Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Marzenia są po to, aby je spełniać:)

Autor: lentilkaa
12 września 2017, 16:43

Ciekawa jestem, co tam mój organizm wyczynia. Czy była owulacja, czy pęcherzyk pękł albo pęka teraz? Wielka niewiadoma;)
W sobotę nie czułam nic, w niedziele cały dzień mocno prawy jajnik, w poniedziałek spokój cały dzień, ale wieczorem się odezwał i dzisiaj lekko cały dzien go czuje. ALbo doszło do owulacji, albo teraz jest, albo już po, albo nie pękło - tego nie wie nikt :D
Weekend był super, teraz znowu wpadłam w wir pracy. Robie sobie czasem przerwę na ovu. A tak to od rana do nocy praca... ale dzięki temu chyba za 2 tyg znowu wyskoczymy gdzieś na weekend. I mamy też zaplanowane wypady w październiku, listopadzie i grudniu jupii;))

Zajmujemy się jedną sprawą z mężem, a własciwie czekamy, jeśli się nam uda to napiszę tu myślę, bardzo istotny post dla wielu kobiet. Nie wiem czy zostanie odebrany tak jak bym chciała, ale może się komuś przydać. Ale o co chodzi napiszę jeśli dostaniemy pozytywną odpowiedź.

7 komentarzy (pokaż)
13 września 2017, 16:56

Kochane! Widzę, że niektóre zaciekawiło co tam kombinujemy. I muszę was rozczarować, nie chodzi o wzniosłe rzeczy, tylko ....jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze - tak powiadają i właśnie dokładnie o tym będę chciała napisać. Ale też nie do końca. Myślę, że wpis może pomóc części dziewczyn, albo przynajmniej może ułatwi pewne decyzje. Ale to jak się uda.

Dzisiaj też boli jajnik i się zastanawiam czy to już taki ból poowulacyjny czy też pęcherzyk nie pękł i robi się torbiel. No nic, i tak nie wskóam nic, także trzeba czekać na okres, a potem startuje z monitoringiem;)

Praca mnie pochłania, ale w sumie czuję, że żyję przynajmniej;)

1 komentarz (pokaż)
14 września 2017, 20:38

Mimo braku czasu, jakoś mnie wzięło na pisanie. Dziś porusze trudny temat - poronienie. Czemu? Bo jak mnie ten temat dotknął osobiście (choć zawsze myślałam, że mnie to dotyczyć nie będzie, tak myśli pewnie każda z nas) to czułam się zdezorientowana. Brakowało mi wiedzy, brakowało mi otwarcia na ten nadal trudny temat, a czasami myślę, że temat tabu. Miałam jakieś mroczne pojęcie to się będzie działo. Na szczęście miałam mojego trzeźwo myślącego lekarza, który mnie dobrze pokierował i jestem mu mocno za to wdzięczna. Choć zjadał mnie strach, czułam nadal pewnien brak informacji, to posłuchałam go w 100%.
Zawsze myślałam, że jeśli lekarz we wcześnej ciąży stwierdza, że np maluszkowi przestaje bić serduszko, to zostajemy wysłane do szpitala. Tak jest w większości przypadków. Czy dobrze? Opinie są podzielone.. Moja kuzynka została przyjęta do szpitala, uspana i obudziła se po wszystkim. Ta opcja myślę,że dla psychiki jest "najlżejsza", jeśli w ogóle w takiej sytuacji można mówić o czymkolwiek lekkim. Czytałam też opisy, że dziewczyny dostają tabletki poronne, cierpią i potem zabieg - to dla mnie masakra;/
Ja miałam tą trzecią opcję - poronienie w domu. Bałam sie ogromnie, nie miałam doświadczenia, ale wiedziałam, że muszę dać radę.
Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to była najlepsza dla mnie opcja. Medycznie i dla organizmu. Psychicznie było ciężko, ale tutaj chyba każda opcja jest ciężka...
Mój lekarz uważał, że organizmy kobiet od setek tysięcy lat tak się "oczyszczają", tak działa natura.
I miał rację. Dostałam tabletki poronne, trwało to 30 godzin, był ból, był strach, ale z drugiej strony nie było interwencji medycznej. Organizm pięknie doszedł od razu do siebie. Nie wiem czy nawet po poronieniu jakieś 2 tyg i chyba miałam owulację. Nie było starań ani monitoringu, ale czułam, że jajniki działają. Okres przyszedł po 34 dniach, więc przy moich cyklach 29-30 dni to ładny wynik.
Jak byłam na kolejnej kontroli u lekarza (pierwsza kilka dni po poronieniu) to lekarz kolejny raz potwierdził, że macica się oczyściła i wszystko wróciło do normy, a że w ten dzień miał 2 pacjentki, które poszły do szpitala i są po łyżeczkowaniu i mają zrosty na macicy;/
Poronienie, mimo, że było dla mnie bolesne i straszne, to odbyło się w domu, byłam otoczona bliskimi, czułam się bezpiecznie.
Ominęły mnie humory personelu, bardziej lub mniej profesjonalni lekarze, zapach szpitala, zabieg i cała ta szpitalna trauma i ewentualne skutki uboczne po zabiegu. Było to dla mnie bardziej intymne, moje.
Miałam swój czas, przeżyłam to, ułożyłam w głowie i mówie o tym. Mi jest wtedy łatwiej, innym też.
Oczywiście piszę to ze swojej perspektywy i opisuję moją sytuację. Najważniejsze to mieć dobrego lekarza i słuchać jego poleceń.Bo każda z nas jest inna, ma inne schorzenia itp i pewnie nie dla każdego takie rozwiązanie będzie dobre. Jeśli ciąża jest starsza, to raczej dom nie wchodzi w rachubę. Widzę, że lekarze w Polsce w wiekszości odsyłają po prostu na szpital - najprostsze dla nich rozwiązanie...myślę, że często niepotrzebne...no ale tak jest im chyba łatwiej.. Naczytałam się też innych historii, że np ktoś się nie oczyścił i i tak trafił do szpitala. Ale ja zaufałam lekarzowi, zrobiłam wszystko co powiedział, byłam na 2 kontrolach, a mój mąż w trakcie był cały czas gotowy jechać ze mną do szpitala gdyby działo się coś złego. Słuchałam swojego organizmu, bolało strasznie, skurcze porodowe były okropne, ale przeżyłam.
Przetrącono mi skrzydło, ale na jego miejscu rośnie nowe, że stali, mocne jak żadne inne.
To doświadczenie nie zabiło mnie, a więc mnie wzmocniło.

5 komentarzy (pokaż)
21 września 2017, 21:29

Sprawa, o której pisałam, rozstrzygneła się pozytywnie. Także szykuję 2 dłuższe wpisy;)

A co u mnie..hmmm w sumie to tak: nie czuję się ani na ciążę ani na okres. Choć jakbym miała wybierać, to bardziej na okres, bo od 2 dni chwilami w ciągu dnia pobolewa mnie brzuch. Ale to tyle, syfów nie ma, kręgosłup nie boli, piersi też nie. A piersi to i na okres i na ciąże powinny boleć. Także tak to u mnie. Osobiiście boję się, czy nie mam jakiejś torbieli na prawym jajniku, bo mnie poboewał podczas owulacji i potem też, ale tak mocno, dziwnie, raczej na nic dobrego;/

Może jutro uda mi się skrobnąć choć jeden wpis;)

1 komentarz (pokaż)
22 września 2017, 10:24

Mój długi dwuczęsciowy wpis czas start.
Badania genetyczne płodu po poronieiu - tak czy nie?
Ja jestem na tak, ale nie było tak od początku....No więc wróćmy do początku.
W dniu kiedy lekarz stwierdził, że serce dziecka nie bije zlecił mi w krótkich słowach badanie genetyczne. Zwięźle powiedział, dał nr na infolinię, wskazał klinikę.
Jakie było moje pierwsze odczucie? PO CO?! W tych emocjach, w tym rozżaleniu, szoku, smutku, poczuciu niesprawiedliwości nie rozumiałam decyzji lekarza. No bo to pierwsze poronienie, czemu od razu takie badania, czy to ma sens. Ale wiedziałam, że skoro lekarz mi je zlecił, a ufam mu w 100% to je wykonam.
Druga sprawa to był strach - czy ja dam radę, skoro mam poronić w domu, więc wszystko w moich rękach. Ta część była trudna, troszkę lepiej się czułam po rozmowie z panią z infolinii, która mi wytłumaczyła na spokojnie wszystko jeśli chodzi o pakowanie kosmówki i przesyłkę. I tak cały czas bałam się, że to przeoczę, że nie dam rady, ale nie da się przeoczyć...A pakowanie pozostanie dla mnie traumą, to jest jeden minus;/ Ale działałam pod wpływem adrenaliny i szoku i dałam radę. Wszytskie byśmy dały radę, jak trzeba to trzeba.
A trzecia sprawa to koszt. Lekarz polecił mi miejsce w Poznaniu. Mówił, że w Krakowie nie zawsze wychodzi przyczyna. Dał 2 możliwości - dokładne badania za 1690zł lub mniej dokładne, wykrywające tylko podstawowe wady za chyba 890. Plus wszedzie przy tych badaniach określają płeć dodatkowo. Powiem szczerze, że mnie to dobiło. Wiedziałam, że nie będziemy na tym oszczędzać, ale z drugiejn strony 1690zł plus koszty transportu i pakowania to nie jest mała dla mnie suma. Nie to, żebyśmy nie mogli tyle wydać, bo możemy, ale jest to spora suma, a wiedziałam, że to nie wróci życia mojemu dziecku.
Ale tak jak pisałam, skoro lekarz zlecił to wykonaliśmy to najdroższe badanie. Choć na początku kompletnie nie widziałam w tym sensu.
Jak emocje opadły to stwierdziłam, że podjęliśmy dobrą decyzję. Skoro w tych badaniach wyjdzie przyczyna i jeśli dzięki tej wiedzy mogę uniknąć powtórki to MA TO SENS. Jeśli wyszłoby, że to mój organizm odrzucił dziecko to trzeba diagnozować immunologię. Być może trzebaby było wziąć szczepionki, wlewy, zastrzyki, a może tylko dodatkową tabletkę w ciąży. Bałam się wyników...bardzo, ale już na spokojnie po wszystkim chciałam wiedzieć. Znać przyczynę. Nie obwiniałam się za to co się stało, ale też chciałam mieć pewność, że nie zrobiłam nic źle.
I jeszcze ostatnia rzecz- płeć. Tez na początku myślałam - po co. Teraz wiem po co. Oczywiście można dziecko nazywać Aniołkiem i jest to piekne i większości osób to wystarcza. Ale ja teraz widzę, po sobie, że pomogło mi to w zakończeniu całkowitym procesowi żałoby. W głowie mogłam sobie poukładać, że jest to dziewczynka. Że ta moja córeczka ma imię, jest dla mnie nie bezosobowy dzieckiem, ale dzieckiem z konkretną płcią. To mi też pomogło. Także dzięki wynikom badań - że to nie nasza wina, że im wczesniej ona odeszła tym "lepiej", ponieważ nie miała żadnych szans na życie...Że to dziewczynka, której nadaliśmy imie i mogę o niej sobie czasami pomyśleć, jak o dziewczynce radosnej, która jest szczęśliwa w niebie i to, że nie została potraktowana jak "odpad medyczny", tylko została skremowana i symbolicznie pochowana w Poznaniu daje mi siłę, spokój i równowagę.
To moja pierwsza część, druga, pojawi się, może jutro. Myślę, że wyjaśniłam czemu warto zrobić to badanie. A jeślii kogoś przekonałam, ale nadal przerażają go koszta, lub są nie do przeskoczenia dla niego - o tym napiszę jutro, bo jest na to rozwiązanie, przynajmniej dla części osób.

1 komentarz (pokaż)
23 września 2017, 18:18

Druga część wpisu. Jeżeli nie czytałaś pierwszej części to zapraszam jeden wpis w górę.
Po poronieniu troche czytałam jakie mamy prawa i doczytałam, że można dostać zasiłek pogrzebowy w wysokości 4 tyś złotych z z u s. Z racji, że nie planowaliśmy pogrzebu, to nie staraliśmy się o to. Słyszałam nawet, że wystarczy faktura za trumnę i można dostać ten zasiłek...ale ja nie jestem typem kobinatora i skoro nie organizowaliśmy pogrzebu to nie staraliśmy się o zasiłek, także o tym Wam nie napiszę.

Ale na pewno część lub większośc z Was pracujących jest dodatkowo ubezpieczona w P Z U. Najczęściej są fajne pakiety dla większych firm, ale podejrzewam, że i prywatnie też można się dodatkowo ubezpieczyć. U mnie w pracy była taka możliwość, ale ja zdecydowałam się ubezpieczyć przy mężu w firmie, gdzie on pracuje. Było to łatwiejsze i z racji, że to duża firma to warunki były fajniejsze. Zarówno ja jak i mąż płacimy po 52zł miesięcznie. To jest super opcja, bo np za urodzenie dziecka jest około 2 tyś na osobę, więc po urodzeniu dziecka zastrzyk gotówki w wysokości 4 tyś jest super, a jak komuś rodzą się bliźniaki to prawie 8 tyś;)

Mój mąż raz dostał odszkodowanie 700zł za skręconą kostkę;)
Jest jeszcze opcja - urodzenie martwegoo dziecka - 3,5 tys od osoby. Powiem szczerze, że najpierw to zbagatelizowałam. Myślałam, że to nas nie dotyczy z racji, że to był 8tc a czytałam kiedys, że medycznie urodzenie nazywane jest po 20-którymś tyg. ciąży, a wcześniej jest to poronienie. No ale mąż postanowił pójść i zapytać Pani, która się tym zajmuje co właściwie jest potrzebne.
Ksero dowodów, nr kont i skrócony odpis urodzenia martwego dziecka, który wydaje urząd stanu cywilnego przy rejestracji.
No więc kolejnym punktem było zadzwonienie do urzędu- co potrzebujemy, aby dostać ten dokument. Okazało sie, że szpital, lub w przypadku poronienia w domu - lekarz, pod którego opieką jesteśmy może wypisać karę martwego dziecka. No więc tym razem internet poszedł w ruch- wydrukowałam tą kartę i doczytałam, co potrzebuje lekarz, żeby wypisać. Okazuje się, że lekarz może wypisać kartę jeśli jest znana płeć. I tyle. Jeśli płeć nie jest znana, to nie można wypisać tej karty, czyli nie można zarejestrować i nie można się wtedy starać o pieniążki z ubezpieczenia. I tu przydały się badania genetyczne.
Jak dostałam wyniki, to miałam się zgłosić do lekarza mojego. Poszłam i zapytałam czy mi wypisze, on, że jasne, tylko, że on mi wszystko popodbija, a ja sobie sama środek wypełnię. Nie było tam nic takiego- to jest jedna strona A4. Wpisuje się dane swoje, miejsce urodzenia, czy przed terminem porodu nastąpił zgon czy w trakcie czy po, zaznacza płeć i jeśli znana jest przyczyna zgonu to się ją wpisuje, ale to nie jest obowiązkowe. Do tego miejsce i godzina zgonu- czyli poronienia.
Wpisałam te kilka informacji, zabrałam wyniki badan i poszłam do urzędu. Tam pani kazała wypełnić jeden formularz, wzięła kartę i zapytała o potwierdzenie płci- czyli skserowała sobie badania genetyczne. Wystawiła mi za darmo jeden skrócony akt. Kolejne są płatne, ale nie były mi potrzebne. Mąż zrobił ksera dowodów naszych, zabrał akt skrócony i zapisał nr kont. Pani w firmie zajmująca się ubezpieczeniami zrobiła sobie ksero aktu i zabrała ksero dowodu i numery i kazała czekać - do 30 dni. Jeśli odmówią to dostaniemy to na piśmie, jeśli przyznają to pieniążki znajdą się na naszym koncie. I tyle. Dodała jeszcze, ze do 2 tyg zazwyczaj się to odbywa i ona uważa, że dostaniemy, bo nie ma możliwości podważenia tych dokumentów. I tak kilka dni temu na naszych kontach pojawiło się po 3,5 tyś, czyli 7 tyś razem. Zwróciły sie nam i badania genetyczne i właściwie wszystkie badania które zrobiłam w przeciągu 2,5 roku starań i wszystkie wizyty u lekarza. Pieniążki te możemy również potraktować jako kapitał dla przyszłego dzidziusia na wszystkie badania, wizyty, witaminy i tak dalej, bo w ciąży tych pieniążków też idzie dużo. Badania genetyczne w trymestrach, witaminy, często duphaston, wizyty standardowe, wszystkie badania.

Pisze to informacyjnie, być może ktoś się waha czy mu się należy, lub czy np robić badania genetyczne.
Jeżeli ktoś odbierze ten post "materialistycznie", to niech zamknie tę stronkę;) Bo to nie o to chodzi. Ja o tym nie wiedziałam, byłam troche przerażona kosztami wszystkiego i gdyby nie mój mąż i chęć żeby spróbować zawalczyć choć o tak drobną rekompensatę, to nie mielibyśmy nic.Choć dla mnie to nie jest rekompensata, bo oddałabym dużo więcej, bylebym moją córeczkę mogła urodzić i żeby była zdrowa, ale te pieniażki możemy przeznaczyć albo na diagnostykę, albo na kolejnego dzidziusia <3

4 komentarze (pokaż)
23 września 2017, 18:18

Ciąża rozpoczęta 26 sierpnia 2017

3 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)