Pamiętniki ENJOY THE JOURNEY
Dodaj do ulubionych
1 2

1 grudnia 2020, 11:05

Ten pierwszego grudnia.

12dc

Ostatni miesiąc tego jakże wyjątkowego roku. Przynajmniej jak ktoś zapyta za x lat, co robiłam w dwudziestym - będę pamiętać, bo jakby ktoś zapytał o taki 2015... yyyy have no idea.
Moje podejście od poprzedniego postu się nie zmieniło, może za wyjątkiem tego, że zależy mi jeszcze trochę mniej. To nie jest tak, że przestałam chcieć zostać matką, ale zdecydowanie zeszło to na inny plan, nie na dalszy, ale na inny. Patrzę na siebie jak na osobę doświadczającą życia, zrozumiałam, że zajścia w ciążę nie powinnam traktować jako cel do osiągniecia, ale jako doświadczenie, które przyjdzie w odpowiednim czasie. Ciągle mam w głowie myśl, że nie chce zapraszać dziecka do życia, które mnie samej nie zadawala. Przez chwile to pragnienie zasłoniło mi moje cele życiowe, to gdzie ja tak właściwie chce iść. Myślę, że to jest problem wielu przyszłych matek, że traktują dziecko jako swoją własność, swój najważniejszy życiowy projekt. Że jak już zostaną matkami, to ich życie zacznie się na prawdę (co za bullshit). A przecież prawda jest taka, że wydajemy tego człowieka na świat, żeby był niezależny, żeby miał szansę doświadczyć życia, taką sama szansę, jaką mieliśmy my. Więc w wieku 18 lat gdy będzie chciał pójść swoimi ścieżkami, ja nie będę miała dziury w sercu, jakby ktoś mi zabrał coś mojego.
Tak wiem, ta rozkmina jest za gruba jak na kogoś, kto nigdy matką nie był, ale tak myślę na ten moment.
Ten rok pokazał mi, że trudności, które spotykają nas w życiu, nie spotykają nas bez powodu. Jestem przekonana o tym, że każdy z nas to zrozumie, prędzej czy później.
"Jeśli nie jest dobrze, to znaczy, że jeszcze się układa"

Chciałabym, żeby ten spokój pozostał ze mną na długo. Nie wiem ile jeszcze przyjdzie mi czekać na pierworodną/go, ale ten spokój będę pielęgnować.

Wracając w bardziej przyziemne klimaty, w tym cyklu miałam zacząć stymulacje, jednak nie zaczęłam. Różne były powody, większe i mniejsze, ale najważniejszy to ten, że tego po prostu nie czułam. I znów mam wrażenie, że tak po prostu miało być - nie teraz.
Dziś zaczynam nowy produkt z inozytolem - Fertistim. Wypiłam dwa opakowania Nangi, nabrałam apetytu na to cudo.
Kupiłam też Staremu wersję dla mężczyzn, bo dawno nic nie przyjmował i mi jeszcze świecić przestanie :P
To chyba tyle.

Jeżeli to czytasz, to życzę Ci właśnie tego odpuszczenia. Jesteś kompletna taka jaka jesteś, dziecko to owoc miłości, a nie dokompletowanie Twojej samooceny. Pamiętaj to, kiedy następnym razem będziesz w rozpaczy szlochać, że znów biały test. Zadaj sobie wtedy pytanie czy jesteś szczęśliwa? Czy nie właśnie do szczęścia chcesz dziecko zapraszać? Czy to nie SZCZĘŚCIE chcesz mu pokazać? Otrzyj łzy, zacznij żyć teraz, a nie "jak już zajdę". Serio. bo przegapisz całe życie czekając.

9 grudnia 2020, 12:47

Ten ze wspomnieniem z dzieciństwa
20 dc

Nie wiem czy już pisałam tu o mojej Wojowniczce, Bohaterce mojego życia, bo jak inaczej nazwać osobę, która walczyła z całych sił, żebym na ten świat przyszła? A w zasadzie nie ja, a moja siostra, bo to ona została tą pierworodną, but still.
9 lat walki ze samą sobą, lekarzami i mężem, który czasem wspiera, a czasem wypije za dużo.
No więc moja najukochańsza rodzicielka w niedalekiej przyszłości będzie obchodzić 18te (+ 42 lata doświadczenia) urodziny.
Z tej okazji chciałam przygotować dla niej krótki filmik z jej starymi zdjęciami i filmikami z kaset VHS.
Walka z płytami CD (na których są przegrane te VHSy) okazała się trudniejsza niż myślałam. Można powiedzieć, że wydłubałam z nich jakieś krótkie fragmenty, reszta ni cholery nie pójdzie, no trudno. Te fragmenty wystarczył, żeby mnie zabrać w magiczną podróż do przeszłości. Odnalazłam tam coś, czego nawet tam nie szukałam - Siebie.

Jestem osobą wysoce wrażliwą, to nie żadna profesjonalna diagnoza, sama się tak nazwałam. Kiedy miałam 5 lat, moja mama mnie znalazła w pokoju ryczącą nad albumem z moimi zdjęciami, kiedy byłam kluską - noworodkiem.
Mama pyta więc:
-co się dzieje?
Ja siorbiąc i oblizując gile z brody:
- to ja już nigdy nie będę taka mała?
Mama odpowiada kryjąc swój uśmiech (no bo to jedno z tych pytań dzieci, gdzie myślisz sobie WTF):
- No nie Kochanie, wszyscy dorastamy, ale dalej jesteś jeszcze malutka i dużo masz przed sobą
Ja na to:
-ale nigdy nie będę już leżeć w wózku i spać łeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee

Nie wiem czy to mnie kwalifikuje do wrażliwców, ale wolę tak tłumaczyć sobie moje wylewanie łez przy muzyce w dorosłym życiu.

W tym roku jakiś wyjątkowo weszłam w świat psychologii i zrozumienia samego siebie. Zawsze zadawałam sobie dużo pytań, zawsze widziałam szerzej, ale teraz... no teraz to ja widzę tak szeroko i głęboko, że sama przecieram oczy ze zdziwienia.
To jest takie szerokie widzenie, że ciężko z kimkolwiek podjąć ten temat i nie zostać uznaną za wariatkę. Jednocześnie wiem, że jest ogrom ludzi myślących podobnie, tylko nie w zasięgu mojej ręki.

Do brzegu, czytałam kiedyś o tym, że warto wrócić do wspomnień z przeszłości, odnaleźć tego małego siebie na zdjęciach czy filmach i zatrzymać się na chwilę. No to ja przy okazji tych filmów VHS zorganizowałam sobie małe spotkanko ze samą sobą.

To, że ryczałam jak bóbr, to jest jasne, ale już nie dlatego, że "łeeee już nigdy nie będę mała łeeeeeee", ale poczułam, jaka ja byłam okropna dla tej małej dziewczynki. Ile ja przez te 29 lat jej wypominałam, ile krytyki musiała się nasłuchać.
Zrobiło mi się jej po ludzku szkoda, jej czyli właściwie samej siebie.
Przytuliłam się, przeprosiłam ją za to i opowiedziałam jej wszystko z czego może być dumna.
Kiedy tak patrzyłam na te jej zagubione oczka, bo należy zaznaczyć, że byłam typowym dzieckiem outsiderem, dość dziwnym, jednak uroczym, uśmiechniętym kiedy trzeba, ale tak bardzo widać, że tam w tej głowie dzieje się kosmos!
Opowiedziałam jej więc wszystko, o tym, do czego doszła do tej pory, co osiągnęła, w jakim miejscu w życiu jest, jakie ma wartości. No i przyznam, że strumień leż leciał jeszcze bardziej.
Ja nawet nie wiem jak to opisać, a z reguły nie mam problemu z pisaniem, to było jak chrzest, jak odrodzenie.
Poczułam taką miłość do tej małej dziewczynki, jaką chciałabym poczuć kiedyś do swojego dziecka, tak przynajmniej sobie to wyobrażam. I uświadomienie sobie, że ta mała dziewczynka to ja, że ona tam w środku mnie jest, było najpiękniejszym doświadczeniem ostatnich lat, jak nie całego mojego życia.

Pokochałam siebie.

Dlaczego to tu piszę? Bo chce każdą osobę, która to czyta, zachęcić do takiego powrotu w przeszłość i spotkania ze samym sobą. Może to być stare wideo, może to być zdjęcie, po prostu złap kontakt z tą małą, niewinną osóbką, która ma wszystko przed sobą i jest też może przerażona tym, co będzie. Uspokój ją, że wszystko jest w porządku, że dajcie rade, że przetrwaliście!
Pomyśl o tej małej, bezbronnej osóbce, której tak bardzo pragniesz jako swojego dziecka, chcesz mieć to życie, którym będziesz się opiekować i kochać. Uświadom sobie, że jedną taką osóbkę już masz, że Ty jesteś tym małym życiem, które potrzebuje miłości i akceptacji. Miej to w głowie, kiedy następnym razem powiesz "do niczego się nie nadaje".

Proszę Cię, pokochaj siebie.


Edit. A żeby nie było tak zupełnie nie o staraniach, to.... nie ma owulki! Moje Ciało bardzo lubi testować moją miłość do niego. Temperatura w Bożenie niedługo spadnie poniżej zera, ah ta zimna su*a, a jak widzi Starego to płonie. Kto to zrozumie? Niemniej, jestem oazą spokoju, liściem falującym na tafli jeziora. Trzymam się w tej miłości, samoakceptacji i zaufaniu do samej siebie mocno, ale kto wie, kiedy żyłka cierpliwości pęknie, wiecie, ta co tak lubi ryzykownie pulsować na czole.




Wiadomość wyedytowana przez autora 9 grudnia 2020, 16:46

10 grudnia 2020, 09:56

Ten, w którym w podskokach sprawdzam jak bardzo spadło mi TSH po żarciu magicznej pigułki.
21dc

Wyniki badań 10.12.2020
TSH 3,42 uUI/mL (0,55 - 4,78 ) było 3,70 (24.09.2020)
T4 16,6 pmol/L (9,6 - 23) było 14,0 (24.09.2020)

Czyli po c*uju spadło. 🥴
Wizyta u endo za tydzień, ale chyba już sobie zwiększę dawkę.
Brałam 25mg L-thyroxin, mam zamiar brać 50g.

Kurtyna.

16 grudnia 2020, 14:54

Ten z luźną miednicą
27 dc

Ostatnio pobolewała mnie rwa kulszowa, no bo troszkę mi się fizycznej pracy dostało, z trybu siedzenia przed kompem, przeszłam na tryb stania, chodzenia, i ruszania rękami (to co robiłam pozostawiam Waszej wyobraźni :D) no i masz babo placek. Tak bolało cholerstwo, że spać nie mogłam. Nie pomagała nawet moja kochanka Joga.
Poszłam więc wczoraj znów do mojej OsteoPsychopatki (nazwa stworzona na własne potrzeby, kobieta cud).
Pech chciał, że cały cholerny stres kumuluje mi się na dnie miednicy. Ja na prawdę staram się relaksować, pracować nad emocjami, ale jak widać ciągle to jest za mało w walce z moim stresogennym ego. Co ja mogę więcej powiedzieć, po 1 godzinie w innej czasoprzestrzeni jestem jak nowo narodzona. Teraz to dopiero czuje luz w dupie. Dosłownie ^^
Polecam każdemu zadbać o swoją miednice czy u fizjoterapeuty czy u osteopaty.

Ta moja osteopsychopatka, to taka wiariatka i samozwańcza guru ciąż (długa historia). Byłam u niej około miesiąc temu, pyta zatem czy jestem w ciąży? Mówię, że hell no, że to nie ten moment jeszcze. Ona mówi HMM, pokazuj mi tą dupę! No i jak się okazało, że jestem pospiana już nie jak spinacz, a jak zszywacz biurowy, to mówi: no to już wiem dlaczego nie jesteś.

Najciekawsze jest to, że ona ma w dupie to, że moje cykle są nieregularne, że owulacja raz jest, raz nie ma. Dla niej najistotniejsze jest to, że mam spiętą dupę i tam dziecko się nie zagnieździ. Twierdzi, że teraz czasy są ciężkie i temu dziecku trzeba na prawdę przygotować pachnącą fiołkami i zlajtowaną macicę na domek. Na koniec stwierdziła, że faktycznie jeszcze to nie był moment, że ostatnio nie miałyśmy szans wszystkiego odblokować.

No i super, na prawdę ja wychodzę stamtąd lekka jak piórko, spokojna i szczęśliwa. Jeżeli to jakaś czarna magia, to ja przepraszam, ale LUBIE TO.

No, a dzisiaj mam sraczkę. Widzicie jaki ten los bywa przewrotny.
Będzie dobrze :)


update: USG tarczycy - wszystko w porządku.

12 stycznia, 17:04

Ten, w którym to nie o mnie.

Gdzieś w okolicy października, kiedy to mój wykres wyglądał obiecująco, ale testy były białe, wyliczyłam sobie kiedy ten mały skórnik by przyszedł na świat, gdyby się udało. Czerwiec 2021- miesiąc moich urodzin, no przecież najpiękniejszy prezent na te 30ste.
Okazało się jednak, że to kolejny z moich turbo długich cykli. Początkowo poczułam zawód nad moją przecież nieomylną intuicją, która tak silne znaki dawała chyba pierwszy raz. Gówno prawda, niedługo po tym poczułam, że tak właśnie miało być, że to przecież nie ten moment. Ciężko się ze samą sobą dogadać.
W tym samym miesiącu dostałam najcudowniejszą wiadomość tego pojebanego 2020 roku - moja siostra jest w ciąży! Serce mi urosło, jednakowo poczułam ogromną ulgę, że nie musi przechodzić przez te okropne starania, które tak ciężko przyjąć z godnością. Poczułam też ulgę, bo wreszcie moi rodzice doczekają się wnuka. Cały ciężar starań jakby zniknął, odwróciło to kompletnie moją uwagę od samej siebie. Przecież jest to nowe życie, jest! Przecież to też moja krew.
Pokochałam tego kropka w trybie natychmiastowym. 6 tydzień, serduszko bije jak dzwon... Termin porodu - czerwiec 2021. To ten kropek, którego czuła moja intuicja, to właśnie on, tylko nie u mnie, u mojej siostry! Nie czułam żalu, czułam czyste szczęście, szczęście na które czekałam od dawana, takie szczęście, że budząc się rano z uśmiechem szczypiesz się w tyłek, by upewnić się, że to nie jest tylko piękny sen.
Obarczona mroczną wiedzą z tego forum, drżałam każdego dnia o Nią i jej maleństwo. Jednocześnie ciesząc się, że ona jest tego wszystkiego nieświadoma, choć radość z tej ciąży sobie dozowała. Nie mówiła nikomu, czekała cierpliwie na badania genetyczne I trymestru, by upewnić się, że wszystko jest w porządku.
Do czasu tych badań - wszystko super, serce bije jak dzwon, mały kropek macha do mamy na usg. Siostra czuje się wyśmienicie i już nawet nasz dość konserwatywny Padre, zaakceptował nowego członka rodziny, który pojawi się przed ślubem.

Pierwsze USG genetyczne - wszystko wygląda w jak najlepszym porządku. Siostra decyduje się na test pappa, dla pewności.
I tu kończy się ta cukierkowa historia. Wyniki testu bardzo złe, wysokie ryzyka chorób genetycznych. Lekarz skierował ją do innego specjalisty. Tam pani doktor już na swoim dokładnym sprzęcie widzi wszystkie nieprawidłowości. Łożysko cienkie, mało wód płodowych, główka za duża w porównaniu do tułowia. Serduszko bije - Chłopiec. Pani doktor nie daje nadziei - "To się źle skończy, niestety". Skierowanie na amniopunkcję.

Świat mi się zawalił, przecież to nie tak miało być, przecież miało być dobrze. Nie odpuszczałam wiary i nadziei, przewertowałam cały internet, tyle przypadków cudownie narodzonych zdrowych dzieci. Tak właśnie będzie!
Z tyłu głowy jednak był lęk i strach i ogromny smutek, dlaczego moja kochana siostra musi przeżywać taki stres podczas pięknego stanu błogosławionego. Dlaczego ona?
To było w czasie Świąt, trzeba było udawać normalne życie, kiedy w głowie były same pytania bez odpowiedzi. Chyba każda Kobieta czekająca na to badanie, a później na wyniki przechodzi piekło, a wraz z nią jej bliscy.
Badanie było trudne, nie dało się pobrać odpowiedniej ilości materiału, ciężko było się wkłuć. Ostatecznie została wykonana biopsja kosmówki.
Wyniki przyszły wczoraj.
Zespół Edwardsa, trisomia 18. Macica nie rozciąga się, dziecko jest ściśnięte. To cud, że jeszcze walczy.
Jutro wizyta u genetyka, jednak nadzieja odeszła w zapomnienie.

Czuje taki zawód tym światem, czuje żal, niesprawiedliwość.
Staram się zaakceptować to, co się dzieje, wyciągnąć z tego ile się da, przecież to jest już mój mały siostrzeniec, który po prostu nie chciał lub jego misją nie było przyjście na Świat. Co on nam chce przez to powiedzieć? Czego nauczyć?
I czuje się winna, kiedy myślę, żeby już się to skończyło, żeby sam odszedł, żeby miała szansę na kolejną, zdrową ciąże. Wiem, że Siostra nie zdecyduje się na terminację, a dalsza ciąża to tylko cierpienie dla niej i dla niego i traumatyczny poród. Jakby już ta sytuacja nie była cholernie ciężka.
Mimo wszystko widzę, że jest bardzo silna. Nigdy nie poznałam jej od tej strony, zawsze myślałam, że jest słabsza ode mnie, a teraz widzę, że to ja powinnam się uczyć siły od niej.
Co mam więcej napisać, serce mi pękło na pół. Łącze się w bólu ze wszystkimi, którzy przechodzili przez stratę swojego dziecka, czy dziecka swoich bliskich.

Wiem, że jeszcze będzie pięknie, jeszcze usłyszymy niejeden śmiech dziecka, ale nigdy nie usłyszymy Jego.
Nawet Cię nie poznałam, ale już za Tobą tęsknie Robaczku.

Życie już nie będzie takie samo.

Dlaczego? Odpowiedzi brak, przyczyn może być wiele, w jej przypadku odpada wiek, bo ma dopiero 31 lat, nie pije, nie pali, brak wad genetycznych w rodzinie. Być może błąd matrixa, być może taki los był jej pisany i przez taką naukę musi przejść. Ciężko przyjąć na klatę taki ból i poczucie niesprawiedliwości i kroczyć z podniesioną głowa dalej przez życie. Wiele łez musi upłynąć.

Ja sama muszę ochłonąć zanim wrócę do starań.

Jedna Gwiazda więcej na niebie.
🕊 23/01/2021 Na zawsze w naszych sercach Kochana M. 🕊

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia, 10:10

13 stycznia, 14:28

Ten, w którym jestem wdzięczna za Was

Dziewczyny, nawet nie wiecie jak silną energię wysłałyście mi wczoraj. Poczułam ją autentycznie głęboko w sercu. Uniosłyście moją zranioną duszę na wyżyny. Moja siostra również, opowiedziałam jej o Was, o tych różnych, czasem bardzo ciężkich historiach, jakimi tu się dzielicie. Zarówno o happy endach, jak i o tych zranionych sercach matek.
Jestem ogromnie wdzięczna za to, że ponad rok temu tu trafiłam, wtedy nie miałam pojęcia co mnie czeka, jaką drogę będę musiała przejść do dnia dzisiejszego. Wsparcie jakie sobie okazujemy tu nawzajem czuć chyba najbardziej w obliczu takich tragedii.
DZIĘKUJĘ.
Dziękuje moim Wojowniczkom Bożenkom, które bez względu na to w jakim są miejscu w życiu, zawsze potrafią podnieść na duchu, wesprzeć ciepłym słowem, opierdolić - kiedy trzeba. Dziękuje tym, które nie pozwolą mi się poddać! Babki, bądźcie na zawsze! Każda jedna wyjątkowa i wspaniała.
Dziękuje Staraczkom z Francji, dzięki którym czuje się mniej samotna na tej obcej Ziemi. Za to, że tak sobie kibicujemy będąc jednocześnie obcymi dla siebie ludźmi rozbitymi po całym terenie akurat tego samego kraju. Evil, której historia jest tak mocnym dowodem na to, że piękne jeszcze przed nami. Głęboko w to wierzę.
Dziękuje każdej jednej z Was, która tu jest, była, przeżyła, przecierpiała.
Każda z nas ma inna drogę do przejścia, inny szlak do przetarcia. Każde Nasze cierpienie jest tak samo ważne, każde jest niesprawiedliwe. Takie jest życie, a my jesteśmy SIŁĄ, która przez to życie brnie w zaparte.
Kocham Was i trzymam kciuki za Wasze Dobro, Ciepło, Szczęście i Spokój.

Potrzebowałam to wszystko wyrzucić, dzięki temu jestem silniejsza. Mam nadzieję, że choć troszkę i ja Wam pomogłam, że czasem to Wy poczułyście lub poczujecie ciepło wysłane ode mnie, bo wysyłam je nieustannie i głęboko wierzę w to, że odnajdziecie szczęście czy to w macierzyństwie, czy gdzieś zupełnie indziej.

Moja siostra już jest po wizycie u genetyka. Wszystko już jest jasne. Jutro wizyta u ginekologa i być może ostatni podgląd małego, nie wiemy w jakim jest stanie na ten etap. Lekarz dał dwie opcje, albo czekanie na samoistne obumarcie, albo wywołanie porodu. Decyzja należy do niej i wie, że ma moje wsparcie w obu wariantach. Ona i jej partner wiedzą, co dla nich najlepsze i wiem, że podejmą najlepszą dla nich decyzję.
Siostra już myśli o kolejnej ciąży, w czym też będę ją wspierać, jeżeli tak właśnie czuje.

Trzymajcie się zdrowo! I jeszcze raz Dziękuję.

Jedna Gwiazda więcej na niebie.
🕊 23/01/2021 Na zawsze w naszych sercach Kochana M. 🕊

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia, 10:10

26 stycznia, 11:57

Ten z CLO i ovitrelle
3 dc
Idę w to, idę, żeby nie żałować zmarnowanego czasu, mimo, że w głowie hula wiatr smutku, wątpliwości i zrezygnowania. No tam to musi ostro pizgać!
Zdecydowałam, że chce coś zrobić, bo wykańczają mnie turbo długie cykle. Ostatnio to zdarzają się takie po 70 dni, z przerwą na jakieś plamienie ewentualnie.
I po tych 70 dniach posuchy, już nie plamienie, a przychodzi wreszcie ona, dama w czerwieni, a ja jestem chyba jedna z niewielu kobiet na tym forum, albo i na świecie, którą to cieszy. Bo czuję, że żyję, bo czuję, że będę kwitnąć, a nie tylko bąki zbijać. Tak więc celebrujemy te chwile, ona i ja.
Moja endokrynolog na te długie cykle przepisała mi homeopatię (Folliculinum). O Tym, że to to rozcieńczone gówno, dowiedziałam się dopiero w aptece, w innym wypadku tą receptę zostawiłabym u niej (takie same efekty gwarantowane). Homeopatia mnie nie przekonała, tak jak i większości naukowców. Nie biorę tego nawet. Równie dobrze mogłabym wpierdalać cukier i popić go mlekiem. Ale jak widać - cykl się sam zakończył. Kto ma długie cykle ten wie, nawet poza staraniami, jakie jest to uciążliwe, bo po prostu babie odpierdala!
Ginekolog zalecił mi brać CLO od 4dc do 8dc i przyjść na monitoring dnia +\- 7. Podglądniemy kurnik i zobaczymy.
Nie mam żadnych oczekiwań co do tej stymulacji i oh GOD dobrze mi z tym. Tak jak to już pisałam, to nie stymulacja, nie ja, nie Ty, to cud musi się wydarzyć, a czy wydarzy się teraz czy kiedyś w przyszłości, to wiem tylko ja z przyszłości.

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia, 14:32

1 lutego, 14:11

Ten po monitoringu
9dc
Dziś był przegląd podwozia. Wczoraj wzięłam ostatnią tabletkę Clomidu i tak jak doktorek przykazał, pojawiłam się na obserwację kurnika. Endo is half way there, taką informację dostałam, no i doktorek mówi, że to bardzo dobrze. Pytam się go ile ma, to odparł, że tyle ile powinno mieć właśnie na tym etapie. Próbowałam dojrzeć, ale nie dopatrzyłam.
Taka mała dygresja, mój doktorek bardzo waży słowa, nigdy nie mówi, że coś jest źle, nieprawidłowo, zawsze obchodzi się ze mną jak z jajkiem i nie podaje za wiele szczegółów (co mnie akurat wkurza, ale! może to dla dobra mojej głowy). A propos jajek, trochę poszalały, na tyle na ile one lubią szaleć. Lewy jajnik, czyli ten taki, co zazwyczaj robi problemy, obładowany pęcherzykami, jednak mają one od 5-8 mm. Nie pamiętam ile ich było, ale coś około 4. Doktorek nieśmiało mówi, że dobrze. Idzie do prawego, no i tam już oddech oddał z ulgą. Są 3 w okolicy 1cm i jeden który ma 1,5cm. I to w ten ostatni mam celować ovitrelle.
Zastrzyk kazał podać w środę, będzie to mój 11dc, więc turbo wcześnie jak na moje cykle, ciężko mi pojąć tę logikę, ale chyba się zdam na jego kwalifikacje. Nie chyba, a na pewno. Podchodzę do tej stymulacji jak do doświadczenia, jest to moja pierwsza stymulka, więc nie niesie jakiś większych nadziei. Sam doktorek mówi, że to na razie raczej badanie gruntu, obserwacja jak reaguje organizm, jak się uda to super, jak się nie uda, to to nic nie znaczy.
Mam sikać na testy LH i zakazał kategorycznie sikać na HCG. Po 7 dniach * spóźniającej się miesiączki mam iść na betę.
*tak, po 7 dniach od spodziewanej miesiączki, nie 10dpo, nie 12 dpo, a nawet nie 14 dpo!

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lutego, 14:11

15 lutego, 16:15

Ten, co chuj bombki strzelił!

Jestem dziś ZŁA! I muszę wyrzucić ten jad gdziekolwiek, padło na Pamiętnik Ovu Firend. Tak przy okazji, czy ta aplikacja przestanie się w końcu zacinać? Czy to tak w pakiecie ciągle się zawiesza i jakieś gówniane głupoty na wykresie pokazuje? No jak coś to nikt nie uprzedzał i mi się to nie podoba, tak jak coś!
W sobotę uciekł nam pies, tzn nie nasz, rodziny, ale to prawie jak nasz! No głupi chujek wziął i sobie poszedł, jak tak można ja się pytam? Taki inteligiętny, rasowy! Poruszyliśmy niebo i ziemię, jak kamień w wodę. Pewnie ktoś sobie go za*ebał, bo co, idzie sobie piękny, młody Labrador o piaszczystym kolorze, w sumie ma obroże i nawet jest znaczony, ale CHUJ! Wezmę se, będę se miał psa. A on też pewnie z merdającym ogonem i japą ucieszoną poleciał. Nie widzę innej opcji, przeszukaliśmy pół wsi, jak nie całą, wszystkie organy ścigania czworonogich zbiegów są poinformowane, weterynarze też. Czekamy, no gdzie ten mały Kochany głupek jest?😭
Praca mi się je*ie jak dziwki w walentynki. No normalnie niedługo będę jadła gruz, a gdzie dolary na waciki? No do dupy, powiem to na głos - jest do dupy. Nie wiem czy coś z tego jeszcze będzie, nie wiem czy mi się chce jeszcze żebrać o klientów. Poszłabym do zwykłej roboty, ale no tu pojawia się kolejny problem, gdzie? do roboty? na określone godziny? codziennie? za psi pieniądz? No właśnie. Przecież budować kariery wspinając się po szczeblach jakiejś korpo dżungli też mi się nie chce.

Będzie dobrze, jest dobrze. Pozytywne afirmacje. Nie kurwa, dziś nie.

Wku*wia mnie też ten kraj, a w sumie to ojczysty też mnie wkurwia.
- auto komentarz: zdecyduj się babo czy gwiazdkujesz te wulgaryzmy czy nie.

No i te starania, srania. Nie chce mi się już! Bożena to królowa śniegu, zimna suka, w takiej zimnej jaskini to obcy się nawet nie zadomowi, a co dopiero taki wymagający, wybredny i słaby gatunek ludzki. Ten to musi mieć pościelone, kołderka, poduszeczka i to najlepiej w jedwabiu. Ciepełko jak na Seszelach, ale z odpowiednią wilgotnością, co by za sucho nie było i najlepiej z aurą spokoju i zadowolenia prosto z Ciechocinka! Dobrze, że Grażyna alkoholiczka z pod sklepu to wszystko zapewnia i już piąte w drodze.
No ja wiem, że każdy ma czekać na swoją kolej, ale by chociaż numerek dali jak na poczcie, to by było wiadomo ile jeszcze.
A tak to człowiek oczekuje z tą nadzieją, jak taki zbity pies (nie ten co spierdala, tylko ten co czeka pod drzwiami na właściciela!) i co, wszystko po to, żeby zawieźć się, bo chu*a z tego, nie tym razem.
No i jeszcze ten PMS - to dzięki niemu tu dziś jestem :*:*:*:* - który tak, kurwa, przypadeczkiem objawami przypomina wczesną ciąże. Bolą cycki? Może to jest ciąża, może to PMS (mam nadzieje, że każdy czytający zanucił sobie to w rytm reklamy maybelline), jesteś zmęczona i ospała? Może to jest ciąża, może to PMS! Kochasz wszystkich i jednocześnie chcesz zabić wszystkich? Yeah Bitch, still: Może to jest ciąża, może to PMS!

Idę po karabin. Najpierw ustrzelę tego kurdupla co się bawi w króla mojej ojczyzny, potem będę lecieć jak mi się spodoba.
Do następnego!


27 marca, 13:36

Ten po burzy
32 dc

Dear God, czytam ostatni post i przytulam się sama w środku, emocje targały mną i rzucałam się jak szalejący dzik w lesie.
Już jest dobrze, i to kolejny dowód dla mnie samej, jak czas wszystko zmienia. Gdybyśmy tylko w chwili tego załamania nerwowego i wyrywania sobie włosów z głowy, zatrzymali się na chwile, wzięli oddech i zaufali, że czas da nam rozwiązanie - żyło by nam się łatwiej!
I to moja rada dla mnie z przyszłości: chill out Bitch!! Przecież wiesz jak to robić!
Takim o to sposobem, nie wiadomo skąd, w pracy zaczęło się układać. Tzn właściwie wiadomo skąd - ruszyłam wreszcie dupsko. Oj ciężko było wyjść z milutkiej strefy komfortu. Cieplutkiego miejsca gdzie czuję się taka kochana i zrozumiana.
Było ciężko, ale to nie wyczyn godny poklasków. Girl, Ty po prostu wyszłaś z domu w poszukiwaniu pracy, to nie jest jakiś sukces godny wyróżnienia :D Ale, mam nadzieje, że idzie ku lepszemu.

Drugi cykl stymulacji CLO, nic tam ciekawego się nie podziało. Mój monitoring to gówno nie monitroing, a mój dotorek to owszem Kochany Dziadziu, ale nie specjalista. Nawet nie chce mi się tego opisywać, ale jest końcówka cyklu, mam stan zapalny i komórki grzybiczne w cytologii. Mam też nadzieje, że @ przyjdzie czasowo i nie będzie kazała na siebie za długo czekać. No i nie zapominając mam też dużo obsikanych białych testów.
Ale co najważniejsze, mam wy*ebane, bo wiem, że czas da mi odpowiedź. Wiem, że jest gdzieś ta JA z przyszłości, która teraz tuli swoje dziecko i mówi: "ja wiedziałam, że tu ze mną będziesz, nie wiedziałam tylko kiedy".

Umówiłam się dziś na wizytę u nowego doktroka, podbno specjalista od tych "trudniejszych" przypadków. Ja nie jestem trudnym przypadkiem, ja nie wymagam wiele, ja chce tylko, żeby doktorek mi nie pierdolił głupot, że TSH nie ma znaczenia, że z pęcherzyka 6mm w 11dc cos może być jak ustrzele go właśnie w tym momencie ovitrelle (WTFFFF), ja chce podstawowej wiedzy choć odrobinkę zbliżonej do tej Bożenkowej, choć wiem, wiem, że to są jakieś utopijne wymagania, ale proszę.
No i liczę na powtórkę badań, jak mi powie, że wystarczą mu badania z maja tamtego roku, to autentycznie wychodze. Biorę się i wychodzę choćbym miała ubierać spodnie na korytarzu.

Miłego Życia moje Drogie Panie!

13 kwietnia, 17:58

Ten, z dwoma wizytami i kończącym się abonamentem ovu
17dc

Zacznę może od tego, że L-tyroksyna w dawca 25mg nie działa na moje TSH, stało wysoko jak stoi i zejść nie zamierza. Natomiast pani endo twierdzi, że wynik 3,7 nie jest zły i zwiększać dawki nie będzie, ale zaleciła mi do tego dorzucić suplement NATHYROID, który ma poprawić funkcjonowanie tarczycy.
Pytanie mi się ciśnie na łeb, czy nie zwiększyć sobie osobiście tej dawki, na tak zwaną 'pałę". Czy może jednak ślepo jej zaufać i wierzyć, że suplement coś pomoże, choć patrząc na skład to ja już się tak suplementuję w zasadzie.
Wyszłam od niej jakaś zła, mimo, że mój zodiakalny bliżniak mało jej nie wszedł w dupę na wizycie. Co jest ze mną nie tak, czemu do mnie dociera dopiero po fakcie, że trzebabyło się odezwać, cokolwiek. No ale co ja będę jej autorytet podważać, że w Internecie czytałam, że nie takie tsh ma być. Może to pozostawię już bez komentarza, zacznę chyba wyprawiać jakieś tańce do księżyca, żeby ta tarczyca się troszkę (bo nie wymagam wiele i tak jest kochana, że nic tam się nie dzieje innego tylko to TSH lekko pojebane) uspokoiła.

Poźniej odwiedziłam nowego Gina, wywarł na mnie dobre wrażenie, choć nic nowego mi nie powiedział. No ale aktywnie wziął się za mój cykl, dostałam dupka no i z nowym cyklem rusza nowa stymulacja.
Na dzień dzisiejszy jajniki przybrały koraliki, takie te moje jajury są zawsze chętne do strojenia się.Zaczynam dziś brać dupka.
Jeżeli któraś z Was,go przyjmowała, to proszę o info czy mam się spodziewać jakiś skutków ubocznych.

A no i jeszcze te z Was, które nie mają konta premium na ovu, co mi wtedy zabiorą?:P Bo kończy mi się pakiet za 6 dni i nie wiem co robić z tą apką dalej.

18 maja, 18:47

Ten, w którym wiem, że nic nie wiem.

Zbiera mi się już od dłuższego czasu na TURBO żalposta, ale przecież jestem pozytywnie patrzącą na świat osobą, może mi nie wypada? gówno prawda - wypada!
Wraz z moją podróżą poznawania siebie, odnajdywania światła w życiu, ufności w to, że wszystko jest dokładnie jak ma być, idzie nieodparta chęć pierdolnięcia tym wszystkim o glebę. Oczekuję sama od siebie, że będę wiła wianki i rzucała je do falującej wody, ale czasami łeb mi chce rozsadzić. Może to moje wewnetrzne ego nie pozwala mi zaufać w 100%, albo kij wie co.

Miałam zacząć stymulacje od poprzedniego cyklu, ale to i sramto spowodowało, że nie zaczęłam. @ przyszła po tym dupku, niby była super terminowo, cykl 28 dni, chyba pierwszy w mojej karierze, ale sztuczny. Tak dojebałam sobie do głowy, że jakaś taka dziwna, jakaś taka nie moja (o losie, co za babsko), no i nie dowiedziałam się czy moja terapia prysznicowa działa, czy nie*.
No nic, okres minął, ja w tym czasie przeżywałam ogromne bóle krzyża. Okazało się, że mam jakąś początkującą dyskopatie, jakoś trzeba będzie z tym żyć.
Do tego bólu dołączyły bóle jajników, takie niekomfortowe, promieniujące bóle, jakich chyba nigdy nie doświadczyłam jeszcze. Przynajmniej nigdy nie zwróciły tak mojej uwagi. Były to okolice owulacji, więc sobie pomyślałam, że może jakaś królowa owulacja zawita w me skromne progi. Nawet zauważyłąm jakiegoś rozciągliwego glutka na papierze - alleluja!
Radość nie trwała długo, bo zaraz po glucie przyszedł brąz (dziewczyny lubią brąz? co z abullshit Rysiek :P), po brązie była czerń, czerwień, blady róż, generalnie wszystkie odcienie jakie może przybrać krew. Jajory dalej bolały.
Był to czas naszego takiego mini urlopu, miałam wywalone, tylko mi to troche utrudniało bzyki ze Starym, ale że ten chłop to złoto, a ściślej napalone złoto, to ani jemu, ani mi to specjalnie nie przeszkadzało.
Myślę sobie, może to to słynne owulacyjne plamienie? Poźniej jednak atwierdziłam, że trwa zdecydowanie za długo. Kolejna myśl to torbiel. Przypomniałam sobie, że zaczęłam brać NAC na własną rękę, a działanie tego specyfiku mocno stymuluje jajory, może jakieś pęcherzyki z poprzedniego cyklu (PCOS) przetrwały, urosły i zamieniły się w panie torbielki. NAC jadłam cały poprzedni cykl, bo przecież kto by się zastanawiał jak to jeść... teraz wiem, że zaleca się 3-7dc, mimo, że na opakowaniu dozwolone jest stosowanie codzienne (poprawcie mnie, jeśli się mylę).
Jajniki pobolewaja dalej, ale sama nie wiem czy to one, czy to moj ból pleców tak promieniuje. Dalej też mam lekkie plamienia (24dc).
Mój ginekolog może mnie przyjąć dopiero 10/06 i ja znów się zastanawiam, czy iść gdzieś indziej sprawdzić co tam się dzieje, czy zostawić naturę niech się oczyszcza, zaufać organizmowi i poczekać na wizytę. Nie wiem jakie są procedury leczenia torbieli, czy w ogole coś się z tym robi, czy po prostu jeb - żryj dupka i niech się dzieje? A co jeśli to nie torbiel tylko coś innego? W mojej historii cykli menstruacyjnych takie plamienia bywały już nie raz, lekarze bagatelizowali to, lub stwierdzali, że naprawi się jak zajdę w ciąże (nobel dla tych państwa.. serio).

A ja teraz siedze tu, mam dość, nie chce brać tych wszystkich hormo-leków, bo czuje wewnętrznie, że po nich jest tylko gorzej. Stymulacja clomidem tak mnie rozjechała emocjonalnie, że o krok byłam od strzelenia sobie w łeb. Po prostu mi się to równanie nie zgadza.
X+Y =gówno
I owszem bardzo chce wydać na ten świat swoje biologiczne dziecko, nie musi być teraz, kiedyś. Chce pokazać temu Stworzeniu świat z naszej perspektywy, chce nauczyć je, jak być dobrym człowiekiem i być promieniem słońca dla innych, jak spełniać marzenia i żyć przygodą.
Ale chyba nie za wszelką cenę. (Teraz wszystki babki z podejściami do IVF stukają się w czoło :D).
Po prostu ja tak silnie wierzę w przeznaczenie, że ciężko mi uwierzyć, że mój cud na tej ziemi ma pojawić się w spoób, który krzywdzi mój organizm. I ja wiem, że pewnie nie ma tu drugiej tak dziwnej osoby jak ja, bo czuje się samotna na całym tym forum, ale mam prawo czuć tak jak czuję, tak jak Ty masz prawo czuć zupełnie inaczej.
Los niejednokrotnie udowodnił mi, że czasami zostawienie tego wszystkiego w spokoju, przynosi upragnione rezultaty.
Skoro wiem co czuję i myślę, ten post powinien być bez sensu. Otóż ja to wiem, ja to czuje, ale głos z tyłu głowy mówi, że to oznacza poddanie się. A ja nie chce się poddać.



*Nawiasem wytłumaczę, że postanowiłam sprawdzić na sobie, czy ekspozycja na zimno każdego dnia ureguluje mi cykle, bo tak gdzieś usłyszałam i w to głęboko uwierzyłam :D

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja, 18:51

16 czerwca, 11:31

Ten, z kontrolą tarczycy.

Czas zapierdala nieubłaganie, hop! jeszcze wczoraj byłam u endo, a już dziś robiłam badania na kolejną wizytę.
Dziś jednak wynik mnie zaskoczył:
TSH 1,32 (0,55 - 4,78) było 3,79
T4 14,4 (9,6 - 23) było 15,0

No i co? TSH pięknie spadło, takiego wyniku nie miałam jeszcze w mojej karierze. L- tyroksyne mam ciągle w tej samej dawce (25mg), więc ewidentnie zadziałał ten suplement do wspomagania jej pracy NATHYROID.
Natomiast T4 słabiuchno i już sama teraz nie wiem, czy się cieszyć czy nie. Jutro Endo, zobaczymy co ona na to.

Aktualnie 55dc, lolek parasolek! Test biały, czekam aż przyjdzie sam, choć mam paczuszkę dupka, to jednak nie chce nic pośpieszać. Zdarzały mi się mega późne owulacje (ostatnio w 69dc), więc niech to sobie leci przynajmniej do wizyty u gina, którą mam w lipcu. Do tego czasu muszę się zastanowić czego ja chce🤦‍♀️. Czy jechać na całego ze stymulacją i niech się dzieje wola nieba, a hormony niech roz*ebują mi mózg, czy może liczyć na to, że w końcu się wezmę w 100% za dietę i ruch i owu wróci sama.
Ostatnio mam fazę na wschody słońca, przy których medytuję. Wstawanie przed świtem ma parę plusów. Nigdy wcześniej też nie byłam tak spokojna. Chciałabym ten spokój podarować każdej długoletniej Staraczce, ale wiem, że macie go w sobie i jedyna droga do dotarcia do niego jest ta Wasza własna, w samym środku Was.

Tulę.

5 lipca, 19:55

Ten z kolejnym przeglądem podwozia
18dc

Jajorki Janusze wciąż są nadpobudliwe (merci PCOS), także razem z doktorkiem zdecydowaliśmy się (a w zasadzie ja, bo on był zdecydowany od początku) wreszcie na tą stymulację. Od dziś zaczynam brać luteine przez 10 dni, wywołujemy w ten sposób szanowną @ i póżniej od 2dc clo. Znów bez podglądu, bo doktorek się będzie urlopować. Prawdopodobnie z podkulonym ogonkiem pójdę do ex doktorka Dziadzia i zobaczymy co tam wyrośnie na tym wspomaganiu. Trzymajcie kciuki, żeby z tego jakiejś torbielo-kichy nie było.

Wiarę w powodzenie tegoż cyklu mam raczej średnią, a może inaczej, wiem, że będzie dokładnie tak jak ma być, niezależnie od rezultatu. Akceptacja.

Kiedy przychodzi moment, w którym chce się poużalać nad sobą, wspominam to, co przytrafiło się mojej siostrze. Ogromny ból i cierpienie, które nadal są, ale zaczynają owocować. Minęło prawie pół roku od tej tragedii, od tych ciężkich chwil, a ona jest w zupełnie innym miejscu. Ogromne zmiany, które, śmiem twierdzić, nie wydarzyły by się, gdyby nie pojawienie się tej małej gwiazdki tu na Ziemii na tak krótką chwilę. I takie banalne stwierdzenie, że kwiaty potrzebują deszczu by zakwitnąć, jest często okrutnie bolesne, ale tak cholernie prawdziwe.
Dlatego mam oczy szeroko otwarte na tą podróż, na lekcje, które mnie jeszcze czekają. Wiem też, że starania zakończone sukcesem to dopiero początek rodzicielstwa i tam czeka mnie jeszcze więcej testów cierpliości, wyrzeczeń, prób, toooneeee bólu i rozczarowania, a to wszystko słodko owleczone potokiem miłości. Niemniej, chcę tą miłość widzieć też tu i teraz, bo wiem, że jest tuż obok mnie. Jest też we mnie. Chcę o tym pamiętać, bo to daje mi siłę, a nie przewidzę co życie dla mnie zaplanowało.

Miesiąc temu skończyłam 30 lat. Moim prezentem dla samej siebie było rozpoczęcie psychoterapii. Na razie to dopiero początek, nie mogę powiedzieć za wiele, nie wiem jeszcze czy ta osoba, to właśnie TA przeznaczona dla mnie. Póki co daje jej szanse, poznajemy się. Wiem jednak, że to najlepsza rzecz jaką mogłam dla siebie zrobić i krok do jeszcze głębszej samoświadomości. Znam wiele osób, które są w trakcie lub mają za sobą już długoletnią terapie i patrząc na nich wiem, że to MUST HAVE dla każdego. A dla staraczek to powinno być wręcz refundowane i rekomendowane przez lekarzy! W ogóle powinno to być jako nieodłączna część naszego życia od najmłodszych lat, świat byłby piękniejszy i my szczęśliwsi.
Nawet nie wiecie ile cech charakteru, sposobów radzenia sobie z problemami czy zachowań wywodzi się właśnie z niewyleczonych traum z dzieciństwa. Też sie kiedyś pukałam w głowę, że przecież ja miałam super dzieciństwo, że bzdury, ale okazuje się, że owszem miałam super dzieciństwo, rodzicie robili wszystko co mogli, kochali na tyle na ile sami potrafili, jednak moje zapotrzebowanie na miłość przerastało ich możliwości.

Długo można by pisać, powiem krótko POLECAM, a jeżeli choć na sekunde pojawiła się w Tobie myśl, że może bym i ja? To znak, że to właśnie ten moment, że jesteś gotowa.



Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lipca, 19:58

22 lipca, 10:00

Ten, w którym dalej czekam
35 dc

Wczoraj minął tydzień od zakończenia przyjmowania luteiny. Po odstawieniu dupka ostatnim razem @ przyszła po 2 dniach. Nie ukrywam, wyprowadza mnie to delikutaśnie z równowagi, bo inaczej sobie nastepną stymulacje zaplanowałam. Teraz wszystko nałoży się z urlopem, co wiąże się z szukaniem kogoś na gwałt do zaglądniecia w jame Bożeny, brakiem możliwości podania ovitrelle, bo przecież nie będę z całą lodówką ciągle podróżować (choć kto wie). Z jednym tylko nie będzie problemu - z bzykaniem. Poza opuchniętym ciałem przez zatrzymaną wodę, nie widzę jakiś specjalnych przesłanek zwiastujących nadejście @ w najbliższym czasie. Wiem, że po odstawieniu proga można czekać nawet 2 tyg, no ale w moim przypadku to bez sensu go w ogóle brać, bo to tak jakby już sama z siebie przyszła.
Dla jaśności, przedwczoraj siknęłam - jest biało, no nie miało prawa być inaczej po tym jak wyglądały moje jajorki w18dc.
A przepraszam! jest jeszcze jeden duży objaw przedokresowy - PMS, tego to nigdy nie brakuje :P Tęsknie za pierwszą fazą cyklu, kiedy się wszystko chce i włosy i cera są takie piękne, a woda uchodzi i trace w moich oczach tak ze 2 rozmiary.

No nic, tyle tego jęczenia, wrócę jak szanowna się pojawi. Cierpliwość to taka mała frańca. Ciężko nad nią panować.

26 lipca, 11:32

Ten, w którym się baba doczekała!
1-2dc

Wreszcie jest i ona, jak zwykle wyczekana. Okazuje się, że musiałam się dobrze wyluzować, żeby wreszcie się pojawiła. Po 11 dniach od odstawienia luteiny, przybyła nieśmiale. Wczoraj były to w zasadzie tylko plamienia jasnoróżowe, ale dość częste, od samego rana. Dziś już zdecydowanie rozkręcona małpa. Zastanwiam się więc czy CLO przyjać już dziś i wczorajszy dzień traktować jako 1dc czy dopiero dziś uznać za początek cyklu i tym samym CLO ładować od jutra.
Wiem, że nikt mi na to pytanie nie odpowie, sama muszę zdecydować. Miesiączki wywołane farmakologiczne są troche dziwne, w moim przypadku mniej obfite. W sumie miałam takie dopiero dwie, ale na pewno inaczej je odczuwam jak te naturalne z prawdziwego zdarzenia. Lekkie skurcze podbrzusza były, ale nie jest to zdecydowanie to co czasami odczuwam podczas wyczekanej naturalnie miesiączki. Za to PMS jest odczuwalny 500 razy bardziej... tego nie da się ukryć.
Stymulacja na ten cykl to CLO 50mg x2 przez 5 dni od 2dc. Mój nieodpowiedzialny ginekolog powiedział, że pogląd nie jest konieczny, żebym robiła testy owu i od 10dc bzykała się jak szalona ze Starym, no bo jego nie ma bo jedzie na urlop. W razie coś to dzownić proszę, ehe. Ja jednak, z podkulonym ogonkiem, będę starała się dostać do mojego poprzedniego ginekologa - Dziadzia na podgląd. Dostałam też zaproszenie na przesiewowe badanie przeciw HPV, to przy okazji będzie też inny pretekst do spotkanka. Nie wiem jeszcze na który dzień się umówić, żeby mieć najlepszy obraz sytuacji. Wszystko to nakłada się z ogromem pracy i nadchodzącym urlopem, ale jak już powiedziałam A, a w zasadzie powiedziałam TAK stymulacjii, to to pociągnę. Mam nadzieje, że krzywdy sobie nie zrobię.
W PLmam zamiar odwiedzić diabetologa i wysępić skierowanie na obie krzywe. Cukrową robiłam ponad rok temu, nie była idealna, lekarz machnął ręką - mówi, że ok, ale co to za interpretacja jak mi endo nie zlecił insulinowej.
Na prawde, dziewczyny, nie możecie narzekać na polską służbę zdorwia. Ja wiem, że trzeba się leczyć prywatnie, ale wiedza i zaangażowanie niektórych lekarzy przegania daleko zachód. Powiedziałabym nawet, że jest PRZEPAŚĆ.
1 2
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego