ze nas do tego nie zakwalifikuja...nie wiem jakie wymogi ma ta firma farmaceutyczna, bo co do wymogow kliniki chyba wszystko jest ok...czekam jeszcze jak wyniki z krwi, ale mysle ze powinny byc dobre...juz kiedys robiłam HIV, HCV i FSH i było ok...
nerwy daja o sobie znac, licze teraz na in vitro, ale jak sie nie dostaniemy lub za pierwszym razem sie nie uda to trudno. jakos sie z tym licze i jestem pogodzona na ewentualna porazke...bedziemy probowali dalej 
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2014, 21:34
Witajcie moje Kochane, 25 stycznia wydarzyły się dwie rzeczy po pierwsze zaczął się nowy cykl i jak dobrze pójdzie to wznowimy starania, po drugie postanowiłam wreszcie pomóc szczęściu jako że ciąża roznosi się przez macanie brzucha udało mi się pogłaskać brzuszek koleżanki i zanim wszystkie ciężarne się zdenerwują, powiem że najpierw zapytałam czy mogę, bo skoro naturalnie nie ma efektów spektakularnych to może niekonwencjonalnie się uda. Tak więc mam duże oczekiwania wobec tego cyklu, ale czy coś z tego wyjdzie dowiemy się dopiero jak przyjdą wyniki posiewu kontrolnego. w czwartek mam go zrobić i od razu mężusia też bierzemy "na tapetę", miał mieć ten posiew dopiero jak się okaże że u mnie bez paciorkowca, ale to nam wydłuża czas oczekiwania o kolejny tydzień, bo on beze mnie nie pojedzie a ja mogę tylko w czwartki zdążyć do laboratorium, staramy się w dwóch przypadkach, jeśli u obojga czysto lub jeśli u mnie jest ten paskud dalej obecny. tak poza tym we wtorek zdążę przed pracą do innego laboratorium hormony powtórzyć, bo gin kazał je powtórzyć zanim do endokrynologa, bo jednostkowe badanie niewiele powie. Tym sposobem z wizyty umawianej w listopadzie na następny poniedziałek wyszła wizyta 10 kwietnia, bo nie ma wcześniej terminów i mówię tu o wizycie prywatnej, żeby nie było wątpliwości
Testy, ech testy - owulacyjne, rzecz jasna. Mam z nimi problem, bo pierwszy raz wykonuje je dzień po dniu. W sumie im dłużej patrzę na teścik, tym dłużej nie wiem, czy jest dodatni czy ujemny. Po pięciu minutach (wg instrukcji) wydawało mi się, że obie kreseczki są prawie identycznie różowe. Teraz weszłam do pokoju, aby zaktualizować dane na wykresie, patrzę sobie na wykres, a tu proszę... w sumie dzisiejszy wykres wygląda jak wczorajszy. I patrzę, patrzę, patrzę... może bezpośrednio po zrobibieniu testu chciałam, żeby wyglądały tak samo... Nom i obserwacja siebie też nie należy do najłatwiejszych - mam na myśli śluz: było go dzisiaj o wiele więcej niż choćby wczoraj, kiedy było po prostu mokro i wodniście, ale.. dzisiaj jest on trochę biały, trochę przezroczysty i fakt, bardzo rozciągliwy i znając swoje ciało już trochę wiem, że jutro już będzie go mniej... Wzrostu temperatury jeszcze nie było... dżizys, jak żyć, pytam się, jak żyć. A tak na serio, to zaznaczyłybyście na wykresie test dodatni czy ujemny?? Pomóżcie kochane moje 
Pamiętam jak to było..ktoś mnie łaskotał a potem...a potem już tak chciałam wyjść...tam do Was i wyciągnęli mnie, ale tatuś się odwrócił, a Ty Mamo płakałaś Dotknęłam policzków Twoich - zapłakałaś mocniej, chciałam przytulić tatusia, ale się tylko skulił... Dlaczego? Chciałam krzyczeć, bo byłam blisko, ale nie widzieliście. A moje pieszczoty sprawiały Wam ból. Wtedy przyszła po mnie... Nie przedstawiła się.. zabrała na chmurkę i pogłaskała po główce. Powiedziała, że jeszcze troszkę i mnie zobaczycie, i będziemy się uśmiechać. Powiedziała, że nauczy mnie wszystkiego. Zapytałam, dlaczego jestem tutaj. Podobno wszystkie dzieci wracają na chmurki, kiedy ich skrzydełka są zbyt duże. To znaczy, że jeszcze nasze duszyczki nie są gotowe, by zejść na ziemię, by stawić czoło trudom codzienności. Mądre słowa, za dużo... Zasnęłam.
Kilkanaście minut później obudziła mnie. Powiedziała, że czas na lekcje. Zabrła mnie do Was. Zabawne, ale byliście w domku już. Nadal płakaliście. Byłam zła. Tak zła, że tyle bólu, że tęsknicie do mnie a ja do Was, choć się nie widzimy. Moja nauczycielka wyjaśniła, że nie mogę się denerwować. Tak właśnie sprawiam, że bardziej boli, że moja cierpliwość nauczy Was uśmiechu i że kiedyś się spotkamy.
Czuję... Nic z tego nie będzie!
Dziś już chyba trochę lepiej

Jedynie trochę mdłości i ból głowy
ale ból głowy to chyba na zmianę pogody 
Dzień minął na porządkach i kucharzeniu 
A efekt taki, że mam z 30 koreczków i wypróbowany nowy przepis na "słono-słodkie batoniki czekoladowe" ale czy smaczne okaże się jutro
bo teraz "twardnieją" w lodówce 
a na odprężenie ciepła kąpiel w olejku
i maseczka na buźkę truskawkowo-waniliowa
Dawno mnie tutaj nie było, a bardzo dużo się pozmieniało. Przed świętami 22 grudnia byłam prywatnie u ginekologa innego niż wcześniej, ponieważ tamten tak mnie potraktował że już nigdy do niego nie pójdę! A więc lekarzowi przedstawiłam moje wydruki z owu oraz monitoring który przeprowadził mi ten durny lekarz i powiedział mi że: na 90% cykle są bezowu, dał skierowanie na badanka, zbadał mnie, zrobił cytologię, USG dopochwowo. Recepta na CLO i luteinę w nowym cyklu. W 9 dniu cyklu zjawiłam się na badaniu i USG przedstawiłam wyniki coś nie grało ale lutka ma pomóc. pęcherzyki rosły po stymulacji CLO, spotkałam się z nim 3 razy wszystko szło zgodnie z planem ale teraz owu głupieje i ciągle zmienia mi owulacje a wszystko chyba przez pier*olony termometr który się chrzani! jeśli teraz skończę luteinę i przyjdzie @ to leki od nowa i USG w 13dc, a i w dzień odstawienia lutki zrobić Betę! 
to na tyle, buziaki kochane
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.