Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Marzenia są po to, aby je spełniać:)

Autor: lentilkaa
2 listopada 2015, 22:36

Czy już mówiłam, że uwielbiam mojego nowego lekarza? Jest extra, mega pozytywny gościu:) i przyjmuje całe 10min drogi na piechotkę ode mnie, a co najważniejsze, można się do niego umówić przez znanylekarz:) Więc nie trzeba dzwonić ani nic;)
Endometrium 7,4mm cytuję lekarza "piękne!"
Owulacja wystąpi dziś -jutro ;) Ta jak przypuszczałam;)
Pęcherzyk na lewym jajniku 22mm:)
Wyniki męża "piękne" :)
Dostałam receptę na duphaston i coś tam jeszcze jednego:) Więc jutro wykupuję;)
I mamy wrzucić na luzzzzz:)))
O HSG mamy mówić dopiero jak coś w marcu/kwietniu i wtedy będziemy myśleć, nie wcześniej;)
Jak dla mnie super;)
Do tego się śmiał, że to nie tak hop-siup, wiele par się dłużej stara, a Ci co starają się 1-2cykle to często kłamią;) Rozbawił mnie;) A na koniec "Pani jak zajdzie w ciaże to też Pani zapomni jak długo się starała" :)))hahah:)
No to do dzieła, czas zrobić kolejne serduszko:)))

9 komentarzy (pokaż)
10 listopada 2015, 14:51

Miałam cyklę w których moja nadzieja wynosiła 1%, były cykle, gdy wydawało mi się, że to może być to. Organizm za każdym razem płatał mi figla- bolą piersi, szczypią, swędzą, brzuch, krzyże, mdłości, wydłużenie fazy lutealnej itp. I po każdym okresie obiecywałam sobie nie robić nadziei. Że tylko pozytywny test i brak okresu to objaw, żadne cienie cienia (zobaczyłam 2, jeden ze 2-3 dni przed spodziewaną miesiączką w ciagu 5 min czyli idealnie, raz zobaczyłam starszy test i była druga słaba różowa kreska.

A jak jest dzisiaj, w tym cyklu? Bardzo różnie.
Rozum mówi:
-tyle się nie udawało, to niby czemu teraz ma się udać
-boli Cię kość ogonowa czyli dolegliwość comiesięczna kończąca się okresem
-wszystkie kłucia itp są standardowe
-2 razy mdłości- ale to po jedzeniu, które mi zaszkodziło...jedno skonczone wymiotowaniem;/

A serce mówi:
-odblokowałas się trochę po wynikach męża
-bierzesz duphaston, więc wspomagasz progesteron
-dzisiaj zanotowałaś swoją najwyższą życiową temperaturę - 36,94! Choć to dopiero 6 dpo, jakby to była temp w 12-13dpo to byłoby super, a nie teraz
-czujsz macicę, kłucie, pieczenie
-piersi- ale to akurat wina duphastonu
-i serce marzy o tym, żeby na święta poinformować wszystkich o tak pięknej sprawie..
-uczucie mokrości i sporowa ilośc kremowego śluzu
-moze modlitwy zostały wysłuchane?:)

Jak będzie? Dowiemy się za jakieś 7-8dni.

13 komentarzy (pokaż)
15 listopada 2015, 14:43

Dziewczyny dzięki za uwagi co do testu i duphastonu, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na okres. Krzyże, kośc ogonowa, temp. Także nie było sensu testować. Mniej bolesny jest dla mnie okres niż 1 kreska na teście. Dlatego nie testuje. Okres najprawdopodobniej w środę. Jak to piątku nie dostane to wtedy mogę zatestowac, nie wcześniej.

A co do nastroju to "ale miłość kiedy jedno spada w dół, drugie ciagnie je ku górze"
Ja marudzę, buuu tem spada, okres idzie a mąż:
"Aż tak Ci spieszno do obsranych pieluch?"
Ja: "hmmm no nie aż tak, nie musze ich mieć na już".

Druga sytuacja:
Ja: "Na pewno mam wrogi śluz, albo niedrożne jajowody, no coś musze mieć...jestem załamana"
Mąż: "Wolisz meć wrogi śluz albo niedrożne jajowody czy mieć raka?"

No i tyle w temacie. Mąż postawił mnie do pionu;)

10 komentarzy (pokaż)
22 listopada 2015, 17:33

Nadrobie co u Was i opiszę co u mnie jak się ogarnę! Mam istny młyn! Kolejny już tydzien z rzędu!
Ja na krótko, napiszcie mi kochane jak pijecie siemie lniane na śluz?
Mam zwykłe siemie- ziarna całe. Gotowac i potem pic całość, czy gotować i pic tą wodę tylko czy jak? Help!

3 komentarze (pokaż)
25 lutego 2016, 20:16

Takie miałam przeczucia co do tego cyklu a tymczasem walcze z chorobą;/ kaszle, gardło, ledwo mówie;/ Nie chce antybiotyków, próbuje się sama leczyć.. Kurcze no a za tydzien Zakopane! Muszę się wyleczyć! Także nie wiem czy coś z tego będzie, bo rok temu w kietniu jak chorowałam, to chyba nie miałam owulacji przez to;/
Mieszają się we mnie 2 uczucia. Jestem już jedną z ostatnich "nie w ciąży", przeglądam pamiętniki czy wykresy przyjaciółek i prawie każda w ciaży. I to mnie przygnębia, że ja ciągle w tym samym miejscu jestem. A potem trafiam na pamiętniki nowe, czy też pamiętniki przyjaciółek i czytam czytam, a tam pisze, ze starały się 1,5 roku, czasem 2 lata i nagle zaskoczyło. Ostatnio trafiam na coraz więcej takich pamiętników- a więc jest nadzieja! I to mi humor poprawia:)
Panie Boże ile jeszcze muszę czekać? Nie marnuje czasu, odchudzam się, no ale z drugiej strony bardzo bym już chciała..:)

6 komentarzy (pokaż)
23 marca 2016, 17:00

Chyba czas sobie uświadomić, że nie będę mieć swoich dzieci. Minął rok i 4 miesiące. Nie wydarzyło się nic. Nic co by wskazywało, że mogę być w ciaży. Powoli odpuszczam, nie mam siły walczyć ani się starać, poza tym nie mam za wiee opcji. Jutro powinnam miec wizyte u gina- zamówioną początkiem lutego. Wizyty nie bedzie..bo lekarz złamał ręke;/ Kolejna wizyta dopiero 28 kwietnia. Jaki mam plan? Ten cykl zostawiam sobie, wizyta u gina wypadnie w pierwszej połwie kolejnego cyklu. W 2-3 dniu zrobie prolaktyne- bo odłozyłam bromergon jakis czas temu i musze sprawdzic jak teraz reaguje i tsh czy cos w zwiazku z tym nie poszło w górę. Pod koniec cyklu zrobie progesteron, bo nie wiem czy potrzebuje duphastn czy nie. Od lekarza wymusze cos na stymulacje i bede chciała ustalic datę hsg. Znowu sie wszystko odwlecze, ale nie mam na to wpływu. Zapytam go jeszcze o ten śluz i wrogość- czy mozna u niego zbadac itp. Jak to wszystko nie pomoże to nie mam już pomysłów. Chyba trzeba się poodzić z myślą, że nic z tego;/
A i jeszcze jedno - mam do Was pytanie- jakie badania trzeba zrobic- jak sie profesjonalnie nazywają żeby sprawdzić czy nie mam insulinoodporności. Bo kiedy badałam glukoze, ale to chyba za mało, a nie ogarniam tej insulinoodpornosci. Mało opcji mi już zostało, hsg się boje a raczej boje sie wyniku. Będzie co będzie, ale mam dość i czuje się wypalona i zrezygnowana w temacie dziecko. Nie robią na mnie wrażenia już kolejne ciąże, brzuchy czy dzieci. To akurat może i dobrze...

4 komentarze (pokaż)
2 czerwca 2016, 19:51

Wróciłam na chwilę. A więc jestem po hsg, nie będę na razie opisywać badania. Musi minąc jeszcze trochę czasu zanim ta trauma mi przejdzie. NIGDY NIC MNIE TAK NIE BOLAŁO. Dla mnie była to tragedia- samo badanie jeszcze znosnie, ale zakładanie oprzyrządowania....trafiłam na niezbyt delikatną panią doktor. Ale do sedna- pani użyła największej siły, szło trudno ale przeszło. Pani doktor stwierdziła, że miałam zlepione jajowody, kontrast je porozklejał i są drożne! Nie ma zrostów! Alleluja!
Tylko mi powiedziała, że ona uważa, że mogę bieć infekcje, bo coś się jej tam u mnie nie podobało. Sama nie wiem, bo objawów nie mam, więc nie wiem. Ale za tydzień mam wizyte u mojego gina, więc zapytam go czy robimy wymaz czy nie.
Ale teraz pytanie do WAS moje drogie!
Czy ja moge współżyć w tym cyklu? Naczytałam się róznych opinii - że tak, bo jest duża szansa po hsg. Albo, że ten cykl nie, bo trzeba poczekać z racji naświetlenia i złego wpływu na jajeczko.
HSG miałam wczoraj w 13 dniu cyklu, owulacje bede miec najprawdopodobnie miedzy 16 a 19 dniem. I teraz nie wiem czy coś spróbować w weekend czy nie? Powiem szczerze, że mam mega traume! Chyba coś takiego jak się ma po porodzie..ale muszę sie przełamać. Doradzcie mi coś;)

13 komentarzy (pokaż)
1 lipca 2016, 22:15

Dawno nie pisałam;) Chyba wypadałoby coś skrobnąć;)
Co u mnie? Zaczęłam wakacje. Plan jest taki: ćwiczenia na siłowni, książki, sprzątanie i relax.
Byłam u lekarza po HSG, wszystko ok i mam się starać i lekarz nie chce mnie widzieć jakies 3 miesiace, no chyba, że w ciąży. Także mam luz w tej kwestii przez wakacje i dobrze, bo potrzebuje odpocząć.

Nie chcę sobie robić nadzieji, ale wiem, że teraz teoretycznie mam jakieś szanse na ciąże, skoro moje jajowody są rozklejone. No chyba, ze jest jeszcze jakiś problem, o którym nie wiem, ale szukać dalej będę dopiero od września. Tyle cykli próbowaliśmy i nic, a skoro jajowody były sklejone to nie było nawet szans na ciąże, ehh takie to wszystko pokręcone.

Za tydzień jadę na pierwszy w te wakacje mini urlop do Białki:) Zabieramy moją przyjaciółkę i mamy zamiar się super bawić;))

W tym cyklu brałam 3 dniowy antybiotyk na wszeli wypadek gdybym miała jakąś bakterie i piję zioła o. Sroki nr 3. Zobaczymy czy to coś da. Chciałabym, ale jestem w tym temacie dość powściągliwa.
No to tyle;)

5 komentarzy (pokaż)
4 lipca 2016, 11:53

No w końcu zaznaczyło mi ovu na wykresie, choć temp nie powala, no ale jest. Serduszko całe jedno trafione hmmm no cóż;) Choć ja obstawiałam ovu w 16 dniu a nie 15, ale kto to wie.
Dzisiaj jestem jakoś tak pozytywnie nastawiona, choć u mnie to różnie bywa i jest zmienne;))
Muszę dzis ogarnąć kuchnie, poodkurzać salon, ściagnąć pranie i dokończyć zamówienie. Odliczam już dni do wyjazdu do Białki. Wyjeżdżamy w piatek raniutko;) Cieszę się na hotel, bo udało sie go zarezerwować w super niskiej cenie i to ze śniadaniami i obiadokolacjami. Jak zobaczyłam normalną cenę bez obiadokolacji to się prawie przewróciłam, bo tyle to ja za nocleg tygodniowy za 1 osobę nad morzem płacę. Także mega szczeście;) Dodatkowo jedzie z nami moja przyjaciółka tylko będzie w pensjonacie obok, bo w naszym nie było juz miejsca. W planach mamy o ile pogoda nie pokrzyzuje planów: Hala Gąsienicowa a potem relaks;) W sobotę Dolina Chochołowska a potem termy Bania a w niedziele Zakopane, wyjazd na Gubałówkę a powrót Butorowym Wierchem plus Krupówki itp;) Juz sie nie mogę doczekać!!!
A zeby zarobić na wyjad idę robić zamówienie;)

5 komentarzy (pokaż)
4 sierpnia 2016, 14:32

Jezu Ty się tym zajmij..

2 komentarze (pokaż)
16 września 2016, 20:57

Zostałam przywołana na ovu z pytaniem co u mnie? Hmm bez zmian, Tylko entuzjazm mi spadł. Byłam u gina wczoraj i przepisał mi Clo + Duphaston. Mam zacząć od kolejnego cyjlu, bo w tym według lekarza już za późno. A spóźniłam się bo głupi okres zaskoczył mnie o 2 dni i ostatni cykl miałam 27 dni, a zawsze mam 29-32;/ ehh. Więc ten cykl taki zwykły cykl, byle minął... Powiem szczerze, że boje się, że ta stymulacja nic nie da;/ Prawie jestem pewna, no bo skoro tyle się nie udawało to czemu niby ma teraz? Skoro owulacja u mnie i tak występuje przecież..
Nie wiem czemu tak jest, że nam nie wychodzi. Mąż super badania, ja hormony w miare ok, jajowody rozklejone drożne, owulacja występuje;/ już sama nie wiem...
Może to faktycznie ta moja głupia głowa?
Jeszcze pytałam o badanie na wrogośc śluzu ale to muszę sie zgłosić do innego lekarza, a jego zostawiłam sobie na koniec- super specjalista, drogi ale pomaga. Boje się trochę kosztów u niego i tego, że odbierze mi nadzieję, choć to bez sensu obawy są, bo przynajmniej będę wiedzieć na czym stoje.
Daję sobie czas do stycznia czyli 3-4 cykle i jak coś to idę do niego. Mam nadzieję, że się dostanę, bo kolejki ma spore...ale trzeba spróbować.
Jest mi przykro, osoby które się ze mną starały mają już swoje pociechy a nawet myślą o drugich a ja dalej w jednym miejcu ciągle licząc na CUD, który nie nadchodzi. Czemu ja? Czym sobie zasłużyłam? Nie rozumiem, czuję żal..

5 komentarzy (pokaż)
2 listopada 2016, 14:43

Jutro muszę zatestować... tylko dla formalności.. nie chce, bo wiem co zobaczę, no ale muszę.
Wkurzam się na wszystko. Po pierwsze chyba nie uniknę zmiany lekarza...w grudniu będę dzwonić do specjalisty od niepłodności- boję się, bo to chyba nasza ostatnia szansa, boję sie co powiem, boję się jego cen i ilości badań, które pewnie zleci...no ale trudno, jak trzeba to trzeba;/
Mój lekarz mnie denerwuje, jest dobrym lekarzem, obłożenie ma okropne- na termin ponad miesiąc się czeka;// No ale cóż. Ale ostatnio mam wrażenie, że mnie zlał.. Wiem, że on ma nastawienie, które lubię- wyluzować i działać a po drodze coś próbować no ale u mnie widocznie to nie działa. Zapisał mi na ostatniej wiycie Clo- od 2 dnia cyklu. Zazwyczaj widzę, że dziewczyny biorą od 3-4 dnia. Trochę wczesnie, a przecież ja nie mam nie wiadomo jak wcześnie owu. No ale dobra. Monitoring mi nie zalecił żaden i przepisał moim zdaniem końską dawkę 2 tabletki dziennie. Widziałam, że zazwyczaj stosuje się jedną;/ Źle się czułam po tym clo- obsypało mnie i potwornie zaczął boleć brzuch i krzyże. Potem kazał mi duphaston brać od 16 dnia- to mu mówie, że zazwyczaj ja w 16 dniu mam owulacje, a czasami miałam nawet w 17 czy 18 dniu. I mu mówie, że moge mierzyc temp i określić mniej wiecej owu i brać prawidłowo. To mi kazał po prostu od 18 dnia brać przez 8 dni. Zazwyczaj bierze sie chyba przez 10 a nie 8? Nie wiem czemu tak mi kazał. I tak wzięłam wcześniej bo owulacje miałam dziwnie wcześniej o ile w ogóle była, bo testy wychodziły negatywne. Może nie rpzestrzegałam idealnie 2 godzin bez wc i picia ale trafiłam na testy owu, których nie lubię- są mniej czułe w porównaniu z innymi. No ale nic. Podsumowująć: nie wiem czy była owu, nie wiem co clo narobiło mi w jajnikach, nie wiem nic, wiem, że w ciaży nie jestem. Za to jestem chora- mocne przeziebięnie i do tego przypelętało mi się okropne zapaelnie korzonków- boli strasznie. Najpierw naczytałam się, że to endometrioza, ale z racji, że moja mama też chora i też ją zapalenie korzonków złapało, to podejrzewam, że to jednak zapalenie też u mnie. Boli strasznie plus jak źle siedzę to aż mnie brzuch zaczyna boleć przez to - tak promieniuje.
Także generalnie jest dupa ogromna z wszystkim;/
Choroba, zapalenie i wielka niewiadoma. No i temp spada i ten glupi test musze jutro zrobic, żeby duphaston odstawić. Oby tylko @ przyszła na czas- między sobotą a poniedziałkiem! Bo w czwartek jedziemy na weekend na Słowienie, do fajnego 4 gwizdkowego hotelu z termami i przy okazji zahaczymy ofestwial wina, degustacje itp;) Więc okresie nie spóźnij się!

7 komentarzy (pokaż)
17 listopada 2016, 16:23

No więc jest to moje pożegnanie. Przynajmniej na jakiś czas. To mój 24 cykl! 2 lata nadziei, rozczarowań i łez. Nie mam już siły... tabletki wszelakie, współżycie na zawołanie, mierzenie temp, wszelakie objawy- miałam chyba wszystkie. Wizyty u lekarzy, modlitwy moje, modlitwy mamy i nowenny pompejańskie, modlitwy mojej babci- rok odmawiała nowemne pompejańską i co? NIC! Większość znajomych ma dzievi a u nas cisza. Z jednej strony staram się cieszyć życiem, tym co mam. Z druhiej odsuwam się od ciężarnych i dzieciatych koleżanek. Panikuje na samą myśl przed rodzinnymi spotkaniami..przed pytaniami. Nie chce współczucia, a wiem, że pewnie by się takie pojawiło. Do tego moja ciemna strona mnie dobija, walcze z nią ale czuję strach codziennie- przed problemami, urzędami, finansami, zdrowiem, przed wypadkami, nieszczęśliwymi wypadkami i katastrofami. Codziennie czegoś się boję. Że coś się stanie. Dobija mnie to ale z drugiej strony utwierdza w przekonaniu, że widocznie musze się zmierzyć w życiu z czymś sama i nie obarczać tym dziecka. Być może byłabym złą matką. 2 lata bez rezultatu to chyba jasny przekaz od Boga, że nie chce abym miała dziecko, nie mówiąc już o dzieciach w liczbie mnogiej. Ja jestem jedynaczką, mąż jedynak. Zostaniemy samo. Dobrze ze mam choc kuzynostwo i znajomych.. czuję, że zawiodłam rodziców. Czuję, że poległam w tym temacie i zawiodłam sama siebie.. nie chce już stsrań, clo wpłynęło na mnie okropnie, wszystko mnie boli, mam nadal zapalenie korzonkow ktore promieniuje na brzuch i na nogi az do kolan. Czuje jakbym miala 100 lat. Mam dość wszystkich tabsów i suplementów. Zaniedbałam siebie, planowałam wszystko ostrożnie- bo może będę w ciąży... żałosne. Przekaz jest jasny, ciąża nie jest mi dana. Taka wariatka musi umrzeć sama, jak w filmach... the end

24 komentarzy (pokaż)
28 czerwca 2017, 20:42

Ciąża rozpoczęta 16 maja 2017

31 komentarzy (pokaż)
25 lipca 2017, 14:03

Znowu róż...
Chiałam bardzo podziękować za wszystkie słowa wsparcia. I przeprosić, że na razie do Was nie zaglądam, ale muszę swoje przeżyć.

Boże, dziękuję Ci za te 3,5 tyg w których wiedziałam, że jestem w ciąży, to były piękne chwile, mimo strachu, bo wiedziałam, że nie jest do końca ok. Cieszę się, że miałam tą możliwość budzić się codziennie ze świadomością, że jestem w ciąży. Czemu odebrałeś mi ten Cud? Nie wiem, nie rouzmiem tego, staram sobie to wytłumaczyć, że może dziecko byłoby chore i bardzo by cierpiało.
Wiem za to, że mam Aniołka w niebie, dostanie również swoje imię po badaniach. Kiedyś się spotkamy i będę mogła Cię poznać. A tymczasem opiekuj się nami z nieba.

Strach - boję się. Boję się, że to się powtórzy. Boję się, że nie będę się mogła starać, bo znowu coś wyjdzie. Boje się, że ten Cud może się nie powtórzyć. Boję się, że jak zajdę to i tak będę truchleć całą ciążę. Boję się, że mi ta trauma, którą przeżyłam, nie przejdzie.

Daty:
14.07 - pęcherzyk lepszy, serce bije jeszcze piękniej.
21.07 - serduszko nie bije - dziecko zatrzymało się w rozwoju w 7tc i 4 dniu czyli prawdopodobnie w poniedziałek -17.07.2017
23.07 - zaczęłam przyjmować tabletki, potworne bóle, skurcze porodowe, plamienia...
24.07 - krwawienie i około 20.30 poronienie
25.07 - wysyłka Aniołka do badań - trauma, nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się zamazać ten obraz z pamięci

Poroniłam w domu- decyzja lekarza, podobno jest to lepsze dla organizmu, mniej inwazyjne. Zgodzilam się. Łącznie trwało to około 30 godzin. Oszczędzę Wam opisu. W pierwszym dniu potwornie bolało, wyłam z bólu przy skurczach. W drugim dniu, niespodziewanie, bez bólu poroniłam. Miałam traume, ponieważ musiałam zapakować odpowiednio Aniołka i na drugi dzień -czyli dziś przesłać do kliniki w Poznaniu. Weźmiemy pełen pakiet badań genetycznych. Lekarz nam to zalecał. Może uda się dzięki temu uniknąć powtórki. Cena: 1700zł... Plusem tego jest to, że bardzo chcemy uniknąć powtórki, ja drugi raz tego nie przeżyję. Wiem, że w domu było lepiej dla mnie pod względem inwacyjności, ale fizycznie a szczególnie psychicznie nie było łatwo... Będziemy też znali płeć, więc Aniołek dostanie swoje imię. Po badaniach za naszą wolą (klinika to organizuje) nasz maluszek nie zostanie do nas wysłany, tylko zostanie skremowany i pochowany na Polach Pamięci w Poznaniu. Lżej mi na sercu, że nasz Aniołek będzie miał swoje miejsce i nie wylądował w odpadach medycznych czy w wc.. Kiedyś tam pojedziemy i go odwiedzimy.

Fizycznie czuję się nieźle, jeszcze jestem troszkę na dole napuchnięta i podrażniona, lekkie plamienie jest, ale poza tym ok. Starm się żyć dalej, muszę. Czekam na telefon z kliniki czy wszystko dotarło i czy będą mogli zrobić badanie. Na wyniki będziemy czekać jakieś 3-4 tyg.

W piątek idę na kontrolę do lekarza czy wszystko się oczyściło. Ciekawa jestem czy zleci jakieś kolejne badania, oby nie, bo nie mam siły.. poza tym te badania zapewne będą kosztowne.. A chciałabym odpocząć od tego. Z jednej strony chciałabym dostać zielone swiatło, ale wiem też, ze pewnie każe czekać na wyniki badań maluszka.

To wszystko to jakiś koszmar. Koleżanka mi napisała "tak wygląda dorosłość". Nie zgadzam się, to nie jest wyznacznik dorosłości...to jest coś, co jest straszne, okropne i niesprawiedliwe i nikt, kto tego nie przeżył nawet sobie nie wyobraża jak to jest..Zawsze wiedziałam, że poronienie jest straszne, ale nie myslałam, że aż tak. Nigdy nie zrozumiem czemu tak się dzieje...czemu taka decyzja Boga. Nie mam pretensji, bo wiem, że wszystko dzieje się po coś, ale mam poczucie niesprawiedliwości i smutek w sobie...

21 komentarzy (pokaż)
27 lipca 2017, 11:52

Wczoraj dzwonili z kliniki. Wszystko dotarło i mogą przeprowadzić badanie.
Chociaż tyle z pozytywnych wieści.
Pytali też, czy utrzymujemy naszą wolę dotyczącą pochówku, potwierdziłam.
Bo nie przeżyłabym, żeby znowu mi malucha odesłali i żebym musiała to wszystko przeżywać na nowo.
Maluszek będzie spoczywał na Polach Pamięci w Poznaniu, na pewno go odwiedzimy.
Jak już poznamy płeć to nadamy imię, możliwe też, że zarejestrujemy go/ją w urzędzie stanu cywilnego.
Imię dla dziewczynki wybiera mąż, dla chłopca ja. Wszyscy obstawiali od początku dziewczynkę, zobaczymy.

Ja czuję się średnio, plamienia/lekkie krwawienie i ból brzucha codziennie. Kiedy to się skończy..

8 komentarzy (pokaż)
1 sierpnia 2017, 10:43

Wczoraj minął tydzień od poronienia. Niby jestem twarda, a płaczę w ukryciu wieczorami. Niby jestem mocna, a ciągle o tym myślę. Niby się z tym pogodziłam, a wciąż miotają mną uczucia smutku i złości.
Jedynym pocieszeniem są dla mnie wspomnienia. Jak dowiedziałam się o ciąży i pojechaliśmy do Bośni i na Chorwację - piękne chwile:) Mimo szoku, trochę niepewności i przerażenia nową sytuacją tak nieśmiało cieszyliśmy się tym. Pierwsze rozmowy o ciąży, wyobrażenia i plany.To było szczęście, spełnienia marzeń, bajka, do której wpadliśmy z zaskoczenia.. Wtedy jeszcze nie było problemu z pęcherzykiem. Bardzo tylko chciałam, żeby rozwinęło się serduszko. No i pojawiło się, pięknie biło jeszcze jakiś czas, ale niestety się nie udało;/ Jedynym ukojeniem moich emocji są te wspomnienia, one pozwalają mi wejśc w dobry nastrój. Boże, prosze Cię, żeślij nam w niedalekiej przyszłości aniołka/aniołki na długo, na lata, proszę Cię..

7 komentarzy (pokaż)
30 sierpnia 2017, 16:26

Moja mama miała sen. Śniła jej się 2-3 letnia śliczna dziewczynka, która jej powiedziała: "Musiałam umrzeć wcześniej, bo potem przysporzyłabym wam jeszcze więcej cierpienia".
Wiem, że ta dziewczynka w śnie, to moja Martynka (mąż wybrał imię).
Dziś przyszły wyniki badań - i tak, byłam w ciąży z dziewczynką.
Czemu zmarła? Bo miała triploidię. Czyli przy podziale wystąpił błąd.. Z tego co czytałam w necie - kompletny przypadek. Mieliśmy 1-2% szans, że tak właśnie będzie. Pocieszające jest to, choć za dużo w necie o tym nie ma, że kobiety, które poroniły/urodziły dzieci z triploidią mają teraz zdrowe dzieci. Podobno nie ma dużo szans, że drugi raz tak samo się stanie. To pocieszające.
I nie myślałam, że tak powiem, ale dobrze się stało, że tak wcześnie poroniłam... Bo szanse dziecko miało 0 na życie... Okazuje się, że z triploidią najczęściej się roni albo rodzi martwe dziecko. Czasami rodzi się dziecko żywe, ale ono umiera do 24h po porodzie...Czytałam o 2 przypadkach dzieci, które żyły najdłużej - dziewczynka 5 miesięcy, chłopiec 10,5 miesiąca... Dlatego chyba lepiej wcześniej, bo na późniejszym etapie nie wiem jak bym to wszystko przeżyła.
Opiekuj się mną mój Aniołku :*

7 komentarzy (pokaż)
1 września 2017, 19:54

Byłam u lekarza, cudowny człowiek, genialny specjalista. Macica pięknie wyczyczona i zregenerowana, triploidia to totalna przypadkowość. Nie musimy robić karoptypów, nie musimy iść do ginekologa. Mamy zielone światło:) Jak coś to w przyszłym cyklu mam brac lamette na stymulację, przyjść z zastrzykiem na monitoring i jazda;) Ale w tym cyklu też możemy spróbować :D Nie obliczam, nie mierzę, nie planuję... także niech się dzieje wolna Nieba:)

13 komentarzy (pokaż)
7 września 2017, 17:23

Czuję takie małe deja vu. Nie jest tak samo, nie nastawiam się itp ale czuję się jak na przełomie maja i czerwca.
27 maja byłam u lekarza, ostudził moje nadzieje - cykl bezowulacyjny, dłuższy, przepisał lamette i zastrzyk i zaprosił na monitoring w kolejnym cyklu. Ja czerwiec miałam straszny- mnóstwo pracy, byłam wykończona. W jeden weekend urwalismy się na fajny weekend do hotelu z basenem, zrelaksowaliśmy się- wtedy już jak się okazało ciąża powoli się zagnieżdżała, a ja myślałam w każdym dniu, że okres przyjdzie. Potem byłam na studiach na zjezdzie już w ciąży nie wiedząc o tym. Potem dalsza część męczarni w pracy, papierologia, egzamin no i wtedy dowiedziałam się o ciąży.

A teraz 1 września byłam u lekarza, nie zgasił mojego entuzjazmu, ale powiedział żeby się nie nastawiać, bo jestem bez stymulacji, więc raczej sugerował, że w tym cyklu nic nie będzie, przepisał lamette i zastrzyk (nie wykupie, bo stare nie wykorzystałam) i zaprosił na monitoring w kolejnym cyklu. Ja teraz mam mnóstwo pracy, jeszcze nigdy tyle nie pracowałam, jestem wykończona. Dlatego jutro wybieramy się do fajnego hotelu (innego niż w czerwcu) z basenem, z tym, że ja jestem raczej przed owulacją - więc tu jest różnica w deja vu. Za tydzień mam zjazd na studiach, a jak tylko wrócimy z weekendu to na kolejne 2-3 tyg wpadne w papierologię i wir pracy.

Nie piszę to po to żeby powiedzieć, że znów liczę na ciążę - wyluzowałam totalnie i będzie co będzie, spontany i zaskoczenie jest najlepsze;) Jak nie teraz to innym razem wszystko ma swój czas;) Zawodowo jestem w takim pędzie jak nigdy, a zawsze wydawało mi się, że więcej się pracować nie da...jednak da ;) Ale przynajmniej lepsze zarobki i mniej czasu na myślenie o głupotach;)

6 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)