Pamiętniki Moja przygoda z in vitro
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Moja przygoda z in vitro
O mnie: Rocznik 88. Jestem spełniona na każdej płaszczyźnie życia, oprócz tej rodzicielskiej. Mam dobrego, kochanego męża. Kompletnie zwariowałam na punkcie naszego briarda, z którym hobbystycznie wypasamy owce. W pracy robię to co zawsze chciałam robić: posługuję się moim kochanym niemieckim. Otaczają mnie szczerzy przyjaciele, którzy mało rozumieją z choroby niepłodności, ale starają się wesprzeć mnie jak mogą. Długo walczyłam, aby być w tym miejscu, w którym jestem. Pokonałam już wiele życiowych przeszkód. Liczę, że i tym razem nam się uda.
Czas starania się o dziecko: 10 lat jesteśmy małżeństwem i nigdy się nie zabezpieczaliśmy.
Moja historia: Starania z przerwami na oddech od 2014. Ja - 20kg, insuliooporność (Siofor+dieta superfoods), laparoskopia 2017r - usunięta torbiel endometrialna po stronie prawej, usunięte zrosty całej jamy po stronie lewej - odnownione mimo podania żelu. Mąż, morfologia 0-2% + chromatyna - 52%/ 09.2019 - 32%/ 01.2020 -21% - dieta, masa suplementów, Siofor kariotypy i AZF ok 2019 pierwsze IMSI + MACS(7 komórek pobranych, 6 dojrzałych, 4 zapłodnione, do 5 doby dotrwał jeden zarodek 1BB, który nie dał ciąży) 2021 drugie IMSI + Fertile Chip + jony wapnia (4 pobrane komórki, 4 dojrzałe, 4 zapłodnione, w 3 dobie: 2x8A - zamrożone i 2x6A trzymane do 6 doby - zamrożony jeden zarodek 4BB)
Moje emocje: Wszystkie możliwe

8 sierpnia 2019, 11:50

27dc o ile dobrze liczę. Po wakacjach nad morzem..Już słyszę te komentarze znajomych "wyluzowaliście, dlatego się udało".

Za cholerę nie jestem w stanie sobie przypomnieć kiedy miałam okres. Czy 12.07 czy dzień później. Zawsze mówię o tym przynajmniej jednej osobie. Teraz nie napisałam nikomu. Jedyny znak to zdjęcie podpasek z zapytaniem, które ma kupić.
Ale czy to była ta pierwsza czy na zmianę to już nie wiem. Wiem tylko, że wtedy to było bardzo wcześnie bo jakiś 24dc. Może teraz postanowił pojechać na wakacje?

Latam co chwilę do ubikacji, sprawdzam czy już może jest ten czas, aby wreszcie spaść na ziemię. Zastanawiam się co se myślą ludzie w firmie. Za każdym razem czystej wkładki jest głębokie uff.. Boję się sprawdzać palcem co jest w środku. Dziś radość, szyjka jest wyżej!

Im dłużej to trwa, upadek będzie jeszcze bardziej bolesny. Przy każdym wcześniejszym rozczarowaniu obiecywałam sobie, że już nigdy więcej nie pokuszę się o taką nadzieję. I znów popełniam ten sam błąd.

Milion skrajnych myśli..
W jaki sposób powiem kiedyś, że będziemy mieli dziecko. Czy od razu, czy będę czekać?
Komu powiem najpierw? Czy wytrzymam?

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 sierpnia 2019, 11:55

9 sierpnia 2019, 06:32

1dc
przykro strasznie
Ale kiedyś doczekam się tutaj tego magicznego prostokącika :)

I najlepsze jest to, że poczułam ulgę.
Nie muszę latać i sprawdzać, stresować przy każdym uczuciu, że "coś tam leci"
Zaczyna się weekend, a Bóg daje mi siłę!

Piosenka na dziś: https://www.youtube.com/watch?v=qBDyiZ8ZXWI

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2019, 11:29

20 sierpnia 2019, 17:06

12dc.
To chyba dziś. Kij w tyłek.
I jak po nieprzespanej nocy dojść do porozumienia?
Wyciszyć się i uspokoić. Sprawić aby było jeszcze trochę magii w lesie pretensji i wyrzutów.
Jak sprawić, aby on uwierzył w siebie, że może dokonać cudu?
Chcę działać, nie chcę stać w miejscu.


Piosenka na dziś: https://www.youtube.com/watch?v=kmxLEZvdqEM



21 sierpnia 2019, 11:07

13dc
Teraz sobie myślę, że 13 to jednak moja szczęśliwa liczba i dobrze zrobiłam umawiając się do Pani Doktor na ten właśnie dzień. Jak mogłam zapomnieć, że przecież to minuty zadecydowały, że urodziłam się dzień później.

Piękny, cudowny dzień! Po długich oczekiwaniach jest termin terapii małżeńśkiej :) Akurat teraz kiedy mamy przed sobą taki ciężki okres. Kolejny zastrzyk energii!

4 października 2019, 19:11

IN VITRO goes live

1dc
pierwszy dzień brania tabletek antykoncepcyjnych

Nigdy nie sądziłam, że ten dzień jednak nadejdzie, że in vitro okaże się rzeczywistością.
Jestem dopiero na starcie, a już wiem, że nie będzie łatwo.
Czytam różne posty i widzę zwyczajnie ludzkie dramaty.
Człowiekowi wydaje się, że to już koniec jego wszelkich męk i in vitro spełni wszystkie marzenia.
Że musisz wytrzymać tylko trochę, a na Boże Narodzenie może wydarzyć się prawdziwy cud.
Tylko co jeśli okaże się, że to dopiero początek, a metoda, której tak długo się opierałam, nie okaże się wybawcą?

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października 2019, 19:14

6 października 2019, 00:25

2dc
drugi dzień brania tabletek antykoncepcyjnych

Macie rację - to po prostu loteria.
Dziś dzień zamartwiania się, że nie zbadana jest immunologia.
Nk, Kiry i MTHFR zaczynają mi szumieć w głowie.
Co jeśli tam coś nie gra i się nie przyjmie zarodek, bo ja się nie zbadałam?
No ale lekarka nie zleciła - i tak gonię własny ogon.
Niby wszystko jest wytłumaczalne, ale i tak wracam do początku

Dzień jakiś taki pechowy.
Już się wyleczyłam z przeziębienia to mnie strzyknęło coś w odcinku szyjnym.
A wszystko na wypasie owiec, które znów nie poszło tak jak powinno.
Misiu nie chce robić flanków na dużym pastwisku.
Zmarzłam, ale dobrze, że później został odpalony kominek, to mogłam ogrzać stopy.
Z wystaw dwie krajówki - nie mam siły przedsięwziąć czegoś bardziej ambitnego za granicą.

Tak jak kiedyś czytałam dużo książek, tak teraz szukam czegoś niewymagającego ode mnie wysiłku myślowego.
W związku z tym czas na serialowe odmóżdżacze. Jestem na początku "Wielkich kłamstewek". Boże jaka ta Kidman ładna!
Potrafię godzinami leżeć na kanapie, nie rusza mnie bajzel w domu.
Myślę sobie: na to jeszcze przyjdzie czas :)



Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2019, 00:26

7 października 2019, 16:18

4dc
czwarty dzień brania tabletek antykoncepcyjnych

Piękne słońce, masa energii.
Chociaż to męczące, to dalej lecimy z dietą.
Mąż wreszcie staje na wysokości zadania. Kocham go jeszcze bardziej!
Nadal nie wierzę w to co się dzieję, że może niedługo. Ok! Już nic nie mówię.bo zapeszę.
W pracy nowa przełożona pyta dziś, jak widzę swój rozwój.
Mówię normalnie: chcę przejść na IT Project Managera. Gdybym dostosowywała swoją ścieżkę rozwoju pod macierzyństwo nie byłabym tu gdzie jestem.
Zachowuję się normalnie, podchodzę na chłodno..yyy..no może oprócz tego, że każdemu kto pyta co słychać opowiadam prawdę: podchodzę do in vitro.
Zawsze taka byłam - zwierzę stadne, których nawet dalsi znajomi widzieli co w trawie piszczy. Po prostu - lubię się dzielić i chyba to cenią inni, bo ja naprawdę jestem autentyczna.
Po wczorajszej spowiedzi odzyskałam spokój.
Różańćowy październik daje mi ogrom nadzieji. Ufam Bogu!

12 listopada 2019, 17:56

Na początku sobie zakładałam, że będę codziennie tu coś pisać. Gdzie tam.
Czas przemknął szybko - zastrzyki, dieta, różaniec, autostrada, badania.
Ogromny pęd.
W pracy cały czas nadrabiam dużo rzeczy, ale przecież kto powiedział, że stąd znikam?
Cały weekend to jakaś porażka: radość, wyrzuty sumienia, strach przed startą.
Dobrze, że wczoraj trafiłam na młodego księdza - ulżyło mi.
Jestem na finiszu. Jutro dowiem się półprawdy.
Muszę powiedzieć to na głos, może pomoże: boję się, że nasze maluchy przestały się rozwijać.
Mój organizm nie przyjmuje kolejnych dawek stresu i odpuszcza.
No nic: idę się jeszcze pomodlić i potem z moimi wariatkami.
Dobrze, że mam tyle przyjaciół i znajomych, którzy zawsze są kiedy ich potrzebuję.

Nuta na dziś: https://www.youtube.com/watch?v=NYc1vBC7RBc&list=RDNYc1vBC7RBc&index=1

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 listopada 2019, 17:58

24 grudnia 2019, 22:52

Jestem osobą wierzącą. Zawsze byłam blisko Boga a także związana z kościołem. Podejście do in vitro również z tego powodu nie było dla mnie łatwe. Nie wiem co Bóg na ten temat sądzi, nikt nie wie. Ale modlę się o wybaczenie w razie gdyby mu się to nie podobało.

Dziś byliśmy z mężem u spowiedzi. On był pierwszy u Dominikanów. Ksiądz zapytał czy żałuje - odpowiedź: nie i czy będzie kolejna próba - odpowiedź: tak. Nie dostał rozgrzeszenia. Trochę to mną łupnęło. W sumie mogłam się takiego obrotu sprawy, ale liczyłam na to zrozumienie, wsparcie, wyrozumiałość. Ksiądz kazał przyjść jak się wszystko skończy. Ale przecież wtedy też nie będzie(my) żałować.

Rozbita poszłam do innego kościoła. Powiedziałam: nie żałuję, będzie kolejna próba. Rozpłakałam się. Dostałam to czego chciałam. Dostałam też rozgrzeszenie.

Jutro wybieramy się do kościoła. Co powinnam zrobić: iść do Komunii? Ale przecież mamy ten sam grzech..
Jedno wiem: modlić będę się nadal

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 grudnia 2019, 23:13

31 grudnia 2019, 07:47

Jak ja się cieszę, że ten rok się już kończy!
Uwielbiam zaczynać nowe z czystą kartą i nowymi możliwościami. Jak co roku mam postanowień od groma. To pozwala mi na spełnienie przynajmniej tych kilku.

Nie dołuję się porażką in vitro. Wiem, że następnym razem będzie lepiej. Martwi mnie tylko czas, który upływa i tym, że w 2020 już raczej nie urodzę. Nie wiem co mi się uroiło z tymi parzystymi cyframi - głupia ja!
Kompleks starych rodziców powraca jak bumerang. Dobrze, że czasy się zmieniły i teraz rodzenie po 30stce to raczej standard. Porównywalnie większość dzieci będzie miało tych "starych rodziców". Do dziś pamiętam to porównywanie swojej mamy do tych innych, młodych mam moich koleżanek. Z czasem zrozumiałam, że to nie jest najważniejsze, a jednak gdzieś myśl krąży z tyłu głowy.

Sylwester w trójkę z dwójką. Niby super, bo czas spędzony z chłopakami cenię sobie najbardziej, ale mimo wszystko poszłabym do jakiejś restauracji, na bal, domówkę. Przykro, że dzieciate towarzystwo nie do końca akceptuje Batona. Taki urok posiadania wielkiego kudłacza, a może taki urok posiadania nieodpowiednich znajomych? Przykro czasem jak tylko tobie zależy..

Mój post wyszedł dość pesymistycznie.
A ja przecież nie jestem pesymistką?
Jestem szczęśliwa, jestem dla siebie dobra, wiele wyciągnęłam wniosków w tym roku. Ba! Ile się nauczyłam, ile zmieniłam!
Nie marnujmy czasu Kochane na zasłanianie sobie pięknych chwil klapkami na oczy o nazwie "dziecko"!

Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2019, 15:17

20 kwietnia 2020, 23:21

W ostatnim poście pisałam o tym jak to porażka in vitro przeszła mi bokiem..
Pamiętaj! Możliwe, że u Ciebie jak u mnie ten wulkan wybuchnie w najmniej niespodziewanym momencie. U mnie po zwykłej miesiączce. Pierwszej po odstawieniu antykoncepcji przygotowującej nas do drugiej procedury. <Pomyślałam sobie: to musi być to! Ta przerwa to zrządzenie losu. Co prawda sama jakby specjalnie nakierowałam tak sprawy, aby w tym czasie kompletnego paraliżu, móc starać się naturalnie. Pani Doktor była początkowo za kontynuacją antykoncepcji. > Organizm jak zwykle oszukał i pojawiło się plamienie, po czym nic. Okres spóźnił się cały dzień i choć rozum podpowiadał nie, to serce już biło z radości, a wybraźnia przedstawiała piękne sceny, kiedy to innym chwalę się, że jestem w ciąży.

Wszystko runęło w czwartek i myślałam, że na czwartku się skończy. Że przeryczę jeden dzień i poczuję ulgę. Ale tak się nie stało. Mijały dni, a ja czułam jeszcze wielki ucisk. Szukałam tu jakiegoś ukojenia tutaj, ale niestety go nie znalazłam. Złość na wszystkie osoby z otoczenia posiadające dzieci lub będące w ciąży wzięła górę. Przeklinała los i darłam się do Boga: co ja takiego zrobiłam? Czy nadal będziesz mnie karał za tamtą noc?! Oczywiście najbliższe stały mi się staraczki, których w najbliższych kontaktach zostało jak na lekarstwo. I tak jedna powiedziała mi..to jest żałoba. Nie gaś tego, nie udawaj, że wszystko jest w porządku. Nie musisz się nikomu tłumaczyć. Postanowiłam nie tłumaczyć się mężowi, który nie rozumiał dlaczego teraz, skoro problem jest tyle lat. A no właśnie! Czasem nie ma co wmawiać sobie szczęścia przez pryzmat spełnienia zawodowego, posiadania cudownego kudłatego dziecka oraz dopieszczonego mieszkania. Czasem trzeba odcierpieć swoje, aby zacząć coś lepszego, bardziej stabilnego.
Myślę, że wszystkim nam ten czas uziemienia pozwoli uporządkować szufladki..

Piosenka: https://www.youtube.com/watch?v=iC-_lVzdiFE

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2020, 23:25

1 czerwca, 09:06

Wczoraj podśpiewywałam sobie. Mój mąż podszedł wczoraj do mnie i powiedział: "Wiesz co, nie mogę uwierzyć, że Cię to nie ruszyło. Aż się o Ciebie martwię". Sama się sobie dziwię, bo nie uroniłam jeszcze łzy. Wczoraj na spotkaniu zespołowym, kiedy to kilkanaście minut wcześniej odczytałam wynik bety <0,1 musiałam przełykać łzy. Potem już się więcej nie wylały.

Porażkę czułam już w zeszłym tygodniu. Takie miałam po prostu przeczucie. To by było zbyt piękne, gdyby po tym fatalnym początku pobrania tylko 4 komórek, wszystkie pozostałe wydarzenia miałyby mieć wyłącznie szczęśliwy finał. Takie rzeczy nie zdarzają się nam, nie w tej materii.

Mam w sobie masę złości. W zeszłym tygodniu się smuciłam, bo przeczucie było jakie było. Dziś się tylko wkurzam o wszystko.

https://www.youtube.com/watch?v=A9hcJgtnm6Q

7 czerwca, 09:17

1dc
Nowy cyl i nowy tydzień. Ostatnie dni z pełną premedytacją byłam w ciągłym ruchu. Zdążyliśmy przemalować 3 ściany w dużym pokoju. Jest pięknie, cięszę się, że nie ma już tego ciemnego koloru.Wczoraj widziałam się z moimi DDA dziewczynami na działce.Bałam się, że przyjdą z dziećmi, ale na szczęście jedynym dzieckiem był mój kudłaty. Niedziala zakończona lodami na mieście z moimi chłopakami. Nie chciałam, aby ten dzień się kończył. Cały czas próbuję udowodnić sobie, że życie może być piękne mimo braku posiadania dziecka.I nawet mi się to udaje. Zawsze jak działam, to czuję że żyję. Lubię kłaść się zmęczona spać.
Plan jest, nowa wizyta też umówiona. Jedyne co to nie chce mi się pracować. Projekty zalegają a ja myślę tylko o tym, że przecież już zaraz miałam iść na L4.
Nadal walczę z myslą, że nigdy się nie uda. To był chyba najbardziej dotkliwy skutek nieudanego transferu: zaczęłam się bać, że nie jest mi pisane macierzyństwo.Szukam w necie historii długich walk zakończonych sukcesem. Pocieszam się w ten sposób.

https://www.youtube.com/watch?v=Hzd44clJFI0

9 czerwca, 08:01

Nie mam kiedy posprzątać po malowaniu, cały czas gdzieś łażę. Potrzebuję spotkań z ludźmi, wykorzystania tej pięknej pogody.
Wczoraj udało się zamienić z Olą i jadę na wizytę do docenta już 12.07. Jestem przeszczęśliwa! Chociaż raz się los do mnie uśmiechnął. Wczoraj oddana krew pod cytokiny (martwię się, że Encorton, który brałam jeszcze tydzień temu mógł mieć wpływ na wynik, ale zapytam jeszcze doktor), KIR i HLA C.
Wizyta u Pani Doktor 18.06. Jak zwykle nie mogę się doczekać.
W pracy coraz więcej zaległości, brak motywacji i energii. Muszę się zabrać za robotę, bo inaczej mnie wywalą..

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca, 08:13

Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego