Pamiętniki Gdzie ty jesteś nasze małe szczęście ?
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Gdzie ty jesteś nasze małe szczęście ?
O mnie: Wiek: ja 22, partner 29. Wykształcenie: pedagogiczne Kocham swojego faceta, zwierzęta i przyrodę oraz dzieci. Pisze wiersze, którymi z nikim się nie dzielę, ogólnie lubię pisać. Dlatego cieszę się, że jest tutaj ta funkcja. Jeśli komuś mój wiek wydaje się abstrakcyjny na bycie matką to trudno. Ja wiem, że to jest dobry czas.
Czas starania się o dziecko: 2 cykle
Moja historia: Moja historia zaczyna się w sumie 2-3 lata po pojawieniu się pierwszej miesiączki i niestety zaczyna się problemami. Pierwszy okres dostałam gdy miałam 12 lat i do 15 roku życia w sumie wszystko było dobrze, ból był ale znośny. Problem zaczął się, gdy byłam w 3 gimnazjum. Ból okropny, taki, że tabletki przeciwbólowe nie dawały rady, tylko leżałam i wyłam z bólu. Rodzice musieli odbierać mnie ze szkoły bo nie byłam w stanie funkcjonować. Dodam co mnie bolało bo to nie jest też oczywiste. Podbrzusze a w szczególności jajniki. Potem był to jeden jajnik i ból pojawiał się ci dwa miesiące (co bardzo mnie dziwiło). Na moje (nie)szczęście był to prawy jajnik przez co dwa razy byłam hospitalizowana z podejrzeniem wyrostka. Miesiączek regularnych nie miałam nigdy ale to były wahania ok.7 dniowe. Przejdę do tej fascynującej opowieści o drugiej hospitalizacji bo ta pierwsza nie jest taka ciekawa. Zwykły dzień w szkole od rana wszystko dobrze ale po pierwszej lekcji czuję, że zaczyna się ból brzucha (zawsze najpierw był ból potem krwawienie). Więc idę do łazienki zakładam podpaskę i łyka tabletkę przeciwbólową i rozkurczową. Niestety jak to u mnie bywało ból się tylko nasilał. Przez 45 min rozkręcił się do tego stopnia, że ledwo wyszłam z sali potoczyłam się do higienisty, która była w sali obok (przeważnie do rodziców dzwoniłam sama ale teraz miałam chyba telefon w naprawię albo nie wzięłam) Mówię, jej że ból jest nie do wytrzymania. Ona pyta, czy nie mam tabletek a ja do niej, że już brałam prawie godzinę temu. Podobno jestem bardzo blada. Mówi, żebym usiadła i dzwoni po mamę. Na szczęście nie była w pracy i przyjedzie. Higienistka zleca mamie, żeby przeszła się ze mną teraz chociaż do rodzinnego to może da mi silniejsze tabletki. Od razu jedziemy do ośrodka. Ból cały czas narasta i boli mnie tylko prawa strona w dole brzucha. Mówię to mamie. Wchodzimy do ośrodka do rejestracji z 10 osób, w poczekalni brak miejsca. Więc blada jak opłatek opieram się o ścianę, zwijając się z bólu. Ból osiąga taki poziom, że mdleje w poczekalni w przychodni zdrowia. Kładą mnie na kozetce w zabiegowym, dzwonią po karetkę. Lekarz stwierdza, że może być to wyrostek, nie może mi dać leków przeciwbólowych. Oczywiście karetce się nie śpieszy i przyjeżdża po ok. 40 min. Ból trochę zelżał ale nadal jest silny. Jadę sobie karetką. Zanim dotarłam do szpitala i zaczęli mnie badać to ból opadł z sił i był już do zniesienia. Robili mi USG, facet który je wykonywał, zaczął na mnie wyzywać i mówić, że wymyślam, żeby sprawdzianów nie pisać i się nabija, że nie mogę wytrzymać bóli menstruacyjnych. Okropny typ prawie się tam popłakałam. Leżałam tam 3 dni na silnych lekach przeciwbólowych. Mama dostałą zlecenie, żeby iść ze mną do ginekologa. Więc poszłyśmy okazało się, że mam pogrubione ścianki jajnika co może świadczyć o tym, że robią mi się torbiele ale on nic na to nie może poradzić. Od historii szpitala ból już nie był nigdy tak mocny. Więc sobie żyłam tak z bardzo mocnymi bólami, aż do 18 roku życia. Wtedy przyszedł ból, który był mi dobrze znany. Później przyszedł dyskomfort ale tym razem po lewej stronie. Było to uczucie podczas siadania jakbym w kieszeni miała piłkę od tenisa. Więc zapisałam się tym razem już sama do ginekologa. Opisałam problemy, które wystąpiły. Lekarz zrobił usg. Torbiel na lewym jajniku 7 cm na 5 cm. Przepisane zostały leki antykoncepcyjne. Dostałam instrukcje, że w razie ostrego bólu mam się udać na pogotowie bo może to oznaczać, ze torbiel pękł i rozlał się do środka. Za pół roku przyjść. Na kontroli okazało się, że torbiel się wchłonął. Tabletki zostały. Poznałam też wtedy swojego partnera i stwierdziłam, że to będzie dobra antykoncepcja. Zmieniłam podpaski na tampony. Przez ten czas, często zdarzały mi się infekcje. Chodziłam do tego samego lekarza ale miałam wrażenie, że te infekcje nie ustają. Potem od koleżanek słyszałam, złe opinie na temat tego lekarza (nie wykryty mięśniak a u drugiej nie rozpoznał endometriozy). Więc gdy infekcja nie przeszła poszłam do innego. Okazało się, że to nie infekcja tylko ogromna nadżerka. Musiałam ją wymrozić. Upławy były tak ogromne, że musiałbym nosić podpaskę. Miałam wymrażaną ją z 40 min w tym lekarz musiał zrobić przerwę. Zapytał również o antykoncepcję, zlecił badania. Powiedział, żeby zrobić przerwę w antykoncepcji. Zrobiłam badania, próby wątrobowe i cholesterol (i chyba coś jeszcze ale nie pamiętam). Sprawdził powiedział, że wyniki są dobre. Podczas przerwy w anty która miała trwać 3 miesiące. W drugim cyklu od odstawienie nie dostałam okresu a w środku cyklu zaczęły się brązowe plamienia. Kolejna wizyta u lekarza, mam zrobić TSH i progesteron. Kontrola wszystkie wyniki złe. TSH 2,7, progesteron na poziomie kobiety z menopauzą. Zalecony syntetyczny progesteron i zmiana anty na ringi. Po 2 tygodniach zażywania progesteronu wróciła miesiączka zaaplikowałam ring i używałam ich przez pół roku. W tym czasie znowu powróciły infekcje. Zrezygnowałam z ringów i antykoncepcji hormonalnej pojawiły się plany o dziecku. Było to chwilę przed 22 urodzinami. Miałam zobaczyć jak mój organizm zareaguje na odstawienie. Potem ten śmieszny koronowirus i było czekanie, a miałam robić badania i chodzić do specjalistów, żeby określili czy wszystko jest w porządku ale te teleporady jakoś mnie nie przekonywały. Myślałam, że szybko się to rozwieje ale nic z tego. W lipcu postanowiłam, że nie będę dłużej czekała. Wykupiłam pakiet dla planujących ciąże było tam 19 badań. Umówiłam się do ginekologa i dentysty.Ginekolog obejrzał na wizycie wyniki badań. Było tyle tych kartek. Spokojnie je przejrzał i powiedział, że nie może się do niczego przyczepić oprócz TSH 2,5. Powiedział, że jeśli nie uda mi się zajść w ciąże przez pół roku to mam przyjść i będzie trzeba wykonać kolejne badania. W tym pakiecie nie było progesteronu i żałuje, że go nie wykonałam osobno. Dentystka zleciła wykonanie RTG. Kila dni później je obejrzała i powiedziała, że nie widzi by się coś działo. Także zamówiłam test owulacyjne i stwierdziłam, że przystępujemy do działania.
Moje emocje: Emocje ? To długa historia, więc pewnie wszystkie możliwe. W tamtym czasie byłam zła na wszystkich lekarzy. Miałam wrażenie, że uważają, że to wszystko sobie wymyślam.

29 września, 11:49

To kontynuuje historię.
Kwas foliowy brałam już wcześniej przed lekarzem.
Testy owulacyjne zaczęłam robić od 11 dnia cyklu przy nieregularnych cyklach 30-38dni. Kreski raz wychodziły raz nie no ale negatywne to negatywne. 2 września wieczorem kuł mnie jajnik. Pomyślałam więc, że to ten dzień. Jednak test dalej negatywy. Zirytowało mnie to. Robię rano następnego dnia- negatywny. Myślę, że to chyba nie możliwe. Robię w południe (20 d.c) kreska dużo ciemniejsza niż kontrolna myślę, super mamy to!. Wieczorem seks. Potem doszukiwanie się objawów. Czy to jakaś choroba staraczek ? Gdybym mogła to policzyłabym każdą żyłkę na piersi, żeby zobaczyć czy ich nie przybyło :/. Po tygodniu od owulacji test ciążowy- negatywny. Myślę sobie, że pewnie za wcześnie. 30 dnia cyklu kolejny test- negatywny. Od 28 dnia cyklu jestem chora. Zarażam się od bratowej. Trochę podwyższona temperatura. Ból gardła i katar. Wiem, że nie zaszłam, jestem zła i rozżalona. W poniedziałek dostaje dziwnego brązowego plamienia, które utrzymuje się 5 dni. Po tych dnia okres i trwa 5 dni.
Zakupuje więcej witamin i testów owulacyjnych a także ciążowych. Kupuje termometr owulacyjny. Postanowienie będę mierzyć temperaturę- zaczęłam od 6 dnia cyklu a od wczoraj 11 d.c robię owulacyjne. Jestem pełna nadziei. Włączyłam trochę ruchu, staram się ograniczać cukier, pije wyłącznie wodę. Alkoholu nie pije od 2 miesięcy, ani grama. Nie paliłam nigdy więc z tym nie mam kompletnie problemu. Biorę witaminy prenatalne. Zaczynamy kolejny miesiąc starań.

30 września, 21:35

Zrobiliśmy dzisiaj jakiś test co do ilości plemników. Pozytywny wynik to barwa ciemniejsza, niż w okienku kontrolnym, który jest jasno niebieski. Zrobiliśmy a tam prawie białe okienko, leciutko tylko się zabarwiło. Ukochany w dzieciństwie brał sterydy z powodu choroby i bał się właśnie, że "strzela ślepakami".
Jest bardzo zamknięty w sobie ciężko wyczuć co czuje. Chyba jest trochę zły, skreślił wszystko. Żadnego domu nie budujemy, nie kupujemy większego samochodu. Nie ma sensu. I powiedział do psa "widzisz nie będzie miała konkurencji". Teraz już śpi, bo nie spał po nocce. A mi jest w cholerę smutno i łzy cisną się do oczu. Przecież tak bardzo chciał dziecka, dlaczego teraz nie chce zawalczyć.
Czuję okropną bezsilność. Przecież do niczego go nie zmuszę.
Zastanawiam się czy jest sens robić testy owulacyjne i mierzyć temperaturę.
Jestem załamana a to dopiero początek.

3 października, 11:58

Z moim ustaliliśmy, że badanie domowe powtarzamy jeszcze raz z dłuższą wstrzemięźliwością jak wynik też będzie słaby to wtedy zapisujemy go do specjalisty.
Dziś jest 16 dzień cyklu. Mierzę temperaturę i robię testy owulacyjne- do tej pory wszystkie negatywne o temperaturze trudno mi coś powiedzieć, skacze cały czas. Wczoraj dość mocno bolały mnie jajniki (myślałam, że może to na owulację) a dziś jasno brązowy/beżowy śluz co mnie martwi. To raczej nie jest normalne. Jeśli ten dziwny śluz się utrzyma to w poniedziałek umawiam się na szybko do jakiegokolwiek ginekologa. Chcę po owulacji zbadać poziom progesteronu. Może jeszcze coś warto wykonać ?

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października, 12:19

4 października, 11:31

17d.c
Pojawiło się brązowe plamienie. Pewnie to przez niski progesteron. Jedna z aplikacji zmieniła mi dzień owulacji z 6 października na 30 września. Nie robiłam wtedy testów owulacyjnych a temperaturę mierzyłam 2h wcześniej niż zawsze, ponieważ wyskoczył wyjazd i prawie cały dzień spędziłam w trasie. Dzień przed i dzień po to czas, gdy temperatura osiągnęła najwyższą wartość, więc pewnie stąd wynika ta zmiana. Test owu robiony dzisiaj wyszedł śnieżnobiały jak nigdy. Także apka może mieć rację. Chyba czeka mnie jakaś teleporada co do tego kiedy wykonać progesteron.
Za radą na początku następnego cyklu zrobię FSH, LH i estradiol.
TSH robione w lipcu to 2,5800 uIU/ml (0.2700-4,200) a prolaktyna 16 NG/ml (4,79-23,30)

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października, 11:32

7 października, 19:04

20 d.c.
Udało mi się dzisiaj dostać na wizytę u mojego ginekologa. Opowiedziałam mu o plamieniach w tym cyklu i poprzednim. Pamiętając już, że miałam z tym problem stwierdził, że pewnie przez progesteron ale zbadał mnie i zrobił USG. Powiedział, że endometrium jest za małe ale to od tego plamienia, a po za tym wszystko w porządku. Mam zrobić badanie progesteronu i powtórzyć TSH. Przyjść z wynikami i on wtedy rozpisze mi co i jak mam brać. Zalecił też przyjmowania Ovarinu.
W piątek lecę na badania i w następną środę skonsultować wyniki.

9 października, 23:36

Byłam dzisiaj na badaniach.
Babka strasznie mnie pokuła, chociaż mówiłam, że zawsze mam pobieraną z lewej ręki. Uparła się na prawą, żeby lewą zostawić na oddawania krwi do banku. I skończyło się na tym, że i tak musiała wbić się w lewą. Tak mnie dziabała po tej prawej, że aż mi się słabo zrobiło, a co jakiś czas oddaje przecież prawie pół litra.
Wyniki też już mam i nie są ciekawe. TSH 3,3400 uIU/ml, progesteronu ok. 8 dni po owulacji jeśli takowa w ogóle była 0.36 ng/ml. Przez niecałe 3 miesiące tak mi wynik podskoczył. Także chyba czas umówić się do Endo. Ale to wszystko jest powalone. A i jeszcze partner powtórzył badanie nasienia teraz wyszło, że mieści się na granicy normy. Nie wiem co on zadecyduję, czy będzie się umawiał na badanie w laboratoriu. To jest jeszcze do przeglądania a jego to ciężko przekonać do czegokolwiek 😕

13 października, 15:16

26 d.c
Od soboty nie mam plamienia. Stwierdziłam, że będę robić od nowa testy owulacyjne. Wczoraj kreska była dość widoczna ale jeszcze nie pozytywna. Testy a raczej, te kreski testowe nie były tak intensywne w tym cyklu, były ledwo widoczne, także stwierdziłam, że coś jest na rzeczy. Dzisiaj testowa jest ciemniejsza niż kontrolna, także wychodzi, że jutro będzie owulacja.
Zastanawiam na ile te testy są wiarygodne i czy to możliwe, żeby tak mi się owulacja przesunęła ?

15 października, 09:57

Wczoraj miałam konsultacje z ginekologiem. Obejrzał badania i stwierdził, że TSH za wysokie (tyle to wiem), więc umawiam się do endokrynologa. Na progesteron dostałam duphaston. Mam go brać od 16 dnia cyklu przez 10 dni, a w razie ciąży kontynuować. Przepisał mi go na 4 miesiące. 2 miesiące po 2 tabletki a dwa kolejne po 1
Dzisiaj zalewa mnie płodny śluz, strasznie dziwne. Szkoda, że nie zapytałam ginekologa, czy mogła się tak owulacja przesunąć i czy są jakieś szanse na zapłodnienie. Boska niewiedza, także jem awokado i orzechy, żeby endometrium podreperować i czekam na cud :P
A teraz idę zrobić tartę z jabłkami bo mój bardzo mnie wczoraj o to prosił. Także, nic tylko zakasać rękawy i iść robić ciasto, jakaś rozkosz się należy od tego życia :P

17 października, 22:22

Dzisiaj był dobry dzień, ostatnio sporo takich co mnie cieszy :) Z partnerem spędzam naprawdę miłe chwile, mieszkanie z rodziną przeważnie mnie irytuje ale dzisiaj był taki fajny dzień. (Mieszkam z partnerem, moją mamą oraz bratem i jego żoną w jednym domu. Mamy wspólną kuchnie i łazienkę. Gotujemy i sprzątamy na zmiany. Możecie wyobrazić sobie jakie to bywa irytujące)
Przyszła do mnie przyjaciółka, rok młodsza ode mnie, która na ten moment nie chce mieć dzieci i raczej deklaruje się, że nie chce ich mieć w ogóle. Mimo to bardzo mnie wspiera w moich staraniach. Wie, że od zawsze marzyłam o dziecku i jakie to dla mnie ważne.
Brat z żoną namówili nas na pizzę, obejrzeliśmy film "Instant family" o adopcji dzieci. Fajna komedia.
I wpiłam dwa drinki, trochę mam wyrzuty sumienia, chociaż jestem dość pewna, że w ciąże nie udało mi się zajść ale zawsze jest jakiś okruch nadziei. Głównie przez ból sutków, który strasznie mi dokucza od dnia po owulacji, a nigdy wcześniej mnie nie bolały. Jestem świadoma, że może to być spowodowane hormonami, które coś szaleją patrząc na te plamienia i późną owulację. I przede wszystkim jest to za wcześnie na jakiekolwiek objawy ale czego to nie jest w stanie wmówić sobie osoba, która bardzo pragnie dziecka :p

21 października, 09:58

Jestem właśnie po konsultacji z endokrynologiem. Oczywiście była to teleporada.
Mam wrażenie, że ta pani podeszła do tego bardzo poważnie. Zadawała sporo pytań. Zleciła euthyrox na 6 tygodni mam brać na zmianę 1 i 0,5 tabletki. Po tym czasie mam zrobić badanie TSH, FT4, Anty-TPO, anty- TG i witaminę D3. W między czasie mam też zrobić usg tarczycy. Nie mówiła nic o FT3 ale zrobię cały pakiet, więc to też pewnie będzie.
Mówiła, żeby przez te 6 tygodni wstrzymać się od starania o dziecko. Jestem ciekawa dlaczego, bo twierdziła, że w ciąży też prawdopodobnie będę musiała brać leki i nadmiar tego hormonu ( z tych tabletek) nie jest szkodliwy dla dziecka ale jego brak owszem.
Teoretycznie jestem 7dpo, więc nie wiem czy powinnam zacząć brać go od jutra, czy poczekać, zrobić test i dopiero po tym zacząć to brać.
Po za tym wszystko dobrze, humor nie najgorszy, relacje z partnerem są bardzo dobre :) Pogoda trochę przytłacza ale też nie tak jak zawsze. Mierzę temp i czekam żeby sprawdzić, czy stał się jakiś cud, czy nie ale nie jest to jakaś presja bo nastawiam się na to, że się nie udało.
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego